Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

aktywnie z dziećmi

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemŚwiętokrzyskie

Góry Świętokrzyskie z dziećmi

by Paulina 12 czerwca, 2020

Jak wiecie, lubimy, i dość często uskuteczniamy  krótkie wyjazdy w Polskę, ale ten był szczególny.

Po dwóch miesiącach zamknięcia, gdy tłumaczyłam się w myślach z każdego spaceru po okolicznym lesie, po czasie niepewności, wyrwaliśmy się, na pięć soczystych dni.

W góry – pagóry Świętokrzyskie.

Góry Świętokrzyskie nie są może najspektakularniejszym
miejscem w kraju.
Ale i tak zachwyciliśmy się totalnie. Było zupełnie
pusto, nawet na szlaku na Łysicę spotkaliśmy dosłownie parę osób. Świętokrzyskie szlaki są bardzo malownicze, lasy bajkowe, podejścia łagodne i bezproblemowe. Do tego wszędzie trochę magiczny, trochę czarownicowy klimat.
Dzieciaki zasuwały aż miło, łącznie z Piratem, który domagał się wyjścia z nosidła  i „wspinania na góly”. Ta bezludność sprawiła, że przyroda się ośmieliła i z dzikich zwierząt udało nam się zaobserwować coś więcej niż mrówki;) Może zresztą, będąc na takim tête-à-tête z przyrodą zupełnie bez świadków, i my staliśmy się uważniejsi i dzięki temu bardziej spostrzegawczy.

Bardzo
te pagórzaste spacery nam dobrze robiły. Na uważność właśnie, na relacje. Relacje rodzinne we wszelkich konfiguracjach. I relacje ze sobą, i ze światem. Jak zawsze, wszystko się
ponaprawiało, wyprostowało, nabrało sensu.

Równie dobrze zrobił nam chillout w naszym wynajętym niebie. Gdy tylko dojechaliśmy, stało się jasne, że na te parę dni mamy raj na wyłączność.
Wynajęliśmy domek przez Slowhopa – domek marzeń. Jechało się do niego
krętą wąską drogą przez las, pod górę, trochę jak magiczna droga do zaczarowanego świata, wśród tuneli z drzew. Wyjeżdżało się na polanę na
zboczu góry, z widokiem, otoczoną lasami.
Sam domek idealny. Przepięknie wykończony, w drewnie i kamieniu, bardzo wygodny i funkcjonalny. Doskonałe połączenie przytulności i przestronności. Nasza sypialnia z wielkim oknem z widokiem na las. Dzieciaki miały bazę na poddaszu. Do tego wokół różnorodność zieloności. Przestrzeń. Dzieciaki bawiące się w piaskownicy lub obserwujące kijanki w stawie. Ptaki oszalałe w swoich koncertach. Trawa, bose stopy i leżak. I spokój, i zen, i błogość.

A wieczorami sauna, uczta gwiezdna wśród aksamitnej ciemności, szczekanie saren.

trekking z dzieckiem

gory swietokrzyskie góry świętokrzyskie łysica z dziećmi trekking z dzieckiem
Dzieci na Łysicy

Wędrówki poza szlakiem

Zaprzyjaźniają się z kijankami
Wspominałam o piecu pizzowym?

…i klimatycznym miejscu na ognisko pod pachnącą i bzyczącą owadami jabłonką?

Łysa Góra. Gołoborza zrobiły wrażenie. (I pozostałości po pogańskim miejscu kultu)

Gagaty Sołtykowskie. Bardzo ciekawe miejsce, w którym można zobaczyć autentyczne ślady dinozaurów, i pozostałości po kopalni glinki i znaleźć tzw czarny bursztyn, czyli gagat (nam się udało!)

Posiłek na trasie, nie było warunków na bardziej wypasione pikniki, ale dobry chleb zawsze daje radę.
A tu Rezerwat Piekło pod Niekłaniem. Takie skałki są super atrakcyjne dla dzieciaków

W sezonie pewnie masa ludzi, widać po napisach, ale bardzo warto odwiedzić to miejsce.

Góry Świętokrzyskie to oczywiście więcej niż łazęga pod górę po lesie (chociaż dla nas to w zasadzie wystarczy;)
To sporo atrakcji, (na niektóre zresztą nawet mieliśmy ochotę, ale po pierwsze nie było tyle czasu, a po drugie, wiadomo, restrykcje). Chociażby słynna Jaskinia Raj, Centrum Bajki w Pacanowie, zamki (np Krzyżtopór czy Bodzentyn), Park Etnograficzny Tokarnia, Góra Miedzianka…
Dlatego warto rozważyć nawet na dłuższy wyjazd, jako alternatywę dla najpopularniejszych (i najbardziej zatłoczonych) miejsc w kraju 🙂

12 czerwca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedkulinarniepodróże i wycieczkislow lifestyle

Hobbici na wycieczce, czyli co na piknik cz. II

by Paulina 1 czerwca, 2020
co jesc na pikniku, przekaski piknikowe

Nie zaskoczę Was zapewne, gdy powiem, że gdybym miała spisać ranking wiosennych przyjemności, z pewnością wysoko na takiej liście znalazłyby się nieduże rodzinne wycieczki w naturę.
A jak wycieczki, to i pikniki, nieodłączny składnik udanej wycieczki. Piknik gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody to esencja szczęścia i sielanki.
Piknik zbiera w sobie najlepszości: bycie w naturze, poczucie wolności i swobody, relaks i odpoczynek, ucztę dla oczu, uszu, no i ucztę smakową rzecz jasna.


Jeszcze w kwestii uczty dla oczu. Znamy oczywiście wszyscy z te piękne zdjęcia z lnianymi obrusami, wiklinowymi koszykami i kieliszkami błyskającymi schłodzonym rosé, deską pełną serów i (niezgniecionymi) winogronami.
Rzeczywistość bywa raczej pełna plastikowych pojemników z różnokolorowymi przykrywkami, papierków i nieestetycznych folijek, z których nie zawsze da się zrezygnować. Ale to zupełnie nie szkodzi, uczta dla oczu to raczej okoliczności przyrody, nie dajcie się perfekcjonistycznym insta-wizjom, piknik z plastikowymi pokrywkami daje radę aż miło, zaraz Wam udowodnię:D

Na całodniowe wycieczki zazwyczaj wybieramy się rowerami, z przyczepką i sakwami, więc jakąś przestrzeń załadunkową mamy (ale nie na kosze i kieliszki;) ). Na piknikowe przekąski bierzemy przeważnie miękką, turystyczną lodówkę, i ewentualnie dodatkowo materiałową torbę.

No dobra, ale do rzeczy.

Co jeść na pikniku?

(Odsyłam również do wpisu sprzed kilku lat o tym, co jeść na pikniku, pisanego jeszcze we Francji.)

Drożdżówki. 

Od paru lat domowe drożdżówki stały się nieomal symbolem wycieczki. Zawsze korzystam z przepisu Liski, z jej książki „White Plate. Słodkie”. Wychodzą zawsze, są delikatne i puszyste, zmieniam tylko nadzienie – w zależności od tego, co mam pod ręką (jagody – mrożone i świeże, dżem śliwkowy, przesmażone czereśnie, wiśnie, maliny).
Większość zjadają dzieci, które różnie podchodzą do moich innych piknikowych pomysłów.

7g drożdży instant
250ml ciepłego mleka
100g masła
450g mąki
60g cukru (w oryginalnym przepisie 100g)
1/2 łyżeczki soli
120g ugotowanym, utłuczonych ziemniaków

Drożdże rozrobić z 1 łyżeczką cukru, zalać kilkoma łyżkami mleka, dodać łyżkę mąki i odstawić na 15minut. Następnie dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto. Przykryć i zostawić do wyrastania na 1-1,5 godziny, aż podwoi objętość.

Po tym czasie uformować bułeczki (mnie wychodzi około 15 sztuk, robię raczej mniejsze). Na środek położyć owoce, i zawijać ciasto wokół nadzienia.
Przykryć ściereczką i odstawić na ok. pół godziny. W tym czasie rozgrzać piekarnik do 200stopni. Piec około 20 minut.

Wytrawne, warzywne babeczki / muffinki. 

Super wychodzą z cukinią i serem (roladka kozia lub cheddar). Robię je „na oko” i na szybko.

1 większa lub 2 nieduże cukinie (obrane, bez gniazd nasiennych, starte na dużych oczkach)
około pół dużego jogurtu naturalnego
2 jajka
zioła prowansalskie, sól i pieprz
ząbek czosnku

Mieszam
Dodaję pokruszony ser
Do tego dodaję
około półtorej szklanki mąki
płaską łyżeczkę proszku do pieczenia,
płaską łyżeczkę sody

Ilość mąki modyfikuję w zależności od tego, ile cukinia puściła soku. Dlatego całość dobrze jest robić raczej szybko, żeby soku było mniej, i tym samym mniej mąki. Konsystencja ma być jak gęsty jogurt. Masę przekładam do foremki na babeczki i piekę w temperaturze 180 stopni około 40 minut, do zezłocenia.

Zawijasy z placków do tortilli. 

Prosta, szybka rzecz.
Placki można zrobić samemu, ja kupuję gotowe. Smaruję połowę kozim serkiem, układam plastry wędzonego pstrąga lub łososia i pokrojone wzdłuż ogórki, posypuję koperkiem. Placek zwijam jak naleśnik wokół tych ogórkowych słupków. Łatwo się transportuje w pudełku, na pikniku zwinięte naleśniki kroję w plastry.

Kotleciki warzywne. 

To trochę bardziej praco- i czasochłonne, ale warto, bo są pyszne i zdrowe. Korzystam zazwyczaj z przepisów Jadłonomii. Pyszne są np kalafiorowe, lub buraczane.
Wspólna zasada to starte warzywa, ugotowana (wręcz rozgotowana) kasza jaglana, olej, mąka ziemniaczana i przyprawy, kotleciki piecze się w piekarniku i są pyszne na ciepło i na zimno, fajnie pasują do zwykłej masłowej sałaty.

Sałata to zresztą fajny dodatek do wszystkiego, zwłaszcza o tej porze roku. Bierzemy sałatę umytą i wysuszoną w zamykanym pudełku, a zabełtany winegret w oddzielnym słoiczku.

Placuszki

Ja robię placuszki, gdy zostanie jaglanka ze śniadania – czyli taka ugotowana na wodzie, z dodatkiem rodzynek i masła, osłodzona brązowym cukrem. Takie jaglankowe resztki (przeważnie około szklanki) miksuję w blenderze z dwoma jajkami.
Do tej masy dodaję:
około pół szklanki maślanki lub kefiru
i mąkę (parę łyżek tak, żeby całość miała konsystencję gęstej śmietany)
i po pół łyżeczki sody i proszku do pieczenia.
Dodaję pokrojone jabłko.
Smażę na patelni z odrobiną masła sklarowanego.

Hummusy i pasty. 

Uwielbiamy. Można kupić bardzo smaczne ( i z dobrymi składami) gotowe, to fajna opcja, gdy nie mamy czasu lub ochoty na przygotowania.
Można też się pobawić samemu.
O moich ulubionych pastach pisałam już w poście o kanapkach, dodam jeszcze
Baba ghanoush, korzystam z przepisu z Jadłonomii. Najlepiej smakuje oczywiście z bakłażanów upieczonych przy żywym ogniu w piecu chlebowym , ale z tych z piekarnika też bardzo daje radę.
Przepis jest prosty – upieczone bakłażany, najlepiej, gdy skórka jest opalona, czarna, wtedy też dobrze odchodzi, do tego łyżka pasty tahini, sok z połowy cytryny, ząbek czosnku, kumin.

Pesto z pieczonej papryki – tu podobnie, przeważnie korzystamy z okazji rozpalonego pieca chlebowego, papryka opieka się na czarno, i skórka sama odchodzi.
Potem wyjmuję gniazda nasienne, dodaję przyprażony na suchej patelni garść pestek słonecznika, garść startego parmezanu, ząbek czosnku, sól i pieprz i oliwę z oliwek.

Nie podaję dokładnych proporcji, bo tu nie ma prawa się coś nie udać, wszystko jest kwestią osobistych preferencji smakowych.

Pasta z pieczonej dyni i suszonych pomidorów, ten przepis z Jadłonomii.

Do past bierzemy chleb, czasem bułki (wiejskie z Lidla).

Fajną opcją są też sałatki z różnymi kaszami, np ta z quinoą.

Albo:
kasza gryczana (ugotowana)
i pokrojone:
awokado
pomidor
czerwona cebulka
serek kozi/tofu wędzone
trochę oleju, np dyniowego lub orzechowego
można posypać nieaktywnymi płatkami drożdżowymi, albo czarnuszką.
Można wymieszać i włożyć do pudełka i nawet jak te pomidory i awokado się rozwalą, nic się nie stanie, nie będzie może najestetyczniej, ale za to smaki fajnie sobą przejdą.

Dla dzieciaków zawsze sprawdzają się cienkie kabanoski i musy owocowe wyciskane z tubek.
Do tego pomidorki koktajlowe, rzodkiewki, pokrojona marchewka, papryka.

Na wycieczki piesze, gdy cały ekwipunek mamy na plecach, zwykle ograniczamy się do klasycznych kanapek.

co na piknik

Na pieszych wycieczkach starszaki biorą swoje plecaki, a w nich śniadaniówki

I tak dalej.
Pyszne, piknikowe przekąski są super oczywiście, ale wszyscy wiemy dobrze, że nie w nich tkwi istota pikniku. Na pikniku chodzi przede wszystkim o to wszystko, o czym już pisałam. O te okoliczności przyrody, o świeże powietrze, o uziemienie – fizyczny kontakt, dotykanie ziemi (wcale nieoczywista sprawa). Wtedy wszystko smakuje obłędnie.

1 czerwca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnypodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylewiosna

w nierzeczywistości

by Paulina 16 maja, 2020

Okolice Kazimierza Dolnego mają dla mnie zupełnie szczególny rodzaj magii. Wciąż nie wiem co takiego jest w tej krainie. Lessowe wąwozy, pola i sady na wzniesieniach, charakterystyczny drewniano-kamienno-piaszczysty zapach, kolory? Lekko toskański klimat? Czy po prostu dobre wspomnienia?

Zakupiliśmy ostatnio bardziej dokładną mapę i korzystamy.

Wąwozy w okolicach Kazimierza Dolnego to tak bardzo dużo więcej niż Korzeniowy Dół. To cały park krajobrazowy, i setki przepięknych wąwozów, tras rowerowych i spacerowych. Wybraliśmy się rowerami w jedną z takich tras.
Kamienisty podjazd na samym początku co prawda wywołał parę jęków, ale szybko się one zgoiły.

Nasza trasa prowadziła przez wąwóz, wokół skarpy z widokiem na Wisłę i Janowiec i polnymi drogami wśród rozsłonecznionych i rozświergolonych sadów jabłoniowych.

Wiosna igrała z latem.
Wiatr igrał ze słońcem.
Brzęczenie pszczół igrało z kwiatami jabłoni.
I te igraszki świata rozpuściły do końca wszystkie głupie stresy.

I ten piknik wśród jabłoni, był tak malowniczy, że jak patrzę na zdjęcia (które przecież nie oddają wszystkiego!), to wydaja mi się one wręcz kiczowate. Bo przecież taki obrazek, kwiaty jabłoni, pszczoły, niebieskie niebo i trawa zielona, rozkoszne pociechy na bosaka z włosami błyszczącymi na złocisto to już obrzydliwe nierzeczywiste jest…
W tej nierzeczywistości zawiesiliśmy się na parę cudownych godzin, wpasowaliśmy się w nią jak puzelki.

już niedługo nowy wpis o przekąskach piknikowych!

I cóż mogę powiedzieć.
W tym dziwnym, dziwnym czasie, w tej cholernej niepewności co będzie dalej, w zmęczeniu sytuacją, w strachu o własny kraj, jedzie się w krainę spokoju. Jedzie się po parę godzin radości życia. Jedzie się zatankować sens życia.

16 maja, 2020 16 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrowerki biegowerozmyślania

prawie całkiem zwyczajna wycieczka rowerowa

by Paulina 26 kwietnia, 2020

To był zwykły kwietniowy czwartek. Miły wiosenny dzień po prostu.
Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że aktualnie zwykły, miły kwietniowy dzień, wiosenny dzień jakich dziesiątki było w ubiegłych latach staje się perełką do obracania w słońcu pod różnym kątem i schowania do szkatułki Wspomnień Bardzo Cennych.

A było tak.
Był poranek, tradycyjnie głośny i chaosiasty, pełen zapachu jaglanki z masłem, ciepłych buziaków od piżamowych poczochranych dzieci, nawoływań, kłótni i śmiechów, brzdęku naczyń, a w końcu (względnie) spokojnego zasiądnięcia z kawą na kanapie w salonie.
Powiem Wam przy okazji, że salon jest taką naszą wyspą spokoju wśród chaosu. Chciałabym oczywiście w całym mieszkaniu mieć harmonię i ład, ale przeważnie nie mam niestety. I wychodzi się ze stajni Augiasza u dzieci, mija tłum butów w przedpokoju, zerka za sypialnię z kłębiącym się praniem do poskładania i kuchnię z licznymi kubkami na stole – i wchodzi się do tego salonu, a tam
s p o k ó j. Udało się nam stworzyć tam jakąś oazę porządku, i nawet jeśli nieletni wtargną tam ze swoimi puzelkami, komiksami i figurkami playmobil, wszystko daje się jakoś cudownie ogarnąć.
A więc. Ten salon. Kawa w kubkach. Smolik w głośnikach. I świadomość, że oto sobie rośnie ciasto na drożdżówki, gdyż już za chwileczkę, już za momencik (haha), ruszamy w naturę, na wycieczkę.

Chwileczkę (bardzo umowną) później, wszystkie pięć rowerów i przyczepka, wycieczkowy dobytek i my siedzieliśmy w samochodzie i ruszaliśmy.
Do pobliskich lasów, na wycieczkę. Po bliskość ze światem. Bliskość, która stałą się jakoś ostatnio synonimem nielegalności. A nam tej bliskości trzeba jak powietrza. By pochylić się nad mrowiskiem i wpatrywać jak mrówki te okruszki sobie sprytnie do mrowiska zaciągają. By w znieruchomieniu trwać i patrzeć jak motyl na bucie kiwa skrzydełkami. By oczy zamykać i dawać się całować słońcu. I słuchać uważnie jak krzyczą żurawie , wiatr szumi i stukają dzięcioły.
Staw mrugał sobie wodą radośnie i beztrosko, widok coraz bardziej luksusowy.
Świat pachniał i świergolił, drzewa trwały, jak to one. Wiosenne powietrze aż lśniło świeżością.
Jechaliśmy, przystawaliśmy, żeby się przypatrzeć, przysłuchać, powąchać i poczuć.

Wróciliśmy, parę piegów więcej, zęby wysuszone od uśmiechu.
Dzieciaki z małymi ze zmęczenia oczkami i pachnącymi włosami.
My, nie odzywający się za wiele, bo po co.

EEJ! Pociekajcie na mniee!

Poczekali

26 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżalasmój styl podróżniczyPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

(nie)zimowe Podlasie na weekend

by Paulina 23 lutego, 2020

To był krótki wyjazd regeneracyjny po intensywnym i dość trudnym czasie.
Leśne królestwo jak zwykle zachwyciło totalnie, choć wyjazd był krótszy niż planowaliśmy. I mniej zimowy niż planowaliśmy.
Ale nawet ten lekko przedłużony weekend pełen spacerów dał radę, kurde, jak bardzo.
Wyjdę pewnie na egzaltowaną romantyczkę, ale puszcza wzrusza mnie do łez.

Człowiek się miota w tej codzienności, stresuje większymi  i mniejszymi problemikami, wkurza na mniejsze i większe upierdliwości. A drzewa sobie są. Wypuszczają nowe listki, gubią stare, zarastają mchem, rzucają cień w lecie, produkują tlen niezależnie od tego, że są korki rano, dzieci nie słuchają, a kontrahenci są niesłowni. Puszcza przypomina o tym jak żaden inny las.

Łaziliśmy po tych lasach, naprawdę zachwycających, mimo tego, że nie miały ani liści, ani śniegu. Wieczorami zasiadaliśmy przy ciepłym piecu kaflowym w naszym klimatycznym wiejskim domku (spaliśmy tu, miejsce bardzo zaciszne, na tzw końcu świata, w miło wiejskim, nie odpustowym stylu. Domek wynajęliśmy przez airbnb, tu macie zniżkę na pierwszą rezerwację). Dzieciaki przyssały się do planszówek. I błogość wsączała się wszystkimi porami do ciała i duszy.

Niby tylko trzy dni, wioska na wschodzie Polski, bez śniegu, nart i atrakcji. Niby nic takiego…

23 lutego, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

nowy rok w Bieszczadach

by Paulina 24 stycznia, 2020

Tym razem to nie był Sylwester, ale pierwsze dni nowego roku, ale kto by się przejmował numerkami. Najważniejsze było zachowane. Góry ( Bieszczady), wędrowanie, doborowe towarzystwo, tradycyjna medytacja kroków, chwile na rozmyślania i podsumowania. Do tego piękna, klimatyczna chata i nawet trochę nart.

Jeśli nowy rok jest w jakimś sensie  symbolem, czy przepowiednią tego, jak będzie wyglądać kolejne 12 miesięcy, to ja bardzo poproszę.

O taki rok, jak te parę dni poproszę.

W dobrym zdrowiu i w dobrym humorze.
W naturze.
Z dzieciakami zgodnie pochłoniętymi samodzielnie wymyśloną zabawą w wyobrażonych światach. Albo na dworze, w rumieńcach i błyszczących oczach.
W towarzystwie najlepszym z możliwych.
W „tu i teraz”.
W górach – najczęściej jak się da.

cześć!

24 stycznia, 2020 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka październikowa

by Paulina 16 października, 2019

Jaki to wyczekany weekend był po tygodniach trudnych i intensywnych.
Bo słońce zapowiadane, i czas luźny, swobodny i nasz, tak bardzo nam potrzebny.
A jak nasz czas, to wycieczka, piknik, łazęga i rozkoszna nuda.

Pojechaliśmy do Janowca na Zmysłową Ucztę Doskonałą. Słońce całowało skórę, podświetlało złote liście, które chrupotały i chrzęściły, i pachniały.
Te ciepłe październikowe dni cieszą chyba najbardziej swoją ostatecznością, (szukam łagodniejszego zamiennika dla ostatniego posiłku skazańca, ale jakieś to skojarzenie jest mocno natrętne). W każdym razie, te otulające ciepłem promienie słońca są jakby cenniejsze, piknik na trawie wyśmienitszy, pyszniące się kolorami dywany z liści bardziej zachwycające, gdy perspektywy wiadomo jakie są.
Korzystaliśmy, korzystaliśmy zachłannie.
Tym zachłanniej, że widzieliśmy jak korzystają dzieciaki zanurzone w ten najcudowniejszy letni sposób w wymyślonej przez siebie zabawie.

Krycha żonlguje, dzieciaki bawią się wśród kretowisk, złoto na liściach intensywnieje. Po drożdżówkach z powidłami śliwkowymi zostało parę okruszków, papierowe torebki i fioletowe plamki na buziach dzieci. Światło jak zawsze o tej porze roku zmiękczone babim latem. Siedzę, gapię się i głaszczę trawę. Wdech. Wydech. Jak dobrze jest być w taki dzień.

16 października, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Feels like home.

by Paulina 6 sierpnia, 2019

Cudownie jest tu wracać.
Cudownie jest witać dobrze znane ścieżki jak starych znajomych.
Odkrywać nowe ścieżki, zupełnie puste, tak jak kiedyś w Bieszczadach.
 
Cudownie jest rozstawić ten hangar namiot z widokiem na łąkę i być częścią tego wszystkiego.

Oddychać tym bieszczadzkim, wolnym powietrzem. Wolnym zarówno w sensie tempa oddychania, jak i poczucia nieskrępowania, swobody i możliwości.
Czuć się tak bardzo, tak bardzo u siebie.

Ogromnie się cieszę, że mamy, rodzinnie takie miejsce. Do którego sobie często rodzinnie wracamy, w różne pory roku. Taką bazę trochę, budującą nam kręgosłupy wszystkim. Bo góry, o czym tu już pisałam wielokrotnie, układają wszystko w życiu, robią dobry porządek w głowie.

I przyjeżdżamy tu, kolejny raz, dzieciaki coraz starsze (my nie). Chodzą pięknie po górach, liczą sobie punkty za Super Odkrycia i Trudniaste Przeszkody. Na campingu mają swoje sprawy, grają w piłę, budują tamę na rzece i najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.
Chodzimy i chodzimy i wszystko jest tak, jak ma być.

ten nocnik to serio weteran wyjazdowy już. Nocnik-globtroter.

dużo nóg

banda przemycona w śpiworach

takie drzemkowe okoliczności przyrody. Trochę zazdro.

obiadek

prawie-relaks przy ognisku

są jeszcze puste szlaki w Bieszczadach

kałuże, radość doskonała

6 sierpnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlatomoda rowerowapodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

idzie lato, jedno z tych miłosnych lat

by Paulina 21 czerwca, 2019

Wybuchło po tej niezdecydowanej wiośnie.
Po kapryśnej, płaczliwej wiośnie, niezdecydowanym kwietniu i nabucanym maju, wszedł on, czerwiec, cały na zielono. Pachnący jaśminem, piwoniami, rzodkiewką i botwinką.

Słońce stawia pieczątki piegów na nosie. Muchy buczą. Ptaki świergolą, kosiarki irytują.

Zaczęły się te dni. Kiedy wstajemy rano, słońce w jadalni razi trzy pary nieletnich oczu, takich samych w formie a różnych w gradiencie brązu. Jemy śniadanie, pijemy kawę i ktoś nagle rzuca:  to co, rowery, piknik, woda? I ten nasz chaos wycieczkowy się pojawia: sakwy ze skrzyni, torba ciuszków i pieluch na zmianę, jedzenie, picie. Punkt na mapie. A potem, ileś kilometrów dalej, zanurzamy się łagodnie  w ten letni świat z jego makami, rumiankami i chabrami.

Te dni, kiedy zwykłe po-pracowe i po-przedszkolne popołudnia wydłużają się nieprzyzwoicie, zamiast obiadu jest buła i kefir, albo torba nieumytych owoców, i lody.A my, gdzieś na placu zabaw, boso na trawce, w parku na kocu.

Dni, gdy niebo przybledzone od upału, gdy nagła ulewa zaskakuje i moczy ulubioną sukienkę.

Jedyne w swoim rodzaju letnie lenistwo. Wgapianie się w chmury, bezmyślne bujanie w hamaku, szuranie stopą po zaroszonej trawie, przesypywanie piasku między palcami.

Brudne stopy, palce lepkie od owoców, bąble od komarów.

Wieczory, brzmiące cykadami i żabami, z zimnym białym winem albo chłodną melisą.

Dzieciaki, ubabrane naturą, zajęte produkowaniem wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie.

Niewyszukaność i prostota, w lecie najlepsze są proste sukienki, proste jedzenie (najlepiej prosto z krzaka lub ziemi), proste przyjemności. W lecie zwyczajność jest rajska.

21 czerwca, 2019 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • …
  • 13

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry