Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

slow lifestyle

mindfulnessmój stylprzyjemnościslow lifestyle

Momenty. Zima.

by Paulina 10 lutego, 2018

Wsunięcie się pod kołdrę wieczorem w chłodnej sypialni i przytulenie do ciepłego ciała.
Zapach rosołu gdy wracamy ze spaceru.
Śmiech zamieniający się w obłoki pary.
Szron i szadź.

Oglądanie płatków śniegu z bardzo bliska.
Gdy nad ranem dzidziuś zakwęka i sam się uspokaja i można znowu wtulić się w poduszkę.
Wieczorne przebranie się we flanelowa piżamę.
Kawa przyprawowa.
Gdy słońce nagle zaczyna dłużej świecić.
Ciasto drożdżowe w niedzielne popołudnie.
Domowe frytki z domowym majonezem.
Zapach palonych liści.
Samotne wyjście z domu po dniu obfitującym w dzieci. Nawet do Lidla.
Kąpiel w wannie z olejkiem lawendowym.
Radość wszystkich dzieci, gdy starszaki wracają z przedszkola i witają się z Małym.
Pękanie cienkiego lodu na kałużach.
Pomrukiwanie niemowlęcia przy piersi.
Brzmienie ciszy, gdy po porannym zgiełku starszaki są wyprawione do przedszkola, a najmłodszak ma drzemkę.
Głęboki oddech po zakończonym treningu.
Planowanie wyjazdu.
Pierwszy pocałunek po tygodniu nie widzenia się.

Otwieranie paczek z zamówieniami internetowymi. Nawet te z chemią gospodarczą mnie jarają.
Gdy jest zimna pogoda, a jest się odpowiednio ubranym i mimo wszystko jest ciepło.
Pisanie porządnym piórem po porządnym papierze.
Pierwszy łyk idealnie gorącej herbaty z imbirem, pomarańcza i cynamonem.
Skrzypienie śniegu.

spódnica wełniana, kilt

10 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylslow lifestylezima

a to zima ciągle

by Paulina 26 stycznia, 2018

Jest taki moment pod koniec stycznia.
Gdy słońce mocniej błyśnie. Ptak zaśpiewa jakoś śmielej, i pięć minut po południu ciągle jeszcze nie ma nocy.
To ten moment kiedy pojawia się pierwsze oczekiwanie na wiosnę. Pierwsze „mogłaby już przyjść”.
Na spacerze nadrzecznym zaczynam zauważać miejsca idealne na pikniki, i wizualizować sobie cudowny czas w plenerze. Zaczynam myśleć o letnich sukienkach, już prawie czuję ciepłą od słońca trawę pod stopami. Wyobrażam sobie wiosenne wycieczki i długie, ciepłe wieczory…
I mówię stop jak najszybciej, staram się nie nakręcać. Upycham usilnie te myśli gdzieś w daleki kąt, bo za wcześnie jeszcze przecież. Za wcześnie na rzeżuchę, na tulipany i żonkile za wcześnie.
Wwiercam się więc jak mogę w zimowy klimat, wybieram z dzieciakami na łyżwy, planuję zimowy wyjazd, czytamy z dzieciakami śnieżne książki, celebruję tę zimowość jak mogę. Na siłę trochę.
Byłoby łatwiej gdyby ciągle było tak jak na tych zdjęciach. Ze skrzącym śniegiem, zamarzniętym jeziorem, drzewami migocącymi szronem, skrzypiącymi w białym puchu krokami. Można by się wtedy w tej zimie nurzać, i w tym śniegu i mrozie, tak porządnie, poczuć ten mróz szczypiący w nos. Bo zima jest, to musi być zimno.
Chociaż… mogłoby już… nie być… 

 

 

26 stycznia, 2018 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmislow lifestylezima

czynności i bezczynności około sylwestrowe

by Paulina 16 stycznia, 2018

Intensywnie rodzinne lato w tym roku jakoś sprawiło, że zwyczajnie zapomniałam zarezerwować jakąś klimatyczną miejscówkę na Sylwestra w górach, a gdy ocknęliśmy się w połowie października, wszystko, co spełniało nasze oczekiwania było już zajęte.

Ale ponieważ wyjazdy na Sylwestra tylko w części opierają się na samym kierunku podróży, i tak ruszyliśmy. Ruszyliśmy na Śląsk. Śląsk może nie jest najidealniejszym miejscem na zimowy wyjazd z dziećmi, ale tym razem nie jechaliśmy do miejsca tylko do ludzi.

Spędziliśmy świetny czas.
Zaczęliśmy od przesympatycznej gościny u naszej bliźniaczej rodziny Ruby.

…a potem pojechaliśmy do mojego brata, do Gliwic, gdzie przywitaliśmy nowy rok.
 

To był wyjazd nastawiony głównie na domówki, darowaliśmy sobie różne zwiedzania, ale parę razy się wynurzyliśmy na świat, na spacer to tu to tam.

A gliwicka palmiarnia to absolutne mistrzostwo. W smutnym zimno – szaro – smogowym świecie cudowna odskocznia w intensywnej zieloności. I wcale nie trzeba traktować tego miejsca jak czegoś do zwiedzania, odhaczenia każdej tabliczki. Myślę, że to po prostu idealne miejsce na zimowy spacer – jest ta roślinność, są zwierzątka, przepiękne akwaria, ławeczki… Można sobie tam po prostu połazić, potraktować to miejsce jak przepiękny park w lecie, przejść się, przysiąść, pogapić na zwierzaki. Wszystko za 20zł dla całej rodziny. Jakbyśmy mieli takie miejsce u nas w Lublinie, byłabym tam z dzieciakami częstym gościem.

16 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda rowerowaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestylezima

easy like sunday morning

by Paulina 11 grudnia, 2017

Ta niedziela była tak idealna, że aż sama sobie zazdroszczę. Jeden z tych dni, jakie wspomina się z nostalgią pt „to były piękne czasy”, gdy nastoletnie dzieci strzelają focha, trzaskają drzwiami i nie wracają na noc.

Dzień był w zasadzie dość zwyczajny. I raczej brzydki. Nawet nie spektakularnie brzydki, ot, szara polska przed-zima. Piliśmy naszą kawę weekendową i zastanawialiśmy co-by-tu bez samochodu (oddany do mechanika). Następnego dnia miał spaść śnieg, pierwszy w tym sezonie. Uznaliśmy, że to dobry pretekst, by pożegnać sezon rowerowy i wybrać się na miłą przejażdżkę.

Chwilę* później nasz gromada o dwunastu kółkach różnej wielkości jechała sobie miło ścieżką rowerową nad rzeką, w kierunku zalewu.

Plaża była pusta i szara. Zimno było dosyć i tak naprawdę średnio przyjemnie, ale to okoliczności raczej typowe w tym miejscu i czasie, więc cóż, bierzemy co mamy. A mamy doprawdy niemało, nawet w tym ponurackim świecie.
Mamy zabawy w piasku, rumieńce, błyszczące oczy i śmiech zamieniający się w obłoki pary. Mamy wspólną jazdę na rowerach, z Wilczkiem jako coraz równiejszym partnerem i Iskrą dzielnie pędzącą na biegówce i Malutkim błogo śpiącym w przyczepce.
Szarość jeziora migocącą na srebrno.
Płowe trawy, rudawe płachty liści i różne subtelne uroki późnej jesieni.

Wróciliśmy na rosół. Porządny gorący rosół z domowym makaronem, i Siestę w Trójce. A potem, tak, tak. Potem było ciasto drożdżowe. Z kruszonką. I kakao. I więcej Siest, tym razem na płycie, robienie na drutach, rysowanie, puzzle i origami.

Wiecie co, naprawdę nie potrzeba nic więcej.

Niektórzy nawet mają szamę w plenerze. W końcu wiadomka, jak wycieczka, to piknik, jak się jest najmłodszym to się trzeba szybko uczyć.

*Wiecie oczywiście, jak wyglądała ta „chwila” z trójką maluchów;) Dla przypomnienia, sytuacja z przed roku, minus jedno dziecko i jeden rodzic;)

11 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

weź mnie nad rzekę

by Paulina 1 grudnia, 2017

Listopad, u schyłku swego żywota przebierał się dzielnie za marzec lub nawet kwiecień. Czy mu się to udało, to inna kwestia, ale próby zdecydowanie doceniam. Słońce i zielona trawa i błoto tez jakoś wiosenne, bardzo umilały nasze ostatnie spacery.

Zdecydowanie tez było łatwiej wyciągnąć na spacer zagluconą dzieciorzyznę zakopaną w książkach o dinozaurach i jakoś ostatnio na spacery niechętną. Serio, dobrze, że słońce zrobiło robotę, bo chęci do wyjścia ledwo starcza dla siebie, a tu trzeba jeszcze motywować młodocianych.

I wyszliśmy, i słońce migotało sobie frywolnie w rzece i było tak optymistycznie, że prawie już wyciągaliśmy koce piknikowe i letnie kapelusze. Nie zdążyliśmy oczywiście, bo nim minęło południe, słońce zaszło za horyzont i odarło listopad z jego kunsztownego przebrania, niczym północ kopciuszka. I jak kopciuszkowa suknia na powrót stała się łachmanami, tak błoto wiosenne stało się błotem listopadowym, a gałęzie na których już-prawie-były-pączki, zmieniły się w gałęzie rozpaczliwie nagie i wyczekujące śniegowego okrycia.
Wróciliśmy czym prędzej, żeby to miłe wrażenie nie zatarło się całkowicie, ale ten spacer jakoś przytulił nas wewnętrznie.

 

1 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowojesieńlaspodsumowaniaslow lifestyle

przyjemności jesienne

by Paulina 10 listopada, 2017

To nie jest typowa jesień oczywiście. Ostatniego dnia lata dołączył do nas jeszcze jeden maluch i siłą rzeczy mnóstwo kręci się wokół niego.

Siłą rzeczy, to z nim wiąże się większość przeżyć. On jest też chyba główną, najświeższą przyjemnością. Te wszystkie niemowlęce triki, wypracowane przez ewolucję, które mają za zadanie chwycić za serce dorosłych, zakochać ich w sobie, działają. Działają jak złoto. Dzidziuś, chociaż płakać i nie zasypiać potrafi bardzo dobrze, potrafi się też uśmiechać – tym bezzębnym, trochę błędnym uśmiechem, i gruchać, i patrzeć coraz uważniej i wtulać się. A to bezbłędnie chwyta za serce i zakochuje mnie w nim jak diabli. Biorę go na ręce, a on uspokaja się momentalnie i jeszcze tylko wzdycha, nad swoimi strasznymi przeżyciami z przed chwili – to jest jedna z tych chwil, kiedy zatyka ze wzruszenia.
I z tego wszystkiego, z tego wzruszenia (doprawionego hormonami pewnie) inaczej też patrzę na starszaki. Że przecież oni też, tak niedawno… I że w gruncie rzeczy, choć tacy wielcy i dorośli, to tacy mali jeszcze i oni też przecież jak jęczą i awanturują, to jak to małe potrzebują po prostu rodzica…
Tak że tak, rodzicielsko, choć czasem jest jazda bez trzymanki, to jest też miód z lukrem.

Ale. Nie samymi dziećmi człowiek żyje. Co jeszcze robi najmilsze jesienne chwile?

Jesienne jedzenie

Jedzenie, a jakże. O ile w lecie
uwielbiam tę witalność, świeżość, prostotę i prosto-z-ziemi, tak
jesienią przyjemność jedzenia jest… dojrzalsza, spokojniejsza,
bardziej wyrafinowana i chyba pełniejsza.
Papryka. Ostatnio
często pieczemy kilka czerwonych papryk w piecu chlebowym (można też w
piekarniku oczywiście), obieramy, dodajemy pestki słonecznika, czosnek, oliwę i
parmezan i mamy fantastyczne, czerwone, jesienne pesto do makaronu lub
bagietki.
Ciasta, takie bardziej sycące. Ucierane ze śliwkami. Klasyczne drożdżowe z kruszonką. Marchewkowe z cynamonem. Buraczane brownie.
Jak coś piekę, dorzucam parę buraków z folii aluminiowej. I takie pieczone buraki
idealnie potem smakują, np na ciepło z serem kozim. Albo – w glazurze
miodowo rozmarynowej – w prostym makaronie z pietruszką i camembertem.
Albo z mozarellą w zimowej wersji caprese. Albo z awokado i rucolą.
Jest jeszcze królowa jesieni, czyli dynia.
Dynia pasuje do wszystkiego, z jej łagodnym smakiem można ją przyprawić
na sto sposobów i w ogóle się nie nudzi. Jemy risotto z dynią i
gorgonzolą. Albo prosty makaron z pieczoną dynią i gałką muszkatołową
(podsmaża się cebulkę na maśle, dodaje świeżo startą gałkę, sól i
pieprz, do tego upieczoną dynię i śmietankę). Albo aromatyczne placuszki
dniowe z serkiem, pomarańczą i cynamonem. Albo zupę dyniową – z
imbirem, albo z gałką, albo z pomarańczą, albo z papryką. Ostatnio hit
to dyniowa pasta na kanapki.

Jesienny las

Jak jesień, to las. Jeździmy do lasu najczęściej jak się da. Spacerujemy do dywanach z liści, wdychamy sobie leśne jesienne powietrze. Zupełnie poważnie podejrzewam, że w lesie stajemy się lepszymi ludźmi.

Jesienna domowość

Spacery spacerami, ale uwielbiam też jesienią te mroczniejące popołudnia w domu. Za oknem deszcz bębni w parapety, a my siedzimy na dywanie i układamy puzzle. Albo gramy w planszówki. Albo na gitarze. Albo ciasteczka pieczemy i zjadamy sobie, z kakałkiem lub herbatą.

Jesienne czytanie

Jesień to też książki. Te książki pod ciepłym kocem, z gorącą herbatą… Wiecie, ten klimacik, na który za rzadko ma się czas tak naprawdę. W tym roku zupełnie bezkarnie pochłaniam książki na kindle’u, karmiąc maleństwo.
Dotychczas zdecydowanie największym hitem były Niksy. Bardzo mi się spodobała ta książką, już dawno nie czytałam czegoś z takim zachwytem. Fantastycznie sportretowane postaci, przyjemne (ale nie chaotyczne) skoki w czasie, świetny styl. Bardzo polecam.
Podobno Nathan Hill bywa porównywany do Johna Irvinga. Zainspirowało mnie to do sięgnięcia do tego autora, bo zdałam sobie sprawę, że dotychczas znałam tylko Świat według Garpa. Najpierw był Regulamin tłoczni win – jak bardzo na czasie z tematem sieroctwa, aborcji i położnictwa! Fantastyczna, potoczysta historia, bardzo filmowa (właśnie się zorientowałam, że jest film na jej podstawie!) i dużo do przemyślenia. Potem Czwarta ręka – trochę mniej mi się podobała, ale nie narzekam zupełnie, na pierwszy rzut oka trochę śmieszna i lekko absurdalna, ale pod tą lekką powierzchnią zwykłe ludzkie szukanie szczęścia (które dzięki tej lekko satyrycznej formie nie jest kiczowate). W każdym razie w kolejce czekają kolejne książki Irvinga!
Król Szczepan Twardoch. Wreszcie przeczytałam, choć ociągałam się długo. I kurczę, dlaczego tak długo? Ach, jaka smakowita opowieść!
Całe życie Robert Seethaler. To maleństwo, niecałe dwieście stron, do którego na pewno jeszcze wrócę. Do bólu lakoniczna, prosta historia zupełnie zwykłego człowieka. Jakoś rusza.
Pozytywna dyscyplina. Hm, hmm. Jeszcze ją czytam, zazwyczaj w okolicach kryzysów wychowawczych… Generalnie sam termin pozytywnej dyscypliny do mnie przemawia, bo zawiera w sobie zarówno szacunek do dziecka, jak i szacunek do rodzica (o czym często w dzisiejszym podejściu do wychowania się zapomina mam wrażenie). Nie jest dla mnie jakaś bardzo odkrywcza, ale trochę porządkuje i pomaga.
A teraz czytam Okruchy dnia, zainspirowana Noblem dla Kazuo Ishiguro. Filmu też nie widziałam, ale już teraz czytając widzę Anthony’ego Hopkinsa. I odruchowo się prostuję.

 

Jesienne filmy i seriale

Tych było mniej, bo te słynne długie jesienne wieczory są u nas zredukowane do tego krótkiego czasu między momentem padnięcia przedszkolaków, a naszym padnięciem, co często sprowadza się do jednej marnej godzinki.
Obejrzeliśmy za to ostatni sezon Grantchester, ten serial niezmiennie mi się podoba.
Drugą cześć Stranger Things o ciągle fantastycznym klimacie
Teraz zaczęliśmy The Expanse, jeszcze nie wiem, czy mi się podoba.

Z ciekawszych filmów:
Baby driver – który kojarzył mi się mocno z pogodniejszą wersją Drive ze świetnym, trochę teledyskowym klimatem
The Big sick – lubię ten typ komedii romantycznych, trochę wymykający się schematom, z fajnymi dialogami, nienachalnym humorem

Kolejne jesienne przyjemności, to robienie na drutach, tradycyjnie z audiobookami z XIXw Anglii.
I porządki w zdjęciach.

Wracam też powoli do ćwiczeń, napiszę Wam o tym jakoś niedługo.

I tak to u nas wyglądają przyjemności jesienne.Przypuszczam, że dalsza część jesieni będzie wyglądała podobnie. Może spacery będą krótsze, może więcej domowości.
A ponieważ już trochę okrzepliśmy wszyscy, może zaczniemy trochę więcej wychodzić, może nawet uda mi się jakieś bezdzietne wyjście?
A jak Wam mija jesień?

10 listopada, 2017 22 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckojesieńlasmindfulnessmój stylprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

let’s play birds

by Paulina 28 października, 2017
spacer po lesie, spacer z dziećmi, jesień

Wiecie, z czego jestem chyba najbardziej dumna jako rodzic?
Że moje dzieci są zachwycone światem

Że w kolorowych, migających i grających czasach wymyślnych atrakcji i jeszcze wymyślniejszych zabawek, centrów handlowych i sal zabaw, na hasło „jedziemy do lasu” moje dzieci wykrzykują głośne „hurra!”


A w tym lesie…
w tym lesie wybierają najpiękniejsze liście, bo z tych wszystkich tysięcy właśnie ten mamusiu, dla ciebie
tłoczą się w emocjach przed samodzielnie dostrzeżonym grzybem i głośno zastanawiają, czy nadgryzły go ślimaki, czy może żuczki
przepychają przy błyszczącej pajęczynie
szurają w dywanach liści, robiąc skomplikowane systemy dróg
na wyścigi pokonują przeszkody
głaszczą mech
zastanawiają się, czy piękniejsze są czerwone, czy żółte liście
zbierają patyki, ale tylko najspecjalniejsze

I
oczy im się błyszczą. Policzki różowieją. I tak sobie idziemy wśród tych drzew pełnych magii,
grzejąc czasem zziębnięte łapki, słuchamy ich opowieści o musująco
zmiennej tematyce, odpowiadamy na najróżniejsze pytania, i chłoniemy leśność i ten wspólny czas.

 

28 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieckomindfulnessslow lifestyle

Połóg, czyli prażone jabłka z cynamonem

by Paulina 6 października, 2017

Minęły dwa tygodnie. Dwa tygodnie nowej, dość oszałamiającej rzeczywistości. Dwa tygodnie pachnące noworodkiem i prażonymi jabłkami z cynamonem.


Siedzę sobie teraz i zerkam na tego Małego Człowieka patrzącego w światła okna. Mały Człowiek ma wzrok przytomniejszy każdego dnia, zerka tym swoim granatowym, noworodkowym spojrzeniem, dziwując się światu, dziwnyś, świecie, ale w sumie chyba dajesz radę…

Jadę trochę ciągle na oksytocynowym haju i wzrusza mnie to wszystko.
Wzruszają mnie starszaki, podchodzące do najmłodszego z przepiękną troską. Wzruszają mnie ich przejęte szepty o tym, że dzidziuś teraz śpi albo dzidziuś się obudził i płacze. Oraz wyznania typu: są dwie fajowe rzeczy: dzidziuś i gąsienice.
I to Małe mnie wzrusza. Małe z jego stópkami, westchnieniami rozkoszy przy jedzeniu, i ufnym wtulaniem się we mnie. Standardowo i banalnie zaskakuje mnie cud życia.

Tak naprawdę to ciągle jest chaos trochę. Organizacyjny i emocjonalny, w końcu zmiana niemała i wszyscy ją przeżywamy.
Noworodek nie złapał jeszcze rytmu, nie kuma ciągle za bardzo, że w nocy się śpi.
Starsze dzieci jeszcze nie ogarnęły nowej sytuacji, cieszą się, ale przeżywają wszystko bardzo, więc różnych awanturek nie brakuje.
A ja jeszcze nie doszłam do siebie i w najlepsze trwam w fizjologicznych i emocjonalnych urokach połogu. Ale nie uciekam od tego. Tak ma być. Cieszę się tym luksusem, że pod opieką tylko jedno dziecko, gdy pozostała dwójka jest w przedszkolu, pozwalam sobie na cudowne regeneracyjne polegiwanie i wpatrywanie się z maleńką główkę. Czasem przysypiamy razem przy karmieniu. Miewam też zrywy organizacyjno – porządkowe, z nimi tez nie walczę i gdy czuję się na siłach, organizuję i porządkuję (np pozbywam się rzeczy ciążowych). Jem prażone jabłka i risotto ze szpinakiem i kminkiem. Płaczę, gdy mam potrzebę. Czasem tęsknię do bardziej zorganizowanego życia, może trochę mniej poplamionego mlekiem i pozwalającego zaplanować jakieś wyjście.
I jest mi przytulnie, przytulnie w chaosie.

Mam przy tym wszystkim podejrzenia, że teorie o tym, że trzecie dziecko jest najłatwiejsze i bezproblemowe, to jednak ściema. A może nie tyle ściema, co pewna nieścisłość. To nie trzecie dziecko jest najłatwiejsze w obsłudze, to rodzice trzeciego dziecka są pozbawieni złudzeń i z innym luzem przyjmujący, że  noworodek nie jest ruszającą się lalą, tylko noworodkiem. Z całym arsenałem noworodkowości. Noworodek nie umie zasypiać, boi się własnych rąk, a kupa bywa wyzwaniem ponad siły. Tak po prostu jest.

„U nas nie ma miejsca na takie marnotrawstwo ograniczonych zapasów energii i intelektu, jakim byłoby rozpatrywanie oczywistych faktów jako problemów” (J. Irving, Regulamin tłoczni win)

6 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiKazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowapodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka do Janowca

by Paulina 11 września, 2017
ruiny zamku, zwiedzanie z dziećmi, atrakcje lubelszczyzny

To prawdopodobnie nasza ostatnia wycieczka we czworo. Sama jestem ciekawa, kiedy ruszymy w drogę w nowym składzie…

lubelskie z dziećmi, janowiec
zwiedzanie z dziećmi, janowiec, lubelszczyzna, lubelskie z dzieckiem 

Kierunek: Janowiec. Janowiec, czyli mniej popularny brat Kazimierza, po drugiej stronie rzeki.
Na
miejscu ruiny renesansowego zamku, całkiem zresztą nieźle zachowane,
pozwalające wczuć się w klimat rycersko – księżniczkowy, bliski, jak
sądzę większości dzieci. Koło zamku świetny, rozległy park z kojącym
widokiem na Wisłę i Kazimierz, idealny na piknik i hamak.

 
 

A potem Przeprawa Promem (to określenie mocno na wyrost, jakie padło z ust zachwyconego Wilczka. W rzeczywistości chodzi o przeprawę czymś w rodzaju sporej tratwy Cały „rejs” trwa parę minut 😉 ). Z samego Janowca nad rzekę nie jest daleko nawet na piechotę, ale moje możliwości spacerowe na sam koniec ciąży, są już zdecydowanie ograniczone (a mizerne zasoby sił woleliśmy wykorzystać na spacer po parku i koło niego – wzdłuż skarpy przy Wiśle), więc przeprawiliśmy się z samochodem, co zresztą wywołało niemal ekstazę u nieletnich – nie dość że przeprawa statkiem, to jeszcze z samochodem.

A na koniec nadwiślańska plaża, a tam, jak zawsze ogarnia błogość idealna, świat zwalnia i spokój ogarnia doskonały… Zupełnie nie wiem, z czego to wynika – czy ta Wisła w tym miejscu tak leniwie płynie, czy działa drewniany kazimierski zapach, sepiowy kolor piasku, suma dobrych skojarzeń.
W każdym razie, zakończenie dnia, i wakacji idealne.

ciąża w lecie, letnie stylizacje ciążowe, jak się ubierać pod koniec ciąży

11 września, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamoda ciążowamój stylprzyjemnościslow lifestylew ciąży

gdy słońce blednie a ogród lśni

by Paulina 29 sierpnia, 2017
jak się ubierać pod koniec ciąży, letnie stylizacje ciążowe

Ostatnie dni sierpnia pachną jabłkami, spłowiałym słońcem i skoszonym zbożem. A my odbywamy miłe, nieduże wycieczki, ostatnie w te wakacje i w tym składzie.

Niemłode już lato, koniec wakacji i koniec ciąży wspólnie pracują nad możliwie najlepszym ostatnim wrażeniem. I powiem Wam, że dają radę.
Lato żegna się czułymi i delikatnymi pocałunkami słońca, już bez gwałtowności początków sierpnia i oziębłości lipcowej.
Ostatki ciążowe jakby złagodziły zgagę i skurcze łydek.
A dzieci, w ostatnie dni wakacji (bardzo wspólnych) zdecydowały trochę odpuścić intensywną Fazę na Mamę.

Chłodne wieczory i ciepłe popołudnia. Lody. Cukinia na sto sposobów. Rozjaśnione od słońca włosy i dobrze utrwalone piegi. Pożółkłość i spłowiałość. Migocące nitki babiego lata. Pełne garście malin i nierówne pomidory.
Sierpniu, robisz to dobrze.

owadolandia, wycieczki z dzieckiem
Owadolandia w Wojciechowie pod Lublinem, gdzie, wśród imponujących modeli owadów, labiryntu w kukurydzy i przyjemnego placu zabaw spędziliśmy ostatnio przemiły dzień.
owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

kukurydziany labirynt, wycieczka z dzieckiem

końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
29 sierpnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • …
  • 10

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry