Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

codziennośćpodsumowaniazima

zimowe przyjemności

by Paulina 19 marca, 2018
 

Osobiście jestem zdecydowanie latolubna, ale w zimie też bywa fajnie.
Opowiem Wam dzisiaj o tegorocznych zimowych przyjemnościach. Część z
nich pewnie się zdubluje z ubiegłym rokiem, tak to już jest, że niektóre
rzeczy rację bytu mają tylko w zimie.

Jak napisała kiedyś pięknie Aga, „zima jest od przytulania wszystkiego, co najważniejsze.”
Zimą
zbliżamy się do siebie, grzejąc sobie wzajemnie zmarznięte dłonie.
Kulimy się przy tym ognisku domowym, grzejemy serca miłością (i gorącą
czekoladą z chili) a brzuchy rosołem, wsłuchujemy w ciepłe brzmienia
płyt winylowych. To szukanie różnych rodzajów ciepła jest chyba u
podstaw wszystkich zimowych przyjemności.

Domowo
„Siedzenie” w domu z dzieckiem ma tę ogromną
zaletę, że nie idzie się rano do pracy. Unikam porannego skrobania szyb w
samochodzie czy wystawania na wietrznych przystankach. Nie wyleguję się
do późna, i nasze poranki w tygodniu są dalekie od sielankowych, ale
zdecydowanie cudowne jest to, że popędzam i pokrzykuję na rozespane
dzieciaki będąc sama jeszcze w piżamie, i, gdy wyjdą już do przedszkola,
zostaję z maluszkiem, który wtedy własnie zapada w pierwszą drzemkę i w
cichej przytulności domowej robię sobie kawę i NIE wychodzę rano na
zimny i nieprzyjemny świat.
Wychodzę później. Bo…

…rozgrzewające spacery to kolejna wielka zimowa przyjemność.
Wspominałam
już o terapeutycznej mocy spacerków. Ciągle nie mogę wyjść ze
zdumienia, jak często te najprostsze czynności przynoszą zupełnie
spektakularne efekty. Nic (nawet ta spokojna kawa) nie ustawia mnie tak
jak parokilomotrowe intensywne spacerki nad rzeką. Rozgrzewam krew,
rozbudzam mózg i zaczynam ogarniać życie.

Spokojne spacery to jedno, a drugie, to sanki i śnieżne szaleństwa z przedszkolakami.
Oni są w tym śniegu najszczęśliwsi na świecie, mają purpurowe rumieńce,
błyszczące oczy, wzmacniają odporność i wybiegują tę swoją energię
niesamowitą. Wieczorem, ku naszemu zachwytowi, padają jak muchy, często
jeszcze podczas czytania. Dla nas (poza długim bezdzietnym wieczorem) to
trochę takiej zwykłej dziecięcej radochy w śniegu (na którą dorośli bez
dzieci nie zawsze potrafią sobie pozwolić).
Mamy to szczęście, że
w Lublinie zimą powietrze jest przyzwoite (choć też bez szału) i nie
borykamy się w takim stopniu ze smogiem jak inne regiony.

Apogeum zimowej śnieżnej radości był w górach.
W lutym wspięliśmy się na wyżyny logistyczne, zapakowaliśmy się całą
piątką do samochodu i ruszyliśmy na parę dni w Bieszczady. Góry z dziećmi zimą były najpiękniejsze na świecie i niezwykle klimatyczne w naszym drewnianym domku.

 

Jak zima, to książki. W ten klimat zimowy lubię takie książki mocno wciągające.
Teraz czytam Dzikie Łabędzie. Trzy córki Chin. Nie porywa mnie może styl, ale historia i masa wiedzy o Chinach podana przy okazji jest totalnie fascynująca.
Niedawno skończyłam Swing Time Zadie Smith. Bardzo lubię jej książki, czyta się je naprawdę dobrze. W fajny, nienachalny, mądry ale nie moralizatorski sposób poruszane są bardzo aktualne problemy – rasowe, ekonomiczne, społeczne.
Czytam też, dość powoli – bo tylko wtedy gdy mam odpowiedni klimat, Córki Wawelu Anny Brzezińskiej. Szczerze mówiąc spodziewałam się tutaj trochę ciekawej powieści z dobrze odmalowanym tłem historycznym, ale tutaj zdecydowanie na pierwszym planie jest to historyczne tło, fabuła jest tylko pretekstem do kolejnych – bardzo zresztą ciekawych wykładów o obyczajach. Czytam z zainteresowaniem, ale nie zagryzam paluchów;)
Wcześniej było też klimatycznie i grubo, czyli Dom duchów Allende. Bardzo jestem ciekawa filmu. Strasznie mi się podoba ten południowo amerykański realizm magiczny, na pewno jeszcze sięgnę po książki tej autorki. Niepowtarzalny zupełnie, wciągający cudownie.
Gdzieś w międzyczasie 13 pięter Springera. Bardzo sprawnie te reportaże są napisane. I się człowiek od razu w tym swoim domu czuje tak inaczej komfortowo.
Ballada o pewnej panience. To już nie to samo co Król, choć klimat pozostał i charakterystyczny dla Twardocha styl.
Dzieci z Bullerbyn. Doczekałam się, że moje dzieci dorastają do moich ulubionych książek z dzieciństwa. Chyba nigdy dotąd nie czekałam na rytualne wieczorne czytanie z taką radością.W ogóle cieszę się, że nasze czytanie coraz częściej przechodzi na inny poziom – czytamy coraz więcej dłuższych książek (ostatnio jeszcze Piaskowy Wilk i Muminki), takich po rozdziale na wieczór, które trzeba założyć „pokładkami” i powoli poznawać ciągłą historię.

Filmy i seriale
Najbardziej ww pamięć zapadły mi:

Big little lies. Ach i och. coś fantastycznego.
The expanse. Serial, któremu trochę zajęło wciągnięcie w swoją historię i świat. Ale udało się, jesteśmy naprawdę pod wrażeniem i czekam na kolejny sezon.
Loving Vincent, przepiękny, przepiękny, oglądaliśmy z prawdziwą przyjemnością. Sama historia nie była super porywająca, ale to kompletnie nie przeszkadzało.
Blade Runner 2049. Kolejny film zachwycający formą, który w zasadzie można by oglądać tylko dla tych przepięknych zdjęć.
Nasz najlepszy rok. Bardzo miła rzecz. To jeden z tych filmów, do których się sięga na pokrzepienie, a jednocześnie nie ma nadmiaru banałów.
3 Bilboardy za Ebbing, Misouri. Rewelacja. Ogromne wrażenie zrobił na mnie ten film. Przełamujący schematy, niesztampowy, smutny a jednocześnie w jakimś sensie pogodny.
The Shape of water. Tu się trochę rozczarowałam jednak. Podeszłam z najlepszym nastawieniem, i miałam świadomość, że to baśniowa konwencja, ale jednak schematyczność tych postaci ale jakoś mi dawała po zębach.
Mountain 2017. Przepiękny dokument o górach
The man who stares at goats. Świetny abstrakcyjny humor, dość odjechana historia, podobało mi się.
Lady Bird. Najfajniejsza w tym filmie była jego zwyczajność. Brak spektakularnych dramatów, skrajnych sytuacji, wszystko jest naturalne i wiarygodne.

Piec chlebowy daje radę także zimą

Muzyka
Największym chyba odkryciem była australijska multiinstrumentalistka, Tash Sultana, niesamowita jest totalnie, posłuchajcie.

Mało tej zimy „bywaliśmy kulturalnie”, czego trochę żałuję, bo w Lublinie jest co robić nawet zimą.
Nie byliśmy też na łyżwach niestety, choć miałam w planie, bo zawsze bardzo lubiłam łyżwy. Ale czasem jednak ta zima przytłacza trochę bardziej niż byśmy chcieli, mrok, korki i wizja ubierania całej gromady w te kombinezony i inne jednak zniechęca dość mocno;)

Zima bywa przyjemna jak widać, ale już wystarczyyyyy…

19 marca, 2018 21 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimindfulnesspodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrowerrower z dzieckiemslow lifestylespacerwiosna

Wiosenne wycieczki – czas start!

by Paulina 13 marca, 2018
przedwiośnie, duża rodzina na wycieczce, przyczepka rowerowa

Tak, to już. W miniony weekend rozpoczął się najlepszy na świecie czas. Czas naszych ulubionych rodzinnych wycieczek, szurgania się po naturze, czas miłosnego uścisku ze światem, kiedy byle spacer wypełnia po uszy musującymi endorfinami.
Uderzyła nas po twarzach ta nagła wiosna obuchem jasności. Choć wypatrywana, i wyczekiwana, to i tak zaskoczyła. Zaskoczyła, jak zima drogowców. Dlatego ruszyliśmy w świat czym prędzej, zanim się rozmyśli.

rowery z dziećmi, pan pantaloni,

Nie byliśmy zresztą jedyni. Ludność, co roku o tej porze, wbrew ponurym przepowiedniom, że niby ludność już tylko w domu przed telewizorami względnie w centrach handlowych, wylega w naturę. Wszyscy, o wspólnym mianowniku sino-bladych obliczy, lekko błędnych uśmiechów i słonecznego mrużenia oczu, wszyscy wyruszają w przyrodę cali w maju i czerwcu.

Ruszyliśmy w świat, szaro – beżowy, błotny i nieatrakcyjny zupełnie. Ale ta marcowa szpetota najpiękniejsza jest tym, co już za chwilę. Gdy jest się choć trochę uważnym, to od razu widać, że ta szarość i burość aż wibruje zielonymi listkami i forsycją. Powietrze pachnie inaczej, pachnie rozmarzająca ziemia – to podobno mikroorganizmy i grzyby się namnażają, ale tak naprawdę, zapach ziemi to skompresowane zapachy fiołków, bzu i jaśminu.

Widzicie tu uśmiechniętego dinozaura?

podróżnik zen

Oglądanie „umarniętego” krecika lupą…

…i rolnetką

Błoto jest super

przepiękny wąwóz Lipcyk w Nowym Gaju, ciekawe jak będzie wyglądał gdy już się zazieleni
czyste buty są nudne

Dzieciaki dopytywały się o pikniki, ciamkały w błocie, „rolnetkami” wypatrywały oznak wiosny (co z tego, że tylko jedna była prawdziwa, ta druga, z rolek po papierze toaletowym, była za to kolorowa i doskonale dawała radę), przeszyły naprawdę solidną traskę bez zająknięcia (choć niewątpliwy wpływ na morale miały nasze tradycyjne wycieczkowe drożdżówki z powidłami śliwkowymi).

Wiosna łagodzi obyczaje. Gdyby w naszym kraju częściej była wiosna, może nie żarlibyśmy się tak o wszystko. Wiosną chcemy padać sobie w ramiona. Róbmy to na zapas.

13 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
minimalizmrozmyślania

post na Post czyli pochwała nie-dostatku

by Paulina 2 marca, 2018

Chodzą za mną te myśli już od jakiegoś czasu.
Chodzą, jak jakieś odkrycie przełomowe i olśniewająca prawda wyjaśniająca różne problemy, uniwersalna odpowiedź na różne egzystencjalne „jak żyć”…
I, jak większość z tych największych mądrości, zamyka się w banale.

Otóż, moi drodzy, w życiu nie może być za łatwo.

Nachodzi mnie ta myśl ostatnio zaskakująco często.

Gdy dzieciaki marudzą, grymaszą i wybrzydzają którą łyżką będą jeść zupę. Gdy robią awanturę o ubranie, jakie mają założyć, gdy wywalają zabawki na podłogę i nie robi na nich wrażenia, że jakieś elementy się zniszczą lub zgubią.

W zimie. Gdy lodowato-wilgotny wiatr przenika do szpiku kości, gdy
każde wyjście z domu (a już zwłaszcza z dziećmi) wymaga Dzielności i
Hartu Ducha.

W górach. Gdy człowiek porządnie zmęczy się na szlaku, zobaczy potem te widoki i czuje się potem wobec świata piękną pokorę i harmonię.

Nachodzi wobec ostatnio popularnych trendów. Trochę w kontrze do powszechnego dobrobytu, dostępności wszystkiego i kompulsywnego kupowania, szybkiej i łatwej mody, i związanym z nią wyrzucaniem nienoszonych ciuchów, marnowania jedzenia, popularne staje się pozbywanie się nadmiaru, odpowiedzialne zakupy, zwracanie uwagi na ilość śmieci.

Za łatwo nie może być też w kontekście dbania o zdrowie. Nadmierność jest dla zdrowia zwyczajnie szkodliwa. Zwłaszcza nadmierność tego przyjemnego i łatwego jedzonka, kiedyś dostępnego tylko od święta, jak słodycze, mięso, białe pieczywo.

Formy fizycznej też nie wyrabia się wśród wygody i komfortu.

I jeszcze kwestia zdrowia psychicznego i rosnącej liczby zachorowań na depresję. Czytałam ostatnio wywiad z dr Cezarym Żechowskim, który powiedział o przesycie tak: „Niedosyt kreował myślenie iluzyjne, które jest bardzo
potrzebne. A dzisiaj, mam wrażenie, młodzi ludzie są tak konsumpcyjnie
nasyceni, że nawet fajne rzeczy już im się nie podobają”

Oczywiście fajnie jest się porozpieszczać czasami, spędzić dzień snując się w piżamie, zrobić sobie dobrze gorącą czekoladą pod kocykiem, poczytać nieambitne gazetki, kupić coś co nam się podoba ot tak. Pogłasiać się wewnętrznie. Nic nie musieć, nie ścigać się i nie starać. To jest super. I to też jest nam potrzebne. Ale nie cały czas, nie zawsze, nie bezustannie.

Okazuje się, że zbytni i bezustanny komfort, puch i udogodnienia są niewskazane.
Okazuje się, że naszym rodzicom, mimo kolejek, prania we frani i różnych braków, było w pewnym sensie wychowawczo prościej. Nie było łatwo, ale było prosto. Nie było wielu dzisiejszych udogodnień, ale nie było też nadmiaru wszystkiego i wynikającego z tego zblazowania, tylu pokus i reklam, milionów bodźców każdego dnia.
Bo obiektywny brak i trudności, taki niezależny od nas, w jakimś sensie pomaga, upraszcza – przyjmujemy go do wiadomości i mnóstwa problemów po prostu nie ma. To nie rodzic musi codziennie odmawiać – różnych atrakcji, kupienia zabawki, zjedzenie słodycza, oglądania kolejnej bajki. Nie musi tego ograniczać, bo brak jest obiektywy, nie zależny od nas, a do takich braków dzieci przystosowują się zadziwiająco szybko i bezboleśnie. Zauważamy to doskonale, gdy jesteśmy na wakacjach pod namiotem, dzieciaki, które nie mają prawie żadnych gotowych zabawek, są zajęte i bezproblemowe jak nigdy.

Gdy czasem będziemy trochę głodni, nie najemy się do syta, nie zjemy pysznego słodyczka, to wyjdzie nam to tylko na zdrowie. Podobnie na zdrowie wyjdzie nam hartowanie się na zimnym powietrzu i wylanie siódmych potów na treningu.

Gdy sobie czasem odmówimy przyjemności, zmniejszymy wygody i spełnianie wszystkich zachcianek, ograniczymy wygody i narzucimy jakieś limity, wyjdzie nam to naprawdę na dobre.

Swoją drogą, gdy nie mamy pieniędzy, to zupełnie naturalny staje się ekologiczny
minimalizm, zero waste, „projekt denko” i kupowanie tylko tego co dobre i
potrzebne. Nic nas nie nauczyło minimalizmu i zero waste tak bardzo jak
trudności finansowe. We względnym dobrobycie nie jest to takie naturalne,
bo pierwsze, do czego dążymy, to wygoda.

Tak to chyba jest, że dążymy do komfortu, że chcemy mieć wszystko i już, a dzisiejsze czasy trochę nam to wszystko już zapewniają. Ale, co zdobywa się bez trudu, nie jest cenne. Wszystko, co dobre podbija siła kontrastu. Największe przyjemności to te wyczekane. Najlepsze jest słońce po zimie, najsmaczniejsza woda na pustyni, najwygodniejsze łóżko po kilkunastu dniach na karimacie a najlepszą przyprawą jest głód.

Dlatego w jakimś sensie lubię Post. Wiem, że warto się samoograniczać czasami, dobrze, jak czasem nie jest nam miło, ciepło i błogo, dobrze jest się czasem postarać, potrudzić, pomęczyć. Uważam, że to jest naprawdę jest ważne.
Dla Was też? Uważacie, że niewygody są czasem potrzebne?

2 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmichustagórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady, zima i dzieci

by Paulina 23 lutego, 2018

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Nasze standardowe zimowe wyjazdy w góry, to Sylwester. W tym roku przesunęliśmy sobie sylwestrowy wyjazd w góry o półtora miesiąca. Przekonaliśmy się już, że takie przesuwanie to niezły pomysł przy okazji ubiegłorocznej majówki w Beskidzie Niskim.

Bieszczady zdążyły się do tego czasu porządnie zabielić i pokazać, że warto jeździć w góry z dziećmi, zimą także.

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Naszą bieszczadzką bazą było prywatne schronisko nad Smolnikiem, czyli klimatyczna drewniana chata na zboczu góry z przepięknym widokiem. Za to położenie i ten widok trzeba było zapłacić codzienną dodatkową traską przez śnieg, ale było warto.

góry z dziećmi, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy
Pierwsze podejście do schroniska, każdy z plecakiem na miarę możliwości

Nasze dotychczasowe podróże z dziećmi trochę wyrobiły w nas wszystkich pewne rytuały i nawyki przy wyjazdowych przygotowaniach. Dzieciaki wiedzą już, że w noc przed wyjazdem idą spać w ubraniach i śpiworach, i że w nocy w tych śpiworach zniesiemy ich do samochodu, żeby mogli sobie przespać przynajmniej część trasy. My pakujemy wszystko wieczorem poprzedniego dnia. Tym razem różnica polegała na konieczności kompaktowego pakowania, bo wiedzieliśmy, że wszystkie nasze rzeczy (a także niektóre dzieci) będziemy musieli wnieść do schroniska na plecach.

Zapakowaliśmy się więc wszyscy i nad ranem wyruszyliśmy na nasz zimowy wypad w góry.

góry z dzieckiem, dziecko w podróży, rodzinny trekking zimowy

Na zapiecku, tu była nasza baza czytelnicza

Jechaliśmy, a razem ze świtem zmieniał się krajobraz, na coraz bardziej zimowy i pagórzasty. Tak, jakbyśmy delikatnie przechodzili do innego świata.
Dotarliśmy, razem z szarawym porankiem. Bieszczady otoczyły nas swoimi śnieżnymi ramionami i uścisnęły serdecznie, witajcie, czujcie się jak u siebie. Momentalnie poczuliśmy się u siebie.
Wilczek z Iskrą wyskoczyli z samochodu prosto w zaspy, niemowlę zawinięto w chustę, plecaki przywdziano na plecy,
Nie powiem, że było jakoś bardzo łatwo. Ścieżka była zasypana śniegiem, dzieciaki zapadały się po uda. Ale pomagały nowe okoliczności, zew przygody, wizja czekoladowego medalu i tropy zwierząt na śniegu.
Na miejscu okazało się, że jesteśmy jedynymi gośćmi w pięknej drewnianej chacie, z ciepłym piecem i przesympatycznym gospodarzem, zafascynowanym wypiekiem własnego chleba.

Urządzaliśmy sobie codziennie mały trekking w tych pięknych okolicznościach. Trekking to może określenie trochę na wyrost, raczej po prostu spacery górskie, niezbyt forsowne i niezbyt długie, wiadomo, że wszystko trzeba dostosować do krótkich nóżek kilkulatków i zawiniętego w chustę pięciomiesięczniaka  i jego głodu. Planowaliśmy trasy tak, żeby mieć przystanek w jakimś schronisku lub bacówce, żeby dzieciaki (i my też w sumie) mogły odpocząć, przekąsić coś, a małe rozwinąć się z chusty, nakarmić i przewinąć.

Najlepsze na świecie naleśniki z jagodami w Bacówce pod Rawkami
 

 

Nie ma sanek, ojtam ojtam

Zimowe wejście na Górę Śnieżną przy parkingu

Nie myślcie sobie, że było idealnie zupełnie i bezproblemowo. Nie było. Wybraliśmy to schronisko między innymi po to, żeby być w górach i nie musieć dojeżdżać na szlaki, ale okazało się, że okolica jest totalnie nieprzetarta i tylko jeden dzień spędziliśmy na spacerze w okolicach schroniska. W pozostałe nie tylko dojeżdżaliśmy na szlaki samochodem, ale też musieliśmy do tego samochodu dojść (a potem z niego wrócić do domku). Nie obyło się też bez paru awanturek, w wykonaniu upartej Iskry, która albo przewracała się po dwóch metrach twierdząc że nie ma siły, albo upierała się, że ma tej siły mnóstwo, gdy faktycznie nie dawała rady, bo „chciała być dzielniuchem” (tak mi później wyjaśniła).
Ale, nigdy nie twierdziłam, że podróże z dziećmi to nieustanna sielanka.

Ale piękne to były dni, w tych górach zimowych, bajecznie zaśnieżonych.
Piękne, cudowne oderwane od rzeczywistości. Śniegowo migotliwe, pachnące
drewnem i mrozem, cudownie ponad cywilizacją. Wspaniale
skrzypiące w śniegu kroki. A potem przystanek, by rozejrzeć się z
zachwytem i wtedy ogarnia ta puchata cisza, jedyna w swoim rodzaju
górska zimowa cisza. Wieczory przy ciepłym piecu, rozmowy, wspomnienia (bo zawsze wspomina się różne wyjazdy z przed lat),
książka. Dzieciaki z czerwonymi policzkami i błyszczącymi oczami, całe w
śniegu. 

I to poczucie… To poczucie, że właśnie o to chodzi w życiu,
że to właśnie jest ten czas, który się liczy. Poczucie totalnego
szczęścia po prostu.

23 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
muzykawe dwoje

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka na miłość

by Paulina 14 lutego, 2018

Dużo romantycznych wspomnień mam dość ściśle związanych z wydarzeniami muzycznymi. Być może dlatego, gdy wyobrażam sobie randkę idealną, to zawsze pojawia się tam motyw muzyczny. Porywający koncert jazzowy. Emocjonalny koncert rockowy. Potańcówa w klimacie starego disco. Kolacja z plumkającym w tle zmysłowym saksofonem. Ognisko i śpiewanie przy gitarze.

Nasze randki w ostatnich czasach ograniczają się jednak do salonu i jego miłej atmosfery. Podbijamy te atmosferę bardzo konkretną muzyką, robi się znacznie bardziej klimatycznie.

Dzielę się dzisiaj z Wami muzyka zmysłową, na romantyczny wieczór z drugą połówką. Jest to dość niesztampowy wybór, świadomie pominęłam różne pościelówy w stylu Wicked game, Nights in white satin, Unchained Melody czy Titanica.
Jeśli macie ochotę na inny muzyczny klimat, zapraszam: muzyka energetyczna, muzyka na niedzielne poranki, muzyka na relaksujące popołudnie, muzyka na doła.

Siesta Marcina Kydryńskiego, Nr5 i Nr8 (saksofonowa)
The doors, bez konkretów, chyba chodzi o głos Morrisona
Portishead Portishead, Dummy
Massive Attack Heligoland, Mezzanine, Protection
Bonobo Animal Magic, Black Sands
Fever Ray
Boards of Canada Campfire headphase
Archive, najbardziej chyba Controlling Corwds

Wybaczcie, tym razem bez linków do YT, ale wracam do pakowania właśnie:)
Jakie są wasze miłosne piosenki?

14 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessmój stylprzyjemnościslow lifestyle

Momenty. Zima.

by Paulina 10 lutego, 2018

Wsunięcie się pod kołdrę wieczorem w chłodnej sypialni i przytulenie do ciepłego ciała.
Zapach rosołu gdy wracamy ze spaceru.
Śmiech zamieniający się w obłoki pary.
Szron i szadź.

Oglądanie płatków śniegu z bardzo bliska.
Gdy nad ranem dzidziuś zakwęka i sam się uspokaja i można znowu wtulić się w poduszkę.
Wieczorne przebranie się we flanelowa piżamę.
Kawa przyprawowa.
Gdy słońce nagle zaczyna dłużej świecić.
Ciasto drożdżowe w niedzielne popołudnie.
Domowe frytki z domowym majonezem.
Zapach palonych liści.
Samotne wyjście z domu po dniu obfitującym w dzieci. Nawet do Lidla.
Kąpiel w wannie z olejkiem lawendowym.
Radość wszystkich dzieci, gdy starszaki wracają z przedszkola i witają się z Małym.
Pękanie cienkiego lodu na kałużach.
Pomrukiwanie niemowlęcia przy piersi.
Brzmienie ciszy, gdy po porannym zgiełku starszaki są wyprawione do przedszkola, a najmłodszak ma drzemkę.
Głęboki oddech po zakończonym treningu.
Planowanie wyjazdu.
Pierwszy pocałunek po tygodniu nie widzenia się.

Otwieranie paczek z zamówieniami internetowymi. Nawet te z chemią gospodarczą mnie jarają.
Gdy jest zimna pogoda, a jest się odpowiednio ubranym i mimo wszystko jest ciepło.
Pisanie porządnym piórem po porządnym papierze.
Pierwszy łyk idealnie gorącej herbaty z imbirem, pomarańcza i cynamonem.
Skrzypienie śniegu.

spódnica wełniana, kilt

10 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmićwiczeniana macierzyńskim

aktywność fizyczna na macierzyńskim

by Paulina 1 lutego, 2018

aktywność fizyczna po porodzie, odzyskanie figury po ciąży, powrót do formy
Dziś kolejny odcinek cyklu o bycie nie tylko mamą na macierzyńskim. Pisałam już o ubieraniu się w domu z dzieckiem, dzisiaj o odzyskiwaniu formy fizycznej po ciąży i porodzie. Kiedy i jak ćwiczyć w domu z dzieckiem i dlaczego to jest ważne.

Jestem aktywna. Lubię i zawsze lubiłam różne sporty. Przed ostatnią ciążą głównie ćwiczyłam w zaciszu domowym, na kocyku z Chodakowską. Był jeszcze taniec, rower, chodzenie po górach w wakacje i jakieś zabawy w rolki, łyżwy, czy slackline. No i dziecionoszing oczywiście;)

W ciąży dalej jeździłam na rowerze, i delikatnie ćwiczyłam – bardziej rozciągająco i wzmacniająco niż wyciskałam siódme poty. Pod koniec ciąży już bardzo tęskniłam za solidnym treningiem, w przeciwieństwie do mojego ciała, które ledwo zipało;)
Po porodzie, odczekałam przepisowe sześć tygodni, kiedy główną aktywnością były spacery, stopniowo wydłużane. Teraz, powoli zwiększam intensywność i długość moich ćwiczeń.

Jak ćwiczę teraz, cztery miesiące po porodzie?

Przede wszystkim, codzienny standardzik, czyli parę kilometrów spacerku. A skoro już i tak na spacery chodzę, to najchętniej biorę chustę i kijki trekkingowe i zamiast nudnego stawiania nogi za nogą, mam konkretną sesję nordic walkingu. To fajna aktywność fizyczna, bo jest ogólnie rozwojowa, to typ ćwiczeń cardio, które fantastycznie wpływają na zdrowie i sylwetkę, a do tego nie są forsujące.
A nawet jak nie mam kijków czy chusty, to robię taki świadomy spacer – idę energicznie, świadomie napinam mięśnie, prostuję plecy itd.

aktywność fizyczna po porodzie, odzyskanie figury po ciąży, powrót do formy

Ćwiczenia w domu

W ramach odzyskiwania talii po ciążowym brzuszku, staram się codziennie kręcić hula hop, przez 10 minut, Te 10 minut to nie jest dużo w kontekście wygospodarowania tego czasu z całej dniówki, ale przy regularności, mam nadzieję na odzyskanie talii za parę tygodni (miesięcy?). Ważne jest codzienne kręcenie, i kręcenie w obie strony. Podobno efekty są fantastyczne!
Poza tym, co rano, zanim dzieci wstaną, robię gimnastykę. Nie są to intensywne ćwiczenia, rano zwyczajnie nie mam na nie siły (a szkoda, bo gdybym miała, robiłabym po prostu poranny trening i miałabym z głowy przebieranie się i prysznice w ciągu dnia). Przeważnie jest to krótka sesja jogi, albo ćwiczeń jogo-podobnych żeby się rozruszać i rozbudzić, całość trwa u mnie około 10-15 minut.
Oczywiście bywają dni, gdy totalne niewyspanie albo inna sytuacja dzieciowa okraja mi gimnastykę jeszcze bardziej, ale staram się nie odpuszczać.
Czasami, gdy pogoda jest wybitnie parszywa, robimy sobie z maluchem sesje taneczne w chuście. Włączam jakąś pogodną muzykę i odbywam taki tańco – trening. Czyli taniec, ale taki, który angażuje konkretne mięśnie.
Do tego od jakiegoś czasu włączyłam dwa (docelowo 3) treningi tygodniowo z Ewą Ch. Wykupiłam sobie abonament  i mam dostęp do wszystkim programów online, bardzo wygodna opcja.

aktywność fizyczna po porodzie, odzyskanie figury po ciąży, powrót do formy

Jak się wziąć za ćwiczenia z małym dzieckiem w domu?

Dbanie o formę to niekoniecznie modna siłownia i eleganckie legginsy. U mnie pod tym względem doskonale sprawdza się zasada „zrobione jest lepsze od doskonałego” i brzydkie dresy oraz stary koc zamiast efektownego wdzianka i szałowej maty. Nie mam teraz możliwości odbywania całej celebry związanej z chodzeniem na treningi, ale to nie znaczny, że mam o siebie nie dbać.
Kiedyś miałam tendencję do odpuszczania – skoro nie mam czasu na zrobienie rozgrzewki przed ćwiczeniami, a potem rozciągania, to nie ćwiczyłam w ogóle. Teraz ćwiczę po prostu wtedy gdy mogę, gdy usypiam starszaki i leżę obok nich, podnoszę nogi, kręcę biodrami przy gotowaniu, ruszam stopami podczas karmienia, ćwiczę mięśnie kegla zawsze jak sobie przypomnę, praktykuję sprzątanio-treningi (wiecie, odkurzanie angażujące mięśnie pośladków i przysiady przy wieszaniu prania), oraz treningi z niemowlakiem w roli obciążenia. Mój przyciężki synek jest zachwycony z bycia moim hantelkiem, więc mam układ doskonały – dziecko zaopiekowane i szczęśliwe, a ja mam poćwiczone.
Zdarzają się też sytuacje tak samo idealne jak rzadkie, gdy najmłodsze śpi, a starsze w przedszkolu, albo cała trójka z tatą na spacerze.

Dlaczego warto szybko zacząć ćwiczyć po porodzie?

  • teraz jest o tyle łatwiej, że niemowlak relatywnie dużo śpi, a jak nie śpi, to leży (kręci się oczywiście, ale jest jeszcze raczej niemobilny). I generalnie daje nam dużo więcej swobody niż taki np półtoraroczniak
  • teraz, za sprawą karmienia piersią i tak się chudnie, więc warto wspomóc efekt i chudnąć do ładnych kształtów, bo niestety nie jest tak, że gubimy ciało tam, gdzie chcemy. Ja np zamiast gubić brzuszek, gubię tyłek i jak tak dalej pójdzie będę miała bardziej płaski tyłek niż brzuch
  • im wcześniej zaczniemy walczyć o formę po porodzie, tym lepiej – chodzi tu o wpadnięcie w pewną rutynę i o to, by nie ugrzęznąć sobie wygodnie w takim przedłużonym poporodowym odpoczynku (poporodowy odpoczynek jest oczywiście konieczny. Absolutnie nie zachęcam do intensywnych treningów w połogu!!). Im bardziej odłożymy aktywność fizyczną, tym trudniej będzie na się za nią wziąć. Sprawność fizyczną traci się niestety szybciej niż nam się wydaje i nie jest tak łatwo ją odzyskać
  • i oczywiście są te słynne endorfiny. Gdy ćwiczę  mam po prostu lepszy nastrój i więcej energii. Nie wspomnę już o”wybiegiwaniu złych emocji”, zgodnie z prastarą ludzką reakcją na stres pt „uciekaj lub walcz”, około – dzieciowe frustracje, nerwy i stresy dobrze jest po prostu wyrzucić z siebie właśnie wysiłkiem fizycznym.
  • gdy ćwiczę regularnie, od razu chce mi się bardziej o siebie dbać – mam wtedy ochotę na zdrowe jedzenie, maseczki, odżywki do włosów i inne
  • do tego dochodzi cudowne uczucie ogarniania rzeczywistości, wiecie, że mam kontrolę i daję radę

Mam nadzieję, że pochwalę się Wam efektami za parę miesięcy:)

aktywność fizyczna po porodzie, odzyskanie figury po ciąży, powrót do formy

Dlatego szczerze polecam. Nie po to, by zachwycać sześciopakiem dwa miesiące po porodzie, nie po to, by cokolwiek udowadniać innym , nie po to, by dowieść swojej doskonałej organizacji. Dla siebie. Dla siebie i dla naszego wspaniałego ciała, które wykonało niedawno ogromniasty wysiłek wydając na świat nową istotę ludzką. 

*Zdjęcia poglądowe, z przed dwóch lat, teraz sytuacja wygląda podobnie, chociaż staram się ćwiczyć w ciągu dnia, gdy na stanie mam tylko jedno dziecko;)

1 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylslow lifestylezima

a to zima ciągle

by Paulina 26 stycznia, 2018

Jest taki moment pod koniec stycznia.
Gdy słońce mocniej błyśnie. Ptak zaśpiewa jakoś śmielej, i pięć minut po południu ciągle jeszcze nie ma nocy.
To ten moment kiedy pojawia się pierwsze oczekiwanie na wiosnę. Pierwsze „mogłaby już przyjść”.
Na spacerze nadrzecznym zaczynam zauważać miejsca idealne na pikniki, i wizualizować sobie cudowny czas w plenerze. Zaczynam myśleć o letnich sukienkach, już prawie czuję ciepłą od słońca trawę pod stopami. Wyobrażam sobie wiosenne wycieczki i długie, ciepłe wieczory…
I mówię stop jak najszybciej, staram się nie nakręcać. Upycham usilnie te myśli gdzieś w daleki kąt, bo za wcześnie jeszcze przecież. Za wcześnie na rzeżuchę, na tulipany i żonkile za wcześnie.
Wwiercam się więc jak mogę w zimowy klimat, wybieram z dzieciakami na łyżwy, planuję zimowy wyjazd, czytamy z dzieciakami śnieżne książki, celebruję tę zimowość jak mogę. Na siłę trochę.
Byłoby łatwiej gdyby ciągle było tak jak na tych zdjęciach. Ze skrzącym śniegiem, zamarzniętym jeziorem, drzewami migocącymi szronem, skrzypiącymi w białym puchu krokami. Można by się wtedy w tej zimie nurzać, i w tym śniegu i mrozie, tak porządnie, poczuć ten mróz szczypiący w nos. Bo zima jest, to musi być zimno.
Chociaż… mogłoby już… nie być… 

 

 

26 stycznia, 2018 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadziecko

chustonoszenie w praktyce cz.2

by Paulina 21 stycznia, 2018

  

chustonoszenie, dziecko w chuście, rodzicielstwo bliskości

Dzisiaj część druga praktycznego chustonoszenia. Będzie o prawidłowym wiązaniu, wyborach chusto / nosidło / wózkowych i ubieraniu się. A część pierwsza, bardziej ogólna, tutaj.

Jak wiązać chustę

Gdy już mieliśmy naszą chustę w domu, pojawiło się oczywiście pytanie, co zrobić z tą wielka płachtą?
Przy
zakupie każdej chusty dostaje się książeczkę z instrukcjami różnych
rodzajów wiązań. Jest też sporo filmów pokazujących co i jak. I są
doradcy, warsztaty, noszący znajomi.
My nauczyliśmy się podstawowych wiązań właśnie z tych instruktażowych książeczek i youtube’a. Początkowo ćwiczyliśmy na poduszce,
polecam tę metodę, trochę się można z chustą obyć, poczuć na sobie,
poćwiczyć dociąganie bez robienia krzywdy dziecku. Swoją drogą warto zacząć wiązać jak najwcześniej, gdy dzieciak jest naprawdę malutki – fakt że noworodki są wiotkie i kruche, ale też wtedy jest największa szansa, że dziecko chustowanie polubi. Dobrze jest zacząć, gdy maluch jest wyspany i najedzony i generalnie zadowolony z życia. Rodzic też powinien być wyluzowany i spokojny, niemowlaki wyczuwają różne nerwy. I nie odpuszczać, jeśli dziecko się wierci i marudzi. Tzn, jeśli się wierci i marudzi, rozwiązać, i za jakiś czas spróbować znowu.Możecie zrobić sobie zdjęcie i umieścić na forum chustowym z pytaniem o porady.
Gdy
już ogarnęliśmy podstawowe wiązania, byłam parę razy na zajęciach z
tańca z chustą i tam miałam okazję zweryfikować z profesjonalistą moje
wiązanie, wymieniłam się z noszącymi dziewczynami doświadczeniem
Przy dociąganiu dobrze jest popracować trochę ciałem, ruchami np barków pomóc w dociągnięciu. Dobrze jest, jeśli planujemy dłuższe wyjście, też pochodzić chwilę z zawiązaną chustą po domu, żeby się wszystko ułożyło, i ewentualnie dociągnąć, jeśli coś się poluzuje – takie poprawki są wygodniejsze jeśli robimy je na spokojnie w domu, przed lustrem i bez ubrań wierzchnich.

TADAAAAM! Początki zawsze są trudne:D Tak właśnie wyglądało pierwsze
zamotanie Wilczka. (Uspokajam od razu, że to zamotanie było bardzo
krótkie;) )

A skąd wiadomo, że chusta jest dobrze zawiązana?

Ma być wygodnie.
I dorosłemu i dziecku. Powinniśmy czuć cały przytulony brzuszek
dziecka. Nie powinno nas nic uciskać ani ciągnąc. Powinniśmy czuć ciężar równomiernie rozprowadzony na całych plecach, nie powinny nas ciągnąć ramiona.
Maluch ma mieć pozycję rozpłaszczonej żabki, nóżki odwiedzione na boki  i zgięte w kolanach pod kątem prostym, a ręce na boki, mają jakby przytulać noszącego.
Chusta powinna być równomiernie dociągnięta
na całych plecach dziecka. Dlatego właśnie ten splot skośno krzyżowy
jest taki ważny, dzięki niemu naciągnięcie jest dobrze rozprowadzone.
Dziecko w chuście nie siedzi! A zwłaszcza malutkie dziecko – chusta ma za zadanie przytrzymywać całe plecki.
Nie powinno być żadnych fałdek i luzów. (tutaj właśnie paski pomagają nam w ocenie)

Chusta czy nosidło

Dla nas decyzja była automatyczna, prze
pierwszym dziecku nawet nosidła nie rozważaliśmy, bo nosidła
ergonomiczne nie były wtedy tak rozpowszechnione. A potem uznaliśmy, że
nie ma potrzeby mnożyć bytów.
Za nosidłem
przemawia to, że jest łatwiejsze w obsłudze. Za to chusta jest bardziej
uniwersalna – w chustę zamotamy zarówno noworodka, jak i dwulatka na
wiele różnych sposobów (zarówno z przodu, z tyłu jak i z boku, na
biodrze).

Kiedy chusta kiedy wózek?

Nigdy nie byłam radykalistką, która w
imię noszenia dziecka i korzyści z nim związanych pozbywa się wózka jako
zła burzącego więź rodzica z dzieckiem. Zdecydowanie uważam, że warto
mieć i chustę i wózek, to dwa sprzęty (choć nie wiem, czy o kawałku
tkaniny można mówić „sprzęt”), które bardzo fajnie się uzupełniają.
Przede wszystkim, choć w chuście ciężar dziecka jest dobrze rozłożony, to jednak on nie znika. Gdy jestem zmęczona, bolą mnie plecy, gdy idę po zakupy, wybieram wózek.
Albo, gdy wiem, że będę na dworze na tyle długo, że mały zgłodnieje,
też biorę wózek. Dziecko w chuście nie jest zbyt ciepło ubrane, i
dlatego wyjmowanie go z chusty na karmienie na dworze (gdy jest zimno)
nie jest dobrym pomysłem.
Może to próżne i samolubne, ale wybieram też wózek, gdy chcę założyć takie ubranie, w którym noszenie będzie niewygodne. Co prowadzi nas do następnego punktu, czyli

Jak się ubierać (i dziecko) do noszenia w chuście

Wygodnie!
Maluch
nie powinien mieć żadnych dżinsików, sukienek, podwijających się
bluzek. Najlepszy jest zwykły pajac, albo body i miękkie dresowe
spodenki/legginsy.
A rodzic? Dziecko jest przytulone do nas
naprawdę ściśle, dlatego najlepsze jest miękkie i wygodne ubranie – bez
guzików, aplikacji i zdobień – nic co mogłoby uciskać lub przeszkadzać maluchowi. Mnie najwygodniej jest w zwykłych bawełnianych, przylegających bluzkach, albo sukienkach. 
W lecie staram się unikać gołych ramion i wielkich dekoltów.
Po pierwsze łatwiej jest mi dociągnąć materiał nie po gołym ciele,
tylko po materiale. Dociąganie i noszenie w chuście w bluzce na
ramiączkach np może skończyć się nieprzyjemnymi otarciami. No i w lecie,
gdy jest gorąco, ten kontakt skóra do skóry (spocona skóra do spoconej
skóry), podczas chodzenia może nie być najprzyjemniejszy.
Gdy jest zimno noszenie w chuście jest jednocześnie bardzo praktyczne i bardzo niepraktyczne.
Kto
przeklinał ubieranie niemowlaka w sweterki i kombinezony, ten wie dlaczego praktyczne. Do
chusty zawijamy dziecko ubrane normalnie, w sensie bez żadnych
sweterków, grzeje się ono naszym ciałem i już razem z nim otulamy się
kurtką. Musi to być kurtka na tyle duża, żeby zapiąć oboje. Polecam albo
ołwersajzy, albo kurtkę męża, albo taki praktyczny wynalazek, jak u
mnie na zdjęciach, czyli kurtkę z kieszonką na dziecko w chuście.
Minusem takiego noszenia jest kwestia karmienia w plenerze, o której już wspomniałam.

Do
chustowania nie sprawdzają się wisiorki i naszyjniki, przy starszym dziecku także długie kolczyki. I torebki są średnio wygodne, mnie
najlepiej się chustuje z plecakiem.

I tak to wygląda u
nas. Jeśli macie jakieś pytania o chustowanie, śmiało pytajcie w
komentarzach. Chusta to zdecydowanie jeden z lepszych dziecięcych
zakupów. Bardzo polecam:)

Wpis powstał we współpracy z marką LennyLamb.

21 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmislow lifestylezima

czynności i bezczynności około sylwestrowe

by Paulina 16 stycznia, 2018

Intensywnie rodzinne lato w tym roku jakoś sprawiło, że zwyczajnie zapomniałam zarezerwować jakąś klimatyczną miejscówkę na Sylwestra w górach, a gdy ocknęliśmy się w połowie października, wszystko, co spełniało nasze oczekiwania było już zajęte.

Ale ponieważ wyjazdy na Sylwestra tylko w części opierają się na samym kierunku podróży, i tak ruszyliśmy. Ruszyliśmy na Śląsk. Śląsk może nie jest najidealniejszym miejscem na zimowy wyjazd z dziećmi, ale tym razem nie jechaliśmy do miejsca tylko do ludzi.

Spędziliśmy świetny czas.
Zaczęliśmy od przesympatycznej gościny u naszej bliźniaczej rodziny Ruby.

…a potem pojechaliśmy do mojego brata, do Gliwic, gdzie przywitaliśmy nowy rok.
 

To był wyjazd nastawiony głównie na domówki, darowaliśmy sobie różne zwiedzania, ale parę razy się wynurzyliśmy na świat, na spacer to tu to tam.

A gliwicka palmiarnia to absolutne mistrzostwo. W smutnym zimno – szaro – smogowym świecie cudowna odskocznia w intensywnej zieloności. I wcale nie trzeba traktować tego miejsca jak czegoś do zwiedzania, odhaczenia każdej tabliczki. Myślę, że to po prostu idealne miejsce na zimowy spacer – jest ta roślinność, są zwierzątka, przepiękne akwaria, ławeczki… Można sobie tam po prostu połazić, potraktować to miejsce jak przepiękny park w lecie, przejść się, przysiąść, pogapić na zwierzaki. Wszystko za 20zł dla całej rodziny. Jakbyśmy mieli takie miejsce u nas w Lublinie, byłabym tam z dzieciakami częstym gościem.

16 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry