Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

zima

aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Zimowe Bieszczady, trochę inne niż planowaliśmy

by Paulina 25 stycznia, 2022

Bardzo czekałam na ten wyjazd. Udało nam się wykrzesać trochę więcej czasu niż standardowy przedłużony weekend i wiązałam z tym wyjazdem niemałe nadzieje odpoczynkowe. W planie były długie górskie zimowe wędrówki, skrzypienie śniegu, widoki, spokój, i jedyna w swoim rodzaju, górska, zimowa cisza. Wyobrażałam to sobie w grudniu dość mocno, więc wizja w głowie była bardzo konkretna;)

A tymczasem, cóż, było trochę inaczej. ZNOWU.

Bieszczady przywitały nas deszczem i bardzo marnymi resztkami śniegu tu i ówdzie. Nie odmówiliśmy sobie mimo wszystko niewielkiego górskiego spacerku w deszczu, (w końcu ja całkiem serio lubię deeeeszcz w Cisnej…), zacierając ręce na zbliżające się ochłodzenie i ośnieżenie naszych ukochanych gór. Ochłodzenie i śnieg nadeszły, a wraz z nimi nieciekawa brzuszkowa infekcja Pirata… Dlatego plany wycieczkowe musieliśmy zweryfikować dość mocno, bo dzieciak nie nadawał się na żadne wycieczki. Było trochę strachu o męczącego się malucha ale na szczęście infekcja byłą w miarę łagodna, no i szczęśliwie niezaraźliwa (bo też obawialiśmy się mieć na sumieniu całą nasza ekipę). Z jasnych stron zaistniałej sytuacji, przeczytałam rewelacyjną książkę (Anomalia autorstwa Hervé Le Tellier, z nagrodą Goncourt 2020. Porywająca, błyskotliwa i wciągająca, świetnie napisana, skłaniająca do przemyśleń) . 

A gdy Piratowi się polepszyło, weszły narty – wyciąg mieliśmy w zasięgu spacerku. Narty dotychczas nie dawały mi jakiejś niesamowitej frajdy, jeździłam nie na tyle dobrze, żeby się tą jazdą bawić. I nastąpił przełom, zdecydowałam się na dwie godzinki z instruktorem i dało mi to bardzo dużo, i jaram się tymi nartami bardzo i liczę na więcej jeszcze w tym roku.

Było więc inaczej, i nie mogę powiedzieć, że nie mam niedosytu, ale ogóle wrażenia jednak pozytywne. Góry robią dobrze, nawet w takich ograniczonych ilościach.

Co prawda to kolejna sytuacja, kiedy musieliśmy zmieniać plany i dostosowywać się do okoliczności, przez ostatnie dwa lata wszyscy mamy w takich sytuacjach sporą praktykę. Nie wiem tylko, czy ta praktyka jeszcze czyni mistrza, czy po prostu już okropnie męczy. Już chyba jednak męczy. Już bym chciała móc wykazywać się mniejszą elastycznością;)

A tymczasem trochę zdjęć z tego, co udało się tym razem (głównie mężowi) pochodzić.

25 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżadzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Puszcza zimowa

by Paulina 28 lutego, 2021

Wreszcie!

Do trzech razy sztuka, jak mówią.

Przyjechaliśmy na Podlasie wśród takich gwiazd, że można je było strącać grabiami, na gęsto rozsiane po niebie. Wysiedliśmy z samochodu, skrzypnął śnieg pod nogami, skrzypnęły drzwi naszego drewnianego domku i przepadliśmy, znowu.

Na zimę na Podlasiu polowaliśmy już wcześniej. Puszcza w zimowym dekorum wydawała mi się jakimś cudownym zespoleniem baśni, skandynawskich zimowych opowieści Astrid Lindgren, i moich wyimaginowanych ferii na wyimaginowanej wsi.

Tymczasem dotychczas w porze lutowej zaznawaliśmy przemrożonych resztek śniegu, lub przedwczesnego przedwiosennego błocka. Aż do teraz. Teraz trafiło się naprawdę pięknie.

Odwiedziliśmy rezerwat dzikich zwierząt, tym razem ludzi nie było prawie wcale, zwierzaki leżały sobie zrelaksowane na śniegu i mogliśmy się im przyjrzeć naprawdę uważnie. Odwiedziliśmy szlaki i miejsca znane i nieznane. Dzieci (my też w sumie;) ) napawały się śniegiem. Puszcza koiła i zachwycała, mówiła co jest ważne, jak zawsze.

Wiecie, pisałam już o Podlasiu parę razy. Jest w tym regionie coś dobrego. Coś, co przytula do serca, coś jak powrót do sielskości dzieciństwa. Lubię tu wracać.

Co się gapisz



Zarobiony Pirat
Wilczek w swoim naturalnym środowisku

Miejsce Mocy, podobno jest tu jakaś niesamowicie dobra energia. 

A tu nasza baza, Korolowa Chata. Przepiękne, klimatyczne miejsce. Oryginalny podlaski dom sprzed kilkudziesięciu lat, odnowiony na tyle żeby było nam, współczesnym wygodnie, a jednocześnie zachowujący całą magię. Do tego przesympatyczny właściciel, pan Sławek. Polecam Wam bardzo, my wrócimy tu na pewno!

Gdy chcesz uciec przed światem i zaszyć się „pośrodku niczego”…

 

28 lutego, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmindfulnessslow lifestylezima

zima zima

by Paulina 29 stycznia, 2021

I przysypało.

cieszę się, bardzo się cieszę.

Śnieg przysypał szaro-błotniste chodniki i dygocące łyse drzewa, przeciągający się listopadowy smutek, i trochę też ciągnącą się od prawie roku stracho-niepewność i poczucie zagubienia i dezorientacji. 

W takiej Narni, jaką mamy obecnie świat automatycznie traci trochę na realistyczności. Jest biały, puchaty i błyszczący więc nie może być taki do końca zły jak mówią.

Wyrywamy dzieciakom sanki z rąk i zjeżdżamy, jakby miało nie być jutra. Lepimy bałwany nie patrząc na zmarznięte palce bez rękawiczek. Chichramy się rzucając gałkami. , 

I chociaż wiatr wwiewa się za kołnierz (bo szalik oddany dziecku), samochody trzeba odśnieżać, stać w korkach, do wszystkiego dochodzi zimowa niemrawość i kocolubność, to dobrze że jest, ta zima.

Trochę układa ten zwariowany świat. Jest styczeń, jest zima, jest śnieg, wszystko na swoim miejscu, tak, jak powinno być.

 W mokrych kombinezonach i z soplami do włosach wraca się do domu na herbatę z sokiem malinowym. Taka mała stabilizacja, namiastka normalności, trochę powrót do słodkiej przeszłości, za którą wszyscy tęsknimy w niepewnych czasach i która – wiadomo była inna, lepsza, a trawa była zieleńsza.

29 stycznia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlaslubelszczyznapodróże i wycieczkislow lifestylezima

bardzo długie ferie

by Paulina 14 stycznia, 2021

ferie zimowe

 

Przełom 2020 i 2021 mieliśmy wybitnie rodzinny. Spędziliśmy go razem, ze sobą, wspólnie. Bardzo wspólnie, rodzina much w smole. Zlała się zdalna nauka z przedszkolną kwarantanną, Świętami, feriami, wolniejszym czasem w pracy i innymi i powstała z tego przedziwna dziura w czasoprzestrzeni. 

Dziura swobody, w której spaliśmy czasem nawet do 9, kiedy ograniczały nas tylko nasze pomysły ( i obostrzenia pandemiczne), i kiedy nawet, nieśmiało, po długim czasie pojawiały się takie swawolne myśli, że może by tak do portugalskiego wrócić, albo że może jakieś warsztaty-czegokolwiek…

Wracamy już do rzeczywistości, ale to był potrzebny czas. Nawet nie wiedziałam jak bardzo mi takiej swobody brakowało. Nicniemuszenia, beztroskiej nudy i cudownie bezcelowego gapienia się w dal. 

Jeszcze parę miesięcy temu plany były inne. Początek roku mieliśmy spędzić w Bieszczadach, a ferie miały być kiedy indziej i bardzo gdzie indziej. Trochę się pozmieniało, ale w gruncie rzeczy nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo cierpię.

Przesyt onlinem

Wilczek, uczeń drugiej klasy i tak nie był narażony na zbyt długi czas zdalnych lekcji, ale miał (a my wraz z nim) totalnie dosyć. Po bardzo krótkim czasie zauważyliśmy, że zaczęło niezdrowo ciągnąć go do ekranów, a po lekcjach chodził skołowany, pobudzono-zmęczony, rozproszony. 

Szkoda nam było i dzieciaka, i naszych starań. Bo bardzo walczymy o to , żeby w życiu naszych dzieci było – przynajmniej na razie – jak najmniej świata cyfrowego. Uważamy (podobnie jak mądre głowy w dolinie krzemowej), że do pewnego wieku, kiedy mózgi są najbardziej plastyczne, należy na maksa rozwijać analogowe myślenie, wyobraźnię, prawdziwe pisanie literek, realne życie towarzyskie. Na cyfrowość, która dla mózgu jest trochę drogą na skróty, przyjdzie jeszcze czas. Osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach ekranów i wirtualnej rzeczywistości jest i tak za dużo i zbyt wcześnie, a szkoła online, to – zwłaszcza dla młodszych klas – dodatkowo wielka krzywda.

Dlatego, mimo, że mnóstwo instytucji oferuje w ferie najróżniejsze, często zresztą bardzo ciekawe aktywności online, ograniczyliśmy je do totalnego minimum. Są online-wystawy, online-warsztaty, online-muzea, online-zabawy. Ale z premedytacją się od tego odcięliśmy. 

Co więc robiliśmy?

Zimowe wycieczki

To nasza główna atrakcja. Jeździmy po Lubelszczyźnie, spacerujemy, włóczymy się, chodzimy. Po błocie i śniegu. Nurkujemy z głową w zimowy świat. Niekoniecznie świat typu winter wonderland, rodem z teledysków świątecznych, czy pewnej bardzo długiej reklamy… W zimie w dzisiejszych czasach bywa szaro i mgliście, bywa wilgotno i przenikliwy wiatr, kałuże i błoto. Ale mamo, wiesz, jak się super szybko zjeżdża po błocie? 

Nasze dzieciaki są na tych wycieczkach totalnie w swoim żywiole (jeśli jest jedzenie oczywiście. Błoto nie błoto, szama w plenerze musi być). Czasami zastanawiamy się, że może dzieciaki oddają ten nasz nadmierny entuzjazm, który sączyliśmy w nich latami, patrzcie to chyba kupa wilka, hurra, i ale wyraźny jest ślad jelenia w tym błocku. Stukające dzięcioły, latające sikorki, wiewiórka, łasica, sarenka, to teraz dla nich atrakcje na miarę znalezienia skarbu.

Nie są to zbyt długie wycieczki, chociażby ze względu na zmrok zapadający chwilę po 15. Ale są cudownie ożywcze, dla wszystkich.

Twórcza nuda

„Daj dziecku przestrzeń na wyobraźnię”. Wydaje mi się, że to coś, co znacznie bardziej potrzebne jest dzisiejszym dzieciakom niż kursy programowania, szybkiego czytania, czy nauki języków. W nicnierobieniu, w pustce i pozornej nudzie powstają cudowne rysunki, projekty, budowle, rozważania. Na przestrzeni do rozmyślań nikt nie zarabia, więc może nie jest taka bardzo atrakcyjna i pożądana, ale jest bardzo bardzo ważna. To tu dzieci uczą się skupienia i wymyślania, poczucia sprawczości i samodzielności. Różne kursy to może być też wspaniała sprawa, ale myślę, że warto jest zauważyć i docenić taką właśnie pozorną pustkę. Dzieci bardzo potrzebują takiej przestrzeni, żeby rosnąć – rosnąć psychicznie, duchowo i intelektualnie.

Dodatkowe przyjemności

Nie jestem ekstremistką i nie twierdzę, że moje dzieci od miesiąca naprzemiennie chodzą po lasach i gapią się w ścianę. To jest ten czas, kiedy mogą odkrywać, co sprawia im największą frajdę. Nasi siedzą w komiksach (Asterix i Obelix, Kajko i Kokosz, Garfield), Wilczek tworzy autorskie konstrukcje, Iskra wzięła się za haftowanie, Pirat bawi się zwierzątkami lub samochodzikami. I rysują – cała trójka, rysują jakby jutro miał się skończyć świat.

Czytamy. Jest rytualne Wieczorne Czytanie przez Rodzica, jest też czytanie, lub „czytanie” samodzielne. Ostatnio – „Detektyw Pozytywka”, „Drzewo życzeń”, „Piaskowy Wilk”, „Nela…”, seria „8+2”, „Skarpetki” Justyny Bednarek, „Gwiazdkozaur”, najróżniejsze książki przyrodnicze (Np „Ciało, Ty i miliardy twoich mieszkańców”, Adam Wajrak, Piotr Socha, „Sen Alicji czyli jak działa mózg”), Iskra zachwyciła się ostatnio Mademoiselle Oiseau, zaczynamy Mary Poppins. I oczywiście Astrid Lindgren, Kubuś Puchatek, w formie audiobooków. Pirat w świecie Elmera, Kacpra, Małej Popielicy, książek Wechterowicza i Dziubak.

Gramy w gry. Planszówy, karcianki typowo dziecięce, i bardziej rodzinne. Azul, Uno, Leśne duchy, szachy, różne memory, Farmer…

Oglądamy. Robimy sobie czasem kino domowe i odpalamy rzutnik.

Jest dobrze w gruncie rzeczy, naprawdę. 

bagienka i kładki, sama radość. Poleski Park Narodowy.

silna grupa wycieczkowa

trochę zima, ale jakby kwiecień. Lasy Kozłowieckie.

zalew lubelski

namiastka zimy w namiastce gór;) Świętokrzyskie.

Jedni przedzierają się przez błoto, inni badają ilość śniegu pod kątem zjazdu

zimowa wspinaczka w górach 😉

świętokrzyskie skałki, atrakcja wyjazdu;)

kochane wąwozy

14 stycznia, 2021 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemTatryzima

Zimowe Tatry z dziećmi

by Paulina 20 grudnia, 2020

Oj tęskniło mi się za górami, bardzo bardzo.

Po niedoszłych wakacyjnych Dolomitach, miały być wrześniowe Bieszczady, październikowe Pieniny, listopadowy Beskid Niski.

Udało się z grudniowymi Tatrami.

Uwielbiam te góry. Są jedyne w swoim rodzaju, takie skompresowane Alpy. Na niewielkiej powierzchni są przestrzenne doliny i ostre kamienne szczyty, przepiękne jeziora, zróżnicowana roślinność. Choć stosunkowo nie najwyższe, uczą szacunku do siebie. To w Tatrach właśnie wiele lat temu zrozumiałam, jak to jest bać się o życie w górach. A jednocześnie mnóstwo szlaków, które bezpiecznie pozwalają tę górską perełkę podziwiać.

Mimo tej wyjątkowości, w Tatrach z dziećmi byliśmy po raz pierwszy. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, wyszliśmy z założenia, że  w kwestii górskiej trzeba dzieciom stopniować zarówno stopień trudności, jak i – przede wszystkim – efektowność. Coś w tym jest, że jak zaczniemy naszą przygodę od rzeczy najefektowniejszych, to potem trudno zrobić wrażenie. Druga kwestia to tłumy, które mocno nas odstraszają.           

W ogóle w temacie, który był najbardziej komentowany na instagramie, czyli 

Dzieciaki w górach

Cieszę się, że dzieci zaczęły od chodzenia po mniejszych górach. Oczywiście wcześniej w nosidłach widzieli wcześniej co nieco (nawet trochę Alp), można powiedzieć, że z górskim krajobrazem się opatrzyły. Ale ich dotychczasowe samodzielne chodzenie to Beskidy i Bieszczady.

Pisałam już o tym, jak zachęcić kilkulatki do samodzielnego trekkingu. I sprawdziły nam się te metody, chociaż nie powiem, że było szybko, łatwo i zupełnie bezproblemowo. Proces trwał, bywał żmudny i czasem mocno męczący. Nie zliczę, ile razy w górach z dziećmi marzyłam o wędrówce solo – bez krzesania z siebie nadprogramowego entuzjazmu, bez zachwycania się każdym śladem i każdą kupą dzikich zwierząt, bez wyśpiewywania „piosenek wędrówkowych”. 

Ale z perspektywy czasu po raz kolejny stwierdzam, że cholernie warto. Chociaż teoretycznie pamiętam te trudniejsze momenty, to ogólne wspomnienia naszych wędrówek są wspaniałe, a jakość wspólnie spędzonego czasu jest nie do przecenienia. I jeszcze jedno- myślę, że mogę powiedzieć, że dzieci (póki co mówię o starszakach), nauczyły się chodzić po górach.

Patrzyłam na moje dwie koziczki i puchłam z dumy – z nas i z nich. Bo szli, wspinali się, zauważali krajobraz makro i przyrodę w skali mikro. Codziennie – z radością i entuzjazmem – uczyli się więcej niż na stu zdalnych lekcjach przez komputer. Zauważali, zachwycali się, zadawali pytania (czasem zbyt trudne na naszą mizerną przyrodniczą wiedzę). A to jest to, na czym nam tak bardzo zależy w wychowaniu – na uważności, na obecności, na docenianiu rzeczywistości.

A same wędrówki… Przepiękne. Tatry powitały nas chyba „szczęściem początkującego” w kwestii pogody. Było słonecznie, przejrzyście, z lekkim mrozem i bezwietrznie. Wróciliśmy z tradycyjnym niedosytem, tym większym, gdy znamy najnowsze obwieszczenia rządu.

Parę dni wystarczyło, żeby poukładać te puzzle zwane życiem. Wszystko jak zawsze poustawiało się tak jak trzeba, wszystko było tak, jak być powinno.

z takim jednym

Widok do porannej kawy

Hala Gąsienicowa. I wspomnienia. W Murowańcu spędziliśmy naszą tygodniową podróż poślubną (w pokoju z chrapiącymi Węgrami:D )

Niesamowite, że po tych sześciu godzinach w górach, dzieciom wystarczyła 20-minutowa regeneracja w samochodzie, żeby w domku dostać głupawki

schroniskowa szarlotka i ciastka mocy

Trekking? On ma od tego ludzi.

                                           

20 grudnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżalasmój styl podróżniczyPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

(nie)zimowe Podlasie na weekend

by Paulina 23 lutego, 2020

To był krótki wyjazd regeneracyjny po intensywnym i dość trudnym czasie.
Leśne królestwo jak zwykle zachwyciło totalnie, choć wyjazd był krótszy niż planowaliśmy. I mniej zimowy niż planowaliśmy.
Ale nawet ten lekko przedłużony weekend pełen spacerów dał radę, kurde, jak bardzo.
Wyjdę pewnie na egzaltowaną romantyczkę, ale puszcza wzrusza mnie do łez.

Człowiek się miota w tej codzienności, stresuje większymi  i mniejszymi problemikami, wkurza na mniejsze i większe upierdliwości. A drzewa sobie są. Wypuszczają nowe listki, gubią stare, zarastają mchem, rzucają cień w lecie, produkują tlen niezależnie od tego, że są korki rano, dzieci nie słuchają, a kontrahenci są niesłowni. Puszcza przypomina o tym jak żaden inny las.

Łaziliśmy po tych lasach, naprawdę zachwycających, mimo tego, że nie miały ani liści, ani śniegu. Wieczorami zasiadaliśmy przy ciepłym piecu kaflowym w naszym klimatycznym wiejskim domku (spaliśmy tu, miejsce bardzo zaciszne, na tzw końcu świata, w miło wiejskim, nie odpustowym stylu. Domek wynajęliśmy przez airbnb, tu macie zniżkę na pierwszą rezerwację). Dzieciaki przyssały się do planszówek. I błogość wsączała się wszystkimi porami do ciała i duszy.

Niby tylko trzy dni, wioska na wschodzie Polski, bez śniegu, nart i atrakcji. Niby nic takiego…

23 lutego, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

nowy rok w Bieszczadach

by Paulina 24 stycznia, 2020

Tym razem to nie był Sylwester, ale pierwsze dni nowego roku, ale kto by się przejmował numerkami. Najważniejsze było zachowane. Góry ( Bieszczady), wędrowanie, doborowe towarzystwo, tradycyjna medytacja kroków, chwile na rozmyślania i podsumowania. Do tego piękna, klimatyczna chata i nawet trochę nart.

Jeśli nowy rok jest w jakimś sensie  symbolem, czy przepowiednią tego, jak będzie wyglądać kolejne 12 miesięcy, to ja bardzo poproszę.

O taki rok, jak te parę dni poproszę.

W dobrym zdrowiu i w dobrym humorze.
W naturze.
Z dzieciakami zgodnie pochłoniętymi samodzielnie wymyśloną zabawą w wyobrażonych światach. Albo na dworze, w rumieńcach i błyszczących oczach.
W towarzystwie najlepszym z możliwych.
W „tu i teraz”.
W górach – najczęściej jak się da.

cześć!

24 stycznia, 2020 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestylezima

podlasie z dziećmi zimą

by Paulina 27 lutego, 2019
podlasie z dziećmi, ferie w Białowieży

Podlasie w lecie poznaliśmy i pokochaliśmy. Od jakiegoś czasu marzył nam się wyjazd do puszczy zimą. Wizje takiego mieliśmy iście baśniowe, z masami migocącego śniegu i skrzypiącym mrozem, bo w końcu to polski biegun zimna.

Zamiast tego trafiliśmy na masy błota i bardzo specyficzny urok przed-przed-wiośnia.

Nie było idealnie, momentami (fochy i jękoły) było zupełnie odwrotnie, ale już teraz, ponad tydzień po powrocie w głowie mam tylko podlaską sielankę, spacery i żubry.
Mam w głowie wiejską sielskość i prostotę. Spokój. I tęsknotę za tym.

Bo w gruncie rzeczy, o taki fajny, wspólny czas nam chodziło. O powolne poranki z kawą przy kominku. O cudowne spacery po cudownych lasach. I o tropy dzikich zwierząt (Wielka księga prawdziwych tropicieli Adama Wajraka to pozycja obowiązkowa codziennie od dwóch miesięcy). I wieczory, które można by nazwać błogimi i spokojnymi gdyby nie planszówkowe emocje;)

Jest w Podlasiu coś bardzo kojącego. To takie miejsce, gdzie wszystko jest tak jak trzeba i idzie po swojemu.

klimatyczny domek na podlasiu

27 lutego, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Lublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

Now we’re all so set up and barely alive

by Paulina 7 lutego, 2019
mariezelie, sukienka, spodnica z kola, spódnica z koła, stylizacja

Oj, obudził mnie mocno ten dzień.

Pisałam ostatnio o minimalizmie zmysłowym, że zima daje odpoczynek od wszelkich doznań zmysłowych w przyrodzie, jest cicho, bezwonnie i czarno – biało.

I przyszedł luty i, chociaż tej zimy to jeszcze hoho, to luty od razu takim słońcem się zaczął, że wszystko się zmieniło. Drgnęło życie. Ptaki się ośmieliły i odzywają jakoś radośniej, mokrość topiącego się śniegu ożywiła kolory – póki co tylko tysiące odcieni burości, ale nawet ta burość jakby świeższa i bardziej energetyczna. Pachnie powietrze, kiełki i hiacynty.
Zwykły niedzielny spacer przedłużony o tropienie śladów nad rzeką.

Koniecznie okropnie potrzebuję remontować, wyrzucać, zdzierać. Sukienki zakładać, włosy obcinać. I tańczyć.

spodnica mariezelie, płaszcz, polskie marki

tropiciele tropią tropy

7 lutego, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlubelszczyznamindfulnesspodróże i wycieczkizimazmysły

gdy szarość zmienia się w perłę

by Paulina 27 stycznia, 2019

Jechaliśmy i jechaliśmy. Dzieci zaczęły marudzić, mnie zaczęło morzyć. Tak ciepło  w tym samochodzie i szalik tak miło otula szyję. Przyszło mi do głowy, że co za różnica jakie gołe drzewa będziemy oglądać i po jakich zesłych trawach będziemy chodzić. Można było pojechać gdzieś bliżej. A do tego, jak oddaliliśmy się od Lublina, zniknął śnieg.

Dojechaliśmy, po godzinie. Zaparkowaliśmy samochód pośrodku wielkiej pustki. I najpierw uderzyła nas cisza doskonała. Cisza cisz, bez jednego dźwięczku. Taka, która karze zamknąć oczy i oddychać, słuchać się i otulać sobą duszę. Taka, na której brzmienie przystanęły nawet dzieciaki. Taka, dla której warto przejechać się nieco dalej.
Pomyślałam sobie wtedy, że zima to taki czas odpoczynku dla zmysłów. Brzmi trochę banalnie jak to zapisuję, ale uderzyło mnie to wtedy – żadnych owadów, ptaków, tego letniego (cudownego skądinąd) hałasu. Żadnych kolorów,  żadnych zapachów. Minimalizm i zen.

Potem rozejrzeliśmy się. Rozejrzeliśmy, a cały świat wokół, po horyzont, to były te drewniane chaty grodziska, a potem tylko łąki pełne szeleszczących wielkich traw, niewielka rzeczka otoczona takimi klimatycznymi wierzbami, w oddali las. I nic więcej, ani bilbordów, ani sklepów spożywczo-monopolowych, żadnej blachodachówki. Klimat fantastyczny, arcysłowiański, prawie wypatrywaliśmy rusałek i strzyg. Wszystko przyprószone subtelną białawą migocącą mgiełką. I tą ciszą niesamowitą zupełnie.
I tak po horyzont.
Tylko my i  świat. I cisza.

27 stycznia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • …
  • 6

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry