Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

codziennośćdomoworozmyślaniaslow lifestyle

codzienność w kwarantannie

by Paulina 3 kwietnia, 2020

Moje średnie dziecko (niespełna sześcioletnie) napisało dziś list do swojej Pani z przedszkola. Prawdziwy list, nie maila. A w nim, poza standardowymi buziaczkami i serduszkami, biała krfinka na odporność dla Pani.



Wczoraj cała trójka bawiła się w przedszkole waranów.

Wilczek siedzi nad lekcjami, komiksami i mikroskopem
Iskra tańczy, ćwiczy ze mną jogę i ciągle jej mało szkolnych zadań.
Pirat niestrudzenie para się szerzeniem chaosu .

Pirat oznajmił tacie ostatnio: „Maś duzią blodę tato, ale nie umiesz śpiewać”

Ustalono również ostatnio, kto kim zostanie w przyszłości. Wilczek będzie przewodnikiem w Puszczy Białowieskiej (!), Iskra – baletnicą lub panią tańczącą na szarfach, a Pirat chomiczkiem.

Do niedawna wymykaliśmy się na niedługie spacerki w pobliskie odludzia.

Dużo czytamy. O Garfieldzie, Dzieciach z Bullerbyn, Lesie i naleśniczym, i Ewolucji. I o wielkich himalaistach wieczorami.
Gramy w Azula, szachy, Leśne Duchy, Domek na Drzewie, Znikające ciasteczka, Farmera.
Oglądamy. Dzieciaki Pippi Pończoszankę, Psi Patrol i Misia Uszatka. Wspólnie wspaniałe filmy przyrodnicze. A sami wieczorami ostatnio Babilon Berlin.
Siedzimy nad lekcjami. Czasem myślę sobie, że w zasadzie to moglibyśmy pójść w nauczanie domowe, tak nam wyśmienicie idzie.
Czasem myślę, że lepsza byłaby jednak szkoła (i przedszkole) z internatem, gdzieś w okolicach Sydney.
Nieskutecznie próbujemy pracować.
Krycha piecze chleb. I croissanty.
Ja pasjami oddaję się przedwiosennym porządkom. 

I z premedytacją otulamy się zwykłością jak kocem. Zakotwiczamy w codzienności. Walczymy o normalność. Bo zwykłość, codzienność i normalność stały się ostatnio  największym luksusem.

„Codzienność. Zwykłe pojedyncze dni, z których składa się nasze życie. Dni pełne chaosu i upajającego poczucia ogarniania, wesołego śmiechu i rechotliwej głupawki, czułości i awantur. Niefotogeniczne dni pełne walających się po podłodze skarpet i samochodzików. Dobre, naprawdę dobre dni, bezpieczne, w miłości i w dobrobycie.”

Tak pisałam zupełnie niedawno i dziś jestem cholernie wdzięczna, że mimo wszystko ciągle dane nam jest ciągle naszej zwykłości doświadczać. I bardzo doceniam, że we względnym poczuciu bezpieczeństwa możemy być w domu – razem. I wielowymiarowo zwolnić. Turlać się rodzinnie po łóżku, powoli jeść śniadanie, nie gnać tymi samochodami wszędzie, siedzieć wspólnie w salonie i słuchać sobie muzyki. I, w tradycyjnym o tej porze roku zachwycie, wystawiać twarz na słońce, co z tego że na balkonie. Być z dzieciakami. Ze sobą być.

3 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmój stylrozmyślaniawiosna

w wiośnie nadzieja!

by Paulina 7 marca, 2020

Pod koniec lutego, gdy przez brudne okna wpadły energiczne,
przedwiosenne promienie słońca rozejrzałam się wokół siebie. Nie było
pięknie.
Na łóżku w sypialni piętrzą się tradycyjnie stosy prania do poskładania. 
Ciuchy dzieciaków czekają na posegregowanie, bo nie wiadomo kiedy wszystkie spodnie zrobiły się za krótkie.
Szuflady
w przedpokoju, które miały być gwarantem porządku (wiecie, „jak tylko
będą te szuflady, to już będzie miejsce na wszystko”) pełne są
dziecięcych rysunków, opakowań chusteczek, ozdób świątecznych (do
wyniesienia do piwnicy), pojedynczych rękawiczek („gdzieś widziałem tą
drugą”), buteleczek na bańki mydlane („bo nie będę tak wyrzucać ciągle,
zrobię im płyn i będę wlewać do tych”), kabli i wielu innych.
Ja z oskubanymi z nerwów paznokciami, brzydką ze stresu cerą i flakowatym brzuchem z zimowego pojadania.
Zmęczona. Zajęta. Zestresowana.
Pokrzykująca na dzieci, dzieci dotknięte słuchem wybiórczym.
Wszędzie panoszą się klocki lego i zasmarkane chusteczki (bo choróbska w tym roku wybitnie obecne).

Gdy
mam już bardzo dość takiego stanu rzeczy, wychodzę, choć na chwilę.
Oczywiście w głowie kotłują mi się dalekie rejsy, wyprawy na biegun,
pustynię… byle dalej. Ale idę nad rzekę.
Wiecie, ta perspektywa energicznego spacerku nad rzeką działa jak meliska dożylnie. Wychodzę, idę i oddycham, krok za krokiem, idę i oddycham. I dzieją się cuda.
Ta
dobrze oświetlona przez przedwiosenne promienie szpetota przestaje
drażnić, a zaczyna motywować. Zmęczenie magicznie ustępuje. Stres
zmienia się w spokój. Wkurzenie zmienia się w energię.

Najgorsze za nami, będzie tylko lepiej.

7 marca, 2020 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżalasmój styl podróżniczyPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

(nie)zimowe Podlasie na weekend

by Paulina 23 lutego, 2020

To był krótki wyjazd regeneracyjny po intensywnym i dość trudnym czasie.
Leśne królestwo jak zwykle zachwyciło totalnie, choć wyjazd był krótszy niż planowaliśmy. I mniej zimowy niż planowaliśmy.
Ale nawet ten lekko przedłużony weekend pełen spacerów dał radę, kurde, jak bardzo.
Wyjdę pewnie na egzaltowaną romantyczkę, ale puszcza wzrusza mnie do łez.

Człowiek się miota w tej codzienności, stresuje większymi  i mniejszymi problemikami, wkurza na mniejsze i większe upierdliwości. A drzewa sobie są. Wypuszczają nowe listki, gubią stare, zarastają mchem, rzucają cień w lecie, produkują tlen niezależnie od tego, że są korki rano, dzieci nie słuchają, a kontrahenci są niesłowni. Puszcza przypomina o tym jak żaden inny las.

Łaziliśmy po tych lasach, naprawdę zachwycających, mimo tego, że nie miały ani liści, ani śniegu. Wieczorami zasiadaliśmy przy ciepłym piecu kaflowym w naszym klimatycznym wiejskim domku (spaliśmy tu, miejsce bardzo zaciszne, na tzw końcu świata, w miło wiejskim, nie odpustowym stylu. Domek wynajęliśmy przez airbnb, tu macie zniżkę na pierwszą rezerwację). Dzieciaki przyssały się do planszówek. I błogość wsączała się wszystkimi porami do ciała i duszy.

Niby tylko trzy dni, wioska na wschodzie Polski, bez śniegu, nart i atrakcji. Niby nic takiego…

23 lutego, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylewdzięczność

36 zwykłych lat

by Paulina 16 lutego, 2020

Świta. Albo chcemy wierzyć że świta, bo o tej porze roku to jest najgłębsza i najbardziej senna część nocy. Zwlekam się z łóżka te pół godziny później niż on, tłumacząc się sama przed sobą tym, że statystycznie i sumarycznie i tak na pewno mniej śpię.
Nieletni śpią jak anioły.


Wkładam wełniane kapcie, idę do łazienki, potem staram się rozruszać zmurszałe części ciała krótką gimnastyką.
Z kuchni dobiega Trójka i zapach gotującej się jaglanki. Buziak na dzień dobry, jest miło i dobrze. Czas zwlekać dzieci, poranna sielanka dobiega końca, zaczyna się poranna orka na ugorze. Dzieci są zazwyczaj rozproszone, niewspółpracujące, niewsypane, niezadowolone, niespakowane do szkoły, niewiedzące w co się ubrać. Zadające trudne i abstrakcyjne pytania, albo nie reagujące na nasze słowa. Ciągle w piżamach na 5 minut przed wyjściem, porwane w wir cudownej (w innym momencie i okolicznościach) zabawy, albo kłócące się, że „mamooooo, on mi nie pozwalaaa przeeeeejść” i „mamoooooo, ja to pierwszy chciałeeeeeeem”. I głodne.
To ten czas, który podnosi ciśnienie jak żadna kawa.
Starszaki wychodzą z tatą, ja mam chwilę na ogarnięcie siebie i najmłodszego i też wyruszamy w świat żłobka i pracy.
W ciągu dnia na łączach internetowych przemyka standardowa romantyczna małżeńska wymiana wiadomości – co dziś jemy – czy trzeba coś z Lidla – o której dziś kończy Wilczek – czy odbierzesz mi przesyłkę z paczkomatu – zrób zaczyn na chleb.

Następuje skomplikowany logistycznie powrót do domu. Idealnie, gdy uda się przed zapadnięciem nocy o 16, wyjść z nimi na jakiś plac zabaw. Zdarza się (za rzadko!!!), że po szybkim obiedzie, gdzieś sobie jeszcze wyskakujemy, zażyć trochę kultury i cywilizacji lub sportu i rekreacji (wybaczcie rym, nie mogłam się powstrzymać).

Przed wieczorem jest czas na swobodne zabawy i aktywności, typu klocki Lego, puzzle, rysowanie,  snucie się, składanie prania i mycie kuchenki.

Wieczorem, tradycyjnie na hasło „umyjcie zęby” dzieci robią się okropnie głodne. Następuje długie, różnorodnie burzliwe szykowanie się do snu. Wreszcie (ach, jak wiele mieści się w tym słowie czasami), każde wybiera jedną książkę do czytania. Znowu robi się całkiem miło, bo to jedna z moich ulubionych rodzicielskich chwil, nawet jeśli często czytając zasypiam i zamiast czytać snują mi się jakieś bzdurki z półsnu.

Później jest cudowny, za krótki czas tylko dla starych. Nawet jakbym chciała, to moje mądre ciało nie pozwala mi na żadne pożyteczności. Jest już tylko przyjemnie, z książką, filmem, serialem, ze sobą.

Codzienność. Zwykłe pojedyncze dni, z których składa się nasze życie. Dni pełne chaosu i upajającego poczucia ogarniania, wesołego śmiechu i rechotliwej głupawki, czułości i awantur. Niefotogeniczne dni pełne walających się po podłodze skarpet i samochodzików. Dobre, naprawdę dobre dni, bezpieczne, w miłości i w dobrobycie. Życzę sobie kolejnych 36 lat takich dni.

16 lutego, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

nowy rok w Bieszczadach

by Paulina 24 stycznia, 2020

Tym razem to nie był Sylwester, ale pierwsze dni nowego roku, ale kto by się przejmował numerkami. Najważniejsze było zachowane. Góry ( Bieszczady), wędrowanie, doborowe towarzystwo, tradycyjna medytacja kroków, chwile na rozmyślania i podsumowania. Do tego piękna, klimatyczna chata i nawet trochę nart.

Jeśli nowy rok jest w jakimś sensie  symbolem, czy przepowiednią tego, jak będzie wyglądać kolejne 12 miesięcy, to ja bardzo poproszę.

O taki rok, jak te parę dni poproszę.

W dobrym zdrowiu i w dobrym humorze.
W naturze.
Z dzieciakami zgodnie pochłoniętymi samodzielnie wymyśloną zabawą w wyobrażonych światach. Albo na dworze, w rumieńcach i błyszczących oczach.
W towarzystwie najlepszym z możliwych.
W „tu i teraz”.
W górach – najczęściej jak się da.

cześć!

24 stycznia, 2020 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podsumowania

12 dobrych rzeczy

by Paulina 14 stycznia, 2020

Skończył się kolejny rok.
Pewnie jestem ostatnią osoba w Internecie robiącą podsumowania 2019, ale trudno.
Jaki był ten rok? Nie jakiś przełomowy, niezwykły, rewolucyjny czy rewelacyjny. Normalny, dobry rok, lepsze i gorsze momenty, trochę trudności, trochę wspaniałości, wiecie, życie po prostu:)
W każdym razie postanowiłam się skupić na tym, co w nim najlepsze.
Zapraszam na 12 dobrych rzeczy w 2019.

1. Zdrowie. Że jest. Bardzo mocno się przekonałam jak cholernie bardzo wszystko – wszystko od niego zależy. „Nikt się nie dowiesz, jako smakujesz, aż się zepsujesz…”

2. Czas z dziećmi. Jedyny w swoim rodzaju, trudny, uczący tak wiele, najpiękniejszy.

3. Czas bez dzieci. Jedyny w swoim rodzaju. Rzadki, odświeżający, potrzebny.

4. Mobilność. Przypominam sobie czasem z rozrzewnieniem czasy studenckie, z tą upajająca wolnością i możliwościami bez końca. Ale doszłam do tego momentu, że znów (co prawda w 99% przypadków z kompletem dzieci i samochodem zapakowanym po dach), ale mogę znów po prostu ruszyć w drogę. Czasem rowerem nad pobliski zalew, czasem na Podlasie, w Bieszczady, czy nad morze, a czasem trochę dalej.

5 …np do Norwegii. To był jeden w tych wyjazdów z listy marzeń, z tej listy „jak już wreszcie znowu będziemy jeździć gdzieś dalej to tam”. Wyjazd jedyny w swoim rodzaju, ze względu na aurę i specyfikę (deszcze pod namiotem) nie najłatwiejszy, ale zachwycający do bólu.

6. Optymizm, pogoda ducha, syndrom Polyanny, whatever. Uderzyło mnie ostatnio, że mam szczęście mieć tę błogosławioną biochemię mózgu, która pomaga mi się nie zamartwiać zanadto. Łatwiej się tak żyje.

7. Rutyna. To pewnie świadczy o starości już trochę, ale mocno w tym roku zwróciłam na to uwagę, że ten zwykły rytm, dzieciaki w placówkach, a my w pracy, i wspólne popołudnia są bardzo, bardzo cenne.

8. Książki, filmy i seriale. Nie mamy może tyle czasu ile byśmy chcieli na wspólne wypady kulturalne w miasto, ale domowe wieczorki z książką, lub rzutnikiem i platformami streamingowymi bardzo dają radę. Czytałam w tym roku sporo świetnie napisanych biografii, jesień należała do Olgi Tokarczuk a teraz, jak zazwyczaj zimą potrzebuję smakowitych powieści, chyba wrócę do XIX wieku.

9. Muzyka. I cisza. Obie arcyważne, obie najlepiej smakują słuchane uważnie.

10. Jedzenie. Wiecie, jak to u mnie jest z jedzeniem:D

11. Przyroda. Jestem cholernie wdzięczna, że mimo kasandrycznych wizji dotyczących przyszłości naszej planety, ciągle możemy po prostu pójść sobie do lasu. Że możemy usiąść na trawie, głasiać aksamitne doły liści, że mrużymy oczy w blasku słońca odbijającego się od niewielkiego dzikiego jeziorka (które nie wyschło). Że możemy sobie obserwować żuki, wsłuchiwać w śpiew ptaków i bzyczenie pszczół, szukać śladów dużych zwierząt.

12. Czas i miejsce. Kolejny rok bez wojen i katastrof.

Podlasie zimą jest niemal równie zachwycające co latem

pierwsze, wczesnowiosenne rowery

pierwszy piknik w burym przedwiośniu, „najpiękniejszym tym co za chwilę”

twórczość pisankowa

pandorycerz

kolejny piknik gdzieś w wiośnie

cała prawda o rodzicielstwie

nie mieliśmy w tym roku szczęścia do pogody na wyjazdach. Morze na tydzień przed upałami.

nasza ulubiona prasłowiańska miejscówka

koncertowo

czucie dźwięku

Bieszczady, na szczęście nie całe w tłumach

animacje na wakacjach

kolejny wakacyjny wyjazd, na którym się nie opaliliśmy. Norwegia.

Dania powrotna

ludziki lego

„oto, widzisz, znowu idzie…”

14 stycznia, 2020 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleświęta

by Paulina 23 grudnia, 2019

Zaraz Święta.
Powoli budowaliśmy świąteczny klimat. Ale w międzyczasie jest jeszcze życie.
Mimo zadań z kalendarza trzeba odrobić lekcje.
Mimo pieczenia ciastek dla Mikołaja, trzeba następnego dnia wstać rano.
Mimo porozwieszanych światełek mieszkanie się samo nie sprzątnie.
Mimo panoszącego się wszędzie ducha świąt, atakują wirusy żłobkowe, przedszkolne i szkolne.

Dużo
odpuszczamy, ale i tak dużo jest do zrobienia, dużo przeżyć i emocji w
małych główkach do przerobienia, w związku z czym i awanturek jakby
więcej.

Czasem łapię się na tym, że czuję presję, że wszędzie ten klimat taki
świąteczny, tylko my jak te łajzy w jakimś chaosie. Wszyscy w domach na pewno już od tygodnia mają umyte
okna, zapakowane prezenty i w czerwonych swetrach piją grzańca i
słuchają George’a jak co roku oddającego serce komuś specjalnemu.*

Ale potem przychodzi otrzeźwienie, np za sprawą takich dialogów:
– ja wierzę w Świętego Mikołaja. Bo kto by przecież zjadł ciasteczka. Przecież nie duchy!
– no właśnie! I nie rodzice przecież! (NO SKĄD!)
– no właśnie. I rodzice też dostali prezenty, skąd by sobie wzięli.

Albo
gdy ten kalendarz co rano, wieczną prowizorkę na bieżąco uzupełnianą,
sprawdzają z namaszczeniem godnym spraw najważniejszych. (Swoją drogą, ta prowizorka kalendarzowa zupełnie niechcący stała się naszą tradycją. Co rano budzą się ze słowami: Mamo, napisałaś już karteczkę?)
Gdy wyśpiewują kolędy całą trójką (łącznie z Piratem, który przecież zupełnie nie wie o co chodzi).
Gdy zbieramy w lesie podłysiałe gałęzie sosen i szyszki (do pomalowania na złoto!).
Gdy pierniczki pieczemy, wzruszająco koślawe, pachnące i tak strasznie okropnie wystarane.
Gdy zapachniało choinką.

Piszę
o tym zresztą co roku. Że to o to właśnie chodzi, o te małe momenty, o mikro tradycje rodzinne.
Najpiękniejsze, bo najprawdziwsze.
Nie warto ich przyćmiewać nadmiernymi atrakcjami, bo zwyczajnie nie ogarniemy tego całego blasku.

 Bo fajnie jest naprawdę w takiej codzienności. Wcale nie zawsze musi być najsuper. Wcale nie ciągle musi migotać i lśnić. Wcale nie cały grudzień musi być magicznym świątecznym uniesieniem i cudowną fuzją między ślicznością jak u Kasi Tusk i sielanką jak w Dzieciach z Bullerbyn. Można też sobie normalnie pożyć;)

Może
być różnie. Bywa, że męcząco i wkurzająco, bywa, że zmęczenie i dość
wszystkiego. Bywa. W rozmigotanym grudniu też. Ale bywa też tak, że
błyska tym szczęściem, że ze śmiechu bolą policzki, że wzruszenie
zniekształca głos. W grudniu chyba jednak bardziej.

Najlepszego!
Zróbcie sobie takie Święta, o jakich marzycie

*Post pisany był w okolicach bardziej przedświątecznych, ale z publikacją się zeszło…. wiecie jak jest, życie;)

23 grudnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmindfulnessrozmyślaniaslow lifestylespacer

Strange, baby, don’t you think I’m looking older

by Paulina 6 listopada, 2019

Powiem Wam, że szczerze i serdecznie
się cieszę na ten listopad, na szarość i spokojność.

Ostatnie
tygodnie, poza słońcem, obfitowały u nas w najrozmaitsze emocje. Wszystkie
najintensywniejsze. Nie wszystkie przyjemne.
Męczące to
było, czuję się starsza o parę lat.

Wśród tych
tygodni przeintensywnych, zdarzały się na szczęście też cudowne momenty, pełne szurania w
liściach i wystawiania twarzy do słońca, momenty błogie i powolne.
Bo ta
energetyczność tego złota i słońca, którą się człowiek tradycyjnie próbuje
nasycić na zapas, jest jednak inna niż soczysta energetyczność wiosenna. Jest
spokojniejsza, powolniejsza, bardziej wyciszona.
I wiecie co,
chociaż skończył się festiwal złota i październikowa uczta dla wszystkich
zmysłów, to największą ochotę aktualnie mam na zakopanie się pod kocem i
bezruch.
Po prostu.
Zmęczona jestem okropnie.
Zmęczona, bo
ciągle robię i nic nie jest porządnie zrobione. A wyrzuty sumienia tłoczą się w
kolejce, który pierwszy, który większy. Cała gama.
Zmęczona
tymi emocjami ostatnich tygodni.
Dlatego ten
kocyk, ten sen zimowy.
Chce mi się
klasycznego jazzu i przejmującego bluesa, plumkającego jak krople deszczu
pianina i rzewnej gitary.
Chce mi się
wełny i herbaty z sokiem malinowym od mamy. 
Chce mi się
rutyny, zwykłości i spokoju.
Grubaśnych,
wciągających powieści. 
Spacerów w
szarzejących lasach. 
A szary i
niedoceniany listopad to wszystko umożliwia i usprawiedliwia. Listopad to
jedyny taki miesiąc kiedy można sobie legalnie nicniechcieć.
Odpaliliśmy
nawilżacz powietrza, który dyfuzuje nam cudowne mieszanki olejków eterycznych.
Powiesiliśmy
dodatkowe światełka w salonie.
Zaopatrzyliśmy
się w swetry i wygodne, ciepłe buty. Na czytniku kilka książek, na półce nowe
płyty.
Zwolnimy,
uspokoimy chaos.
To będzie
dobry listopad.

6 listopada, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka październikowa

by Paulina 16 października, 2019

Jaki to wyczekany weekend był po tygodniach trudnych i intensywnych.
Bo słońce zapowiadane, i czas luźny, swobodny i nasz, tak bardzo nam potrzebny.
A jak nasz czas, to wycieczka, piknik, łazęga i rozkoszna nuda.

Pojechaliśmy do Janowca na Zmysłową Ucztę Doskonałą. Słońce całowało skórę, podświetlało złote liście, które chrupotały i chrzęściły, i pachniały.
Te ciepłe październikowe dni cieszą chyba najbardziej swoją ostatecznością, (szukam łagodniejszego zamiennika dla ostatniego posiłku skazańca, ale jakieś to skojarzenie jest mocno natrętne). W każdym razie, te otulające ciepłem promienie słońca są jakby cenniejsze, piknik na trawie wyśmienitszy, pyszniące się kolorami dywany z liści bardziej zachwycające, gdy perspektywy wiadomo jakie są.
Korzystaliśmy, korzystaliśmy zachłannie.
Tym zachłanniej, że widzieliśmy jak korzystają dzieciaki zanurzone w ten najcudowniejszy letni sposób w wymyślonej przez siebie zabawie.

Krycha żonlguje, dzieciaki bawią się wśród kretowisk, złoto na liściach intensywnieje. Po drożdżówkach z powidłami śliwkowymi zostało parę okruszków, papierowe torebki i fioletowe plamki na buziach dzieci. Światło jak zawsze o tej porze roku zmiękczone babim latem. Siedzę, gapię się i głaszczę trawę. Wdech. Wydech. Jak dobrze jest być w taki dzień.

16 października, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkibiwakEuropamój styl podróżniczy

wakacje w Norwegii

by Paulina 15 września, 2019

Norwegia. Norwegia.

Siedzę nad klawiaturą i nie wiem, co napisać. Serio, nie wiem. Od czego zacząć i jak sprawić, żeby oddać choć część wrażeń słowami, a jednocześnie nie popaść w (nadmierną) egzaltację.

Norwegia, czyli „droga na północ”, kraina magii, mchu, mgły.
Kraj, gdzie niełatwo spotkać ludzi, za to co krok napotykaliśmy ukryte przejścia do świata elfów, tajne kryjówki krasnoludków i zaczarowane trolle. Kraj milionów wodospadów, gór, morza i lasów. Kraj Natury, absolutnej, zniewalającej królowej. W najlepszym, i najtrudniejszym wydaniu.

Bo Natura nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas trekkingu w górach, gdy zachwyca i olśniewa każdym omszałym kamieniem, każdym migotliwym, szarym górskim jeziorkiem, i każdym zapierającym dech widokiem.
Nie daje zapomnieć w drodze, podczas jazdy samochodem, wśród gór, rzek i jezior, i robi to tak, że zwykłe, nudnawe zazwyczaj przemieszczanie staje się atrakcją samą w sobie.
I w nocy przypomina o sobie, gdy ulewa i wicher przyginają namiot do ziemi, i człowiek siedzi z szeroko otwartymi oczami i przytula (na szczęście zupełnie słodko śpiące) dziecko, a drugi człowiek podtrzymuje stelaż.
Albo, gdy przemoczeni do gaci, mimo naprawdę porządnego przygotowania, zawracamy ze szlaku, z dzieciakami pochlipującymi z emocji.

I wtedy, gdy siedzi się bez słowa przed namiotem przy trzeszczącym ognisku, które odbija się w wodzie fiordu, na spokojnym, maleńkim campingu wśród gór.

Gdy na każdym, NA.KAŻDYM. kroku widać norweski do natury szacunek. W architekturze, budowie dróg, sposobie życia. Cholernie bardzo powinniśmy się tego szacunku nauczyć. Pilnie.

Spędziliśmy tam dwa tygodnie. Wrócimy na pewno.
Zobaczcie.

tu trawiasty dach w skansenie na jednym z campingów, ale jest masa współczesnych, w ten sposób zadaszonych domów!

prawie jak Kordian

takie okoliczności drzemki Pirata
a może by tak rzucić wszystko i….?

poranki, czyli jaglanka i kawa

Bergen. Jeden dzień w cywilizacji.

muzeum morskie

Brygge, drewniana dzielnica

motyl nad fiordem

piknik pod lodowcem

taki tam strumyczek

winter is coooooming, czyli spotkanie z lodowcem

PS. Post o stronie praktycznej może powstać, jeśli chcecie 🙂

EDIT:

Nie stworzyłam osobnego posta praktycznego. Dlatego uzupełnie tutaj parę informacji, gdyby ktoś zastanawiał się, jak w praktyce zorganizować wyjazd do Norwegii pod namiot z trójką dzieci (lat 7, 5 i 2).

Do Norwegii wyruszyliśmy samochodem, przez Niemcy i Danię, tam promem przepłynęliśmy do Kristiansand. Plan był dość luźny, nie mieliśmy żelaznych punktów do odhaczenia. Zresztą okazało się, że na bieżąco musimy się dostosowywać do prognozy pogody, która, zwłaszcza na początku, była dla nas dość bezlitosna.

Zależało nam na norweskiej przyrodzie, na fiordach, niekoniecznie tych najbardziej znanych. Z ikonicznych miejsc wybraliśmy się tylko na Preikestolen. I nie polecam. Pogoda była koszmarna, deszcz lał jak z cebra – my ostatecznie zwróciliśmy, a i tak na szlaku były ogromne ilości ludzi (często w trampeczkach i lekkich wiatrówkach) – więc nie wiem, co musi się tam dziać gdy pogoda dopisuje. Szlak faktycznie bardzo piękny (pomijając warunki atmosferyczne), ale nie mniej pięknie było następnego dnia po drugiej stronie tego samego fiordu, gdzie spotkaliśmy tylko 3 osoby. Na Język Trola, czy Kjeragbolten nawet się nie wybieraliśmy. Norwegia jest pełna totalnie zachwycających miejsc bez specjalnych hasztagów.

Biwakowanie w Norwegii

W całej Skandynawii można biwakować na dziko – oczywiście z poszanowaniem przyrody. Miejsc na taki dziki camping jest cała masa, otoczenie bajkowe Ponieważ jednak dość często musieliśmy uwzględniać gruntowne suszenie ubrań, często korzystaliśmy również z campingów – tych też jest sporo do wyboru, szukaliśmy takich miejsc na bieżąco, z pomocą googlowskich map:)

Koszt wakacji w Norwegii

Staraliśmy się, żeby wyjazd był na tyle budżetowy, na ile to możliwe. Musieliśmy oczywiście uwzględnić koszt promu i benzyny. Zdecydowaną większość jedzenia zapakowaliśmy do samochodu, dzięki czemu udało nam się ograniczyć zakupy spożywcze naprawdę do minimum. Campingi, na których nocowaliśmy (np Preikestolen Camping, czy Ytra Dorvika), wcale nie były drogie, z naszą piątkę i duży namiot płaciliśmy między 100 a 200 zł za noc.

Dzieci pod namiotem w Norwegii

Wybraliśmy się z trójka maluchów, najmłodszy miał niespełna 2 lata, co może wydawać się dość odważnym pomysłem. Ale, jak już tu pisałam nie raz, nasze dzieciaki w naturze, w namiocie, funkcjonują naprawdę dobrze. Śpią w swoich śpiworkach, mają fajną bazę do zabawy i masę wolności. Pisałam zresztą kiedyś trochę o biwakowaniu z dziećmi od strony praktycznej. Na ten wyjazd zdecydowanie przydały się ciuszki merino i porządne kurtki przeciwdeszczowe;)

Pirat górskie wędrówki spędzał w nosidle (z ochraniaczem od wiatru i deszczu), a starszaki dzielnie maszerowały same.

15 września, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry