Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

FrancjaLyonświęta

spacery wielkanocne

by Paulina 8 kwietnia, 2015

 

Po około świątecznej przerwie internetowej wracam na blogowe łono.
Goście z Polski przyczynili się do wielu spacerów miejskich. Przy okazji, uświadomiłam sobie, że prawie wcale nie pokazywałam tu presq’ile, czyli międzyrzecza, wspomniałam tylko o nim tutaj. To taka część miasta „na bogato”. Z bankami, restauracjami i mnóstwem luksusowych sklepów (są wielkie marki, ale też sporo niewielkich sklepików z fantastycznymi rzeczami i takimi cenami). Z imponującą zabudową, pięknymi kamienicami, fontannami, placami, deptakami, skwerkami…

Sporą część Niedzieli Wielkanocnej spędziliśmy właśnie tam. Zaczęliśmy od wspaniałego kościoła Saint Nizier, o dwóch różnych wieżach.

To plac Terraux, z imponującym ratuszem i muzeum sztuk pięknych i fontanną (kobieta na koniach symbolizowała Garonnę, jako, że rzeźba przeznaczona była do Bordeaux.)

 Fragment słynnego Fresque des Lyonnais, jednego z wielu murali w mieście (o nich innym razem).

 W każdą niedzielę nad Saoną można zaopatrzyć się w lekturę u bukinistów.

Trochę architektury…

Lyon bywa nazywany kulinarną stolica Francji. Knajpki są wszędzie i kuszą zapachami.

Wiosenka.

A w domu…

8 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kulinarnieprzyjemności

O chlebie

by Paulina 25 marca, 2015

Chleb. Coś najprostszego na świecie. Mąka, woda, drożdże, sól. I czas.
Chleb
z masłem i dojrzałym pomidorem, posypany grubą solą morską. Chleb maczany w
oliwie z oliwek. Albo w oleju lnianym. Chleb z hummusem i kiełkami. Albo
z pastą z zielonego groszku. Chleb z twarogiem i miodem. Chleb z masłem
orzechowym i dżemem. Chleb, chleb.

Zapach chleba. Jeden z najpiękniejszych, budzących najpiękniejsze skojarzenia. Dom, ciepło, bezpieczeństwo.

Od
wielu lat chleby piekę w domu. Zaczęło się od słoiczka zakwasu od
koleżanki. Rytualne wieczorne dokarmianie, dobranoc zakwasiku, rośnij
zdrowo. Wyszukiwanie nowych przepisów, próby formowania bochenków, walki
z żytnim pełnoziarnistym, który zawsze z wierzchu pięknie wyrastał, a w
środku bulgotał spektakularny zakalec… Uwielbiałam wyrabiać ciasto
ręcznie, to ten rodzaj relaksu, jaki daje fizyczny kontakt,
przesypywanie piasku między palcami, czy głaskanie bazi.

Dalej
jestem wielką miłośniczką domowych bochenków, pachnących, jedynych w
swoim rodzaju. Chociaż od jakiegoś czasu trochę odpuściłam z tym całym
ceremoniałem. (zgadnijcie, dlaczego, i jaki wpływ miała na to
konieczność wysadzania na nocnik / wycierania nosa / wyjmowania z buzi
nielegalnych przedmiotów ręką w trudnozmywalnym chlebowym cieście).
Ciasto zagniata się samo, w robocie kuchennym, a bochenki pieką w
zwykłej keksówce albo żeliwnym okrągłym garnku z Ikei (żeby nie
przywarły, smaruję je olejem i wysypuję otrębami żytnimi). A zakwas…
czasami pokrywa się imponującą pleśnią… Ale w ciągu tygodnia powstaje
nowy, nie ma może tego klimaciku, że wieloletni zakwas od prababci, ale,
co najważniejsze, działa.

Przepisy… Mąka, woda, drożdże, sól. I czas. Dużo czasu.

Generalnie
na dzień przed pieczeniem trzeba nastawić zaczyn. Zaczyn to zakwas,
mąka i woda. A zakwas to mąka żytnia i woda. I czas.
Do gotowego
zaczynu dodajemy resztę składników. Czyli mąkę, wodę, sól. Drożdże.
Zioła, jak się lubi. Siemię lniane, czarnuszkę, mak, miód, oliwki,
śliwki suszone, pestki słonecznika… Możliwości jest mnóstwo.

Ja teraz rzadko eksperymentuję. Od wielu miesięcy mam trzy ulubione chleby. Chleb orkiszowy z miodem, Chleb biały, ja robię pszenno-żytni, szybki,idealny, gdy zapomnę nastawić zaczyn. I orkiszowy razowy.

Bardzo polecam, to wspaniała sprawa.

 

25 marca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
góryHiszpaniaMacedoniapasjapodróże i wycieczkiRumuniawspomnienia

Podróże Józefa

by Paulina 20 marca, 2015
 

Potencjalnie wycieczkowy weekend zapowiada się niestety deszczowo (po pięknym tygodniu). Dlatego planowane testowanie drugiego nosidła raczej nie wypali.

Pozostając jednak w klimacie podróżniczym, chciałabym pokazać Wam trochę Józefa w Podróży.

Tak. Kiedyś podróżowanie było inne…

Alpy francuskie 2008

Macedonia 2009

 W Skopie

 Jeden z wielu monastyrów w górach

 Degustowanie rakiji

 
Nad jeziorem ochrydzkim

Zgadnijcie, kto urodził się w tym domu?

Hiszpania 2010

Z don Kichotem

 Degustowanie hiszpańskich specjałów

 Caminho de Santiago


… na plaży bywa nudno. Albo nie;)

 W górach Picos de Europa

W Oviedo

Rumunia 2011

20 marca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustaFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Ask the Mountains

by Paulina 9 marca, 2015

W Lyonie, wygląda na to, że wiosna mości się na dobre. Nadeszła ze swoimi kwiatkami na coraz zieleńszych trawnikach, zapachem ziemi i fiołków, śpiewem ptaków.

Bardzo to wszystko sugestywne, dlatego spodziewałam się, że nasza sobotnia wycieczka będzie co najmniej tak ciepła, że będziemy się rozbierać, krajobraz będzie osnuty subtelną zieloną mgiełką z młodych liści, a na pikniku (na rozgrzanej słońcem świeżej trawie) na pewno zdejmiemy buty (lekkie podejściówki, bo na wiosenny spacerek niepotrzebne mi będą porządne skórzane górskie buty).

W tych radosnych założeniach (wspartych optymistyczną prognoza pogody), zapomniałam wziąć pod uwagę, że jedziemy w góry. A w górach, nawet zupełnie niewysokich, bywa śnieg. Który niekoniecznie topnieje  przy pierwszym powiewie wiosny.

Dlatego buty, owszem, zdjęłam, w samochodzie. Zdjęłam też skarpetki. I wyżęłam.

Ale wycieczka i tak się udała. Słońce przygrzewało bardzo wiosennie, widoczność była wspaniała, otaczająca nas przestrzeń imponująca i nawet znaleźliśmy trochę suchej przestrzeni na piknik z widokiem na Mont Blanc. Nieletni tradycyjnie drzemali na zmianę, dobrze im w tych kokonach…

 

noszenie w chuście, dziecko w chuście

trekking z dziećmi, wycieczka w góry
nosidło deuter, górskie nosidło, trekking z dziećmi

Pokazywałam Wam kiedyś Józefa? To nasz miś – podróżnik, od dawna zwiedza z nami świat;)

9 marca, 2015 14 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
minimalizmrozmyślaniawiosna

mniej

by Paulina 24 lutego, 2015

Parę dni temu zaczął się Wielki Post. Trochę niewygodny, nieciekawy, bardzo nieatrakcyjny marketingowo okres, w dzisiejszym laickim i konsumpcyjnym świecie. W czasach, kiedy nie chcemy sobie niczego odmawiać, kiedy wszystko nam się należy, i to natychmiast, „jesteśmy tego warci”, nie mamy czasu czekać, nie chcemy się wysilać.

Tymczasem rosnąca popularność nurtu minimalizmu pokazuje, że czasem asceza jest nam zwyczajnie potrzebna.
Bo ileż można zapychać się bylejakością- brzuch bezwartościowym
jedzeniem, mózg – szumem informacyjnym, oczy – „inspirującymi” (głównie
do zakupów) zdjęciami i rysunkami,  szafę kiepskiej jakości ubraniami.  Tracimy na to czas, energię i pieniądze, pędzimy nie mając nawet czasu
zastanowić się dokąd…nie ma czasu taczki załadować…

Sam moment końca zimy jest na post idealny, po bożonarodzeniowych hulankach zakupowych, karnawale, szaleństwie wyprzedaży, po zimie kiedy tak chętnie rozganiamy zimowe smutki kolejnymi batonikami.
To moment, kiedy świat się przyczaił przed buchnięciem nowym życiem, czas przedświtu. Dzień jest coraz dłuższy, słońce świeci jakoś optymistyczniej (i skuteczniej… Jak doskonale widać teraz niewytarty kurz, brudne okna, chaos organizacyjny, sflaczałe ciało, rozślamazarniony umysł i ogólną mułowatość). O tej porze roku zupełnie naturalnie dążymy do jakiejś odnowy.

Oczyszczenie, odrzucenie zbędności, pozbycie się spamu różnego typu pozwala odkryć to, co ważne. Porządkuje poglądy. Ustawia priorytety. Daje spokój wewnętrzny. Jest jak orzeźwiający prysznic w upalny dzień. Zdecydowanie poprawia jakość życia, podkręca smak, wyostrza kolory.

Dlatego tak się cieszę na te tygodnie. Wprowadzam trochę ograniczeń (zakupowych, jedzeniowych, internetowych), chcę walczyć z rozproszeniem i niezorganizowaniem, chcę walczyć o jasny umysł,  o kondycję ciała i mózgu. Chcę ćwiczyć systematyczność, uważność i pełną koncentrację.

Warto, niezależnie od poglądów religijnych, taki czas sobie podarować.

24 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylprzyjemności

upon the swing

by Paulina 17 lutego, 2015
 

Dzieci, jak to zwykle w weekend, obudziły się o świcie, jak skowronki,
gotowe do podboju świata, dobierania się do routera, zjadania
książeczek, pierwszych prób podbierania kosmetyków mamy (to młodsza) oraz
układania puzzli o porach roku, jeżdżenia na czołgu (paczka pampersów),
twórczości artystycznej (to starszak). Za nic miały walentynki w dniu
poprzednim, oraz urodziny rodzicielki.
Wzięliśmy towarzystwo do łóżka, licząc naiwnie na uszczknięcie jeszcze pół
minutki półsnu… Cóż z tego, kiedy trzeba było przynosić daktylki (na poranny
Wielki Głód) oraz picie, odsikiwać, przytulać, pilnować, żeby kokosząca się
młodzież nie spadła z łóżka, wyjmować z buzi nielegalne przedmioty w funkcji
gryzaka, robić zjeżdżalnie z nóg… Itd.
To już wstaliśmy w końcu.
Śniadanie. Błogie, weekendowe śniadanie, z wieczorem pieczonym chlebem,
croissantami, jajkami na miękko…
I kawa weekendowa. Siadamy sobie wspólnie, włączamy muzykę, dzieci na
dywanie zgodnie układają/burzą wieżę z klocków. Sielanka. Trwa ona parę drogocennych
chwil, zanim wybuchnie konflikt, młodszy fan elektroniki, znudziwszy się
klockami, podejdzie do wzmacniacza i raczy maksymalnie zwiększyć głośność.
Starszak w tym czasie poczuje przypływ miłości do siostry i będzie ją przytulać
z tą swoją subtelnością ciężarówki. Po chwili pozazdroszczą nam relaksu na
kanapie i dołączą, nie przestając wydawać bardziej lub mniej sensowne dźwięki, wbijając łokcie i kolana we wszystkie nasze miękkie części
ciała, sięgając do filiżanek, ściągając narzutę, wycierając czekoladowa buzię w
moją nową bluzkę. Itd.
Tymczasem kawa cudownie dobudza i smakuje jak zawsze niebiańsko. Słońce zagląda przez (brudnawe) okna. A Możdżer brzmi pięknie jak zawsze. Sielanka trwa, choć jest trochę niedoskonała, upaprana tą czekoladą, z puzzlowo – klockowym chaosem na podłodze, ze śladami lepkich łapek na świeżo umytym lustrze.
Dobrze jest.

17 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmikultura z dzieckiemkulturalnieLyon

Musée des Confluences

by Paulina 9 lutego, 2015

 

Kolejne muzeum.
Tym razem powstałe niedawno, Musée des Confluences. Muzeum, którego sam budynek jest wydarzeniem. Zaprojektowany przez austriacką agencję Coop Himmelb(l)au Wolf D. Prix &Partner, futurystyczny budynek z betonu, szkła i metalu, może się podobać lub nie, ale z pewnością robi duże wrażenie.

źródło zdjęć

Już miejsce muzeum jest dość symboliczne, zostało zbudowane dokładnie u zbiegu dwóch rzek – Rodanu i Saony. Nawiązuje to do zbiorów, prezentujących różne wizje świata i człowieka.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia imponujących zbiorów dawnego muzeum Guimet, założonego przez Emile’a Guimeta, dziewiętnastowiecznego podróżnika i kolekcjonera. Zabytki starożytnego Egiptu, sztuka dalekowschodnia, notatki dotyczące buddyzmu, czy sztuki zen, obrazy, instrumenty muzyczne, pokój osobliwości w starym stylu. Imponujące.

 Dalej, wszystko podzielone jest na cztery sale, w dość filozoficzny sposób.  Kim jesteśmy? (czyli sala poświęcona społeczeństwom i cywilizacji) Skąd Pochodzimy? (historia naturalna) Dokąd zmierzamy? (tematyka pośmiertna – wg różnych wierzeń) Jak to się zaczęło? (początek wszechświata).
Na te pytania próbują odpowiedzieć kolekcje wypchanych zwierząt, prehistoryczne szkielety, stroje, broń,
przedmioty użytkowe, czy grobowce z różnych epok i cywilizacji,
skamieliny, a także mniej lub bardziej zaawansowane technologicznie przyrządy astronomiczne, kawałki meteorytów i księżyca, naturalnie występująca forma różnych pierwiastków.

 Elementy kolekcji Emile’a Guimeta.

 

Sztuka pośmiertna. Wygląda na to, że kość nie tylko słoniowa jest wdzięcznym materiałem rzeźbiarskim.

Pokój osobliwości, czyli dość makabryczna pantera, i mistrz drugiego planu, nietoperz- ekshibicjonista.

 
Setki gatunków żuków i trzy gatunki człowieka.

Historia cywilizacji. Zbroje, samochody, ubrania, tostery.


Ekspozycja muzeum na pierwszy rzut oka dość chaotyczna, ale z pewnością ciekawie pokazana. Do tego pokazy multimedialne, filmy, gra dźwiękiem i światłem, zabawy angażujące młodszych zwiedzających.
9 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowokulinarniezima

C’est chaud, le vin chaud!

by Paulina 2 lutego, 2015

Klimacik może trochę grudniowy, przedświąteczny…ale z pewnością umilający zimne dni (które, miejmy nadzieję, mają się ku końcowi).
Umilający, rozgrzewający, zdecydowanie poprawiający buro-zimowy nastrój… grzaniec!

Śmiem twierdzić, że mój ślubny robi najlepszego na świecie grzańca. Grzańca winno – piwnego, korzennego, o mocnym smaku, i, co ważne, nie zamulającego. Uwaga, dzielę się przepisem!

Do jego wykonania potrzebujemy:
czerwone wino wytrawne
piwo jasne
imbir (najlepiej świeży)
cynamon (najlepiej w lasce)
kardamon (najlepiej niełuskany)
goździki (najlepiej niemielone)
anyż gwiazdkowy
pomarańczę
miód

Wszystkie przyprawy, w zależności od potrzeb, ścieramy, rozdrabniamy, łuskamy i rozgniatamy. To wymaga więcej roboty niż wsypanie gotowej przyprawy do grzańca (której połowę składu stanowi cukier), albo wybranie tych przypraw w wersji sproszkowanej, ale zapewniam, warto. Aromat będzie intensywny, smak zdecydowany, a wrażenia niebiańskie.

Teraz starty (lub pokrojony na cienkie plastry) imbir, starty cynamon, wyłuskany i rozgnieciony w moździerzu kardamon, rozdrobnione goździki i anyż gwiazdkowy, wrzucamy do garnka i wlewamy wino z piwem. Podgrzewamy. Jeśli zależy nam na zachowaniu właściwości alkoholowych napoju, uważamy, żeby nie podgrzać bardziej niż do 78 stopni (powyżej ten temperatury procenty się ulotnią). Dodajemy miód do smaku, do kubków dodajemy plaster pomarańczy.

Et voilà! Doskonale komponuje się na przykład z takimi ciasteczkami gryczanymi.

2 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckorozmyślania

in a new euphony

by Paulina 26 stycznia, 2015

 Ostatnio zdałam sobie sprawę, że mimo deklarowanego rozkoszowania się teraźniejszością i zachwytu codziennością, często jest tak, że codzienność mnie nudzi a od teraźniejszości uciekam.
Nic nadzwyczajnego w sumie. Chwile nie angażujące umysłu, wykorzystane są przez umysł na swobodne wędrówki… I tak, śpiewając kołysanki, czytając książeczki (znane na pamięć), zmywając, itd odpływam myślami daleko bardzo, planuję, gdybam, marzę. Ale ostatnio moje myśli zbłądziły właśnie w kierunku tego błądzenia, i tego, dlaczego błądzę (we need to go deeper…).
Pomyślałam sobie, że czasami chyba jestem jak ktoś, kto jedząc czekoladę fantazjuje o bezach…  Czas z dziećmi, jedyny taki czas, który tak szybko przemija, przeczekuję, z hasłem „byle do wieczora” i „byle do weekendu”. Uciekam od tych dzieci, przysiadam przy komputerze przy każdej okazji, żeby się pogapić bezmyślnie na ładne zdjęcia, albo poczytać mniej lub bardziej wartościowe teksty. I w ten sposób ani nie jestem z dziećmi, ani nie robię nic konstruktywnego, a do tego takie przeczekiwanie jest potwornie męczące.

A dzieci rosną, zmieniają się, z każdym dniem bliżej do 18…

I wiem, że będę za tą „błogą domowością” tęsknić, i za tym czasem maleńkości dziecięcej, za pierwszymi krokami, pierwszymi słowami, za tą nieporadnością dziecięcą, za dziecięcą pomysłowością i zachwytem dziecięcym, za pulchnymi stópkami, za spojrzeniem pełnym ufności i totalnej wiary w moją absolutną wszechmoc.

Dlatego pomyślałam, żeby bardziej się angażować w to, co robię. Próbować autentycznie przeżywać każdą chwilę.
Nie zamierzam codziennie kontemplować struktury piany podczas mycia naczyń, nie ma siły, żebym zaangażowała się emocjonalnie w perypetie Elmera, nie będę się zachwycać zasyfioną podłogą wokół fotelika jedzeniowego.
Ale jednak postaram się zamienić byledowieczoryzm na autentyczne bycie tu i teraz, na smakowanie, doświadczanie, przeżywanie totalne.

26 stycznia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjakultura z dzieckiemkulturalnieLyon

Lyońskie MBA

by Paulina 19 stycznia, 2015

W weekendach najbardziej chyba lubię przełamanie rutyny.

Lubię też, mimo niedogodności, tymczasowość mieszkania poza Polską. To ta tymczasowość napędza nas do sycenia się na potęgę tym miejscem, do korzystania, ile się da, z tutejszych miasteczek i wiosek, z okolic bliższych i dalszych, z wspaniałych krajobrazów, okoliczności przyrody, a także z samego Lyonu, który ma wyjątkowo dużo do zaoferowania (jeśli tylko chce się z tego skorzystać).

Ostatnie Święto Świateł i jeden mapping natchnął mnie do ponownego odwiedzenia tutejszego muzeum sztuk pięknych.
Nie jestem jakąś ogromną fanką oglądania muzealnych wystawek łupków i monet, ale tutaj jest co oglądać. Poczynając od egipskich sarkofagów sprzed 9tys lat, greckich i rzymskich rzeźb, poprzez sztukę starożytnego Iranu i Japonii, obrazy siedemnastowiecznych mistrzów flamandzkich, rzeźby Rodina i malarstwo impresjonistów, aż po sztukę współczesną. Robi wrażenie!

19 stycznia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry