Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

mój styl

mój stylrozmyślania

dream on

by Paulina 24 kwietnia, 2015

Rozmarzacie się czasami? Wyobrażacie sobie różności? Odjeżdżacie czasem myślami?

Ja bardzo często. Gdy robię coś, co nie angażuje umysłu, umysł z radością sam angażuje się do totalnych odjazdów. Od jakiegoś czasu, w określonych momentach (z dziećmi), staram się skupiać na rzeczywistości, choć wydaje się dość monotonna, z tendencją do przeraźliwie nudna. Ale wysilam się i jestem obecna nie tylko ciałem przy budowaniu z klocków, jeżdżeniu pociągami, czytaniu znanych na pamięć książeczek, czy układaniu puzzli.

Ale. Ale są takie momenty, gdy mówię do moich myśli „Droga wolna, idźcie się wyszaleć”. I snują mi się marzenia, zupełnie abstrakcyjne, i całkiem rzeczywiste, spóźnione o wiele lat i takie na odległą przyszłość, marzenia do zrealizowania i marzenia dla marzeń…
Chciałabym np pojechać do Ameryki Południowej. Do Chile, do Peru. I na Islandię, bardzo bardzo. I do Nowej Zelandii. Chciałabym skoczyć na paralotni. I polecieć balonem. Chciałabym nauczyć się grać na trąbce. Robić szpagat turecki. Biegle znać wszystkie języki, których się uczyłam. Studiować matematykę. Być psychiatrą, neurologiem, choreografem albo architektem wnętrz. Zrobić sweter na drutach i nauczyć się szyć. Polecieć w kosmos. Żeglować. Zobaczyć zorzę polarną, Saharę, widmo Brockenu (ale tylko raz), kwitnące wiśnie w Japonii.

Lubię to. To jedna z tych fantastycznych przyjemności, którą zupełnie za darmo oferuje nam nasz umysł.

A Wy? O czym marzycie?

24 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomój stylprzyjemności

upon the swing

by Paulina 17 lutego, 2015
 

Dzieci, jak to zwykle w weekend, obudziły się o świcie, jak skowronki,
gotowe do podboju świata, dobierania się do routera, zjadania
książeczek, pierwszych prób podbierania kosmetyków mamy (to młodsza) oraz
układania puzzli o porach roku, jeżdżenia na czołgu (paczka pampersów),
twórczości artystycznej (to starszak). Za nic miały walentynki w dniu
poprzednim, oraz urodziny rodzicielki.
Wzięliśmy towarzystwo do łóżka, licząc naiwnie na uszczknięcie jeszcze pół
minutki półsnu… Cóż z tego, kiedy trzeba było przynosić daktylki (na poranny
Wielki Głód) oraz picie, odsikiwać, przytulać, pilnować, żeby kokosząca się
młodzież nie spadła z łóżka, wyjmować z buzi nielegalne przedmioty w funkcji
gryzaka, robić zjeżdżalnie z nóg… Itd.
To już wstaliśmy w końcu.
Śniadanie. Błogie, weekendowe śniadanie, z wieczorem pieczonym chlebem,
croissantami, jajkami na miękko…
I kawa weekendowa. Siadamy sobie wspólnie, włączamy muzykę, dzieci na
dywanie zgodnie układają/burzą wieżę z klocków. Sielanka. Trwa ona parę drogocennych
chwil, zanim wybuchnie konflikt, młodszy fan elektroniki, znudziwszy się
klockami, podejdzie do wzmacniacza i raczy maksymalnie zwiększyć głośność.
Starszak w tym czasie poczuje przypływ miłości do siostry i będzie ją przytulać
z tą swoją subtelnością ciężarówki. Po chwili pozazdroszczą nam relaksu na
kanapie i dołączą, nie przestając wydawać bardziej lub mniej sensowne dźwięki, wbijając łokcie i kolana we wszystkie nasze miękkie części
ciała, sięgając do filiżanek, ściągając narzutę, wycierając czekoladowa buzię w
moją nową bluzkę. Itd.
Tymczasem kawa cudownie dobudza i smakuje jak zawsze niebiańsko. Słońce zagląda przez (brudnawe) okna. A Możdżer brzmi pięknie jak zawsze. Sielanka trwa, choć jest trochę niedoskonała, upaprana tą czekoladą, z puzzlowo – klockowym chaosem na podłodze, ze śladami lepkich łapek na świeżo umytym lustrze.
Dobrze jest.

17 lutego, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowodzieckomój stylrozmyślania

ces petits riens

by Paulina 5 stycznia, 2015

I skończyło się. A było tak pięknie. Dwa tygodnie błogości. Dwa tygodnie prawdziwej odpoczywalni. Dwa tygodnie, które budują wspomnienia o sielance, jaką przeżywa się będąc w domu z małymi dziećmi.
Dwa tygodnie, które ładują baterie, wypełniają poczuciem sensu i spełnienia po uszy.

I nic to, że był to czas z akompaniamentem paskudnego kaszlu na dwa gardła. Że był to czas podwójnego ząbkowania. I czas ogromnej zazdrości u starszaka, a co za tym idzie czas masakrycznych histerii, marud i ogólnej nieznośności. I kryzysu z zasypianiem u malucha.

I tak będę pamiętać ich pierwsze wspólne zabawy i obopólną radość na
swój widok. Będę pamiętać uśmiechy, zachwyt choinką i światełkami, 
pierwsze przeżywanie prezentów od gwiazdki (Starszak) i szaleństwo w
opakowaniach (Młodsza). Wycieczkę w góry i pierwsze doświadczanie
śniegu. Cudowny czas tylko we dwoje (wiwat dziadkowie!) Wspólne leniwe
poranki – z dzieciakami kokoszącymi się w łóżku, a potem królewskie
śniadania trwające nieprzyzwoicie długo. Powolne celebrowanie kawy.
Wspaniałe obiady w wykonaniu męża. Wieczory jak zawsze cudowne, trochę dłuższe niż zazwyczaj, bo przecież rano będziemy bumelować wspólnie…

Wracamy do rzeczywistości, łatwo nie jest.

 

 

5 stycznia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mój stylświętazima

Tymczasem w Lyonie

by Paulina 16 grudnia, 2014

W tym roku, zupełnie inaczej niż rok temu, świąteczny klimat poczułam już w październiku. Myślę, że to wszystko przez mandarynki, kupione przez męża właśnie wtedy, a które dla mnie zyskują rację bytu dopiero w okolicach 6 grudnia.

W każdym razie już od dwóch miesięcy mam ochotę na piosenki z trzeszczącej płyty Piotra Kaczkowskiego, grzańca, pierniczki i robienie choinkowych ozdób.

Co innego aura. Pogodowo wciąż w październiku tkwimy. Albo w marcu nawet. W pobliskim parku, za nic mając sobie wszechogarniającą atmosferę bożonarodzeniową, zakwitły stokrotki, przed domem radośnie zieleni się świeża trawa, a ptaki wyśpiewują jak na wiosnę.
Mój synek oglądał ostatnio padający śnieg na youtube.


16 grudnia, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomój stylrozmyślania

In a world of magnets and miracles

by Paulina 24 listopada, 2014

Miałam to szczęście, że dzieciństwo spędziłam w sąsiedztwie najlepszego placu zabaw w Lublinie.
Plac zabaw z rakietą, znany w całym mieście. Nie spełniający żadnych norm bezpieczeństwa, wybetonowany, wyposażony, poza wspomnianą rakietą (wysoką zjeżdżalnią – drabinka wiodąca na górę umieszczona była w metalowej rurze ), w wysokie metalowe drabinki – fale, wahadłowe huśtawki-killery, jedyny w  swoim rodzaju samolot z kręcącym się śmigłem… Siedzieliśmy tam całymi dniami, czasem tylko lecąc pod balkon i negocjując kolejny kwadransik zabawy w prąd lub w pająka, kręcenia fikołków, huśtania do dechy, robienia dziesiątek fikołków na drabinkach, grania w gumę (byłam najlepsza w wyjmowaną nóżkę) i w szczura ze skakanką… Ręce pełne pęcherzy od metalowych drągów, lubiłam je myć po przyjściu z dworu i przyglądać się cieknącej strużce brudnej wody. Kolana wiecznie zdarte, siniaki na piszczelach od skakania między metalowymi rurkami, czasem większe wypadki, szwy, złamane ręce.

Zamknięta w sześcian drabinka z rurą w środku była naszym domkiem, bazą, inspirowała do codziennego ulepszania reguł kolejnej gry, kolejnej zabawy w wyobraźni…

Inną bazą były krzaki ozdobne, tam gotowaliśmy zupy z błota, czerwonych klejących kulek i liści. I widoczki tam robiliśmy. A jak było gorąco, asfalt wybulał, i największym szczęściem było przebić taką miękką asfaltową bulkę.

Ciekawa jestem, jakie wspomnienia będą miały moje dzieci. Pewnie z nostalgią będą wspominać dawne czasy i, podobnie jak każde inne pokolenie będą twierdzić, że kiedyś trawa była zieleńsza i że kieeedyś… to dopiero… a teraz to na nic…

Czy będą umiały wyobrażać sobie, wymyślać, fantazjować? Mam nadzieję, że tak. Jak mogę, ograniczam zabawki „gotowce” i dziecięce atrakcje, nasz synek bawi się w gotowanie z pomocą torby korków po winie, zbieraniny różnych pojemniczków, robimy na poczekaniu tunele dla samochodzików z rurek po papierze toaletowym, funkcje szlabanów pełnią długopisy.  Zależy mi, żeby ich zabawki nie miały sztywno określonych celów, lubię, jak zmieniają się ich funkcje.

Daleka jestem, mimo tego rozmarzenia we wspomnieniach, od twierdzenia, że kiedyś to dopiero było, a teraz dzieci mają gorzej a rodzice trudniej. Jest inaczej po prostu. Ja miałam plac betonowy zabaw z podrdzewiałą rakietą, mój syn drewniany plac zabaw z bobrem, nad jeziorem.

 
  
 
 
 

24 listopada, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylspacer

down to the river

by Paulina 15 listopada, 2014

Ładny ten Lyon.
Duży wpływ na jego urodę mają dwie zbiegające się tu rzeki Saona i Rodan.

Pierwsza z nich – Rodan, jest znacznie większa, i stanowi trochę granicę między zwykłą, mieszkalną częścią miasta, a Lyonem do patrzenia (i robienia zakupów, jedzenia, załatwiania ważnych spraw…). Za pierwszą, a przed drugą rzeką, na tzw presqu’île, znajduje się handlowe, ekonomiczne i kulturalne centrum miasta, z mnóstwem sklepów, hoteli, restauracji, banków i muzeów. Z pięknymi budynkami, o bogato zdobionych fasadach.

Idąc dalej, natrafimy na mniejszą (stanowiącą dopływ Rodanu) Saonę. Ta rzeka dzieli aktywne centrum lyońskie od przepięknego starego miasta, zupełnie innego niż gwarne międzyrzecze, z zabudową z późnego średniowiecza i renesansu.

Obydwie rzeki mają zagospodarowane brzegi, piękne mosty (niektóre tylko dla pieszych) i dodają miastu fajnego charakteru.

 

 

15 listopada, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckojesieńmój stylspacer

i jeszcze

by Paulina 6 listopada, 2014

Ta obłędna zupełnie pogoda robi cuda z codzienną monotonią.
Odbywamy nasze rutynowe spacerki i nudnawe (dla mnie) trasy minimum raz dziennie idziemy na pobliską myjnię, żeby
– obserwować z niesłabnąca fascynacją kręcące się szczoty
– zasypiać w wózku
– lekko się nudzić i głupio czuć stercząc na środku drogi.

Mało wyrafinowany sposób spędzania czasu.

Ale w takim słońcu… W takim słońcu wszystko nabiera zupełnie innego uroku. Dzieciaki są samą słodyczą, wizyta na myjni zabawną dziecięcą rozrywką, nudnawa traska najpiękniejszą drogą na spacer a dzień świstaka zmienia się w dzień świąteczny. Jest pięknie, jest wspaniale.

6 listopada, 2014 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjajesieńmój stylspacer

this is everything

by Paulina 2 listopada, 2014

Tak. To listopad jest.
A my nad jeziorem łowimy światło cudownie mgliste i nasze długie cienie gonimy. Na rowerku, wózkiem, równym krokiem idąc, objęci. Łowimy to powietrze nasłonecznione, wdychamy jesienność.

2 listopada, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńmój stylspacer

nigdy nie będzie takiego lata

by Paulina 24 października, 2014

Ostatni weekend to prawdziwy fenomen pogodowy. Po pięknej sobocie w Genewie, cieszyliśmy się tą ostatnią letnią niedzielą (27 stopni!) w parku.

Słońce oświetlało złociście lekko mgliste powietrze, liście szeleściły, chrupały pod stopami i pachniały.
Dzień doskonały do ładowania akumulatorów, nasycania się światłem, pakowania tej złocistości po kieszeniach, by czerpać w dni szare i smutne.


24 października, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowojesieńmój styl

I know I’ve got to say goodbye

by Paulina 6 października, 2014

To był dobry weekend. Dość leniwy, pozwolił mi trochę się zregenerować i polubić na nowo moje życie.

Sobota była jeszcze prawdziwie letnia, słońce rozpieszczało promieniami, złocistością i temperaturą. Za to w deszczową niedzielę definitywnie tez do mnie dotarło, że mamy październik i od jakiegoś czasu trwa jesień, więc ma prawo być mi zimno z gołymi nogami. Dlatego chyba czas pożegnać się z sandałami, hamakiem nad rzeką, długim piknikowaniem w parku. (Chociaż nie miałabym nic przeciwko, gdyby pogoda, tak jak w tamtym roku, znów sobie z nas zażartowała).


6 października, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry