Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

nowy rok w Bieszczadach

by Paulina 24 stycznia, 2020

Tym razem to nie był Sylwester, ale pierwsze dni nowego roku, ale kto by się przejmował numerkami. Najważniejsze było zachowane. Góry ( Bieszczady), wędrowanie, doborowe towarzystwo, tradycyjna medytacja kroków, chwile na rozmyślania i podsumowania. Do tego piękna, klimatyczna chata i nawet trochę nart.

Jeśli nowy rok jest w jakimś sensie  symbolem, czy przepowiednią tego, jak będzie wyglądać kolejne 12 miesięcy, to ja bardzo poproszę.

O taki rok, jak te parę dni poproszę.

W dobrym zdrowiu i w dobrym humorze.
W naturze.
Z dzieciakami zgodnie pochłoniętymi samodzielnie wymyśloną zabawą w wyobrażonych światach. Albo na dworze, w rumieńcach i błyszczących oczach.
W towarzystwie najlepszym z możliwych.
W „tu i teraz”.
W górach – najczęściej jak się da.

cześć!

24 stycznia, 2020 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podsumowania

12 dobrych rzeczy

by Paulina 14 stycznia, 2020

Skończył się kolejny rok.
Pewnie jestem ostatnią osoba w Internecie robiącą podsumowania 2019, ale trudno.
Jaki był ten rok? Nie jakiś przełomowy, niezwykły, rewolucyjny czy rewelacyjny. Normalny, dobry rok, lepsze i gorsze momenty, trochę trudności, trochę wspaniałości, wiecie, życie po prostu:)
W każdym razie postanowiłam się skupić na tym, co w nim najlepsze.
Zapraszam na 12 dobrych rzeczy w 2019.

1. Zdrowie. Że jest. Bardzo mocno się przekonałam jak cholernie bardzo wszystko – wszystko od niego zależy. „Nikt się nie dowiesz, jako smakujesz, aż się zepsujesz…”

2. Czas z dziećmi. Jedyny w swoim rodzaju, trudny, uczący tak wiele, najpiękniejszy.

3. Czas bez dzieci. Jedyny w swoim rodzaju. Rzadki, odświeżający, potrzebny.

4. Mobilność. Przypominam sobie czasem z rozrzewnieniem czasy studenckie, z tą upajająca wolnością i możliwościami bez końca. Ale doszłam do tego momentu, że znów (co prawda w 99% przypadków z kompletem dzieci i samochodem zapakowanym po dach), ale mogę znów po prostu ruszyć w drogę. Czasem rowerem nad pobliski zalew, czasem na Podlasie, w Bieszczady, czy nad morze, a czasem trochę dalej.

5 …np do Norwegii. To był jeden w tych wyjazdów z listy marzeń, z tej listy „jak już wreszcie znowu będziemy jeździć gdzieś dalej to tam”. Wyjazd jedyny w swoim rodzaju, ze względu na aurę i specyfikę (deszcze pod namiotem) nie najłatwiejszy, ale zachwycający do bólu.

6. Optymizm, pogoda ducha, syndrom Polyanny, whatever. Uderzyło mnie ostatnio, że mam szczęście mieć tę błogosławioną biochemię mózgu, która pomaga mi się nie zamartwiać zanadto. Łatwiej się tak żyje.

7. Rutyna. To pewnie świadczy o starości już trochę, ale mocno w tym roku zwróciłam na to uwagę, że ten zwykły rytm, dzieciaki w placówkach, a my w pracy, i wspólne popołudnia są bardzo, bardzo cenne.

8. Książki, filmy i seriale. Nie mamy może tyle czasu ile byśmy chcieli na wspólne wypady kulturalne w miasto, ale domowe wieczorki z książką, lub rzutnikiem i platformami streamingowymi bardzo dają radę. Czytałam w tym roku sporo świetnie napisanych biografii, jesień należała do Olgi Tokarczuk a teraz, jak zazwyczaj zimą potrzebuję smakowitych powieści, chyba wrócę do XIX wieku.

9. Muzyka. I cisza. Obie arcyważne, obie najlepiej smakują słuchane uważnie.

10. Jedzenie. Wiecie, jak to u mnie jest z jedzeniem:D

11. Przyroda. Jestem cholernie wdzięczna, że mimo kasandrycznych wizji dotyczących przyszłości naszej planety, ciągle możemy po prostu pójść sobie do lasu. Że możemy usiąść na trawie, głasiać aksamitne doły liści, że mrużymy oczy w blasku słońca odbijającego się od niewielkiego dzikiego jeziorka (które nie wyschło). Że możemy sobie obserwować żuki, wsłuchiwać w śpiew ptaków i bzyczenie pszczół, szukać śladów dużych zwierząt.

12. Czas i miejsce. Kolejny rok bez wojen i katastrof.

Podlasie zimą jest niemal równie zachwycające co latem

pierwsze, wczesnowiosenne rowery

pierwszy piknik w burym przedwiośniu, „najpiękniejszym tym co za chwilę”

twórczość pisankowa

pandorycerz

kolejny piknik gdzieś w wiośnie

cała prawda o rodzicielstwie

nie mieliśmy w tym roku szczęścia do pogody na wyjazdach. Morze na tydzień przed upałami.

nasza ulubiona prasłowiańska miejscówka

koncertowo

czucie dźwięku

Bieszczady, na szczęście nie całe w tłumach

animacje na wakacjach

kolejny wakacyjny wyjazd, na którym się nie opaliliśmy. Norwegia.

Dania powrotna

ludziki lego

„oto, widzisz, znowu idzie…”

14 stycznia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleświęta

by Paulina 23 grudnia, 2019

Zaraz Święta.
Powoli budowaliśmy świąteczny klimat. Ale w międzyczasie jest jeszcze życie.
Mimo zadań z kalendarza trzeba odrobić lekcje.
Mimo pieczenia ciastek dla Mikołaja, trzeba następnego dnia wstać rano.
Mimo porozwieszanych światełek mieszkanie się samo nie sprzątnie.
Mimo panoszącego się wszędzie ducha świąt, atakują wirusy żłobkowe, przedszkolne i szkolne.

Dużo
odpuszczamy, ale i tak dużo jest do zrobienia, dużo przeżyć i emocji w
małych główkach do przerobienia, w związku z czym i awanturek jakby
więcej.

Czasem łapię się na tym, że czuję presję, że wszędzie ten klimat taki
świąteczny, tylko my jak te łajzy w jakimś chaosie. Wszyscy w domach na pewno już od tygodnia mają umyte
okna, zapakowane prezenty i w czerwonych swetrach piją grzańca i
słuchają George’a jak co roku oddającego serce komuś specjalnemu.*

Ale potem przychodzi otrzeźwienie, np za sprawą takich dialogów:
– ja wierzę w Świętego Mikołaja. Bo kto by przecież zjadł ciasteczka. Przecież nie duchy!
– no właśnie! I nie rodzice przecież! (NO SKĄD!)
– no właśnie. I rodzice też dostali prezenty, skąd by sobie wzięli.

Albo
gdy ten kalendarz co rano, wieczną prowizorkę na bieżąco uzupełnianą,
sprawdzają z namaszczeniem godnym spraw najważniejszych. (Swoją drogą, ta prowizorka kalendarzowa zupełnie niechcący stała się naszą tradycją. Co rano budzą się ze słowami: Mamo, napisałaś już karteczkę?)
Gdy wyśpiewują kolędy całą trójką (łącznie z Piratem, który przecież zupełnie nie wie o co chodzi).
Gdy zbieramy w lesie podłysiałe gałęzie sosen i szyszki (do pomalowania na złoto!).
Gdy pierniczki pieczemy, wzruszająco koślawe, pachnące i tak strasznie okropnie wystarane.
Gdy zapachniało choinką.

Piszę
o tym zresztą co roku. Że to o to właśnie chodzi, o te małe momenty, o mikro tradycje rodzinne.
Najpiękniejsze, bo najprawdziwsze.
Nie warto ich przyćmiewać nadmiernymi atrakcjami, bo zwyczajnie nie ogarniemy tego całego blasku.

 Bo fajnie jest naprawdę w takiej codzienności. Wcale nie zawsze musi być najsuper. Wcale nie ciągle musi migotać i lśnić. Wcale nie cały grudzień musi być magicznym świątecznym uniesieniem i cudowną fuzją między ślicznością jak u Kasi Tusk i sielanką jak w Dzieciach z Bullerbyn. Można też sobie normalnie pożyć;)

Może
być różnie. Bywa, że męcząco i wkurzająco, bywa, że zmęczenie i dość
wszystkiego. Bywa. W rozmigotanym grudniu też. Ale bywa też tak, że
błyska tym szczęściem, że ze śmiechu bolą policzki, że wzruszenie
zniekształca głos. W grudniu chyba jednak bardziej.

Najlepszego!
Zróbcie sobie takie Święta, o jakich marzycie

*Post pisany był w okolicach bardziej przedświątecznych, ale z publikacją się zeszło…. wiecie jak jest, życie;)

23 grudnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmindfulnessrozmyślaniaslow lifestylespacer

Strange, baby, don’t you think I’m looking older

by Paulina 6 listopada, 2019

Powiem Wam, że szczerze i serdecznie
się cieszę na ten listopad, na szarość i spokojność.

Ostatnie
tygodnie, poza słońcem, obfitowały u nas w najrozmaitsze emocje. Wszystkie
najintensywniejsze. Nie wszystkie przyjemne.
Męczące to
było, czuję się starsza o parę lat.

Wśród tych
tygodni przeintensywnych, zdarzały się na szczęście też cudowne momenty, pełne szurania w
liściach i wystawiania twarzy do słońca, momenty błogie i powolne.
Bo ta
energetyczność tego złota i słońca, którą się człowiek tradycyjnie próbuje
nasycić na zapas, jest jednak inna niż soczysta energetyczność wiosenna. Jest
spokojniejsza, powolniejsza, bardziej wyciszona.
I wiecie co,
chociaż skończył się festiwal złota i październikowa uczta dla wszystkich
zmysłów, to największą ochotę aktualnie mam na zakopanie się pod kocem i
bezruch.
Po prostu.
Zmęczona jestem okropnie.
Zmęczona, bo
ciągle robię i nic nie jest porządnie zrobione. A wyrzuty sumienia tłoczą się w
kolejce, który pierwszy, który większy. Cała gama.
Zmęczona
tymi emocjami ostatnich tygodni.
Dlatego ten
kocyk, ten sen zimowy.
Chce mi się
klasycznego jazzu i przejmującego bluesa, plumkającego jak krople deszczu
pianina i rzewnej gitary.
Chce mi się
wełny i herbaty z sokiem malinowym od mamy. 
Chce mi się
rutyny, zwykłości i spokoju.
Grubaśnych,
wciągających powieści. 
Spacerów w
szarzejących lasach. 
A szary i
niedoceniany listopad to wszystko umożliwia i usprawiedliwia. Listopad to
jedyny taki miesiąc kiedy można sobie legalnie nicniechcieć.
Odpaliliśmy
nawilżacz powietrza, który dyfuzuje nam cudowne mieszanki olejków eterycznych.
Powiesiliśmy
dodatkowe światełka w salonie.
Zaopatrzyliśmy
się w swetry i wygodne, ciepłe buty. Na czytniku kilka książek, na półce nowe
płyty.
Zwolnimy,
uspokoimy chaos.
To będzie
dobry listopad.

6 listopada, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka październikowa

by Paulina 16 października, 2019

Jaki to wyczekany weekend był po tygodniach trudnych i intensywnych.
Bo słońce zapowiadane, i czas luźny, swobodny i nasz, tak bardzo nam potrzebny.
A jak nasz czas, to wycieczka, piknik, łazęga i rozkoszna nuda.

Pojechaliśmy do Janowca na Zmysłową Ucztę Doskonałą. Słońce całowało skórę, podświetlało złote liście, które chrupotały i chrzęściły, i pachniały.
Te ciepłe październikowe dni cieszą chyba najbardziej swoją ostatecznością, (szukam łagodniejszego zamiennika dla ostatniego posiłku skazańca, ale jakieś to skojarzenie jest mocno natrętne). W każdym razie, te otulające ciepłem promienie słońca są jakby cenniejsze, piknik na trawie wyśmienitszy, pyszniące się kolorami dywany z liści bardziej zachwycające, gdy perspektywy wiadomo jakie są.
Korzystaliśmy, korzystaliśmy zachłannie.
Tym zachłanniej, że widzieliśmy jak korzystają dzieciaki zanurzone w ten najcudowniejszy letni sposób w wymyślonej przez siebie zabawie.

Krycha żonlguje, dzieciaki bawią się wśród kretowisk, złoto na liściach intensywnieje. Po drożdżówkach z powidłami śliwkowymi zostało parę okruszków, papierowe torebki i fioletowe plamki na buziach dzieci. Światło jak zawsze o tej porze roku zmiękczone babim latem. Siedzę, gapię się i głaszczę trawę. Wdech. Wydech. Jak dobrze jest być w taki dzień.

16 października, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkibiwakEuropamój styl podróżniczy

wakacje w Norwegii

by Paulina 15 września, 2019

Norwegia. Norwegia.

Siedzę nad klawiaturą i nie wiem, co napisać. Serio, nie wiem. Od czego zacząć i jak sprawić, żeby oddać choć część wrażeń słowami, a jednocześnie nie popaść w (nadmierną) egzaltację.

Norwegia, czyli „droga na północ”, kraina magii, mchu, mgły.
Kraj, gdzie niełatwo spotkać ludzi, za to co krok napotykaliśmy ukryte przejścia do świata elfów, tajne kryjówki krasnoludków i zaczarowane trolle. Kraj milionów wodospadów, gór, morza i lasów. Kraj Natury, absolutnej, zniewalającej królowej. W najlepszym, i najtrudniejszym wydaniu.

Bo Natura nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas trekkingu w górach, gdy zachwyca i olśniewa każdym omszałym kamieniem, każdym migotliwym, szarym górskim jeziorkiem, i każdym zapierającym dech widokiem.
Nie daje zapomnieć w drodze, podczas jazdy samochodem, wśród gór, rzek i jezior, i robi to tak, że zwykłe, nudnawe zazwyczaj przemieszczanie staje się atrakcją samą w sobie.
I w nocy przypomina o sobie, gdy ulewa i wicher przyginają namiot do ziemi, i człowiek siedzi z szeroko otwartymi oczami i przytula (na szczęście zupełnie słodko śpiące) dziecko, a drugi człowiek podtrzymuje stelaż.
Albo, gdy przemoczeni do gaci, mimo naprawdę porządnego przygotowania, zawracamy ze szlaku, z dzieciakami pochlipującymi z emocji.

I wtedy, gdy siedzi się bez słowa przed namiotem przy trzeszczącym ognisku, które odbija się w wodzie fiordu, na spokojnym, maleńkim campingu wśród gór.

Gdy na każdym, NA.KAŻDYM. kroku widać norweski do natury szacunek. W architekturze, budowie dróg, sposobie życia. Cholernie bardzo powinniśmy się tego szacunku nauczyć. Pilnie.

Spędziliśmy tam dwa tygodnie. Wrócimy na pewno.
Zobaczcie.

tu trawiasty dach w skansenie na jednym z campingów, ale jest masa współczesnych, w ten sposób zadaszonych domów!

prawie jak Kordian

takie okoliczności drzemki Pirata
a może by tak rzucić wszystko i….?

poranki, czyli jaglanka i kawa

Bergen. Jeden dzień w cywilizacji.

muzeum morskie

Brygge, drewniana dzielnica

motyl nad fiordem

piknik pod lodowcem

taki tam strumyczek

winter is coooooming, czyli spotkanie z lodowcem

PS. Post o stronie praktycznej może powstać, jeśli chcecie 🙂

EDIT:

Nie stworzyłam osobnego posta praktycznego. Dlatego uzupełnie tutaj parę informacji, gdyby ktoś zastanawiał się, jak w praktyce zorganizować wyjazd do Norwegii pod namiot z trójką dzieci (lat 7, 5 i 2).

Do Norwegii wyruszyliśmy samochodem, przez Niemcy i Danię, tam promem przepłynęliśmy do Kristiansand. Plan był dość luźny, nie mieliśmy żelaznych punktów do odhaczenia. Zresztą okazało się, że na bieżąco musimy się dostosowywać do prognozy pogody, która, zwłaszcza na początku, była dla nas dość bezlitosna.

Zależało nam na norweskiej przyrodzie, na fiordach, niekoniecznie tych najbardziej znanych. Z ikonicznych miejsc wybraliśmy się tylko na Preikestolen. I nie polecam. Pogoda była koszmarna, deszcz lał jak z cebra – my ostatecznie zwróciliśmy, a i tak na szlaku były ogromne ilości ludzi (często w trampeczkach i lekkich wiatrówkach) – więc nie wiem, co musi się tam dziać gdy pogoda dopisuje. Szlak faktycznie bardzo piękny (pomijając warunki atmosferyczne), ale nie mniej pięknie było następnego dnia po drugiej stronie tego samego fiordu, gdzie spotkaliśmy tylko 3 osoby. Na Język Trola, czy Kjeragbolten nawet się nie wybieraliśmy. Norwegia jest pełna totalnie zachwycających miejsc bez specjalnych hasztagów.

Biwakowanie w Norwegii

W całej Skandynawii można biwakować na dziko – oczywiście z poszanowaniem przyrody. Miejsc na taki dziki camping jest cała masa, otoczenie bajkowe Ponieważ jednak dość często musieliśmy uwzględniać gruntowne suszenie ubrań, często korzystaliśmy również z campingów – tych też jest sporo do wyboru, szukaliśmy takich miejsc na bieżąco, z pomocą googlowskich map:)

Koszt wakacji w Norwegii

Staraliśmy się, żeby wyjazd był na tyle budżetowy, na ile to możliwe. Musieliśmy oczywiście uwzględnić koszt promu i benzyny. Zdecydowaną większość jedzenia zapakowaliśmy do samochodu, dzięki czemu udało nam się ograniczyć zakupy spożywcze naprawdę do minimum. Campingi, na których nocowaliśmy (np Preikestolen Camping, czy Ytra Dorvika), wcale nie były drogie, z naszą piątkę i duży namiot płaciliśmy między 100 a 200 zł za noc.

Dzieci pod namiotem w Norwegii

Wybraliśmy się z trójka maluchów, najmłodszy miał niespełna 2 lata, co może wydawać się dość odważnym pomysłem. Ale, jak już tu pisałam nie raz, nasze dzieciaki w naturze, w namiocie, funkcjonują naprawdę dobrze. Śpią w swoich śpiworkach, mają fajną bazę do zabawy i masę wolności. Pisałam zresztą kiedyś trochę o biwakowaniu z dziećmi od strony praktycznej. Na ten wyjazd zdecydowanie przydały się ciuszki merino i porządne kurtki przeciwdeszczowe;)

Pirat górskie wędrówki spędzał w nosidle (z ochraniaczem od wiatru i deszczu), a starszaki dzielnie maszerowały same.

15 września, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Feels like home.

by Paulina 6 sierpnia, 2019

Cudownie jest tu wracać.
Cudownie jest witać dobrze znane ścieżki jak starych znajomych.
Odkrywać nowe ścieżki, zupełnie puste, tak jak kiedyś w Bieszczadach.
 
Cudownie jest rozstawić ten hangar namiot z widokiem na łąkę i być częścią tego wszystkiego.

Oddychać tym bieszczadzkim, wolnym powietrzem. Wolnym zarówno w sensie tempa oddychania, jak i poczucia nieskrępowania, swobody i możliwości.
Czuć się tak bardzo, tak bardzo u siebie.

Ogromnie się cieszę, że mamy, rodzinnie takie miejsce. Do którego sobie często rodzinnie wracamy, w różne pory roku. Taką bazę trochę, budującą nam kręgosłupy wszystkim. Bo góry, o czym tu już pisałam wielokrotnie, układają wszystko w życiu, robią dobry porządek w głowie.

I przyjeżdżamy tu, kolejny raz, dzieciaki coraz starsze (my nie). Chodzą pięknie po górach, liczą sobie punkty za Super Odkrycia i Trudniaste Przeszkody. Na campingu mają swoje sprawy, grają w piłę, budują tamę na rzece i najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.
Chodzimy i chodzimy i wszystko jest tak, jak ma być.

ten nocnik to serio weteran wyjazdowy już. Nocnik-globtroter.

dużo nóg

banda przemycona w śpiworach

takie drzemkowe okoliczności przyrody. Trochę zazdro.

obiadek

prawie-relaks przy ognisku

są jeszcze puste szlaki w Bieszczadach

kałuże, radość doskonała

6 sierpnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomindfulnessmój stylrozmyślania

today you are the oldest you’ve ever been, and the youngest you’ll ever be again

by Paulina 25 lipca, 2019

Nigdy tak jak w lecie przemijanie nie jest takie zachwycające.
Lipy, na których kwitnienie tak czekałam spacerując w ich cieniu podczas piekielnych czerwcowych upałów, otuliły nagle swoim słodkim zapachem i już przekwitły.


W ogrodzie nagłe i krótkie triumfy warzywno owocowe, na talerzu co tydzień nowy motyw przewodni. Skończył się czas sałatki z bobem, pomidorem i czosnkiem, makaronu z pesto bobowo-bazyliowym i bobu ot tak podjadanego jak orzeszki. Teraz będą kurki i risotto z kurkami, pomidorami i rozmarynem, grzanki z kurkami, suszonymi pomidorami i serem kozim, makaron w sosie śmietanowym z kurkami. Będzie też kalafior, i fasolka szparagowa.
Zaczynają się jędrne, szczupłe cukinie i porządne, nierówne pomidory.
Porzeczki, rubinowe i błyszczące. Może nie są to najlepsze owoce świata, ale są dla mnie tak naładowane wspomnieniami z dzieciństwa, że garść kwaskowatych czerwonych kulek to esencja wakacji i sielskości jak nic innego (no, może kalarepka lekko brudna ziemią).
Skończyły się piwonie i jaśmin. Właśnie patrzę na dogorywający szalony bukiet chabrów, rumianków i koniczyny po ostatniej wycieczce .
Zaraz będą słoneczniki.
Krajobraz się zmienia, zmieniają się kolory. Soczysta zieleń dojrzewa i mięknie, niedługo zacznie blaknąć i płowieć.

Paradoksalnie teraz, kiedy przepuszczamy czas przez palce jak piasek na plaży, kiedy snuje się on jak obłoki na gorącym niebie, gdy nieuchwytny jest jak zapach maciejki, kiedy nie jestem super-efektywna i zarobiona, gdy nie próbuję gonić, łapać i nadrabiać to jakoś to życie przestaje pędzić. 
Życie też zwalnia, przysiada razem z czasem na chmurce i machają nogami. Przycupnę i ja z boku, choć na chwilę.

A wtedy, z tego wspólnego nogami dyndania, rodzi się zupełnie nowa jakość. Życia, czasu i mnie.

Dzisiaj jesteśmy starsi niż kiedykolwiek byliśmy, i młodsi niż kiedykolwiek będziemy.

Może już nigdy nie będzie takiego lata.
Może to teraz jest ten czas. 
Może teraz jest czas na życie.

ps Podczas robienia tych zdjęć nie ucierpiały żadne zboża, chodziłam po miedzy, między żytem a łąką;)

25 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlatomoda rowerowapodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

idzie lato, jedno z tych miłosnych lat

by Paulina 21 czerwca, 2019

Wybuchło po tej niezdecydowanej wiośnie.
Po kapryśnej, płaczliwej wiośnie, niezdecydowanym kwietniu i nabucanym maju, wszedł on, czerwiec, cały na zielono. Pachnący jaśminem, piwoniami, rzodkiewką i botwinką.

Słońce stawia pieczątki piegów na nosie. Muchy buczą. Ptaki świergolą, kosiarki irytują.

Zaczęły się te dni. Kiedy wstajemy rano, słońce w jadalni razi trzy pary nieletnich oczu, takich samych w formie a różnych w gradiencie brązu. Jemy śniadanie, pijemy kawę i ktoś nagle rzuca:  to co, rowery, piknik, woda? I ten nasz chaos wycieczkowy się pojawia: sakwy ze skrzyni, torba ciuszków i pieluch na zmianę, jedzenie, picie. Punkt na mapie. A potem, ileś kilometrów dalej, zanurzamy się łagodnie  w ten letni świat z jego makami, rumiankami i chabrami.

Te dni, kiedy zwykłe po-pracowe i po-przedszkolne popołudnia wydłużają się nieprzyzwoicie, zamiast obiadu jest buła i kefir, albo torba nieumytych owoców, i lody.A my, gdzieś na placu zabaw, boso na trawce, w parku na kocu.

Dni, gdy niebo przybledzone od upału, gdy nagła ulewa zaskakuje i moczy ulubioną sukienkę.

Jedyne w swoim rodzaju letnie lenistwo. Wgapianie się w chmury, bezmyślne bujanie w hamaku, szuranie stopą po zaroszonej trawie, przesypywanie piasku między palcami.

Brudne stopy, palce lepkie od owoców, bąble od komarów.

Wieczory, brzmiące cykadami i żabami, z zimnym białym winem albo chłodną melisą.

Dzieciaki, ubabrane naturą, zajęte produkowaniem wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie.

Niewyszukaność i prostota, w lecie najlepsze są proste sukienki, proste jedzenie (najlepiej prosto z krzaka lub ziemi), proste przyjemności. W lecie zwyczajność jest rajska.

21 czerwca, 2019 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry