Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

mój styl

codziennośćmindfulnessmój stylprzyjemności

Wytchnienie

by Paulina 11 września, 2015

Ostatnio jest intensywnie, chaotycznie, trochę nerwowo. Tkwimy po uszy w ikeowskich planerach, stronach z kafelkami, gruzie i problemach wyskakujących na każdym kroku.
Gdzieś wśród licznych koncepcji aranżacyjnych i ciągłego chaosu tymczasówy, nasze starsze dziecko rozpoczęło przedszkolną karierę, a młodsze jest w szczytowej fazie radar-na-schody-drabiny-i-kałuże, dlatego wśród  poprzedszkolnych emocji (a dbając o ścisłość fochów i histerii), mokrych i brudnych ciuchów i zgarniania półtoraroczniaka z kolejnych wysokich drabinek, o chwile relaksu i tak zwanego czasu dla siebie raczej trudno.

Tym bardziej więc takie chwile doceniam. Nieliczne i bezcenne chwile w ciszy, z kawą i książką, winem i filmem, na spacerze albo krótkim bieganiu, leżąc w wannie w hamaku albo na trawie. Chwile błogości doskonałej. Cudownej, upajającej samotności. Delektowania się widokiem chmur, tęczy albo księżyca*.
Baterie się ładują, wraca cierpliwość i radość, głowa uspokaja, równowaga wraca.

*Powyższe zdjęcia właśnie w świetle obłędnego księżyca zostały wykonane

11 września, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatomindfulnessmój stylprzyjemnościslow lifestylespacer

Momenty zbieram jak jagody

by Paulina 29 sierpnia, 2015

Pięknie się kończy to lato. Nasycam się złocistą dojrzałością, światłem i ciepłem.

O ile tylko nie trzeba załatwiać czegoś w mieście, sycimy się długimi popołudniowymi promieniami słońca. I owocami prosto z krzaka, „palce mając na oślep skrwawione ich sokiem” (zwłaszcza dzieci, umazane od rana na czerwono – granatowo). A potem przegląd grządek, najlepsze na świecie co-by-tu-dzisiaj-na-obiad, sprawdzanie, czy nowe cukinie już dojrzały i czy placki robić, czy sałatkę (uwielbiam tę z cieniutkimi plastrami cukinii podsmażonymi na oliwie, fetą, pomidorami i czarnymi oliwkami), a może fasolka, albo kalafior z pomidorami w sosie majonezowo – jogurtowym. A może po prostu tonę owoców. Chleb z masłem i ogórkiem, słodkim jak arbuz i jeszcze ciepłym od słońca.

Wieczory na tarasie, nagrzanym ciągle, ze świeczkami i winem, koncertem świerszczy, z psem śpiącym wreszcie spokojnie (bo dwie iskry do pilnowania też już śpią), i z jedną żabą, która jakoś się zadomowiła w pobliżu i przychodzi gdy się zrobi ciemno.

29 sierpnia, 2015 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatoLublinmój stylprzyjemnościslow lifestyle

„A był sierpień, pogoda prześliczna…”

by Paulina 18 sierpnia, 2015

Zdecydowanie, sierpień jest niezwykle klimatycznym miesiącem. To lato dojrzałe zbożem, inne już lato, lekko spłowiałe, dobrze już opalone, z piegami i rozjaśnionymi od słońca włosami. Pachnące papierówkami.

W tym roku także upalne. (swoją drogą, przywieźliśmy ten upał chyba z Lyonu) Jak to dobrze, że w najgorętszy czas śniadanie można było zjeść na przyjemnie rześkim jeszcze tarasie. Że z kawę piliśmy pod orzechem, idąc tam na bosaka, bo już nie zaroszonej, ale jeszcze chłodnej trawie. Że schładzaliśmy się w basenie.
A do tego owoce prosto z krzaka. Dzieciaki najszczęśliwsze, na golasa, z łapkami w soku jeżynowym. I wieczory. A wieczorami, gwiazdy spadające.

I Lublin nasz kochany. Jak miło jest przejść się po starym mieście, obserwować zmiany i wracać do ulubionych ścieżek i miejsc.
Niedziela, Dominikanie, spacer, kawa w Trybunalskiej

Błogo, pięknie, prawie idealnie. Prawie, bo ciągle na kartonach i walizkach, szukamy miejsca, żeby jednak u siebie. 

 

18 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościwe dwoje

taki dzień

by Paulina 15 sierpnia, 2015

Świętowaliśmy ostatnio ósmą, (gumową!) rocznicę ślubu.

Nieletni zostali z dziadkami w ogrodzie, a my, byle szybciej, ruszyliśmy. Kierunek tradycyjny, Kazimierz Dolny. Jako, że środek tygodnia, w miasteczku, było umiarkowanie pusto.Ale z racji upałów, dość obojętnie przeszliśmy obok znanych na pamięć, przepięknych kamieniczek i, jakoś bezwiednie skierowaliśmy się nad Wisłę.

Siedzieliśmy, na pustej zupełnie plaży, a mnie w głowie rozbrzmiewał mi ten soundtrack. Rzeka płynęła, piasek przesypywał się między palcami, świat trwał sobie, a my razem z nim, na małym ręczniku siedząc, oparci o swoje ramiona. Jak co roku wspominaliśmy. Jak co roku, dziękowaliśmy.

Klimacik w drodze trochę jak w Luizjanie. Czułam się jak w serialu True Detective.

15 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylprzyjemności

Lyon nocą

by Paulina 5 sierpnia, 2015

Jestem co prawda od paru dni zanurzona po uszy w polską wieś, i napawam się tym uczuciem, ale dziś zapraszam Was jeszcze na wieczorny spacer po Lyonie.

Na ostatnie dni przyjechał do nas mój Tato, który pomógł nam ogarnąć dzieciaki pałętające się pod nogami z własną – odmienną od naszej – wizją pakowania i przeprowadzki (oraz, przede wszystkim wziął do swojego dużego samochodu większość naszych gratów). Dzięki niemu też udaliśmy się na Romantyczną Randkę. Wieczorem, sami, bez nosideł, ani przyczepki, bez zapasów pieluch i prowiantu. Tylko my, noc i to wspaniałe miasto. I mule. I wino. I siedzenie nad rzeką. Ach, te rzeki wieczorne.

 


5 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjalatoLyonmój styl

There’s a hill in the sunlight

by Paulina 21 lipca, 2015

Jeszcze. Lyon, spacery, zachwyty.

Chciałabym pokazać Wam dzisiaj jeszcze jeden niewielki park – na zboczu góry Fourvière. Zawsze wjeżdżamy na górę zabytkowym tramwajem – funiculaire, oglądamy sobie Lyon z wysoka, a schodzimy właśnie tamtędy.  Parc des Hauteurs. Stanowi go przyjemny trawersik, miłe, zacienione placyki z ławkami, gdzieniegdzie rzeźby i fontanny, rozarium.
Bardzo romantyczne miejsce, idealne na popołudniowy spacer. Promienie słońca przeświecają czasem przez liście, oczy odpoczywają wśród tej zacienionej zieleni, śpiewają ptaki, jest trochę tajemniczo i bardzo klimatycznie.

Gdy wychodzi się z parku, trafiamy na stare miasto – objęte patronatem Unesco, przepiękne, rozległe, pełne przepięknych dziedzińców, z klimatycznymi zewnętrznymi klatkami schodowymi, z charakterystycznymi okiennicami. W sumie, co dziwne, mało Wam architektury starego miasta dotychczas pokazałam. Niniejszym nadrabiam:)

Katedra Saint Jean.

Witrażowa gra świateł w środku, uwielbiam.
Podwórze (dziedziniec?) w jednej z kamienic.

Szalenie podobają mi się te okna.

Rue Juiverie. Jedna z najstarszych ulic, zamieszkała początkowo przez społeczność Żydowską (stąd nazwa), do 1394, gdy dekretem króla Karola VI, Żydzi zostali wygnani z Francji.

Ładnie, co?

21 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatoLyonmój styl

Kanikuła

by Paulina 12 lipca, 2015

W Lyonie zabrakło wentylatorów.
Gorąco.
Upały nie odpuszczają od paru dobrych tygodni. I kiedy ostatnio złamaliśmy się (bo mając w perspektywie przeprowadzkę nie chcieliśmy nabywać kolejnych wielkogabarytowych przedmiotów…) i postanowiliśmy kupić trochę chłodzącego wiatru, okazało się, że tak łatwo nie jest, wentylatorowe półki świeca pustkami, a wszystko, co przyjdzie sprzedaje się 10 minut po dostawie. Można się przenieść w czasie o jakieś trzydzieści lat i w przestrzeni trochę na wschód… Kiedy w kolejnym sklepie się nie udało (nie mając chodów w komitecie ani dziecka na ręku), zamówiliśmy drogocenny sprzęt w Polsce. 

Gorąco.
Trochę się nie dziwię narodom południowym, że nie dają rady napędzać gospodarki. W takiej temperaturze się nie da po prostu. Myśleć, działać, załatwiać. Myśleć można o śniegu. A załatwiać orzeźwiające napoje. I walczyć o mniej niż 30st w domu.

Gorąco.
Trwamy jakoś, zwodzeni wizją burzy (zapowiadana od paru dni) i lekkiego ochłodzenia. Pijemy dużo. Wodę z miętą. Chłodną zieloną herbatę. Yerba mate zaparzane lodowatą wodą. Wodę z cytryną. Chłodną meliskę. Zimny cydr. Jemy wychładzacze różne. Maślankę, gazpacho, sałatki, arbuzy. Jeździmy nad rzekę, nad jezioro, albo do fontanny chociaż. Wychodzimy przed południem, gdy jeszcze jest poniżej 35st w cieniu i czasem zawiewa świeżością. Zamykamy rolety w mieszkaniu. Psikamy się wodą termalną w sprayu. Ubieramy się przewiewnie. I jeszcze, patent internetowy z przed paru dni – polewamy (przez ok 10 min) nadgarstki lodowata wodą, (działa!).


12 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Lyonmój styl

Upon us all a little rain must fall.

by Paulina 16 czerwca, 2015

 
Tak naprawdę coraz częściej myślę o powrocie do Polski, który coraz bliżej, o pakowaniu się, przeprowadzce, urządzaniu w Polsce.

Mamy jeszcze trochę czasu na francuskie wycieczki bliższe i dalsze, mamy nadzieję jeszcze się tutejszością trochę nasycić.

A Lyon, choć deszczowy znowu, ciągle piękny. Nie bywamy w centrum zbyt często, ale jak już bywamy, to zawsze robi się tak niedzielno – wakacyjnie. Z obowiązkowym naleśnikiem przy muzeum miniatur, niespiesznym spacerkiem wśród renesansowych murów, z całą tą wspaniałością na wyciągnięcie ręki. Będzie mi tego brakować.

16 czerwca, 2015 17 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomój stylrozmyślania

moda kury domowej

by Paulina 11 maja, 2015

Tak się złożyło, że moja potrzeba budowania rozsądnej, dobrej jakościowo i „mojej estetycznie” garderoby zbiegła się z macierzyństwem.

Co sprawiło, że na wizję tego, jak chciałabym wyglądać, duży wpływ ma moje nieletnie towarzystwo. A rozważania, jak się ubierać po domu zdominowała wygoda. I praktyczność.

Dlatego chociaż uwielbiam rozpuszczone włosy i mój jasny trencz, to obydwie opcje na co dzień po prostu się nie sprawdzają. Lubię też obcasy, ale teraz noszę je tak rzadko, że gdy już je założę czuję się w nich taka wystrojona.
Jeszcze niedawno, gdy podstawowym posiłkiem córy było moje mleko, jednym z podstawowych czynników decydujących o wyborze bluzek i sukienek była kwestia możliwości dyskretnego i wygodnego karmienia piersią – czyli duży dekolt, albo guziki, fason koszulowy, albo kopertowy. Z żalem patrzyłam na golfy (choć nigdy ich nie lubiłam), sukienki zapinane na plecach, obcisłe bluzki bezdekoltowe.

Zgodnie z zasadą „mniej ale lepiej”, staram się kupować mniej ale są to ubrania dobrej jakości, które pasują do siebie (i do mnie! To niby oczywiste, ale dopiero niedawno zaczęłam tę zasadę stosować przy zakupach) i w których dobrze się czuję. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że nawet najlepszej jakości t-shirt, kaszmirowy sweter, czy sukienka made in Poland z trudem zniosą ustawiczny kontakt z małymi brudnymi łapkami, szarpanie i rozciąganie dekoltu, smarki i plamy jedzeniowe. Słowem, nie sprawdzą się jako ubrania „po domu”

Gdy po raz kolejny trzeba zmienić bluzkę, bo dziecię o umazanej burakowo buzi raczyło się przytulić mocno-mocno do mojego ramienia, mam ochotę olać ten cały wygląd, i dnie spędzać w dresach w kolorze umownym.
Ale zaraz przed oczami staje mi teściowa, całe życie zajmująca się domem w pełnym makijażu i złotej biżuterii. A poza tym – dla kogo mam ładnie wyglądać, jeśli nie dla siebie i męża?
I nie wiem, może rozwiązaniem była by podomka / fartuch narzucana na moje kaszmiry i bawełnę egipską i zrzucana gdy tylko bachorstwo pójdzie spać, albo gdy już uda nam się wyjść na spacer?

Nie lubię przeczekiwania i nie chcę trwać w poplamionych dresach do momentu gdy dzieci podrosną i nabiorą manier i ogłady, dlatego, jak oryginalnie, wybrałam złoty środek. Czyli na co dzień moje domowe ubrania charakteryzuje… nazwijmy to estetyczna wygoda.

Płaskie buty (w zależności od pogody, trampki, botki za kostkę, espadryle lub sandały)
Na górę koszula lub t-shirt. A ponieważ nie mam finansowych możliwości na poddawanie próbom tych podobno najlepszych, na ogół kupuję w bardzo przyzwoitym jakościowo i korzystnym cenowo (gdy są promocje) GAPie. Fajną opcją też są second handy, ale we Francji to raczej vintage shopy, w których raczej nie  ma mowy o ciuchach na kilogramy.

Na dół przeważnie wysłużone jeansy, albo chinosy. Szorty. Czasem wygodna rozszerzana spódnica.
Albo prosta dzianinowa sukienka.

Włosy upinam w kok, albo zaplatam w warkocz. 

W weekendy, na wspólnych spacerach  dalej jest wygoda, ale trochę bardziej estetyczna. Wyciągam trencz i włosy rozpuszczam. Zakładam ładniejsze sukienki. Czasem dodaję koronkowe rajstopy. Zakładam kolczyki, coś na szyję.

Dzisiejsze zdjęcia to właśnie kura domowa na co dzień. Rozczochrana, z rozmazanym makijażem (nie ma go i tak za dużo – krem bb i kredka na oczy, czasami tusz), z tylko raz zmienioną koszulką, w którą wytarto łapkę poszparagową, leniwie łapiąca popołudniowe słońce na ławce przed domem (gdy tylko nie babrze się z dziećmi w pyle, nie poprawia czapeczek, butów i spodenek, nie biega za piłką, nie wyciera glutów/rąk/buź.)
I jedno, dla kontrastu, weekendowe.

11 maja, 2015 14 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylspacer

Because the world is round it turns me on

by Paulina 4 maja, 2015
 
Oto za nami kolejny deszczowy weekend. Kolejny deszczowy, po pięknym i słonecznym tygodniu. Irytujące to dość, bo cierpią na tym nasze plany wycieczkowe.

Ale trzeba przyznać, że taki lekko listopadowy klimacik ma swój urok. Gdy tak szumi jednostajnie za oknem deszcz i gwiżdże wiatr, przyjemnie się spędza czas w domu. Pogrążylibyśmy się w całkowitym lenistwie przepełnionym książkami (Wyspa łza na zmianę z Pratchettem), filmami („Witaj w klubie” wreszcie, serial True Detective, Teoria wszystkiego), muzyką (Nat King Cole, Możdżer, Pink Floyd, Portishead, Sting..), pysznego jedzenia (rewelacyjne grzanki nasączone białym winem z szynką z bayonne, serem morbier i cebulą, pierwsze szparagi, fondue i niezawodny rosołek),  gdyby nie parka nieletnich, na których energię deszczowe klimaty nie mają wpływu, i których zabraliśmy na przejażdżkę nad rzekę. Akurat, żeby złowić trochę słońca, zanim na dobre schowało się pod deszczowymi chmurami, odetchnąć świeżym, wilgotno zielonym powietrzem (i zmęczyć towarzystwo, które grzecznie padło wieczorem).

4 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry