Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

mój styl

codziennośćLublinmoda ciążowamój stylslow lifestylew ciążywiosna

wiosną najlepiej tracę czas!

by Paulina 2 maja, 2017
park, sukienka ciążowa, stylizacja ciążowa

Chciałoby się bardziej intensywnie zanurzać się w tę wiosnę. W zieloność przepachnącą, młode listki i soczyste kolory.

I jeszcze zrzucić te kurtki i rajty i na bosaka się łazić po trawie łaskoczącej po pierwszym koszeniu. Nasiąkać słońcem, łowić jasność, witaminę D i ten słoneczny zapach, zapach wiosennych wycieczek, który ma tak dużo wspólnego z poczuciem totalnej błogości.

I częściej żeby to nurzanie było. Beztroskie i powolne, pozostawiające nas z uczuciem totalnego błogostanu i dzieciaki z uczuciem dobrego zmęczenia od ruchu na świeżym powietrzu. Tymczasem, odkąd umieściłam moje życie zawodowe w uporządkowanych ramach etatu, takiej (po)wolności spacerowej jest zdecydowanie mniej.

Ale. Chociaż w szaliku, chociaż za rzadko. Chociaż pomiędzy wichrem a deszczem, jeszcze nie na kocyku z piknikiem, i tylko w weekendy, i tak mnie takie wiosenne parkowe chwile zachwycają.
Bo pięknie jest. Jak co roku niezawodnie zachwycająco pięknie.

W blokach startowych przed kolejną górką

i po słońcu

2 maja, 2017 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckolasmoda ciążowamój stylw ciążywiosna

bumerang

by Paulina 17 kwietnia, 2017

kreskówki na dobranoc, plusz do snu
nim wstanę wrócisz już
pokażesz mi kolory, ślady chmur
przestanę płakać, znów
powtarzasz, że detale ważne są
z nich składam świat
jedną ręką łapiąc twoją
czasem martwisz się,
że dorosnę za moment


 

 


martwisz się
ciągle na nowo
kiedy smucę się
zamiast R wymawiam L
kiedy masz mnie trochę dość
wykrzyczeć chcę całą złość
przez miłość, co
jak bumerang wraca do nas wciąż

 

 


dorosnę za moment
czasem gniewam się
brzydkich słów nie znam lecz
wykrzyczeć chcę na cały głos
tę miłość co jak bumerang wraca do nas wciąż

Jak bumerang.
Z każdym nowym dniem.
Z nowymi umiejętnościami i problemami.
Z każdą łzą – tą z rozpaczy największej i tą szczęśliwą najmocniej.
Nowym uśmiechem i nowym fochem.
Z szalonym tańcem i spokojnym śpiącym oddechem
Z zarumienionymi policzkami i brudnymi łapkami.
Z każdą nową chwilą.
Z każdym nowym Życiem.

.

17 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mój stylrozmyślaniawdzięczność

wdzięczność

by Paulina 12 kwietnia, 2017

 
Pisałam kiedyś, że wdzięczność ma moc. Że dobrze robi nam i światu..

Wdzięczność ma dla mnie dużo wspólnego z łapaniem dystansu i zwiększaniem perspektywy.
A ten dystans, choć to może prostacki mechanizm, działa czasem na
zasadzie porównania się z tzw. reszta świata. I zobaczenia sobie w tej
globalnej perspektywie, że już to, gdzie dane mi się było urodzić, to
jak szóstka w lotka. Że jestem bezpieczna, i moi najbliżsi są. Że jest
mi ciepło i komfortowo, że mam co jeść i w co się ubrać. Wiecie, te niby
oczywistości, które każdego chyba czasem uderzają – jakimi jesteśmy
szczęściarzami.
Gdy do tego dodać ogólne zdrowie, sprawność
fizyczną i umysłową, świetny związek, najlepsze na świecie dzieci, to
można się z tego wszystkiego zachłysnąć.

Do niedawna wydawało mi się, że to bardzo dobra postawa, która trochę
uczy pokory, pozwala docenić swoje życie, i dalej niemal automatycznie poczuć
się szczęśliwym.

Ale przeczytałam, już jakiś czas temu,
wywiad w WO Extra z jedną panią psycholog. I ona trochę krytykowała
popularny od jakiegoś czasu trend prowadzenia dzienników wdzięczności,
jako kolejny gadżet (a tu przypomina mi się ten mój tekst o trendach).

Mówiła, że to kolejna presja na jedynie słuszną
wizję życia, wspominała nawet o „terrorze wdzięczności”.

I ten temat trochę we mnie siedział. Jak to jest z ta wdzięcznością? Pomaga i buduje, czy uwiera?
I
doszłam do wniosku, że to rzeczywiście nie jest tak uniwersalna metoda
na szczęście jak mi się wydawało. Że u bardziej wrażliwych może wywołać
poczucie winy („jakim prawem ja mam tyle, a tyle ludzi cierpi
niedostatki?”). U tych neurotycznych strach o przyszłość („jest tak
pięknie, że niedługo na pewno coś się schrzani”). U tych ambitnych
poczucie niedosytu („mam dużo, ale inni mają jeszcze więcej”). U
obowiązkowych – kolejną pozycję na liście „do zrobienia”. U szukających
poklasku – kolejną sferę do udowodnienia, że tu też daję radę. I chyba faktycznie „dzienniczek wdzięczności” to nie jest do końca moja bajka.

Myślę
sobie, że moja bajka to ta wdzięczność ogólna i spontaniczna, to
uświadomienie sobie gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i co mamy. Taka
wdzięczność zauważająca. Dostrzeżenie i docenienie chwili, dla takiego
promyka szczęśliwości, który automatycznie każe spojrzeć w górę i
krzyknąć „dzięki!”. Koi nienasycenie i zachłanność, pozwala trochę
przyhamować ambicje i zachcianki, daje uczucie spokoju i spełnienia.

Strasznie jestem ciekawa jak jest u Was.

12 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmój stylspacerwiosna

here comes the sun

by Paulina 16 marca, 2017

Wydłużyły się dni i spacery. Zapachniała ziemia, deszcz i rzeżucha.

Jak cudownie się robi, choć to ciągle taka podskórna cudowność, mało, trzeba
przyznać, ostentacyjna, wymagająca większej uważności niż taki maj powiedzmy.

Gołe fakty są takie, że wieje, jest szaro zimno i deszczowo. Ale ten wiatr pachnie,
szarość jest cała podszyta zielenią a i deszcz jakoś optymistycznie odżywczy.

Trwamy sobie w ekscytującym okresie „tylko dotknąć” i „najlepsze jest tuż
przed nami” jak dzieci na dzień przed Gwiazdką, tylko to ten przypadek, kiedy Gwiazdka
potrwa sobie parę z każda chwilą piękniejszych miesięcy, będzie pełna
wycieczek, pikników, leżenia na świeżej trawie i wąchania świata.

16 marca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

pokażesz mi kolory szarych chmur

by Paulina 23 listopada, 2016

Zanurzyliśmy się w listopadzie.

Zanurzyliśmy się w zapachu zbutwiałych liści i zimnego wiatru. W aromacie dymiących ognisk z badyli podeschniętych palonych na wsi.Wdychaliśmy powietrze szare, wilgotne i zimne.

Całe stada bażantów na ogołoconych polach. Drzewa bezlistne, zachwycające ażurową finezją gałęzi. Szarość i burość, a czasami brzozowy wybryk złocistości.

Idziemy, nie za wolno, zagrzewamy krew, spacery w szarości mają to do siebie, że muszą być dość energiczne, mimo swego dość ospałego charakteru. Niby nigdzie się nie spieszymy, ale jednak żwawo stawiamy kolejne kroki, nie dajemy energii skostnieć do reszty. Nasz śmiech zmienia się w obłoki pary. I oddychamy powietrzem zmarzniętym, choć dobrze doświetlonym słońcem – słońcem podobnie niestosownym jak śnieg w kwietniu, choć z o ile większą przyjemnością witanym.

Cenne są te słoneczne promienie listopadowe, cenne i rzadkie. Napawamy się, napawamy.

 

23 listopada, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

przez liści ogniste dywany przechodzi piękna bóg ostatni raz

by Paulina 27 października, 2016

Wzięliśmy rowerki i placki z dyni, z cynamonem, imbirem i rodzynkami. Pyszne i delikatne, pomarańczowe jak liście. Mogliśmy pomyśleć jeszcze o herbacie z sokiem malinowym w termosie, ale nie pomyśleliśmy. Ale i tak serca ogrzały nam się w tym cudownym świecie żółtym i czerwonym, szeleszczącym.


Słońce przebijało się skąpo przez chmury i prześwietlało miękko przez te przepyszne kolorowe drzewa.

(zmarznięte) ręce w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się…
A nogi w liściach, szurają, szeleszczą i chrupią. Wzrok w kolorach energetycznych. Kochane ramię obok i dzieci, sielankowo (i nietypowo ostatnio) zgodne i zachwycone spacerem. A klony, dęby, buki i brzozy olśniewają, każde na swój sposób.

Wróciliśmy do domu, na zupę. Potem był jeszcze grzaniec i trzask czarnej płyty, delikatny jak trzask ognia w kominku.

Jestem pokrzepiona.

 

 

27 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
festiwalelubelszczyznaLublinmój stylmuzyka

Dzieci i imprezy muzyczne. Nowa odsłona.

by Paulina 29 września, 2016

Jakieś półtora roku temu pisałam o naszych nieśmiałych próbach połączenia koncertów z dziećmi. Szału może nie było, ale tragedii też nie.

Tamte próby to nie był nasz wymysł i kaprys, raczej wyższa konieczność, i taka nasza rzeczywistość po prostu – gdy mieszkaliśmy we Francji robiliśmy różne rzeczy, niekoniecznie dziecięce, a ponieważ nie mieliśmy maluchów z kim zostawić, towarzyszyły nam cały czas.

Teraz, już w Polsce, są dziadkowie, nie zawsze może dostępni, ale udało nam się przez ostatni rok użyć trochę wyjść (w tym koncertów) bez narybku.

A ostatnio była okazja do kolejnej próby muzyczno – dziecięcej.

Lubelskie Święto Młodego Cydru. Ostatnie podrygi lata, fajna impreza, połączona oczywiście z degustacją cydru z tegorocznych zbiorów jabłek , tematyczną grą miejską i koncertami. Koncerty w plenerze, więc niezobowiązujące.
Ale już od pierwszych dźwięków Wilczek chwycił się za uszy twierdząc że o jest za głośne i on już nie chce tu być.
Już mieliśmy wracać na tarczy, ale mieliśmy szczęście, bo byliśmy ze znajomymi, którzy mieli dla swojego maluszka specjalne wyciszające słuchawki. Szczęśliwie dla nas, maluch nie chciał ich zakładać, z czego skorzystał nasz synek i spędził następną godzinę zupełnie zadowolony z życia, z przytłumionym słuchem. Zdecydowanie, na następny sezon musimy się zaopatrzyć w taki sprzęt i można rozważać więcej plenerowych imprez muzycznych.

 

 A sama impreza bardzo udana. Cieszę się, że rozwija się w Polsce produkcja takich ciekawych trunków i że jest to połączone z taką fajną promocją w fajnym klimacie. Trochę jak listopadowe Beaujolais Nouveau we Francji (choć o nim mówi się że jest bardzo doskonałą promocją zupełnie niedoskonałego produktu).
Sam zresztą klimat końca lata i dojrzałych jabłek – ich zapachu i smaku, bardzo do mnie przemawia. I ten cydr, wybitnie letni napój – lekki, delikatnie gazowany, aromatyczny (a nie aromatyzowany!) idealnie się w ten klimat wpisuje.

Wilczek w słuchawkach, Iskrze muzyka nie przeszkadzała, ale myślę, że przy dłuższej ekspozycji na taką głośność, i jej przydałyby się wyciszacie.

Sama jestem ciekawa, co będziemy robić za rok:)

29 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmoda rowerowamój stylprzyjemnościrowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestyle

day dream

by Paulina 13 września, 2016

Zupełnie nie wiadomo kiedy lato się zestarzało i zezłociło.
Lato ciągle gorące, piękne i słoneczne, ale powietrze pachnie już kasztanami, szalikiem i zupą dyniową.

Tym bardziej korzystamy z bezkarnego polegiwania piknikowo – hamakowego.
Pojechaliśmy rowerami do parku. Rowerki przypięte do przyczepki, coraz bardziej zmienia się proporcja dziecięcego sposobu przemieszczania się, śmigają na biegówkach coraz większe odległości (ostatnio 13km!), jeszcze trochę i przyczepka w ogóle przestanie być potrzebna.

Wzięliśmy hummus z soczewicy, bułki z Lidla i paprykę z nakazu Wilczka (uwielbia). Wzięliśmy ciepłe jeszcze, pachnące drożdżówki w powidłami śliwkowymi (nie zdążyłam ich zamknąć w słoiki, już praktycznie całe wyżarte). Umościliśmy się w ciepłych promieniach, na kocu, na hamaku, niektórzy na rodzicach.

Słońce sobie grzało potężnie, a liście szeleściły październikiem, i plątał się pięknie ten czas letnio jesienny.
W pobliżu był jeszcze plac zabaw, co dało nam możliwość przymknięcia oczu na hamaku.

I tak powstało popołudnie idealne

Mój cycle chic trochę psują sakwy, ale jakoś te hummusy, slacki i hamaki trzeba dowieźć.

Najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi dzieci jest położenie się na hamaku
Tato no chodź, było fajnie

13 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
festiwaleJarmark JagiellońskilatolubelszczyznaLublinmój styl

Jarmark Jagielloński 2016

by Paulina 17 sierpnia, 2016

W miniony weekend odbył się kolejny, dziesiąty już Jarmark Jagielloński (tak było w 2010). To impreza, która nawiązuje do tradycyjnych jarmarków lubelskich organizowanych w  XV i XVI w – podobno jednych z najbardziej znanych handlowych wydarzeń międzynarodowych.

Jarmark to oczywiście stoiska z rękodziełem z Polski, Ukrainy, Białorusi, Litwy czy Słowacji, pokazy i warsztaty dawnego rzemiosła, ale też bardzo fajna atmosfera towarzysząca. Są potańcówki, koncerty, jest przestrzeń nietuzinkowych zabaw, spektakle i spotkania z opowiadaniem legend i baśni. No i jest pochód ze słynną dwumetrową kurą, kuglarzami i przy dźwiękach dud, który nadaje bardzo klimatycznego smaczku całości.

Można by pomyśleć, że nuda i skansen, kolejny po prostu jarmark z ludowizną. Ale całość, jest taka… z charakterem. Folklor miesza się z nowoczesnością, kuglarze noszą trampki i okulary słoneczne, potańcówki ludowe angażują jak dyskoteki, tradycyjna twórczość przybiera współczesne kształty. Wymieniają się i mieszają pokolenia i kultury.
Nie było skansenu, była autentyczna, żywa i piękna tradycja, którą bardzo warto pielęgnować.

Można też było sobie zrobić klimatyczne zdjęcie na szkle. Tu nawet widać, jak fotografia wyłania się z negatywu.

Stragany były bardzo ciekawe, można było zaopatrzyć się w tradycyjny ludowy – lub inspirowany ludowością strój, np pięknie haftowane lniane bluzki, tkane pasy. Było sporo drewnianych zabawek, ceramika, wycinanki, hafty, pisanki wyroby ze słomy.

Nie mieliśmy jednak w planach tego typu zakupów, więc większość czasu spędziliśmy na Błoniach zamku. Tam dzieciaki odkrywały dawne zabawy. Na sporym terenie było mnóstwo propozycji. Większe i mniejsze drewniane podesty (bo nie wszystko można robić na trawie), niektóre pod dużymi otwartymi namiotami. Wielkie bierki, czy memory (z ludowymi motywami), przestrzenne puzzle, a także kapsle, cymbergaj czy hacele. Wielkie drewniane kury do bujania, wyścigi kulek i sensoryczne plansze.
A do tego zabawy taneczne, pokazy dawnego rzemiosła, wspaniałe opowieści o dawnych baśniach i legendach słowiańskich.

 Plac zabaw nie tylko dla dzieci…

Wyścigi kaczek i kur, jedna z ulubieńszych zabaw naszych dzieci.

Garncarstwo w wykonaniu ślicznej sobowtórki Juno Temple, zahipnotyzowało młodzież na dłuższy czas.

„Mama zlub lakietę” Prawie wyszło;)

Udało nam się też spotkać z przesympatyczną Justyną, czyli Rudą Paskudą, i jej rodzinką. Wreszcie mogę wypowiedzieć najsłynniejsze blogerskie zdanie, że jednym z największych plusów blogowania, jest poznawanie świetnych ludzi. Tak właśnie jest! Pozdrowienia Justyna:)

17 sierpnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilatolubelszczyznamindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkipoezjarowerrower z dzieckiem

Brnę w słońcu po samo gardło

by Paulina 12 lipca, 2016

Nikt, jak Leśmian nie potrafi słowami oddać zmysłowości lata.
Sama jestem tą zmysłowością zauroczona, uwielbiam lato właśnie ze względu na to bombardowanie zapachami, smakami i fakturami, a leśmianowe potoczyste słownictwo, skojarzenia, czuła jego spojrzystość zachwyca mnie szczególnie.

I nawet upał, czy duszność letnia przedburzowa, lepkość poowocowa, żuki kosmate i złachmanione pajęczyny mają w sobie poezję, masę upojnego piękna i erotyzmu.

I chcę i nie chcę i muszę
Dziś jaśnieć razem z pogodą,
Co niepokoi mi duszę
Złotego szczęścia urodą.
A szczęście lśni od niechcenia

Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,
Co, światłem zaskoczony ćwierka wniebogłosy
I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy
Skrzą się tłumnie u liści zawieszone brzegu

Upalny ranek. Gwary i turkoty
Kończę się nagle u sztachet ogrodu,
Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,
Dają tym piachom czar głębi od spodu

Jeździmy sobie po tej Lubelszczyźnie rozkosznie letniej rowerami,
wdychając lipy, mrużąc od srebrzystej złocistości słońca oczy, trwając w
błogości.
Przesuwają się leśmianowe zwiewne wersy i
żałuję tylko, że mam ich w głowie tak mało.

12 lipca, 2016 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry