Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

rozmyślania

dzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda ciążowarozmyślaniaslow lifestylewspomnienia

Sielskość

by Paulina 6 lipca, 2017

Gdy byłam mała, znałam na pamięć całe fragmenty „Dzieci z Bullerbyn”. Uwielbiałam tę książkę i tę malowniczą grupkę dzieciaków i strasznie im zazdrościłam. Sama, nie mając żadnej rodziny na wsi nie mogłam tworzyć tych klimatycznych wiejskich wspomnień.
Stworzyłam sobie za to idylliczne i mocno nierealistyczne wyobrażenia wiejskiego świata. Wieś i wakacje na wsi przedstawiały m się jako niekończące się zabawy w sianie, mleko z pianką prosto od krowy i słodkie kurczaczki, jakoś umknęła mi ciężka praca, muchy i nawet to, że siano kłuje 😉

Dziś mam oczywiście świadomość bajkowości tych wizji, realiów i trudów życia na wsi, ale pozostały wyobrażenia o tym kontakcie z naturą, o tej dobrej prostocie. O zanurzeniu w cykliczności przyrody, o smakach i zapachach i przeżyciach autentycznych, o tradycji i poczuciu przynależności.
I ta tęsknota we mnie jest ciągle i lubię sobie w ten idealistyczny świat wchodzić i zapraszać do niego własne dzieci.
Dlatego lubujemy się w pozamiejskości, odwiedzamy skanseny, urządzamy pikniki w naturze.

moda w ciąży, jak się ubierać w ciąży

No i mamy to szczęście, że nasze dzieci mają dziadków na wsi, co prawda bez krówek i kurczaczków, ale za to z poziomkami i malinami, masą trawy do biegania na bosaka, z zapachami i masą zabawek typu sznurki, wiadra i kamyki. U dziadków na wsi, nasze potomstwo w sekundę przeistacza się w wolne dzieci, zajęte, nie potrzebujące dorosłych, brudne i chłonące świat każdym zmysłem.

Ostatnio, do tej sielskiej palety dołączył jeszcze tradycyjny gliniany piec chlebowy, czyli Cudowna Inicjatywa mojego męża. Budowaliśmy go przez parę klimatycznych popołudni, co samo w sobie było świetną zabawą. Teraz, dzięki niemu, wracając do domu, oprócz pochrapujących od świeżego powietrza dzieci z Bullerbyn wieziemy jeszcze sielskość w postaci pachnącego bochenka.

pizza z pieca

 tradycyjny chleb na zakwasie, bochenek

piec chlebowy, chleb na zakwasie

 

6 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomindfulnessmoda ciążowamój stylprzyjemnościrozmyślaniazmysły

momenty

by Paulina 26 czerwca, 2017
jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

gdy budzę się nad ranem i stwierdzam, że zostało jeszcze trochę snu

gdy wchodzę zmęczona po całym dniu w pracy, a w domu jest posprzątane
gdy ładnie się ułożą włosy
gdy wszyscy już śpią, a ja robię mały obchód, słucham oddechów, przykrywam dzieci i kładę się do męża

kiedy słyszę z dziecięcego pokoju odgłosy wspólnej zabawy


wieczór na tarasie brzmiący świerszczami i pachnący maciejką

dzieci które same na głos „czytają” książki

ten moment nad ranem w samochodzie, gdy z pod domu wyruszamy na wakacje
sobotnia poranna kawa
zdjęcie górskich butów po wędrówce i zanurzenie ich w chłodnym strumieniu
rozbijanie skorupki w crème brulée

rozpoczynanie nowego zeszytu / notesu / kalendarza

rozpakowywanie nowych płyt (gdy jest ta specjalna tasiemka)

pierwsze pociągnięcie wałkiem gdy malujemy ścianę na nowy kolor
przypomnienie sobie czegoś (tytuł piosenki, nazwisko aktora) co mnie męczyło przez dłuższy czas

widok dzieci przykucających obok siebie i wpatrujących się z fascynacją w mrówki/biedronki

zupełnie przypadkowe trafienie na arcydzieło (filmowe, książkowe lub muzyczne)

jedzenie świeżego zielonego groszku prosto z łupinek
jedzenie ciepłych od słońca poziomek prosto z krzaczka
świeży pedicure (zwłaszcza ten wykonany samodzielnie w siódmym miesiącu ciąży)
księżyc wschodzący nad jeziorem

wyjście na plażę gdy docieramy nad morze po długiej drodze

założenie ulubionej sukienki

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

 
26 czerwca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
moda ciążowarozmyślaniaw ciąży

czego nie wolno w ciąży?

by Paulina 22 czerwca, 2017

Zaczyna się od tych słynnych dwóch kresek. I pierwszej paniki, bo przecież dwa dni temu ta impreza! Z alkoholem! Co to będzie.

A potem, gdzie nie spojrzeć tam ściana. Ciążowe zakazy są wszędzie, mnożą się na potęgę. Serki pleśniowe? Zapomnieć! Niedopieczone mięso? Absolutnie! Sport, seks, farbowanie włosów, aspiryna, długie kąpiele, masa kosmetyków…
Lista się wydłuża, a kobieta koncentruje na wszystkich „nie” i jest zmęczona tą ciążą zanim jeszcze dostrzeże pierwszą okrągłość brzucha.

Nie namawiam do wyścigów konnych i jedzenia tatara z wódką, nie zrozumcie mnie źle.
Ale mam wrażenie, ze czasem zapominamy o jednej ważnej rzeczy, której nie wolno kobiecie w ciąży. Nie wolno jej zapomnieć, że nie jest inkubatorem, że też jest człowiekiem.

Ciąża jest normalnym, fizjologicznym stanem, który oczywiście wiąże się z pewnymi ograniczeniami, ale bez przesady, cała masa tych zakazów otorbiła się i rozrosła o masy zakazów „na wszelki wypadek”. Mam czasami wrażenie, że którzy najchętniej położyliby ciężarną do łóżka na 9 miesięcy i karmili kleikiem, włączyli Mozarta – na wszelki wypadek.
Naprawdę, mamy prawo poczytać inne książki niż te o ciąży i dziecku. Mamy prawo rozmawiać na inne tematy niż ciąża i dziecko. Mamy prawo kupować rzeczy z myślą o sobie, a nie o swoim brzuchu.

Mnie np zdarza się jeść sery pleśniowe (ze sprawdzonego źródła lub pasteryzowanego mleka) i grzyby, czasem wezmę dwa łyki wina od męża. Maluję paznokcie i piję herbatkę z liści malin. Jestem aktywna. (tu spis mitów związanych z zakazami w ciąży).
Ale nie chodzi mi też o licytowanie się, kto jest odważniejszy i „dzielniejszy” w ciąży. Zwłaszcza, że każda z nas jest inna, i tak samo inna jest każda ciąża – jedne kobiety czują się super i mogą przenosić góry, inne mają fazę „proszę mnie rozpieszczać”, a jeszcze inne czują się zwyczajnie źle.

Chodzi mi o podejście. Kobieta w ciąży nie staje się nagle swoją ciążą, ciągle jest jeszcze
kobietą, żoną, przyjaciółką, może mieć swoje pasje, zainteresowania,
pracę.

Dbajmy o siebie. Dbajmy w pełnym, dobrym znaczeniu tego słowa. Dbanie to nie zamartwianie się, ani nie odmawianie sobie wszystkiego na wszelki wypadek. Dbanie o siebie to uważna miłość do siebie – z tym nowym życiem, które, będąc tak ważne nie jest przecież jedynym życiem w nas.
O tym w ciąży nie wolno zapomnieć.

22 czerwca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjak odpoczywaćmindfulnessmoda ciążowamój stylprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

Jak odpocząć gdy na nic nie ma czasu

by Paulina 28 maja, 2017

jak wypocząć, odpoczywanie

Jak odpoczywać, to takie pytanie które sobie zadaję od tej zimy. Zaszły wtedy u mnie spore zmiany, które – choć dały masę radości i satysfakcji, nie sprzyjały relaksowi. Zaczęłam wtedy nową pracę, na etacie (bardzo ciekawą i satysfakcjonującą, ale też pełną wyzwań i jak każda nowa praca wymagającą nauki i wdrażania się) a także zmagałam się z
mdłościami i sennością kolejnej ciąży.
Nie zmieniło się za to to, że w domu po
przedszkolu czekała na mnie dwójka przedszkolaków stęsknionych mamy, i
sam dom który nie ma niestety funkcji samosprzątającej, za to osiągnął
poziom master jeśli chodzi o samobałaganienie. (Szczęśliwie mój mąż
ratuje sytuację i ogarnia mnóstwo okołodomowych spraw.)

Tak zwanego czasu dla siebie przeznaczonego na wypoczynek, zrobiło się tak czy inaczej mało. A tym bardziej, ze względu na nowe życie we mnie, potrzebowałam
relaksu i odpoczynku. Jedynym sposobem było łapanie skrawków, łowienie okruchów i delektowanie się chwilkami.

Wypracowałam sobie od zimy taką trochę strategię obronną, która pomogła mi się nie zaniedbać zupełnie w tym kołowrocie pracowo – dzieciowo – domowym. Musiałam nauczyć się odpoczywać przy  braku czasu.

Przede wszystkim, dbam o sen wieczorem. To zdecydowanie podstawa, chociaż różne wieczorne plany czasem na tym
cierpią. Trudno. Będzie nieposprzątane, nie obejrzę filmu, nie spędzę czasu z mężem, ale będę wyspana. A sen jest cholernie ważny, nie tylko w ciąży, gdy senność
jest zupełnie nieubłagana
i bezwzględnie zwala wieczorem z nóg. Sen to jedna z tych oczywistości tak oczywistych, że aż nie warto o nich pisać i że aż często jednak o nim zapominamy.

Sztuka odpuszczania.

Odkrywczo napiszę, że doba nie jest z gumy i zwyczajnie nie da się zrobić wszystkiego, mimo nawet najlepszej
organizacji czasu. Fajnie byłoby mieć idealny porządek w domu, uprasowane ubrania, codziennie świeżą tartę na lunch do pracy, ale to nie jest konieczne zupełnie, zdrowie psychiczne przydaje się bardziej.

Aktywność fizyczna w ciąży. 

Rano staram się wstać na tyle wcześnie, żeby chociaż trochę
poćwiczyć.Przed ciążą ćwiczyłam regularnie i intensywnie, teraz co rano
robię spokojną gimnastykę, około 15 minutową. A gdy pogoda pozwala,
przedłużam drogę do pracy o miły spacerek nad rzeką. Czasem jeżdżę na rowerze, tańczę. Wszystko z umiarem, na szczęście ja w ciąży czuję się dobrze, a jest  zdecydowanie lepiej gdy trochę się poruszam. Ale nie robię z tego zawodów, mam duży luz i brak presji na cokolwiek, to aktywność fizyczna ma być dla mnie a nie ja dla niej.

Doceniam to, co mam. 

Jestem wdzięczna. Zauważam. Zauważam to, co dobre. Miłe
drobiazgi i Najważniejszości, od wyjątkowo aromatycznego jak na wiosnę pomidora, przez nową płytę wysłuchaną na wygodnej kanapie z moim fajnym mężem aż po zdrowie i bezpieczeństwo  najbliższych.

Nie marnuję czasu. 

Przy czym uwaga, Nicnieobienie nie jest dla mnie
marnowaniem czasu, o ile jest to nicnierobienie z premedytacją. Każdy ma swoją definicję marnowania czasu – dla mnie są to np minuty i godziny strawione na bezmyślnym scrollowaniu facebooka czy
instagrama, czytanie marnych gazetek i marnych portali, łażenie po sklepach. Lubię za to z premedytacją położyć się na trochę i zamknąć oczy, za to otworzyć uszy, lubię w weekendy przeciągać śniadania, albo powylegiwać się w łóżku razem z narybkiem, czy spędzić czas z fajnymi ludźmi.

stylizacja w ciąży

Korzystam z tego, co mam.
Jestem dla siebie dobra. Sprawiam sobie radości. Chodzę z mężem za rękę. Dużo przytulam dzieci. Czytam przyjemne książki. Dystansuję się od polityki. Spotykam z fajnymi ludźmi. Głęboko oddycham
.
I działa. Nie mogę powiedzieć, że te ostatnie miesiące to permanentna sielanka, ale daję radę 🙂

28 maja, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mój stylrozmyślaniawdzięczność

wdzięczność

by Paulina 12 kwietnia, 2017

 
Pisałam kiedyś, że wdzięczność ma moc. Że dobrze robi nam i światu..

Wdzięczność ma dla mnie dużo wspólnego z łapaniem dystansu i zwiększaniem perspektywy.
A ten dystans, choć to może prostacki mechanizm, działa czasem na
zasadzie porównania się z tzw. reszta świata. I zobaczenia sobie w tej
globalnej perspektywie, że już to, gdzie dane mi się było urodzić, to
jak szóstka w lotka. Że jestem bezpieczna, i moi najbliżsi są. Że jest
mi ciepło i komfortowo, że mam co jeść i w co się ubrać. Wiecie, te niby
oczywistości, które każdego chyba czasem uderzają – jakimi jesteśmy
szczęściarzami.
Gdy do tego dodać ogólne zdrowie, sprawność
fizyczną i umysłową, świetny związek, najlepsze na świecie dzieci, to
można się z tego wszystkiego zachłysnąć.

Do niedawna wydawało mi się, że to bardzo dobra postawa, która trochę
uczy pokory, pozwala docenić swoje życie, i dalej niemal automatycznie poczuć
się szczęśliwym.

Ale przeczytałam, już jakiś czas temu,
wywiad w WO Extra z jedną panią psycholog. I ona trochę krytykowała
popularny od jakiegoś czasu trend prowadzenia dzienników wdzięczności,
jako kolejny gadżet (a tu przypomina mi się ten mój tekst o trendach).

Mówiła, że to kolejna presja na jedynie słuszną
wizję życia, wspominała nawet o „terrorze wdzięczności”.

I ten temat trochę we mnie siedział. Jak to jest z ta wdzięcznością? Pomaga i buduje, czy uwiera?
I
doszłam do wniosku, że to rzeczywiście nie jest tak uniwersalna metoda
na szczęście jak mi się wydawało. Że u bardziej wrażliwych może wywołać
poczucie winy („jakim prawem ja mam tyle, a tyle ludzi cierpi
niedostatki?”). U tych neurotycznych strach o przyszłość („jest tak
pięknie, że niedługo na pewno coś się schrzani”). U tych ambitnych
poczucie niedosytu („mam dużo, ale inni mają jeszcze więcej”). U
obowiązkowych – kolejną pozycję na liście „do zrobienia”. U szukających
poklasku – kolejną sferę do udowodnienia, że tu też daję radę. I chyba faktycznie „dzienniczek wdzięczności” to nie jest do końca moja bajka.

Myślę
sobie, że moja bajka to ta wdzięczność ogólna i spontaniczna, to
uświadomienie sobie gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i co mamy. Taka
wdzięczność zauważająca. Dostrzeżenie i docenienie chwili, dla takiego
promyka szczęśliwości, który automatycznie każe spojrzeć w górę i
krzyknąć „dzięki!”. Koi nienasycenie i zachłanność, pozwala trochę
przyhamować ambicje i zachcianki, daje uczucie spokoju i spełnienia.

Strasznie jestem ciekawa jak jest u Was.

12 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessrozmyślaniaslow lifestylewiosnazima

przed… przed…

by Paulina 23 lutego, 2017

Wiele osób porównuje luty do listopada. Że podobnie szaro, depresyjnie i nieprzyjemnie, że dwa najgorsze miesiące w roku. Zupełnie się z tym nie zgadzam.

Oczywiście nie będę ściemniać, że wolę luty od maja czy sierpnia.

Ale listopad i luty, w tej swojej szarej mokrości, mają swój klimat. I są tak naprawdę zupełnie różne.

W listopadzie świat otula szarością jak kocem. Lutowa szarość obnaża – psie kupy, poszarzałą cerę i brudne okna.

W listopadzie zasiadam na kanapie z grubaśnymi książkami, grzańcem i zupą dyniową. W lutym z kanapy się zrywam, wysiewam kiełki, planuję przesadzanie roślin i drobne remonty.

W listopadzie mój wewnętrzny niedźwiedź z czystym sumieniem ignoruje takie drobiazgi jak kurz czy brudne okna. W lutym to wszystko irytuje, ale to taka pozytywna irytacja,
która motywuje, aktywizuje i nakręca.

Listopad jest momentem tuż po zmierzchu. Luty to przedświt.
 

Czujecie już inne powietrze?

Deszcz pada, wicher świszcze, świat pławi się w szpetocie jak
fanatyczny turpista, ale we mnie i tak wszystko już wybiera się na piknik.
Zaraz będzie
przepięknie.

23 lutego, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślaniaspacerzima

a jeśli zima to w śniegu cała

by Paulina 13 stycznia, 2017

Nie jestem może jakimś największym na świcie fanem zimna, ale mimo wszystko powtarzam za klasykiem, że jak jest zima, to musi być zimno.
Ale tak naprawdę zimno, a nie jakieś bździawe okolice zera…

I zawsze czekam, na choć parę dni takich solidniejszych mrozów, takich dieslo-killerów. Jak tak przymrozi, to człowiek, mimo rajtuzów pod spodniami, zamarzniętych włosów i zdechłego samochodu, zdecydowanie czuje że żyje. Zawsze słyszałam od babć, że musi być duży mróz w zimie, bo wybija robactwo i potem w lecie jest mniej komarów. Podobno nie ma to żadnego związku z rzeczywistością, jest wręcz przeciwnie – przy dużych mrozach owady po prostu zakopują się głębiej i żadnej owadozagłady nie ma.
Ale siedzi to we mnie. Zima jest. To musi być zimno.

Oczywiście, że przyjemniej byłoby mi teraz na jakieś rajskiej wyspie pod palmami chodzić boso po ciepłym piasku… Ale na tym to właśnie polega – w życiu nie musi, a wręcz nie powinno być zawsze przyjemnie i komfortowo. Przy wiecznym komforcie i nieustannej przyjemności ciało wiotczeje, charakter flaczeje, mózg rozmamłuje, wszystko się nudzi, zasładza tak na mdląco – klejąco.

A mróz nadaje nam jakiejś dzielności.
Ja wiem oczywiście jak to brzmi – w tym naszym wygodnym społeczeństwie, bezpiecznym i stosunkowo zamożnym, pełnym kaw z cynamonem, herbat z imbirem, kominków, wełnianych kocyków i termoforów.
Ale na taki mróz dobrze jest spod tych kocyków wyjść i się w tę zimę porządnie zanurzyć. Pochrupać i poskrzypieć butami po błyszczącym śniegu, mrużyć oczy na ostre zimowe słońce, poczuć szczypanie na policzkach. A po takim spacerku przy minus 20, we wspaniały sposób rozgrzewa się krew, nabłyszczają oczy, zarumieniają policzki i pojawia się zupełnie nowa, świeża energia, towar deficytowy o tej porze roku.

I się czuje taki intensywniejszy kontakt z naturą. Mniej komfortowy niż wąchanie kwiatków w ogrodzie, taki, który choć troszkę uświadamia, jak bardzo od tej natury jesteśmy zależni. Taki, który daje jakieś połączenie z pierwotnym człowiekiem w nas. A ja jakoś potrzebuję takich choć w niewielkim stopniu pierwotnych sytuacji. Niekoniecznie może od razu walki z niedźwiedziami i szycia sobie ałtfitów ze skóry tychże. Po prostu pójścia z dzieciakami na dłuższy mroźny spacer i zanurzenia się w to wdychanie lodowatego powietrza, szczypanie policzków i ręce kostniejące w minutę po zdjęciu rękawiczek.
Nie wiem czy widzieliście, jest taki film Capitain Fantastic o ojcu, zbuntowanym wobec naszej cywilizacji, wychowującym swoje dzieci wśród natury, w takiej trochę utopijnej rzeczywistości. Życie w lesie, polowanie, długie biegi, sprawność, a przy tym dużo książek, rozmów, nauka samodzielnego myślenia. Bardzo na mnie duże wrażenie zrobił, zwłaszcza w kontekście wychowywania naszych własnych dzieci i tego na co się godzimy z dzisiejszego świata, gdzie idziemy na kompromis, a gdzie idziemy pod prąd.

W każdym razie, bo ja tu się rozgadałam o utopijnych wizjach. Ten śnieg, ten mróz działają na mnie cudownie ożywczo. Niewygodne to może, ale potrzebne.
I zwyczajnie piękne przecież, na swój cudowny, bajkowy sposób piękne.

 

 

Zabawa w chowanego. Iskra przemyślnie ukryta.

 

13 stycznia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkirozmyślania

O mikrowyprawach, trendach i filozofiach

by Paulina 18 września, 2016

 

Trafiam ostatnio na ideę nową. Nowy trend. Mikrowyprawy. Mikrowyprawy, czyli…. małe wycieczki niedaleko miejsca zamieszkania. Jeśli nie mamy możliwości na dalekie i egzotyczne podróże, możemy wybrać się gdzieś blisko! Eureka!
Generalnie idea jest nam bardzo bliska. Jeździmy na nieduże wycieczki od zawsze. Piszę o nich tutaj często, bo
tak po prostu spędzamy czas, tak się regenerujemy, tak jest nam
przyjemnie. Zawsze uważałam, że wystarczy zmienić perspektywę, by odkryć, że nasze okolice są równie wspaniałe jak dalekie zakątki świata, wschodzący księżyc jest równie hipnotyzujący nad jeziorem na Podlasiu, co na luksusowym rejsie na Karaibach. Po co wzdychać do dalekich podróży, których z różnych przyczyn nie możemy odbyć, gdy możemy skorzystać z tego co podtyka nam pod nos najbliższa okolica.

Wszystko pięknie, ale uderzyła mnie ta oczywista oczywistość. Czy dzisiejszy świat naprawdę zwariował do tego stopnia, że ze zwykłych spacerków, wycieczek, małych wędrówek musimy robić trend? Czy, żeby sprawić sobie przyjemność musimy mieć jakieś odgórne pozwolenie, że To Jest Fajne?

Dlaczego, zamiast cieszyć się życiem takim, jakie jest, doceniać to, co mamy i sprawiać sobie przyjemność gdy jest to możliwe, potrzebujemy Mód, Trendów i Filozofii? Mamy slow food, slow sex, minimalizm, esencjalizm, mindfulness, mikrowyprawy. Cała masa Nazw dla po prostu dobrze przeżywanego życia.

Potrzebujemy podręczników do odpoczywania. Potrzebujemy treningów uważności, trenerów minduflness. Potrzebujemy coachów, instruktaży, tutoriali. I Inspiracji potrzebujemy. Te inspiracje to zresztą jakaś koszmarna przewrotność. Same w sobie są przecież ok, dobrze jest się czasem natchnąć czymś, złapać jakiś pomysł. Ale mam wrażenie, że inspiracje stały się jakąś bańką, samonapędzającą się i w sumie nic konkretnego nie wnoszącą. Najpierw tracimy czas na ich przeglądanie. A potem się frustrujemy, bo nie mamy możliwości, bo nam się nie chce, albo nam nie wychodzi.

Nie wiem, może taka jest norma dzisiaj po prostu. Może, gdy robimy coś fajnego, trzeba to otagować i zrobić event z pieczenia ziemniaków na ognisku.
Może też w sumie zawsze tak było, trendy, must have i must do, są niezbywalnym elementem naszej rzeczywistości? Gdy chcesz gdzieś przynależeć musisz spełniać wymagania – wyglądać, zachowywać się i lubić bardzo konkretne rzeczy, bo to cię określa. I dzisiaj, mimo, że teoretycznie jesteśmy bardziej wolni niż kiedykolwiek, gdy nie ma tabu i możemy wszystko, nie ma jednej mody dla wszystkich, to i tak nas ta potrzeba przynależności dopada, tylko w bardziej wyrafinowany sposób.

Tak czy inaczej, jako że mamy tę wolność, nawet pozorną, może warto
nabrać trochę dystansu. I zamiast szukać kolejnych inspiracji i trendów,
zwrócić się do siebie, zapytać, „co sprawi ci Przyjemność” i po prostu
miło spędzić czas, bez etykiet i dopisywania filozofii.

18 września, 2016 19 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
fenomen Proustamindfulnessprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylezapachyzmysły

Zmysłowe przyjemności. Zapach.

by Paulina 14 sierpnia, 2016

Dzisiaj znów zmysłowo. Było już o dotyku, dziś równie pięknie, bo zapachowo. Węch jest kolejnym bardzo pierwotnym, i takim trochę zwierzęcym zmysłem.

Wiecie, że już kilkudniowe dzieci poznają swoją mamę właśnie po zapachu?

Węch jest szczególny, bo układ węchowy jest mocno powiązany ze strukturami w mózgu odpowiadającymi za emocje. Stąd słynny fenomen Prousta, nasze wspomnienia pachną, a zapachy się kojarzą. 

Ja bardzo mocno odbieram świat właśnie zapachami. Gdy mi przeszkadzają, to przeszkadzają bardzo, ale gdy pięknie pachnie… jest najpiękniej już totalnie.

Mam mnóstwo ulubionych zapachów i nie wiem, czy potrafiłabym wybrać jeden najulubieńszy. 
Myślę, że wysoko na takim podium byłaby skóra niemowlęcia karmionego piersią. To jedyny w swoim rodzaju zapach, ciepły, mleczny i słodki, jeden chyba z najbardziej kojących. Teraz uwielbiam wąchać włoski moich dzieci, zwłaszcza te nagrzane słońcem.

Zresztą, ciekawe, że grzejące słońce nadaje jakiegoś cudownego dodatkowego zapachu. Twarz ogrzana pierwszymi wiosennymi promieniami, albo ciepła sierpniowa papierówka, która nie wiem czy wspanialej smakuje, czy pachnie.

A idąc dalej tropem słonecznym, wielki uśmiech wywołuje u mnie zapach rozmarzającej ziemi. To pewnie za sprawą prostego skojarzenia zapowiadającego wiosnę – i w ogóle pierwszego zapachu jaki się pojawia w zimowym świecie. I rzeżucha jest wtedy. A potem jest cudowna wiosenna trawa i charakterystyczna woń pierwszego koszenia, która jest takim przypieczętowaniem nowej pory roku. A potem już jest całkiem rajsko – fiołki, bzy, jaśmin, czarny bez, lipy…

A skoro już roślinnie – to szalenie podoba mi się aromat pomidorowych liści. Świeżo zerwany pomidor pachnie zupełnie inaczej, pomidorowe liście pachną rewelacyjnie, może uruchamia mi się tutaj jakieś wspomnienie ze szczęśliwego dzieciństwa spędzanego w dużej mierze na działce.

Las. O leśnym zapachu już pisałam, że zbanalizowany do poziomu kostki toaletowej i choineczki samochodowej, a w lesie wdycha się nie tylko ten zapach obłędny, ale całą leśność – to powietrze chłodne, ciszę aksamitną i trzeszczące igliwie.
I choinka. Jak ktoś lubi Boże Narodzenie, to lubi też ten cudowny świerkowy zapach. I piernikowy zapach, cudowną mieszankę korzennych przypraw, która totalnie „robi” święta.

Pozostając przy wypiekach – ciasto drożdżowe. Z kruszonką, maślane, mleczne i waniliowe, to stuprocentowy sposób na stworzenie domowości. I jeszcze zapach chleba za zakwasie.

I w ogóle zapach dobrego jedzenia. Sos do pizzy – i ta mieszanka czosnkowo – oliwowo – pomidorowa. Gotujący się rosół pachnący przypaloną na ogniu cebulą. Kurki w rozmarynie do tego risotto. Cukinia z szafranem. Ser z niebieskim przerostem. Wołowina po burgundzku. Porządny bigos. Guacamole kolendrowo-limonkowe. Świeży bób. Curry. Caprese z masą bazylii. Dobre czerwone wino

I jeszcze powietrze po burzy, naładowane ozonem, wspaniale świeże. I morze, morze wspaniałe, odurzające, działające zresztą na wszystkie zmysły.

I mydło marsylskie, synonim czystości, poszukuję takiego płynu do mycia.

I drewno, drewniane meble.

Nowa książka, ten zapach (czasami jeszcze lekko sklejonych, uwielbiam) zadrukowanych kartek, zapowiadający nową historię. Albo nowy zeszyt, nowy kalendarz, papier w ogóle bardzo miło pachnie. Zawsze też uwielbiałam zapach nowych okładek na zeszyty – tych najzwyklejszych, plastikowych i przezroczystych, które po paru tygodniach wyglądały zupełnie fatalnie. Z tych niekoniecznie zdrowych, jeszcze świeża farba, nie wiem, czy to przez ten powiew nowości, czy mam jakiś narkotyczny gen.

Wwąchujecie się w świat? Jakie macie swoje ulubione zapachy?

14 sierpnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessmuzykamuzyka na dołarozmyślania

Odpoczywalnia muzyczna #2. Muzyka na wielką smutę.

by Paulina 28 lipca, 2016





Że smutek jest czasem potrzebny już kiedyś pisałam. Że przychodzi czasem do każdego też wiadomo. I czasem zupełnie bez powodu przychodzi, nawet w lecie, zaczepia się na rzęsach i Jest.


A skoro już przychodzi, to może nie jest taki całkiem niepotrzebny. Może, zamiast go odpychać, rozweselać na siłę, nakazywać sobie branie się w garść, trzeba go sobie poodczuwać, ponurzać się w nim jak facet w swojej przewysokiej-37,2-gorączce? Może potraktujmy się wtedy łagodnie, tak jak tego potrzebujemy, utulmy to nasze wewnętrzne dziecko, które sobie rozbiło kolanko? Może powiedzieć do siebie „widzę że ci smutno kochanie” i znaleźć jakieś ramię do przytulenia? Zrobić tylko to co absolutnie niezbędne, a potem zasiąść ze swoim weltschmerzem, nalać wam wina i włączyć Odpowiednio Przejmującą Muzykę.


Tak przeżywana smuta ma w sobie coś bardzo pociągającego, jest nawet w jakimś sensie filmowo atrakcyjna – jestem pewna, że każdy ma w tym momencie w głowie odpowiednio seksowny obrazek pięknej filmowej postaci pogrążającej się efektownie w rozpaczy (bez pracy, dzieci, prania i gotowania na głowie). Tylko ten dół, wódka i on/ona. Nie jestem oczywiście w stanie zapewnić Wam tych cudownych warunków do Przeżywania (to pewnie w wielu przypadkach rozwiązałoby większość problemów), ale zapewnię Wam Atmosferę, czyli smutną muzykę na doła.


Dzisiaj prezentuję depresyjne płyty, idealne na czas smutku. Bierzcie i płaczcie.

Antony and the Johnsons The crying light, albo Cut the world. Pełna dowolność w zasadzie, jego (jej już chyba) wszystkie piosenki są przejmująco smutne
Zbigniew Preisner, Danse Macabre
The Cure Pornography
Radiohead OK Computer
Pink Floyd Animals i The Wall
Archive, najbardziej chyba You all look the same to me (ach, Goodbye), ale chyba wszystkie ich płyty dają radę
Nirvana Nevermind. Klasyk przejmujących płyt, trochę kojarzy się z nastoletnimi dołami
Joy Division, Unknown Pleasures.
John Butler Trio Grand National
Portishead Dummy


I jeszcze pojedyncze piosenki:
Bush Letting the cables sleep 
Elliot Smith Between The Bars
Florence and the Machine Heavy in your arms
Red Hot Chili Peppers – Otherside
Kortez – Zostań
Led Zeppelin All of my love
Damien Rice 9 crimes
Razorlight Wire to wire
Republika –Odchodząc
Crash Test Dummies – Mmmm mmm
Cibelle Green Grass
Nosowska i Przemyk Kochana
ULKR – Po tak cienkim lodzie


Macie jakieś swoje ulubione smutasy? Chętnie uzupełnię listę:)
A jeśli macie ochotę na muzykę pogodniejszą, w klimacie popołudniowej kawy, zapraszam na pierwsza część tutaj.


28 lipca, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • …
  • 13

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry