Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylslow lifestylezima

a to zima ciągle

by Paulina 26 stycznia, 2018

Jest taki moment pod koniec stycznia.
Gdy słońce mocniej błyśnie. Ptak zaśpiewa jakoś śmielej, i pięć minut po południu ciągle jeszcze nie ma nocy.
To ten moment kiedy pojawia się pierwsze oczekiwanie na wiosnę. Pierwsze „mogłaby już przyjść”.
Na spacerze nadrzecznym zaczynam zauważać miejsca idealne na pikniki, i wizualizować sobie cudowny czas w plenerze. Zaczynam myśleć o letnich sukienkach, już prawie czuję ciepłą od słońca trawę pod stopami. Wyobrażam sobie wiosenne wycieczki i długie, ciepłe wieczory…
I mówię stop jak najszybciej, staram się nie nakręcać. Upycham usilnie te myśli gdzieś w daleki kąt, bo za wcześnie jeszcze przecież. Za wcześnie na rzeżuchę, na tulipany i żonkile za wcześnie.
Wwiercam się więc jak mogę w zimowy klimat, wybieram z dzieciakami na łyżwy, planuję zimowy wyjazd, czytamy z dzieciakami śnieżne książki, celebruję tę zimowość jak mogę. Na siłę trochę.
Byłoby łatwiej gdyby ciągle było tak jak na tych zdjęciach. Ze skrzącym śniegiem, zamarzniętym jeziorem, drzewami migocącymi szronem, skrzypiącymi w białym puchu krokami. Można by się wtedy w tej zimie nurzać, i w tym śniegu i mrozie, tak porządnie, poczuć ten mróz szczypiący w nos. Bo zima jest, to musi być zimno.
Chociaż… mogłoby już… nie być… 

 

 

26 stycznia, 2018 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadziecko

chustonoszenie w praktyce cz.2

by Paulina 21 stycznia, 2018

  

chustonoszenie, dziecko w chuście, rodzicielstwo bliskości

Dzisiaj część druga praktycznego chustonoszenia. Będzie o prawidłowym wiązaniu, wyborach chusto / nosidło / wózkowych i ubieraniu się. A część pierwsza, bardziej ogólna, tutaj.

Jak wiązać chustę

Gdy już mieliśmy naszą chustę w domu, pojawiło się oczywiście pytanie, co zrobić z tą wielka płachtą?
Przy
zakupie każdej chusty dostaje się książeczkę z instrukcjami różnych
rodzajów wiązań. Jest też sporo filmów pokazujących co i jak. I są
doradcy, warsztaty, noszący znajomi.
My nauczyliśmy się podstawowych wiązań właśnie z tych instruktażowych książeczek i youtube’a. Początkowo ćwiczyliśmy na poduszce,
polecam tę metodę, trochę się można z chustą obyć, poczuć na sobie,
poćwiczyć dociąganie bez robienia krzywdy dziecku. Swoją drogą warto zacząć wiązać jak najwcześniej, gdy dzieciak jest naprawdę malutki – fakt że noworodki są wiotkie i kruche, ale też wtedy jest największa szansa, że dziecko chustowanie polubi. Dobrze jest zacząć, gdy maluch jest wyspany i najedzony i generalnie zadowolony z życia. Rodzic też powinien być wyluzowany i spokojny, niemowlaki wyczuwają różne nerwy. I nie odpuszczać, jeśli dziecko się wierci i marudzi. Tzn, jeśli się wierci i marudzi, rozwiązać, i za jakiś czas spróbować znowu.Możecie zrobić sobie zdjęcie i umieścić na forum chustowym z pytaniem o porady.
Gdy
już ogarnęliśmy podstawowe wiązania, byłam parę razy na zajęciach z
tańca z chustą i tam miałam okazję zweryfikować z profesjonalistą moje
wiązanie, wymieniłam się z noszącymi dziewczynami doświadczeniem
Przy dociąganiu dobrze jest popracować trochę ciałem, ruchami np barków pomóc w dociągnięciu. Dobrze jest, jeśli planujemy dłuższe wyjście, też pochodzić chwilę z zawiązaną chustą po domu, żeby się wszystko ułożyło, i ewentualnie dociągnąć, jeśli coś się poluzuje – takie poprawki są wygodniejsze jeśli robimy je na spokojnie w domu, przed lustrem i bez ubrań wierzchnich.

TADAAAAM! Początki zawsze są trudne:D Tak właśnie wyglądało pierwsze
zamotanie Wilczka. (Uspokajam od razu, że to zamotanie było bardzo
krótkie;) )

A skąd wiadomo, że chusta jest dobrze zawiązana?

Ma być wygodnie.
I dorosłemu i dziecku. Powinniśmy czuć cały przytulony brzuszek
dziecka. Nie powinno nas nic uciskać ani ciągnąc. Powinniśmy czuć ciężar równomiernie rozprowadzony na całych plecach, nie powinny nas ciągnąć ramiona.
Maluch ma mieć pozycję rozpłaszczonej żabki, nóżki odwiedzione na boki  i zgięte w kolanach pod kątem prostym, a ręce na boki, mają jakby przytulać noszącego.
Chusta powinna być równomiernie dociągnięta
na całych plecach dziecka. Dlatego właśnie ten splot skośno krzyżowy
jest taki ważny, dzięki niemu naciągnięcie jest dobrze rozprowadzone.
Dziecko w chuście nie siedzi! A zwłaszcza malutkie dziecko – chusta ma za zadanie przytrzymywać całe plecki.
Nie powinno być żadnych fałdek i luzów. (tutaj właśnie paski pomagają nam w ocenie)

Chusta czy nosidło

Dla nas decyzja była automatyczna, prze
pierwszym dziecku nawet nosidła nie rozważaliśmy, bo nosidła
ergonomiczne nie były wtedy tak rozpowszechnione. A potem uznaliśmy, że
nie ma potrzeby mnożyć bytów.
Za nosidłem
przemawia to, że jest łatwiejsze w obsłudze. Za to chusta jest bardziej
uniwersalna – w chustę zamotamy zarówno noworodka, jak i dwulatka na
wiele różnych sposobów (zarówno z przodu, z tyłu jak i z boku, na
biodrze).

Kiedy chusta kiedy wózek?

Nigdy nie byłam radykalistką, która w
imię noszenia dziecka i korzyści z nim związanych pozbywa się wózka jako
zła burzącego więź rodzica z dzieckiem. Zdecydowanie uważam, że warto
mieć i chustę i wózek, to dwa sprzęty (choć nie wiem, czy o kawałku
tkaniny można mówić „sprzęt”), które bardzo fajnie się uzupełniają.
Przede wszystkim, choć w chuście ciężar dziecka jest dobrze rozłożony, to jednak on nie znika. Gdy jestem zmęczona, bolą mnie plecy, gdy idę po zakupy, wybieram wózek.
Albo, gdy wiem, że będę na dworze na tyle długo, że mały zgłodnieje,
też biorę wózek. Dziecko w chuście nie jest zbyt ciepło ubrane, i
dlatego wyjmowanie go z chusty na karmienie na dworze (gdy jest zimno)
nie jest dobrym pomysłem.
Może to próżne i samolubne, ale wybieram też wózek, gdy chcę założyć takie ubranie, w którym noszenie będzie niewygodne. Co prowadzi nas do następnego punktu, czyli

Jak się ubierać (i dziecko) do noszenia w chuście

Wygodnie!
Maluch
nie powinien mieć żadnych dżinsików, sukienek, podwijających się
bluzek. Najlepszy jest zwykły pajac, albo body i miękkie dresowe
spodenki/legginsy.
A rodzic? Dziecko jest przytulone do nas
naprawdę ściśle, dlatego najlepsze jest miękkie i wygodne ubranie – bez
guzików, aplikacji i zdobień – nic co mogłoby uciskać lub przeszkadzać maluchowi. Mnie najwygodniej jest w zwykłych bawełnianych, przylegających bluzkach, albo sukienkach. 
W lecie staram się unikać gołych ramion i wielkich dekoltów.
Po pierwsze łatwiej jest mi dociągnąć materiał nie po gołym ciele,
tylko po materiale. Dociąganie i noszenie w chuście w bluzce na
ramiączkach np może skończyć się nieprzyjemnymi otarciami. No i w lecie,
gdy jest gorąco, ten kontakt skóra do skóry (spocona skóra do spoconej
skóry), podczas chodzenia może nie być najprzyjemniejszy.
Gdy jest zimno noszenie w chuście jest jednocześnie bardzo praktyczne i bardzo niepraktyczne.
Kto
przeklinał ubieranie niemowlaka w sweterki i kombinezony, ten wie dlaczego praktyczne. Do
chusty zawijamy dziecko ubrane normalnie, w sensie bez żadnych
sweterków, grzeje się ono naszym ciałem i już razem z nim otulamy się
kurtką. Musi to być kurtka na tyle duża, żeby zapiąć oboje. Polecam albo
ołwersajzy, albo kurtkę męża, albo taki praktyczny wynalazek, jak u
mnie na zdjęciach, czyli kurtkę z kieszonką na dziecko w chuście.
Minusem takiego noszenia jest kwestia karmienia w plenerze, o której już wspomniałam.

Do
chustowania nie sprawdzają się wisiorki i naszyjniki, przy starszym dziecku także długie kolczyki. I torebki są średnio wygodne, mnie
najlepiej się chustuje z plecakiem.

I tak to wygląda u
nas. Jeśli macie jakieś pytania o chustowanie, śmiało pytajcie w
komentarzach. Chusta to zdecydowanie jeden z lepszych dziecięcych
zakupów. Bardzo polecam:)

Wpis powstał we współpracy z marką LennyLamb.

21 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmislow lifestylezima

czynności i bezczynności około sylwestrowe

by Paulina 16 stycznia, 2018

Intensywnie rodzinne lato w tym roku jakoś sprawiło, że zwyczajnie zapomniałam zarezerwować jakąś klimatyczną miejscówkę na Sylwestra w górach, a gdy ocknęliśmy się w połowie października, wszystko, co spełniało nasze oczekiwania było już zajęte.

Ale ponieważ wyjazdy na Sylwestra tylko w części opierają się na samym kierunku podróży, i tak ruszyliśmy. Ruszyliśmy na Śląsk. Śląsk może nie jest najidealniejszym miejscem na zimowy wyjazd z dziećmi, ale tym razem nie jechaliśmy do miejsca tylko do ludzi.

Spędziliśmy świetny czas.
Zaczęliśmy od przesympatycznej gościny u naszej bliźniaczej rodziny Ruby.

…a potem pojechaliśmy do mojego brata, do Gliwic, gdzie przywitaliśmy nowy rok.
 

To był wyjazd nastawiony głównie na domówki, darowaliśmy sobie różne zwiedzania, ale parę razy się wynurzyliśmy na świat, na spacer to tu to tam.

A gliwicka palmiarnia to absolutne mistrzostwo. W smutnym zimno – szaro – smogowym świecie cudowna odskocznia w intensywnej zieloności. I wcale nie trzeba traktować tego miejsca jak czegoś do zwiedzania, odhaczenia każdej tabliczki. Myślę, że to po prostu idealne miejsce na zimowy spacer – jest ta roślinność, są zwierzątka, przepiękne akwaria, ławeczki… Można sobie tam po prostu połazić, potraktować to miejsce jak przepiękny park w lecie, przejść się, przysiąść, pogapić na zwierzaki. Wszystko za 20zł dla całej rodziny. Jakbyśmy mieli takie miejsce u nas w Lublinie, byłabym tam z dzieciakami częstym gościem.

16 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadziecko

chustonoszenie w praktyce

by Paulina 10 stycznia, 2018

 

chustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości

Chusta ratuje życie. Może nie w sensie, że ratuje przed śmiercią, ale życie jako wykonywanie pewnych czynności (innych niż noszenie niemowlaka). Życie w sensie funkcjonowanie. I w sensie zdrowie psychiczne.

Jeszcze przed dziećmi miałam tą sielską wizję rodzicielstwa z rozwianym włosem, w romantycznej sukni i dziecięciem w chuście. Lata praktyki pokazały, że rozwiany włos niekoniecznie się sprawdza, podobnie jak nie wszystkie ubrania. I o tym dzisiaj będzie ten wpis. O tym, jak wygląda chustowanie z punktu widzenia praktyków – entuzjastów, ale nie fanatyków.

chustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiemchustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

Zalety noszenia w chuście

Przede wszystkim, jak już wspomniałam, chusta ratuje życie;) Poza tym

  • dziecko, czując zapach rodzica, i kołysanie do którego przyzwyczaiło się przez 9 miesięcy, słysząc znajome bicie serca czuje się bezpiecznie i komfortowo
  • to poczucie bezpieczeństwa i komfortu wspaniale stymuluje rozwój, emocjonalny i intelektualny
  • rodzic też czuje się komfortowo wiedząc o powyższym
  • chusta wspomaga prawidłowe ułożenie bioder (nóżki są odwiedzione na boki) a plecy dziecka są wygięte w delikatny łuk
  • dziecku podczas chodzenia masuje się brzuszek
  • dziecko w chuście poznaje świat z bezpiecznej i wygodnej perspektywy – widzi dużo więcej niż w wózku, a jednocześnie czuje się pewnie przy rodzicu
  • rodzic dzięki chuście może naprawdę dużo – spacerować po każdym terenie nie przejmując się schodami czy krawężnikami, chodzić po górach, na imprezy masowe, na co dzień w domu można ogarnąć co nieco nawet gdy dzieciak ma zły dzień
  • dzieci chustowane mniej płaczą – i to nie tylko wtedy, gdy są noszone, a „Jeśli dzieci spędzają mniej czasu na płakaniu i marudzeniu, to co robią z wolnym czasem? Uczą się!”

 chustonoszenie,jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

Jak wybrać chustę do noszenia?

Pamiętam, że gdy zaczynałam interesować się tematem, przeraził mnie trochę ten nieskończony wybór. Trafiłam na forum chustowe, a tam dziewczyny wymieniały się jakimiś specjalistycznymi informacjami, gramaturą, chwaliły swoimi „stosikami” chust – z kaszmirem, konopiami czy jedwabiem.
Potem przebrnęłam trochę przez temat, zaczęłam jako tako orientować, na tyle, by móc wybrać naszą chustę.

Generalnie główny podział to chusty tkane, kółkowe i elastyczne.
Chusty tkane są najbardziej tradycyjne i najbardziej uniwersalne. Taka chusta powinna być tkana splotem skośno-krzyżowym, lub diamentowym, to są sploty, które dobrze pracują i równomiernie się naciągają, dzięki czemu jest nam ( i dziecku) wygodnie, komfortowo i bezpiecznie. Ma wiele możliwości wiązań. Problemem może być początkowo samo wiązanie.
Chusty elastyczne – wiele osób chwali sobie takie chusty na początek. To taki rodzaj chusty, którą wiąże się w całości zanim włoży się dziecko, materiał jest miękki i nie trzeba go potem dociągać. Jednak w takiej chuście można nosić dziecko tylko do pewnego momentu, ma ograniczoną liczbę wiązań, nie jest bardzo stabilna.
Chusty kółkowe – też są tkane splotem skośno krzyżowym, Ich główną zaletą jest szybkość i łatwość wiązania. Jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że w takiej chuście nosi się niesymetrycznie i obciążone jest tylko jedno ramię. Może nie jest to problemem przy krótkim wyjściu, ale na dłuższych spacerkach będzie już odczuwalne.


chustonoszenie,jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

My zdecydowaliśmy się na klasyczną bawełnianą chustę tkaną, głównie ze względu na jej największą uniwersalność – można ją nosić na wiele sposobów, nadaje się i dla noworodków, i dla większych dzieci, i na dłuższe wycieczki. Nie chcieliśmy generować dodatkowych kosztów, dlatego odpuściliśmy sobie wszelkie domieszki innych materiałów, nie wiem zresztą czy faktycznie robią one taką różnicę.
Wybraliśmy może mało fantazyjny kolor, szary, ale za to praktyczny i pasujący do wszystkiego i wszystkim. Jest w paski, co go trochę „uciekawia”. Paski są też o tyle fajne, że bardzo dobrze na nich widać, czy chusta jest dobrze zawiązana.

chustonoszenie, jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

To by było na tyle jeśli chodzi o część pierwszą. Niedługo kolejna część ze wskazówkami, poradami i naszymi obserwacjami około chustowymi. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało zadawajcie je w komentarzach, będę też wdzięczna  za polecenie tego wpisu komuś, komu może się przydać:)

*Wpis powstał we współpracy z marką Lennylamb

10 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmipodsumowania

podsumowanie 2017

by Paulina 5 stycznia, 2018

To był dobry rok.
Rok, który na pewno zapamiętam. Rok bardzo ciekawy zawodowo, rok fajnych rodzinnych wypadów, (mimo okoliczności) i kolejnego najważniejszego wydarzenia w moim życiu, czyli ciąży i narodzin trzeciego dziecka. Były trudne chwile i kryzysy, ale to dobry rok był.

Zaczął się najpiękniej, w klimatycznej łemkowskiej wiosce w cudownym zimowym Beskidzie Niskim.
Potem zima była cudownie zimowa, było najpierw leniwie, kanapowo i spokojnie, a potem zrobiło się intensywniej.

Z bardzo kapryśnej wiosny łuskaliśmy maksymalnie dużo spacerków i niedużych wypadów. Pod koniec maja udało nam się wyskoczyć nawet na parę dni w góry. Brzuch rósł, ja czułam się dobrze, choć byłam zwyczajnie zmęczona ciążą, pracą i dwójką maluchów. Brakowało mi trochę leniwego polegiwania, kołysania i samotnych, spokojnych spacerów. Za to wspaniale było obserwować jak reagują na brzuch dzieciaki, poprzednim razem Wilczek był za mały, by podchodzić do mojej ciąży świadomie.

Wakacje były slow i bardzo intensywnie rodzinne. Było dużo wsi, było trochę miasta, najróżniejsze wycieczki większe i mniejsze, był nawet dłuższy reset pod namiotem.

 

I wielkimi krokami zbliżyliśmy się do września. Odetchnęłam na
chwilę, dzieciaki poszły do przedszkola, więc mogłam zebrać myśli,
trochę się przygotować na Nowe.
I Nowe przyszło (fundując mi całkiem niezłą porodową traumę) – kolejne największe na świcie szczęście.

Pierwsze tygodnie, cóż, chaosiaście, czego można się było spodziewać,
te sześć tygodni połogu to czas przystosowywania się do nowej
rzeczywistości przez malucha, mamę i rodzinę.
Ale potem maleństwo
wpasowało się idealnie w nasze życie. Jest trochę większy rozgardiasz,
bywa głośniej, zwykłe wyjście z kompletem na spacer wymaga wspięcia się
na wyżyny logistyki, ale jest najpiękniej na świecie.

 

 Spełnienia marzeń w 2018!!

5 stycznia, 2018 16 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
świętazapachyzimazmysły

zapach Świąt

by Paulina 23 grudnia, 2017

Żaden George Michael, żadne dzwoneczki, zdjęcia kubków z kakao i piankami, ani światełka i listy prezentowe, ani nawet kalendarz adwentowy, i przygotowania (te bardziej i mniej przyjemne).

Święta Bożego Narodzenia dla mnie najbardziej robią zapachy.

Najpierw powietrze pachnie śniegiem. Czasem nawet już w październiku zawieje charakterystycznie i wtedy ta pierwsza myśl przychodzi, że kurczę, to już za chwilę przecież.
Potem mandarynki. Mandarynki kojarzą mi się nieodłącznie z Mikołajem i tylko w czasie około mikołajowym mają dla mnie sens.
I na targu też zaczyna pachnieć. Kapustą kiszoną, suszonymi grzybami, później suszonymi owocami do tradycyjnego kompotu i olejem – czasem na nasz ulubiony targ przyjeżdża  jedna pani, która ma trzy metalowe kanki – z olejem rzepakowym, lnianym i konopnym. Kupuje się takie świeżo przelane do butelek po wódce.
A w warzywniaku pod domem, oprócz zaaferowania przedświątecznego, czuć niepodrabialną mieszaninę śledzi, korzenia chrzanu, kapusty i tych mandarynek… Mieszanka pozornie odrzucająca, zresztą zapachu śledzi nie lubię, ale teraz ją uwielbiam.
Potem jest tylko lepiej. Potem w całym domu unosi się obłędny aromat cynamonu, goździków, kardamonu, imbiru i pieprzu, połączony z masłem i miodem… uwielbiam robić piernikowy zaczyn i zawsze parzę sobie język wyżerając płynną miodowo przyprawowo maślaną masę. Drugi raz pachnie tak samo gdy pierniczki pieczemy, wśród emocji, chaosu i mąki.
I ten dzień, gdy dzieciaki z tatą jadą „do choinkarium”. Przywieźli w tym roku rozłożystego potwora, weszli z nim do domu i buchnęło w nozdrza tą leśnością zimową.
Następnego dnia dochodzi jeszcze piwniczny zapach kartonowego pudła z ozdobami choinkowymi. Do ubierania włączamy jeszcze tradycyjną ścieżkę dźwiękową (obowiązkowo „Trzeszcząca płyta” Kaczkowskiego).
Można dorzucić jeszcze zapach gotującego się barszczu, kiełbasy od znajomych ze wsi, pieczonego ciasta drożdżowego, ale to już ten moment. Już są Święta.

I już nie można się nie uśmiechać. Ścisnąć kochaną dłoń. Przytulić owijające się wokół nóg, półprzytomne z emocji przedszkolaki, zerknąć na gugającego do światełek niemowlaka. I okiem mokrym błysnąć dziękując za to wszystko.

Wszystkiego dobrego Wam życzę!

23 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda rowerowaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestylezima

easy like sunday morning

by Paulina 11 grudnia, 2017

Ta niedziela była tak idealna, że aż sama sobie zazdroszczę. Jeden z tych dni, jakie wspomina się z nostalgią pt „to były piękne czasy”, gdy nastoletnie dzieci strzelają focha, trzaskają drzwiami i nie wracają na noc.

Dzień był w zasadzie dość zwyczajny. I raczej brzydki. Nawet nie spektakularnie brzydki, ot, szara polska przed-zima. Piliśmy naszą kawę weekendową i zastanawialiśmy co-by-tu bez samochodu (oddany do mechanika). Następnego dnia miał spaść śnieg, pierwszy w tym sezonie. Uznaliśmy, że to dobry pretekst, by pożegnać sezon rowerowy i wybrać się na miłą przejażdżkę.

Chwilę* później nasz gromada o dwunastu kółkach różnej wielkości jechała sobie miło ścieżką rowerową nad rzeką, w kierunku zalewu.

Plaża była pusta i szara. Zimno było dosyć i tak naprawdę średnio przyjemnie, ale to okoliczności raczej typowe w tym miejscu i czasie, więc cóż, bierzemy co mamy. A mamy doprawdy niemało, nawet w tym ponurackim świecie.
Mamy zabawy w piasku, rumieńce, błyszczące oczy i śmiech zamieniający się w obłoki pary. Mamy wspólną jazdę na rowerach, z Wilczkiem jako coraz równiejszym partnerem i Iskrą dzielnie pędzącą na biegówce i Malutkim błogo śpiącym w przyczepce.
Szarość jeziora migocącą na srebrno.
Płowe trawy, rudawe płachty liści i różne subtelne uroki późnej jesieni.

Wróciliśmy na rosół. Porządny gorący rosół z domowym makaronem, i Siestę w Trójce. A potem, tak, tak. Potem było ciasto drożdżowe. Z kruszonką. I kakao. I więcej Siest, tym razem na płycie, robienie na drutach, rysowanie, puzzle i origami.

Wiecie co, naprawdę nie potrzeba nic więcej.

Niektórzy nawet mają szamę w plenerze. W końcu wiadomka, jak wycieczka, to piknik, jak się jest najmłodszym to się trzeba szybko uczyć.

*Wiecie oczywiście, jak wyglądała ta „chwila” z trójką maluchów;) Dla przypomnienia, sytuacja z przed roku, minus jedno dziecko i jeden rodzic;)

11 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

weź mnie nad rzekę

by Paulina 1 grudnia, 2017

Listopad, u schyłku swego żywota przebierał się dzielnie za marzec lub nawet kwiecień. Czy mu się to udało, to inna kwestia, ale próby zdecydowanie doceniam. Słońce i zielona trawa i błoto tez jakoś wiosenne, bardzo umilały nasze ostatnie spacery.

Zdecydowanie tez było łatwiej wyciągnąć na spacer zagluconą dzieciorzyznę zakopaną w książkach o dinozaurach i jakoś ostatnio na spacery niechętną. Serio, dobrze, że słońce zrobiło robotę, bo chęci do wyjścia ledwo starcza dla siebie, a tu trzeba jeszcze motywować młodocianych.

I wyszliśmy, i słońce migotało sobie frywolnie w rzece i było tak optymistycznie, że prawie już wyciągaliśmy koce piknikowe i letnie kapelusze. Nie zdążyliśmy oczywiście, bo nim minęło południe, słońce zaszło za horyzont i odarło listopad z jego kunsztownego przebrania, niczym północ kopciuszka. I jak kopciuszkowa suknia na powrót stała się łachmanami, tak błoto wiosenne stało się błotem listopadowym, a gałęzie na których już-prawie-były-pączki, zmieniły się w gałęzie rozpaczliwie nagie i wyczekujące śniegowego okrycia.
Wróciliśmy czym prędzej, żeby to miłe wrażenie nie zatarło się całkowicie, ale ten spacer jakoś przytulił nas wewnętrznie.

 

1 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieckomój stylna macierzyńskim

Jak się ubierać na macierzyńskim

by Paulina 26 listopada, 2017
jak się ubierać w domu z dzieckiem, ubrania dla mam, modna mama

Cykl o byciu nie tylko mamą na macierzyńskim zaczynam dość mało wyrafinowanym tematem. Dziś o ciuchach dla mam. O ciuchach, bo ubierać się trzeba codziennie, a to każdego dnia stwarza zarówno możliwości jak i problemy.

Moda na macierzyńskim ma zdecydowanie więcej wspólnego z dresem bardziej niż dress codem.

Zwłaszcza na początku, w połogu i zmęczeniu poporodowym niekoniecznie ma się głowę i serce do ciuchów. Na samym początku, czyli czasie z obkurczającą się macicą, gojącymi się ranami i cieknącym mlekiem największym przyjacielem kobiety jest miły szlafrok. Dopiero potem, powoli pojawia się potrzeba wyglądania jakoś. (przynajmniej u mnie tak było)

Pisałam już kiedyś o ubieraniu się w domu z dziećmi, choć wtedy dzieciaki były już większe (a ja mniejsza, haha). Gdy ma się na stanie niemowlaka, sprawy mają się trochę inaczej.

jak się ubierać w domu z dzieckiem, ubrania dla mam, modna mama

Strój wpływa na nastrój

Może nie każdemu, niektórzy pewnie lubią się snuć w piżamach i szlafrokach przez cały dzień i dobrze się z tym czują. Dla mnie taka wizja tez bywa pociągająca, ale poznałam już siebie pod tym względem i w moim przypadku rozmamłany strój jest równoznaczny z rozmamłaniem życiowym. Nie mogę się wybrać nawet na spacer, w domu jest bajzel, ja jestem wkurzona, niecierpliwa i smutna. Od razu to wpływa na obniżenie poczucia własnej wartości, a to z kolei powoduje zazdrość i nienazwane pretensje do ubranej i fajnie wyglądającej drugiej połówki, która waśnie wychodzi do pracy i będzie rozmawiać z ludźmi (dorosłymi!)

Moda na macierzyńskim – ograniczenia

Nie każdy jest Anną Lewandowską, większość do figury z przed porodu dochodzi trochę dłużej. Ja nie przytyłam dużo, do swojej przedciążowej wagi prawie wróciłam, a i tak w większość rzeczy zwyczajnie się nie mieszczę, lub kiepsko w nich wyglądam. W ciąży zmienia się całe ciało, przemieszczają narządy wewnętrzne, poszerzają biodra. Jest jeszcze ogólne „rozmiękczenie”. To wszystko wróci (mam nadzieję) do formy, ale potrzeba do tego czasu. I ćwiczeń. A tymczasem coś trzeba nosić.
Jeśli karmi się piersią, jest jeszcze jedna sprawa. Ubieranie się przy karmieniu piersią musi uwzględniać potrzebę dość częstego (a przy tym wygodnego i dyskretnego) obnażania biustu. Czyli odpadają wszelkie sukienki bez dekoltu, obcisłe golfy itd. Ja wolę też karmić od góry, nie lubię przy karmieniu podnosić bluzek odsłaniając brzuch. Czyli pozostają większe dekolty, sukienki koszule i bluzki kopertowe lub zapinane na guziki.

Moda na macierzyńskim – okoliczności 

Po pierwsze, pora roku. Po raz kolejny stwierdzam, że rodzenie dzieci wiosną jest jakoś wygodniejsze. Przy pierwszej dwójce wkładałam po prostu koszulki i sukienki na ramiączkach, teraz okazuje się, że… nie mam się w co ubrać. Okazało się, że zdecydowana większość moich jesienno zimowych ciuchów ma za mały dekolt.
Druga sprawa, o której nie zawsze pamiętamy kupując nowe rzeczy, lub przeglądając własną szafę pod kątem ubrań do karmienia. Otóż, przez większość czasu na macierzyńskim siedzimy w domu / jesteśmy na spacerkach koło domu. Oczywiście nie chodzi o to, żeby siedzieć w domu cały czas, ale nie czarujmy się, typowy dzień na macierzyńskim to dom – spacerek koło domu – dom, i karmienie – ulewanie – kupy – sprzątanie, więc zestawy w stylu klasyczna biała koszula (da się w niej karmić przecież) i ołówkowa spódnica, czy elegancka kopertowa sukienka raczej odpadają. Chcę przez to powiedzieć, że ważne jest, żeby szukać fajnych ubrań na aktualną sytuację życiową i kupować to, co faktycznie będziemy nosić na co dzień. Co z tego, że kupimy sobie parę fajnych nowych kiecek, w których da się karmić piersią, jeśli szkoda nam będzie je założyć do domu (czyli przez 90% macierzyńskiego). Dlatego polecam wypracowanie standardu, o której pisała kiedyś Maria z bloga Ubieraj się klasycznie, o tutaj, „Otóż standard to Twoja najgorsza sylwetka, która jest jednocześnie
początkiem nowej, lepszej garderoby i Twoim punktem odniesienia.” Polecam cały wpis, ale w skrócie chodzi o znalezienie takiego złotego środka między wyglądem fajnym i osiągalnym na co dzień. Na tyle ładnie, żeby nie
odwracać głowy gdy widzimy się w lustrze, na tyle wygodnie, żeby nam się chciało tak ubierać. 

 

Moda na macierzyńskim – praktyka

Widzicie na zdjęciach, jak to wygląda u mnie. W punktach:

  • mój priorytet to jak zwykle estetyczna wygoda
  • wygodne bawełniane sukienki z dekoltem/rozpinaniem nadającym się do karmienia piersią
  • wygodne spodnie (luźne, o kroju chinosów, lub elastyczne „jegginsy”) i bawełniana bluzka lub miękka koszula
  • rozpinane swetry
  • mały „myk”, ciekawy dodatek, który bezwysiłkowo „zrobi” mi „stylizację”, czyli, w zależności od nastroju i chęci: kolczyki, czerwona szminka, opaska, kolorowe skarpetki lub rajstopy
  • włosy – świeże (mam trochę fioła na tym punkcie) i przeważnie upięte w koczek lub zaplecione w warkocz, żeby uniemożliwić dziecięciu ciągnięcie i żeby mi było wygodnie
  • twarz – krem BB, podkreślone brwi, czasem kredka na oczy i rzęsy ale nie zawsze (staram się regularnie dbać o to, żeby jak najmniej tego makijażu potrzebować, a jednocześnie dobrze wyglądać)
  • miewam też oczywiście „dni dresa i niechcieja” i nie robię sobie z tego powodu wyrzutów
  • w ubieraniu się do domu z dzieckiem chodzi przede wszystkim o to, żeby się czuć dobrze ze sobą

Sukienka z dekoltem na plecach wbrew pozorom też daje radę.

 
Piżamy Lunaby jako jedne z niewielu są macierzyńsko praktycznie ( w ciąży też dają radę), a jednocześnie nieinfantylne – jak to miło, że nie wszyscy producenci zakładają, że macierzyństwo zmienia kobiecie gust i nastawia na urocze misiaczki.

 

Czy ma dla Was znaczenie, co na siebie zakładacie będąc w domu z dzieckiem? Odpuszczacie, stroicie się, szukacie złotego środka? Co jest dla Was najważniejsze w mamowych ubraniach?

26 listopada, 2017 37 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedkultura z dzieckiemkulturalnielubelszczyznaLublinmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemności

w mokrych cieniach listopada

by Paulina 21 listopada, 2017

„Dmucha, plucha, zawierucha, całe szyby stoją w łzach”… Jakoś sobie trzeba radzić z tym nie-czasem między złotem października a światełkami i dzwoneczkami grudnia… Radzić sobie najchętniej pod kocem i z herbatką.

Choć przytulna nieruchawość podkocowa kusi i wzywa, to rozsądek mi mówi, że lepiej jej nie ulegać zbyt mocno. Rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że praktykowana zbyt często, bywa bolesna w skutkach.

Zaczyna się zawsze niewinnie. Są miękkie dźwięki z gramofonu, jest ciacho i herbatka, dzieciaki zajęte zabawą w swoim pokoju. 
Ale potem pojawiają się te bolesne skutki.
Dla dorosłych – dlatego, że na kanapie, otuleni w te kocyki, świeczki i książki, po prostu tracimy ochotę i energię na cokolwiek innego. Cóż w tym złego, zapytacie. Ano, niestety jest tak, że dorosłość wymaga od nas innych czynności i aktywności. Lepiej mieć na nie energię. A energia pod kocykiem wysącza się jak powietrze z dziurawego balona. Siedzimy zbyt długo i zostaje tylko flak. Chcemy jeszcze więcej kocyków i świeczek, a z hałasów tylko jazz, ewentualnie trzaskanie kominka.

Dzieci na błogą i przytulną domowość reagują zgoła inaczej. Dzieci w tajemniczy sposób wsączają   energię, która wysącza się z rodziców. I dzieci kumulują tę energię. Kumulują, by pod wieczór, przeważnie na hasło „idziemy myć zęby” mogła eksplodować w postaci durnowatych i głośnych zabaw, małpich okrzyków, czerstwych żarcików godnych Karola Strasburgera i głośnym rechotem z tychże. A na koniec obowiązkowo paskudna awanturka, czyli ostatni fajerwerk, który można by zobrazować hasłem „gdyby kózka nie skakała…” bo przecież taka głupawa ZAWSZE kończy się wyciem co najmniej jednego dziecka.

Aż za dobrze znamy ten schemat, i ten szok jaki powoduje dziecięca głupawa z zasiedzenia, gdy jest się rozhyggewanym do granic możliwości. Dlatego staramy się do takich sytuacji nie dopuszczać. Albo je minimalizować.

Wychodzimy. Wychodzimy w te posępne mgły listopadowe, przenikające wilgocią zimno i na przekór się tą szarością zachwycamy. Takie wyjścia i zachwyty wymagają oczywiście więcej wyobraźni i kreatywności (niektórzy powiedzą pewnie, że także abstrakcyjnego myślenia) niż bezwstydnie oczywiste piękno maja.
Ale da się, serio!

 Spacery w podkazimierskich wąwozach…

 

I lubelskie spacery…

Nieodpowiedzialna matka hasa, a nieletnia córka opiekuje się młodszym rodzeństwem

I poprzedszkolne spacery…

Na wystawie Picassa na zamku w Lublinie

A potem wracamy, wszyscy z właściwym poziomem energii, akurat na chwilę nieruchawości kanapowej.

21 listopada, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry