Rok temu przerwaliśmy naszą wieloletnią tradycję spędzania Sylwestra w górach. Ale w tym roku
udało nam się zażyć trochę gór. I zimy trochę.
Wybraliśmy się do Pilat, masywu trochę przypominającego nasze Beskidy.
Powitała nas białość. Mleczna mgła spowijająca ośnieżony świat, odgłos kroków stłumiony przez warstwę puchu, i jedyne w swoim rodzaju trzeszczenie zalodzonych drzew. Świszczący wiatr i zapadanie się w śniegu po kolana (co z kilkunasto kilogramowym obciążeniem na plecach stanowi prawdziwe wyzwanie).
A w pewnym momencie wszystko się zmieniło. Wiatr ustał, mgła się rozwiała, można było normalnie iść. Okazało się, że otacza nas totalnie baśniowa kraina. Przepięknie, odświeżająco.


















































































































































