Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

aktywnie z dziećmi

aktywnie z dziećmilubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosna w naliczaniu minutowym

by Paulina 24 kwietnia, 2021

 

Czasem jest tak, że trzeba dobro z rzeczywistości łuskać jak słonecznik, albo przesiewać przez sito z błotem jak złoto.

Tak się ma aktualnie sytuacja z wiosną, trochę zołzowata w tym roku która przebłyskuje czasem jak promień słońca odbity od rozbitej butelki po piwie. 

Taki mamy klimat, chciałoby się zacytować klasyka, kwiecień plecień, wiadomo, chociaż serio uważam, że w tym roku porządne osiemnaście na plusie i słońce bardzo by nas wszystkich pandemicznie zestresowanych poratowało.

Ale jest jak jest, pozostaje nam zatem, wiosna w naliczaniu minutowym. Każda chwila bez śniegu i wichru jest na wagę złota, każdy promień słońca chciałoby się multiplikować lustrami. Gorliwie sprawdzamy prognozę pogody, odczytujemy emocje ze słów powitania pana synoptyka w audycji u redaktora Strzyczkowskiego, wróżymy z zachowań mrówek. I dostosowujemy się, polujemy na okna pogodowe, by czerpać i napawać się wiosennością.

Trochę nam się udało dotychczas wiosny złowić, może tym bardziej ją doceniamy teraz.

Tęsknię tak naprawdę bardzo mocno, jak wszyscy, do wiosny bez granic, w każdym tych słów znaczeniu. Tęsknię bardzo za swobodnym polegiwaniem na trawie, za odsłanianiem bladych nóg, za wydarzeniami w plenerze bez przejmowania się zimnem i wirusem. Chce mi się wycieczek i podróży, chce mi się cieszyć światem bez ograniczeń.

Ale tak sobie myślę… może to właśnie teraz dostajemy kolejną niemiła lekcję o docenianiu rzeczywistości. Nie jest idealnie, ale tak nigdy nie jest.
Mimo, że zimno, to słońce ciągle nam świeci, zawilce rozkwitają jak szalone, mimo tego że muszą walczyć o leśną powierzchnię ze śmieciami, deszcz poi drzewa w festiwalu życia. Bo jesteśmy, trwamy w tym świecie, w którym ciągle dzieją się dobre rzeczy. I chociaż w szalikach i maseczkach, ciągle możemy pójść w naturę i podziwiać to, jak z każdym dniem świat zielenieje, rozkwita i rozśpiewuje ptakami.
Wszystko będzie dobrze.

skojarzyło mi się z lembas bread…

24 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosenne wycieczki terapeutyczne

by Paulina 1 kwietnia, 2021

wycieczka do poleskiego parku narodowego
Jeśli cholerna pandemia dała mi coś dobrego, to jest to rodzaj soczewki na priorytety.
Chociaż zawsze wiedziałam raczej co jest ważne, a co ważniejsze i dobrze sobie tym balansowałam. Pandemia pokazała, że miałam rację. Że to, co ważne,  jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. I że równowaga w tych różnych stopniach ważności bardzo wpływa na równowagę w życiu jako takim.

Co roku jest tak, że pierwsza wiosenna (albo przedwiosenna) wycieczka wprowadza mnie w stan totalnej euforii. Ten koktajl ciepłych słonecznych promieni, pęczniejących pączków na drzewach, świergolących ptaków i oszałamiającej jasności, wywołuje we mnie taki wyrzut endorfin, że prawie mnie trzeba trzymać żebym nie pofrunęła w niebo.
A w tym roku efekt jest spotęgowany.
W tym roku, po brzegi wypełnionym beznadzieją, złością i smutą, w tym roku wycieczka w przedwiosenne bagniste Polesie było jak szybki wypad na Olimp na parę łyków ambrozji z widokiem na świat.
I pojechaliśmy połazić wśród mokradeł. Przylatywały żurawie. Bociany poprawiały swoje gniazda. Drzewa powoli i cierpliwie uruchamiały krążenie swoich soków. Świeżo podcięte przez bobry drzewa, mnóstwo małych śladów wydr, pierwsze mrówki na ogromnym mrowisku, wszystko tak bardzo było zaaferowane życiem, że solidarnie zaaferowaliśmy się nim i my. Przypatrywaliśmy się, nasłuchiwaliśmy, wąchaliśmy. Zachwycaliśmy się. Wszędzie było życie, zachłanne i intensywne, natura robiła swoje jak zawsze, nie patrząc na zachorowania i obostrzenia.
I to było dobre. To było potrzebne, wręcz terapeutyczne.
Ta przewidywalność, niewzruszoność natury, pewność, że choćby nie wiem co, na wiosnę dzień się wydłuża a trawa zazielenia, to bardzo bardzo kojąca rzecz. 
I zupełnie niesamowite rzeczy dla psychiki robi takie parę godzin w rzeczywistości, takiej jaka powinna być, gdzie wszystko płynie zgodnie z odwiecznym porządkiem, wszystko zajmuje się życiem, pławi się w świeżym powietrzu i okraszone jest rozkosznymi promieniami słońca.
Myślę, że mogliby to przepisywać na receptę:)
 

 

1 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżadzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Puszcza zimowa

by Paulina 28 lutego, 2021

Wreszcie!

Do trzech razy sztuka, jak mówią.

Przyjechaliśmy na Podlasie wśród takich gwiazd, że można je było strącać grabiami, na gęsto rozsiane po niebie. Wysiedliśmy z samochodu, skrzypnął śnieg pod nogami, skrzypnęły drzwi naszego drewnianego domku i przepadliśmy, znowu.

Na zimę na Podlasiu polowaliśmy już wcześniej. Puszcza w zimowym dekorum wydawała mi się jakimś cudownym zespoleniem baśni, skandynawskich zimowych opowieści Astrid Lindgren, i moich wyimaginowanych ferii na wyimaginowanej wsi.

Tymczasem dotychczas w porze lutowej zaznawaliśmy przemrożonych resztek śniegu, lub przedwczesnego przedwiosennego błocka. Aż do teraz. Teraz trafiło się naprawdę pięknie.

Odwiedziliśmy rezerwat dzikich zwierząt, tym razem ludzi nie było prawie wcale, zwierzaki leżały sobie zrelaksowane na śniegu i mogliśmy się im przyjrzeć naprawdę uważnie. Odwiedziliśmy szlaki i miejsca znane i nieznane. Dzieci (my też w sumie;) ) napawały się śniegiem. Puszcza koiła i zachwycała, mówiła co jest ważne, jak zawsze.

Wiecie, pisałam już o Podlasiu parę razy. Jest w tym regionie coś dobrego. Coś, co przytula do serca, coś jak powrót do sielskości dzieciństwa. Lubię tu wracać.

Co się gapisz



Zarobiony Pirat
Wilczek w swoim naturalnym środowisku

Miejsce Mocy, podobno jest tu jakaś niesamowicie dobra energia. 

A tu nasza baza, Korolowa Chata. Przepiękne, klimatyczne miejsce. Oryginalny podlaski dom sprzed kilkudziesięciu lat, odnowiony na tyle żeby było nam, współczesnym wygodnie, a jednocześnie zachowujący całą magię. Do tego przesympatyczny właściciel, pan Sławek. Polecam Wam bardzo, my wrócimy tu na pewno!

Gdy chcesz uciec przed światem i zaszyć się „pośrodku niczego”…

 

28 lutego, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmindfulnessslow lifestylezima

zima zima

by Paulina 29 stycznia, 2021

I przysypało.

cieszę się, bardzo się cieszę.

Śnieg przysypał szaro-błotniste chodniki i dygocące łyse drzewa, przeciągający się listopadowy smutek, i trochę też ciągnącą się od prawie roku stracho-niepewność i poczucie zagubienia i dezorientacji. 

W takiej Narni, jaką mamy obecnie świat automatycznie traci trochę na realistyczności. Jest biały, puchaty i błyszczący więc nie może być taki do końca zły jak mówią.

Wyrywamy dzieciakom sanki z rąk i zjeżdżamy, jakby miało nie być jutra. Lepimy bałwany nie patrząc na zmarznięte palce bez rękawiczek. Chichramy się rzucając gałkami. , 

I chociaż wiatr wwiewa się za kołnierz (bo szalik oddany dziecku), samochody trzeba odśnieżać, stać w korkach, do wszystkiego dochodzi zimowa niemrawość i kocolubność, to dobrze że jest, ta zima.

Trochę układa ten zwariowany świat. Jest styczeń, jest zima, jest śnieg, wszystko na swoim miejscu, tak, jak powinno być.

 W mokrych kombinezonach i z soplami do włosach wraca się do domu na herbatę z sokiem malinowym. Taka mała stabilizacja, namiastka normalności, trochę powrót do słodkiej przeszłości, za którą wszyscy tęsknimy w niepewnych czasach i która – wiadomo była inna, lepsza, a trawa była zieleńsza.

29 stycznia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlaslubelszczyznapodróże i wycieczkislow lifestylezima

bardzo długie ferie

by Paulina 14 stycznia, 2021

ferie zimowe

 

Przełom 2020 i 2021 mieliśmy wybitnie rodzinny. Spędziliśmy go razem, ze sobą, wspólnie. Bardzo wspólnie, rodzina much w smole. Zlała się zdalna nauka z przedszkolną kwarantanną, Świętami, feriami, wolniejszym czasem w pracy i innymi i powstała z tego przedziwna dziura w czasoprzestrzeni. 

Dziura swobody, w której spaliśmy czasem nawet do 9, kiedy ograniczały nas tylko nasze pomysły ( i obostrzenia pandemiczne), i kiedy nawet, nieśmiało, po długim czasie pojawiały się takie swawolne myśli, że może by tak do portugalskiego wrócić, albo że może jakieś warsztaty-czegokolwiek…

Wracamy już do rzeczywistości, ale to był potrzebny czas. Nawet nie wiedziałam jak bardzo mi takiej swobody brakowało. Nicniemuszenia, beztroskiej nudy i cudownie bezcelowego gapienia się w dal. 

Jeszcze parę miesięcy temu plany były inne. Początek roku mieliśmy spędzić w Bieszczadach, a ferie miały być kiedy indziej i bardzo gdzie indziej. Trochę się pozmieniało, ale w gruncie rzeczy nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo cierpię.

Przesyt onlinem

Wilczek, uczeń drugiej klasy i tak nie był narażony na zbyt długi czas zdalnych lekcji, ale miał (a my wraz z nim) totalnie dosyć. Po bardzo krótkim czasie zauważyliśmy, że zaczęło niezdrowo ciągnąć go do ekranów, a po lekcjach chodził skołowany, pobudzono-zmęczony, rozproszony. 

Szkoda nam było i dzieciaka, i naszych starań. Bo bardzo walczymy o to , żeby w życiu naszych dzieci było – przynajmniej na razie – jak najmniej świata cyfrowego. Uważamy (podobnie jak mądre głowy w dolinie krzemowej), że do pewnego wieku, kiedy mózgi są najbardziej plastyczne, należy na maksa rozwijać analogowe myślenie, wyobraźnię, prawdziwe pisanie literek, realne życie towarzyskie. Na cyfrowość, która dla mózgu jest trochę drogą na skróty, przyjdzie jeszcze czas. Osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach ekranów i wirtualnej rzeczywistości jest i tak za dużo i zbyt wcześnie, a szkoła online, to – zwłaszcza dla młodszych klas – dodatkowo wielka krzywda.

Dlatego, mimo, że mnóstwo instytucji oferuje w ferie najróżniejsze, często zresztą bardzo ciekawe aktywności online, ograniczyliśmy je do totalnego minimum. Są online-wystawy, online-warsztaty, online-muzea, online-zabawy. Ale z premedytacją się od tego odcięliśmy. 

Co więc robiliśmy?

Zimowe wycieczki

To nasza główna atrakcja. Jeździmy po Lubelszczyźnie, spacerujemy, włóczymy się, chodzimy. Po błocie i śniegu. Nurkujemy z głową w zimowy świat. Niekoniecznie świat typu winter wonderland, rodem z teledysków świątecznych, czy pewnej bardzo długiej reklamy… W zimie w dzisiejszych czasach bywa szaro i mgliście, bywa wilgotno i przenikliwy wiatr, kałuże i błoto. Ale mamo, wiesz, jak się super szybko zjeżdża po błocie? 

Nasze dzieciaki są na tych wycieczkach totalnie w swoim żywiole (jeśli jest jedzenie oczywiście. Błoto nie błoto, szama w plenerze musi być). Czasami zastanawiamy się, że może dzieciaki oddają ten nasz nadmierny entuzjazm, który sączyliśmy w nich latami, patrzcie to chyba kupa wilka, hurra, i ale wyraźny jest ślad jelenia w tym błocku. Stukające dzięcioły, latające sikorki, wiewiórka, łasica, sarenka, to teraz dla nich atrakcje na miarę znalezienia skarbu.

Nie są to zbyt długie wycieczki, chociażby ze względu na zmrok zapadający chwilę po 15. Ale są cudownie ożywcze, dla wszystkich.

Twórcza nuda

„Daj dziecku przestrzeń na wyobraźnię”. Wydaje mi się, że to coś, co znacznie bardziej potrzebne jest dzisiejszym dzieciakom niż kursy programowania, szybkiego czytania, czy nauki języków. W nicnierobieniu, w pustce i pozornej nudzie powstają cudowne rysunki, projekty, budowle, rozważania. Na przestrzeni do rozmyślań nikt nie zarabia, więc może nie jest taka bardzo atrakcyjna i pożądana, ale jest bardzo bardzo ważna. To tu dzieci uczą się skupienia i wymyślania, poczucia sprawczości i samodzielności. Różne kursy to może być też wspaniała sprawa, ale myślę, że warto jest zauważyć i docenić taką właśnie pozorną pustkę. Dzieci bardzo potrzebują takiej przestrzeni, żeby rosnąć – rosnąć psychicznie, duchowo i intelektualnie.

Dodatkowe przyjemności

Nie jestem ekstremistką i nie twierdzę, że moje dzieci od miesiąca naprzemiennie chodzą po lasach i gapią się w ścianę. To jest ten czas, kiedy mogą odkrywać, co sprawia im największą frajdę. Nasi siedzą w komiksach (Asterix i Obelix, Kajko i Kokosz, Garfield), Wilczek tworzy autorskie konstrukcje, Iskra wzięła się za haftowanie, Pirat bawi się zwierzątkami lub samochodzikami. I rysują – cała trójka, rysują jakby jutro miał się skończyć świat.

Czytamy. Jest rytualne Wieczorne Czytanie przez Rodzica, jest też czytanie, lub „czytanie” samodzielne. Ostatnio – „Detektyw Pozytywka”, „Drzewo życzeń”, „Piaskowy Wilk”, „Nela…”, seria „8+2”, „Skarpetki” Justyny Bednarek, „Gwiazdkozaur”, najróżniejsze książki przyrodnicze (Np „Ciało, Ty i miliardy twoich mieszkańców”, Adam Wajrak, Piotr Socha, „Sen Alicji czyli jak działa mózg”), Iskra zachwyciła się ostatnio Mademoiselle Oiseau, zaczynamy Mary Poppins. I oczywiście Astrid Lindgren, Kubuś Puchatek, w formie audiobooków. Pirat w świecie Elmera, Kacpra, Małej Popielicy, książek Wechterowicza i Dziubak.

Gramy w gry. Planszówy, karcianki typowo dziecięce, i bardziej rodzinne. Azul, Uno, Leśne duchy, szachy, różne memory, Farmer…

Oglądamy. Robimy sobie czasem kino domowe i odpalamy rzutnik.

Jest dobrze w gruncie rzeczy, naprawdę. 

bagienka i kładki, sama radość. Poleski Park Narodowy.

silna grupa wycieczkowa

trochę zima, ale jakby kwiecień. Lasy Kozłowieckie.

zalew lubelski

namiastka zimy w namiastce gór;) Świętokrzyskie.

Jedni przedzierają się przez błoto, inni badają ilość śniegu pod kątem zjazdu

zimowa wspinaczka w górach 😉

świętokrzyskie skałki, atrakcja wyjazdu;)

kochane wąwozy

14 stycznia, 2021 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćpodróże i wycieczkipodsumowania

2020. podsumowanie

by Paulina 5 stycznia, 2021

 

Rok 2020. Jaki był, wiemy wszyscy. Wyjątkowy i niezapomniany, wiadomo.
Nie bardzo wiem, tak szczerze, co mam o nim napisać. 

Nie robiłam żadnej lemoniady z cytryn życia. Czasem było bardzo trudno i miałam ochotę wysiąść na chwilę z tego świata, kraju, domu.
Ale cały czas mam poczucie, że jestem ogromną szczęściarą, bo w gruncie rzeczy w naszym prywatnym życiu dramatów nie było.
Oczywiście, nie było też paru ładnych wyjazdów, wielu wyjść, spotkań, nie było normalności, spokoju i rutyny, ale poczucie przyzwoitości nie pozwala mi narzekać za bardzo.
Mimo wszystko, nic mi ten rok nie przewartościował w życiu, kręgosłup mam poustawiany i bez pandemii. I bez pandemii każdego dnia doceniam moje życie i te wszystkie oczywistości, jak zdrowie, rodzinę, poczucie bezpieczeństwa.
Dlatego zapraszam Was na małe podsumowanie naszego dobrego i zwykłego życia, mimo okoliczności.

styczniowe Bieszczady i jedyny ubiegłoroczny śnieg

Puszcza Białowieska. Miało być bardziej zimowo, ale i tak tradycyjnie nas urzekła.

Pierwszy lockdown i nowy talent mojego męża, croissanty
mamo, wydrukujesz nam kolorowanki? Czyli home office…
Chwilę przed jednym z wybornych pandemicznych pomysłów, czyli zamknięciem lasów
a latka lecą
i przyszedł maj
komiksomania
Przerwa od rzeczywistości w Górach Świętokrzyskich. 
I znowu lasy, chaszcze, łazęga
jedna z nielicznych chwil we dwoje
wyczekane wakacje z prawdziwego zdarzenia, czyli Mazury

wrzesień, weekend, wąwozy
gdy stwierdzasz, że szklane ekrany nie są jednak takie złe
ciacha dla Mikołaja!
i jeszcze jeden wypad. Tatry z dziećmi
Tak patrzę na te zdjęcia i wynika z nich, że rok 2020 spędziliśmy włócząc się po lasach… Całkiem to piękna nieprawda;) Jakoś nie wiem, gdzie te zdjęcia, gdy z furią w oczach próbuję ogarnąć bajzel w domu, obgryzam paznokcie z nerwów w pracy i tracę cierpliwość wobec dzieci;)
5 stycznia, 2021 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemTatryzima

Zimowe Tatry z dziećmi

by Paulina 20 grudnia, 2020

Oj tęskniło mi się za górami, bardzo bardzo.

Po niedoszłych wakacyjnych Dolomitach, miały być wrześniowe Bieszczady, październikowe Pieniny, listopadowy Beskid Niski.

Udało się z grudniowymi Tatrami.

Uwielbiam te góry. Są jedyne w swoim rodzaju, takie skompresowane Alpy. Na niewielkiej powierzchni są przestrzenne doliny i ostre kamienne szczyty, przepiękne jeziora, zróżnicowana roślinność. Choć stosunkowo nie najwyższe, uczą szacunku do siebie. To w Tatrach właśnie wiele lat temu zrozumiałam, jak to jest bać się o życie w górach. A jednocześnie mnóstwo szlaków, które bezpiecznie pozwalają tę górską perełkę podziwiać.

Mimo tej wyjątkowości, w Tatrach z dziećmi byliśmy po raz pierwszy. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, wyszliśmy z założenia, że  w kwestii górskiej trzeba dzieciom stopniować zarówno stopień trudności, jak i – przede wszystkim – efektowność. Coś w tym jest, że jak zaczniemy naszą przygodę od rzeczy najefektowniejszych, to potem trudno zrobić wrażenie. Druga kwestia to tłumy, które mocno nas odstraszają.           

W ogóle w temacie, który był najbardziej komentowany na instagramie, czyli 

Dzieciaki w górach

Cieszę się, że dzieci zaczęły od chodzenia po mniejszych górach. Oczywiście wcześniej w nosidłach widzieli wcześniej co nieco (nawet trochę Alp), można powiedzieć, że z górskim krajobrazem się opatrzyły. Ale ich dotychczasowe samodzielne chodzenie to Beskidy i Bieszczady.

Pisałam już o tym, jak zachęcić kilkulatki do samodzielnego trekkingu. I sprawdziły nam się te metody, chociaż nie powiem, że było szybko, łatwo i zupełnie bezproblemowo. Proces trwał, bywał żmudny i czasem mocno męczący. Nie zliczę, ile razy w górach z dziećmi marzyłam o wędrówce solo – bez krzesania z siebie nadprogramowego entuzjazmu, bez zachwycania się każdym śladem i każdą kupą dzikich zwierząt, bez wyśpiewywania „piosenek wędrówkowych”. 

Ale z perspektywy czasu po raz kolejny stwierdzam, że cholernie warto. Chociaż teoretycznie pamiętam te trudniejsze momenty, to ogólne wspomnienia naszych wędrówek są wspaniałe, a jakość wspólnie spędzonego czasu jest nie do przecenienia. I jeszcze jedno- myślę, że mogę powiedzieć, że dzieci (póki co mówię o starszakach), nauczyły się chodzić po górach.

Patrzyłam na moje dwie koziczki i puchłam z dumy – z nas i z nich. Bo szli, wspinali się, zauważali krajobraz makro i przyrodę w skali mikro. Codziennie – z radością i entuzjazmem – uczyli się więcej niż na stu zdalnych lekcjach przez komputer. Zauważali, zachwycali się, zadawali pytania (czasem zbyt trudne na naszą mizerną przyrodniczą wiedzę). A to jest to, na czym nam tak bardzo zależy w wychowaniu – na uważności, na obecności, na docenianiu rzeczywistości.

A same wędrówki… Przepiękne. Tatry powitały nas chyba „szczęściem początkującego” w kwestii pogody. Było słonecznie, przejrzyście, z lekkim mrozem i bezwietrznie. Wróciliśmy z tradycyjnym niedosytem, tym większym, gdy znamy najnowsze obwieszczenia rządu.

Parę dni wystarczyło, żeby poukładać te puzzle zwane życiem. Wszystko jak zawsze poustawiało się tak jak trzeba, wszystko było tak, jak być powinno.

z takim jednym

Widok do porannej kawy

Hala Gąsienicowa. I wspomnienia. W Murowańcu spędziliśmy naszą tygodniową podróż poślubną (w pokoju z chrapiącymi Węgrami:D )

Niesamowite, że po tych sześciu godzinach w górach, dzieciom wystarczyła 20-minutowa regeneracja w samochodzie, żeby w domku dostać głupawki

schroniskowa szarlotka i ciastka mocy

Trekking? On ma od tego ludzi.

                                           

20 grudnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatoMazurynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

Wakacje na mazurach

by Paulina 18 września, 2020

                                              Te wakacje planowaliśmy już chyba od jesieni. Plan prezentował się ekscytująco: Dolomity, słońce, wędrówki, górskie jeziora, odpoczynek i
przygoda, namiot w bajkowej scenerii.

Z upływem czasu, jak wiemy wszyscy, sytuacja zmieniała się dynamicznie, zarówno we Włoszech, jak i w Polsce,
do tego urlop przesuwał się i nieco skurczył. Dlatego postawiliśmy na
wakacyjną esencję, czyli odpoczynek i przygodę (z naciskiem na
odpoczynek). No, i jeszcze ten namiot w bajkowej scenerii. Zmieniliśmy tylko
bajkę – na polską, mazurską.

A zatem, Mazury!

Mazury z
dziećmi to kierunek idealny. Baliśmy się trochę tłumów, które podobno
były w tym roku wszędzie. Ale Mazury są duże, wystarczy jezior dla żeglarzy, amatorów nadwodnych rozrywek i dla tych, którzy chcą pobyć po prostu wśród natury. 

Udało nam się zaszyć w krainie spokoju i
ciszy (przerywanej krzykami żurawi). Był hamak nad wodą, dzieci
obserwujące ryby, raki i wędrówki małży na dnie jeziora, lub bawiące się w
wymyślonych przez siebie światach, lub pytające „mamo, mogę już do
wody?”, bóbr mieszkający w pobliżu, książki, codzienne ogniska.

To był czas o jakim marzyliśmy, gdy nasza decyzyjność ograniczała się do kierunku wycieczki danego dnia i tego co sobie zjemy wieczorem.

Mazury na rowerach

Udało
nam się zabrać wszystkie nasze rowery ( i przyczepkę). Do tej pory
uważałam że na rowery bezkonkurencyjne jest Podlasie, ale muszę
przyznać, że Mazury bardzo dają radę. Jest co prawda trochę pagórów, ale
są one łagodne i przyjemne, w ogóle nie dają się w kość, za to
wprowadzają przyjemne urozmaicenie i zapewniają cudowne, sielskie widoki
– zielone pola a na nich krowy, gdzieniegdzie błyskają jeziora, tu i
ówdzie lasy lub zagajniki, i obłoki pierzaste (jak stosy ciastek) na
błękitnym niebie.

Pirat i kolmolany

Niespełna trzyletni Pirat stoi na pomoście przysłaniając sobie brudnymi rączkami oczy i wypatrując czarne ptaki na środku jeziora „to kolmolany mamo„. Wilczek co chwilę zaskakuje jakąś soczystą ciekawostką przyrodniczą. Iskra ze szczerbatym uśmiechem pokonuje kolejne podjazdy na rowerze. Naszym dzieciakom
w takich warunkach można przyprawiać aureolki, a my puchniemy z
rodzicielskiej dumy, bo oczywiście wszystkie zasługi przypisujemy sobie, wiadomka;)

Nie obyło się oczywiście bez kryzysików, kłótni i jęków, o nie. Ale stworzyli
sobie w tym lesie magiczny świat i my z nudnym „nie jest wam zimno”
albo „czy jesteście głodni” tylko im wszystko psuliśmy. Z rozkoszą
ograniczaliśmy więc to psucie do minimum czytając, bujając na hamaku
albo wgapiając w wodę.

ogniskowe żarko. nie były to fit-wczasy

dzieci w niebie

Książka i kawa. Najlepiej.

widok późnopopołudniowy

Stara Kuźnia. obłędnie tam karmią

kolejka do lornetki. „Tatooo, no daaj”

robią pułapkę na ryby. jak myślicie, ile się złapało?

Wiecie, to były naprawdę dobre wakacje. Dokładnie takie, jak potrzebowaliśmy.

Zwykły namiot nad jeziorem. Woda, niebo, drzewa. (Po)wolność. Więcej niekonieczne.

18 września, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylrozmyślaniaslow lifestyle

o bliskości w trudnych czasach

by Paulina 10 lipca, 2020

Jest dziwnie ciągle

3 miesiące później jest ciągle dziwnie, ale wszyscy do tego trochę przywykliśmy. Dzieciaki odruchowo wyciągają rączki do psiukania odkażaczem, normą jest naciskanie guzików przy światłach łokciem i otwieranie drzwi nogą.
Trochę przywykliśmy, ale trochę też mamy dość.
Ciągle razem, ciągle rodzinnie, co bywa zarówno wspaniałe jak i koszmarnie męczące.


Podobno w niepewnych sytuacjach dobrze jest okopać się rytuałami, zabezpieczyć przewidywalnością, otulić normalnością. Na pewno tak jest.
Dlatego dzień zaczynam od szklanki ciepłęj wody i jogi. Dobrego śniadania.

Ale potem dzieci nie chcą się przebrać z piżam, zmienia się pogoda, w pracy wypada coś pilnego. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Bywa fajnie oczywiście, gdy udaje się ten chaos codzienności ogarnąć.
Ale bywa też tak, że awantury pojawiają się równie nagłe jak absurdalne, rozkwitają znienacka jak lipy nocą. Że drobiazg w pracy przestaje być drobiazgiem. Że wczoraj ujarzmiony bajzel, dzisiaj wymyka się spod kontroli. Że dzieciom nie smakuje już ta zupa, którą wczoraj uwielbiały, albo że te skarpety się rolująąąąąąąąąąą mamooooo.
Wiecie. Drobiazgi. Drobiazgi, które z cierpliwością kropli wody drążą (bardzo nadwątloną) skałę mojej cierpliwości.

Bardzo doceniam nasze poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że lubimy ze sobą ciągle spędzać czas. Cieszę się wycieczkami, mniejszymi i większymi, jeszcze bardziej niż zwykle.
Ale okropnie tęsknię za czasem, kiedy praca nie oznaczała kradnięcia czasu rodzinie, a czas z rodziną nie wywoływał wyrzutów sumienia wobec pracy.

Bliskości miewam bardzo dosyć. Ciągłej i intensywnej, głośnej i ciągle-czegoś-ode mnie-chcącej. Bywa że od bliskości uciekam, na krótki spacer nad rzekę najchętniej. Krótki spacer nad rzeką jest jak szot spokoju i równowagi.
Za bliskością tęsknię. Za bliskością drugiego beztroskiego człowieka na koncercie, za bliskością imprez i kawiarni.
Bliskością się cieszę i napawam, bliskością naszą, chaosiastą i intensywną gdy turlamy się po dywanie, siedzimy przy czytając książki, całujemy stłuczenia i utulamy smutasy. Gdy razem sobie wędrujemy, siedzimy gdzieś wśród natury, jeździmy na rowerach.

cudowny nałóg

W każdym razie, po czterech ostatnich miesiącach refleksję mam taką, że wrzesień ze szkołą, przedszkolem, rytmem, będzie najpiękniejszym miesiącem tego roku.
A tymczasem wakacje. Mam nadzieję, na trochę wakacyjnej beztroski, na odpoczynek bardzo bardzo mam nadzieję. I na normalność. Dlatego, plan na niedzielę jest jasny:)

10 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • …
  • 13

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • przyjemności letnie

    4 września, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry