Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

jak odpoczywaćjesieńksiążkirozmyślaniaUncategorizeduważność

jesienne czasospowalniacze

by Paulina 4 listopada, 2025

Jesienią najbardziej lubię zmierzch. Nawet gdy o zmierzchu trzeba odwozić lub odprowadzać dzieciaki na zajęcia dodatkowe. Niezależnie od tego czy szuram właśnie w liściach, jadę samochodem, czy w domu zaparzam popołudniową herbatę pu erh. Gdy jesienią zapada popołudniowy zmierzch, to jest trochę ten efekt wełnianego kocyka przykrywającego życie, „teraz już nic nie musisz, teraz się utul i napij coś ciepłego, i masz jeszcze kardamonowe ciasteczko sobie przegryź.”

czytaj dalej
4 listopada, 2025 2 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjalatomój styl podróżniczymorze z dziećminamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bretania z dziećmi pod namiotem

by Paulina 31 sierpnia, 2025

Kiedyś, na studiach, byłam w Bretanii zbyt krótko, i od tamtej pory chciałam tam wrócić.

Celtyckość, magia, klify, lasy, zamki, klasztory, i całe miasteczka o charakterystycznych, szarych dachach z łupków. Ojczyzna Asteriksa i Obeliksa, ostatnia wolna wioska galijska. Zdecydowaliśmy w wakacje ruszamy z dziećmi do Bretanii.

Wyruszyliśmy po naszemu. Zapakowani po dach, z namiotem, mapą, przewodnikiem i dość ogólnikowym planem ruszyliśmy 2200 km na zachód.

czytaj dalej
31 sierpnia, 2025 3 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniaUncategorizedwakacje

nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

by Paulina 9 lipca, 2025

Rumunia. Gdzieś w górach. Wracaliśmy z pewnej jaskini. Krycha nie zauważył niewykończonego, ostrego krawężnika. Huk, syk, i już wiemy – opona poszła. Na dojazdówce dotarliśmy do najbliższego warsztatu wulkanizatorskiego, gdzie młody chłopak w klapkach z rozkosznym uśmiechem zaoferował nam zjechaną niskoprofilową oponę i poinformował, że sprzęt do wyważania „jest kaput”. Czekał nas zakup nowej opony, co nie było takie oczywiste w środku rumuńskich gór. Wróciliśmy na camping, kilkanaście kilometrów dalej, na sam początek bardzo solidnej burzy. I dobrze, że zdążyliśmy, bo wiatr wiał naprawdę mocno i trzeba było trzymać namiot, żeby nie połamał się stelaż. Tak rozpoczęły się nasze rumuńskie wakacje.

czytaj dalej
9 lipca, 2025 3 komentarze
6 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczyrowerrower z dzieckiemwiosna

Lasy Janowskie rowerami

by Paulina 17 czerwca, 2025

Uwielbiam to, że w zasięgu godzinki mamy takie cuda.

Gdy, zwłaszcza teraz, po zimie, splotą się szczęśliwie wolny weekend i ładna pogoda, ruszamy. Ładujemy  na dach i hak samochodu pięć rowerów (ale już bez przyczepki!). Pakujemy koce piknikowe i hamaki. I obowiązkowo piknikowe przekąski, w końcu mieszkało się trochę w Shire, we Francji.

czytaj dalej
17 czerwca, 2025 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleuważność

co robię zamiast telefonu

by Paulina 28 kwietnia, 2025

 

Bardzo ograniczyłam użycie telefonu ostatnio. 

Zauważyłam, jak pewnie wszyscy, jak dużo czasu bezwiednie kradły mi różne aplikacje, jak często potem musiałam pędzić gdzieś na złamanie karku żeby się nie spóźnić, jakie miałam ciągle wszechogarniające uczucie chomika w kołowrotku, trudności w koncentracji i ogólnego kaca intelektualnego.

Jak zmęczona psychicznie, i często sfrustrowana, byłam „odprężającej” sesyjce z instargamem

Jaką widziały mnie dzieci, które też zaczynają wchodzić w świat smartfonów i które chcemy nauczyć zdrowej relacji z internetem.

Nie oznacza to, że stałam się jakimś przodownikiem pracy, i chodzę jak uosobienie higienicznego trybu życia i produktywności.

Z telefonu dalej korzystam, żeby nie było. A mediów społecznościowych również, ale nie są już dla mnie tak atrakcyjne. Zdarza mi się popłynąć, na podobnej zasadzie, jak raz na jakiś czas zdarza mi się zjeść czipsy, choć wiem, że potem boli mnie brzuch i wyskakują pryszcze.

Pewnie idealnie byłoby spojrzeć na to, ile spędzamy czasu w telefonie, a potem cały ten czas wykorzystać sobie pożytecznie, produktywnie i rozwojowo.

Ale atrakcyjność telefonów bierze się między innymi z tego, jak niski mają „próg wejścia”. Dostarczają nam milutkich bodźców, karmią nam mózgi łatwą dopaminką, nie wymagając od nas żadnego wysiłku, fizycznego ani intelektualnego. Dlatego sięgamy po nie tak chętnie gdy jesteśmy zmęczeni, rozdrażnieni, zestresowani, czy, o ironio, przebodźcowani. Albo, gdy mamy przed sobą tyle zadań, że aż nie wiemy od czego zacząć. Wtedy wjeżdżają storiski MLH, filmy z kotami, doskonałe życie innych, inspirujące przepisy, a nade wszystko krótkie, chaotyczne filmiki, które w zasadzie nie pokazują niczego konkretnego, ale nie da się przestać ich oglądać.

I żaden mózg nie chce tego zamienić na słynne 10 minut dziennie na język obcy, albo szybki, 15 minutowy trening pośladków. 

Dlatego jakiś czas temu przestałam się łudzić, że zamienię te godziny z telefonu, na super produktywność, bo to zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to, żebym to ja miała kontrolę nad telefonem, a nie telefon nade mną, żebym nie była niewolnikiem urządzenia, żeby mi nie pochłaniał czasu i uwagi w sposób niekontrolowany.

Przede wszystkim, nie mam telefonu cały czas przy sobie. A już na pewno nie chcę żadnych zegarków, czy innych urządzeń, które mnie do aplikacji jeszcze bardziej przywiążą. Mam powyłączane powiadomienia, poza wiadomościami od najbliższych i sprawami pracowymi. Dzięki temu nie rozpraszają mnie ciągłe piknięcia, których nie da się zignorować, to znów cecha naszych mózgów. Telefon jest zakazany w sypialni i przy jedzeniu.

Poobserwowałam trochę swoje nawyki, żeby sprawdzić, w jakich sytuacjach sięgam po telefon, i do jakich aplikacji najbardziej mnie ciągnie. I wyszło, że jest to instagram, i to 

– gdy mam tak dużo pracy, że aż nie wiem od czego zacząć

– gdy czekam na dziecko w szkole

– gdy przychodzę do domu po pracy i należałoby zaplanować jakiś obiad, coś ogarnąć, i zrobić pranie

– gdy siadam z poobiednią herbatą na kanapie

– w poczekalniach różnego rodzaju

Więc nie jest tak, że zasiadam, odpalam telefon i dwie godziny ciągiem scrolluję obrazki. To zazwyczaj szybkie akcje po 5-15 minut. Ale nawet jeśli są to takie „instagramowe szoty”, to wiem, że i tak działają. Że obniża mi się koncentracja, że mózg wyrzuca mi dopaminę i że się od tego uzależniam. Że często prowadzi to do porównywania się z innymi. I że mam zmęczone oczy, poczucie zbyt szybko gnającego czasu i jakiś taki wymiętolony umysł.

Przyglądając się tym okolicznościom sięgania po telefon, mam świadomość, że nie są to duże bloki czasowe, w których mogłabym zrobić coś konkretnego/przyjemnego. Nie zacznę czytać książki, gdy muszę brać się do roboty. To właśnie jest ta podstępna natura wszelkich szorcików, krókich storisków i całego tego świata instant. Że są dostępne szybko i bez zaangażowania, i – przynajmniej teoretycznie – można je szybko wyłaczyć.

Dlatego wynalazłam sobie alternatywy – na te właśnie dziury czasowe, w których odruchowo sięgałam po telefon.

1. Przede wszystkim – uważne nic nie robienie. Czekam przed szkołą na dziecko? To czekam, i to właśnie robię. Patrzę na drzewo, czuję wiatr na twarzy, słucham szumu drzew, oglądam liście. Świadomie siedzę, świadomie oddycham. Jestem. Okazuje się, że gdy nie zapycha się każdej dziury jakąś treścią, zdecydowanie zmniejsza mi się poczucie, że ciągle pędzę i że nie wyrabiam

2. Gdy potrzebuję czegoś na rozpęd – piszę. Zazwyczaj mam ze sobą notes-dziennik, w której spisuję co .myślę, co czuję, co przeżyłam, co mnie wkurza a co cieszy i o czym marzę, bez cenzury, nie są to memuary dla potomnych. I gdy tak sobie siądę i zapiszę, że ciężko jest mi zebrać się do roboty, i zaczynam nazywać to, że się nie wyspałam, i że nie wiem od czego zacząć, to wszystko w głowie się magicznie układa i potem zaczynam po prostu działać. Po kolei, po kawałku.

3. Gdy chce mi się popatrzeć na coś ładnego pijąc kawę – przeglądam albumy malarskie albo fotograficzne.

Gdy chce mi się coś poczytać, ale wiem, że nie chcę angażować się w książkę – sięgam po papierową gazetę, albo poezje. 

I słuchajcie – wiem, że ta poezja i malarstwo brzmią egzaltowanie i nierealnie. Ale serio, warto spróbować, bo świetnie zaspokajają potrzebę ładności (a tego często szukamy w SM). Ostatnio na osiedlowym śmietniku trafiłam na serię zeszytów o sztuce angielskiego wydawnictwa. Super są też książki przybliżające historię sztuki – np „Historia obrazów” Martina Gayforda, David Hockney’a albo „Historia Sztuki” Stephena Farthinga

A poezja – zazwyczaj sięgam po ulubionych – Leśmiana, Gałczyńskiego, Szymborską, raczej nie szukam nowości, czy edukacji literackiej, tylko przyjemnych wrażeń.

4. Tańczę, tańczymy. Do przypadkowych piosenek w radiu – robię głośniej i po prostu tańczę. Uwielbiam. Dla zastrzyku ruchu, wyrzucenia stresu i czystej, czystej radochy.

5. Krzątam się. Czasami, gdy nie wiem, w co włożyć ręce, zaczynam po prostu od czegoś prostego i dającego szybkie i wymierne efekty, jak np sprzątnięcie i wytarcie blatów w kuchni, albo nieskomplikowane zajęcia w pracy. Wtedy wiem, że przynajmniej mam już na koncie coś pożytecznego i łatwiej jest się rozkręcić później;) Często włączam do tego podcast albo audiobooka.

6. Rozwiązuję krzyżówkę, najbardziej lubię te nieoczywiste, z grą słowną, 

7. Utrudniam sobie dostęp, po to, by mieć chwilę na refleksję pt „po co właściwie odpalasz ten telefon”. Bo najgorsze, to zatracić się przed ekranem właściwie nieświadomie. Przesunęłam najbardziej wciągające aplikacje na ostatni ekran w telefonie. Na instagramie zrobiłam porządki – czyli odobserwowałam wszystkie konta, które mnie denerwowały, pobudzały do zakupów, wzbudzały jakieś poczucie gorszości, nic nie wnosiły. I ustawiłam sobie limit czasowy, na pół godziny – i zazwyczaj kończę, gdy pojawia się powiadomienie, że zostało mi 10 minut czasu. Działa na mnie uświadomienie sobie, że czas ucieka, i trochę mi go szkoda.

 8. Albo wchodzę na te media społecznościowe, ale mając świadomość, że to robię.

I tyle. To są moje sposoby, moje podejście, które się u mnie sprawdza. U każdego może być oczywiście inaczej, bo wciągają nas różne aplikacje, w różnych życiowych momentach. Warto jest przyjrzeć się sobie i sprawdzać:) Ja zyskałam sporo cennego spokoju i poczucie większego ogarniania rzeczywistości, widzę, że nie ucieka mi tak koncentracja.

Generalnie mam takie poczucie, że w dzisiejszym świecie korzystanie z technologii, smartfonów, internetu i sztucznej inteligencji bez kompletnie żadnych regulacji przypomina trochę dziewiętnastowieczne syropki na sen dla dzieci z morfiną i heroinowe tabletki od kaszlu. Mamy do czynienia z czymś potężnym, nad czym nie panujemy i co realnie zmienia nasze życia, nasz sposób myślenia i nasze mózgi, dlatego warto nad telefonozą zapanować na tyle, na ile możemy.

W moim podejściu bardzo pomogła mi lektura książek : 

„Ekonomia uwagi” Joanny Glogazy, 

„Wychowanie przy ekranie” Magdaleny Bigaj

oraz „Niewolnicy dopaminy” Anny Lembke. 

Polecam wszystkie z nich

28 kwietnia, 2025 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijak odpoczywaćlubelszczyznamój styl podróżniczyrowerrower z dzieckiemuważnośćwiosna

Przedwiośnie na Polesiu

by Paulina 1 kwietnia, 2025

„Między ciałem a dziką przyrodą jest bardzo ścisły związek. Jakby na to
nie patrzeć, ciało jest najbliższym nam kawałkiem dzikiej przyrody.
Łączy nas z całym wszechświatem, bowiem składa się z materii, tej samej,
co gwiazdy, drzewa, rzeki, zwierzęta i kamienie. Mało tego – przez
nasze ciało nieustannie przepływa cała ta materia. To, co jest chmurą za
chwilę będzie moimi łzami, krwią. To, co jest promieniem słońca za
chwilę będzie moim wewnętrznym ciepłem i energią. To, co jest wiatrem za
chwilę będzie moim oddechem, a gleba wkrótce zamieni się w moje tkanki. ” Ryszard Kulik

Wiosna. Zaczyna się ten czas, kiedy tak
bardzo jak nigdy czuje się istota biologiczną. Zbudowaną z tych samych
atomów, co forsycja, błoto i żurawie. Częścią przyrody, nie szczególnie istotną dla świata, ale „mającą prawo jak gwiazdy i drzewa być tutaj”.

W marcu, gdy natura aż przebiera nóżkami żeby buchnąć życiem szczególnie mnie to uderza. Bo czuję dokładnie to samo, tę buzującą żywotność, dokładnie tę samą pierwotną siłę, która każe drzewom wypuszczać nowe listki, budzi do życia niedźwiedzie i muchy i wypuszcza z ziemi fiołki. 

Bardziej niż kiedykolwiek szukam w naturze czegoś większego. Bardziej niż kiedykolwiek koi mnie świadomość bycia jej niewielkim elementem. To, że mogę położyć się na rosnącej trawie, wdychać zapach ziemi, słuchać kosów i wypatrywać motyli i tak bardzo przynależeć do tej natury. Perspektywa, która rodzi się z tej świadomości jest mocno uzdrawiająca codzienność i życie człowieka w XXI w, przebodźcowanego sztuczną inteligencją, sztucznym światłem, sztucznie pompowanymi zachciankami konsumpcyjnymi. Przekonujemy się, że nie jesteśmy naszymi umysłami. Jesteśmy naturą. Jesteśmy naturą tak samo jak rzeka i las i żaba.

 


Co
roku w marcu jedziemy do Poleskiego Parku Narodowego. W marcową burość
jedziemy oddychać i nasycać się tym wiosenno-żywotnym słońcem, wgapiać
się w ślady małych łapek na błocie i grupę łosi w oddali. Wieziemy nasze
osobiste kawałki dzikiej natury tam, skąd pochodzą.

1 kwietnia, 2025 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFinlandiapasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Finlandia w zimie z dziećmi

by Paulina 3 marca, 2025

Generalnie zazwyczaj w drugiej połowie lutego bardzo potrzebuję już jasności i podmuchów ciepła. W tym roku, zaaplikowaliśmy sobie coś w rodzaju przypowieściowej kozy do zbyt ciasnego mieszkania – gdy masz już dosyć zimna i ciemności, zafunduj sobie zimę i ciemność z prawdziwego zdarzenia, a wtedy po powrocie polskie przedwiośnie zyska nowe oblicze. (i wyrusz w zimie na północ, np do Finlandii)

I powiem Wam, to był strzał w dziesiątkę. Wreszcie parę dni po moich urodzinach nie myślałam o tęsknie wiośnie.

Myślałam o śniegu, o mrozie, i o zorzy. (I niestety o infekcji jednego dziecka).

Finlandia zimą, albo Norwegia zimą chodziły za mną od dawna. I w tym roku postanowiliśmy zrealizować to marzenie. Okazało się, że z Polski do Finlandii latają tanie linie (niestety dla nas, z Gdańska, więc z naszego Lublina czekało nas jeszcze dobre parę godzin jazdy samochodem). To były naprawdę tanie bilety, więc jesienią po prostu je kupiliśmy,
stwierdzając, że potem ogarnie się resztę.

I tak ogarnialiśmy powoli. Okazuje się, że na airbnb, jest cała masa klimatycznych czerwonych domków z sauną, gdzieś pośrodku lasu, nad jednym z tysięcy jezior (190 tysięcy w całym kraju). Znaleźliśmy jeden taki, na tyle na północ żeby dało się tam dojechać. Zarezerwowaliśmy samochód. Ściągnęliśmy aplikacje śledzące zorze. I w połowie lutego wyruszyliśmy.

 

Zaczęło się, a jakże, od przygody, gdy przyjechaliśmy w tę nasza wymarzoną fińską głuszę, zmęczeni i głodni i utknęliśmy kluczyk w zamku, drzwi nie dało się otworzyć, a klucza z zamka wyjąć. Na szczęście, kontakt z właścicielem był świetny i w środku walentynkowego wieczora jechał do nas półtorej godziny z zapasowym kluczem. Spędziliśmy ten czas w saunie, w kurtkach. Mimo głodu, zmęczenia i tego, że sauna tak szybko się nie nagrzewa, całkiem dobrze się bawiliśmy.

Gdy dzięki przesympatycznemu właścicielowi udało nam się już wejść do środka, przepadłam. Jeśli macie w głowie wizję nordyckiej sielskości, to właśnie była ona przed naszymi oczami. Drewniane podłogi i boazerie, pasiaste chodniki, tapety w delikatne kwiatki. Całość bardzo estetyczna, a jednocześnie sympatyczna, swojska, bezpretensjonalna i nienapuszona.

 W zasadzie doskonale wypoczęlibyśmy spędzając te ferie w domku i jego najbliższej okolicy – spacerując po zamarzniętym jeziorze i okolicznych lasach, ciesząc oczy migoczącym śniegiem i kilkugodzinnymi zachodami słońca.

Ale zależało nam też na nieco dalszej okolicy, chcieliśmy trochę po tej Finlandii się poszwendać. Inna sprawa, że za sprawą przedłużającej się kolejny dzień gorączki zwiedziliśmy tez okoliczną przychodnię, i ostatecznie w domku i najbliższych okolicach spędziliśmy więcej czasu niż planowaliśmy.

dzieci w śniegu jak ryby w wodzie

Parki Narodowe w Finlandii

Finlandia ma 41 parków narodowych. W naszym najbliższym zasięgu były trzy. Odwiedzaliśmy je w podgrupach, bo jeden dorosły zostawał w domku z jednym chorym dzieciakiem, bywa i tak. Przypuszczam, że w temacie parków większą różnorodność zauważylibyśmy w sezonie wiosenno-letnim, wtedy zauważa się różnorodność bagienno – jeziorowej fauny i flory, z którą mieliśmy do czynienia w naszym regionie. W lutym różnorodność siłą rzeczy chowała się pod białą pierzyną. Ale jakże zachwycająca była ta biała pierzyna…

 

 

Fińskie sporty zimowe

„Fińczycy” (tak pięknie Pirat mówi na Finów) uwielbiają sporty zimowe. I trudno im się dziwić. Jak się ma tyle jezior, które zamarzają w zimie, nic dziwnego, że na lodzie jeździ się na łyżwach (a czasem na tych łyżwach prowadzi wózek z niemowlęciem, mijaliśmy takie dwie mamy na łyżwach z wózkami), i na rowerze, spaceruje, albo uprawia się sport, który jest hybrydą łyżwiarstwa i nart biegowych, nordic ice skating – udało nam się spróbować czegoś takiego (pokazywałam na instagramie) i zachwyciliśmy się. Używany sprzęt to specjalne buty, do których doczepia się płozy – ale tylko z przodu, pięta jest ruchoma. Do pomocy mamy długie kijki, którymi odpychamy się podczas jazdy. I fakt, że odbywa się to na wielkim, zamarzniętym jeziorze, na słonecznym mrozie, w cudownej przestrzeni, a nie na klaustrofobicznym owalu lodowiska, sprawia, że zabawa staje się totalnie zachwycająca.

Sauna fińska

Jak Finlandia, to sauna. Fińska sauna to potężny temat, z którym wiążą się stare wierzenia, cała masa dobrych obyczajów i nawyków, no i ogromna, istotna część życia w Finlandii. Poza pierwszym wieczorem w kurtkach, spędziliśmy w naszej saunie parę bardzo relaksujących wieczorów, z naprzemiennie wygrzewając się, i nacierając śniegiem. 

I tak wyglądały nasze fińskie ferie. Wróciliśmy zachwyceni tym krajem (i tym językiem, niepodobnym do żadnego innego a brzmiącym bardzo przyjemnie i jakoś wesoło). Nie udało się zobaczyć zorzy niestety, nie widzieliśmy tez reniferów (poza tymi na talerzu u niektórych;)), dlatego na pewno wrócimy do krajów nordyckich zimą. I nie tylko zimą, północ Europy zachwyca mnie nieustannie. 

3 marca, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćrozmyślania

sobotnie porządki

by Paulina 11 lutego, 2025

Nie znosiłam ich. I nie sądziłam że to się kiedykolwiek zmieni.

Okazuje się jednak, że w okolicach czterdziestki jedni kupują Lamborghini, a inni odnajdują nieoczekiwaną przyjemność w myciu łazienek na początek weekendu.

Złapałam się ostatnio na tym, jak zmienia mi się nastrój, gdy wychodzę, zwycięska, zdejmując gumowe rękawice.

Otoczenie wpływa na nastrój. O tym wiem od dawna, i nie dyskutuję. W uporządkowanej, nie zagraconej przestrzeni lepiej mi się myśli, mam więcej cierpliwości, skupienia, no i ogólnie jest po prosu dobrze przebywać, to oczywiste.

Jednak zawsze było mi na to szkoda sobót. Oczywiście teraz też nie jest tak, że każda sobota to u mnie obowiązkowe porządki, absolutnie nie. Czasem sobota oznacza pracę, a czasem sobotnie wycieczki wygrywają z tą sprzątaniową rutyną. Ale gdy już jest tak, że z różnych względów weekend spędzamy bardziej domowo, to solidne sprzątanie w sobotę wpisuje się idealnie, jako jeden z elementów tego dobrego, domowego weekendu. Pokrzykuję na dzieciaki, żeby brały się do roboty w swoich pokojach, po czym zakładam słuchawki, włączam audiobooka i ruszam do roboty.

Nie wiem, może to jest kwestia tego, że jest to stosunkowo mało skomplikowane, nie ma trudnych relacji międzyludzkich, nie wymaga podejmowania decyzji, odpowiedzialności i analizy. Po prostu sprzątam, odkładam rzeczy na miejsce, wyrzucam śmieci, czyszczę brudy. 

I po chwili mam efekt, natychmiastowy, zauważalny, konkretny, satysfakcjonujący estetycznie. Proste i skuteczne:)

Potem już mogą wjechać kolejne zimowe rytuały, czyli spacerek po pobliskim lesie, albo chociaż okoliczny miejskim wąwozie. Rosołek, płyta winylowa, herbata i ciacho. Prosty człowiek ze mnie.

11 lutego, 2025 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
BieszczadyBieszczady z dziećmigóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady na początek roku

by Paulina 1 lutego, 2025

Nie sądziłam, jak bardzo tęskniłam za klasyczną, stereotypową zimą w górach. Okazuje się, że żyjemy w czasach, kiedy nawet w górach śnieg nie jest oczywistością.

Dlatego z tym większym zachwytem powitaliśmy baśniowe płatki sypiące się z nieba pierwszego noworocznego wieczoru.
A następnego dnia wędrówka, klasycznie, na Połoninę. Prosto w świat prosto z Narni. W świat tak piękny, że aż nierealny. Zaczęło się, gdy tylko wyszliśmy z wioski, wokół nas drzewa okryte białym puchem i góry, przyprószone białością przed nami. I tak sobie szliśmy, w coraz to nowych zachwytach, bo ten krajobraz, śnieżno drzewny zmieniał się z każdą chwilą. 
I gdy wydawało się, że już naprawdę no, bajka prawdziwa, to wtedy wyszliśmy z lasu. I odsłoniły się góry, jak malowane, na tle kłębiących się z rozmachem chmur. Do tego słońce, przechylając się powoli ku zachodowi, prześwitywało gdzieniegdzie, oświetlając pojedyncze góry jak pomarańczowawy reflektor, co sprawiało, że co chwilę pokrzykiwaliśmy z zachwytu. Wracaliśmy w dół, z tym słońcem coraz niżej i tym najprostszym, najszczerszym zachwytem w sercach.
Kolejne dni to narty i dalsze spacery, ale już bez tej uczty widokowej. Wiecie, ja lubię Bieszczady nawet skąpane w szarości i deszczu, ale jednak takie czyste piękno, to czyste piękno;)

nie wiem, który raz już siedzą na tym kamieniu przy wejściu na Przełęcz Orłowicza

Bardzo lubuję się w tej noworocznej symbolice w zimowych górach.
Ten nowy początek, cały lśniący w  świeżej bieli, z wędrówką, z
widokami. Z zimnem i słońcem.

Jest ten przesąd o początku
roku, determinującym to, jak będzie wyglądało kolejne dwanaście
miesięcy. Osobiście uważam, że nie chodzi tu w żadnym razie o jakąś
prostą, dosłowną wróżbę. Dla mnie, to bardziej kwestia życzeniowości,
ustawienia sobie w głowie kierunku i ogólnych priorytetów, a te w takich
okolicznościach ustawiają się same.

1 lutego, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podsumowania

2024. Podsumowanie

by Paulina 9 stycznia, 2025

Nie wiem, czy potrafię napisać coś specjalnego o 2024.
To był dobry rok, cudownie niewyróżniający się jakimiś spektakularnymi ani dramatycznymi wydarzeniami. Skończyłam czterdzieści lat. Jestem zdrowa, moja rodzina jest zdrowa. Żyję w uprzywilejowanych czasach, w uprzywilejowanej części świata.
To był kolejny rok, składający się ze zwykłych czwartków, nerwowych poranków, miłych wieczorów, szalonych weekendów i spokojnych niedziel. Pełen muzyki, filmów i książek, sprzątania, gotowania i prania. Rok z treningami i ciasteczkami. Były kawy z widokiem, masaże twarzy, paznokcie skubane ze stresu, głowa boląca ze zmęczenia, policzki bolące od śmiechu. Gapienie się w chmury i gapienie w ekran z excelem do późnej nocy. Wożenie do ortodonty, ortopedy i okulisty, na zajęcia dodatkowe i występy wszelakie, wieczorne czytanie i nocne organizowanie plasteliny od sąsiadów, dawanie syropków i buziaków. Randki z mężem i z samą sobą. Zachwyt światem, zawsze.

początek roku w Bieszczadach, czyli najlepiej jak się da

takie urodziny
ulubiony kierunek przedwiosennych wycieczek, Poleski Park Narodowy
 

homo solaris
Lyon, powrót po 8 latach

wystawa prac Vincenta Muniera, coś wspaniałego


Dobrze nam się tu mieszkało, i pięknie było wskoczyć tu znowu w odwiedziny

Komunia córy

weekendowy dorosły wypad na chodzenie…
…i Męskie Granie

Rumunia, czyli piękne wakacje

wycieczka po Delcie Dunaju

Jeszcze zjadamy dżem (zrobiony przez dzieci) z tych mirabelek (zebranych przez dzieci)

znowu Bieszczady


 
 
czterdziestkowy dziewczyński wypad do Włoch
 

 

Janowiec, wycieczka jesienna

tworzenie wieńca adwentowego

Listy od Mikołaja

9 stycznia, 2025 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry