Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

podróże i wycieczki

aktywna mamaaktywnie z dziećmichustagórygóry z dzieckiemKarkonoszepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemSudetywiosna

Karkonosze z dziećmi, czyli nasza kwietniówka

by Paulina 30 kwietnia, 2018

majówka w górach, sudety z dzieckiem, trekking rodzinny

To była dość spontaniczna decyzja.
Wyjazd z dzieciakami w Karkonosze był kuszący (nigdy nie byliśmy w Sudetach!), no i jak wiecie jeździć w góry z dziećmi lubimy, ale trochę obawialiśmy się odległości do pokonania z maluchami i tego, że dla żadnego z nas nie byłby to wyjazd totalnie wakacyjny, oboje mieliśmy zobowiązania zawodowe.

Ale, jeśli mamy w życiu jakieś zasady, to jedną z nich jest „lepiej jechać niż nie jechać”;)
Pojechaliśmy.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, sudety z dzieckiem

I, jej, jak się cieszę, ze to zrobiliśmy.
Bo trafiliśmy z czasem tak, że lepiej się nie dało. Ta świeża, soczysta wiosenka, zaliściające się fluorescencyjnie drzewa, krajobrazy jeszcze trochę buro szare, a jednocześnie fantastycznie zielone i białe w kwiatach drzew owocowych. Słońce wiosennie energetyczne. Powietrze rześkie i doskonale przejrzyste. Temperatura idealna na wędrówki. A do tego upajająca, pusta przedsezonowość.

Mieszkaliśmy w Piechowicach, miasteczku pod Szklarską Porębą, w świetnym mieszkaniu wynajętym przez airbnb (tu link jeśli chcecie zniżkę 100zł na pierwszą rezerwację). Mieszkanie na własną rękę jak tu, lub w domku lub w namiocie jest dla nas zdecydowanie wygodniejsze – czujemy się swobodniej, sami robimy jedzenie, co z dzieciakami ma spore znaczenie.
Bardzo też się cieszę, że nie mieszkaliśmy w samej Szklarskiej, która, choć przepięknie położona i ze świetnym potencjałem, zrobiła na mnie niezbyt przyjemne wrażenie. Było jakoś tłoczno, chaotycznie i hałaśliwie – wszędzie remonty i budowy (co jest zrozumiałe, bo przygotowują się do sezonu, ale niekoniecznie przyjemne), stoiska z koszmarnymi pamiąteczkami które ekscytowały moje dzieci i ten estetyczny i architektoniczny bałagan.

Dzień 1 – Wodospad Kamieńczyka

Ponieważ nie było turystycznych tłumów, (które wyjątkowo mi działają na
nerwy), odwiedziliśmy trochę oczywistych atrakcji i szlaków w okolicy.
Pierwszego
dnia udaliśmy się do wodospadu Kamieńczyka, najwyższego w polskich
Sudetach i pierwszego punktu żelaznej listy do zobaczenia w Szklarskiej.
Miła, spacerowa traska, wodospad faktycznie piękny, przy schronisku miły widok. Patrząc na
przestrzeń i ilość ławek i stolików przy schronisku, można sobie tylko wyobrazić, co
się tam dzieje w sezonie…

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

 Dzień 2 – Dinopark w Szklarskiej Porębie

Wobec niesłabnącej miłości moich dzieci (a zwłaszcza Wilczka) do
dinozaurów, kolejny dzień spędziliśmy w tamtejszym dinoparku. Który nie
zachwycił mnie za bardzo. W tamtym roku byliśmy w Bałtowie i tam te dinozaury zrobiły jakoś większe wrażenie. A może to po prostu taki moment. Część atrakcji po zimie była jeszcze niewyciągnięta, nie odświeżona i całość robiła niezbyt miłe wrażenie.  Na mnie w każdym razie, bo dzieciaki bawiły się świetnie, oglądały
dinozaury z zainteresowaniem i przeszczęśliwe wyskakały się na
dmuchańcach.

Dzień 3 – Zamek Chojnik

Wybraliśmy się też na zamek Chojnik, prowadzą tam dwa szlaki, czerwony i
czarny. My zdecydowaliśmy się na czarny, żeby po drodze zahaczyć o
ciekawe zbójeckie skały, które dały dzieciakom fajną motywację do
marszu. Trasa bardzo ładna, sam zamek też robił wrażenie, dodatkowo
wzmocnione przepięknym widokiem z baszty i opowieściami
przesympatycznego Jędrka – kasztelana zamku.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie
Zejście czerwonym szlakiem. „Mamo, a po co w górach jest chodnik?”

 Dzień 4 – Pod Łabskim Szczytem

Następnego dnia mieliśmy więcej czasu, dlatego pokusiliśmy się o
większą traskę, czyli wejście do schroniska pod Łabskim Szczytem.
Pierwsza część trasy to zwykła ścieżka w lesie, pełna wielkich kamieni i korzeni.
Ciekawiej zrobiło się koło połowy, po przekroczeniu strumienia. Las osnuł się nagle mchem i magią. Delikatne światło prześwietlało gałęzie z młodziutkimi listkami, miękki mech się zielenił, strumyk szumiał. Zupełnie nie zdziwiłabym się,
gdybym zobaczyła jakiegoś elfa, czy inną driadę.
To cudowny dzień by, bardzo intensywny.

Ile punktów warte jest pokonanie takiego błota, czyli motywujemy.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

Bardzo śmieszne żarty i bardzo zmęczone dzieci.

 Dzień 5 – Wodospad Szklarki

Ostatni dzień, to wodospad Szklarki, który, zawalony turystami, pogłębił naszą wdzięczność, że nasza majówka odbyła się w kwietniu. Szczęśliwie, jak to zazwyczaj bywa, wystarczyło oddalić się od popularnego punktu o kilkadziesiąt metrów, by zrobiło się cicho i spokojnie. Szlak, który wiedzie wzdłuż rzeki jest bardzo malowniczy, spokojny, był idealny na odetchnięcie przed podróżą.

Taką to mieliśmy przyspieszoną majówkę.
Nasyceni świetlistą zielonością, wędrówką, widokami. I sobą wzajemnie.
Ogarnięci dobrym, górskim zmęczeniem. Wzruszeni naturą.
Dzieciaki dopytują kiedy znowu jedziemy w góry

30 kwietnia, 2018 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimindfulnesspodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrowerrower z dzieckiemslow lifestylespacerwiosna

Wiosenne wycieczki – czas start!

by Paulina 13 marca, 2018
przedwiośnie, duża rodzina na wycieczce, przyczepka rowerowa

Tak, to już. W miniony weekend rozpoczął się najlepszy na świecie czas. Czas naszych ulubionych rodzinnych wycieczek, szurgania się po naturze, czas miłosnego uścisku ze światem, kiedy byle spacer wypełnia po uszy musującymi endorfinami.
Uderzyła nas po twarzach ta nagła wiosna obuchem jasności. Choć wypatrywana, i wyczekiwana, to i tak zaskoczyła. Zaskoczyła, jak zima drogowców. Dlatego ruszyliśmy w świat czym prędzej, zanim się rozmyśli.

rowery z dziećmi, pan pantaloni,

Nie byliśmy zresztą jedyni. Ludność, co roku o tej porze, wbrew ponurym przepowiedniom, że niby ludność już tylko w domu przed telewizorami względnie w centrach handlowych, wylega w naturę. Wszyscy, o wspólnym mianowniku sino-bladych obliczy, lekko błędnych uśmiechów i słonecznego mrużenia oczu, wszyscy wyruszają w przyrodę cali w maju i czerwcu.

Ruszyliśmy w świat, szaro – beżowy, błotny i nieatrakcyjny zupełnie. Ale ta marcowa szpetota najpiękniejsza jest tym, co już za chwilę. Gdy jest się choć trochę uważnym, to od razu widać, że ta szarość i burość aż wibruje zielonymi listkami i forsycją. Powietrze pachnie inaczej, pachnie rozmarzająca ziemia – to podobno mikroorganizmy i grzyby się namnażają, ale tak naprawdę, zapach ziemi to skompresowane zapachy fiołków, bzu i jaśminu.

Widzicie tu uśmiechniętego dinozaura?

podróżnik zen

Oglądanie „umarniętego” krecika lupą…

…i rolnetką

Błoto jest super

przepiękny wąwóz Lipcyk w Nowym Gaju, ciekawe jak będzie wyglądał gdy już się zazieleni
czyste buty są nudne

Dzieciaki dopytywały się o pikniki, ciamkały w błocie, „rolnetkami” wypatrywały oznak wiosny (co z tego, że tylko jedna była prawdziwa, ta druga, z rolek po papierze toaletowym, była za to kolorowa i doskonale dawała radę), przeszyły naprawdę solidną traskę bez zająknięcia (choć niewątpliwy wpływ na morale miały nasze tradycyjne wycieczkowe drożdżówki z powidłami śliwkowymi).

Wiosna łagodzi obyczaje. Gdyby w naszym kraju częściej była wiosna, może nie żarlibyśmy się tak o wszystko. Wiosną chcemy padać sobie w ramiona. Róbmy to na zapas.

13 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmichustagórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady, zima i dzieci

by Paulina 23 lutego, 2018

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Nasze standardowe zimowe wyjazdy w góry, to Sylwester. W tym roku przesunęliśmy sobie sylwestrowy wyjazd w góry o półtora miesiąca. Przekonaliśmy się już, że takie przesuwanie to niezły pomysł przy okazji ubiegłorocznej majówki w Beskidzie Niskim.

Bieszczady zdążyły się do tego czasu porządnie zabielić i pokazać, że warto jeździć w góry z dziećmi, zimą także.

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Naszą bieszczadzką bazą było prywatne schronisko nad Smolnikiem, czyli klimatyczna drewniana chata na zboczu góry z przepięknym widokiem. Za to położenie i ten widok trzeba było zapłacić codzienną dodatkową traską przez śnieg, ale było warto.

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy
Pierwsze podejście do schroniska, każdy z plecakiem na miarę możliwości

Nasze dotychczasowe podróże z dziećmi trochę wyrobiły w nas wszystkich pewne rytuały i nawyki przy wyjazdowych przygotowaniach. Dzieciaki wiedzą już, że w noc przed wyjazdem idą spać w ubraniach i śpiworach, i że w nocy w tych śpiworach zniesiemy ich do samochodu, żeby mogli sobie przespać przynajmniej część trasy. My pakujemy wszystko wieczorem poprzedniego dnia. Tym razem różnica polegała na konieczności kompaktowego pakowania, bo wiedzieliśmy, że wszystkie nasze rzeczy (a także niektóre dzieci) będziemy musieli wnieść do schroniska na plecach.

Zapakowaliśmy się więc wszyscy i nad ranem wyruszyliśmy na nasz zimowy wypad w góry.

góry z dzieckiem, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Na zapiecku, tu była nasza baza czytelnicza

Jechaliśmy, a razem ze świtem zmieniał się krajobraz, na coraz bardziej zimowy i pagórzasty. Tak, jakbyśmy delikatnie przechodzili do innego świata.
Dotarliśmy, razem z szarawym porankiem. Bieszczady otoczyły nas swoimi śnieżnymi ramionami i uścisnęły serdecznie, witajcie, czujcie się jak u siebie. Momentalnie poczuliśmy się u siebie.
Wilczek z Iskrą wyskoczyli z samochodu prosto w zaspy, niemowlę zawinięto w chustę, plecaki przywdziano na plecy,
Nie powiem, że było jakoś bardzo łatwo. Ścieżka była zasypana śniegiem, dzieciaki zapadały się po uda. Ale pomagały nowe okoliczności, zew przygody, wizja czekoladowego medalu i tropy zwierząt na śniegu.
Na miejscu okazało się, że jesteśmy jedynymi gośćmi w pięknej drewnianej chacie, z ciepłym piecem i przesympatycznym gospodarzem, zafascynowanym wypiekiem własnego chleba.

Urządzaliśmy sobie codziennie mały trekking w tych pięknych okolicznościach. Trekking to może określenie trochę na wyrost, raczej po prostu spacery górskie, niezbyt forsowne i niezbyt długie, wiadomo, że wszystko trzeba dostosować do krótkich nóżek kilkulatków i zawiniętego w chustę pięciomiesięczniaka  i jego głodu. Planowaliśmy trasy tak, żeby mieć przystanek w jakimś schronisku lub bacówce, żeby dzieciaki (i my też w sumie) mogły odpocząć, przekąsić coś, a małe rozwinąć się z chusty, nakarmić i przewinąć.

Najlepsze na świecie naleśniki z jagodami w Bacówce pod Rawkami
 

 

Nie ma sanek, ojtam ojtam

Zimowe wejście na Górę Śnieżną przy parkingu

Nie myślcie sobie, że było idealnie zupełnie i bezproblemowo. Nie było. Wybraliśmy to schronisko między innymi po to, żeby być w górach i nie musieć dojeżdżać na szlaki, ale okazało się, że okolica jest totalnie nieprzetarta i tylko jeden dzień spędziliśmy na spacerze w okolicach schroniska. W pozostałe nie tylko dojeżdżaliśmy na szlaki samochodem, ale też musieliśmy do tego samochodu dojść (a potem z niego wrócić do domku). Nie obyło się też bez paru awanturek, w wykonaniu upartej Iskry, która albo przewracała się po dwóch metrach twierdząc że nie ma siły, albo upierała się, że ma tej siły mnóstwo, gdy faktycznie nie dawała rady, bo „chciała być dzielniuchem” (tak mi później wyjaśniła).
Ale, nigdy nie twierdziłam, że podróże z dziećmi to nieustanna sielanka.

Ale piękne to były dni, w tych górach zimowych, bajecznie zaśnieżonych.
Piękne, cudowne oderwane od rzeczywistości. Śniegowo migotliwe, pachnące
drewnem i mrozem, cudownie ponad cywilizacją. Wspaniale
skrzypiące w śniegu kroki. A potem przystanek, by rozejrzeć się z
zachwytem i wtedy ogarnia ta puchata cisza, jedyna w swoim rodzaju
górska zimowa cisza. Wieczory przy ciepłym piecu, rozmowy, wspomnienia (bo zawsze wspomina się różne wyjazdy z przed lat),
książka. Dzieciaki z czerwonymi policzkami i błyszczącymi oczami, całe w
śniegu. 

I to poczucie… To poczucie, że właśnie o to chodzi w życiu,
że to właśnie jest ten czas, który się liczy. Poczucie totalnego
szczęścia po prostu.

23 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedkultura z dzieckiemkulturalnielubelszczyznaLublinmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemności

w mokrych cieniach listopada

by Paulina 21 listopada, 2017

„Dmucha, plucha, zawierucha, całe szyby stoją w łzach”… Jakoś sobie trzeba radzić z tym nie-czasem między złotem października a światełkami i dzwoneczkami grudnia… Radzić sobie najchętniej pod kocem i z herbatką.

Choć przytulna nieruchawość podkocowa kusi i wzywa, to rozsądek mi mówi, że lepiej jej nie ulegać zbyt mocno. Rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że praktykowana zbyt często, bywa bolesna w skutkach.

Zaczyna się zawsze niewinnie. Są miękkie dźwięki z gramofonu, jest ciacho i herbatka, dzieciaki zajęte zabawą w swoim pokoju. 
Ale potem pojawiają się te bolesne skutki.
Dla dorosłych – dlatego, że na kanapie, otuleni w te kocyki, świeczki i książki, po prostu tracimy ochotę i energię na cokolwiek innego. Cóż w tym złego, zapytacie. Ano, niestety jest tak, że dorosłość wymaga od nas innych czynności i aktywności. Lepiej mieć na nie energię. A energia pod kocykiem wysącza się jak powietrze z dziurawego balona. Siedzimy zbyt długo i zostaje tylko flak. Chcemy jeszcze więcej kocyków i świeczek, a z hałasów tylko jazz, ewentualnie trzaskanie kominka.

Dzieci na błogą i przytulną domowość reagują zgoła inaczej. Dzieci w tajemniczy sposób wsączają   energię, która wysącza się z rodziców. I dzieci kumulują tę energię. Kumulują, by pod wieczór, przeważnie na hasło „idziemy myć zęby” mogła eksplodować w postaci durnowatych i głośnych zabaw, małpich okrzyków, czerstwych żarcików godnych Karola Strasburgera i głośnym rechotem z tychże. A na koniec obowiązkowo paskudna awanturka, czyli ostatni fajerwerk, który można by zobrazować hasłem „gdyby kózka nie skakała…” bo przecież taka głupawa ZAWSZE kończy się wyciem co najmniej jednego dziecka.

Aż za dobrze znamy ten schemat, i ten szok jaki powoduje dziecięca głupawa z zasiedzenia, gdy jest się rozhyggewanym do granic możliwości. Dlatego staramy się do takich sytuacji nie dopuszczać. Albo je minimalizować.

Wychodzimy. Wychodzimy w te posępne mgły listopadowe, przenikające wilgocią zimno i na przekór się tą szarością zachwycamy. Takie wyjścia i zachwyty wymagają oczywiście więcej wyobraźni i kreatywności (niektórzy powiedzą pewnie, że także abstrakcyjnego myślenia) niż bezwstydnie oczywiste piękno maja.
Ale da się, serio!

 Spacery w podkazimierskich wąwozach…

 

I lubelskie spacery…

Nieodpowiedzialna matka hasa, a nieletnia córka opiekuje się młodszym rodzeństwem

I poprzedszkolne spacery…

Na wystawie Picassa na zamku w Lublinie

A potem wracamy, wszyscy z właściwym poziomem energii, akurat na chwilę nieruchawości kanapowej.

21 listopada, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiKazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowapodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka do Janowca

by Paulina 11 września, 2017
ruiny zamku, zwiedzanie z dziećmi, atrakcje lubelszczyzny

To prawdopodobnie nasza ostatnia wycieczka we czworo. Sama jestem ciekawa, kiedy ruszymy w drogę w nowym składzie…

lubelskie z dziećmi, janowiec
zwiedzanie z dziećmi, janowiec, lubelszczyzna, lubelskie z dzieckiem 

Kierunek: Janowiec. Janowiec, czyli mniej popularny brat Kazimierza, po drugiej stronie rzeki.
Na
miejscu ruiny renesansowego zamku, całkiem zresztą nieźle zachowane,
pozwalające wczuć się w klimat rycersko – księżniczkowy, bliski, jak
sądzę większości dzieci. Koło zamku świetny, rozległy park z kojącym
widokiem na Wisłę i Kazimierz, idealny na piknik i hamak.

 
 

A potem Przeprawa Promem (to określenie mocno na wyrost, jakie padło z ust zachwyconego Wilczka. W rzeczywistości chodzi o przeprawę czymś w rodzaju sporej tratwy Cały „rejs” trwa parę minut 😉 ). Z samego Janowca nad rzekę nie jest daleko nawet na piechotę, ale moje możliwości spacerowe na sam koniec ciąży, są już zdecydowanie ograniczone (a mizerne zasoby sił woleliśmy wykorzystać na spacer po parku i koło niego – wzdłuż skarpy przy Wiśle), więc przeprawiliśmy się z samochodem, co zresztą wywołało niemal ekstazę u nieletnich – nie dość że przeprawa statkiem, to jeszcze z samochodem.

A na koniec nadwiślańska plaża, a tam, jak zawsze ogarnia błogość idealna, świat zwalnia i spokój ogarnia doskonały… Zupełnie nie wiem, z czego to wynika – czy ta Wisła w tym miejscu tak leniwie płynie, czy działa drewniany kazimierski zapach, sepiowy kolor piasku, suma dobrych skojarzeń.
W każdym razie, zakończenie dnia, i wakacji idealne.

ciąża w lecie, letnie stylizacje ciążowe, jak się ubierać pod koniec ciąży

11 września, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznaLublinpodróże i wycieczkipodsumowaniaprzyjemnościRoztoczew ciąży

przyjemności letnie

by Paulina 4 września, 2017
lato w ciąży, sesja z brzuszkiem

To lato jest dla mnie dość wyjątkowe. Nie zawsze jest tak, że lato, początkowo wyjątkowo zimne, potem wyjątkowo gorące spędza się w końcówce ciąży, w towarzystwie dwóch intensywnych przedszkolaków. To te czynniki które sprawiają, że wiele przyjemności wakacyjnych jest ograniczonych, bądź uniemożliwionych totalnie.
Ale, w gruncie rzeczy, całkiem nam było dobrze razem, zobaczcie.

dinopark, park jurajski, bałtów

Wakacyjne wycieczki

Jak wakacje, to wycieczki, i wypady. Poza
trochę dłuższymi wakacjami na Suwalszczyźnie, raczej jednodniowe i
raczej nie na koniec świata, z wiadomych względów. Ale korzystaliśmy, bo
one pięknie robią wakacyjny klimat, dzieciaki je uwielbiają.
Jeździliśmy po okolicach lubelskich, znanych nam na pamięć  i
odkrywanych zupełnie na nowo. Czasem spacerowo, czasem głównie
piknikowo, do lasów, parków, miasteczek i wiosek.

Koniki polskie w Zwierzyńcu

Jeden z najpiękniejszych dni w te wakacje wg Wilczka, czyli Park Dinozaurów w Bałtowie

BFF

Suwalski Park Krajobrazowy

Lato na wsi

Upały wysysały energię, dlatego sierpniowa kanikuła to głównie podlubelska wieś i „wczasy pod gruszą” u babci i dziadzia. To tutaj pławiliśmy się w sielskości i błogości. Tutaj ogarniał Odpoczynek Totalny. Z basenem, trawą, piaskiem, hamakiem pod orzechem, owocami prosto z krzaczka i ożywczym wiaterkiem.
Dzieciaki miały siebie wzajemnie, do wspólnego biegania po trawie, grania w
piłkę, chlapania w wodzie, huśtania się i całej masy nienazwanych zabaw, a my polegiwaliśmy
błogo i patrzyliśmy na nasze dzikie dzieci spod zmrużonych rzęs.

chleb na zakwasie, bochenek, jak upiec chlebjak zrobić chleb, bochenek, pieczenia chleba

Piec chlebowy 

To nieodłączny element naszych wiejskich wypadów. Mój cudowny mąż namówił wszystkich na budowę tradycyjnego pieca chlebowego i teraz cieszymy się najpyszniejszą pizzą i idealnym chlebem za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców.
 

 

Lulin 700, balony, stare miasto

Lato w mieście

Jest ok. Zwłaszcza, że Lublin w tym roku świętuje swoje 700 lecie istnienia, więc to lato jest jeszcze bogatsze w miejskie festiwale i imprezy.
No i są przyjemne parczki i skwerki, fontanny, zalew, są pyszne rzemieślnicze lody. Są ciepłe i klimatyczne wieczory w nagrzanych murach, czasem spędzone Tylko We Dwoje.

Najlepsze lody w mieście w Czekoladowym

wersja w gofrze, na wypasie

Balkon

Zagospodarowany w tym roku, wyposażony w deski na podłodze, hamak, ławeczkę i dużo ziół i kwiatów, stał się naprawdę fajnym miejscem,na poranną kawkę lub wieczorną meliskę.

Książki

Przyznam, że nie mam jakiejś super passy czytelniczej ostatnio. Strasznie lubię ten stan, gdy mam kolejkę książek do przeczytania, a chyba najbardziej, gdy wciągnę się w konkretnego autora lub motyw / miejsce / czas. Ostatnio dobieram lektury dość chaotycznie, ale parę perełek udało mi się trafić.
Poniedziałkowe dzieci, bardzo poetycko napisana książka Patti Smith o niej samej, jej relacjach z Robertem Mapplethorpem. Świetnie się czytało podczas naszych wakacji na Suwalszczyźnie, idealnie mi pasował ten wakacyjny klimat do ich historii. 
Sekretne życie drzew Peter Wohlleben, jedna z najczęściej pojawiających się w tym roku książek na instagramie, a ja nie przepadam za insta-książkami. Ale skusiłam się i bardzo się cieszę. Choć  ton momentami zbyt jak do dzieci i trochę daleko posunięta ta antropomorfizacja drzew, to książka jest pełna ciekawostek, które teraz sprzedaję mojej rodzinie przy różnych okazjach tonem eksperta.
Mag John Fowles. Fantastyczna książka, o której nie bardzo potrafię napisać jednozdaniową opinię – tajemnicza atmosfera, świetnie skonstruowana opowieść, o miłości, egoizmie, psychologii, wolności, prawdzie, religii i filozofii…
Kamień na kamieniu. Myśliwskiego.  Bardzo lubię u Myśliwskiego ten gawędziarski styl, czasem poetycki, czasem bardzo prosty i mądrość wplecioną jakby mimochodem w opowieść.
Wanna z kolumnadą Filipa Springera. Świetne reportaże o polskiej przestrzeni i tym, dlaczego w naszym pięknym kraju tak często bolą oczy.
Steinbeck i Fitzgerald, jeszcze pod koniec wiosny, w ramach poznawania klasyków amerykańskich

Filmy i seriale

Filmów było sporo, tu te, które najbardziej zapamiętałam.

Król Artur. Legenda miecza. Poszliśmy sobie do kina na „coś fajnego” i nie zawiedliśmy się. Film bardzo w stylu Guya Ritchiego, naprawdę dobrze się oglądało, choć na pewno nie jest to film wiernie pokazujący legendę
Song to song, to film który zachęcił nas obsadą a który docenia się przede wszystkim za formę i estetykę. Sama historia i bohaterowie w gruncie rzeczy dość banalni.
Drive. Nigdy dotąd go nie widziałam, ujął mnie totalnie melancholijnym, trochę mrocznym klimatem fantastycznie podkręcanym świetną muzyką. Mało dialogów, także między głównymi bohaterami, ale wszystko aż iskrzy od napięcia
Paterson. Przez sporą część filmu oczekuje się w napięciu, że zaraz wydarzy się coś dramatycznego, a potem napięcie schodzi i jest miło, spokojnie i prosto.
Dunkierka. Świetnie zrobiony film, ze świetną obsadą (Tom Hardy jednym okiem opowiadający całą historię i taka masę emocji!) i opowiadający o wojnie z bardzo, moim zdaniem, współczesnej perspektywy – nie ma tam monumentalnych scen walki, są pojedynczy i anonimowi, tzw zwykli ludzie, mniej lub bardziej bohatersko radzący sobie (lub nie) z rzeczywistością wojenną. Mocno to sugestywne.
Sztuka kochania. Umknął nam ten film w kinie, doczekaliśmy się wydania na dvd. Świetnie opowiedziana, kobieca historia i wspaniała Magdalena Boczarska.
Gra o tron, jedyna oczywistość serialowa w ostatnich miesiącach.

Muzyka

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa do filmu Drive. I Daniel Bloom, soundtrack z Wszystko co Kocham, a ostatnio też Lovely Fear, bardzo wakacyjne i klimatyczne dźwięki.

Chciałam w te wakacje jeszcze zająć się trochę mieszkaniem, popleść makramy do powieszenia doniczek z roślinkami, wywołać zdjęcia do albumów… Ale na to pewnie przyjdzie czas jesienią, gdy starszaki będą w przedszkolu, a najmłodsze będzie spać lub kontemplować własne stópki.

I już. Nie ukrywam, że 1 września przywitałam w tym roku z wyjątkową radością, ale to fajne wakacje były.
A jak Wasze wakacyjne wrażenia?

4 września, 2017 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggednamiot z dziećmipasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemSuwalszczyznaw ciąży

Baśniowa Suwalszczyzna na wakacje

by Paulina 31 lipca, 2017

Miało być raczej dziko, leśnie i klimatycznie. Z wodą za to raczej
bez ludzi. I raczej nie najdalej, z wiadomych, okrągłych względów.
Padło
na Suwalszczyznę. Baśniową Suwalszczyznę, zieloną, łagodnie pagórzastą,
przetykaną jeziorkami i krętymi rzekami. Na bazę wybraliśmy przepiękne
miejsce, biwak w środku lasu, nad idealnie okrągłym, cudownie
przezroczystym, małym jeziorkiem.

Wieloryb wyrzucony na brzeg

 „Na biwaku, na biwaku, śpisz w namiocie, śpisz w hamaku. Pyszczek zimną wodą myjesz, na biwaku wiesz że żyjesz” 😀

Reset wakacyjny

Główne założenie wyjazdu, to wypocząć, wyspacerować się, nasycić
zielenią i spokojem. Nic nie musieć (no, prawie nic, bo z maluchami jednak zawsze musi się to i owo). I to się udało. Bez napiętego grafiku i ambitnych
planów, po prostu zielony reset wśród natury.
Wiemy niestety
dobrze, że kiepska pogoda pod namiotem, z dziećmi,
potrafi skutecznie skrócić wakacje, a jaki generalnie był lipiec też nie
trzeba wspominać, ale w sumie trafiliśmy pod tym względem całkiem
przyzwoicie. Nie było upałów, ale dzięki temu było też mniej ludzi.
(Swoją drogą i tak byłam dość zdziwiona tym, że i tak stosunkowo sporo osób
decyduje się na namiotowy wypoczynek w mocno prymitywnych warunkach).

Były spacery wśród rzek, lasów i jezior, fantastyczny, wakacyjny zapach, (po)wolność i spokój. I cudowne wieczory, z ogniskami, idealnie gładką wodą i przenikającą leśną ciszą.
Były też oczywiście gorsze chwile, pełne jęczącej Iskry, swędzących
ugryzień po komarach, zgagi i moich bolących bioder od spania w
namiocie. Ale nikt się nie nastawiał na bezustanną sielankę.

 

Zbieramy jagody i bąble komarowe.

Suwalski Park Krajobrazowy

Któregoś dnia wybraliśmy się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego,
najstarszego parku krajobrazowego w Polsce. Przeszliśmy się przepięknym
szlakiem, niestety mocno nienadającym się do przyczepki, prowadzącym nad
wąwozem z wijącą się malowniczo Czarną Hańczą. Byliśmy pod wrażeniem widoków i Wilczka, który
chyba nawet nie zauważył trasy, jaką pokonał.

 
 

Dowspuda czyli podróż sentymentalna

Jeden dzień był też dla nas niespodziewanie wzruszającą podróżą
sentymentalną. Maleńka miejscowość Dowspuda, nad przepiękną rzeką
Rospudą, z ruinami dziewiętnastowiecznego pałacu. To tam 15 lat temu
odbywał się pewien celtycki festiwal, i tam właśnie pewien chłopak pocałował pierwszy raz pewną dziewczynę. Nie byliśmy w tych okolicach od tamtego czasu, i pewnie dlatego wrażenie to-tu-się-wszystko-zaczęło było dla nas takie fantastyczne.

Bajkowy szlak

Dodatkowo, Baśniowa Suwalszczyzna jest baśniowa nie tylko ze względu na piękno natury. Z Suwałk pochodziła Maria Konopnicka  i zostało to wykozystane turystycznie w bardzo przyjemny sposób. W Suwałkach i okolicach rozmieszczone jest siedem baśniowych wiosek. Każda z nich wiąże się z inną tematyką i nawiązuje do innego utworu Konopnickiej lub Suwalszczyzny jako takiej, do każdej dołączona mapa i karta z zadaniami do wykonania, pieczątkami do zdobycia. Przemycone jest sporo wiedzy – w taki sposób jak lubię, ciekawie, trochę przy okazji i nienachalnie.

Takie to mieliśmy wakacje. Niespektakularne, cudownie relaksujące, niewymagające.

31 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBeskid Niskidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemw ciąży

W Bukowinie rosną skrzydła świętym bukom. Beskid Niski z dziećmi.

by Paulina 3 czerwca, 2017

Tak bardzo czekałam na ten wyjazd, że aż momentami się bałam, że się rozczaruję.
Planowaliśmy klasyczną majówkę, ale cudownie wyszło, że nie wyszło. Przesunęliśmy ją o dwa tygodnie w czasie i o co najmniej dwa miesiące w temperaturze.

Beskid Niski. 

Uwielbiam te niespektakularne góry, które przytulają duszę, głaszczą serce, uspokajają głowę.

góry z dzieckiem, dziećmi, góry w ciąży

Spakowaliśmy się więc wieczorem, a nad ranem wyruszyliśmy. Wyruszyliśmy, odnaleźć to, co tylko zielonością. Odetchnąć, usłyszeć swoje kroki, za kark chwycić słońce, sięgnąć w niebo.

Przekroczyliśmy próg naszej drewnianej łemkowskiej chatki i zapomnieliśmy w sekundę o smutnym i niespokojnym świecie.
A razem z nami oczywiście młodociani, którzy, gdy tylko wyszli z samochodu zmienili się w wakacyjne, dzikie dzieci z bosymi stopami.

Drużyna poczochranych warkoczy
góry z dziećmi, trakking dziecko

I ruszyliśmy na szlak.

Wzięliśmy tym razem tylko
jedno nosidło, awaryjne. Generalnie założenie było takie, że dzieci
wdrażają się w wędrowanie i jak najwięcej chodzą same. I szli. Dzielnie, wytrwale,
motywowani tropami dzikich zwierząt i znakami szlaku.
 To nie były
jakieś wielkie, całodniowe trasy, ale najważniejsze, że to poczuli. Że
szli, obserwowali otoczenie, i że mieli całkiem sporą porcję swojej
frajdy z tego wspólnego wędrowania, z tej przyrody, w którą się
wtopiliśmy.

Czasem się przyśnie

Butki dzieciaków nieprzystosowane do Beskidu Błotnego, następnym razem się wyposażymy;)

Nasza baza, czyli cudownie klimatyczne Sokolskie Chaty

„W drogę, to są czarodziejskie słowa…”

beskid niski z dzieckiem, dziećmi, góry w ciąży
Skrzydląca się brama Lackowej

W dolinach też cudownie

A Beskid szumiał i uwodził, a liść zielenił się i złocił.

Trasy
każdego dnia inne. Czasem królestwo srebrzystych buków z zielono-fosforyzującymi liśćmi, innym razem trochę mroczne sosny, albo rudy dywan z liści. Beskid Niski to nie są mocno widokowe góry, to
raczej góry do podziwiania od wewnątrz, od strony leśności. Ale raz na
jakiś czas trafialiśmy na soczyście zielone połoniny i niebiesko –
zieloną przestrzeń pagórzastą przed nami.

A wieczorami ogniska, albo miłe posiedzenia przy kominku.

Ostatni dzień to Skamieniałe Miasto pod Ciężkowicami, czyli tajemnicza historia i bajkowe skały, o przeróżnych kształtach, które zachwyciły naszego małego adepta wspinaczki.

 

Piknik pod wiszącą skałą

I wróciliśmy, po czterech dniach, cudownie zresetowani i zmęczeni do prawdziwego życia, choć szczerze nie wiem, gdzie jest prawdziwiej…

3 czerwca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznapodróże i wycieczkispacerwiosna

Podaj mi dłoń, od tych czterech ścian gdzieś chodźmy jak najdalej

by Paulina 3 kwietnia, 2017

Zaczęło się. Najpiękniej jak mogło się zaczęło. Z kwietniem, słońcem i weekendem.
Mogłabym napisać, że nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi brakowało naszych małych wycieczek, ale sobie zdawałam sprawę jednak. No więc brakowało mi okropnie.

Tym bardziej więc zachłannie, łapczywie i na główkę rzuciliśmy się w wiosnę.

Nic wyszukanego, sobotnia mała przejażdżka na rowerach i długie polegiwanie na trawie, z kocykiem, hamakiem i slackiem. Z piłką i tropieniem mrówek, bieganiem na bosaka, pierwszymi piegami, wspinaniem się na drzewa. I z tą wiosną upojną, słoneczną i pachnącą, przenikającą każdą komórkę mojego ciała.

I drugie nic wyszukanego, czyli niedziela w okolicach Kazimierza Dolnego. Przespacerowaliśmy się miło po okolicznych wioskach pachnących starym drewnem. Szliśmy wśród  jeszcze szarawych drzew i krzaków i badyli pozimowych, i ta świeża zieleń panosząca się coraz bardziej aż fosforyzowała. Dzieciaki o ciepłych łapkach i pachnących słońcem główkach goniły motyle i nawet nie zauważyły pokonanej odległości.
I tak doszliśmy do Starego Młyna, miejsca, które ze swoją drewnianą zabudową, ciszą i widokiem jest czystą kwintesencją błogości. Słońce grzało nam w twarze, Wisła płynęła leniwie a świat rozkwitał. Siedzieliśmy sobie na starych drewnianych ławkach, jedliśmy jagodzianki i jest mocno prawdopodobne, że unosiliśmy się z tego zachwytu parę centymetrów nad ziemią.
Potem były jeszcze szybkie lody na zatłoczonym kazimierskim rynku i powrót do domu przesycony chrapaniem Iskry, cichym oddechem Wilczka i wiosennością szczęśliwą.

 Mamo, zobacz jakiego mam kwiatka dla ciebie!
Świat u stóp

 

Trudne decyzje smakowo – lodowe

3 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmigórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Góry na Sylwestra. Reaktywacja

by Paulina 2 stycznia, 2017

Tak bardzo się cieszę, że wróciliśmy w góry sylwestrowe. Nie tylko – choć to też – ze względu na fajny wyjazd w fajnym gronie, ale też na ten przełom roku, czas płynący w górach trochę inaczej i wspaniały dystans do świata jaki się w górach zyskuje.
To dobrze robi dla symbolicznych zamknięć i otwarć.

Beskid Niski, cudownie niepopularny, niezbyt może spektakularny, ale
szalenie klimatyczny. Cały brzmi Wolną Grupą Bukowiną, i stawianiem
kroków – w tym roku skrzypiących śniegiem, i nasyconą ciszą górską
jedyną w swoim rodzaju.

Jechaliśmy na południe i z
każdym kilometrem robiło się bardziej biało. A na miejscu, w niewielkiej
łemkowskiej wiosce, już całkiem baśniowa migocąca śnieżna pokrywa.
Dzieciaki zaniemówiły z zachwytu i gdy tylko wyładowaliśmy całą obfitość
naszych bagaży ruszyliśmy w poszukiwaniu górek na sanki.

I tak codziennie. Spacerki górsko – śnieżne, a wieczorami, biesiadowanie (ze zwiększoną już średnią wiekową) z grzańcem lub tequilą i ogniem w kominku.

 

 
A gdy niebo z perłowo szarego zmieniło się w lśniąco niebieskie,
załadowaliśmy opakowaną w ciepłe gacie i śpiwory młodzież do nosideł i
ruszyliśmy trochę wyżej. Nie mogę powiedzieć, że zrobiliśmy jakąś
szaloną trasę, czy mega szczyty, na co nie bez wpływu były nasze
rozśpiewane ładunki na plecach. Ale wystarczyło i tak, żeby się
zachwycić totalnie. Zobaczcie zresztą sami.

 

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

2 stycznia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry