„I oto nadeszła pora
czerniawa traw zżętych
pozostał za nami
kosmos jesienny”
Poranki niepostrzeżenie zmieniają się w wieczory.
Jest sennie. Szaro i mgliście. Wrony fruną z godnością nad rżyskiem.
Mimo
to spacerujemy. Odkrywamy nieoczywiste piękno listopada (jedni muszą
się mocno natrudzić przy tym odkrywaniu, dla innych każdy trzęsący się
na wietrze listek jest fascynujący i wspaniały).
Wdychamy zimne i wilgotne powietrze, nasycone dymem z kominów.
Wracamy na cudowne domowe wieczory, umilane grzańcem i ciepłą szarlotką.




















































