Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

przyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

Szparagi, wikingowie i hamak, czyli majowe przyjemności

by Paulina 31 maja, 2015

Ten blog jest w dużej mierze zapisem naszych małych – wielkich przyjemności, i „delektowania się codziennym życiem”, ale pomyślałam sobie, że fajnie byłoby raz na jakiś czas zebrać te małe chwile szczęśliwości.

Stąd dzisiejsze podsumowanie majowe.

JEDZENIE

Maj to ten cudowny moment, gdy jedzenie zaczyna pachnieć, gdy najprostsze robi się najpyszniejsze, rozpoczyna się sezona świeżości, zdrowia, smaku i „prosto-z-pola”, prawie w ziemi jeszcze warzywa.

Zaczęły się szparagi. Ach, szparagi, o pięknym kształcie, wspaniale zielone, pełne tych wszystkich wiosennych cudowności, kojarzące się jednoznacznie, że tak, oto nadszedł czas słońca i ciepła. Szparagi, z makaronem, na sto sposobów, szparagi w tarcie, zupa szparagowa. I szparagi, moje ulubione, grillowane – umoczone wcześniej w oliwie z oliwek, potem na patelni grillowej przez parę minut, i skropione octem balsamicznym lub cytryną. Ze świeżą bagietką, posypane parmezanem.

I truskawki. Truskawki są czerwonym, słodkim odpowiednikiem szparagów. Najpierwsze. Słodkie, soczyste, idealne. Dotychczas udało mi się zrobić tylko jedną kruchą tartę z truskawkami, czekoladą i kremem z mascarpone i śmietanki. Przy innych podejściach zabrakło truskawek.

Spring rollsy. Moje majowe odkrycie.Wspaniałe w smaku, ładne, wygodne. I dość prosto się robi wbrew pozorom. Ja robiłam według tego przepisu. Idealne na piknik.

FILMY / SERIALE

Maj mogę śmiało ogłosić miesiącem Matthew McConaughey’a. Zaczęło się od spektakularnego Interstellar, arcyciekawego, świetnie zrobionego, i wciągającego.
Potem był „Dallas buyers club”, zachwycający aktorsko, ze świetną, mocną i wzruszającą (ale nie ckliwą!) historią.
I serial, „True Detective”, jak wisienka na torcie, przeszkadzająca zasnąć, z atmosferą gęstą jak smoła, świetnie prowadzoną historią i głównymi bohaterami szorstkimi i nieidealnymi, ale z problemami, ale wzbudzającymi zaufanie i serdeczność. Do tego tematyka krzywdzenia dzieci… do której totalnie inaczej podchodzi się jako rodzic…

„Wild„, spodziewałam się trochę żeńskiej wersji „Into the wild”, ale jednak trochę był inny, jakiś taki… prawdziwszy, ciekawszy, bardziej autentyczny, z powoli dawkowaną historią bohaterki (choć sondtrack z Into the wild jest nie do podrobienia), czekałam trochę z obejrzeniem tego filmu na odpowiedni klimat i nie zawiodłam się.

„Ex machina”. Lubię takie SF. Może dość powolne, może bez spektakularncyh strzelanek, ale za to z podtekstem filozoficznym – czyli dosyć już ograne pytanie o sztuczną inteligencję i o istotę człowieczeństwa, ale podane w świetny sposób, z rewelacyjnie budowanym napięciem, podkręcanym klimatycznym soundtrackiem. Warto obejrzeć, także ze względu na estetyczne wysmakowanie.

I jeszcze, serialowo, „Wikingowie”, z ich fantastyczną ścieżką dźwiękową. Zaczęłam oglądać dla fryzur Lagerthy, ale wciagnęło bardzo – historia, obyczaje, klimat.

KSIĄŻKI

„Wyspa Łza”. Moim fawrotytem J. Bator pozostaje dyptyk Piaskowa Góra i Chmurdalia, ale jej najnowsza książka pokazuje coś supełnie nowego. Autorka odsłania trochę kulis twórczych, snuje trochę historii, autobiograficzno-baśniowych… Świetnie się czytało, chociaż spodziewałam się czegoś innego.
Śmierć nieodżałowanego sir Pratchetta skłoniła mnie do powrotu do fantastycznego Świata Dysku. Odkryłam nieznany mi dotąd cykl o Akwili Dokuczliwej, i choć początkowo miałam wrażenie jakiejś wtórności wobec (mojego ulubionego) cyklu o czarownicach z Lancre), to wciągnęło mnie i zachwyciło jak zawsze.
„Szczęśliwi ludzie, potraficie zamknąć swe umysły na nieskończoność
zimnych głębi wszechświata. Macie to co nazywacie… nudą? To najrzadszy
talent we wszechświecie!”

MUZYKA

Najnowsza płyta Lao Che. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się spośród kilku ostatnich albumów grupy. Fajna tekstowo, zróżnicowana muzycznie.           

UKŁADANIE ZDJĘĆ DO ALBUMÓW

Wywołaliśmy milion zdjęć (w Empiku – papier satynowy, świetnie są oddane kolory, kupiliśmy albumy, rożki do klejenia i dziecięce drzemki mam z głowy. Włączam audiobooka, i układam, przebieram, wklejam. Świetny relaks.

HAMAK I PIKNIKOWANIE

Maj nie rozpieszczał pogodowo co prawda, ale udało się spędzić trochę miłych chwil w plenerze. Hamak mamy cudowny, już od jakiegoś czasu, jest arcy wygodny, przyjemny i niezwykle lekki.
W tym miesiącu odkryliśmy też parę nowych miejsc na miły piknik.

ŻEL ALOESOWY

Cudowne odkrycie. Na poparzenia słoneczne, ugryzienia komarów i mrówek, stany zapalne po depilacji. Idealny, szybko się wchłania, nawilża, odżywia, koi i goi.

31 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiem

Nad rzeką, wśród gór, na rowerze przez dwa dni

by Paulina 27 maja, 2015

Powiedzieć, że nasza ostatnia wycieczka rowerowa była pełna wrażeń, to nic nie powiedzieć.
Było pięknie i cudownie, słonecznie, niezwykle malowniczo, ale też sponiewierała nas nieźle traska (w sumie ponad 100km, silny wiatr i podjazdy – same w sobie nie jakieś dramatyczne, ale z obciążeniem dały się we znaki) i niesympatyczne urozmaicenie w postaci (dość łagodnego na szczęście) wirusa brzusznego atakującego to tu, to tam.

W niedzielę rano, tuż po głosowaniu, załadowaliśmy się do pociągu i ruszyliśmy w drogę. Naszym celem była znana już nam Via Rhôna, czyli wspaniała trasa rowerowa wiodąca od źródeł Rodanu, aż do morza. Tym razem wybraliśmy fragment na północ od Lyonu, wiodący przez region Bugey. 
Jechało się cudownie, słońce przygrzewało, widoki olśniewające, Rodan migotał sobie na błękitno. Problemem był brzuszek córy, ale poratował ją cudowny eliksir, czyli mleko mamy (na co dzień ssie już tylko na dzień dobry i na dobranoc, ale wobec awaryjnej sytuacji przeszłyśmy na tryb niemowlęcy, i to była dobra decyzja). 

Mijaliśmy malownicze miasteczka, w oddali piętrzyły się majestatyczne góry – a w górach tu i ówdzie średniowieczne zamki i baszty, trasa poprowadzona była arcy przyjaźnie. 


Namiot jest fajny, ale takim noclegiem też bym nie pogardziła…

I tak mijały nam kilometry i godziny, aż postanowiliśmy poszukać miejsca na biwak. Dzieci w przyczepce spały, rozglądały się i ogólnie były zadowolone. I Rozbiliśmy się na takiej miłej łące, wśród drzew,  aromatycznego tymianku (pierwszy raz spotkałam się z dziko rosnącym tymiankiem!), grających świerszczy i pięknych widoków.

Prawie jak Gladiator

Wieczorem zrobiliśmy nawet ognisko, ku radości Starszaka, z zapałem pomagającego tacie zbierać suche gałęzie. I tak sobie siedzieliśmy, wśród tych wspaniałości wszystkich z córą chrapiącą w namiocie i synkiem śpiącym przy ognisku, z trzaskającym ogniem, w ciemności aksamitnej, we dwoje. (Do pełni szczęścia brakowało czegoś do oparcia, turystycznych krzesełek, czy coś, bo jednak starość nie radość).

 

 
 Drugiego dnia… Drugiego dnia zapowiadało się, że będzie podobnie. Już z rana okazało się jednak, że tym razem problemy brzuszne dotknęły męża – głównego muła ciągnącego przyczepkę i z cięższymi sakwami. Do tego, po kilkunastu kilometrach zmieniła się trasa, i nagle okazało się, że jedziemy głównie pod górę. I wiatr – zmienił kierunek i natężenie, wiał tak mocno, że nawet na (nielicznych) zjazdach, nie można było się rozpędzić.

Po jednym z ostatnich podjazdów… Wymęczony tata padł, a hrabiostwo wyległo z karocy, by z radością przesypywać kamyczki
Na koniec, na dobitkę, zaczął padać deszcz, na szczęście drobny. Poza tym dworzec, z którego planowaliśmy złapać pociąg do Lyonu, okazał się nieczynny, musieliśmy więc doczołgać się jeszcze parę kilometrów (pod górę, pod wiatr) do następnego miasteczka. Na dworcu musieliśmy nosić rowery, dzieci i przyczepkę po schodach, bo nie mieli żadnej rampy ani windy, córa stłukła sobie głowę w momencie gdy wjeżdżał pociąg, starego typu pociąg, z wąskimi drzwiami, przyczepkę trzeba więc było wsadzać bokiem… (na szczęście pomógł konduktor). Uff. 

Ale i tak wycieczka udana. Jak się okazuje da się spędzić fajny weekend z dziećmi na rowerach i śpiąc na dziko pod namiotem 🙂

27 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lasspacer

„Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas…

by Paulina 23 maja, 2015


…Oto jej włos rozwiany , a oto – szum i las”

Za rzadko tu bywamy w lesie, choć na co dzień tego nie odczuwam, to jednak leśności mi brakuje. Lasy, lasy, zieloność i zapach – zapach zbanalizowany do stopnia kostki klozetowej, a przecież tak bardzo jedyny w swoim rodzaju, przejmujący i przenikający, tak bardzo leczniczy i relaksujący, natleniony i kojący.
To takie zwykłe i proste – pójść do lasu na spacer, nic nie kosztuje, nie wymaga umiejętności, nieegzotyczne, nieciekawe.Ale gdyby spojrzeć z innej perspektywy, gdyby las był reglamentowany, tylko dla wybranych, tylko czasami, płatny i modny… Taka perspektywa trochę odświeża spojrzenie, otwiera na wszystkie cudowności i dobroci – dla mózgu, duszy i ciała, dla dróg oddechowych, dla oczu zmęczonych, nerwów skołatanych, odporności nadwyrężonej i zmęczenia ogólnego.

A gdy dodamy do tego nieletnich, zajętych po uszy leśnymi żyjątkami lub spaniem w hamaku…

Warto chodzić do lasu.

 Moje pierwsze spring rolls’y! Wyszły idealnie, świetna przekąska na piknik!

23 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckorozmyślania

time of glimmers

by Paulina 17 maja, 2015

Wiadomo, że bycie rodzicem, bywa męczące, wkurzające, frustrujące.
Że dni są monotonne, że wiecznie trzeba robić pranie/składać wyschnięte rzeczy/zbierać brudy z podłogi, że człowiek ciągle się potyka o samochodziki, następuje na klocki, wchodzi skarpetką w rozlane picie, że słyszy bez ustanku płacze / piski / jęki /mamowaaaaaaanie.

Huśtawka nastrojów, od euforii i przelewającego się uszami szczęścia, po walenie głową w ścianę otwiera drogę do rozstroju psychicznego.

Ale otwiera też na szereg przeżyć i odkryć jedynych w swoim rodzaju.
Pozwala cieszyć się rosnącymi kwiatkami przed oknem. I zmianą świateł na przejściu dla pieszych. I tym, że na myjni akurat jest samochód i kręcą się szczoty. Przejeżdżającą śmieciarką i hałasem koparki za oknem. Pająk znaleziony pod prysznicem to nie powód do obrzydzenia, tylko radość że przyszedł do nas Kleofas (Kleofas towarzyszy nam w słoiku przy śniadaniu, po czym zostaje wypuszczony za okno, szukać żony). To serdeczne uśmiechy obcych ludzi. Prawie rozjechaną rowerem dżdżownicę przekłada się uważnie na trawę z pouczeniem, że „tseba uwazać dzownico”. Zachwycanie się chodzeniem, smakiem pomidora, kąpielą.

A deszcz w długi weekend to nie zepsute plany wycieczkowe, tylko krople spadające do obserwowania przez okno z krzesła w salonie, wspaniałe kałuże przed domem do przejeżdżania po nich rowerem, i na pewno mnóstwo ślimaków na chodnikach. A ślimaki, jak wiadomo, to już czysta radość.


17 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomój stylrozmyślania

moda kury domowej

by Paulina 11 maja, 2015

Tak się złożyło, że moja potrzeba budowania rozsądnej, dobrej jakościowo i „mojej estetycznie” garderoby zbiegła się z macierzyństwem.

Co sprawiło, że na wizję tego, jak chciałabym wyglądać, duży wpływ ma moje nieletnie towarzystwo. A rozważania, jak się ubierać po domu zdominowała wygoda. I praktyczność.

Dlatego chociaż uwielbiam rozpuszczone włosy i mój jasny trencz, to obydwie opcje na co dzień po prostu się nie sprawdzają. Lubię też obcasy, ale teraz noszę je tak rzadko, że gdy już je założę czuję się w nich taka wystrojona.
Jeszcze niedawno, gdy podstawowym posiłkiem córy było moje mleko, jednym z podstawowych czynników decydujących o wyborze bluzek i sukienek była kwestia możliwości dyskretnego i wygodnego karmienia piersią – czyli duży dekolt, albo guziki, fason koszulowy, albo kopertowy. Z żalem patrzyłam na golfy (choć nigdy ich nie lubiłam), sukienki zapinane na plecach, obcisłe bluzki bezdekoltowe.

Zgodnie z zasadą „mniej ale lepiej”, staram się kupować mniej ale są to ubrania dobrej jakości, które pasują do siebie (i do mnie! To niby oczywiste, ale dopiero niedawno zaczęłam tę zasadę stosować przy zakupach) i w których dobrze się czuję. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że nawet najlepszej jakości t-shirt, kaszmirowy sweter, czy sukienka made in Poland z trudem zniosą ustawiczny kontakt z małymi brudnymi łapkami, szarpanie i rozciąganie dekoltu, smarki i plamy jedzeniowe. Słowem, nie sprawdzą się jako ubrania „po domu”

Gdy po raz kolejny trzeba zmienić bluzkę, bo dziecię o umazanej burakowo buzi raczyło się przytulić mocno-mocno do mojego ramienia, mam ochotę olać ten cały wygląd, i dnie spędzać w dresach w kolorze umownym.
Ale zaraz przed oczami staje mi teściowa, całe życie zajmująca się domem w pełnym makijażu i złotej biżuterii. A poza tym – dla kogo mam ładnie wyglądać, jeśli nie dla siebie i męża?
I nie wiem, może rozwiązaniem była by podomka / fartuch narzucana na moje kaszmiry i bawełnę egipską i zrzucana gdy tylko bachorstwo pójdzie spać, albo gdy już uda nam się wyjść na spacer?

Nie lubię przeczekiwania i nie chcę trwać w poplamionych dresach do momentu gdy dzieci podrosną i nabiorą manier i ogłady, dlatego, jak oryginalnie, wybrałam złoty środek. Czyli na co dzień moje domowe ubrania charakteryzuje… nazwijmy to estetyczna wygoda.

Płaskie buty (w zależności od pogody, trampki, botki za kostkę, espadryle lub sandały)
Na górę koszula lub t-shirt. A ponieważ nie mam finansowych możliwości na poddawanie próbom tych podobno najlepszych, na ogół kupuję w bardzo przyzwoitym jakościowo i korzystnym cenowo (gdy są promocje) GAPie. Fajną opcją też są second handy, ale we Francji to raczej vintage shopy, w których raczej nie  ma mowy o ciuchach na kilogramy.

Na dół przeważnie wysłużone jeansy, albo chinosy. Szorty. Czasem wygodna rozszerzana spódnica.
Albo prosta dzianinowa sukienka.

Włosy upinam w kok, albo zaplatam w warkocz. 

W weekendy, na wspólnych spacerach  dalej jest wygoda, ale trochę bardziej estetyczna. Wyciągam trencz i włosy rozpuszczam. Zakładam ładniejsze sukienki. Czasem dodaję koronkowe rajstopy. Zakładam kolczyki, coś na szyję.

Dzisiejsze zdjęcia to właśnie kura domowa na co dzień. Rozczochrana, z rozmazanym makijażem (nie ma go i tak za dużo – krem bb i kredka na oczy, czasami tusz), z tylko raz zmienioną koszulką, w którą wytarto łapkę poszparagową, leniwie łapiąca popołudniowe słońce na ławce przed domem (gdy tylko nie babrze się z dziećmi w pyle, nie poprawia czapeczek, butów i spodenek, nie biega za piłką, nie wyciera glutów/rąk/buź.)
I jedno, dla kontrastu, weekendowe.

11 maja, 2015 14 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylspacer

Because the world is round it turns me on

by Paulina 4 maja, 2015
 
Oto za nami kolejny deszczowy weekend. Kolejny deszczowy, po pięknym i słonecznym tygodniu. Irytujące to dość, bo cierpią na tym nasze plany wycieczkowe.

Ale trzeba przyznać, że taki lekko listopadowy klimacik ma swój urok. Gdy tak szumi jednostajnie za oknem deszcz i gwiżdże wiatr, przyjemnie się spędza czas w domu. Pogrążylibyśmy się w całkowitym lenistwie przepełnionym książkami (Wyspa łza na zmianę z Pratchettem), filmami („Witaj w klubie” wreszcie, serial True Detective, Teoria wszystkiego), muzyką (Nat King Cole, Możdżer, Pink Floyd, Portishead, Sting..), pysznego jedzenia (rewelacyjne grzanki nasączone białym winem z szynką z bayonne, serem morbier i cebulą, pierwsze szparagi, fondue i niezawodny rosołek),  gdyby nie parka nieletnich, na których energię deszczowe klimaty nie mają wpływu, i których zabraliśmy na przejażdżkę nad rzekę. Akurat, żeby złowić trochę słońca, zanim na dobre schowało się pod deszczowymi chmurami, odetchnąć świeżym, wilgotno zielonym powietrzem (i zmęczyć towarzystwo, które grzecznie padło wieczorem).

4 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmimoda rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

rower to jest świat

by Paulina 30 kwietnia, 2015

Pierwsza w tym sezonie trochę dalsza wycieczka rowerowa.

Nic spektakularnego może, bo niedalekie jezioro, ale przyznać trzeba, że okoliczności przyrody mocno podkręciły wrażenia iście letnią temperaturą, wszechobecną soczystą zielenią, trelami i tym wszystkim co tak cudownie działa na poczucie szczęścia wiosną.

A do tego miła dla wszystkich odmiana krajobrazu, mnóstwo fascynujących aktywności dla nieletnich i co za tym idzie chwile ciszy i relaksu dla dużych.
 

30 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mój stylrozmyślania

dream on

by Paulina 24 kwietnia, 2015

Rozmarzacie się czasami? Wyobrażacie sobie różności? Odjeżdżacie czasem myślami?

Ja bardzo często. Gdy robię coś, co nie angażuje umysłu, umysł z radością sam angażuje się do totalnych odjazdów. Od jakiegoś czasu, w określonych momentach (z dziećmi), staram się skupiać na rzeczywistości, choć wydaje się dość monotonna, z tendencją do przeraźliwie nudna. Ale wysilam się i jestem obecna nie tylko ciałem przy budowaniu z klocków, jeżdżeniu pociągami, czytaniu znanych na pamięć książeczek, czy układaniu puzzli.

Ale. Ale są takie momenty, gdy mówię do moich myśli „Droga wolna, idźcie się wyszaleć”. I snują mi się marzenia, zupełnie abstrakcyjne, i całkiem rzeczywiste, spóźnione o wiele lat i takie na odległą przyszłość, marzenia do zrealizowania i marzenia dla marzeń…
Chciałabym np pojechać do Ameryki Południowej. Do Chile, do Peru. I na Islandię, bardzo bardzo. I do Nowej Zelandii. Chciałabym skoczyć na paralotni. I polecieć balonem. Chciałabym nauczyć się grać na trąbce. Robić szpagat turecki. Biegle znać wszystkie języki, których się uczyłam. Studiować matematykę. Być psychiatrą, neurologiem, choreografem albo architektem wnętrz. Zrobić sweter na drutach i nauczyć się szyć. Polecieć w kosmos. Żeglować. Zobaczyć zorzę polarną, Saharę, widmo Brockenu (ale tylko raz), kwitnące wiśnie w Japonii.

Lubię to. To jedna z tych fantastycznych przyjemności, którą zupełnie za darmo oferuje nam nasz umysł.

A Wy? O czym marzycie?

24 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyjemności

Mont Luisandre

by Paulina 17 kwietnia, 2015

Udało nam się wreszcie wypróbować w plenerze drugie nosidło. Teraz już oba cesarzątka podróżują wygodnie na plecach rodziców – mułów, w towarzystwie koniecznego ekwipunku wycieczkowego.

A podróżują w okolicznościach jakże przemiłych. Słońce grzeje już jak w lecie, pejzaże zielenieją, ptaki organizują zacną ścieżkę dźwiękową, i pachnie zupełnie zniewalająco ten świat wiosenny.

Na górze piknik z widokiem, tartą z cukinią, kozim serem i łososiem, winem i poczuciem totalnej błogości.

 

Do tego w okolicy jest XIV-wieczny zamek obronny. Wraz z przyłączeniem tej okolicy do Francji stracił swoje znaczenie strategiczne, dzięki czemu zachował się w bardzo dobrej formie.

A na koniec, szczyptę surrealizmu zapewnił nam cydr w górskiej knajpce o morsko-bretońskim klimacie.

17 kwietnia, 2015 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kulinarnie

Pomysł na lunch

by Paulina 15 kwietnia, 2015

Dzisiaj będzie smacznie. I zdrowo. Coś, co sprawdza się zawsze, gdy nie wiem, co by tu zjeść w południe, czyli nie całkiem obiadowo, ale żeby nie zwykła kanapka.

Quinoa. Superfood, czyli jedzenie wszystkomające.Magnez, żelazo, miedź, fosfor i wapń. A także wszystkie aminokwasy, których nasz organizm nie jest w stanie wytworzyć sam. I niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (w tym omega 6). I mnóstwo wapnia (więcej niż mleko). Do tego witaminy i błonnik.

Jest też smaczna i sycąca.
A jednak dość długo nie mogłam znaleźć na nią pomysłu.

Aż w końcu odkrycie roku. Sałatka idealna,zdecydowane w smaku łosoś i pomidory świenie się uzupełniają. Awokado daje łagodną kremowość. Wszystko podbija cebula i czosnkowy vinaigrette. No i quinoa, która jest dla tego wszystkiego dość neutralnym, ale ciekawym – lekko orzechowym tłem. Robi się prosto i szybko, jemy ją bardzo często na lunch. 

Potrzebujemy:
1 szklankę suchej quinoi
2 awokado
około 300g łososia albo pstrąga wędzonego
parę suszonych pomidorów
kawałek czerwonej cebuli drobno posiekanej

(w sezonie suszone pomidory zmieniam na świeże i dodaję jeszcze rzodkiewkę) 

Quinoę gotujemy (ja płuczę ją parę razy, potem zalewam zimną wodą – tak, że woda przykrywa ziarna, doprowadzam do wrzenia i gotuję na wolnym ogniu do miękkości.)
Resztę kroimy na takie kawałki, jakie nam odpowiadają.

Polewamy sosem vinaigrette z czosnkiem (rozgnieciony ząbek czosnku i trochę ziół prowansalskich zalewam octem winnym. Po jakimś czasie dodaję łyżeczkę musztardy dijon. Mieszam. Potem, powoli, ciągle mieszając dolewam oliwę z oliwek aż sos zrobi się gęsty.)

Et voilà 

15 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry