Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

domowo

codziennośćdomowoświętazima

świątecznie, trochę

by Paulina 23 grudnia, 2016

Jeśli ktoś oczekuje tu dziś sielanki i rozestetyzowanej magii przygotowań świątecznych to serdecznie żałuję, ale się nie doczeka.

Nie będzie ani skarpet w reniferki, ani ozdabiania prezentów z pomocą samodzielnie suszonych pomarańczy, ani zarumienionych pociech w białych rajstopkach. Nie będzie też czuwającej nad wszystkim uśmiechniętej Pani Domu w jakimś wytwornym wdzianku. Będę za to ja, w umączonej pomarańczowej bluzce z chaosem na głowie i obłędem w oczach, moja niesforna dziatwa z glutem pod nosem i jękiem na ustach oraz małżonek robiący półki na ścianie w kuchni. Wszyscy po kolei dotknięci infekcją, niegroźną acz upierdliwą.

Oto mamy piątkowy, przedwigilijny wieczór, a ja nadaję do Was z chaosu. Miało być – a jakże – inaczej. Nie, żeby od razu idealnie, doskonale i że 21 grudnia pakujemy ostatnią perfekcyjną paczuszkę prezentową, a potem już tylko pławimy się w klimacie, podjadamy fikuśne pierniczki i słuchamy klimatycznych piosenek z dzwoneczkami. Planowałam po prostu ogarnąć większość czarnej roboty, gdy milusińscy będą w przedszkolu, a potem, już razem z nimi, bawić się w przygotowania, i żeby mi pomagali w robieniu ciasteczek, czy lepieniu pierogów. Mieli jechać razem z tatą po choinkę, a potem mieliśmy poczekać kilka dni (w międzyczasie zrobić długaśny łańcuch) i spędzić fajne popołudnie ubierając ją razem i podjadając te pierniczki (które miały się nie przypalić). W planach było też malowanie pewnego motywu u dzieci w pokoju. I te półki w kuchni. I pójście na łyżwy, zimowe spacery.

A tymczasem Pan Choróbka rozpanoszył się wygodnie w naszym nieświątecznym domu i tak został przez kolejne dni, potęgując chaos, rozmarudzając dzieci i zagęszczając atmosferę. Każdego dnia kolejne zadania przekładałam na dni następne, albo z nich rezygnowałam całkowicie. A dzieciaki każdego dnia były bardziej zmęczone gorączką, kaszlem i zamknięciem w czterech ścianach, a co za tym idzie oczywiście, bardziej skłonne do kłótni i awantur. Za to ja, podobnie jak one zmęczona, byłam coraz mniej skłonna do empatii i mądrych, wychowawczych reakcji.
Pomagali mi za to niezłomnie, np. zalepiając gotowe pierogi surowym ciastem.

Tak że ten.

Nie mogę powiedzieć, że najudańszy był ten przedświąteczny tydzień.
Ale, nie każdy przedświąteczny tydzień musi tak koniecznie być najudańszy.
Trochę klimatu zbudowaliśmy jednak. Mamy pachnącą choinkę (z długaśnym łańcuchem), piękne półki w kuchni, sto milionów pieczonych pierogów z kapusta i grzybami (bo troszkę pojechałam z ilością farszu) i całą lodówkę ozdobioną świąteczną twórczością dziecięcą. Chleb się piecze, kompot z suszu pachnie cynamonem, zakwas buraczany nabiera charakteru. Michael Bublé dla nas śpiewa, zaraz zapakujemy te prezenty w złoty papier, nie będzie dodatkowych ozdóbek. A dzieciaki zdrowieją.
Jest dobrze.
Czego i Wam, na te Święta życzę. Żeby było dobrze i po Waszemu, bez względu na okoliczności bardziej, lub mniej sprzyjające.

23 grudnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowojesieńslow lifestylespacer

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…

by Paulina 13 października, 2016

Mój ulubiony złoty październik postanowił w tym roku zrobić sobie przerwę. Zastępuje go, prawdziwie wspaniałomyślnie listopad, jest bardzo zaangażowany i niestrudzenie zalewa świat szarymi chmurami i deszczem, żeby nikt przypadkiem nie zauważył, że drzewa są tak pięknie październikowo – kolorowe i kasztany czekają na zbieranie.

Pamiętam doskonale jak w tamtym roku się tą szarością zachwycałam… Ale teraz mam potworny niedosyt kolorów! Chcę wreszcie pójść do parku na porządny spacer i popławić w tej naszej jesieni złotej i polskiej, za którą tęsknię już od paru lat (bo najpierw Francja i jej przedłużona letnia aura – zresztą nic przeciwko niej nie miałam, a w tamtym roku remont mieszkania i totalny brak czasu na cokolwiek z podwójną ospą wietrzną na dobitkę). Chcę szurać nogami w liściach kolorowych, porzucać się nimi z dzieciakami, i wąchać ich miły zapach. Złoto – jesienne spacery po parku mają dla mnie specjalne znaczenie i super funkcję doładowywania akumulatorów przed następnymi ciemnymi miesiącami.

A tu wygląda na to, że zupełnie nagle, z prawie-letnich pikników zostaliśmy przeniesieni w świat grzańca, koca i ciepłych gaci. I kataru. Jestem na to rozpaczliwie nieprzygotowana.

 

 

13 października, 2016 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomindfulnessmuzykaprzyjemności

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka energetyczna

by Paulina 8 października, 2016

I nadeszła. Człowiek tylko szurałby w chrupiących liściach, wdychał zapach kasztanów, względnie siedział pod kocem i popijał kolejne herbatki zatapiając się w kolejnych powieściach.
Ale, ponieważ nasza cywilizacja nie jest przystosowana do cyklu rocznego, dalej musimy wstawać o (coraz zimniejszym i ciemniejszym) świcie, zabierać się za różne pilne sprawy dnia codziennego i zamiast herbatek lub gorących czekolad pod kocem na sofie, łykać kawę na szybko i brać się do roboty.

O tym, jak się dobudzić, pisałam już kiedyś, dzisiaj o kolejnym, istotnym sposobie. Muzyka! Muzyka grzejąca, kofeinizująca, energetyczna.
Jeśli potrzebujecie się rozbudzić, jeśli potrzebujecie energii. Do tańczenia, sprzątania, jechania samochodem w nocy, porannej rozgrzewki, do brania się (w garść, do roboty, za siebie).
Zapraszam na kolejną odsłonę cyklu muzycznej Odpoczywalni. Bierzcie i budźcie się!

The Black Keys El Caminho
Organek Głupi
The Doors, chyba wszystko
Lenny Kravitz Mama said
Moby Play
Gaba Kulka Hat Rabbit
Lao Che Gospel, Dzieciom
Queen Innuendo, A night a the opera
Kasabian Velociraptor
Ten years after A space in time
Graveyard – Hisingen Blues
Santigold – Santogold 
Akurat – Pomarańcza

I parę pojedynczych kawałków:
The white stripes Seven Nations Army
Gorillaz Clint Eastwood
Survivor Eye of the Tiger
T Rex Children of the revolution
Rolling Stones Paint it, Black
Thin lizzy Whiskey in the jar
Bee Gees Stayin’ Alive 
Franz Ferdinand Take me out
David Bowie and Mick Jagger Dancing in the street Dancing in the street(ten teledysk!!)
Don Ross Michael, Michael, Michael Klimbim
Kazik & Yugoton Malcziki
Uriah Heep Lady in Black
Raconteurs Steady as she goes

A jeśli macie ochotę pogrążyć się w jesiennej melancholii polecam poprzedni odcinek, czyli muzykę depresyjną. Albo, jeśli macie ochotę miło owinąć się w kocyk, pic herbatkę i czytać, to tu jest muzyka na popołudniowy relaks

8 października, 2016 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowomindfulnessmuzykapasjaprzyjemnościslow lifestyle

Odpoczywalnia muzyczna, czyli płyty do popołudniowego relaksu.

by Paulina 3 maja, 2016

Wiele razy wspominałam tutaj o tym, jak ważna jest dla mnie dobra muzyka.

Zawsze tak było, i zawsze miało znaczenie, czego słucham. Na moja muzyczną edukację, albo raczej muzyczną wrażliwość, bo prawdziwej edukacji muzycznej niestety nie miałam (na tzw lekcje muzyki w szkole spuszczę łaskawą zasłonę milczenia), największy wpływ miał chyba Tata, największy fan Pink Floyd na świecie. Dzięki niemu osłuchałam się w dzieciństwie z Floydami właśnie, z klasykami rockowymi typu Deep Purple czy Led Zeppelin, Emerson Lake and Palmer, Vangelis, Queen (w swoim czasie nawet kochałam się we Freddiem). Potem, gdy szłam trochę w kierunku niezależności, pozostałam pod  wpływem dużego brata, i nawet jeśli moja dziewczęca wrażliwość zachwycała się The Kelly Family, to z jakiegoś poczucia obciachu nie przyznawałam się do tego w naszym pokoju i, chcąc wejść w łaski starszego rodzeństwa, słuchałam z nim Nieaktualnej Listy Przebojów. Po to, by z czasem autentycznie się do niej przekonać, pokochać i identyfikować się. Doszło do tego oczywiście towarzystwo licealne, mocno w konkretnej muzyce osadzone.
To wszystko dopełniał jeszcze balet i dość subtelny, ale ciągły kontakt z muzyka klasyczną.
Potem dorosłam też do tego, by rozszerzyć moje muzyczne horyzonty, o jazz, trip hop, bossa novę i szeroko rozumianą muzykę świata, muzykę elektroniczną, ambitniejszy pop.

To taka moja muzyczna historia w skrócie.
Pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami moimi muzycznymi miłościami. Co myślicie o takim cyklu muzycznym? Mam swoje ulubione płyty do słuchania w bardzo określonych sytuacjach, są takie, które pasują do niedzielnej kawy, inne do wieczorem randki z mężem przy czerwonym winie, jeszcze inne na wielką smutę, do ćwiczeń (gdy wyciszam Chodaka;) ), do tańca i  do sprzątania…

Dzisiaj najbardziej w klimacie bloga, czyli płyty do odpoczynku. Odpoczynku popołudniowego, na kanapie, z kawką, z miłym ramieniem do przytulania, dzieciakami zajętymi klockami u siebie w pokoju, albo (zdarza się to czasami, choć nie za często) – przytulonymi do nas*. Wtedy lubię spokojne granie, klimatyczne, trochę nawet rzewne czasami.

Oto pierwsza lista muzycznej odpoczywalni, podrzucam linki jutubowe.

Fismoll, At Glade
Siesty Marcina Kydryńskiego. Polecam też niedzielną audycję w Trójce.
Smolik, płytowa dowolność.
Możdżer, najchętniej Komeda, Facing the wind, The Time
Włodek Pawlik Night in Calisia
Miles Davies Kind of Blue, ballady z Coltranem
David Gilmour On an Island
Chet Baker My funny Valentine
Sonny Rollins, Ballads
Cocteau Twins Treasure
Vangelis Voices (tu już wchodzimy w odpoczynek wieczorny)
Kucz/Kulka Sleepwalk

Jak jest u Was? Macie ulubione relaksujące płyty? Do odpoczynku wolicie ciszę, czy muzykę?

* Pro forma dodam, że to nie jest tak, że takie popołudnia są codziennie.

3 maja, 2016 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowodzieckoslow lifestyle

easy like sunday morning

by Paulina 23 listopada, 2015

W weekendach uwielbiam poranki.Miłe, rodzinne, niespieszne poranki, dają dobrą energię na cały dzień. Takie wicie, w stylu slow.

Budzimy się rano (niektórzy raniej…) Pierwsza pakuje się córa, która czasem jeszcze zmruży oko, ale za chwilę dołącza starszy brat, z duplową hałasującą lokomotywą i duplowym strusiem dla siostry. Która, zainspirowana, biegnie po swoje gadżety i wraca z książeczkami, pokrzykując „Babo i Lalo”,  i pakuje się z powrotem, ładując oczywiście swoje łokcie, kolana i pięty w nasze oczy, szyje i brzuchy. Powoli, nasze łóżko przepełnia się dzieciowością, bardziej lub mniej intensywną i głośną (w zależności od natężenia konfliktów). Jesteśmy twardzi, leżymy łowimy resztki snu, odsunięci od siebie kokoszącymi się nieletnimi, czasem zetkniemy się stopami, czasem uda się nawet cmoknąć na dzień dobry.

Potem na zmianę myjemy się i szykujemy śniadanie (w asyście głodnych okrzyków).

A potem zasiadamy z kawą, dzieci chwilowo szczęśliwie zajęte w swoim pokoju.

Jest idealnie.
W głośnikach brzmi miła muzyka – mamy taką kategorię, „niedzielne płyty”, ma być przyjemna, nie smęcąca, ale i nie łomocząca, np Sting.
Mocna, choć delikatna w smaku kawa z aeropresu pachnie i smakuje cudownie, przegryzana kawałkiem tiramisu. Jest nam miło i ciepło (na ciele i sercu). Jest wygodnie, bezpiecznie i szczęśliwie, jest pełnia i moc.
Sielankowy nastrój burzy co prawda po chwili tabun naszych dzieci z samochodzikami w rączkach i okrzykami na ustach, wdrapujący się na kolana i sięgający do filiżanek z kawą, dopytujący o ciasteczko, i wycierający się o moją luksusową, specjalnie-na-weekendy piżamę w wybitnie nie-mamowym, białym kolorze… Ale to przecież dalej sielanka jest, trochę tylko przybrudzona, bardziej intensywna i głośniejsza – kwestia nastawienia ( i nastroju dzieciaków…;) )

23 listopada, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowomindfulnessslow lifestyle

Somehow I’ll find my way home

by Paulina 10 listopada, 2015

Już.
Mieszkamy, ach.
Ach.
Jest mi cudownie, nie sądziłam, że do tego stopnia tak wiele będzie zależało od własnego M.

Ostatni tydzień, mimo braku materaca do łóżka, chaosu, nie rozpakowanych pudeł, intensywnej ospy u córy i kataro-kaszlu u synka, był cudowny. Choć jeszcze nie w pełni urządzone, zadomowiliśmy nasze mieszkanie bardzo szybko, wypełniliśmy je domowością, zapachem pieczonego chleba i świeżo zmielonej kawy, dźwiękami naszej muzyki, śmiechu (i wrzasków) dzieci, a także wszechobecnymi puzzlami i samochodzikami.
Wszystko się układa. Dzieciaki odnalazły się w swoim pokoju, i, choć to kolejna duża zmiana w ich życiu w ostatnim czasie, przyjęły ją wyjątkowo dobrze i są zadowolone z życia.

Budujemy sobie nasze miejsce pomału, porządkujemy, wyrzucamy (a przynajmniej próbujemy…), segregujemy, urządzamy. A w międzyczasie znów celebrujemy codzienność, smakujemy zwyczajność, cieszymy małymi rzeczami, wracamy do naszych rytuałów.

Nie mogę powiedzieć, że jest idealnie, że odnalazłam rytm i werwę, a rozmemłanie całkiem mnie opuściło. Ciągle mam zawieszki, zastoje pt „I co ja mam z tym zrobić”, przerwy techniczne na pacyfikacje młodzieży i chwile zwątpienia (np gdy patrzę na stos dokumentów do przejrzenia i zmniejszenia ich ilości). Ale jestem na dobrej drodze, ruszyłam z miejsca, jest dobrze. I walczę, żeby JAK TYLKO się przeprowadzimy nie zmieniło się w JAK TYLKO do końca się urządzimy…;)

 
 

10 listopada, 2015 14 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylspacer

Because the world is round it turns me on

by Paulina 4 maja, 2015
 
Oto za nami kolejny deszczowy weekend. Kolejny deszczowy, po pięknym i słonecznym tygodniu. Irytujące to dość, bo cierpią na tym nasze plany wycieczkowe.

Ale trzeba przyznać, że taki lekko listopadowy klimacik ma swój urok. Gdy tak szumi jednostajnie za oknem deszcz i gwiżdże wiatr, przyjemnie się spędza czas w domu. Pogrążylibyśmy się w całkowitym lenistwie przepełnionym książkami (Wyspa łza na zmianę z Pratchettem), filmami („Witaj w klubie” wreszcie, serial True Detective, Teoria wszystkiego), muzyką (Nat King Cole, Możdżer, Pink Floyd, Portishead, Sting..), pysznego jedzenia (rewelacyjne grzanki nasączone białym winem z szynką z bayonne, serem morbier i cebulą, pierwsze szparagi, fondue i niezawodny rosołek),  gdyby nie parka nieletnich, na których energię deszczowe klimaty nie mają wpływu, i których zabraliśmy na przejażdżkę nad rzekę. Akurat, żeby złowić trochę słońca, zanim na dobre schowało się pod deszczowymi chmurami, odetchnąć świeżym, wilgotno zielonym powietrzem (i zmęczyć towarzystwo, które grzecznie padło wieczorem).

4 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylprzyjemności

upon the swing

by Paulina 17 lutego, 2015
 

Dzieci, jak to zwykle w weekend, obudziły się o świcie, jak skowronki,
gotowe do podboju świata, dobierania się do routera, zjadania
książeczek, pierwszych prób podbierania kosmetyków mamy (to młodsza) oraz
układania puzzli o porach roku, jeżdżenia na czołgu (paczka pampersów),
twórczości artystycznej (to starszak). Za nic miały walentynki w dniu
poprzednim, oraz urodziny rodzicielki.
Wzięliśmy towarzystwo do łóżka, licząc naiwnie na uszczknięcie jeszcze pół
minutki półsnu… Cóż z tego, kiedy trzeba było przynosić daktylki (na poranny
Wielki Głód) oraz picie, odsikiwać, przytulać, pilnować, żeby kokosząca się
młodzież nie spadła z łóżka, wyjmować z buzi nielegalne przedmioty w funkcji
gryzaka, robić zjeżdżalnie z nóg… Itd.
To już wstaliśmy w końcu.
Śniadanie. Błogie, weekendowe śniadanie, z wieczorem pieczonym chlebem,
croissantami, jajkami na miękko…
I kawa weekendowa. Siadamy sobie wspólnie, włączamy muzykę, dzieci na
dywanie zgodnie układają/burzą wieżę z klocków. Sielanka. Trwa ona parę drogocennych
chwil, zanim wybuchnie konflikt, młodszy fan elektroniki, znudziwszy się
klockami, podejdzie do wzmacniacza i raczy maksymalnie zwiększyć głośność.
Starszak w tym czasie poczuje przypływ miłości do siostry i będzie ją przytulać
z tą swoją subtelnością ciężarówki. Po chwili pozazdroszczą nam relaksu na
kanapie i dołączą, nie przestając wydawać bardziej lub mniej sensowne dźwięki, wbijając łokcie i kolana we wszystkie nasze miękkie części
ciała, sięgając do filiżanek, ściągając narzutę, wycierając czekoladowa buzię w
moją nową bluzkę. Itd.
Tymczasem kawa cudownie dobudza i smakuje jak zawsze niebiańsko. Słońce zagląda przez (brudnawe) okna. A Możdżer brzmi pięknie jak zawsze. Sielanka trwa, choć jest trochę niedoskonała, upaprana tą czekoladą, z puzzlowo – klockowym chaosem na podłodze, ze śladami lepkich łapek na świeżo umytym lustrze.
Dobrze jest.

17 lutego, 2015 9 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowokulinarniezima

C’est chaud, le vin chaud!

by Paulina 2 lutego, 2015

Klimacik może trochę grudniowy, przedświąteczny…ale z pewnością umilający zimne dni (które, miejmy nadzieję, mają się ku końcowi).
Umilający, rozgrzewający, zdecydowanie poprawiający buro-zimowy nastrój… grzaniec!

Śmiem twierdzić, że mój ślubny robi najlepszego na świecie grzańca. Grzańca winno – piwnego, korzennego, o mocnym smaku, i, co ważne, nie zamulającego. Uwaga, dzielę się przepisem!

Do jego wykonania potrzebujemy:
czerwone wino wytrawne
piwo jasne
imbir (najlepiej świeży)
cynamon (najlepiej w lasce)
kardamon (najlepiej niełuskany)
goździki (najlepiej niemielone)
anyż gwiazdkowy
pomarańczę
miód

Wszystkie przyprawy, w zależności od potrzeb, ścieramy, rozdrabniamy, łuskamy i rozgniatamy. To wymaga więcej roboty niż wsypanie gotowej przyprawy do grzańca (której połowę składu stanowi cukier), albo wybranie tych przypraw w wersji sproszkowanej, ale zapewniam, warto. Aromat będzie intensywny, smak zdecydowany, a wrażenia niebiańskie.

Teraz starty (lub pokrojony na cienkie plastry) imbir, starty cynamon, wyłuskany i rozgnieciony w moździerzu kardamon, rozdrobnione goździki i anyż gwiazdkowy, wrzucamy do garnka i wlewamy wino z piwem. Podgrzewamy. Jeśli zależy nam na zachowaniu właściwości alkoholowych napoju, uważamy, żeby nie podgrzać bardziej niż do 78 stopni (powyżej ten temperatury procenty się ulotnią). Dodajemy miód do smaku, do kubków dodajemy plaster pomarańczy.

Et voilà! Doskonale komponuje się na przykład z takimi ciasteczkami gryczanymi.

2 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowodzieckomój stylrozmyślania

ces petits riens

by Paulina 5 stycznia, 2015

I skończyło się. A było tak pięknie. Dwa tygodnie błogości. Dwa tygodnie prawdziwej odpoczywalni. Dwa tygodnie, które budują wspomnienia o sielance, jaką przeżywa się będąc w domu z małymi dziećmi.
Dwa tygodnie, które ładują baterie, wypełniają poczuciem sensu i spełnienia po uszy.

I nic to, że był to czas z akompaniamentem paskudnego kaszlu na dwa gardła. Że był to czas podwójnego ząbkowania. I czas ogromnej zazdrości u starszaka, a co za tym idzie czas masakrycznych histerii, marud i ogólnej nieznośności. I kryzysu z zasypianiem u malucha.

I tak będę pamiętać ich pierwsze wspólne zabawy i obopólną radość na
swój widok. Będę pamiętać uśmiechy, zachwyt choinką i światełkami, 
pierwsze przeżywanie prezentów od gwiazdki (Starszak) i szaleństwo w
opakowaniach (Młodsza). Wycieczkę w góry i pierwsze doświadczanie
śniegu. Cudowny czas tylko we dwoje (wiwat dziadkowie!) Wspólne leniwe
poranki – z dzieciakami kokoszącymi się w łóżku, a potem królewskie
śniadania trwające nieprzyzwoicie długo. Powolne celebrowanie kawy.
Wspaniałe obiady w wykonaniu męża. Wieczory jak zawsze cudowne, trochę dłuższe niż zazwyczaj, bo przecież rano będziemy bumelować wspólnie…

Wracamy do rzeczywistości, łatwo nie jest.

 

 

5 stycznia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry