Pytanie ważkie i aktualne, gdy jesienna złocistość szarzeje, zalewa się deszczem i robi wszystko by zniechęcić do wychodzenia z łóżka. Osobiście nie miałabym nic przeciwko wylegiwaniu, się dla odmiany do 9 np… Ale na dzieciach senna pora roku nie robi wrażenia, i obudzone i gotowe na nowy dzień są już od świtu. Dlatego, chcąc czy nie, trzeba się z tej ciepłej pościeli wygrzebać i próbować wykrzesać z siebie energię, by próbować choć nadążyć za tym drobiazgiem (- cytując pewnego Misia).
Tylko jak tę energię krzesać…
Najlepiej byłoby się oczywiście wysypiać… Ale niestety ostatnio widoków na to brak… (ząbkowanie…)
Jako kolejna dość oczywista odpowiedź, nasuwa się kawa. Najchętniej parzona przez męża, w aeropresie, łagodna w smaku, zdecydowana w działaniu, bez mleka i cukru, z kostką gorzkiej czekolady.
Problem z kawą mam taki, że potrzebuję do niej sprzyjających okoliczności. Kanapy, muzyki, względnego porządku, 15 minut spokoju. Nie lubię pić kawy w biegu i stresie, na stojąco, nie dla mnie szybkość espresso na dwa łyki.
Herbatę lubię, ale jakoś mnie ona nie budzi.
Na co dzień decyduję się raczej na yerba mate.Ten napój też wymaga trochę rytuału, ale pasuje mi popijanie go w trakcie różnych innych czynności. Mate odkryliśmy parę ładnych lat temu, podczas podróży, niestety nie po Paragwaju, a po Portugalii. Byliśmy na świeżo po przeczytaniu Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anakonda W. Cejrowskiego (swoją drogą, bardzo polecam tego autora, jest jedyny w swoim rodzaju, ma co opowiadać i robi to w mistrzowski sposób) i coś już o yerbie słyszeliśmy. Podobał nam się ten element rytuału, trochę magii, byliśmy ciekawi smaku i wspaniałych właściwości. Tak o yerbie pisze wspomniany już W.C.
I właśnie w Portugalii, gdy trafiliśmy na guampę (naczynko do yerby) z Palo Santo, specjalnego gatunku drzewa, rozpoczął się nasz mateizm. Warto pić mate, to napój wspaniale pobudzający, nie powodujący zamulania (co się zdarza kawie) ani pikawy (co też się zdarza kawie). Do tego zawiera mnóstwo antyoksydantów, obniża poziom cholesterolu, wspomaga trawienie, podnosi odporność.
A skoro warto, to jak pić? Najlepiej trzymając się paru zasad – trzeba zaopatrzyć się w naczynko, najlepiej właśnie z palo santo, albo z tykwy, do niej dołączona jest bombilla, czyli rurka z dziurkami, do picia, która zatrzymuje farfocle. Mate wsypujemy do wysokości trzech czwartych guampy i zalewamy gorącą – ale nie wrzącą – wodą. I, co jest naprawdę fajne, możemy tę wodę dolewać kilkakrotnie, aż skończy nam się woda w termosie lub smak lub ochota.
A jak smakuje? Niektórzy twierdzą, że jak mokre papierosy… Smak jest faktycznie… specyficzny… Ale czy specyficzne nie są kiszone ogórki?
Osobiście polecam.
Na senność bardzo pomaga też chwila gimnastyki o poranku. Odkąd nie mam takiej możliwości, mam wielką ochotę na poranny jogging, wyobrażam sobie jak lekko biegnę i wdycham rześkie powietrze w upajającej ciszy albo z pozytywna muzyka płynącą ze słuchawek… Ale od jakiegoś czasu zamiast tego mam parę powitań słońca, ewentualnie kilka mniej lub bardziej skoordynowanych wymachów rękami i nogami w asyście niemowlaka i obciążeniem dwuipółlatkowym.
Dobrze robi też gorąco – zimny prysznic z pobudzającymi aromatami, i solidne śniadanie ( u nas przeważnie jaglanka lub owsianka w wersji na bogato, gotowana na wodzie, ale z migdałami, rodzynkami, prażonymi jabłkami z cynamonem, i odrobiną masła.)
Jakie są Wasze sposoby?


