Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemintegracja sensorycznalatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

wakacje z dziećmi w górach – część praktyczna

by Paulina 20 sierpnia, 2018

 

W te wakacje znowu wywłóczamy te nasze dzieci gdzieś w świat, gdzie się pobrudzili i zmęczyli, gdzie nie było tabletów i gotowych zabawek.
Pod
namiot. W góry. Z trójką. Dla nas naturalne i zwykłe, ale często
słyszymy okrzyki niedowierzania, podziwu, widzimy pukanie się w czoło i
ostentacyjne kręcenie głową.

Wiem, że już pisałam, ale
znowu się powtórzę. Podróżowanie z dziećmi to nie jest sielanka. I to
nie jest tak, że dzieci nic  nie zmieniają i można z nimi wszystko.
Mnóstwo się zmienia, i wcale nie jest tak, że za niczym nie tęsknimy.
Ba, wszelkie wyjazdy z dziećmi wyjątkowo mocno wyzwalają we mnie marzenia
i wspomnienia o beztroskich i spontanicznych wypadach tylko we dwoje.
Ale
warto, cholernie warto.
Bo tak bardzo razem nie jesteśmy chyba nigdy. Nigdy jak właśnie podróżując nie integrujemy
się tak pięknie jako rodzina, nigdy się tak ze sobą nie zaprzyjaźniamy, nigdy nie mamy okazji tak skutecznie i namacalnie przekazać dzieciakom naszych wartości. Mam wrażenie, że właśnie na naszych wyjazdach najlepiej nam wychodzi wychowanie.

Taki rodzaj podróżowania z dziećmi, bez animacji i atrakcji, pod namiot, w naturę, w góry nie jest może najłatwiejszy ze wszystkich, ale serio da się to zorganizować, no i praktyka czyni mistrza;)
Wystarczy się odważyć, pozytywnie nastawić i pojechać, każdy następny taki wyjazd przyjdzie z większą łatwością.
A ja dzisiaj zapraszam na wyjazdową prozę życia. Opowiem Wam o tym, jak u nas wyglądają takie niezorganizowane przez biuro podróży wyjazdy od strony praktycznej.

biwak, dziecko , camping, namiot, rodzinnie, wakacje

Pakowanie na wyjazd z dziećmi

Ja
wiem, że teraz wszystko może być cudownie estetyczne. Mnie też podobają
się te zdjęcia o lekko retro klimacie, z elegancką skórzaną torbą,
kapeluszem i klapkami, na jakimś lnianym posłanku, pokazujące
przygotowania do wyjazdu. U nas z minimalizmu, nada się tylko
minimalistyczny opis sytuacji – chaos. Ale, choć może nie wygląda to
wszystko najpiękniej, pakujemy się tak, żeby było praktycznie i
wygodnie. Czyli, do siat z Ikei. Ikeowskie siaty są super – pakowne,
lekkie, dopasowujące się do przestrzeni bagażnikowej. Na dłuższych
wyjazdach każdy ma swoją, pełnią funkcję wakacyjnych szaf, sprawdzają
się idealnie.
Mamy też podział ról – ja pakuję ubrania i kosmetyki, mąż sprzęty typowo turystyczno – biwakowe. Mamy wprawę, i chociaż za każdym razem narzekamy na ilość gratów, idzie nam to całkiem sprawnie.
Co
pakujemy? Pisałam już o tym w poście o wyjazdach pod namiot z dziećmi –  z ubrań, wszystkie które mamy. Z jedzenia – półprodukty o dań
sprawdzonych szybkich i nieskomplikowanych – makaron, kuskus, pomidory
pelati w puszce, cukinia, tuńczyk, kapary, oliwki, parmezan, oliwa z
oliwek,
przyprawy (pieprz, zioła prowansalskie, sól). Sprzęty turystyczne
(karimaty, śpiwory, koce, palnik, menażki i naczynia, latarki, linka,
siedzonka, tarp…), kosmetyki. Co można, optymalizujemy, przelewamy do mniejszych opakowań, stawiamy na uproszczenia i wielofunkcyjność (ostatnie odkrycie – lawendowe szampono-odżywko-mydło w kostce z kremolandu. Wspaniały, dobry skład, cudowne ograniczenie przestrzeni i naprawdę świetne działanie!)

spodnie przeciwdeszczowe – nasze są z decathlonu to fantastyczna sprawa!

atrakcje są wszędzie
Kiedyś licytowaliśmy się ze znajomymi, kto ma największy burdel w namiocie…

Wyjazd ba wakacje z dziećmi

Praktyka pokazała, że u nas najlepiej sprawdza się
wyjazd nad ranem. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od tego, jak długa
droga nas czeka, ale nasze wypady to zazwyczaj parę godzin jazdy.
 Mamy
więc taką naszą tradycję, którą dzieciaki też bardzo lubią, bo to taki
przedsmak wakacji, że wieczór poprzedzający wyjazd, kładą się w
wygodnych ubrankach i śpiworkach (no chyba, ze jest bardzo gorąco). My
też, po głównym pakowaniu idziemy spać, łapiemy parę godzin snu. Nad
ranem wstajemy, szykujemy jeszcze „bagaż podręczny” (ciuszki na zmianę,
pieluchy, chusteczki, jedzenie i picie) i ostatki zapomniane wieczorem,
(oraz zazwyczaj niedoschnięte pranie;)) i ruszamy. Młodzież przeważnie
się przebudza się podekscytowana, ale po jakimś czasie jeszcze przysypiają, co
daje nam dwie-trzy godzinki spokojnej jazdy.
Jak już się obudzą,
robimy mały postój, śniadanko, rozprostowanie nóg itp i ruszamy dalej,
śpiewamy, gadamy, słuchamy muzyki, wyglądamy przez okna, liczymy
bociany, krowy i inne atrakcje (polecam samochodową grę w bingo).

góry, bieszczady, dzieci, wakacje, trekking dziecięcy
kuku

Na miejscu

Można szukać dodatkowych atrakcji w Bieszczadach,
ALE PO CO. To jest
właśnie cały urok tych gór. Chyba każdych gór zresztą i w ogóle natury. Że są po prostu,
Dzieciaki się trochę wyciszają od tych wszechobecnych bodźców,
odpoczywają od przestymulowania, o którym trąbią psychologowie
dziecięcy. Nagle najlepszą atrakcją staje się niesienie biedronki,
wspaniałą rozrywką oglądanie kamieni, zabawą doskonałą ciamkanie w błocie.

A jakie szlaki z dziećmi w Bieszczadach

O naszym chodzeniu po górach z dziećmi pisałam trochę w tekście o motywowaniu dzieci do chodzenia po górach.
To
nie był nasz pierwszy wyjazd z dziećmi w góry, więc znamy możliwości
swoje i maluchów. Dlatego na szlaki ruszaliśmy z dwoma nosidłami – jedno
dla Najmłodszego Pirata, drugie, dla Iskry na wypadek utraty sił.
Tym razem chodziliśmy tymi szlakami:

  • Szlak na Jawornik – fajny spacerek z naszej Wetliny, można
    samochodem podjechać do końca drogi asfaltowej, potem już w zasadzie od
    początku jest piękny widok, nie trzeba dużo chodzić;) Poszliśmy tam
    pierwszego dnia, żeby zobaczyć jak nam się chodzi, jak chodzi się
    dzieciakom, jak
    sprawdzają się ich buty, i czy spodnie przeciwdeszczowe są faktycznie
    takie potrzebne (TAK!)
  • Zagroda Żubrów w Mucznem i szlak na Bukowe Berdo
  • Połonina Wetlińska. To dla kilkulatków dość forsowny, długi dla szlak, ale
    naprawdę przepiękny, można rozciągnąć na cały dzień, robić przystanki w
    najpiękniejszych możliwych okolicznościach przyrody. Weszliśmy żółtym z
    Wetliny i zeszliśmy przy Chatce Puchatka, do naszej bazy wróciliśmy
    busem. Można też wejść żółtym szlakiem z Wetliny i przejść tylko na
    Smerek i wrócić.
  • Połonina Caryńska, wersja skrócona zielonym szlakiem z przełęczy wyżniańskiej na górę, zejście w Ustrzykach
  • wycieczka z mapą, bez szlaku. Chcieliśmy pokazać dzieciakom inne chodzenie, dlatego któregoś dnia wybraliśmy się na spacer  na jakąś nienazwaną górę.
  • generalnie, jeśli planujecie z dzieciakami wycieczki po górach,
    najbardziej niezawodna w tym celu będzie właśnie stara, dobra mapa. Na mapie zaznaczone są punkty widokowe, a przy
    szlakach są zaznaczone czasy przejścia, z małymi dziećmi trzeba te
    wartości przemnożyć przez 1,5, a nawet dwa. 

deszcz pod namiotem w Bieszczadach

Pogoda w Bieszczadach tym razem była mocno w
kratkę, z dość dużym nastawieniem na deszcz. Co samo w sobie ma sporo
klimatu takiego romantyczno-przytulnego, starszym dzieciakom w kaloszach
i kurtkach – a w ostateczności w namiocie lub świetlicy z książkami,
kredkami lub planszówkami też to nie przeszkadzało. Jedynie
dziesięciomiesięczny
maluch był poszkodowany, bo nie może spędzać na kolanach na trawie tyle
czasu ile by
chciał.
Na szczęście było ciepło.

kamyczki!

laboga jak pięknie

Wracając, wstąpiliśmy jeszcze do przepięknego, ale mocno straszącego burzami Przemyśla

Warto podjąć wysiłek, warto trochę się razem z dzieciakami zmęczyć, przeżyć wspólnie przygodę – jak to działa w kwestii zbliżania się do siebie, kto doświadczył wspólnego klasowego przypału na wycieczce szkolnej.

To nasze praktyki, nam się sprawdzają najlepiej, dlatego się dzielę, jeśli macie jakieś swoje patenty na podróżowanie z dzieckiem poza utartymi szlakami, baaardzo chętnie przeczytam!!!

Jeśli macie jakieś pytania, dawajcie śmiało.
Jeśli uważacie, że post może się komuś przydać, śmiało udostępniajcie:)

20 sierpnia, 2018 34 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Znowu!

by Paulina 10 sierpnia, 2018

Bardzo potrzebowałam tych wakacji. Potrzebowałam ich jak rekin ruchu. A wyjazd opóźniał się i komplikował, a do tego prognozy pogody były średnio optymistyczne. Gdy tylko okazało się, że możemy, stwierdziliśmy, że chrzanić deszcz, jedziemy wypoczywać, choćbyśmy mieli nie zdejmować kurtek przeciwdeszczowych.

I fakt, namiot rozkładaliśmy w deszczu.
Deszcz ukołysał nas do snu.
Deszcz obudził nas z rana.
A my byliśmy najszczęśliwsi na świecie, podśpiewując o deszczuuuuuuw Cisneeeeeej.

Dzieci
śpiewały o „kapitanie Polska„, chwale na wysokości i „tylko pić jeść spać jak to ma godzić/jak ta Małgosi” (wersje są sprzeczne)
I wszyscy razem o tym, jakie to miłeee. Jakie miłe…

Oj, bo było.

 

Miłe były deszczowe chwile w namiocie. Namiot od tego roku naprawdę duży,
więc mieliśmy przestrzeń żeby sobie usiąść jak ludzie, popijać kawkę,
poczytać, pogadać. Patrzeć na dzieci i nieustannie zadziwiać się jak
fantastyczne zabawy potrafią wymyślać z niczego i jak mocno potrafią się
pokłócić o byle co, i jak bardzo inaczej dorośli i dzieci patrzą na
„nic” i „byle co”.
 

Dziewczyna niosąca wodę

Miłe, bardzo miłe były górskie wycieczki z dziećmi. Kiedy niemowlę
poklepuje cię po karku a ty  idziesz po połoninie i rozmawiasz sobie z
sześciolatkiem o świecie, o prehistorii trochę dalszej (dinozaury) i
nieco nowszej (jak rodzice się poznali). Kiedy czterolatka, wśród
grzmotów burzowych przytula się do taty i mówi, że już się nie boi bo on
jest najlepszym ochroniarzem. Albo gdy dzieciaki idą sobie razem i
wymyślają, że są morskim konikiem i morskim żubrzykiem i zastanawiają
się w jaki sposób taki morski żubr oddycha. I gdy siadamy sobie wszyscy
razem na pikniku z widokiem chrupiemy aromatyczne letnie jabłka.

górskie wędrówki, takie męczące, że niektórzy padają

dziecko w górach, trekking z dziećmi, dzieci na szlaku
relaksik nad rzeką

I nasz camping taki miły. Z płynąca rzeczką i sąsiadującą z nią strefą chilloutu, drewnianą huśtawą i leżakami. I świetlicą pod dachem – z grami planszowymi, klockami i piłkarzykami, dobrym jedzeniem, dobrą muzyką (a to naprawdę rzadkie w ośrodkach turystycznych) i pozytywnymi ludźmi i mocno hippisującym klimatem.

A góry, ach, jakie góry były miłe. Majestatyczne i wspaniałe, najpiękniejsze. Zachwycają, imponują, każą zwolnić i gwarantują odpowiednią perspektywę wobec naszej zajętej i zabieganej codzienności. Po górach się chodzi i poza tym wspaniałym dystansem nabiera się szacunku do natury. A z każdym krokiem górskiej wędrówki jest się bliżej. Bliżej świata. Bliżej natury. Bliżej swoich bliskich. I bliżej samego siebie.

I burza coraz bliżej
Przegoniło nas szybciutko z Połoniny Caryńskiej

 

10 sierpnia, 2018 18 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamadzieckomój stylna macierzyńskimrozmyślania

głowa na macierzyńskim

by Paulina 24 czerwca, 2018

Dzisiaj zapraszam na kolejną część cyklu o dbaniu o nierodzicielską część siebie na macierzyńskim. Pisałam już o tych bardziej zewnętrznych aspektach. Świadomie w takiej kolejności, bo często efekty dbania o to, w co się ubieramy czy dbania o formę fizyczną widać dość szybko. A poza tym zewnętrze wpływa na wnętrze. Bo dzisiaj będę mówić o wnętrzu. O tym, o czym myśli mama niemowlęcia.

Opieka nad niemowlęciem jest niewątpliwie angażująca, także głowę. Ale nie czarujmy się, prawda jest taka, że jeśli zafiksujemy wszystkie nasze
myśli i uczucia na dziecku, nie wyjdzie nam to na dobre. Dlatego warto
ubrać się inaczej niż w dresy, dlatego warto dbać o ciało, kochane
ciało, które wykonało niezwykły wysiłek.
Dobrze jest też pomyśleć o głowie. Naprawdę, bycie mamą nie oznacza, że musimy już teraz myśleć tylko i wyłącznie o dziecku.
Myślenie
o dziecku jest dobre i potrzebne, dla dziecka oczywiście, dla więzi i 
dla samej mamy też zresztą może być rozwojowe (patrz tekst o tym co wpisać do cv po macierzyńskim). Chodzi mi o unikanie takiego 100% skupienia na dziecku.
Ten
rok, rok macierzyńskiego wbrew pozorom może być dla kobiety bardzo
rozwijający, nie tylko pod względem kompetencji z rozszerzania diety,
wiedzy o szczepieniach i sprawnego zmieniania pieluchy. Po pierwszych
tygodniach otrzaskiwania się z nową rzeczywistością, robi się naprawdę
fajnie, i całkiem sporo jest przestrzeni na kwestie nie związane z
dzieckiem. To dobrze, wykorzystajmy te przestrzenie, wyjdzie to na dobre
całej rodzinie.

Zdjęcia zrobiliśmy podczas ostatniego Warszawskiego Weekendu Bez Dzieci

 
Najważniejsze to trochę zmienić perspektywę. Mama na macierzyńskim nie jest tylko mamą.
Rodzicielstwo bliskości oznacza bliskość, a nie totalny fokus na dziecku. Tak jak pisałam już kiedyś, nie raz zresztą, dziecko
wkracza do rodziny nie jako jądro, ale jako pełnoprawny jej członek –
pełnoprawny członek jak mama i tata. Co oznacza, że uwaga-uwaga, mama i
tata są równoprawnymi członkami tej komórki społecznej a nie
obsługiwaczami potrzeb małego człowieka.

Co to dla mnie oznacza w praktyce?

No, prawie bez dzieci;)

Mamo, wyjdź z domu

Przede wszystkim, mama z dzieckiem może wyjść –
i to niekoniecznie na standardowy spacerek okołodomowy. Niemowlak, taki
jeszcze niechodzący, w chuście, nosidle lub wózku, to idealny kompan na
różne wyjścia. Nie nudzi się, nie ucieka i nie grymasi, mama jest obok,
to dla niego priorytet.
Ja z moimi kolejnymi dziećmi w chuście bywałam w muzeach, galeriach, na mniejszych i większych wycieczkach, na rowerze (z przyczepką rowerową) , na imprezach i w kinie.
Takie
wyjścia w zupełnie cudowny sposób odświeżają, pomagają złapać dystans,
dają bodźce inne niż dziecięce, budzą uśpione szare
komórki-nie-odpowiedzialne-za-dziecko.
Teraz, gdy jest ciepło,
wychodzę więcej niż w poprzednich miesiącach, zima nas jednak trochę
powstrzymała, bo przewijanie i karmienie w plenerze zimą to nie jest
oczywista sprawa. Wiosną i latem nie ma problemu, można karmić na
dowolnej ławce, przewijać się na kawałku trawki i w sumie niewiele
więcej dzieciakowi potrzeba.

Bez dziecka

Można! Naprawdę!
Na długo i krótko, do sklepu,
do kina, na spotkanie, na koncert. A mama bez dziecka regeneruje się
bardzo szybko. Te wizyty w Lidlu, wyczekane, jak jakieś wakacje pod
palmami, te dwie godzinki w kinie, inspirujące jak cała fura festiwali
kulturalnych, załatwianie spraw w urzędzie stymulujące jak milionowe
kontrakty. Chwilowy brak dziecka otwiera nowe drzwi w naszych głowach,
bardzo polecam, w miarę potrzeb i możliwości.

No cześć.

Intelekt

Jest taki stereotyp o odpieluszkowym zapaleniu mózgu,
ale wbrew temu, macierzyński to ten czas, kiedy można zrobić dla głowy
naprawdę sporo.
Np. czytanie.
Uwielbiam karmić piersią, także między innymi dlatego, że tylko przystawiam dziecko, a głowę mogę zająć czymś zupełnie innym.
Można smyrać w smartfonie (i frustrować się idealnym internetowym
światem) ale można tez poczytać na czytniku. Książki najróżniejsze,
smakowite powieści, nie Tracy Hogg ani Searsowie. Wspominam tu o
czytniku, bo przy karmieniu jest on dużo wygodniejszy niż klasyczna
książka, zwłaszcza jeśli mówimy o grubszych pozycjach. Dobrze sprawdzi
się też na spacerkach;)
Z innych dobrodziejstw technologii, są
audiobooki, podcasty i samouki językowe do słuchania przy sprzątaniu,
wieszaniu prania, prasowaniu (jeśli ktoś prasuje;) ), gotowaniu i całej
masie innych czynności.
Nie dość, że jakoś lżej się te gacie składa,
to jeszcze jakoś się mózg odświeża i jest zwyczajnie przyjemniej. I
naprawdę, to, że ich słuchamy nie oznacza, że w jakiś sposób
zaniedbujemy dziecko, nie musimy wiecznie do niego gugać, może sobie
maluch posłuchać jakiejś dobrej literatury. Ja polecam Audiotekę i
darmowy Librivox, i Podcast Addict. Jeśli chodzi o szlifowanie języków
nie mam teraz żadnej fajnej dedykowanej aplikacji, słucham książek,
radia i podcastów w obcych językach po prostu.
Są też wszelkiego rodzaju łamigłówki, w wersji analogowej i mobilnej.

Ludzie

Mama zamknięta w domu to mama zdziczała niestety. Prawda jest taka, że jeśli nie spotykamy się z ludźmi, to tracimy pewne społeczne umiejętności, znam to niestety z własnego doświadczenia, i wtedy człowiek czuje się ta zakompleksioną kurą domową, co to zna się tylko na kupkach i zupkach, więc coraz mniejsza jest motywacja do spotykania się…i koło się zamyka. Powstaje oczywiście pytanie, z kim się spotykać, bo przecież większość znajomych pracuje w ciągu dnia wieczór przy małym dziecku bywa nieoczywisty. Najprostsza odpowiedzią jest szukanie innych w podobnej sytuacji. Warto też rozejrzeć się za spotkaniami / warsztatami / zajęciami dla mam z dziećmi, to – poza fajnie spędzonym czasem okazja do poznania nowych ludzi. Zresztą, niech to będzie odwiedzenie koleżanki też na macierzyńskim i wspólne narzekanie na zmęczenie, czy rozmowa o rozwoju pociech, ale wychodźmy z domu i odzywajmy się do innych dorosłych ludzi.

Pustka

Polecam też wyciszenie, przerwy i drzemki. Nie bombardujmy się ciągle sieczką niusów i obrazków z internetu. Wyciszmy. Będąc z dzieckiem czasem można sobie po prostu potrwać w ciszy. Tu i teraz. Nicnierobienie też jest odświeżające.

Pasja

Ta pustka, to zwrócenie się do środka, no i nowa rola, i odejście od dotychczasowego schematu życia, wyzwalają pewien rodzaj pytań i poszukiwań. O sens, o sposób przeżywania życia, jakie znaczenie ma to, co robimy. I co tak naprawdę lubimy. Fajnie jeśli te poszukiwania nie polegają na szukaniu co lubi instagram, tylko co lubię ja – a to jest różnica, choć w dzisiejszych czasach coraz częściej to się zaciera.
W każdym razie, macierzyński to dobry moment na odkrycie pasji. Bo może, karmiąc piersią przypomnimy sobie o dawnym zainteresowaniu Indianami z Ameryki Północnej, bezsenne noce zainspirują nas do poszukiwania wiedzy o kosmosie, przemierzając kilometry po mieszkaniu zaczniemy szukać estetykę i odkrywać design. Być może taniec z dzieckiem w chuście nakieruje nas na taniec, jogging z wózkiem popchnie do maratonów, śpiewanie kołysanek obudzi muzykalność. Bądźmy otwarte, miejmy dobrą wolę. Tylko proszę pamiętajcie, że pasja naprawdę nie musi przekształcić się w dochodową firmę, ma nam przede wszystkim dawać radochę.

Praca

Jest jak najbardziej możliwa i realna. Z kilkumiesięcznym dzieckiem może być wbrew pozorom łatwiej niż z półtoraroczniakiem czy dwulatkiem, serio 🙂

Ja pracuję (w domu) od jakiegoś czasu, napiszę Wam o tym więcej za jakiś czas.

I jeszcze. Ja wiem oczywiście, że dzieci są różne, są high need babies, bywa ciężko. Czasem jedyne, czego potrzebuje nasz mózg, to sen.  Ale, tak, jak pisałam wcześniej – z nikim się nie ścigajmy, to nie zawody. Absolutnie nie chodzi mi o kolejne poprzeczki dla mam. 
Dbajmy o siebie dla siebie – tak jak pisałam kiedyś, „nie używane cechy osobowości i intelektu kurczą się i usychają”, nie zatracajmy się w tym macierzyństwie do imentu.

24 czerwca, 2018 22 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kleszczelaslatoodporność u dzieci

Kleszcze!!!

by Paulina 19 czerwca, 2018
Mój osobisty przysysacz

Temat jest niestety gorący. I bliski nam niestety. W ciągu ostatnich dwóch lat całkiem sporo dowiedzieliśmy się o kleszczach, unikaniu kleszczy, sposobach wyciągania kleszczy, badaniach kleszczy i chorobach przez kleszcze przenoszonych. Wszystko przez jednego jednomilimetrowego pajączka przyczepionego do ramienia Wilczka w Puszczy Białowieskiej dwa lata temu.
Ale od początku.

Opowiem Wam, jak było u nas, a potem wypiszę wnioski, jakie wyciągnęliśmy z tej nieprzyjemnej przygody.

Dwa lata temu byliśmy na przepięknym wyjeździe pod namiot na Podlasiu. To region idealny na rowery, więc  sporo czasu spędzaliśmy w białowieskich lasach na dwóch kółkach, z dzieciakami w przyczepce (osłoniętej moskitierą). Na takich wycieczkach zawsze mamy ze sobą apteczkę, niestety tym razem została w samochodzie. Gdy zatrzymaliśmy się na mały piknik, zauważyłam na ramieniu Wilczka kleszcza, który był jeszcze malutki, nie zdążył się napić krwi, ale był już wkręcony.
Wyciągnęliśmy go, niestety nie mieliśmy czym odkazić śladu. Kleszcza zabraliśmy ze sobą.

Po powrocie do Lublina, wysłaliśmy robala do analizy, niestety okazało się że jest zakażony boreliozą. Mieliśmy do wyboru podać antybiotyk „profilaktycznie”, albo poczekać trzy tygodnie, zrobić badania na przeciwciała i przeprowadzić ewentualną kurację dopiero wtedy. Uznaliśmy jednak, że antybiotyk to nie witaminka C, którą można sobie podać „na wszelki wypadek”. Badania na przeciwciała (potem Wam napiszę jakie) niestety potwierdziły obecność przeciwciał. Dostaliśmy trzy tygodnie antybiotyku. To był pierwszy antybiotyk Wilczka, i mocno go osłabił – zarówno w sensie odporności, jak i sił witalnych.

Przez rok po skończonej terapii powtarzaliśmy badania, cały czas obserwując, czy nie ma żadnych objawów, drżąc na każde „bolą mnie kolanka” (krętki borelii czasami atakują stawy) i obserwując pod lupą każde podejrzane zaczerwienienie (rumień jest jedynym stuprocentowym objawem zakażenia boreliozą). W międzyczasie ilość przeciwciał mocno wzrosła i istniało ryzyko leczenia antybiotykiem w szpitalu, na szczęście potem spadały, ostatnie badania pokazały poziom graniczny, więc wygląda na to, że możemy spać spokojniej.

Te dwa lata były dla nas czasem intensywnego chłonięcia wiedzy na temat kleszczy, prewencji, sposobów leczenia, więc dzisiaj postaram się nią z Wami podzielić. Przy czym pro forma zaznaczam, że nie jestem lekarzem i ten wpis nie może zastąpić porady lekarskiej (najlepiej sprawdzonego lekarza zakaźnika).

Ulubiona miejscówka kleszczy

To zaczynamy.

Jak się ochronić przed ukąszeniem kleszcza?

Przede wszystkim, wbrew popularnej opinii, kleszcze nie spadają z drzew, to nie spadochroniarze;). Najgęściej występują w wysokich trawach, łąkach, choć nie jest powiedziane że w mieście jesteśmy zupełnie bezpieczni (znalazłam kleszcza na moim dziecku w ogródku przydomowym w mieście). I nie oznacza to, że z obawy przed kleszczami trzeba zaprzestać kontaktów z naturą. Można zminimalizować ryzyko ukąszenia.

  • DEET nie działa na kleszcze – są skuteczne na komary, meszki, ale nie na kleszcze
  • są różne naturalne metody,olejki eteryczne, których kleszcze nie lubią (goździkowy, z trawy cytrynowej, lawendowy, anyżowy, eukaliptusowy). Nie dają stuprocentowej ochrony, ale zniechęcają i są naturalne
  • permetryna. Bardzo skuteczna, ale też bardzo drażniąca substancja i absolutnie nie nie nakładamy jej na skórę. Stosujemy niewielkie stężenie i spryskujemy ubrania w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Trzeba uważać, żeby w pobliżu nie było co oczywiste dzieci, i kotów – są wrażliwe na permetrynę
  • a w kwestii ubrań – długie nogawki i długie rękawy, czyli podstawa i najprostsze rozwiązanie
  • i jeszcze jedna metoda, bardzo prosta i bardzo skuteczna. Kleszcze nie wbijają się momentalnie, przeważnie dość długo wędrują po naszym ciele i szukają najlepszego dla siebie miejsca. Dlatego często się oglądamy, dzieciaki też są wyczulone na malutkie czarne pajączki. Już niejednego udało nam się pozbyć właśnie przed ukąszeniem.
Kleszcze nie skaczą z drzew

Co zrobić, gdy znajdziemy kleszcza?

Jeśli jeszcze się nie wkręcił, to nic, wystarczy się go pozbyć, nie ma ryzyka zarażenia:)
Jeśli jest już wczepiony, to – wbrew obiegowej opinii – jest już ryzyko, że zostawi po sobie jakąś nieprzyjemną pamiątkę, nawet jeśli wyjmiemy go szybko, zanim zdąży się napompować. Oczywiście ryzyko jest tym większe, im później odkryjemy robala (gdy napiją się już „pod korek” zwyczajnie wymiotują i wtedy mogą przekazywać nam groźne choroby), niemniej wbity kleszcz to już jest ryzyko.
Przede wszystkim, trzeba go umiejętnie i jak najszybciej, dosyć energicznie wyjąć, nie ściskać (żeby nie zwymiotował), nie wyrywać. My mamy tzw „kleszczołapki”, czyli miniaturowe narzędzie w kształcie łomu do wyciągania gwoździ – obejmuje on kleszcza i wyciąga bez ściskania. Są różne szkoły i narzędzia do wciągania, generalnie jest jedna wspólna zasada – trzeba zwracać uwagę, żeby kleszcza nie ściskać – wtedy zwiększamy ryzyko infekcji.
Miejsce należy solidnie zdezynfekować.
Moim zdaniem nie ma sensu sprawdzać, czy kleszcz był zarażony – to są dodatkowe koszty, a w przypadku wyniku pozytywnego i tak musimy zrobić badania, które potwierdzają, lub nie, obecność przeciwciał.
Spotkałam się z opinią lekarza, mówiącą o tygodniu antybiotyku jak najszybciej, przed robieniem badań. Ale ja osobiście nie jestem zwolenniczką takiego podejścia, nigdy nie wiemy, czy po tym tygodniu nie złapiemy kolejnego kleszcza, a potem kolejnego, i tak się możemy bujać na antybiotyku dłuższy czas, choć wcale nie wiadomo, czy faktycznie jest potrzeba.

Jakie badania gdy ukąsi kleszcz

Przede wszystkim badania z krwi nie potwierdzają nam w stu procentach zakażenia.

Są dwa rodzaje badań, które wykonuje się standardowo, wykrywają one przeciwciała (a nie bakterię). Pierwszy test, to test ELISA, który ma za zadanie potwierdzić obecność przeciwciał IGM i IGG na boreliozę. W przypadku przekroczenia normy, trzeba zrobić jeszcze jedno badanie, Western Blot, które potwierdzi (lub nie) że wykryte podwyższone przeciwciała, to przeciwciała na boreliozy.
Jeśli badania potwierdzają obecność przeciwciał boreliozy, trzeba pójść do lekarza, najlepiej od razu zakaźnika.

W kwestii diagnostyki boreliozy polecam jeszcze obejrzenie tego, bardzo rzetelnego filmu.

Metody alternatywne

Są teorie mówiące, że nasze organizmy są w stanie same zwalczyć boreliozę. Na pewno są w stanie trzymać krętki borelii „w ryzach”, jednak może się zdarzyć (i tak właśnie często bywa), że przy jakimś nadwyrężeniu układu odpornościowego pilnowane dotychczas krętki rozłażą się i wchodzą w różne nieciekawe miejsca siejąc naprawdę niefajne spustoszenie.
Gdy okazało się, że mamy do czynienia z boreliozą u Wilczka, i gdy jakiś rok po antybiotykoterapii bardzo wzrosły mu przeciwciała postanowiliśmy włączyć dodatkowe sposoby. Przede wszystkim, do znudzenia wzmacnialiśmy odporność. (tutaj teksty o tym, jak wzmocnić odporność u dzieci latem, i wzmacnianie odporności dzieci zimą). Sok z kiszonych buraków, balsam jerozolimski, ciepłe zupy, soki imbirowe, miód, kurkuma, czarnuszka. Hartowanie. Do tego postawiliśmy na ziołolecznictwo – w Lublinie działają Bonifratrzy, którzy przyrządzają indywidualnie dobrane mieszanki ziół. Wiem np, że szczeć jest ziołem sprawdzonym w walce z boreliozą. Wilczek ponad pół roku codziennie, trzy razy dziennie pił ziółka.
Ostatnie badanie pokazało znaaacznie zmniejszony poziom przeciwciał. Nie wiemy oczywiście, co konkretnie miało taki wpływ, czy organizm sobie po prostu poradził, czy pomogły te zioła, najważniejsze, że sytuacja się polepszyła.

I to by było na tyle. Myślę, że temat kleszczy wyczerpałam:) Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało.

Jeśli przydał Wam się ten tekst, będę wdzięczna za udostępnienie, chciałabym tylko jeszcze raz zaznaczyć, że ten artykuł został napisany z perspektywy i w oparciu o doświadczenia rodziców dziecka zarażonego przez kleszcza boreliozą, a nie naukowca badającego temat.

19 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilatoPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestyle

weekend nad Bugiem

by Paulina 14 czerwca, 2018

Trochę mi się chciało nad morze tak naprawdę. Ale czas mieliśmy ograniczony, a z naszego Lublina nad morze jest naprawdę daleko, więc postawiliśmy na bliższy wypad, nad Bug z rowerami i przyczepką.
Bug. Romantyczny Bug, nieuregulowany, klimatyczny, dziki. Kojarzący się ze wschodnią duszą, z ta dobrą prostotą. Esencja tej symbolicznej sielskiej polskości.

Wybraliśmy się do Serpelic, samego serca Parku Krajobrazowego Przełomu Bugu. Wynajęliśmy niedrogo mały drewniany domek wśród sosen. Brzmi super, ale na tym zalety miejscówki się skończyły;) Ośrodek trochę… retro, jeśli wiecie co mam na myśli, z różnymi budynkami niewiadomego przeznaczenia – ale ewidentnie w trakcie przemian i usprawnień, np część domków już zostało wyremontowanych, a na terenie ośrodka jest tez fajny park linowy. Cieszę się też, że byliśmy tam przed wakacjami, bo w zasadzie nie było ludzi  – niestety ci, którzy się pojawili, ilością wydawanych decybeli utwierdzili nas w przekonaniu, że zdecydowanie wolimy bezludną głuszę.

Ale, przecież przyjechaliśmy do parku krajobrazowego, nad Bug, a nie do domku, więc zdecydowaną większość czasu spędziliśmy na rowerach, w takich okolicznościach: 

Wilczek dzielnie jeździł sam na rowerze, choć drogi mało przyjazne, bardzo piaszczyste.

w końcu, komuś trzeba było ustąpić miejsca w przyczepce.

co wy mie tu dajecie
stópki też spróbowały

nadbużański park krajobrazowy, podlasie z dziećmi, rower z dzieckiem

przyczepka rowerowa, weekend nad bugiem, wycieczki z dziećmi

Okolice arcymalownicze. Przestrzenie, poczochrane drzewa, łąki i stogi (zwoje?) siana, zieloność. Niebo z takimi poetyckimi obłoczkami, idealnymi, żeby sobie leżeć leniwie i wpatrywać się w ich kształty – czysty mindfulness, kwintesencja tu i teraz, zen doskonały. Do tego ta rzeka, kręta i niespieszna, zielonkawa, zarośnięta obfitą roślinnością.

A to wszystko z taką ścieżką dźwiękową… Cisza odcywilizacyjna. Szum wiatru, rechot żab, bzyczenie much, cykanie świerszczy i szalony ptasi chór.

I zapach jeszcze sobie dodajcie. Słodko-obłędne lipy. Świeżo skoszone siano. Ten piasek rozgrzany. I rzeka. I czereśnie.

Wdech. Wydech.

To właśnie jest szczęście.

Stadnina koni w Janowie Podlaskim

I uroczysko Zaborek. Fantastyczny, ogromny zielony teren i zaadaptowane do celów restauracyjno-hotelowych budynki z XIXw

Piękne miejsce, to domek gajowego wśród drzew, z zaciszną werandą. Podobno w nim zatrzymuje się zawsze Charlie Watts z Rolling Stones, gdy z żoną Shirley przyjeżdzają na aukcje koni.

W tym wiatraku też można spać
Pomieszkałabym tu. Trochę drogo, ale powiedziałabym, że cena adekwatna.

Zdecydowanie, przepiękne miejsce na lekko przedłużony weekend.
Po ciszę, po naturę, po spokój.
Po piękny rodzinny czas.
Po właściwe proporcje i poukładanie priorytetów w głowie.

14 czerwca, 2018 15 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylslow lifestyleupałwiosnazmysły

opisy przyrody

by Paulina 4 czerwca, 2018

No nie da się inaczej.
Co roku o tej porze, pijana tym pięknem bombardującym wszystkie zmysły, siedzę i wzdycham.

Mrużę oczy w słońcu.
Powietrze drga od upału, pachnie rzeką, porusza się wiatrem.
Dzieciaki pochłonięte po uszy najlepszą zabawą na świecie, wodą i piaskiem. Niemowlę też spełzło z koca czemprędzej, odkrywa plażę całym (zapiaszczonym) sobą, w bezzębnym zachwycie totalnym.
Rozglądam się, przyroda oszalała, kwiaty buchają swoja kwiatowością na wyścigi, każdy najpiękniejszy na świecie. Ptaki chyba mają nieustający ptasi Woodstock, miłość i śpiew.

Płynie Wisła i krew z mojej zranionej w rzece stopy. Trochę wbrew sobie unieruchomiona siedzę i tak siedząc, tym intensywniej chłonę ten czerwiec niesamowity, to wiosenne lato, jeszcze świeże i energetyczne. Jest tak pięknie, że aż boli serce.

 Boli serce i boli palec bez opuszki…;)

4 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieckointegracja sensorycznarozmyślaniawychowanie

Must-have dla dzieci!

by Paulina 1 czerwca, 2018

Dziś (jeszcze) Dzień Dziecka!
Moje drogie, pamięć, kalendarz, reklamy, radio, telewizja, instagram i blogi bywają zawodne. Być może umknęło Wam, że dziś święto naszych pociech! Rety! Szybko szybko! Co tu robić, co robić, prezenty przecież trzeba, laboga, bez prezenta nie ma świenta, wszyscy to wiemy przecież. Tylko, co robić jeśli dziecko ma już wszystko? Iść w skomlikowańszą elektronikę, stawiać na gadżety z kreskówek, niezawodny (milionowy) zestaw lego…? Quad, dron, weeked w mini-spa dla małej lolitki?

Moje drogie. Tu wchodzę ja, cała na biało. Doświadczona matka wielodzietna, been there, done that.
Po serii skomplikowanych doświadczeń, badań testów.
Okazuje się, że atrakcją dla dziecka może być… ŚWIAT.

Dzisiaj, z okazji dnia dziecka
zapraszam na rewolucyjny i spektakularny sposób zajęcia naszego malucha. 

Co więcej, ta sensacyjna zabawa może odbywac się wszędzie. Pod domem, na pikniku, na wakacjach. Sprawdzi się na Lazurowym wybrzeżu i pod blokiem we wschodniej Polsce. Zajęcie dla dziewczynek i chłopców. Rozwija dużą i małą motorykę, integrację sensoryczną, świetnie wpływa na zdolności matematyczne, wprowadza podstawy fizyki. Działa cuda na wyobraźnię przestrzenną. Dostarcza bodźców wyobraźni. Fantastycznie oddziałuje na kreatywność. Słowem, rozwija mózg jak wariat.
Mało tego, do tej wszechstronnie rozwojowej zabawy nie potrzeba wiele.
W
zasadzie, wystarczą kamyczki.

Kamyczki. Duże i małe. Najchętniej w połączeniu z dowolną wodą. I już.
Powyższy tekst jest może trochę prześmiewczy, ale cudowności rozwojowe, które po prostu DZIEJĄ SIĘ przy kontakcie dzieciaków z kamykami, patykami, naturą, są faktyczne zupełnie realne.
Dzieci nie potrzebują gadżetów, potrzebują świata.

1 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckona macierzyńskimrozmyślania

Dzień Matki Wielodzietnej.

by Paulina 26 maja, 2018

Miałam iść do fryzjera. Nic spektakularnego, żadnych metamorfoz, podcięcie po prostu. A potem kawka, może jakieś sklepy, tak mało fantazyjnie może, ale przede wszystkim Bez Dzieci.
Wiem doskonale jak odświeżająco działają takie beztroskie trzy godzinki. I bardzo takiego odświeżenia potrzebowałam. Bardzo.

Ale, skoro o tym piszę, domyślacie się pewnie, że plany mi się posypały.
Zamiast fryzjera miałam dom z trójką kaszlących nieletnich, zamiast spaceru i sklepów, głośny dom z bałaganem, wszystko okraszone niewyspaniem spowodowanym praca do późna i licznymi pobudkami najmłodszego. No nie tak to miało wyglądać. Zupełnie nie tak.
To nie tragedia oczywiście, wiem doskonale.
Bo to kaszelki tylko i jedno bolące ucho, a nie okropne poważne choroby które przecież też się przydarzają.
Bo dzieci, choć głośne i kłócące się, to przecież mądre, dobre, kochane i w ogóle najwspanialsze na świecie.
Bo mieszkanie, choć zabałaganione, to własne (no, trochę banku;) ), bezpieczne.
Bo to tylko włosy niepodcięte.
Tylko głowa nieprzewietrzona.
To gorszy dzień po prostu. Bywa.
Wiem, że to nic.

Ale tego dnia to nie było nic. To była ta słynna kropla w czarze zmęczenia, niewyspania, braku czasu dla siebie.
No więc, czara przelana.
Warczę na dzieci, a dzieci, cholerne papierki lakmusowe wyczuwają potężny wkurw, więc na wszelki wypadek stają się trochę bardziej roszczeniowe. Warczę bardziej. Dzieci robią kolejną awanturę nie-wiadomo-o-co, najmłodsze wzgardza snem. Po wydarciu się na nich boli gardło i sumienie. Przecież to dzieci, do tego chore i jeszcze mają wredną matkę pohukującą że nie może teraz, bo musi pracować. Mamusiu, a kiedy skończysz pracować. Nigdy jak mi będziecie ciągle przeszkadzać. [oddech] Przepraszam kochani, niemiło się zachowuję dzisiaj, jestem zmęczona i smutna. Przytulają mnie trochę nieporadnie małe ciepłe rączki, a ja staję się jednym wielkim wyrzutem sumienia. Oddycham. Ale za chwilę sytuacja się powtarza. Jęki-awantura-krzyk. A praca czeka.
Wieczorem czuję że zawaliłam na każdym polu.

Sprawdzam bilety lotnicze. Dwie osoby dorosłe, zero dzieci.
Może jesienią.

***

Minął ten dzień. Jak każda najdłuższa żmija.
Jest później o meliskę, trochę bezdzietnej przestrzeni, dzisiejsze laurki.

Dziś Dzień Mamy.
Życzę nam wszystkim, żebyśmy miały czasem chwilę dla siebie. Żebyśmy czasem mogły złapać oddech i dystans. Żeby z tego dystansu spojrzeć na najpiękniejsze i najtrudniejsze szczęście jakim jest bycie mamą. Bo wiecie, pełny obraz widać dopiero z pewnej odległości, nie widać magii w wyciągnięciu królika z kapelusza, jeśli tkwimy gdzieś na króliku. Więc dystansu życzę, tego metaforycznego i zupełnie rzeczywistego.
I, chociaż bycie mamą to najcudowniejsza rzecz na świecie, to żebyśmy nie były tylko mamami. Żebyśmy zachowały dla siebie trochę siebie.
Żebyśmy nie były dla siebie takie surowe. Dla siebie samych i dla siebie wzajemnie. Żebyśmy w gorszych chwilach miały kogoś, kto na nasze narzekanie nie powie, że wszystko jest kwestią organizacji, tylko rozumiem, że jest ci ciężko (pozdrawiam Basiu!).
Bądźmy dla siebie dobre dziewczyny. Nie dosrywajmy sobie wzajemnie, nie oceniajmy pochopnie innych matek, nie toczmy krwawych batalii o metody wychowawcze. Wspierajmy się.

 

26 maja, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

maj

by Paulina 16 maja, 2018
cycle chic, risk made in warsaw, rowerem w sukience

Zielono.
Pachnąco do obłędu.
Kwieciście.
Słonecznie.
Ale też intensywnie.

Jakaś
taka zachłanność. Zachłannie rozbuchała się ta roślinność, ta wiosna,
cudowna przecież i wyczekana. Przyszła, ostentacyjna i pewna siebie,
rozrzutna. Nie pozwalająca się sobą nie zachwycać.
Pędzimy na
pikniki i rowery, zrzucamy buty na wyścigi, wwąchujemy się w zieloność,
sycimy kwiatami, karmimy słońcem.
Dzieci idealnie wpasowane w naturę.
Rosną szybko jak trawa.

Ten czas ostatni, było tak pięknie, że można by powiedzieć, że szkoda byłoby to przespać. Ale… trochę bym pospała jednak więcej.
Bo
brakuje mi czasu i rąk mi brakuje, głowy jeszcze ze dwie też by się
przydały. Dzieci, praca i dom ściśniete w codziennym grafiku próbuję
pogodzić jakoś z tą wiosną piękną i apodyktyczną. Czasem nie daję rady.

Dlatego ta szara deszczowość mnie nie zmartwiła specjalnie, pomogła to piękne wiosenne szaleństwo trochę wyciszyć, oby tylko nie przeciągnęła się zbytnio.

cycle chic, risk made in warsaw, rowerem w sukience

 

16 maja, 2018 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmichustagórygóry z dzieckiemKarkonoszepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemSudetywiosna

Karkonosze z dziećmi, czyli nasza kwietniówka

by Paulina 30 kwietnia, 2018

majówka w górach, sudety z dzieckiem, trekking rodzinny

To była dość spontaniczna decyzja.
Wyjazd z dzieciakami w Karkonosze był kuszący (nigdy nie byliśmy w Sudetach!), no i jak wiecie jeździć w góry z dziećmi lubimy, ale trochę obawialiśmy się odległości do pokonania z maluchami i tego, że dla żadnego z nas nie byłby to wyjazd totalnie wakacyjny, oboje mieliśmy zobowiązania zawodowe.

Ale, jeśli mamy w życiu jakieś zasady, to jedną z nich jest „lepiej jechać niż nie jechać”;)
Pojechaliśmy.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, sudety z dzieckiem

I, jej, jak się cieszę, ze to zrobiliśmy.
Bo trafiliśmy z czasem tak, że lepiej się nie dało. Ta świeża, soczysta wiosenka, zaliściające się fluorescencyjnie drzewa, krajobrazy jeszcze trochę buro szare, a jednocześnie fantastycznie zielone i białe w kwiatach drzew owocowych. Słońce wiosennie energetyczne. Powietrze rześkie i doskonale przejrzyste. Temperatura idealna na wędrówki. A do tego upajająca, pusta przedsezonowość.

Mieszkaliśmy w Piechowicach, miasteczku pod Szklarską Porębą, w świetnym mieszkaniu wynajętym przez airbnb (tu link jeśli chcecie zniżkę 100zł na pierwszą rezerwację). Mieszkanie na własną rękę jak tu, lub w domku lub w namiocie jest dla nas zdecydowanie wygodniejsze – czujemy się swobodniej, sami robimy jedzenie, co z dzieciakami ma spore znaczenie.
Bardzo też się cieszę, że nie mieszkaliśmy w samej Szklarskiej, która, choć przepięknie położona i ze świetnym potencjałem, zrobiła na mnie niezbyt przyjemne wrażenie. Było jakoś tłoczno, chaotycznie i hałaśliwie – wszędzie remonty i budowy (co jest zrozumiałe, bo przygotowują się do sezonu, ale niekoniecznie przyjemne), stoiska z koszmarnymi pamiąteczkami które ekscytowały moje dzieci i ten estetyczny i architektoniczny bałagan.

Dzień 1 – Wodospad Kamieńczyka

Ponieważ nie było turystycznych tłumów, (które wyjątkowo mi działają na
nerwy), odwiedziliśmy trochę oczywistych atrakcji i szlaków w okolicy.
Pierwszego
dnia udaliśmy się do wodospadu Kamieńczyka, najwyższego w polskich
Sudetach i pierwszego punktu żelaznej listy do zobaczenia w Szklarskiej.
Miła, spacerowa traska, wodospad faktycznie piękny, przy schronisku miły widok. Patrząc na
przestrzeń i ilość ławek i stolików przy schronisku, można sobie tylko wyobrazić, co
się tam dzieje w sezonie…

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

 Dzień 2 – Dinopark w Szklarskiej Porębie

Wobec niesłabnącej miłości moich dzieci (a zwłaszcza Wilczka) do
dinozaurów, kolejny dzień spędziliśmy w tamtejszym dinoparku. Który nie
zachwycił mnie za bardzo. W tamtym roku byliśmy w Bałtowie i tam te dinozaury zrobiły jakoś większe wrażenie. A może to po prostu taki moment. Część atrakcji po zimie była jeszcze niewyciągnięta, nie odświeżona i całość robiła niezbyt miłe wrażenie.  Na mnie w każdym razie, bo dzieciaki bawiły się świetnie, oglądały
dinozaury z zainteresowaniem i przeszczęśliwe wyskakały się na
dmuchańcach.

Dzień 3 – Zamek Chojnik

Wybraliśmy się też na zamek Chojnik, prowadzą tam dwa szlaki, czerwony i
czarny. My zdecydowaliśmy się na czarny, żeby po drodze zahaczyć o
ciekawe zbójeckie skały, które dały dzieciakom fajną motywację do
marszu. Trasa bardzo ładna, sam zamek też robił wrażenie, dodatkowo
wzmocnione przepięknym widokiem z baszty i opowieściami
przesympatycznego Jędrka – kasztelana zamku.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie
Zejście czerwonym szlakiem. „Mamo, a po co w górach jest chodnik?”

 Dzień 4 – Pod Łabskim Szczytem

Następnego dnia mieliśmy więcej czasu, dlatego pokusiliśmy się o
większą traskę, czyli wejście do schroniska pod Łabskim Szczytem.
Pierwsza część trasy to zwykła ścieżka w lesie, pełna wielkich kamieni i korzeni.
Ciekawiej zrobiło się koło połowy, po przekroczeniu strumienia. Las osnuł się nagle mchem i magią. Delikatne światło prześwietlało gałęzie z młodziutkimi listkami, miękki mech się zielenił, strumyk szumiał. Zupełnie nie zdziwiłabym się,
gdybym zobaczyła jakiegoś elfa, czy inną driadę.
To cudowny dzień by, bardzo intensywny.

Ile punktów warte jest pokonanie takiego błota, czyli motywujemy.

majówka w górach, dzieci na szlaku, trekking rodzinny, co robić w szklarskiej porębie

Bardzo śmieszne żarty i bardzo zmęczone dzieci.

 Dzień 5 – Wodospad Szklarki

Ostatni dzień, to wodospad Szklarki, który, zawalony turystami, pogłębił naszą wdzięczność, że nasza majówka odbyła się w kwietniu. Szczęśliwie, jak to zazwyczaj bywa, wystarczyło oddalić się od popularnego punktu o kilkadziesiąt metrów, by zrobiło się cicho i spokojnie. Szlak, który wiedzie wzdłuż rzeki jest bardzo malowniczy, spokojny, był idealny na odetchnięcie przed podróżą.

Taką to mieliśmy przyspieszoną majówkę.
Nasyceni świetlistą zielonością, wędrówką, widokami. I sobą wzajemnie.
Ogarnięci dobrym, górskim zmęczeniem. Wzruszeni naturą.
Dzieciaki dopytują kiedy znowu jedziemy w góry

30 kwietnia, 2018 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry