Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

latolubelszczyznamoda ciążowamój stylprzyjemnościslow lifestylew ciąży

gdy słońce blednie a ogród lśni

by Paulina 29 sierpnia, 2017
jak się ubierać pod koniec ciąży, letnie stylizacje ciążowe

Ostatnie dni sierpnia pachną jabłkami, spłowiałym słońcem i skoszonym zbożem. A my odbywamy miłe, nieduże wycieczki, ostatnie w te wakacje i w tym składzie.

Niemłode już lato, koniec wakacji i koniec ciąży wspólnie pracują nad możliwie najlepszym ostatnim wrażeniem. I powiem Wam, że dają radę.
Lato żegna się czułymi i delikatnymi pocałunkami słońca, już bez gwałtowności początków sierpnia i oziębłości lipcowej.
Ostatki ciążowe jakby złagodziły zgagę i skurcze łydek.
A dzieci, w ostatnie dni wakacji (bardzo wspólnych) zdecydowały trochę odpuścić intensywną Fazę na Mamę.

Chłodne wieczory i ciepłe popołudnia. Lody. Cukinia na sto sposobów. Rozjaśnione od słońca włosy i dobrze utrwalone piegi. Pożółkłość i spłowiałość. Migocące nitki babiego lata. Pełne garście malin i nierówne pomidory.
Sierpniu, robisz to dobrze.

owadolandia, wycieczki z dzieckiem
Owadolandia w Wojciechowie pod Lublinem, gdzie, wśród imponujących modeli owadów, labiryntu w kukurydzy i przyjemnego placu zabaw spędziliśmy ostatnio przemiły dzień.
owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

kukurydziany labirynt, wycieczka z dzieckiem

końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
29 sierpnia, 2017 14 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckolatoodporność u dziecirozmyślaniazmysły

Dzikie Dzieci czyli pochwała wsi

by Paulina 23 sierpnia, 2017

 

wakacje na wsi, integracja sensoryczna, radosne dzieciństwo

Zdejmują buty już w samochodzie. Wysiadają na bosaka i biegną. Zanim my dojdziemy z licznymi naszymi torbami do domu i wejdziemy do ogrodu, oni już malowniczo ubrudzeni w samych gaciach zbierają borówki, maliny, albo obserwują robaczki.

Potem zazwyczaj następuje mały kryzys, zaczynają się kręcić, jęczeć i nie wiedzieć czego chcą, proszą o włączenie bajki albo przeczytanie książeczki, kłócą się i standardowo jedno (co najmniej) przychodzi do mnie z płaczem. A potem, po jakiś dwóch godzinach, zmieniają się w

wolne dzieci

czasem widać złociste główki zza owocowych krzewów
czasem słychać ich śmiech
czasem docierają do nas strzępki rozmów i planów na kolejne budowle
czasem stajemy się świadkami spektakularnej akcji policyjnej, sceny z życia dinozaurów lub spotkania dwóch młodych rodziców rozmawiających o swoich dzidziusiach w brzuchach
czasem widzimy jak zaaferowani podlewają kwiatki swoimi małymi konewkami
zbierają małe pomidorki i wożą taczkami
wymyślają historie
przyglądają się, przysłuchują, wąchają i dotykają
chłoną
a czasem w ogóle ich nie widzimy, mija czas, a oni ciągle w swoim magicznym dziecięcym świecie

dzieci na wsi, integracja sensoryczna, wakacje na wsi

W te wakacje spędzamy u moich rodziców nieprzyzwoicie dużo czasu. Jeździmy te 15 km od Lublina, by spędzić tam parę dni, albo chociaż parę godzin. Jedziemy ratować się przed upałami, objeść grządki i wykąpać w basenie. Jedziemy po spokój, odpoczynek, równowagę psychiczną i masy korzyści dla dzieciaków.

relaks  dla rodziców

Dzieci, które przez dłuższy czas zajmują się same sobą, to jedno z milszych doświadczeń rodzicielskich.To jedyne w swoim rodzaju połączenie odpoczynku doskonałego z dumą i satysfakcją, że takie mamy samodzielne dzieci (bo oczywiście tego typu zasługi przypisujemy sobie). A do tego to przepiękny i cholernie wzruszający widok, jeden z tych z cyklu „życie jest piękne”.

wzmacnianie odporności

Pisałam  w tamtym roku o letnim budowaniu odporności. Wieś, bose stopy (także po chłodnej rosie, czy deszczu), świeże powietrze, owoce prosto z krzaka i ruch przez cały dzień. Czyli wszystko, co najprostsze, najnaturalniejsze i najskuteczniejsze przy wzmacnianiu i hartowaniu młodych organizmów. Zupełnie za darmo, bezwysiłkowo i tak cudownie przy okazji.

na bosaka a hartowanie, wakacje na wsina bosaka a hartowanie, wakacje na wsi

Integracja sensoryczna

Coraz więcej dzieci w dzisiejszych czasach ma problemy z integracją sensoryczną (SI). Wikipedia tłumaczy pojęcie SI jako „podświadome współdziałanie zmysłów człowieka umożliwiające wykonywanie codziennych czynności.” A Polskie Stowarzyszenie Terapeutów Integracji Sensorycznej uzupełnia: „Termin integracja sensoryczna określa prawidłową organizację wrażeń
sensorycznych (bodźców) napływających przez receptory. Oznacza to, że
mózg, otrzymując informacje ze wszystkich zmysłów (wzrok, słuch,
równowaga, dotyk, czucie ruchu-kinestezja) dokonuje ich rozpoznania,
segregowania i interpretacji oraz integruje je z wcześniejszymi
doświadczeniami. Na tej podstawie mózg tworzy odpowiednią do sytuacji
reakcję nazywaną adaptacyjną. Jest to adekwatne i efektywne reagowanie
na wymogi otoczenia. Może to być odpowiedź ruchowa jak i myślowa.
Integracja
sensoryczna jest procesem, dzięki któremu mózg otrzymując informację ze
wszystkich systemów zmysłowych dokonuje ich segregacji, rozpoznania,
interpretacji i integracji z wcześniejszymi doświadczeniami.
„
Objawy zaburzeń SI są mało precyzyjne i w jakimś stopniu przejawia je wiele dzieci. Może to być np. zbyt duża, lub zbyt mała ruchliwość, „niedotykalskość”, nadwrażliwość na niektóre faktury, zbyt mała wrażliwość i poszukiwanie pobudzenia (np. intensywne kręcenie się w kółko, albo walenie głową w ścianę), trudności z koncentracją, problemy z koordynacją ruchową.

Zaburzenia mają oczywiście różne przyczyny, często zupełnie od rodziców niezależne. Faktem jest też jednak to, że kiedyś tego typu problemów było mniej (oczywiście mniej też była rozwinięta pedagogika i psychologia pozwalająca diagnozować takie problemy). A właśnie zanurzenie w przyrodę i pozwolenie na to by się pobrudziły, by doświadczały, odczuwały świat to coś, co kiedyś dzieci po prostu miały. To także coś, co możemy, i powinniśmy wszyscy dać swoim dzieciom, . Dzieciaki „puszczone wolno” w naturę będą turlać się po trawie, pocierać stópkami o piasek, głaskać błotko, brać do rączek żaby i świerszcze, wąchać kwiatki, czyli przepięknie wzmacniać wszystko, co ważne w SI. I tu chodzi o dokładnie te same doświadczania, co na terapiach SI – ale bez ich „terapiowej” aury pt. jest problem i pracujemy (w domyśle ciężko) nad polepszeniem sytuacji.
W naturze, na wsi, dzieciaki integrują się sensorycznie tak po prostu, o ćwiczeniach małej i dużej motoryki już nawet nie wspominam.

zabawa w glinie, bose stopy, dzieciństwo unplugged

huśtanie, wakacje na wsi

Kreatywność

Odkąd dzieciaki chodzą do przedszkola, jestem zadziwiona przebogatą ofertą zajęć dodatkowych dla maluchów. Oczywiście są standardowe zajęcia muzyczne, sportowe, językowe. Ale jest coraz więcej kwiatków typu stymulacja zmysłów, rozwój mózgu i chyba największy hit, czyli nauka kreatywności. Stymulowanie kreatywności u dzieci! Jak mawiał klasyk, nie ucz dziada charchać, czyli dzieci są samą kreatywnością! Kreatywność to drugie imię dzieciństwa a jedyna rola dorosłych w tej kwestii to dać dzieciom przestrzeń (także metaforyczną) i nie wtrącać się. Dać się ponudzić, i nie stymulować na siłę. A potem już tylko obserwować dyskretnie, jak powstają nowe fascynujące rzeczywistości pełne zwrotów akcji, odgrywane co chwilę nowe role, wyobrażane nowe światy. Wymyślają te zabawy aż furczy. Wyścigi, tworzenie, odgrywanie ról, zabawy zręcznościowe – mądre, piękne, uroczo bezsensowne, cudownie naiwne. A przede wszystkim ich.

Nie będę Was zanudzać peanami o wspaniałych korzyściach takich zabaw dla dziecięcego rozwoju. Może wspomnę tylko jedną oczywistą oczywistość, że dzieci, którym pozwala się bawić samodzielnie i zajmować sobą, będą umiały się sobą zajmować i będą samodzielne (Eureka!)

A do tego wspomnienia szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa, jakie właśnie im się wdrukowują.
Najzwyklejsza i najcudowniejsza na świecie dziecięca radość totalna.
Wyjedźmy z dziećmi z miasta.

23 sierpnia, 2017 23 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomoda ciążowaupałw ciąży

jak przetrwać upał w ciąży i letnia moda ciążowa

by Paulina 17 sierpnia, 2017
letnia ciąża jak się ubierać, końcówka ciąży, upał w ciąży, stylizacje ciążowe

Generalnie, sposoby na upał w ciąży są podobne jak te na upał w ogóle. Tylko bardziej. Bo upał w ciąży też odczuwa się bardziej, i szybciej, i skutki też poważniejsze.
Idealnie spędzona letnia spiekota w ciąży to miły plener z jakimś przyjemnym jeziorkiem/basenem, orzeźwiające napoje, hamak i brak kilkulatków pod opieką. Ale warunki nie zawsze są tak idealne jak byśmy chcieli, dlatego trzeba robić tyle, ile się da.

Zacznę od tego, że, chociaż z kilkulatkami obecnymi i z intensywną dość ostatnio fazą na mamę, dbamy o to by maksymalnie dużo czasu spędzać w plenerze, za miastem, nad wodą. Zdecydowanie, trawa i cień drzew sprawdzają się lepiej niż nagrzane mury, i dzieciaki w takich warunkach też zdecydowanie łaskawsze.

letnia ciąża wakacje, końcówka ciąży, plaża w ciąży

 

Co jeszcze jako tako mi pomaga w upalnej końcówce tej ciąży?

Letnie napoje ciążowe

Przede wszystkim, dużo piję. Piję wodę, wodę z miętą, wodę z limonką lub cytryną, itd. Czasem do wody dodaję parę ziarenek soli morskiej, nie za dużo, po to, żeby woda została dłużej w organizmie. Do tego ziółka – liście malin, czystek, melisa, pokrzywa – przy czym zwracam uwagę na to, że wiele ziół ma działanie moczopędne, więc nienawadniające (ale za to wspaniale zapobiegające puchnięciu). W upały bardzo mi też pasuje zielona herbata z pigwą, pita na zimno, i zimna maślanka. Nawadniam się też wodnistymi owocami i warzywami, typu melon, arbuz albo ogórki.

Co jeść w ciąży w upał

O jedzeniu na upały już pisałam, w ciąży sprawa wygląda o podobnie. Pomidory, ogórki, bób, fasolka, cukinia, w sałatkowych wersjach i połączeniach najróżniejszych, chętnie z różnymi serkami dla większej treściwości. Z miętą, kolendrą, czy pietruszką, często z dodatkiem cytryny lub limonki. Tradycyjne i nietradycyjne chłodniki.

Guacamole, omnomnom

Jak się ubierać w ciąży latem

Ciąża latem to oczywiście opuchnięte palce, pocące się podbiuście-nadbrzusze i kondycja gruźlika, ale letnie moda w ciąży to też duża wygoda w ubieraniu się. Zauważyłyście pewnie, że ja stawiam na sukienki. Jak chyba większości, szkoda mi pieniędzy na specjalną ciążową garderobę, dlatego zaopatrzyłam się w całkiem pokaźną ilość luźnych, przewiewnych sukienek w lumpeksach i one są teraz zdecydowaną podstawą mojego ubierania się. Bardzo polecam ten system, sukienek nadających się na ciążę jest w ciuchlandach naprawdę sporo. Moimi kryteriami były: przewiewny materiał (bawełna, wiskoza, len), i odpowiedni krój mieszczący brzuch, czyli odcięcie pod biustem, albo kształt litery A. Mam też parę typowo ciążowych ciuchów, kupionych w h&m lub zalando – czyli kilka t-shirtów (na pewnym etapie zwykłe, nawet dłuższe koszulki przestają dawać radę i robią efekt namiotu/beczki albo odsłoniętej dolnej części brzucha, no i spodnie, krótkie spodenki i legginsy.
Do tego wygodne buty, czyli skórzane sandałki lub espadryle.
I jeszcze mój sposób, żeby pod koniec ciąży uniknąć wyglądania jak Jabba. Odsłaniam to, co pozostało szczupłe: czyli szyję, nadgarstki, kostki – zakładam większy dekolt, podwijam nogawki i rękawy, upinam włosy do góry.

moda w ciąży lato, letnia moda ciążowa, stylizacje ciążowe

ciąża w lecie, upały w ciąży, trzeci trymestr w lecie

Ruch i pozycje

Gdy mam możliwość, leżę. Gdy siadam, wyciągam nogi. Gdy mogę, podnoszę nogi do góry. Gdy stoję, ruszam biodrami. Kręcę głową, rękami, stopami, biodrami. Robię kocie grzbiety, jogińskiego psa z głową w dół i chodzę na czworaka. To pomaga na krążenie, na zastanie, na bolące plecy i na puchnięcie.

Zawsze mam też przy sobie wodę termalną w sprayu. Staram się nie nadwyrężać, unikam słońca między 11 a 16. Wiatrak jest naszym ukochanym domownikiem.

ciąża w lecie, letnia ciąża, upał w ciąży, trzeci trymestr w lecie
Prawda jest taka, że zmęczone upałem dzieci zdecydowanie nie pomagają zmęczonej upałem ciężarnej matce

Dorzuciłybyście coś?

17 sierpnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
carnaval sztukmistrzówfestiwaleJarmark JagiellońskikulturalnielatolubelszczyznaLublin

Lublin 700

by Paulina 14 sierpnia, 2017

Lublin w tym roku świętuje okrągłe urodziny. 700 lat temu Władysław Łokietek nadał miastu prawa magdeburskie i tym samym wprowadził je do grona liczących się europejskich ośrodków.
Trochę się z tej okazji u jubilata dzieje. Tradycyjne, cykliczne wydarzenia są nieco bardziej okazałe, są też imprezy specjalne z tej okazji.


Ten jubileusz, jubileusz wejścia do grona miast Europy fajnie się zbiega z czasem, gdy Lublin na nowo do grona tych miast wchodzi, w taki może bardziej symboliczny sposób. Już od paru lat pozbywamy się tej niewdzięcznej etykietki Polski B ze ściany wschodniej, a zyskujemy nowe epitety – miasta inspiracji, ciekawego i oryginalnego, czarodziejskiego i oryginalnego, w którym „dzieje się” i które ma mnóstwo do zaoferowania zarówno turystom jak i mieszkańcom.

Carnaval Sztukmistrzów

Nie mieliśmy w tym roku okazji oglądać zbyt wielu spektakli, było gorąco i bardzo tłumnie, ja i mój brzuch średnio nadajemy się już do takich imprez, ale z tego co wiem, Sztukmistrze nie zawiedli. Było jak zawsze kolorowo, intensywnie, wesoło.

 

Sen o mieście

Fantastyczny spektakl z okazji jubileuszu, na dziedzińcu lubelskiego zamku, w przepiękny sposób wykorzystujący stare mury. Historia miasta opowiedziana w czarodziejski sposób poezją Czechowicza, światłem, muzyką. Do tego taniec na szarfach, highline, fireshow, kuglarstwo i imponująca scenografia. 45 minut wrażeń i wzruszeń, byliśmy pod ogromnym wrażeniem całości.

Piękny wschód

 

 

Jarmark Jagielloński 

Jeszcze trwa… W tym roku spędzamy go głównie na błoniach lubelskiego zamku, gdzie dzieciaki oddają się tradycyjnym zabawom.
Jarmark odbywa się już po raz jedenasty i co roku zyskuje na charakterze i klimacie. Tak jak pisałam w tamtym roku, nie ma skansenu, jest autentyczna, żywa i piękna tradycja, którą bardzo warto pielęgnować.

Strasznie mnie cieszy to lubelskie świętowanie, bo jestem z Lublinem mocno związana. Jest we
mnie rodzaj dumy, że Moje Miasto rozkwita.
I zwyczajnie egoistycznie się
cieszę, że mieszkam w fajnym, coraz fajniejszym miejscu.

PS. Urodziny właściwe są jutro, a ich zwieńczeniem koncert Zakochani w Lublinie 

14 sierpnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Kazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowamój stylslow lifestylezmysły

Upał. Kazimierz. Powolność.

by Paulina 8 sierpnia, 2017

Plaża nad Wisłą w Kazimierzu Dolnym w upalny sierpniowy dzień staje się powoli naszą miłą, tylko–we–dwoje tradycją.

Jest coś mgliście sennego w takich upałach. Kolory jakoś blakną, jak na starym zdjęciu. Gorące powietrze drga i pachnie charakterystycznie. Obłoczki snują się na bladawym niebie. Delikatny wiatr niesie ochłodę i zapach rzeki. A wokół nasycona, delikatnie tylko chlupiąca wodą cisza (a w głowie tradycyjnie te dźwięki).

Sierpniowy upał jest tak klimatycznie spłowiały. Sprawia, że wszystko spowalnia. Czas płynie sobie leniwie jak rzeka, człowiek siedzi beztrosko i bezmyślnie i mrużąc powieki przesypuje piasek między palcami. Nostalgia i spokój.
A do tego ten Kazimierz z drewnianym aromatem. I sierpniowe jabłka, chrupiące i pachnące obłędnie, tak właśnie smakuje lato.

8 sierpnia, 2017 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggednamiot z dziećmipasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemSuwalszczyznaw ciąży

Baśniowa Suwalszczyzna na wakacje

by Paulina 31 lipca, 2017

Miało być raczej dziko, leśnie i klimatycznie. Z wodą za to raczej
bez ludzi. I raczej nie najdalej, z wiadomych, okrągłych względów.
Padło
na Suwalszczyznę. Baśniową Suwalszczyznę, zieloną, łagodnie pagórzastą,
przetykaną jeziorkami i krętymi rzekami. Na bazę wybraliśmy przepiękne
miejsce, biwak w środku lasu, nad idealnie okrągłym, cudownie
przezroczystym, małym jeziorkiem.

Wieloryb wyrzucony na brzeg

 „Na biwaku, na biwaku, śpisz w namiocie, śpisz w hamaku. Pyszczek zimną wodą myjesz, na biwaku wiesz że żyjesz” 😀

Reset wakacyjny

Główne założenie wyjazdu, to wypocząć, wyspacerować się, nasycić
zielenią i spokojem. Nic nie musieć (no, prawie nic, bo z maluchami jednak zawsze musi się to i owo). I to się udało. Bez napiętego grafiku i ambitnych
planów, po prostu zielony reset wśród natury.
Wiemy niestety
dobrze, że kiepska pogoda pod namiotem, z dziećmi,
potrafi skutecznie skrócić wakacje, a jaki generalnie był lipiec też nie
trzeba wspominać, ale w sumie trafiliśmy pod tym względem całkiem
przyzwoicie. Nie było upałów, ale dzięki temu było też mniej ludzi.
(Swoją drogą i tak byłam dość zdziwiona tym, że i tak stosunkowo sporo osób
decyduje się na namiotowy wypoczynek w mocno prymitywnych warunkach).

Były spacery wśród rzek, lasów i jezior, fantastyczny, wakacyjny zapach, (po)wolność i spokój. I cudowne wieczory, z ogniskami, idealnie gładką wodą i przenikającą leśną ciszą.
Były też oczywiście gorsze chwile, pełne jęczącej Iskry, swędzących
ugryzień po komarach, zgagi i moich bolących bioder od spania w
namiocie. Ale nikt się nie nastawiał na bezustanną sielankę.

 

Zbieramy jagody i bąble komarowe.

Suwalski Park Krajobrazowy

Któregoś dnia wybraliśmy się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego,
najstarszego parku krajobrazowego w Polsce. Przeszliśmy się przepięknym
szlakiem, niestety mocno nienadającym się do przyczepki, prowadzącym nad
wąwozem z wijącą się malowniczo Czarną Hańczą. Byliśmy pod wrażeniem widoków i Wilczka, który
chyba nawet nie zauważył trasy, jaką pokonał.

 
 

Dowspuda czyli podróż sentymentalna

Jeden dzień był też dla nas niespodziewanie wzruszającą podróżą
sentymentalną. Maleńka miejscowość Dowspuda, nad przepiękną rzeką
Rospudą, z ruinami dziewiętnastowiecznego pałacu. To tam 15 lat temu
odbywał się pewien celtycki festiwal, i tam właśnie pewien chłopak pocałował pierwszy raz pewną dziewczynę. Nie byliśmy w tych okolicach od tamtego czasu, i pewnie dlatego wrażenie to-tu-się-wszystko-zaczęło było dla nas takie fantastyczne.

Bajkowy szlak

Dodatkowo, Baśniowa Suwalszczyzna jest baśniowa nie tylko ze względu na piękno natury. Z Suwałk pochodziła Maria Konopnicka  i zostało to wykozystane turystycznie w bardzo przyjemny sposób. W Suwałkach i okolicach rozmieszczone jest siedem baśniowych wiosek. Każda z nich wiąże się z inną tematyką i nawiązuje do innego utworu Konopnickiej lub Suwalszczyzny jako takiej, do każdej dołączona mapa i karta z zadaniami do wykonania, pieczątkami do zdobycia. Przemycone jest sporo wiedzy – w taki sposób jak lubię, ciekawie, trochę przy okazji i nienachalnie.

Takie to mieliśmy wakacje. Niespektakularne, cudownie relaksujące, niewymagające.

31 lipca, 2017 20 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmigórygóry z dzieckiempasjapodróżowanie z dzieckiem

Jak zmotywować dzieci do chodzenia po górach

by Paulina 15 lipca, 2017
trakking, wędrowanie po górach z dziećmi, jak nauczyc dzieci chodzic po gorach

Góry są naszą częścią od zawsze. Najpierw jeździliśmy we dwoje, potem doszedł Wilczek – w chuście
a potem w nosidle. Gdy dzieci zrobiło się dwoje, zrezygnowaliśmy z
targania na plecach namiotu na rzecz dwóch nosideł.
Trochę wyzwań
i zmian organizacyjno – logistycznych, ale esencja pozostała ta
sama. My i góry, szlak, przestrzeń, wędrówka. Bez potrzeby
dodatkowych urozmaiceń.

Maluchy chłonęły sobie i nasiąkały, trochę mimochodem, poglądem,
że góry są wspaniałe same w sobie i nie potrzeba ich dodatkowo
uatrakcyjniać.

Teraz, gdy zaczęły samodzielną wędrówkę z nami, staramy się, żeby
ta prosta radość z górskiego chodzenia w nich została i rosła. Pozostało jednak pytanie, jak nauczyć dzieci chodzić po górach samodzielnie.

Wiadomo, że samodzielny dziecięcy trekking to co innego, niż podziwianie sobie świat z perspektywy cesarzątka w
nosidle. To wyzwanie dla wszystkich, ale też ogromna radość i wielka satysfakcja.

Dlatego samodzielny dziecięcy trekking zaczęliśmy do niewielkich tras, żeby ich nie przytłoczyć.
A jednocześnie staraliśmy się, żeby to nie były zbyt monotonne trasy.
Bo nic tak nie męczy, jak monotonne chodzenie, wtedy byli zmęczeni
po dziesięciu metrach.

Czy to zwykła dziura czy Najprawdziwszy Trop?

Na szczęście nasz ostatni wypad, Beskid Niski vel Błotny to ciągle dość dzikie pasmo górskie i przyszły nam z pomocą liczne i wyraźne ślady dzikich zwierząt. Dzięki nim, dzieciaki zupełnie nie zauważały
odległości ani wysokości jakie pokonywały w poszukiwaniu coraz to
nowych tropów i zgadywaniu, do kogo też mogą one należeć.

Wielką frajdą były też przeszkody do pokonania i
szukanie szlaku.

Te przeszkody zainspirowały nas do gry w terenie. Bardzo prostej,
i z zasadami modyfikowanymi w trakcie i w sumie nie aż tak
istotnymi. Najważniejsze było to, że do zdobycia w trakcie
wędrówki były Punkty, punkty za zobaczenie szlaku, za zobaczenie
tropu, za pokonanie Trudnej Przeszkody (wystające korzenie, konar
drzewa na ścieżce, wielka błotnista kałuża) i inne elementy
wędrówki na które napotykaliśmy. A na końcu szlaku Medal dla
wytrwałych (czyli czekoladka w kształcie monety). Nasze dzieci
jeszcze nie ogarniają dodawania , dla nich najbardziej liczył sama
fakt przyznawania magicznych punktów (i medalu na koniec). Punkty są bardzo skuteczne, ze względu na ich Zdobywanie, a jednocześnie są na tyle abstrakcyjne, że nie są przekupstwem – raczej wyzwaniem. Ta gra jest
też o tyle fajna, że każe skupić się
na otoczeniu, jest angażująca w tu i teraz, nie powoduje skupiania się na tym co będzie potem. I rzecz jest rozwojowa, jak będą starsi będzie można
ustalić bardziej konkretne zasady.

Z medalami

Bardzo Trudne Przeszkody

trekking góry z dzieckiem, dziećmi, aktywna rodzina

Zaakceptowaliśmy też fakt (choć nie od razu), że dzieci chodzą po górach w dziecięcym stylu. I że nie sprawdza się równe tempo i rytmiczny krok. Te zasady oszczędzające siły są dla nudnych dorosłych. U naszego potomstwa sprawdzają się zrywy i podbiegi, nieregularne przerwy i liczne rozproszenia.

Zauważyliśmy też, że nadmierne wsparcie jest demotywujące! Nie angażowaliśmy się w przesadne motywowanie i ciągłe mówienie o tym, że jeszcze kawałek i już prawie jesteśmy, u naszych dzieci działało to jakoś zmęczeniogennie, jakbyśmy im sugerowali, że to podejmują nudny wysiłek i trud.

Żeby dzieci chciały same chodzić po górach, dbaliśmy też oczywiście o podstawę, czyli komfort fizyczny. Wygodne ubranka, czapki od słońca i kurtki od deszczu/wiatru
(mogli mieć tylko lepsze buty, następnym razem już ich wyposażymy
w traperki) przegryzka bakaliowa, która daje fajną energię i woda (z
bukłaków z rurką, wielka dodatkowa atrakcja). I przerwy piknikowo – odpoczynkowe.
Myślę, ze dobrym pomysłem było tez Nosidło Na Wszelki Wypadek.
Iskra czasem jeszcze śpi w dzień, więc wczesnym popołudniem
lądowała u taty na plecach gdzie przymykała oko. Wilczek też ze
dwa razy po większym podejściu odpoczął sobie chwilę w nosidle.
Dzięki temu mieliśmy większy luz, że w razie czego nie zostaniemy ze słaniającym się maluchem na środku szlaku.

Rzucanie kamyczków pozostaje w ścisłej czołówce ulubionych zabaw

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Czyli, jeśli chcesz, żeby dziecko było samodzielne, pozwól mu na to. Nie oczekiwaliśmy od naszych dzieci jakiejś maratońskiej formy, ale uwierzyliśmy, że będą dawać radę same po tych górach chodzić. I w to, że nie potrzebują na każdym rogiem królika z kapelusza, kolorowych dmuchańców, grających jeździków i innych specjalnie-dla-dzieci-super-atrakacji. Świat sam w sobie jest super atrakcją, a brak intensywnych bodźców pobudza mózg jak nic innego. Więc rodzą się fantastyczne pytania, okazje do ciekawych rozmów, do zauważenie tego, co nas otacza. A do tego coraz cenniejsza i rzadsza umiejętność cieszenia się trwającą chwilą. Polecam:)

15 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda ciążowarozmyślaniaslow lifestylewspomnienia

Sielskość

by Paulina 6 lipca, 2017

Gdy byłam mała, znałam na pamięć całe fragmenty „Dzieci z Bullerbyn”. Uwielbiałam tę książkę i tę malowniczą grupkę dzieciaków i strasznie im zazdrościłam. Sama, nie mając żadnej rodziny na wsi nie mogłam tworzyć tych klimatycznych wiejskich wspomnień.
Stworzyłam sobie za to idylliczne i mocno nierealistyczne wyobrażenia wiejskiego świata. Wieś i wakacje na wsi przedstawiały m się jako niekończące się zabawy w sianie, mleko z pianką prosto od krowy i słodkie kurczaczki, jakoś umknęła mi ciężka praca, muchy i nawet to, że siano kłuje 😉

Dziś mam oczywiście świadomość bajkowości tych wizji, realiów i trudów życia na wsi, ale pozostały wyobrażenia o tym kontakcie z naturą, o tej dobrej prostocie. O zanurzeniu w cykliczności przyrody, o smakach i zapachach i przeżyciach autentycznych, o tradycji i poczuciu przynależności.
I ta tęsknota we mnie jest ciągle i lubię sobie w ten idealistyczny świat wchodzić i zapraszać do niego własne dzieci.
Dlatego lubujemy się w pozamiejskości, odwiedzamy skanseny, urządzamy pikniki w naturze.

moda w ciąży, jak się ubierać w ciąży

No i mamy to szczęście, że nasze dzieci mają dziadków na wsi, co prawda bez krówek i kurczaczków, ale za to z poziomkami i malinami, masą trawy do biegania na bosaka, z zapachami i masą zabawek typu sznurki, wiadra i kamyki. U dziadków na wsi, nasze potomstwo w sekundę przeistacza się w wolne dzieci, zajęte, nie potrzebujące dorosłych, brudne i chłonące świat każdym zmysłem.

Ostatnio, do tej sielskiej palety dołączył jeszcze tradycyjny gliniany piec chlebowy, czyli Cudowna Inicjatywa mojego męża. Budowaliśmy go przez parę klimatycznych popołudni, co samo w sobie było świetną zabawą. Teraz, dzięki niemu, wracając do domu, oprócz pochrapujących od świeżego powietrza dzieci z Bullerbyn wieziemy jeszcze sielskość w postaci pachnącego bochenka.

pizza z pieca

 tradycyjny chleb na zakwasie, bochenek

piec chlebowy, chleb na zakwasie

 

6 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomindfulnessmoda ciążowamój stylprzyjemnościrozmyślaniazmysły

momenty

by Paulina 26 czerwca, 2017
jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

gdy budzę się nad ranem i stwierdzam, że zostało jeszcze trochę snu

gdy wchodzę zmęczona po całym dniu w pracy, a w domu jest posprzątane
gdy ładnie się ułożą włosy
gdy wszyscy już śpią, a ja robię mały obchód, słucham oddechów, przykrywam dzieci i kładę się do męża

kiedy słyszę z dziecięcego pokoju odgłosy wspólnej zabawy


wieczór na tarasie brzmiący świerszczami i pachnący maciejką

dzieci które same na głos „czytają” książki

ten moment nad ranem w samochodzie, gdy z pod domu wyruszamy na wakacje
sobotnia poranna kawa
zdjęcie górskich butów po wędrówce i zanurzenie ich w chłodnym strumieniu
rozbijanie skorupki w crème brulée

rozpoczynanie nowego zeszytu / notesu / kalendarza

rozpakowywanie nowych płyt (gdy jest ta specjalna tasiemka)

pierwsze pociągnięcie wałkiem gdy malujemy ścianę na nowy kolor
przypomnienie sobie czegoś (tytuł piosenki, nazwisko aktora) co mnie męczyło przez dłuższy czas

widok dzieci przykucających obok siebie i wpatrujących się z fascynacją w mrówki/biedronki

zupełnie przypadkowe trafienie na arcydzieło (filmowe, książkowe lub muzyczne)

jedzenie świeżego zielonego groszku prosto z łupinek
jedzenie ciepłych od słońca poziomek prosto z krzaczka
świeży pedicure (zwłaszcza ten wykonany samodzielnie w siódmym miesiącu ciąży)
księżyc wschodzący nad jeziorem

wyjście na plażę gdy docieramy nad morze po długiej drodze

założenie ulubionej sukienki

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

jak się ubierać w ciąży latem, upał w ciąży, ciąża latem, jak dobrze wyglądać w ciąży

 
26 czerwca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
moda ciążowarozmyślaniaw ciąży

czego nie wolno w ciąży?

by Paulina 22 czerwca, 2017

Zaczyna się od tych słynnych dwóch kresek. I pierwszej paniki, bo przecież dwa dni temu ta impreza! Z alkoholem! Co to będzie.

A potem, gdzie nie spojrzeć tam ściana. Ciążowe zakazy są wszędzie, mnożą się na potęgę. Serki pleśniowe? Zapomnieć! Niedopieczone mięso? Absolutnie! Sport, seks, farbowanie włosów, aspiryna, długie kąpiele, masa kosmetyków…
Lista się wydłuża, a kobieta koncentruje na wszystkich „nie” i jest zmęczona tą ciążą zanim jeszcze dostrzeże pierwszą okrągłość brzucha.

Nie namawiam do wyścigów konnych i jedzenia tatara z wódką, nie zrozumcie mnie źle.
Ale mam wrażenie, ze czasem zapominamy o jednej ważnej rzeczy, której nie wolno kobiecie w ciąży. Nie wolno jej zapomnieć, że nie jest inkubatorem, że też jest człowiekiem.

Ciąża jest normalnym, fizjologicznym stanem, który oczywiście wiąże się z pewnymi ograniczeniami, ale bez przesady, cała masa tych zakazów otorbiła się i rozrosła o masy zakazów „na wszelki wypadek”. Mam czasami wrażenie, że którzy najchętniej położyliby ciężarną do łóżka na 9 miesięcy i karmili kleikiem, włączyli Mozarta – na wszelki wypadek.
Naprawdę, mamy prawo poczytać inne książki niż te o ciąży i dziecku. Mamy prawo rozmawiać na inne tematy niż ciąża i dziecko. Mamy prawo kupować rzeczy z myślą o sobie, a nie o swoim brzuchu.

Mnie np zdarza się jeść sery pleśniowe (ze sprawdzonego źródła lub pasteryzowanego mleka) i grzyby, czasem wezmę dwa łyki wina od męża. Maluję paznokcie i piję herbatkę z liści malin. Jestem aktywna. (tu spis mitów związanych z zakazami w ciąży).
Ale nie chodzi mi też o licytowanie się, kto jest odważniejszy i „dzielniejszy” w ciąży. Zwłaszcza, że każda z nas jest inna, i tak samo inna jest każda ciąża – jedne kobiety czują się super i mogą przenosić góry, inne mają fazę „proszę mnie rozpieszczać”, a jeszcze inne czują się zwyczajnie źle.

Chodzi mi o podejście. Kobieta w ciąży nie staje się nagle swoją ciążą, ciągle jest jeszcze
kobietą, żoną, przyjaciółką, może mieć swoje pasje, zainteresowania,
pracę.

Dbajmy o siebie. Dbajmy w pełnym, dobrym znaczeniu tego słowa. Dbanie to nie zamartwianie się, ani nie odmawianie sobie wszystkiego na wszelki wypadek. Dbanie o siebie to uważna miłość do siebie – z tym nowym życiem, które, będąc tak ważne nie jest przecież jedynym życiem w nas.
O tym w ciąży nie wolno zapomnieć.

22 czerwca, 2017 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry