Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

podróże i wycieczki

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka październikowa

by Paulina 16 października, 2019

Jaki to wyczekany weekend był po tygodniach trudnych i intensywnych.
Bo słońce zapowiadane, i czas luźny, swobodny i nasz, tak bardzo nam potrzebny.
A jak nasz czas, to wycieczka, piknik, łazęga i rozkoszna nuda.

Pojechaliśmy do Janowca na Zmysłową Ucztę Doskonałą. Słońce całowało skórę, podświetlało złote liście, które chrupotały i chrzęściły, i pachniały.
Te ciepłe październikowe dni cieszą chyba najbardziej swoją ostatecznością, (szukam łagodniejszego zamiennika dla ostatniego posiłku skazańca, ale jakieś to skojarzenie jest mocno natrętne). W każdym razie, te otulające ciepłem promienie słońca są jakby cenniejsze, piknik na trawie wyśmienitszy, pyszniące się kolorami dywany z liści bardziej zachwycające, gdy perspektywy wiadomo jakie są.
Korzystaliśmy, korzystaliśmy zachłannie.
Tym zachłanniej, że widzieliśmy jak korzystają dzieciaki zanurzone w ten najcudowniejszy letni sposób w wymyślonej przez siebie zabawie.

Krycha żonlguje, dzieciaki bawią się wśród kretowisk, złoto na liściach intensywnieje. Po drożdżówkach z powidłami śliwkowymi zostało parę okruszków, papierowe torebki i fioletowe plamki na buziach dzieci. Światło jak zawsze o tej porze roku zmiękczone babim latem. Siedzę, gapię się i głaszczę trawę. Wdech. Wydech. Jak dobrze jest być w taki dzień.

16 października, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkibiwakEuropamój styl podróżniczy

wakacje w Norwegii

by Paulina 15 września, 2019

Norwegia. Norwegia.

Siedzę nad klawiaturą i nie wiem, co napisać. Serio, nie wiem. Od czego zacząć i jak sprawić, żeby oddać choć część wrażeń słowami, a jednocześnie nie popaść w (nadmierną) egzaltację.

Norwegia, czyli „droga na północ”, kraina magii, mchu, mgły.
Kraj, gdzie niełatwo spotkać ludzi, za to co krok napotykaliśmy ukryte przejścia do świata elfów, tajne kryjówki krasnoludków i zaczarowane trolle. Kraj milionów wodospadów, gór, morza i lasów. Kraj Natury, absolutnej, zniewalającej królowej. W najlepszym, i najtrudniejszym wydaniu.

Bo Natura nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas trekkingu w górach, gdy zachwyca i olśniewa każdym omszałym kamieniem, każdym migotliwym, szarym górskim jeziorkiem, i każdym zapierającym dech widokiem.
Nie daje zapomnieć w drodze, podczas jazdy samochodem, wśród gór, rzek i jezior, i robi to tak, że zwykłe, nudnawe zazwyczaj przemieszczanie staje się atrakcją samą w sobie.
I w nocy przypomina o sobie, gdy ulewa i wicher przyginają namiot do ziemi, i człowiek siedzi z szeroko otwartymi oczami i przytula (na szczęście zupełnie słodko śpiące) dziecko, a drugi człowiek podtrzymuje stelaż.
Albo, gdy przemoczeni do gaci, mimo naprawdę porządnego przygotowania, zawracamy ze szlaku, z dzieciakami pochlipującymi z emocji.

I wtedy, gdy siedzi się bez słowa przed namiotem przy trzeszczącym ognisku, które odbija się w wodzie fiordu, na spokojnym, maleńkim campingu wśród gór.

Gdy na każdym, NA.KAŻDYM. kroku widać norweski do natury szacunek. W architekturze, budowie dróg, sposobie życia. Cholernie bardzo powinniśmy się tego szacunku nauczyć. Pilnie.

Spędziliśmy tam dwa tygodnie. Wrócimy na pewno.
Zobaczcie.

tu trawiasty dach w skansenie na jednym z campingów, ale jest masa współczesnych, w ten sposób zadaszonych domów!

prawie jak Kordian

takie okoliczności drzemki Pirata
a może by tak rzucić wszystko i….?

poranki, czyli jaglanka i kawa

Bergen. Jeden dzień w cywilizacji.

muzeum morskie

Brygge, drewniana dzielnica

motyl nad fiordem

piknik pod lodowcem

taki tam strumyczek

winter is coooooming, czyli spotkanie z lodowcem

PS. Post o stronie praktycznej może powstać, jeśli chcecie 🙂

EDIT:

Nie stworzyłam osobnego posta praktycznego. Dlatego uzupełnie tutaj parę informacji, gdyby ktoś zastanawiał się, jak w praktyce zorganizować wyjazd do Norwegii pod namiot z trójką dzieci (lat 7, 5 i 2).

Do Norwegii wyruszyliśmy samochodem, przez Niemcy i Danię, tam promem przepłynęliśmy do Kristiansand. Plan był dość luźny, nie mieliśmy żelaznych punktów do odhaczenia. Zresztą okazało się, że na bieżąco musimy się dostosowywać do prognozy pogody, która, zwłaszcza na początku, była dla nas dość bezlitosna.

Zależało nam na norweskiej przyrodzie, na fiordach, niekoniecznie tych najbardziej znanych. Z ikonicznych miejsc wybraliśmy się tylko na Preikestolen. I nie polecam. Pogoda była koszmarna, deszcz lał jak z cebra – my ostatecznie zwróciliśmy, a i tak na szlaku były ogromne ilości ludzi (często w trampeczkach i lekkich wiatrówkach) – więc nie wiem, co musi się tam dziać gdy pogoda dopisuje. Szlak faktycznie bardzo piękny (pomijając warunki atmosferyczne), ale nie mniej pięknie było następnego dnia po drugiej stronie tego samego fiordu, gdzie spotkaliśmy tylko 3 osoby. Na Język Trola, czy Kjeragbolten nawet się nie wybieraliśmy. Norwegia jest pełna totalnie zachwycających miejsc bez specjalnych hasztagów.

Biwakowanie w Norwegii

W całej Skandynawii można biwakować na dziko – oczywiście z poszanowaniem przyrody. Miejsc na taki dziki camping jest cała masa, otoczenie bajkowe Ponieważ jednak dość często musieliśmy uwzględniać gruntowne suszenie ubrań, często korzystaliśmy również z campingów – tych też jest sporo do wyboru, szukaliśmy takich miejsc na bieżąco, z pomocą googlowskich map:)

Koszt wakacji w Norwegii

Staraliśmy się, żeby wyjazd był na tyle budżetowy, na ile to możliwe. Musieliśmy oczywiście uwzględnić koszt promu i benzyny. Zdecydowaną większość jedzenia zapakowaliśmy do samochodu, dzięki czemu udało nam się ograniczyć zakupy spożywcze naprawdę do minimum. Campingi, na których nocowaliśmy (np Preikestolen Camping, czy Ytra Dorvika), wcale nie były drogie, z naszą piątkę i duży namiot płaciliśmy między 100 a 200 zł za noc.

Dzieci pod namiotem w Norwegii

Wybraliśmy się z trójka maluchów, najmłodszy miał niespełna 2 lata, co może wydawać się dość odważnym pomysłem. Ale, jak już tu pisałam nie raz, nasze dzieciaki w naturze, w namiocie, funkcjonują naprawdę dobrze. Śpią w swoich śpiworkach, mają fajną bazę do zabawy i masę wolności. Pisałam zresztą kiedyś trochę o biwakowaniu z dziećmi od strony praktycznej. Na ten wyjazd zdecydowanie przydały się ciuszki merino i porządne kurtki przeciwdeszczowe;)

Pirat górskie wędrówki spędzał w nosidle (z ochraniaczem od wiatru i deszczu), a starszaki dzielnie maszerowały same.

15 września, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlatomoda rowerowapodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

idzie lato, jedno z tych miłosnych lat

by Paulina 21 czerwca, 2019

Wybuchło po tej niezdecydowanej wiośnie.
Po kapryśnej, płaczliwej wiośnie, niezdecydowanym kwietniu i nabucanym maju, wszedł on, czerwiec, cały na zielono. Pachnący jaśminem, piwoniami, rzodkiewką i botwinką.

Słońce stawia pieczątki piegów na nosie. Muchy buczą. Ptaki świergolą, kosiarki irytują.

Zaczęły się te dni. Kiedy wstajemy rano, słońce w jadalni razi trzy pary nieletnich oczu, takich samych w formie a różnych w gradiencie brązu. Jemy śniadanie, pijemy kawę i ktoś nagle rzuca:  to co, rowery, piknik, woda? I ten nasz chaos wycieczkowy się pojawia: sakwy ze skrzyni, torba ciuszków i pieluch na zmianę, jedzenie, picie. Punkt na mapie. A potem, ileś kilometrów dalej, zanurzamy się łagodnie  w ten letni świat z jego makami, rumiankami i chabrami.

Te dni, kiedy zwykłe po-pracowe i po-przedszkolne popołudnia wydłużają się nieprzyzwoicie, zamiast obiadu jest buła i kefir, albo torba nieumytych owoców, i lody.A my, gdzieś na placu zabaw, boso na trawce, w parku na kocu.

Dni, gdy niebo przybledzone od upału, gdy nagła ulewa zaskakuje i moczy ulubioną sukienkę.

Jedyne w swoim rodzaju letnie lenistwo. Wgapianie się w chmury, bezmyślne bujanie w hamaku, szuranie stopą po zaroszonej trawie, przesypywanie piasku między palcami.

Brudne stopy, palce lepkie od owoców, bąble od komarów.

Wieczory, brzmiące cykadami i żabami, z zimnym białym winem albo chłodną melisą.

Dzieciaki, ubabrane naturą, zajęte produkowaniem wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie.

Niewyszukaność i prostota, w lecie najlepsze są proste sukienki, proste jedzenie (najlepiej prosto z krzaka lub ziemi), proste przyjemności. W lecie zwyczajność jest rajska.

21 czerwca, 2019 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimój stylmorzepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

wiosenne morze z dziećmi

by Paulina 6 czerwca, 2019

Doczekałam się wreszcie wyjazdu nad morze.

Obstawiałam co prawda, że na koniec maja pogoda będzie już cudownie wczesnoletnia, a zamiast tego sporo było deszczu i zawieruchy. Ale. Serio, co tam jakis sztormik dla nas, gdy okoliczności przyrody takie cudowne i ten jod taki uzdrowicielski.


Pojechaliśmy bez wielkich planów w kwestii zwiedzania, czy wyszukiwania atrakcji. Po prostu bardzo potrzebowaliśmy chociaż parodniowych wakacji, zmiany otoczenia.
A, że otoczeniem było morze, wspaniałe, trochę szare, trochę zielone i trochę granatowe, i piasek, kremowy i puszysty, i powietrze pachnące i przestrzeń, to serio, niewiele więcej nam było potrzeba do szczęścia.

Szło się na plażę, wiatr szumiał, powietrze pachniało – najpierw sosnami, a potem coraz bardziej morsko… Uwielbiam nad Bałtykiem te wejścia – przejścia, z lasu na plażę, jak przejście w inny wymiar. Bo wchodzi się w przestrzeń niezwykłą, w Zen, dwukolorowy, przestrzenny, i – mimo świstu wiatru – zupełnie cichy.
I wszystko to tylko dla nas, bo pusto było zupełnie.

Bracia

Pustka doskonała

tylko smoki jakieś

taki Dzień Mamy
wieczorne rozgrywki

nonono, wiosenka, cieplutko, wakacje

Zjazdy z wydm

I same wydmy. Coś niesamowitego,pierwszy raz je widziałam i zrobiły ogromne wrażenie

Matka wielodzietna

Mówiłam już, że wiosenka, ciepełko, nonono?

Wilczek i rower, czyli WMN

Znowu wydmy

united colors…

szukamy skarbów

Mamo! Ślimak! wielki, czarny i bez skorupki! (cudo prawdziwe)

6 czerwca, 2019 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylewiosna

Majówka

by Paulina 13 maja, 2019

Takich zwykłych dni mi brakowało przez ostatnie miesiące. Zwykłych, bez fajerwerków zupełnie, czasem słońce, czasem deszcz. Dni, w których przeplatały się ze sobą fochy i śmiech do utraty tchu, szorty i szaliki, wspólne ćwiczenia z Chodą i wieczorne nie-fit kolacyjki z mężem, serce ściśnięte ze wzruszenia i gardło zaciskające się ze smutku, baśniowo kwitnące jabłonie i upierdliwie gołębie z uporem maniaka próbujące założyć sobie rodzinę na naszym balkonie.

Tak bardzo się cieszę, że nie wyruszyliśmy jak wszyscy w długą drogę na długi weekend.
Że głównie lokalnie (poza jednym, na wpół służbowym wyjazdem do Warszawy). Że bez napiętych planów, wreszcie na luzie i powoli.

Byliśmy na Polesiu, w Parku Narodowym, przedweekendowo jeszcze i prawdziwie letnio. Znów trochę próbowaliśmy Tropić, ale jednak wiosna wybuchła nam prosto w twarz więc z lubością i bez analizowania zanurzyliśmy się w ten prawie-majowy świat, na rowerach, hamakach i kocykach.

Odwiedziliśmy warszawskie zoo.
Lubelski ogród botaniczny.

Spacerki, dużo spacerków. Np ten nad zalew. Pirat spał, starszaki zaznajamiały się z łabędziami. Las wokół zazieleniał się coraz mocniej dębowymi listkami i oszałamiał tym charakterystycznym słoneczno – sosnowym nadwodnym zapachem. Wyjątkowo trafiliśmy na niebywałą w tym miejscu pustkę – żadnych grilli, puszek po piwie i pierdzącego bitu z telefonów.

Dużo przez te dni się przyglądaliśmy dzieciakom, chętnie z niewielkiego dystansu, tak, żeby nie zwracali na nas uwagi. Fajnie było utwierdzić się po raz kolejny w przekonaniu, że jedna z ważniejszych powinności rodzica jest odsunąć się czasem, dać wolność (ale nie, że wolność w korzystaniu ze smartfona)- Piratowi, by samodzielnie pokonywał coraz to nowe wyzwania, schody i drabinki, a starszakom, by sami rozwiązali swoje konflikty, sami tworzyli zabawy, sami wymyślali sobie światy i historie. Wszyscy – by sami odczuli głód, chłód i pragnienie.

Pograliśmy trochę razem w planszówki. Wilczek staje się coraz częściej równoprawnym planszówkowym partnerem, Iskra współtworzy drużynę ze mną, Pirat niestety głównie rozwala elementy.

Momentami było wybitnie chaosiaście, głośno i brudno. Było parę awanturek, kłótni i łokci w brzuch. Ale, w tym ogólnym poczuciu idealnej harmonii, ten chaos był jak puchate kociątko z wielkimi oczami, pośród pobojowiska którego właśnie dokonało. Jakoś rozczulający.

Wilczek skończył siedem lat!

cześć maleńka

porozumienie

kawa i dziecko, czyli najważniejsze atrybuty matki

I cholerny gołąb się załapał

13 maja, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiemwiosna

Poleski Park Narodowy. Sezon piknikowy czas start!

by Paulina 8 kwietnia, 2019
rowerowa wycieczka z dziećmi, mikrowyprawy, rowery z dzieckiem

Jak cudownie jest wejść w Sezon takim dniem jak ten. Gdy świat, ciągle jeszcze beżowo bury podskórnie aż pulsuje zielonością, przyjemne kilkanaście stopni na plusie muska po policzkach, ziemia pachnie wilgocią i życiem. A wszystko podkręca słońce, słońce które o tej porze roku robi jakieś niesamowite rzeczy z nastrojem, cierpliwością, energią i motywacją.

No więc weszliśmy w Sezon. Rowery, natura i pikniki, czyli najlepszy sposób na reset niedzielny. (A jak inaczej wyglądają poniedziałki po takich niedzielach!) Godzinę od domu, we wczesnowiosenną burość zanurzyliśmy się po uszy.

Jedzie się rowerem, słońce przygrzewa, a wiatr szumi. Pusto. Niebo niebieskie, a trawy płowe. Na drzewach i krzewach listki już-prawie-gotowe tłoczą się w coraz okazalszych pączkach. Gdzieniegdzie pierwsze zawilce. Rower mknie sobie lekko, mogłabym się wcale nie zatrzymywać, ale trzy małe głodne brzuszki wymuszają piknik. Rozkładamy – pierwszy raz w tym roku – koce i piknikowe przekąski. Zasiadamy, mrużymy oczy, nieprzywykłe po zimie do tej cudownej jasności.

Włosy dzieci pachną sianem. Migają żółte motyle. Pojawiają się pierwsze puchate trzmiele. Słychać krzyki dzikich gęsi, sarenka przebiegająca w oddali jest jak medal. Na niebie czaple, żurawie i bociany. Rozglądamy się coraz uważniej, wszyscy nakręceni Księgą Prawdziwych Tropicieli Adama Wajraka. Robimy zdjęcia kupom i ropuchom, badylom i bagnom. Jest pięknie.

8 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

Wiosna!

by Paulina 22 marca, 2019

Pierwszy dzień wiosny. Dzień poezji. Jak to idealnie pasuje, wiosna jest samą poezją, człowiek niemal z automatu rymuje i szuka metafor, zimowe obfite powieści zastępuje Leśmianem i Gałczyńskim.

Ruszyliśmy ostatnio w podlubelski świat rowerami. Cudownie jest znowu bratać się z tym kiełkującym światem, wystawiać odsłonecznioną skórę na pierwsze słoneczne pocałunki, wdychać to powietrze ożywione. I pierwszy piknik urządzić, na pachnącym drewnianym tarasie z widokiem na Wisłę.

I wiosenna błogość przychodzi, migocząca rzeką, brzmiąca jedyną w swoim rodzaju ptasią rozświergoloną odą do życia, pachnąca zielonością. Przychodzi, cała promienna, i mówi, że planuje zostać dłużej. Cóż, witamy:)

22 marca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestylezima

podlasie z dziećmi zimą

by Paulina 27 lutego, 2019
podlasie z dziećmi, ferie w Białowieży

Podlasie w lecie poznaliśmy i pokochaliśmy. Od jakiegoś czasu marzył nam się wyjazd do puszczy zimą. Wizje takiego mieliśmy iście baśniowe, z masami migocącego śniegu i skrzypiącym mrozem, bo w końcu to polski biegun zimna.

Zamiast tego trafiliśmy na masy błota i bardzo specyficzny urok przed-przed-wiośnia.

Nie było idealnie, momentami (fochy i jękoły) było zupełnie odwrotnie, ale już teraz, ponad tydzień po powrocie w głowie mam tylko podlaską sielankę, spacery i żubry.
Mam w głowie wiejską sielskość i prostotę. Spokój. I tęsknotę za tym.

Bo w gruncie rzeczy, o taki fajny, wspólny czas nam chodziło. O powolne poranki z kawą przy kominku. O cudowne spacery po cudownych lasach. I o tropy dzikich zwierząt (Wielka księga prawdziwych tropicieli Adama Wajraka to pozycja obowiązkowa codziennie od dwóch miesięcy). I wieczory, które można by nazwać błogimi i spokojnymi gdyby nie planszówkowe emocje;)

Jest w Podlasiu coś bardzo kojącego. To takie miejsce, gdzie wszystko jest tak jak trzeba i idzie po swojemu.

klimatyczny domek na podlasiu

27 lutego, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlubelszczyznamindfulnesspodróże i wycieczkizimazmysły

gdy szarość zmienia się w perłę

by Paulina 27 stycznia, 2019

Jechaliśmy i jechaliśmy. Dzieci zaczęły marudzić, mnie zaczęło morzyć. Tak ciepło  w tym samochodzie i szalik tak miło otula szyję. Przyszło mi do głowy, że co za różnica jakie gołe drzewa będziemy oglądać i po jakich zesłych trawach będziemy chodzić. Można było pojechać gdzieś bliżej. A do tego, jak oddaliliśmy się od Lublina, zniknął śnieg.

Dojechaliśmy, po godzinie. Zaparkowaliśmy samochód pośrodku wielkiej pustki. I najpierw uderzyła nas cisza doskonała. Cisza cisz, bez jednego dźwięczku. Taka, która karze zamknąć oczy i oddychać, słuchać się i otulać sobą duszę. Taka, na której brzmienie przystanęły nawet dzieciaki. Taka, dla której warto przejechać się nieco dalej.
Pomyślałam sobie wtedy, że zima to taki czas odpoczynku dla zmysłów. Brzmi trochę banalnie jak to zapisuję, ale uderzyło mnie to wtedy – żadnych owadów, ptaków, tego letniego (cudownego skądinąd) hałasu. Żadnych kolorów,  żadnych zapachów. Minimalizm i zen.

Potem rozejrzeliśmy się. Rozejrzeliśmy, a cały świat wokół, po horyzont, to były te drewniane chaty grodziska, a potem tylko łąki pełne szeleszczących wielkich traw, niewielka rzeczka otoczona takimi klimatycznymi wierzbami, w oddali las. I nic więcej, ani bilbordów, ani sklepów spożywczo-monopolowych, żadnej blachodachówki. Klimat fantastyczny, arcysłowiański, prawie wypatrywaliśmy rusałek i strzyg. Wszystko przyprószone subtelną białawą migocącą mgiełką. I tą ciszą niesamowitą zupełnie.
I tak po horyzont.
Tylko my i  świat. I cisza.

27 stycznia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry