Dokładnie trzy lata temu przenieśliśmy się do Francji.
Powiem Wam, że te trzy lata to ważny czas był.
Ważny i dużo zmieniający w naszym życiu. Pozbierałam się mocno niedawno z tych zmian wszystkich, ale przyznam, że ciągle kroczę przez to nowe życie mocno chwiejnym krokiem.
Wyjechaliśmy z dziewięciomiesięcznym dzieckiem. W końcu chcieć to móc, jesteśmy młodzi, przygoda i fantastyczna sprawa i to Francja jeszcze do tego. Urządziliśmy się całkiem miło, chociaż było trochę problemów organizacyjnych powiedzmy i co krok potykaliśmy się o niebywały francuski brak elastyczności, ich monstrualną biurokrację i totalny brak dbałości o klienta jako takiego. Ale żyliśmy tam sobie, i w gruncie rzeczy całkiem przyjemnie sobie żyliśmy, powiększając w międzyczasie rodzinę, starzejąc się trochę, przeprowadzając się, organizując francuskie wycieczki większe i mniejsze, poznając, oglądając, smakując i generalnie chłonąc na maksa.
To był czas maksymalnego zwrócenia się do siebie, zdawania egzaminu z
siebie, w końcu byliśmy tam tylko my, z bardzo drobnym drobiazgiem,
który, choć najkochańszy, nie ułatwiał sprawy tzw integracji z miłymi
choć zdystansowanymi Francuzami. Czas weryfikacji wielu spraw, siebie,
priorytetów, własnego zdyscyplinowania i przyjaźni.
Powrót
nie był bynajmniej przybyciem do bezpiecznej i znanej nam przystani,
jako że po krótkim wakacyjnym odsapnięciu czekały nas przeprawy
mieszkaniowe, związane z zakupem, kredytem, remontem i urządzaniem, z
małoletnimi zaczynającymi przedszkole, wspinającymi się na niebezpieczne
drabinki i malującymi sobie całą twarz czerwoną szminką. Potem był
jeszcze restart mojego życia zawodowego i początek żłobka u córy.
Sporo jak na trzy lata.
Myślałam,
co to dla nas, pojedziemy, przeżyjemy fajną przygodę, wrócimy do siebie. Ale chyba się w
międzyczasie zestarzałam jeszcze, bo dał mi ten okres w kość. Choć było pięknie, to było
trochę trudno, ale dużo mi to dało. Miałam cholernie dużo czasu i
możliwości na to słynne poznanie siebie, zupełnie nie zagłuszana, hmhm,
światem zewnętrznym.
Minęły trzy lata. Dużo i mało.
Byliśmy
ostatnio na imprezie w klubie (wiwat Dziadzia), na koniec jedna piosenka
skojarzyła nam się z czasem z przed 2012. Uderzyło mnie, że zmieniło
się w naszym życiu od tamtego czasu niemal wszystko. A sedno jest to
samo, choć nie takie samo.












































































