Plaża nad Wisłą w Kazimierzu Dolnym w upalny sierpniowy dzień staje się powoli naszą miłą, tylko–we–dwoje tradycją.
Jest coś mgliście sennego w takich upałach. Kolory jakoś blakną, jak na starym zdjęciu. Gorące powietrze drga i pachnie charakterystycznie. Obłoczki snują się na bladawym niebie. Delikatny wiatr niesie ochłodę i zapach rzeki. A wokół nasycona, delikatnie tylko chlupiąca wodą cisza (a w głowie tradycyjnie te dźwięki).
Sierpniowy upał jest tak klimatycznie spłowiały. Sprawia, że wszystko spowalnia. Czas płynie sobie leniwie jak rzeka, człowiek siedzi beztrosko i bezmyślnie i mrużąc powieki przesypuje piasek między palcami. Nostalgia i spokój.
A do tego ten Kazimierz z drewnianym aromatem. I sierpniowe jabłka, chrupiące i pachnące obłędnie, tak właśnie smakuje lato.






























































































































