Choroby u dzieci to stan zarówno normalny, jak i stresujący.
Temat,
o którym z ulgą zapominamy w lecie. Jaki rodzic tego nie zna, te
przekładane spotkania ze znajomymi, którzy też mają dzieci przez kolejne
tygodnie, bo co chwilę któreś jest chore. Te gluty i gorączki,
wsłuchiwanie się w nocny kaszel – oby-nie-oskrzela, ten alarm w głowie
na każde „mamo boli mnie ucho”, na każda nadprogramową drzemkę, większą
bladość i na każda podejrzaną krostkę czy rzadszą kupkę.
Jak to miło w lecie trochę od tego odpocząć.
Ale
dobrze jest nie odpuszczać w walce o zwiększenie odporności. To właśnie
teraz jest moment budowania „odpornościowej bazy” u dzieciaków. To, co
jedzą i co robią teraz w dużej mierze będzie decydować o jesieni i
zimie.
Latem odporność wzmacnia się mimochodem
U nas pewne rzeczy dzieją się naturalnie
zupełnie, bo tak jest nam wygodnie, tak jest dla nas normalnie. Ale te
niektóre naturalne zachowania promuję bardzo świadomie, bo wiem, że małe
organizmy świetnie się wtedy wzmacniają.
Wzmacnianie odporności przez hartowanie
Przede wszystkim, nasze dzieci całe lato spędzają na bosaka. Jak tylko się da i ogólnie jest w miarę ciepło, moje maluchy zdejmują buty. Nawet gdy trawa / piasek nie najcieplejsze. Pewnie wszyscy (przynajmniej ci czytający o najlepszych butach dla dziecka) wiedzą, że chodzenie na bosaka po naturalnych terenach (bo już posadzki, terakoty i inne już takie super nie są), to najlepsze co może się przydarzyć stopie – bo masaż i akupresura, wspomaganie prawidłowej postawy. No i, takie bieganie na bosaka po chłodnej trawie czy piasku to świetna metoda hartowania. Oczywiście nie przesadzamy, gdy dziecku jest zimno, ubieramy się, zakładamy skarpety, buty itd. Ale jednocześnie mam świadomość, że gdy mają chłodne stópki, ale biegają i skaczą i mają ciepły kark, to nie jest to droga do przeziębienia.
I tylko chcę uczulić, jeśli ktoś chce spróbować, żeby nie rzucać się na głęboką wodę. Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do chodzenia boso, niech przyzwyczaja się stopniowo, zwłaszcza jeśli chcemy dać mu pohasać po zimnej rosie np. Najpierw proponuję najnaturalniejsze letnie bieganie na bosaka, a potem wprowadzanie tych, powiedzmy, mniej oczywistych sytuacji (choć wciąż w lecie bardzo naturalnych ) typu właśnie chłodna rosa poranna lub wieczorna, zimne morze, czy strumyk, nieogrzany piasek
Wzmacnianie odporności a suplementy
Nie wierzę w syntetyczne witaminki w słodkich żelkach i syropkach. Może wyjdę na oszołoma i ekofreaka, ale myślę, że te sztucznie pozyskane witaminki, oderwane od ich naturalnego środowiska występowania, za to wzbogacone cukrem, po prostu niewiele dają. Zdecydowanie, gdy mogę „suplementuję nas” naturalnie. To teraz jest czas nasycenia się dobrociami. Korzystamy do przesytu ze wszystkich cudowności matki ziemi. Na potęgę jemy maliny, jeżyny, porzeczki, śliwki, jagody i borówki. Zażeramy się pomidorami, papryką, cukinią, fasolką i bobem. Warzywa i owoce teraz to bomba witalności, witaminy i składniki odżywcze podane w najlepszy możliwy sposób, świeży i naturalny.
Teraz też warto (jeśli ktoś lubi i ma czas) pomyśleć o sposobach zachowania tych wspaniałości na zimę. Mrożenie, konfitury, dżemy i soki. I kiszonki, czyli kolejna rewelacja – fantastyczne źródło witaminy C i dobrych bakterii zbawiennych dla jelit (gdzie podobno mieszka nasza odporność).
Jeśli chodzi o witaminę C, to ma ona wpływ nie tylko na
odporność, ale także na wzmocnienie kości, gojenie się ran, ogólną energię i
samopoczucie. Jest ona silnym przeciwutleniaczem, polepsza wchłanianie żelaza, dobrze
wpływa na pamięć i serce. Warto właśnie w lecie zajadać ją w najlepiej
przyswajalnej, naturalnej i najpyszniejszej formie – dużo witaminy C zawierają
czarne porzeczki, truskawki i jagody, papryka, szpinak, czy natka pietruszki.
Zapraszam do tego artykułu, który mówi tej witaminie więcej – jej wspaniałych właściwościach,
ale też o mitach, które narosły wokół niej.
Łapiemy słońce. Łowimy witaminę D, ile wlezie. Oczywiście nie kładę dzieci plackiem w południe na pełnym słońcu, nie chcemy przy okazji oparzeń i raka, ale na poranne lub popołudniowe promienie często wystawiamy się bez filtrów. Tylko w lecie nasze organizmy są w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tej cennej witaminy, więc korzystamy.
Odporność dzięki świeżemu powietrzu
I nawet jeśli słońca nie ma, maksymalnie dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, w ruchu. Trochę deszczu nigdy nikomu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie – właśnie teraz dobrze jest czasem w deszczu sobie pobiegać. I to świeże powietrze to nie tylko ładne powiedzonko. My mamy to szczęście, że mieszkamy w czystym zakątku Polski.
Ale, jeśli pochodzicie z bardziej uprzemysłowionej części kraju, to teraz jest fajny moment na zmianę klimatu i pooddychanie innym powietrzem, – bardzo dobrze robi taka odmiana, a jeśli nie mamy możliwości odbycia dalszej podróży nad morze czy w góry, dużo dają nawet krótkie wypady za miasto, do lasu – po cudowne świerkowe i sosnowe olejki eteryczne, działające wspaniale na drogi oddechowe.
Nie przesadzam z wychładzaczami. Owszem, jemy lody, ale nie robię z nich codziennego rytuału. Jemy dużo sałatek, jogurtów i chłodników, ale staram się tez pamiętać o zupkach, normalnym, ciepłym obiedzie, śniadania w dalszym ciągu przeważnie na ciepło. Lato w Polsce jest dość krótkie, nie warto aż tak intensywnie się ochładzać.
Teraz tylko tyle. I aż tyle. Najprościej i najskuteczniej jak się da. Przy żadnym wysiłku właściwie – raczej pewnej świadomości, dajemy dzieciakom fajną bazę i podstawy do budowania solidnej odporności.
I jeszcze jedno – nie jest powiedziane, że wzmocnione dzieci nie będą w ogóle chorować. Wirusy i bakterie atakują, zwłaszcza w przedszkolach czy żłobkach. Ale kluczowe jest tutaj to, jak mały organizm sobie z takimi atakami radzi. A wzmocniony, radzi sobie naprawdę dobrze. Moje dzieci w ubiegłym roku, były osłabione jesienną ospą wietrzną, i infekcje łapały dość często, ale wszystkie kończyły się na kilku (czasem kilkunasto) dniowym pobycie w domu, z gorączką, katarem i kaszlem, udało się uniknąć zapaleń wszelkich, powikłań, antybiotyków i sterydów. Małe organizmy same radziły sobie z chorobą, dzięki czemu, za każdym razem się wzmacniały.
*wpis powstał we współpracy z portalem natu.care








