Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

Lublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

Now we’re all so set up and barely alive

by Paulina 7 lutego, 2019
mariezelie, sukienka, spodnica z kola, spódnica z koła, stylizacja

Oj, obudził mnie mocno ten dzień.

Pisałam ostatnio o minimalizmie zmysłowym, że zima daje odpoczynek od wszelkich doznań zmysłowych w przyrodzie, jest cicho, bezwonnie i czarno – biało.

I przyszedł luty i, chociaż tej zimy to jeszcze hoho, to luty od razu takim słońcem się zaczął, że wszystko się zmieniło. Drgnęło życie. Ptaki się ośmieliły i odzywają jakoś radośniej, mokrość topiącego się śniegu ożywiła kolory – póki co tylko tysiące odcieni burości, ale nawet ta burość jakby świeższa i bardziej energetyczna. Pachnie powietrze, kiełki i hiacynty.
Zwykły niedzielny spacer przedłużony o tropienie śladów nad rzeką.

Koniecznie okropnie potrzebuję remontować, wyrzucać, zdzierać. Sukienki zakładać, włosy obcinać. I tańczyć.

spodnica mariezelie, płaszcz, polskie marki

tropiciele tropią tropy

7 lutego, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlubelszczyznamindfulnesspodróże i wycieczkizimazmysły

gdy szarość zmienia się w perłę

by Paulina 27 stycznia, 2019

Jechaliśmy i jechaliśmy. Dzieci zaczęły marudzić, mnie zaczęło morzyć. Tak ciepło  w tym samochodzie i szalik tak miło otula szyję. Przyszło mi do głowy, że co za różnica jakie gołe drzewa będziemy oglądać i po jakich zesłych trawach będziemy chodzić. Można było pojechać gdzieś bliżej. A do tego, jak oddaliliśmy się od Lublina, zniknął śnieg.

Dojechaliśmy, po godzinie. Zaparkowaliśmy samochód pośrodku wielkiej pustki. I najpierw uderzyła nas cisza doskonała. Cisza cisz, bez jednego dźwięczku. Taka, która karze zamknąć oczy i oddychać, słuchać się i otulać sobą duszę. Taka, na której brzmienie przystanęły nawet dzieciaki. Taka, dla której warto przejechać się nieco dalej.
Pomyślałam sobie wtedy, że zima to taki czas odpoczynku dla zmysłów. Brzmi trochę banalnie jak to zapisuję, ale uderzyło mnie to wtedy – żadnych owadów, ptaków, tego letniego (cudownego skądinąd) hałasu. Żadnych kolorów,  żadnych zapachów. Minimalizm i zen.

Potem rozejrzeliśmy się. Rozejrzeliśmy, a cały świat wokół, po horyzont, to były te drewniane chaty grodziska, a potem tylko łąki pełne szeleszczących wielkich traw, niewielka rzeczka otoczona takimi klimatycznymi wierzbami, w oddali las. I nic więcej, ani bilbordów, ani sklepów spożywczo-monopolowych, żadnej blachodachówki. Klimat fantastyczny, arcysłowiański, prawie wypatrywaliśmy rusałek i strzyg. Wszystko przyprószone subtelną białawą migocącą mgiełką. I tą ciszą niesamowitą zupełnie.
I tak po horyzont.
Tylko my i  świat. I cisza.

27 stycznia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmiBeskid Niskigórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Sylwester w górach, vol. 23402398

by Paulina 12 stycznia, 2019

Czy ja mogę coś jeszcze dodać o wyjazdach w góry z dziećmi?
O wyjazdach w Sylwestra, o przełomie roku, o tym cudownym międzyrocznym zawieszeniu, które w górach, w krokach  stawianych na świeżym śniegu i wśród łagodnych pagórów jest idealne po prostu.

O tym, że nawet mimo intensywnej obecności przedszkolaków dzielnie (lub nie)
wędrujących obok, których trzeba motywować, wycierać im gile, odpowiadać
na sto tysięcy pytań i przypatrywać się tropom zwierząt, w tych śnieżnych spacerach górskich odnajduje się zupełnie nierzeczywisty baśniowy świat. Odnajduje się dystans i spokój doskonały. Odnajduje się ten moment pomiędzy i poza. I nie ma lepszego sposobu na zamknięcie roku. I otwarcie nowego. Bardzo to cudownie nastawia.

Często do tej pory nam się zdarzało, że przyjeżdżaliśmy w raczej śniegową breję, która w następnych dniach przeistaczała się w jakąś baśniową niesamowitą krainę. Tak było i tym razem. Zobaczcie.

Co tam widzisz, cumplu?

pierwsze próby na nartkach

bakcyl złapany

12 stycznia, 2019 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmipodróże i wycieczkipodsumowania

2018, co tak szybko?

by Paulina 9 stycznia, 2019

Jeśli o byciu starym świadczy fakt, że czas leci coraz szybciej, to mówcie mi Matuzalemie.
Ten rok, 2018, mignął jak błyskawica. To dobry, bardzo dobry rok był, ale jednak czasem nie wyrabiałam na zakrętach.

Dało się to zresztą odczuć na blogu – to jedyne miejsce, w którym zwolniłam tempo. Pomyślałam sobie, że przy mojej obecnej sytuacji mam do wyboru: wrzucam posty częściej ale byle jak, albo rzadziej i trzymam jakość. Albo w ogóle kończę tę zabawę. A ponieważ przez prawie dziewięć lat zostawiłam w tym miejscu sporo serca, środkowa opcja wydała mi się jedyną słuszną.

W tym roku najbardziej dumna jestem z tego, że dałam radę. Trójka dzieci, z czego najmniejsze ciągle przy mnie, dom i praca. A przy tym, że ten kołowrót codzienny nie namieszał mi w najważniejszościach. Akcenty pozostały tu, gdzie być powinny. Codziennie przytulam troje najwspanialszych dzieci i najlepszego męża, codziennie dziękuję za to, co mam, gdzie mieszkam i kim jestem.

Pojeździliśmy trochę. Może nie na najdłuższe wakacje świata i nie na jego krańce, ale naprawdę solidnie pokręciliśmy się po Polsce. Nowy rok przywitaliśmy na Śląsku, w lutym były zimowe Bieszczady, w kwietniu wiosenne Karkonosze, w czerwcu weekend nad Bugiem, wakacje to namiot w Bieszczadach i na Podlasiu oraz cała masa mniejszych około lubelskich wycieczek. Październik to znowu Bieszczady, a rok zamknęliśmy w Beskidzie Niskim.

Naprawdę solidnie zadbałam o formę. Sprawdziła mi się teoria, że dobrze
jest zacząć ćwiczyć póki dziecko jest naprawdę małe, potem już się kręci

Chciałam więcej czytać, więcej wychodzić kulturalnie, bardziej zadbać o zdrowie, mniej krzyczeć na dzieci i mniej czasu spędzać bezmyślnie w internetach. Zadbać o słynną kwestię organizacji. To nie wyszło. Może jeszcze wyjdzie.

A tymczasem chodźcie zobaczyć zdjęcia:)

Zaczęło się mało śnieżnie

ale śnieg w Bieszczadach w lutym dopisał
Pierwsze wycieczki marcowo błotne

rosną te dzieciaki

Karkonosze wiosenne

Bug czerwcowy

Chrzcimy Pirata

Deszczowe Bieszczady w lipcu

Znowu Bug i oglądanie obiektów z Landart Festivalu
I Podlasie pod namiotem

skansen we wrześniowy słoneczny dzień zawsze spoko

…i Kozłówka też spoko

Roztocze…
Pożegnanie lata na naszej ulubionej plaży w Kazimierzu Dolnym

i przywitanie jesieni w Złotych Bieszczadach

późnojesienna włóczęga na wschodzie
chwila spokoju przed Świętami

i biegiem w Nowy Rok

9 stycznia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowodzieckomindfulnessrozmyślaniaslow lifestyle

A przecież stoisz taki młody, taki młody

by Paulina 6 grudnia, 2018

Nie ma ich tak dużo, tych momentów. Ale, gdy już się pojawią, tym bardziej robią robotę.

Szczególnie teraz, gdy tak często mam to uczucie nieogarniania, mrugam okiem i mija dzień, trzy razy westchnę i mija tydzień. Grudzień zaczął się dwie chwile po styczniu. A ja ciągle w niedoczasie, ciągle jakaś spóźniona, coś zawalam, nie dopilnuję…
I tylko dzieci coraz większe. „I tylko popiół masz”.

Ale są takie chwile, takie rozbłyski. Łapię się ich kurczowo, zakotwiczam nimi w rzeczywistości, przywracam się nimi do równowagi.
To teraz chyba czuje się najbardziej. Teraz rozbłyski błyskają zdecydowanie gęściej. Może koniec roku – może atmosfera przedświąteczna. Emocje chwytające za serce. Dziecięcość w najsielankowszym wydaniu, czyli oczekiwanie na Mikołaja, zadania z kalendarza adwentowego, „Jingle bells” z obowiązkowym podrygiem i pirłętem kilkuletniej nóżki, rumieńce i oczy błyszczące.

 
 

Patrzę sobie na nich, całą trójkę.
Podobni do siebie wszyscy, a im młodsze dziecko tym większy chochlik w oczach.

Wilczek, wrażliwy i mądry, przyrodnik i wędrowiec. Cudowna ciekawość świata, zachwycone chłonięcie wiedzy, które wzrusza do bólu i o które tak się boję gdy pójdzie do szkoły.

Iskra, sam żywioł. Ledwo dotyka ziemi, tańczy i śpiewa. Jak strzela focha, to spektakularnie, jak przytula, to najsłodziej.

I Pirat, obserwujący bystro starszą dwójkę, płaczący pod drzwiami, gdy idą do przedszkola. Uosobienie bezinteresownej, najczystszej radości życia. Coach optymizmu.

Coraz mocniej do mnie dociera, jak wiele z tych momentów, to już po raz ostatni. Ostatni w życiu.
Te ciastka dla Mikołaja.
Radość ze śniegu.
Czytanie wieczorne.
Naleśniki na kolację.
Te łapki ciepłe garnące się do mnie.
Wyprzytulanie smutków.
Spacery pełne odkryć. 

Rysunki produkowane w ilościach przemysłowych. I historie do tych rysunków.
Pytania  niekończące się.
Największe na świecie sekrety szeptane do ucha ciepłym chuchem.
I nawet te jęki, że mamoooo… Mamooo gdzie moja kredka którą przed chwilą trzymałam, mammooo zooobacz, mamooo patrz, mamoo chooodź. To bywa czasem sto miliardów maaaaam. Ale za dwie chwile już tego nie będzie, spadnę z tego znienawidzonego czasem piedestału, i zatęsknię. Z pewnością zatęsknię.

6 grudnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńlasmój stylslow lifestylespacer

las jesienny, co na wszystko pomaga

by Paulina 21 listopada, 2018
dlaczego warto chodzić do lasu

Październikowe złoto opadło, zmieniło się w zwiędłą szarość, a ponure ciemności zapadają chwilę po południu. Czas, kiedy nogi same prowadzą na kanapę pod kocyk, ale kierujemy je… do lasu. Las jesienią to najlepsza możliwa rzecz. Las jesienią jest lepszy niż sto herbatek pod kocykiem.

Las jesienią działa na wszystko, serio.

Antidotum na smog

W powietrzu snują się romantyczne mgły listopadowe. Klimat jak z Bladerunnera. Szkoda tylko, że ten romantyzm często pochodzi z wysokiego stężenia PM10 i PM2,5. Nawet w Lublinie, na totalnie nieuprzemysłowionym zielonym wschodzie, alerty smogowe zbyt często pokazują czerwone światło. Spacery w mieście mogą czasem zrobić więcej złego niż dobrego. Dlatego szczególnie teraz, jesienią warto chodzić do lasu i pooddychać leśnością, bo to wspaniale wymiata z naszych płuc szkodliwe pyły.

Wzmacnianie odporności

Wdech i wydech, wdech i wydech. A z każdym wdechem masa dobroczynnych olejków eterycznych, fitoncydów (czyli substancji, wydzielanych przez drzewa o działaniu bakterio i grzybobójczym). I siłą rzeczy ruch. Czyli te banalne bazy i podstawy, o których wiedzą wszyscy, konieczne dla budowania odporności, tak oczywiste, że lekceważone.

dlaczego warto chodzić do lasu jesienią, dzieci 

Ratunek na nadmiar komputera

Zmęczone oczy od ciągłego wpatrywania się w ekran, zmęczone plecy i kark, zmęczona głowa od sieczki informacyjnej i świata wirtualnego. A las, cudowny stymulator sensoryczny, kładzie na te nasze biedne, nadwyrężone oczy, plecy i głowy prawdziwy uspokajający balsam szumu wiatru, zapachu ściółki, widoku kolorowych liści i fraktalowych układów łysiejących gałęzi.

 

Balsam na skołatane nerwy

A po tygodniu dziecięcej infekcji, gdy człowiek przywalony dzieciakami z glutem, i nerwy poszargane marudami i uszy napuchnięte od nieustannego jęczenia. Gdy mam dosyć wszystkiego, bardzo dosyć, czuję się jak ta mysz w kołowrotku domowo-dzieciowo-pracowym i cholerny Syzyf na górze brudnych ciuchów. I wtedy las mówi, chodźcie do mnie. Idziemy. I pośród kolejnych kroków między drzewami kryzys mija, serio, magicznie mija – mnie, stan przednerwicowy, dzieciakom stan jękoląco awanturujący. W naturze, w lesie, zyskuje się (a przynajmniej ja zyskuję) ten cudowny, zdrowy dystans. Mysz wychodzi z kołowrotka  poleżeć na sianku, Syzyf odstawia głaz i zaczyna podziwiać widoki.

 

Energizator czyli las jak kawa z czekoladką

I wraca energia, wracają chęci do życia, znika faza „jak mi się nie chce” i wake me up in july”.  Nastaje faza „what a wonderful world” oraz „Clap along if you feel like happiness is the truth”. Zaczyna się chcieć, zwyczajnie.
Warto chodzić do lasu.

Sama się zachęciłam, jutro po przedszkolu i pracy idziemy do lasu:D

21 listopada, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemjesieńlaspasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi, edycja jesienna.

by Paulina 24 października, 2018

Bieszczady jesienią. To jeden z TYCH związków. Jak grzane wino przy kominku, piknik pod miastem w maju, jak sierpniowe jabłka.
Tak
oczywiste a do tej pory niezrealizowane. Byłam w Bieszczadach wiele
razy, w czasach studenckich i z dzieciakami, pod namiotem, bywaliśmy
wiosną, w zimie i w lecie, ale nigdy jesienią.
I wreszcie.

I, słuchajcie, czegoś tak pięknego nie widziałam chyba jeszcze.
Lothlorien i Brokilon.
Swiatlo i złoto. Złoto i światło. Najpiękniej.

Było
tak. Wyruszaliśmy (względnie) rano na szlak, tradycyjny piasek pod
powiekami z niewyspania, poranny chaos, wielki foch Iskry, wielki głód małego
Pirata, włóżcie wreszcie te buty, czy wzięliśmy pieluchy-polarki-jedzenie.

I pierwsze kroki,
w liściach brązowo – szeleszczących. I oddech pachnący październikowo. I
babie lato błyskające co chwila na diamentowo. Tropy zwierząt, a może to ryś. „Mogę do nosidłaaaaaa? Poczekaj, zdobądź jeszcze 30 punktów i
zdecydujesz”, „Mamo, chciałbym mieć książkę o jaworach”.
I
wchodzi się do lasu. A tam, nieumiarkowanie w ogniu i złocie. Zaprawdę
powiadam wam, jeśli wam zimno w serca, jedźcie je ogrzać w
bieszczadzkich jesiennych lasach.

Iskra zapomniała o nosidle,
liczy szlaki i schodki, planuje uplecenie korony z liści. Wilczek nie
przestaje nawijać o drzewach i zwierzętach, Pirat wyśpiewuje albo śpi. A
lasy rąbią fanfarami kolorów.
I idzie człowiek, z rozpłyniętym w
tym płynnym kruszcu sercem. Idzie i wychodzi ponad linię lasu, w strefę
widoków. A te wychodzą z siebie i Olśniewają. I myśli sobie człowiek, że serio nic nie znaczą te problemiki codzienne. Myśli człowiek, że dobrze jest żyć na świecie, w którym są Bieszczady.

Jeśli Giewont to śpiący rycerz, Tarnica jest zdecydowanie śpiącą damą

24 października, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńKazimierz Dolnylubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiem

ostatnia słodycz w ciężkie wino

by Paulina 20 października, 2018
plaza w kazimierzu jesienią, jesień, wisła, weekend

Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.


Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wpędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.

Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.

Tak naprawdę, to mogłabym dzisiaj powtórzyć ten wpis z przed dwóch lat. Analogowo mi ostatnio, cudownie analogowo.
Zamiast płaskiej gładkiej estetyki na szklanym ekranie zanurzam się w wielowymiarowej zmysłowości jesieni.
Namacalność zamiast macania ekranu.
Błogosfera zamiast blogosfery.

 

Wwąchuję
się w jesienność, w pieczoną paprykę, imbir i kardamon, w liście i
kasztany (w domu w ilościach przemysłowych). Chrupie mi ta jesień liśćmi
z pod stóp , trzaska płomieniem świeczki, albo ogniska, miękko otula
wełną. A wszystko okrasza złotem z takim rozmachem, że barokowe
cherubinki mogą czuć się jak ubodzy krewni.

Rzeczywistość
jest taka piękna, że przedoskonały płaski świat wirtualny to jakiś
żart. A ona nie chce nic w zamian – żadnego kupowania, klikania,
udostępnaiania danych osobowych. Po prostu sobie jest i szafuje
rozrzutnie tą wspaniałością

Dlatego uciekam od komputera, co i Wam polecam.

20 października, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkiRoztocze

Słońce łowimy czyli wycieczki późnoletnie

by Paulina 21 września, 2018

Nie mamy dość.
Nie przestajemy się zachwycać w tym roku.

Znowu cykl się zamyka, tegoroczna rozpusta letnia ma się ku końcowi, i próbujemy się nakorzystać, jak co roku na zapas.
Wycieczki, spacery, wypady, pikniki. I jeszcze raz, i od nowa. Na trawę, do drzew, do słońca.
A lato uspokojone i wyciszone. Trochę senne.

I jak co roku zachwycam się babim latem. Jak co roku to babie lato mi
miga i błyska. Lasy pachną grzybami, światło mięknie
najpiękniej na świecie. Przykucam razem z przedszkolakami nad kolejnym
żuczkiem, biorę głęboki oddech. Nasycam się na zapas latem i dziecięcym
zachwytem. Myślę sobie, niech to lato trwa we mnie, niech się umości w
każdym zakamarku. I ta dziecięcość niech trwa, niech cieszą mnie biedronki,
pszczoły i koniki polne.

Tak sobie myślę, że kiedyś jakoś nie dostrzegałam tej kolistości czasu, czas sobie po prostu płynął, do przodu, ja wraz z nim. To usadowienie w cykliczności przyszło stosunkowo niedawno, nie wiem czy nie z macierzyństwem przypadkiem. Co w sumie może dziwić, bo z dziećmi czas jest linearny bardzo – u dzieci z każdym rokiem jest wielka zmiana, nie ma mowy o cyklach i powtarzalności.

A jednak, może to kwestia tej innej spostrzegawczości jaką się zyskuje będąc rodzicem. Ten rodzaj dziecięcego osadzenia w rzeczywistości trochę na cykliczność świata otwiera. W ogóle zresztą otwiera, na dostrzeganie. Wiecie, inaczej zauważa się każdą koparkę i pająka, inaczej zauważa się świat. Łapię się na tym nawet jak idę sama, okrzyk „o, strażacy” zamiera mi na ustach, łapię się na tym że chwilowo nie muszę nic nikomu pokazywać. Nie muszę, ale i tak dostrzegam, ta uważność zostaje, a to bardzo cenna sprawa.

„mnie dorosłej” nigdy nie przyszłoby do głowy przyglądać się ptactwu domowemu

21 września, 2018 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlaslatonamiot z dziećmiPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

Podlasie z dziećmi

by Paulina 4 września, 2018

dziecko pod namiotem, biwak dzieci, puszcza bialowieska

W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.
Jeszcze spróbuję, jeszcze raz,
w zieloną noc sierpniową…

W to lato dojrzałe pojechaliśmy. Jeszcze, choć na parę dni jeszcze sycić się tą natura najdoskonalszą i latem w jego najczystszej postaci.
W zieloność pojechaliśmy. W las. W pierwotność i sielskość.
Wypełnialiśmy się po brzegi słońcem, zapachem nagrzanej ściółki leśnej, brzmieniem wiatru i owadów. Oddychaliśmy tym natlenionym intensywnym lasem na zapas.

Telefony wyłączone przez większość czasu. Gdy jechaliśmy gdzieś samochodem, radia nie włączaliśmy z premedytacją.

Wychodziło się rano z namiotu, i buchał ten sosnowy zapach od razu.
Słońce migotało w jeziorze.
Szyszki kłuły w stopy.
Puszcza chwytała za serce milionem odcieni zieleni.
Dzieci czasem trochę jękoliły, ale tego się przecież nie pamięta zupełnie.
Rower sunął sobie cicho po leśnych ścieżkach.
Wieczorne ogniska trzaskały, hipnotyzowały i usypiały.

rower dzieci, wakacje na rowerach, puszcza bialowieska z dziecmi

Nasza czterolatka robiła trasy nawet po kilkanaście kilometrów.

namiot, camping, wakacje dzieci podlasie
Nowa funkcja przyczepki rowerowej. Czyli kojec baza dla niespełna roczniaka który najbardziej na świecie chce wchodzić do wody…
…lub do ognia
 
Wnętrze restauracji Carskiej. Wygląda fantastycznie, ale ceny 60-80zł za danie trochę nas zniechęciły;)

Leśniczówka „Dziedzinka” w której mieszkała Simona Kossak

 
 
 Żeby mieć „lazy bag” trzeba się trochę nagimnastykować;)

Banda

 

Bo dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe

Bardzo szczęśliwe w popiele
Hodowla małży

Gdy masz dosyć kiełby z ogniska

PS. Jeśli chcecie przeczytać konkretniejszy wpis o tym cudownym miejscu, to zapraszam , dwa lata temu pisałam więcej co robiliśmy z dziećmi na Podlasiu.

4 września, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry