Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

książkikulinarnielatomindfulnessprzyjemności

Przyjemności końca lata

by Paulina 30 września, 2015

Jeśli chodzi o przyjemności, powrót do Polski oznacza spełnienie wszystkich nadziei i radości, o których pisałam w tym wpisie. Przede wszystkim trochę czasu tylko we dwoje, w Kazimierzu, czy na wieczornych randkach na starówce lubelskiej. Spędziliśmy też trochę błogich chwil na trawie, w basenie i hamaku w ogrodzie u rodziców, gdy dzieci ogołacały krzaki porzeczek i borówek z babcinego ogródka. Generalnie bratanie z przyroda na całego.

A konkretniej.

JEDZENIE
W sierpniu to głównie kolory, zapachy i witaminy, chętnie prosto z ogródka, nierówne, nadjedzone przez mrówki i brudne w ziemi, najautentyczniejsze.Spektakularnych potraw brak, jest za to sama esencja.

Sałatka z grillowanej cukinii.
Potrzebujemy
– dwie młode cukinie, pokrojone wzdłuż na cienkie plastry (ja to robię obieraczką)
– oliwę z oliwek
– dojrzały pomidor
– czarne oliwki
– feta
– odrobina czosnku

Cukinię delikatnie skrapiamy oliwą z oliwek i smażymy (mocno i krótko) na patelni grillowej. Zmniejszy mocno objętość, ale nie szkodzi. Do cukini dodajemy obranego i pokrojonego (jak kto lubi) pomidora, oliwki i skruszoną fetę. Można polać dodatkowo oliwą z dodatkiem zmiażdżonego czosnku. Proste, szybkie (no, to smażenie cukinii chwilę trwa), i przepyszne

Albo sałatka z kalafiora i pomidora:
Kalafiora gotujemy na parze, dodajemy obranego pomidora. Podajemy z sosem majonezowo – jogurtowego ze sporą ilością zgniecionego czosnku, solą i świeżo zmielonym (to ważne) pieprzem.

Albo z rukolą (wyjątkowo wybujała w tym roku) i gruszką
Warstwowo układamy
– rukolę
– gruszkę pokrojoną w plasterki
– ser typu roquefort
– orzechy włoskie

Albo ten makaron cukiniowy.
Makaron z pesto bazyliowym/pietruszkowm.

Ziemniaki z ogniska! To jest (chyba kolejna już…) kwintesencja letniego jedzenia, które uwielbiam. Najprostsze, najpyszniejsze, najbardziej aromatyczne jedzenie, jakie można sobie wyobrazić. A do tego oczekiwanie, z wpatrywaniem się w migocący żar, albo w nocne niebo, rozmowy i pykanie ognia. Czy może być coś lepszego?

KSIĄŻKI
Różne się książki przewinęły ostatnio przez moje ręce. Poradniki, hmhmm, porządkująco-organizujące, czyli czytana chyba przez wszystkich „Slow Fashion” Joanny Glogazy, które podobało mi się bardzo (dużo konkretów, dobrych przykładów, ciekawych porad i pomysłów), i „Magia sprzątania” Marie Kondo, w której zainspirowała mnie jedynie zasada o przechowywaniu pionowo ubrań, a generalnie pełna była dość patetycznych tekstów o tym jak sprzątanie zmieni moje życie, i o „przeznaczonych sobie torbach”, i łzach rozpaczy towarzyszących czyszczeniu łazienkowego koszyczka pokrytego śluzem

Tyrmand syn Leopolda – kupiłam tę książkę przy okazji jakiejś promocji w Znaku, i w sumie nie wiem, czego się po niej spodziewałam… Może jakiegoś echa fantastycznego „Dziennika 1954”? Dostałam momentami ciekawą, ale w sumie raczej nudnawą autobiografię Amerykanina, który sam w sobie wydaje się być fajnym człowiekiem, ale który nie ma nic wspólnego ze swoim ojcem, bo praktycznie go nie znał, wychował się w zupełnie innych warunkach i wartościach i żyje w zupełnie innym świecie.

Dwie książki, które zrobiły na mnie największe wrażenie (także grubością). Pierwsza z nich to „Szczygieł” Donny Tartt, świetnie napisana opowieść, arcyciekawa historia, od której nie można się oderwać, bardzo filmowa (ciekawe, kiedy wezmą się za ekranizację, chętnie bym zobaczyła).
A druga, trochę w jakimś sensie podobna, choć moim zdaniem bardziej wysmakowana literacko, to „Wyznaję” Jaume Cabré, o bardzo ciekawej formie, i zgrabnie przeplatających się ze sobą różnych historiach.
 Zdecydowanie polecam!

FILM
Jeden, ale za to jaki. Wreszcie, znając na pamięć ścieżkę dźwiękową, zobaczyłam „K Pax„. Szalenie mi się podobał. Był w nim jakiś rodzaj magii, dobroci, ciepła, jakiejś dobrotliwej krytyki dla naszego świata. Była ciekawie opowiedziana historia. Ta klimatyczna ścieżka dźwiękowa. No i otwartość interpretacyjna, i podstawowe pytanie, kim był główny bohater, coś co bardzo lubię i co sprawia, że o filmie się rozmawia jeszcze parę dni po obejrzeniu. Jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam
.

BIEGANIE
No dobra, nie robię maratonów żadnych (jeszcze!), póki co wciągnęłam się trochę na zasadzie „ja też kiedyś biegłam”. Ale wciągnęłam się, przypomniałam sobie tę energię jaka się wydziela po opanowaniu pierwszej zadyszki, rytm, spokój, uporządkowanie wewnętrzne… Mam bardzo silną motywację, kiedy już ogarniemy sprawy remontowo-przeprowadzkowe, żeby biegać często i regularnie.

A do tego blogi wnętrzarskie, fora budowlane, strona Ikei…

 

30 września, 2015 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmój stylprzyjemności

Wytchnienie

by Paulina 11 września, 2015

Ostatnio jest intensywnie, chaotycznie, trochę nerwowo. Tkwimy po uszy w ikeowskich planerach, stronach z kafelkami, gruzie i problemach wyskakujących na każdym kroku.
Gdzieś wśród licznych koncepcji aranżacyjnych i ciągłego chaosu tymczasówy, nasze starsze dziecko rozpoczęło przedszkolną karierę, a młodsze jest w szczytowej fazie radar-na-schody-drabiny-i-kałuże, dlatego wśród  poprzedszkolnych emocji (a dbając o ścisłość fochów i histerii), mokrych i brudnych ciuchów i zgarniania półtoraroczniaka z kolejnych wysokich drabinek, o chwile relaksu i tak zwanego czasu dla siebie raczej trudno.

Tym bardziej więc takie chwile doceniam. Nieliczne i bezcenne chwile w ciszy, z kawą i książką, winem i filmem, na spacerze albo krótkim bieganiu, leżąc w wannie w hamaku albo na trawie. Chwile błogości doskonałej. Cudownej, upajającej samotności. Delektowania się widokiem chmur, tęczy albo księżyca*.
Baterie się ładują, wraca cierpliwość i radość, głowa uspokaja, równowaga wraca.

*Powyższe zdjęcia właśnie w świetle obłędnego księżyca zostały wykonane

11 września, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatomindfulnessmój stylprzyjemnościslow lifestylespacer

Momenty zbieram jak jagody

by Paulina 29 sierpnia, 2015

Pięknie się kończy to lato. Nasycam się złocistą dojrzałością, światłem i ciepłem.

O ile tylko nie trzeba załatwiać czegoś w mieście, sycimy się długimi popołudniowymi promieniami słońca. I owocami prosto z krzaka, „palce mając na oślep skrwawione ich sokiem” (zwłaszcza dzieci, umazane od rana na czerwono – granatowo). A potem przegląd grządek, najlepsze na świecie co-by-tu-dzisiaj-na-obiad, sprawdzanie, czy nowe cukinie już dojrzały i czy placki robić, czy sałatkę (uwielbiam tę z cieniutkimi plastrami cukinii podsmażonymi na oliwie, fetą, pomidorami i czarnymi oliwkami), a może fasolka, albo kalafior z pomidorami w sosie majonezowo – jogurtowym. A może po prostu tonę owoców. Chleb z masłem i ogórkiem, słodkim jak arbuz i jeszcze ciepłym od słońca.

Wieczory na tarasie, nagrzanym ciągle, ze świeczkami i winem, koncertem świerszczy, z psem śpiącym wreszcie spokojnie (bo dwie iskry do pilnowania też już śpią), i z jedną żabą, która jakoś się zadomowiła w pobliżu i przychodzi gdy się zrobi ciemno.

29 sierpnia, 2015 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilaslatolubelszczyznapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemRoztocze

Weekend na Roztoczu

by Paulina 25 sierpnia, 2015

Za taką polską sielskością tęskniłam.
Odbyliśmy ostatnio małą wycieczkę na Roztocze. To piękny region na wschód od Lublina, o wspaniałej przyrodzie, cudnych lasach, klimatycznych (przynajmniej dla turysty) wioskach, zupełnie inny świat.


Wjeżdża się tam i przenika ten inny świat na wskroś.
Wąskie, kręte i wyboiste drogi, które wręcz dodają uroku malowniczym krajobrazom (o ile tylko podskoki na wybojach nie obudzą nieletnich śpiących na tylnym siedzeniu. Bo jak obudzą, to uroki i okoliczności przyrody są jakby mniej widoczne). Lasy, lasy ukochane, pachnące najpiękniej. Z wrzosami i jeżynami, które przenikają tę miękką zieloność fioletowymi plamami. Pięknie świetliste.

Wioski, z drewnianymi domami otoczonymi kwiatami – trochę niesfornymi,
kolorowymi, niekontrolowanymi. I z kapliczkami – kolorowymi, z
wstążkami, chorągiewkami, przyozdobione na bogato. (Trzeba co prawda przymknąć oko na wieżyczki Gargamela, niewykończone klocki z pustaków, szalone kolory elewacji i dachów. Ale i tak warto)

Pojeździliśmy trochę rowerami, choć ścieżki leśne, miękkie i sucho – piaszczyste, na rower się nie nadawały za bardzo. Inna sprawa, że jadąc tamtejszymi drogami, i tak jest się w środku lasu. Spacerowaliśmy, przysiadaliśmy na kocu. Bujaliśmy się w hamaku. A wieczorami płonęły ogniska, uczta prawdziwa dla wszystkich zmysłów, medytacja doskonała. I gwiazdy, obłędnie widoczne, jak nigdy w mieście, jak jedna, doskonała wisienka na torcie.

 

 

25 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatoLublinmój stylprzyjemnościslow lifestyle

„A był sierpień, pogoda prześliczna…”

by Paulina 18 sierpnia, 2015

Zdecydowanie, sierpień jest niezwykle klimatycznym miesiącem. To lato dojrzałe zbożem, inne już lato, lekko spłowiałe, dobrze już opalone, z piegami i rozjaśnionymi od słońca włosami. Pachnące papierówkami.

W tym roku także upalne. (swoją drogą, przywieźliśmy ten upał chyba z Lyonu) Jak to dobrze, że w najgorętszy czas śniadanie można było zjeść na przyjemnie rześkim jeszcze tarasie. Że z kawę piliśmy pod orzechem, idąc tam na bosaka, bo już nie zaroszonej, ale jeszcze chłodnej trawie. Że schładzaliśmy się w basenie.
A do tego owoce prosto z krzaka. Dzieciaki najszczęśliwsze, na golasa, z łapkami w soku jeżynowym. I wieczory. A wieczorami, gwiazdy spadające.

I Lublin nasz kochany. Jak miło jest przejść się po starym mieście, obserwować zmiany i wracać do ulubionych ścieżek i miejsc.
Niedziela, Dominikanie, spacer, kawa w Trybunalskiej

Błogo, pięknie, prawie idealnie. Prawie, bo ciągle na kartonach i walizkach, szukamy miejsca, żeby jednak u siebie. 

 

18 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościwe dwoje

taki dzień

by Paulina 15 sierpnia, 2015

Świętowaliśmy ostatnio ósmą, (gumową!) rocznicę ślubu.

Nieletni zostali z dziadkami w ogrodzie, a my, byle szybciej, ruszyliśmy. Kierunek tradycyjny, Kazimierz Dolny. Jako, że środek tygodnia, w miasteczku, było umiarkowanie pusto.Ale z racji upałów, dość obojętnie przeszliśmy obok znanych na pamięć, przepięknych kamieniczek i, jakoś bezwiednie skierowaliśmy się nad Wisłę.

Siedzieliśmy, na pustej zupełnie plaży, a mnie w głowie rozbrzmiewał mi ten soundtrack. Rzeka płynęła, piasek przesypywał się między palcami, świat trwał sobie, a my razem z nim, na małym ręczniku siedząc, oparci o swoje ramiona. Jak co roku wspominaliśmy. Jak co roku, dziękowaliśmy.

Klimacik w drodze trochę jak w Luizjanie. Czułam się jak w serialu True Detective.

15 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylprzyjemności

Lyon nocą

by Paulina 5 sierpnia, 2015

Jestem co prawda od paru dni zanurzona po uszy w polską wieś, i napawam się tym uczuciem, ale dziś zapraszam Was jeszcze na wieczorny spacer po Lyonie.

Na ostatnie dni przyjechał do nas mój Tato, który pomógł nam ogarnąć dzieciaki pałętające się pod nogami z własną – odmienną od naszej – wizją pakowania i przeprowadzki (oraz, przede wszystkim wziął do swojego dużego samochodu większość naszych gratów). Dzięki niemu też udaliśmy się na Romantyczną Randkę. Wieczorem, sami, bez nosideł, ani przyczepki, bez zapasów pieluch i prowiantu. Tylko my, noc i to wspaniałe miasto. I mule. I wino. I siedzenie nad rzeką. Ach, te rzeki wieczorne.

 


5 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjarozmyślania

Should I stay or should I go, czyli plusy i minusy powrotu z emigracji

by Paulina 27 lipca, 2015

Wielka przeprowadzka coraz bliżej, załatwiamy sprawy, zamykamy umowy, wyrzucamy, pakujemy.
Już od jakiegoś czasu myślimy o tej zmianie i targają mną przeróżne uczucia…

Cieszę się i żałuję jednocześnie, tęsknię i wiem, że będę tęskniła…

Dlaczego się cieszę, że wracamy?

Skończyłam filologię romańską, więc język i kultura Francji są mi bliskie. Zresztą nie wyjechaliśmy na koniec świata, Francja to ten sam krąg kulturowy. A jednak nie jesteśmy, nigdy nie bylibyśmy tu u siebie. Nawet nie bardzo mamy prawo sobie ponarzekać na pewne rzeczy, bo to nie nasze… Nie ma poczucia przynależności, nie utożsamiamy się z historią, nie mamy wgranej w świadomości jakiejś popkultury, nie mamy takich samych wspomnień z dzieciństwa z ludźmi w podobnym wieku, nie czujemy mnóstwa drobnych myków.

Pisałam kiedyś o tym, co mnie we Francji wkurza. Totalny brak dbałości o klienta, monstrualna biurokracja, nie wspomniałam chyba wtedy o przegadywaniu każdego, najmniejszego nawet problemu… Nie bez powodu francuski nazywany jest językiem dyplomacji, Francuzi uwielbiają zebrania, spotkania i zgromadzenia, które trwają godzinami, na których się mnóstwo mówi i z których kompletnie nic nie wynika. Niesamowite, że można tyle rozmawiać nic konkretnego nie mówiąc.

Robi się tu trochę niebezpiecznie – zamachy, terroryzm, płonące samochody (po ostatnim święcie narodowym, 14 lipca, spłonęło ich kilkadziesiąt). Smutne w tym wszystkim jest to, że z terroryzmem utożsamiają się młodzi, pozornie zintegrowani Muzułmanie, trzecie pokolenie imigrantów…

Cieszymy się, ze względu na rodzinę -tęsknimy za nimi najzwyczajniej w świecie. Tęsknimy też za przyjaciółmi i znajomymi.

Jest jakaś blokada przy nawiązywaniu przyjaźni. Francuzi są mili, sympatyczni, uprzejmi. A potem jest ściana. Oczywiście nie twierdzę, że zawsze się tak dzieje, ale jednak nie udało nam się tutaj autentycznie zaprzyjaźnić z Francuzami.

Cieszymy się też że wracamy ze względu na wieczorne wyjścia ( wiwat dziadkowie) bardziej i mniej kulturalne. Chociaż w Lyonie imprez najróżniejszego typu jest mnóstwo (np teraz trwa festiwal Nuits de Fourviere, a tam występy m. in. Bjork, Herbie Hancock i Chick Corea, Florence and the Machine, Iggy Pop, Robert Plant, Charlie Winston, Patti Smith…), to zdecydowanie więcej bywamy i używamy w naszym dobrym, małym Lublinie.

Francja jest piękna, niewątpliwie, ale czasem kojarzy mi się z taką idealną dziewczyną, o zawsze ułożonych włosach i perfekcyjnym makijażu, bez miejsca na jakąkolwiek niedoskonałość. Brakuje mi trochę polskich uroczych krajobrazów, takich trochę niedoskonałych, naturalniejszych jakby, z polami i łąkami, powichrowanymi wierzbami płaczącymi, lasami (choć wiem, że w pakiecie dostanę trochę koszmarków architektonicznych z różową blachodachówką, szpetne płoty i szkaradne bilbordy)

W Polsce będziemy urządzać się na swoim. Może świadczy to o mojej przyziemności i małostkowości, ale chcę mieszkać u siebie, malować swoje ściany, ustawiać swoje meble i wybierać swoje lampy.

Kwestia mojego powrotu do pracy. Lublin co prawda nie szaleje w kwestii ofert, ale przynajmniej w Polsce uznaje się moje wykształcenie. Tutaj polskie mgr nie ma kompletnie żadnego znaczenia, liczą się tylko francuskie (bardzo ukierunkowane) szkoły.

A dlaczego żałuję, że wyjeżdżamy?

Bo dobrze nam się tu żyje. Lyon jest arcy przyjaznym miastem, pod wieloma względami. Sam w sobie jest piękny, różnorodny, o imponującym dziedzictwie. Do tego jest wspaniale położony – nad dwoma pięknymi rzekami, w dolinie, otoczony górami mniejszymi idealnymi na małe wycieczki, oddalony o dwie godziny drogi od Alp cudownych i jakieś cztery godziny od morza lazurowego.

Jest cieplej niż w Polsce. Od paru tygodni pogoda trochę przesadza co prawda, ale ten wiosenny luty, dwadzieścia parę stopni w kwietniu i babie lato do listopada, to jednak cudowna sprawa.

Synek zaczął mówić po francusku. Z naciskiem na zaczął, ale widzę, że już naprawdę dużo rozumie, dopytuje, odpowiada, chętnie powtarza… Szkoda, że teraz wyjedziemy i tracimy szanse na dwujęzyczne dziecko.

Bycie imigrantem bywa całkiem przyjemne. Nie angażuje się człowiek, nie strzępi nerwów, bo to w końcu nie moja sprawa. O ile łatwiej kocha się ojczyznę z daleka, idealizując i tęskniąc i wpadając raz na jakiś czas po to by pokorzystać z tego, co najlepsze.

I jedzenie! Targi francuskie, sklepy mięsne z rzeźnikami z prawdziwego zdarzenia, znającymi się na rzeczy, mnogość serów różniących się od siebie niuansikami, pyszne bagietki, makaroniki i croissanty, dostępność najróżniejszości z całego świata… Hobbit we mnie trochę się obawia przyjazdu do kraju świni i zimnioka.

Będzie mi też brakować naszego ulubionego sklepu tutaj, Nature&Découvertes. Sklep jedyny w swoim rodzaju o bardzo fajnym klimacie i z poczuciem misji (ekologia, natura, zrównoważony rozwój i fair trade, odkrywanie piękna świata), z aromaterapią, akcesoriami podróżniczymi (ale w oldschoolowym stylu), z produktami ręcznie robionymi z całego świata, ekologicznymi gadżetami, kosmetykami bio, sprzętem astronomicznym, bardzo piękną etniczną biżuterią, świetnymi zabawkami dla dzieci.

Chcę dodać, że przede wszystkim, od początku planowaliśmy, że spędzimy we Francji tylko
jakiś czas. Mając świadomość tej tymczasowości, cieszyliśmy się tym czasem,
korzystaliśmy, ile wlezie, traktując każdy weekend czy parę wolnych dni
jak Małe Wakacje we Francji i okazję do poznania okolic bliższych i dalszych. Znajomi
Francuzi śmiali się, że zobaczyliśmy więcej w Lyonie i okolicy niż oni sami,
mieszkający tu całe życie.

Ale
jednocześnie ta sama świadomość sprawiła, że czujemy że
nadszedł moment powrotu. Że jakiś czas się skończył i pora rozpocząć
nowy rozdział.

27 lipca, 2015 20 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kulinarnielato

Co jeść w upały?

by Paulina 25 lipca, 2015

Upały u nas nie odpuszczają. Mamy już wiatrak na szczęście, mamy specjalne sposoby na chłodzenie, może tez się trochę przyzwyczailiśmy.

Generalnie, gdy jest tak gorąco, nie chce się jeść. Do czasu. Gdy wieczorem robi się choć trochę chłodniej, człowiek rzuca się na jedzenie, ze szczególnym upodobaniem gustując w pikantnym i tłustawym. (przynajmniej ja tak mam). Żeby do tego nie dopuścić, nie nie urządzam sobie głodówek w ciągu gorącego dnia, z późnowieczornym nadrabianiem.
Ale co jeść, gdy chce się tylko pić?

Na pewno nie rosołek. Generalnie nic, co wymaga gotowania na ogniu i podnoszenia pracowicie zbijanej temperatury w domu. Niechętnie mięsa. Z przyjemnością świeże sezonowe warzywka, wyroby jogurtowate, wychładzające zioła typu mięta i zimne owoce. Czyli modny ostatnio raw food.

Konkrety.
U nas sprawdza się:
Caprese. Mamy ulubioną panią na targu od której kupujemy absolutnie obłędne pomidory. Duże, nieregularne w kształcie, bardzo wrażliwe na każde uderzenie i szybko się psujące. Wypełnione pomidorowością do granic możliwości, słodkie, soczyste, doskonałe. Z dodatkiem mozzarelli, bazylii, dobrej oliwy i dobrego octu, z gruboziarnistą solą, z bagietką z ulubionej piekarni, są daniem iście królewskim. Jemy tę sałatkę naprawdę często, jest banalnie prosta, i nie możemy się nią znudzić.

Sałatka z arbuza i rzodkiewki z książki „Po prostu gotuj” Pascala Brodnickiego. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić tego połączenia, ale kiedyś mieliśmy arbuza za dużo i postanowiliśmy spróbować.
Dla dwóch osób potrzebujemy
pół małego arbuza (z lodówki najlepiej) pokrojonego w kostkę
małego ogórka, też w kostkę
szalotkę pokrojoną w cienkie piórka
garść rospzonki
kilka rzodkiewek

garść podprażonych migdałów
w oryginalnym przepisie jeszcze kiełki soi, ale my nie mieliśmy

sos:
łyżka miodu
łyżeczka octu winnego
2 łyżki oleju arachidowego (my mieliśmy z orzechów włoskich)
Jest idealna!

Spaghetti cukiniowe, pisałam już o nim w poście o jedzeniu na piknik.

Guacamole. Pasta z dojrzałego awokado rozgniecionego widelcem, z dodatkiem kolendry, soku z limonki, chili, drobno posiekanego pomidora, czosnku i cebulki. Zjem każdą ilość, zawsze.

Kanapka z tuńczykiem, rucolą i kaparami, z tego bloga.

Stara, dobra maślanka z młodymi ziemniaczkami. To wymaga gotowania co prawda, ale sterczeć nad parującym garnkiem nie trzeba.
(Mam też wielką ochotę na klasyczny chłodnik z botwinki, ale o botwinkę tutaj trudno…)

Gazpacho – hiszpański chłodnik ze zmiksowanych pomidorów, ogórków, zielonej papryki, cebulki i czosnku. Odkryliśmy jedno gotowe, bardzo pyszne z dobrym składem, więc ratuje nas ono jedzeniowo, ogarnia nas Grecja totalna i już nic się nie chce. Lubimy dodać sobie drobno posiekanych warzyw – zieloną paprykę, papryczkę chili, cebulkę i ogórka.

Tzatziki. Zimny ogórek, orzeźwiający jogurt, chłodząca mięta, czosnek. Idealne np do karkówki z grilla (tu już wchodzimy w fazę późnowieczorną).

Macie jeszcze jakieś propozycje?
 

25 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjalatoLyonmój styl

There’s a hill in the sunlight

by Paulina 21 lipca, 2015

Jeszcze. Lyon, spacery, zachwyty.

Chciałabym pokazać Wam dzisiaj jeszcze jeden niewielki park – na zboczu góry Fourvière. Zawsze wjeżdżamy na górę zabytkowym tramwajem – funiculaire, oglądamy sobie Lyon z wysoka, a schodzimy właśnie tamtędy.  Parc des Hauteurs. Stanowi go przyjemny trawersik, miłe, zacienione placyki z ławkami, gdzieniegdzie rzeźby i fontanny, rozarium.
Bardzo romantyczne miejsce, idealne na popołudniowy spacer. Promienie słońca przeświecają czasem przez liście, oczy odpoczywają wśród tej zacienionej zieleni, śpiewają ptaki, jest trochę tajemniczo i bardzo klimatycznie.

Gdy wychodzi się z parku, trafiamy na stare miasto – objęte patronatem Unesco, przepiękne, rozległe, pełne przepięknych dziedzińców, z klimatycznymi zewnętrznymi klatkami schodowymi, z charakterystycznymi okiennicami. W sumie, co dziwne, mało Wam architektury starego miasta dotychczas pokazałam. Niniejszym nadrabiam:)

Katedra Saint Jean.

Witrażowa gra świateł w środku, uwielbiam.
Podwórze (dziedziniec?) w jednej z kamienic.

Szalenie podobają mi się te okna.

Rue Juiverie. Jedna z najstarszych ulic, zamieszkała początkowo przez społeczność Żydowską (stąd nazwa), do 1394, gdy dekretem króla Karola VI, Żydzi zostali wygnani z Francji.

Ładnie, co?

21 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry