Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatoMazurynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

Wakacje na mazurach

by Paulina 18 września, 2020

                                              Te wakacje planowaliśmy już chyba od jesieni. Plan prezentował się ekscytująco: Dolomity, słońce, wędrówki, górskie jeziora, odpoczynek i
przygoda, namiot w bajkowej scenerii.

Z upływem czasu, jak wiemy wszyscy, sytuacja zmieniała się dynamicznie, zarówno we Włoszech, jak i w Polsce,
do tego urlop przesuwał się i nieco skurczył. Dlatego postawiliśmy na
wakacyjną esencję, czyli odpoczynek i przygodę (z naciskiem na
odpoczynek). No, i jeszcze ten namiot w bajkowej scenerii. Zmieniliśmy tylko
bajkę – na polską, mazurską.

A zatem, Mazury!

Mazury z
dziećmi to kierunek idealny. Baliśmy się trochę tłumów, które podobno
były w tym roku wszędzie. Ale Mazury są duże, wystarczy jezior dla żeglarzy, amatorów nadwodnych rozrywek i dla tych, którzy chcą pobyć po prostu wśród natury. 

Udało nam się zaszyć w krainie spokoju i
ciszy (przerywanej krzykami żurawi). Był hamak nad wodą, dzieci
obserwujące ryby, raki i wędrówki małży na dnie jeziora, lub bawiące się w
wymyślonych przez siebie światach, lub pytające „mamo, mogę już do
wody?”, bóbr mieszkający w pobliżu, książki, codzienne ogniska.

To był czas o jakim marzyliśmy, gdy nasza decyzyjność ograniczała się do kierunku wycieczki danego dnia i tego co sobie zjemy wieczorem.

Mazury na rowerach

Udało
nam się zabrać wszystkie nasze rowery ( i przyczepkę). Do tej pory
uważałam że na rowery bezkonkurencyjne jest Podlasie, ale muszę
przyznać, że Mazury bardzo dają radę. Jest co prawda trochę pagórów, ale
są one łagodne i przyjemne, w ogóle nie dają się w kość, za to
wprowadzają przyjemne urozmaicenie i zapewniają cudowne, sielskie widoki
– zielone pola a na nich krowy, gdzieniegdzie błyskają jeziora, tu i
ówdzie lasy lub zagajniki, i obłoki pierzaste (jak stosy ciastek) na
błękitnym niebie.

Pirat i kolmolany

Niespełna trzyletni Pirat stoi na pomoście przysłaniając sobie brudnymi rączkami oczy i wypatrując czarne ptaki na środku jeziora „to kolmolany mamo„. Wilczek co chwilę zaskakuje jakąś soczystą ciekawostką przyrodniczą. Iskra ze szczerbatym uśmiechem pokonuje kolejne podjazdy na rowerze. Naszym dzieciakom
w takich warunkach można przyprawiać aureolki, a my puchniemy z
rodzicielskiej dumy, bo oczywiście wszystkie zasługi przypisujemy sobie, wiadomka;)

Nie obyło się oczywiście bez kryzysików, kłótni i jęków, o nie. Ale stworzyli
sobie w tym lesie magiczny świat i my z nudnym „nie jest wam zimno”
albo „czy jesteście głodni” tylko im wszystko psuliśmy. Z rozkoszą
ograniczaliśmy więc to psucie do minimum czytając, bujając na hamaku
albo wgapiając w wodę.

ogniskowe żarko. nie były to fit-wczasy

dzieci w niebie

Książka i kawa. Najlepiej.

widok późnopopołudniowy

Stara Kuźnia. obłędnie tam karmią

kolejka do lornetki. „Tatooo, no daaj”

robią pułapkę na ryby. jak myślicie, ile się złapało?

Wiecie, to były naprawdę dobre wakacje. Dokładnie takie, jak potrzebowaliśmy.

Zwykły namiot nad jeziorem. Woda, niebo, drzewa. (Po)wolność. Więcej niekonieczne.

18 września, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatolubelszczyznamój stylprzyjemnościrozmyślaniaskansenslow lifestyle

Sielskość na stres

by Paulina 3 sierpnia, 2020
muzeum wsi lubelskiej, len, w skansenie z dziecmi

To nie jest typowe, wakacyjne lato.
Zmęczenie ostatnich miesięcy, gdy trzeba było łączyć (intensywną) pracę zawodową, zdalne nauczanie i ciągłą opiekę nad trójką dzieci daje się we znaki. Na urlop z prawdziwego zdarzenia wciąż nie mogę sobie pozwolić, mam nadzieję że już niedługo.

W ramach samoobrony przed stresem, zmęczeniem i wypaleniem, szukam ukojenia w Chwilach.
Jedną z takich chwil ostatnio była wizyta w skansenie.
Szybkie pakowanie piknikowe, i pojechaliśmy spędzić tam popołudnie.

Zwiedzanie skansenu jest aktualnie trochę ograniczone, ze względu na sytuację epidemiologiczną. Ale to zupełnie nie szkodzi.
Do starych domów można zajrzeć, wwąchać się w zapach drewna i siana, napatrzeć na starą ceramikę i pięknie szydełkowane obrusy. Zanurzyć się w Arcysielskość.

To jest taka polska wieś spokojna z wyobrażeń mieszczucha. Bez intensywnych zapachów zwierząt, bez much, bez brudu i gnoju, bez widocznej ciężkiej pracy.
Są piękne drewniane chaty, szczęśliwe kury spacerujące po ścieżkach i kozy chrupiące listki. Są ogrody z kwiatami i ziołami, pachnące i pełne pszczół. Idylla.

I wiem, że naiwna i nieprawdziwa ta idylla.
Ale mimo to (choć może właśnie dlatego?)  uwielbiam zanurzać się w tę kojącą krainę szczęśliwości. To miejsce działa podobnie jak ruskie pierogi z masełkiem albo curry z batatem zapijane winem. Działa jak ASMR. I jak książki Montgomery i Musierowicz. Jak wełniany kocyk i sok malinowy w deszczowy wieczór. Jak ballady Coltrane’a na winylu.

Dzieci jakoś wchodzą w klimat i stają się rozkosznymi pociechami o wspaniałych humorach, a wszelkie fochy i konflikty przestają mieć znaczenie.

O ileż łatwiej jest potem, po takiej kilkugodzinnej kroplówce z błogością, funkcjonować w dorosłej i odpowiedzialnej codzienności.

muzeum wsi lubelskiej, w skansenie z dziecmi

muzeum wsi lubelskiej
Na pikniku. Tym razem kotlety z zielonej soczewicy, sałata i pomidorki koktajlowe.

gęsiego za mamą

3 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatomój stylpodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestyle

ręce w kieszeniach

by Paulina 17 lipca, 2020

Jak tylko mogę, chodzę do pracy piechotą. Jestem Człowiekiem Który Chodzi Na Piechotę. Spacery leczą mi głowę, pisałam o tym zresztą wielokrotnie.)
Idę więc sobie ostatnio swobodnie, słońce nagrzewa asfalt charakterystycznym wakacyjnym zapaszkiem. Jest jeszcze świeżo, po deszczu z poprzedniego wieczoru. Powietrze bzyczy trzmielami. Pachną trawy, rumianki i powoje. I lipy, królowe początku wakacji, odurzają. Ogarnia błogość, beztroska, prawie szukam gumy do grania po kieszeniach.
Łapią mnie zupełnie niepostrzeżenie takie nostalgie letnie, majaczą się obrazki.

Truskawki ze śmietaną, jedzone z emaliowanej miski na działce.
Krzywe, podwiędnięte wianki ze stokrotek.
Fasolka szparagowa i młode ziemniaczki z kefirem. Groszek prosto ze strączków.
Bąble na brudnych rękach, od fikołków i zjeżdżania po rurze na najwypaśniejszym lubelskim placu zabaw.
Nerwówka rodziców przed każdym wyjazdem na wakacje i pakowaniem koszmarnie wielkich śpiworów, słoików z jedzeniem i namiotu, którego rozłożenie kosztowało wszystkich inżynierskich umiejętności mojego Taty.
Liczenie bąbli po komarach.
Wysysanie czerwonej koniczyny na łąkach.
Niekończące się kąpiele w jeziorze, do całkiem sinych ust.
Wypatrywanie kształtów w chmurach.
Rekordy na skakance i hulahopie, zawody w grze w gumę.

Tęsknię za takim luzem, za rozkosznym nicniemuszeniem.
A tymczasem idę i za chwilę zamykam moje błogie majaki w szufladce z marzeniami i beztroską, i myślę o poważnych i dorosłych sprawach, martwię się, planuję, rozwiązuję problemy i w ogóle jestem obrzydliwie zorganizowana i poważna, uczesana i przezorna…

O beztroskę staram się popołudniami. I w weekendy. I gdy tylko się da. W lecie najcudowniejsze jest to, że wakacje robią się momentalnie. Poranna kawa na balkonie pachnącym lawendą, popołudnie na lodach nad fontanną, sobota na rowerach, nawet ten spacer do pracy.
W lecie wystarczy kocyk na trawie i głowa idzie na urlop, stresy usypiają kołysaniem hamaka, zmartwienia dają się ugłaskać słońcem.

17 lipca, 2020 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylrozmyślaniaslow lifestyle

o bliskości w trudnych czasach

by Paulina 10 lipca, 2020

Jest dziwnie ciągle

3 miesiące później jest ciągle dziwnie, ale wszyscy do tego trochę przywykliśmy. Dzieciaki odruchowo wyciągają rączki do psiukania odkażaczem, normą jest naciskanie guzików przy światłach łokciem i otwieranie drzwi nogą.
Trochę przywykliśmy, ale trochę też mamy dość.
Ciągle razem, ciągle rodzinnie, co bywa zarówno wspaniałe jak i koszmarnie męczące.


Podobno w niepewnych sytuacjach dobrze jest okopać się rytuałami, zabezpieczyć przewidywalnością, otulić normalnością. Na pewno tak jest.
Dlatego dzień zaczynam od szklanki ciepłęj wody i jogi. Dobrego śniadania.

Ale potem dzieci nie chcą się przebrać z piżam, zmienia się pogoda, w pracy wypada coś pilnego. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Bywa fajnie oczywiście, gdy udaje się ten chaos codzienności ogarnąć.
Ale bywa też tak, że awantury pojawiają się równie nagłe jak absurdalne, rozkwitają znienacka jak lipy nocą. Że drobiazg w pracy przestaje być drobiazgiem. Że wczoraj ujarzmiony bajzel, dzisiaj wymyka się spod kontroli. Że dzieciom nie smakuje już ta zupa, którą wczoraj uwielbiały, albo że te skarpety się rolująąąąąąąąąąą mamooooo.
Wiecie. Drobiazgi. Drobiazgi, które z cierpliwością kropli wody drążą (bardzo nadwątloną) skałę mojej cierpliwości.

Bardzo doceniam nasze poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że lubimy ze sobą ciągle spędzać czas. Cieszę się wycieczkami, mniejszymi i większymi, jeszcze bardziej niż zwykle.
Ale okropnie tęsknię za czasem, kiedy praca nie oznaczała kradnięcia czasu rodzinie, a czas z rodziną nie wywoływał wyrzutów sumienia wobec pracy.

Bliskości miewam bardzo dosyć. Ciągłej i intensywnej, głośnej i ciągle-czegoś-ode mnie-chcącej. Bywa że od bliskości uciekam, na krótki spacer nad rzekę najchętniej. Krótki spacer nad rzeką jest jak szot spokoju i równowagi.
Za bliskością tęsknię. Za bliskością drugiego beztroskiego człowieka na koncercie, za bliskością imprez i kawiarni.
Bliskością się cieszę i napawam, bliskością naszą, chaosiastą i intensywną gdy turlamy się po dywanie, siedzimy przy czytając książki, całujemy stłuczenia i utulamy smutasy. Gdy razem sobie wędrujemy, siedzimy gdzieś wśród natury, jeździmy na rowerach.

cudowny nałóg

W każdym razie, po czterech ostatnich miesiącach refleksję mam taką, że wrzesień ze szkołą, przedszkolem, rytmem, będzie najpiękniejszym miesiącem tego roku.
A tymczasem wakacje. Mam nadzieję, na trochę wakacyjnej beztroski, na odpoczynek bardzo bardzo mam nadzieję. I na normalność. Dlatego, plan na niedzielę jest jasny:)

10 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemŚwiętokrzyskie

Góry Świętokrzyskie z dziećmi

by Paulina 12 czerwca, 2020

Jak wiecie, lubimy, i dość często uskuteczniamy  krótkie wyjazdy w Polskę, ale ten był szczególny.

Po dwóch miesiącach zamknięcia, gdy tłumaczyłam się w myślach z każdego spaceru po okolicznym lesie, po czasie niepewności, wyrwaliśmy się, na pięć soczystych dni.

W góry – pagóry Świętokrzyskie.

Góry Świętokrzyskie nie są może najspektakularniejszym
miejscem w kraju.
Ale i tak zachwyciliśmy się totalnie. Było zupełnie
pusto, nawet na szlaku na Łysicę spotkaliśmy dosłownie parę osób. Świętokrzyskie szlaki są bardzo malownicze, lasy bajkowe, podejścia łagodne i bezproblemowe. Do tego wszędzie trochę magiczny, trochę czarownicowy klimat.
Dzieciaki zasuwały aż miło, łącznie z Piratem, który domagał się wyjścia z nosidła  i „wspinania na góly”. Ta bezludność sprawiła, że przyroda się ośmieliła i z dzikich zwierząt udało nam się zaobserwować coś więcej niż mrówki;) Może zresztą, będąc na takim tête-à-tête z przyrodą zupełnie bez świadków, i my staliśmy się uważniejsi i dzięki temu bardziej spostrzegawczy.

Bardzo
te pagórzaste spacery nam dobrze robiły. Na uważność właśnie, na relacje. Relacje rodzinne we wszelkich konfiguracjach. I relacje ze sobą, i ze światem. Jak zawsze, wszystko się
ponaprawiało, wyprostowało, nabrało sensu.

Równie dobrze zrobił nam chillout w naszym wynajętym niebie. Gdy tylko dojechaliśmy, stało się jasne, że na te parę dni mamy raj na wyłączność.
Wynajęliśmy domek przez Slowhopa – domek marzeń. Jechało się do niego
krętą wąską drogą przez las, pod górę, trochę jak magiczna droga do zaczarowanego świata, wśród tuneli z drzew. Wyjeżdżało się na polanę na
zboczu góry, z widokiem, otoczoną lasami.
Sam domek idealny. Przepięknie wykończony, w drewnie i kamieniu, bardzo wygodny i funkcjonalny. Doskonałe połączenie przytulności i przestronności. Nasza sypialnia z wielkim oknem z widokiem na las. Dzieciaki miały bazę na poddaszu. Do tego wokół różnorodność zieloności. Przestrzeń. Dzieciaki bawiące się w piaskownicy lub obserwujące kijanki w stawie. Ptaki oszalałe w swoich koncertach. Trawa, bose stopy i leżak. I spokój, i zen, i błogość.

A wieczorami sauna, uczta gwiezdna wśród aksamitnej ciemności, szczekanie saren.

trekking z dzieckiem

gory swietokrzyskie góry świętokrzyskie łysica z dziećmi trekking z dzieckiem
Dzieci na Łysicy

Wędrówki poza szlakiem

Zaprzyjaźniają się z kijankami
Wspominałam o piecu pizzowym?

…i klimatycznym miejscu na ognisko pod pachnącą i bzyczącą owadami jabłonką?

Łysa Góra. Gołoborza zrobiły wrażenie. (I pozostałości po pogańskim miejscu kultu)

Gagaty Sołtykowskie. Bardzo ciekawe miejsce, w którym można zobaczyć autentyczne ślady dinozaurów, i pozostałości po kopalni glinki i znaleźć tzw czarny bursztyn, czyli gagat (nam się udało!)

Posiłek na trasie, nie było warunków na bardziej wypasione pikniki, ale dobry chleb zawsze daje radę.
A tu Rezerwat Piekło pod Niekłaniem. Takie skałki są super atrakcyjne dla dzieciaków

W sezonie pewnie masa ludzi, widać po napisach, ale bardzo warto odwiedzić to miejsce.

Góry Świętokrzyskie to oczywiście więcej niż łazęga pod górę po lesie (chociaż dla nas to w zasadzie wystarczy;)
To sporo atrakcji, (na niektóre zresztą nawet mieliśmy ochotę, ale po pierwsze nie było tyle czasu, a po drugie, wiadomo, restrykcje). Chociażby słynna Jaskinia Raj, Centrum Bajki w Pacanowie, zamki (np Krzyżtopór czy Bodzentyn), Park Etnograficzny Tokarnia, Góra Miedzianka…
Dlatego warto rozważyć nawet na dłuższy wyjazd, jako alternatywę dla najpopularniejszych (i najbardziej zatłoczonych) miejsc w kraju 🙂

12 czerwca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedkulinarniepodróże i wycieczkislow lifestyle

Hobbici na wycieczce, czyli co na piknik cz. II

by Paulina 1 czerwca, 2020
co jesc na pikniku, przekaski piknikowe

Nie zaskoczę Was zapewne, gdy powiem, że gdybym miała spisać ranking wiosennych przyjemności, z pewnością wysoko na takiej liście znalazłyby się nieduże rodzinne wycieczki w naturę.
A jak wycieczki, to i pikniki, nieodłączny składnik udanej wycieczki. Piknik gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody to esencja szczęścia i sielanki.
Piknik zbiera w sobie najlepszości: bycie w naturze, poczucie wolności i swobody, relaks i odpoczynek, ucztę dla oczu, uszu, no i ucztę smakową rzecz jasna.


Jeszcze w kwestii uczty dla oczu. Znamy oczywiście wszyscy z te piękne zdjęcia z lnianymi obrusami, wiklinowymi koszykami i kieliszkami błyskającymi schłodzonym rosé, deską pełną serów i (niezgniecionymi) winogronami.
Rzeczywistość bywa raczej pełna plastikowych pojemników z różnokolorowymi przykrywkami, papierków i nieestetycznych folijek, z których nie zawsze da się zrezygnować. Ale to zupełnie nie szkodzi, uczta dla oczu to raczej okoliczności przyrody, nie dajcie się perfekcjonistycznym insta-wizjom, piknik z plastikowymi pokrywkami daje radę aż miło, zaraz Wam udowodnię:D

Na całodniowe wycieczki zazwyczaj wybieramy się rowerami, z przyczepką i sakwami, więc jakąś przestrzeń załadunkową mamy (ale nie na kosze i kieliszki;) ). Na piknikowe przekąski bierzemy przeważnie miękką, turystyczną lodówkę, i ewentualnie dodatkowo materiałową torbę.

No dobra, ale do rzeczy.

Co jeść na pikniku?

(Odsyłam również do wpisu sprzed kilku lat o tym, co jeść na pikniku, pisanego jeszcze we Francji.)

Drożdżówki. 

Od paru lat domowe drożdżówki stały się nieomal symbolem wycieczki. Zawsze korzystam z przepisu Liski, z jej książki „White Plate. Słodkie”. Wychodzą zawsze, są delikatne i puszyste, zmieniam tylko nadzienie – w zależności od tego, co mam pod ręką (jagody – mrożone i świeże, dżem śliwkowy, przesmażone czereśnie, wiśnie, maliny).
Większość zjadają dzieci, które różnie podchodzą do moich innych piknikowych pomysłów.

7g drożdży instant
250ml ciepłego mleka
100g masła
450g mąki
60g cukru (w oryginalnym przepisie 100g)
1/2 łyżeczki soli
120g ugotowanym, utłuczonych ziemniaków

Drożdże rozrobić z 1 łyżeczką cukru, zalać kilkoma łyżkami mleka, dodać łyżkę mąki i odstawić na 15minut. Następnie dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto. Przykryć i zostawić do wyrastania na 1-1,5 godziny, aż podwoi objętość.

Po tym czasie uformować bułeczki (mnie wychodzi około 15 sztuk, robię raczej mniejsze). Na środek położyć owoce, i zawijać ciasto wokół nadzienia.
Przykryć ściereczką i odstawić na ok. pół godziny. W tym czasie rozgrzać piekarnik do 200stopni. Piec około 20 minut.

Wytrawne, warzywne babeczki / muffinki. 

Super wychodzą z cukinią i serem (roladka kozia lub cheddar). Robię je „na oko” i na szybko.

1 większa lub 2 nieduże cukinie (obrane, bez gniazd nasiennych, starte na dużych oczkach)
około pół dużego jogurtu naturalnego
2 jajka
zioła prowansalskie, sól i pieprz
ząbek czosnku

Mieszam
Dodaję pokruszony ser
Do tego dodaję
około półtorej szklanki mąki
płaską łyżeczkę proszku do pieczenia,
płaską łyżeczkę sody

Ilość mąki modyfikuję w zależności od tego, ile cukinia puściła soku. Dlatego całość dobrze jest robić raczej szybko, żeby soku było mniej, i tym samym mniej mąki. Konsystencja ma być jak gęsty jogurt. Masę przekładam do foremki na babeczki i piekę w temperaturze 180 stopni około 40 minut, do zezłocenia.

Zawijasy z placków do tortilli. 

Prosta, szybka rzecz.
Placki można zrobić samemu, ja kupuję gotowe. Smaruję połowę kozim serkiem, układam plastry wędzonego pstrąga lub łososia i pokrojone wzdłuż ogórki, posypuję koperkiem. Placek zwijam jak naleśnik wokół tych ogórkowych słupków. Łatwo się transportuje w pudełku, na pikniku zwinięte naleśniki kroję w plastry.

Kotleciki warzywne. 

To trochę bardziej praco- i czasochłonne, ale warto, bo są pyszne i zdrowe. Korzystam zazwyczaj z przepisów Jadłonomii. Pyszne są np kalafiorowe, lub buraczane.
Wspólna zasada to starte warzywa, ugotowana (wręcz rozgotowana) kasza jaglana, olej, mąka ziemniaczana i przyprawy, kotleciki piecze się w piekarniku i są pyszne na ciepło i na zimno, fajnie pasują do zwykłej masłowej sałaty.

Sałata to zresztą fajny dodatek do wszystkiego, zwłaszcza o tej porze roku. Bierzemy sałatę umytą i wysuszoną w zamykanym pudełku, a zabełtany winegret w oddzielnym słoiczku.

Placuszki

Ja robię placuszki, gdy zostanie jaglanka ze śniadania – czyli taka ugotowana na wodzie, z dodatkiem rodzynek i masła, osłodzona brązowym cukrem. Takie jaglankowe resztki (przeważnie około szklanki) miksuję w blenderze z dwoma jajkami.
Do tej masy dodaję:
około pół szklanki maślanki lub kefiru
i mąkę (parę łyżek tak, żeby całość miała konsystencję gęstej śmietany)
i po pół łyżeczki sody i proszku do pieczenia.
Dodaję pokrojone jabłko.
Smażę na patelni z odrobiną masła sklarowanego.

Hummusy i pasty. 

Uwielbiamy. Można kupić bardzo smaczne ( i z dobrymi składami) gotowe, to fajna opcja, gdy nie mamy czasu lub ochoty na przygotowania.
Można też się pobawić samemu.
O moich ulubionych pastach pisałam już w poście o kanapkach, dodam jeszcze
Baba ghanoush, korzystam z przepisu z Jadłonomii. Najlepiej smakuje oczywiście z bakłażanów upieczonych przy żywym ogniu w piecu chlebowym , ale z tych z piekarnika też bardzo daje radę.
Przepis jest prosty – upieczone bakłażany, najlepiej, gdy skórka jest opalona, czarna, wtedy też dobrze odchodzi, do tego łyżka pasty tahini, sok z połowy cytryny, ząbek czosnku, kumin.

Pesto z pieczonej papryki – tu podobnie, przeważnie korzystamy z okazji rozpalonego pieca chlebowego, papryka opieka się na czarno, i skórka sama odchodzi.
Potem wyjmuję gniazda nasienne, dodaję przyprażony na suchej patelni garść pestek słonecznika, garść startego parmezanu, ząbek czosnku, sól i pieprz i oliwę z oliwek.

Nie podaję dokładnych proporcji, bo tu nie ma prawa się coś nie udać, wszystko jest kwestią osobistych preferencji smakowych.

Pasta z pieczonej dyni i suszonych pomidorów, ten przepis z Jadłonomii.

Do past bierzemy chleb, czasem bułki (wiejskie z Lidla).

Fajną opcją są też sałatki z różnymi kaszami, np ta z quinoą.

Albo:
kasza gryczana (ugotowana)
i pokrojone:
awokado
pomidor
czerwona cebulka
serek kozi/tofu wędzone
trochę oleju, np dyniowego lub orzechowego
można posypać nieaktywnymi płatkami drożdżowymi, albo czarnuszką.
Można wymieszać i włożyć do pudełka i nawet jak te pomidory i awokado się rozwalą, nic się nie stanie, nie będzie może najestetyczniej, ale za to smaki fajnie sobą przejdą.

Dla dzieciaków zawsze sprawdzają się cienkie kabanoski i musy owocowe wyciskane z tubek.
Do tego pomidorki koktajlowe, rzodkiewki, pokrojona marchewka, papryka.

Na wycieczki piesze, gdy cały ekwipunek mamy na plecach, zwykle ograniczamy się do klasycznych kanapek.

co na piknik

Na pieszych wycieczkach starszaki biorą swoje plecaki, a w nich śniadaniówki

I tak dalej.
Pyszne, piknikowe przekąski są super oczywiście, ale wszyscy wiemy dobrze, że nie w nich tkwi istota pikniku. Na pikniku chodzi przede wszystkim o to wszystko, o czym już pisałam. O te okoliczności przyrody, o świeże powietrze, o uziemienie – fizyczny kontakt, dotykanie ziemi (wcale nieoczywista sprawa). Wtedy wszystko smakuje obłędnie.

1 czerwca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnypodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylewiosna

w nierzeczywistości

by Paulina 16 maja, 2020

Okolice Kazimierza Dolnego mają dla mnie zupełnie szczególny rodzaj magii. Wciąż nie wiem co takiego jest w tej krainie. Lessowe wąwozy, pola i sady na wzniesieniach, charakterystyczny drewniano-kamienno-piaszczysty zapach, kolory? Lekko toskański klimat? Czy po prostu dobre wspomnienia?

Zakupiliśmy ostatnio bardziej dokładną mapę i korzystamy.

Wąwozy w okolicach Kazimierza Dolnego to tak bardzo dużo więcej niż Korzeniowy Dół. To cały park krajobrazowy, i setki przepięknych wąwozów, tras rowerowych i spacerowych. Wybraliśmy się rowerami w jedną z takich tras.
Kamienisty podjazd na samym początku co prawda wywołał parę jęków, ale szybko się one zgoiły.

Nasza trasa prowadziła przez wąwóz, wokół skarpy z widokiem na Wisłę i Janowiec i polnymi drogami wśród rozsłonecznionych i rozświergolonych sadów jabłoniowych.

Wiosna igrała z latem.
Wiatr igrał ze słońcem.
Brzęczenie pszczół igrało z kwiatami jabłoni.
I te igraszki świata rozpuściły do końca wszystkie głupie stresy.

I ten piknik wśród jabłoni, był tak malowniczy, że jak patrzę na zdjęcia (które przecież nie oddają wszystkiego!), to wydaja mi się one wręcz kiczowate. Bo przecież taki obrazek, kwiaty jabłoni, pszczoły, niebieskie niebo i trawa zielona, rozkoszne pociechy na bosaka z włosami błyszczącymi na złocisto to już obrzydliwe nierzeczywiste jest…
W tej nierzeczywistości zawiesiliśmy się na parę cudownych godzin, wpasowaliśmy się w nią jak puzelki.

już niedługo nowy wpis o przekąskach piknikowych!

I cóż mogę powiedzieć.
W tym dziwnym, dziwnym czasie, w tej cholernej niepewności co będzie dalej, w zmęczeniu sytuacją, w strachu o własny kraj, jedzie się w krainę spokoju. Jedzie się po parę godzin radości życia. Jedzie się zatankować sens życia.

16 maja, 2020 16 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrowerki biegowerozmyślania

prawie całkiem zwyczajna wycieczka rowerowa

by Paulina 26 kwietnia, 2020

To był zwykły kwietniowy czwartek. Miły wiosenny dzień po prostu.
Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że aktualnie zwykły, miły kwietniowy dzień, wiosenny dzień jakich dziesiątki było w ubiegłych latach staje się perełką do obracania w słońcu pod różnym kątem i schowania do szkatułki Wspomnień Bardzo Cennych.

A było tak.
Był poranek, tradycyjnie głośny i chaosiasty, pełen zapachu jaglanki z masłem, ciepłych buziaków od piżamowych poczochranych dzieci, nawoływań, kłótni i śmiechów, brzdęku naczyń, a w końcu (względnie) spokojnego zasiądnięcia z kawą na kanapie w salonie.
Powiem Wam przy okazji, że salon jest taką naszą wyspą spokoju wśród chaosu. Chciałabym oczywiście w całym mieszkaniu mieć harmonię i ład, ale przeważnie nie mam niestety. I wychodzi się ze stajni Augiasza u dzieci, mija tłum butów w przedpokoju, zerka za sypialnię z kłębiącym się praniem do poskładania i kuchnię z licznymi kubkami na stole – i wchodzi się do tego salonu, a tam
s p o k ó j. Udało się nam stworzyć tam jakąś oazę porządku, i nawet jeśli nieletni wtargną tam ze swoimi puzelkami, komiksami i figurkami playmobil, wszystko daje się jakoś cudownie ogarnąć.
A więc. Ten salon. Kawa w kubkach. Smolik w głośnikach. I świadomość, że oto sobie rośnie ciasto na drożdżówki, gdyż już za chwileczkę, już za momencik (haha), ruszamy w naturę, na wycieczkę.

Chwileczkę (bardzo umowną) później, wszystkie pięć rowerów i przyczepka, wycieczkowy dobytek i my siedzieliśmy w samochodzie i ruszaliśmy.
Do pobliskich lasów, na wycieczkę. Po bliskość ze światem. Bliskość, która stałą się jakoś ostatnio synonimem nielegalności. A nam tej bliskości trzeba jak powietrza. By pochylić się nad mrowiskiem i wpatrywać jak mrówki te okruszki sobie sprytnie do mrowiska zaciągają. By w znieruchomieniu trwać i patrzeć jak motyl na bucie kiwa skrzydełkami. By oczy zamykać i dawać się całować słońcu. I słuchać uważnie jak krzyczą żurawie , wiatr szumi i stukają dzięcioły.
Staw mrugał sobie wodą radośnie i beztrosko, widok coraz bardziej luksusowy.
Świat pachniał i świergolił, drzewa trwały, jak to one. Wiosenne powietrze aż lśniło świeżością.
Jechaliśmy, przystawaliśmy, żeby się przypatrzeć, przysłuchać, powąchać i poczuć.

Wróciliśmy, parę piegów więcej, zęby wysuszone od uśmiechu.
Dzieciaki z małymi ze zmęczenia oczkami i pachnącymi włosami.
My, nie odzywający się za wiele, bo po co.

EEJ! Pociekajcie na mniee!

Poczekali

26 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lasrozmyślania

oda do lasu

by Paulina 15 kwietnia, 2020

Nie było tak źle do niedawna.

Lubimy ze sobą być wszyscy, do pracy zdalnej (z dziećmi, często chorymi u boku) jakoś się przyzwyczaiłam w ostatnich latach. Porządki wiosenne w tym roku okazały się naprawdę konkretne, książki się czytają, filmy oglądają i bywa naprawdę miło.

Nie zawsze było łatwo oczywiście, bo sytuacja trudna i nietypowa, bo strach o najbliższych i o przyszłość, bo czasem tej intensywnej i głośnej bliskości zwyczajnie miałam dosyć.

Ale wtedy na ratunek przychodził las.
W którym nie ani było pikników, ani tłumów grillowiczów.
Który przygarniał nas, nasze skołatane nerwy, nasz zbyt płytki oddech, zmęczone oczy i zasiedziałe tyłki.
Las przygarnia, ale nie przejmuje się nami tak bardzo – i to też działa cudownie ozdrawiająco na psychikę. Daje oddech bardzo dosłowny i bardzo metaforyczny. Zachwyca niezależnie od pory roku. Las zachowuje styl nawet upstrzony puszkami po piwie. Las urośnie na ruinach
najokazalszych świątyń, przykrywa miejsca tragedii nuklearnych. Nie
potrzebuje na to wcale tak dużo czasu. Las zarośnie nas, nasz konsumpcjonizm,
nasze nowe sukienki i bajeranckie telewizory.
I to między innymi ta świadomość dawała odpowiednią perspektywę do spojrzenia na życie.

Pisałam parę ładnych lat temu „Ale gdyby spojrzeć z innej perspektywy, gdyby las był reglamentowany,
tylko dla wybranych, tylko czasami, płatny i modny… Taka perspektywa
trochę odświeża spojrzenie, otwiera na wszystkie cudowności i dobroci”
(tu całość). I, ach, jak nie podoba mi się proroczość tych słów.

Aktualnie kryzysy mogę sobie co najwyżej przy otwartym oknie wyskakać z Chodakowską albo wyoddychać jogą. Albo do sklepu iść naokoło.
I źle mi z tym bardzo. Tym bardziej źle, gdy widzę wszystkie inne działania rządu – tym bardziej wtedy leśnego ukojenia mi potrzeba.

 
zdjęcia z wiadomych względów z ubiegłego roku
15 kwietnia, 2020 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry