Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Feels like home.

by Paulina 6 sierpnia, 2019

Cudownie jest tu wracać.
Cudownie jest witać dobrze znane ścieżki jak starych znajomych.
Odkrywać nowe ścieżki, zupełnie puste, tak jak kiedyś w Bieszczadach.
 
Cudownie jest rozstawić ten hangar namiot z widokiem na łąkę i być częścią tego wszystkiego.

Oddychać tym bieszczadzkim, wolnym powietrzem. Wolnym zarówno w sensie tempa oddychania, jak i poczucia nieskrępowania, swobody i możliwości.
Czuć się tak bardzo, tak bardzo u siebie.

Ogromnie się cieszę, że mamy, rodzinnie takie miejsce. Do którego sobie często rodzinnie wracamy, w różne pory roku. Taką bazę trochę, budującą nam kręgosłupy wszystkim. Bo góry, o czym tu już pisałam wielokrotnie, układają wszystko w życiu, robią dobry porządek w głowie.

I przyjeżdżamy tu, kolejny raz, dzieciaki coraz starsze (my nie). Chodzą pięknie po górach, liczą sobie punkty za Super Odkrycia i Trudniaste Przeszkody. Na campingu mają swoje sprawy, grają w piłę, budują tamę na rzece i najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.
Chodzimy i chodzimy i wszystko jest tak, jak ma być.

ten nocnik to serio weteran wyjazdowy już. Nocnik-globtroter.

dużo nóg

banda przemycona w śpiworach

takie drzemkowe okoliczności przyrody. Trochę zazdro.

obiadek

prawie-relaks przy ognisku

są jeszcze puste szlaki w Bieszczadach

kałuże, radość doskonała

6 sierpnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomindfulnessmój stylrozmyślania

today you are the oldest you’ve ever been, and the youngest you’ll ever be again

by Paulina 25 lipca, 2019

Nigdy tak jak w lecie przemijanie nie jest takie zachwycające.
Lipy, na których kwitnienie tak czekałam spacerując w ich cieniu podczas piekielnych czerwcowych upałów, otuliły nagle swoim słodkim zapachem i już przekwitły.


W ogrodzie nagłe i krótkie triumfy warzywno owocowe, na talerzu co tydzień nowy motyw przewodni. Skończył się czas sałatki z bobem, pomidorem i czosnkiem, makaronu z pesto bobowo-bazyliowym i bobu ot tak podjadanego jak orzeszki. Teraz będą kurki i risotto z kurkami, pomidorami i rozmarynem, grzanki z kurkami, suszonymi pomidorami i serem kozim, makaron w sosie śmietanowym z kurkami. Będzie też kalafior, i fasolka szparagowa.
Zaczynają się jędrne, szczupłe cukinie i porządne, nierówne pomidory.
Porzeczki, rubinowe i błyszczące. Może nie są to najlepsze owoce świata, ale są dla mnie tak naładowane wspomnieniami z dzieciństwa, że garść kwaskowatych czerwonych kulek to esencja wakacji i sielskości jak nic innego (no, może kalarepka lekko brudna ziemią).
Skończyły się piwonie i jaśmin. Właśnie patrzę na dogorywający szalony bukiet chabrów, rumianków i koniczyny po ostatniej wycieczce .
Zaraz będą słoneczniki.
Krajobraz się zmienia, zmieniają się kolory. Soczysta zieleń dojrzewa i mięknie, niedługo zacznie blaknąć i płowieć.

Paradoksalnie teraz, kiedy przepuszczamy czas przez palce jak piasek na plaży, kiedy snuje się on jak obłoki na gorącym niebie, gdy nieuchwytny jest jak zapach maciejki, kiedy nie jestem super-efektywna i zarobiona, gdy nie próbuję gonić, łapać i nadrabiać to jakoś to życie przestaje pędzić. 
Życie też zwalnia, przysiada razem z czasem na chmurce i machają nogami. Przycupnę i ja z boku, choć na chwilę.

A wtedy, z tego wspólnego nogami dyndania, rodzi się zupełnie nowa jakość. Życia, czasu i mnie.

Dzisiaj jesteśmy starsi niż kiedykolwiek byliśmy, i młodsi niż kiedykolwiek będziemy.

Może już nigdy nie będzie takiego lata.
Może to teraz jest ten czas. 
Może teraz jest czas na życie.

ps Podczas robienia tych zdjęć nie ucierpiały żadne zboża, chodziłam po miedzy, między żytem a łąką;)

25 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlatomoda rowerowapodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

idzie lato, jedno z tych miłosnych lat

by Paulina 21 czerwca, 2019

Wybuchło po tej niezdecydowanej wiośnie.
Po kapryśnej, płaczliwej wiośnie, niezdecydowanym kwietniu i nabucanym maju, wszedł on, czerwiec, cały na zielono. Pachnący jaśminem, piwoniami, rzodkiewką i botwinką.

Słońce stawia pieczątki piegów na nosie. Muchy buczą. Ptaki świergolą, kosiarki irytują.

Zaczęły się te dni. Kiedy wstajemy rano, słońce w jadalni razi trzy pary nieletnich oczu, takich samych w formie a różnych w gradiencie brązu. Jemy śniadanie, pijemy kawę i ktoś nagle rzuca:  to co, rowery, piknik, woda? I ten nasz chaos wycieczkowy się pojawia: sakwy ze skrzyni, torba ciuszków i pieluch na zmianę, jedzenie, picie. Punkt na mapie. A potem, ileś kilometrów dalej, zanurzamy się łagodnie  w ten letni świat z jego makami, rumiankami i chabrami.

Te dni, kiedy zwykłe po-pracowe i po-przedszkolne popołudnia wydłużają się nieprzyzwoicie, zamiast obiadu jest buła i kefir, albo torba nieumytych owoców, i lody.A my, gdzieś na placu zabaw, boso na trawce, w parku na kocu.

Dni, gdy niebo przybledzone od upału, gdy nagła ulewa zaskakuje i moczy ulubioną sukienkę.

Jedyne w swoim rodzaju letnie lenistwo. Wgapianie się w chmury, bezmyślne bujanie w hamaku, szuranie stopą po zaroszonej trawie, przesypywanie piasku między palcami.

Brudne stopy, palce lepkie od owoców, bąble od komarów.

Wieczory, brzmiące cykadami i żabami, z zimnym białym winem albo chłodną melisą.

Dzieciaki, ubabrane naturą, zajęte produkowaniem wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie.

Niewyszukaność i prostota, w lecie najlepsze są proste sukienki, proste jedzenie (najlepiej prosto z krzaka lub ziemi), proste przyjemności. W lecie zwyczajność jest rajska.

21 czerwca, 2019 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimój stylmorzepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

wiosenne morze z dziećmi

by Paulina 6 czerwca, 2019

Doczekałam się wreszcie wyjazdu nad morze.

Obstawiałam co prawda, że na koniec maja pogoda będzie już cudownie wczesnoletnia, a zamiast tego sporo było deszczu i zawieruchy. Ale. Serio, co tam jakis sztormik dla nas, gdy okoliczności przyrody takie cudowne i ten jod taki uzdrowicielski.


Pojechaliśmy bez wielkich planów w kwestii zwiedzania, czy wyszukiwania atrakcji. Po prostu bardzo potrzebowaliśmy chociaż parodniowych wakacji, zmiany otoczenia.
A, że otoczeniem było morze, wspaniałe, trochę szare, trochę zielone i trochę granatowe, i piasek, kremowy i puszysty, i powietrze pachnące i przestrzeń, to serio, niewiele więcej nam było potrzeba do szczęścia.

Szło się na plażę, wiatr szumiał, powietrze pachniało – najpierw sosnami, a potem coraz bardziej morsko… Uwielbiam nad Bałtykiem te wejścia – przejścia, z lasu na plażę, jak przejście w inny wymiar. Bo wchodzi się w przestrzeń niezwykłą, w Zen, dwukolorowy, przestrzenny, i – mimo świstu wiatru – zupełnie cichy.
I wszystko to tylko dla nas, bo pusto było zupełnie.

Bracia

Pustka doskonała

tylko smoki jakieś

taki Dzień Mamy
wieczorne rozgrywki

nonono, wiosenka, cieplutko, wakacje

Zjazdy z wydm

I same wydmy. Coś niesamowitego,pierwszy raz je widziałam i zrobiły ogromne wrażenie

Matka wielodzietna

Mówiłam już, że wiosenka, ciepełko, nonono?

Wilczek i rower, czyli WMN

Znowu wydmy

united colors…

szukamy skarbów

Mamo! Ślimak! wielki, czarny i bez skorupki! (cudo prawdziwe)

6 czerwca, 2019 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylewiosna

Majówka

by Paulina 13 maja, 2019

Takich zwykłych dni mi brakowało przez ostatnie miesiące. Zwykłych, bez fajerwerków zupełnie, czasem słońce, czasem deszcz. Dni, w których przeplatały się ze sobą fochy i śmiech do utraty tchu, szorty i szaliki, wspólne ćwiczenia z Chodą i wieczorne nie-fit kolacyjki z mężem, serce ściśnięte ze wzruszenia i gardło zaciskające się ze smutku, baśniowo kwitnące jabłonie i upierdliwie gołębie z uporem maniaka próbujące założyć sobie rodzinę na naszym balkonie.

Tak bardzo się cieszę, że nie wyruszyliśmy jak wszyscy w długą drogę na długi weekend.
Że głównie lokalnie (poza jednym, na wpół służbowym wyjazdem do Warszawy). Że bez napiętych planów, wreszcie na luzie i powoli.

Byliśmy na Polesiu, w Parku Narodowym, przedweekendowo jeszcze i prawdziwie letnio. Znów trochę próbowaliśmy Tropić, ale jednak wiosna wybuchła nam prosto w twarz więc z lubością i bez analizowania zanurzyliśmy się w ten prawie-majowy świat, na rowerach, hamakach i kocykach.

Odwiedziliśmy warszawskie zoo.
Lubelski ogród botaniczny.

Spacerki, dużo spacerków. Np ten nad zalew. Pirat spał, starszaki zaznajamiały się z łabędziami. Las wokół zazieleniał się coraz mocniej dębowymi listkami i oszałamiał tym charakterystycznym słoneczno – sosnowym nadwodnym zapachem. Wyjątkowo trafiliśmy na niebywałą w tym miejscu pustkę – żadnych grilli, puszek po piwie i pierdzącego bitu z telefonów.

Dużo przez te dni się przyglądaliśmy dzieciakom, chętnie z niewielkiego dystansu, tak, żeby nie zwracali na nas uwagi. Fajnie było utwierdzić się po raz kolejny w przekonaniu, że jedna z ważniejszych powinności rodzica jest odsunąć się czasem, dać wolność (ale nie, że wolność w korzystaniu ze smartfona)- Piratowi, by samodzielnie pokonywał coraz to nowe wyzwania, schody i drabinki, a starszakom, by sami rozwiązali swoje konflikty, sami tworzyli zabawy, sami wymyślali sobie światy i historie. Wszyscy – by sami odczuli głód, chłód i pragnienie.

Pograliśmy trochę razem w planszówki. Wilczek staje się coraz częściej równoprawnym planszówkowym partnerem, Iskra współtworzy drużynę ze mną, Pirat niestety głównie rozwala elementy.

Momentami było wybitnie chaosiaście, głośno i brudno. Było parę awanturek, kłótni i łokci w brzuch. Ale, w tym ogólnym poczuciu idealnej harmonii, ten chaos był jak puchate kociątko z wielkimi oczami, pośród pobojowiska którego właśnie dokonało. Jakoś rozczulający.

Wilczek skończył siedem lat!

cześć maleńka

porozumienie

kawa i dziecko, czyli najważniejsze atrybuty matki

I cholerny gołąb się załapał

13 maja, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessmój stylprzyjemnościrozmyślaniawiosna

Momenty wiosenne.

by Paulina 28 kwietnia, 2019

Czas już nawet nie pędzi, rozkręcił się tak, że nawet nie próbuję go złapać, zatrzymać. Pamiętam, że chwilę temu dzieliłam się wieścią o Nowym z brzuchu – a tymczasem Nowe śmiga po zjeżdżalniach, psuje gramofon i każe sobie czytać jak to Lalo gra na bębnie. Pamiętam, że przedwczoraj wracaliśmy z Francji, a tymczasem dłużej już jesteśmy tu na miejscu niż w sumie byliśmy tam. Zresztą, te cydne studenckie wagary, gdy urywaliśmy się z wykładu z gramatyki opisowej, żeby przysiąść na pierwszej aromatycznej trawce z piwkiem, to przecież też było zupełnie niedawno, prawda? Prawda??

Ostatnio z tym pędem przestałam się ścigać, przestałam walczyć. Czasem po prostu, z tego niewygrywalnego wyścigu dyskretnie się wycofuję na boczek, i zalegam na trawce. Urywam sobie, trochę nielegalnie (bo tyle do zrobienia!) minutki i Gapię Się Bez Celu. Gapię się, i dostrzegam. Momenty, drobiazgi, które zakotwiczają w rzeczywistości, zakochują w życiu.

Pierwsze rzodkiewki, nieduże i szczypiąco ostre, z ogródka mojej mamy. Najpyszniejsze.

Zapach nagrzanych słońcem główek dzieci na pierwszych tegorocznych wycieczkach.

Cisza, która ogarnia, gdy wjedzie się rowerem do lasu.

Dywan z zawilców w lesie.

Odkrywanie świata zwierząt. Oglądamy ślady i kupy, zastygamy nieruchomo nad jaszczurką zmieniającą skórę, liczymy bociany. Najlepsze lekcje przyrody, których nie miałąm w szkole, odbywam z dziećmi.

Gdy moje przytulenie leczy do zera rozpacz totalną. Ma się te supermoce.

Skóra pachnąca słońcem.

Uczucie po posprzątaniu szafy.

Migotliwe zajączki w mieszkaniu i plamy światła wpadające przez umyte (kochany mąż) okna.

Moment, gdy spakowani (po dach, jak zwykle), z kawą w kubkach termicznych, włączamy muzykę uśmiechamy się do siebie i wyruszamy w drogę, na wycieczkę.

Uczucie lekkości po obcięciu włosów.

Gra światła między pierwszymi, jasnozielonymi listkami.

Wszystkie rysunki  podarowane mi przez Iskrę, wszystkie tańce Pirata, wszystkie lego-budowle Wilczka.

Pierwszy piknik wśród tego wiosennego festiwalu życia. I hamak pierwszy.

Zachwycające, obłędnie pachnące, fioletowe plamy fiołków na trawnikach.

Gdy razem z Piratem przychodzimy po starsze rodzeństwo do przedszkola, ich powitanie, jego czucie się jak u siebie i potem wspólny spacer (prowadzą go za rączkę!) na plac zabaw.
I leniwe doglądanie potomstwa, radośnie brudzącego się w piaskownicy.

Zielona sukienka łopocząca na wietrze.

zielona sukienka

28 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiemwiosna

Poleski Park Narodowy. Sezon piknikowy czas start!

by Paulina 8 kwietnia, 2019
rowerowa wycieczka z dziećmi, mikrowyprawy, rowery z dzieckiem

Jak cudownie jest wejść w Sezon takim dniem jak ten. Gdy świat, ciągle jeszcze beżowo bury podskórnie aż pulsuje zielonością, przyjemne kilkanaście stopni na plusie muska po policzkach, ziemia pachnie wilgocią i życiem. A wszystko podkręca słońce, słońce które o tej porze roku robi jakieś niesamowite rzeczy z nastrojem, cierpliwością, energią i motywacją.

No więc weszliśmy w Sezon. Rowery, natura i pikniki, czyli najlepszy sposób na reset niedzielny. (A jak inaczej wyglądają poniedziałki po takich niedzielach!) Godzinę od domu, we wczesnowiosenną burość zanurzyliśmy się po uszy.

Jedzie się rowerem, słońce przygrzewa, a wiatr szumi. Pusto. Niebo niebieskie, a trawy płowe. Na drzewach i krzewach listki już-prawie-gotowe tłoczą się w coraz okazalszych pączkach. Gdzieniegdzie pierwsze zawilce. Rower mknie sobie lekko, mogłabym się wcale nie zatrzymywać, ale trzy małe głodne brzuszki wymuszają piknik. Rozkładamy – pierwszy raz w tym roku – koce i piknikowe przekąski. Zasiadamy, mrużymy oczy, nieprzywykłe po zimie do tej cudownej jasności.

Włosy dzieci pachną sianem. Migają żółte motyle. Pojawiają się pierwsze puchate trzmiele. Słychać krzyki dzikich gęsi, sarenka przebiegająca w oddali jest jak medal. Na niebie czaple, żurawie i bociany. Rozglądamy się coraz uważniej, wszyscy nakręceni Księgą Prawdziwych Tropicieli Adama Wajraka. Robimy zdjęcia kupom i ropuchom, badylom i bagnom. Jest pięknie.

8 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

Wiosna!

by Paulina 22 marca, 2019

Pierwszy dzień wiosny. Dzień poezji. Jak to idealnie pasuje, wiosna jest samą poezją, człowiek niemal z automatu rymuje i szuka metafor, zimowe obfite powieści zastępuje Leśmianem i Gałczyńskim.

Ruszyliśmy ostatnio w podlubelski świat rowerami. Cudownie jest znowu bratać się z tym kiełkującym światem, wystawiać odsłonecznioną skórę na pierwsze słoneczne pocałunki, wdychać to powietrze ożywione. I pierwszy piknik urządzić, na pachnącym drewnianym tarasie z widokiem na Wisłę.

I wiosenna błogość przychodzi, migocząca rzeką, brzmiąca jedyną w swoim rodzaju ptasią rozświergoloną odą do życia, pachnąca zielonością. Przychodzi, cała promienna, i mówi, że planuje zostać dłużej. Cóż, witamy:)

22 marca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestylezima

podlasie z dziećmi zimą

by Paulina 27 lutego, 2019
podlasie z dziećmi, ferie w Białowieży

Podlasie w lecie poznaliśmy i pokochaliśmy. Od jakiegoś czasu marzył nam się wyjazd do puszczy zimą. Wizje takiego mieliśmy iście baśniowe, z masami migocącego śniegu i skrzypiącym mrozem, bo w końcu to polski biegun zimna.

Zamiast tego trafiliśmy na masy błota i bardzo specyficzny urok przed-przed-wiośnia.

Nie było idealnie, momentami (fochy i jękoły) było zupełnie odwrotnie, ale już teraz, ponad tydzień po powrocie w głowie mam tylko podlaską sielankę, spacery i żubry.
Mam w głowie wiejską sielskość i prostotę. Spokój. I tęsknotę za tym.

Bo w gruncie rzeczy, o taki fajny, wspólny czas nam chodziło. O powolne poranki z kawą przy kominku. O cudowne spacery po cudownych lasach. I o tropy dzikich zwierząt (Wielka księga prawdziwych tropicieli Adama Wajraka to pozycja obowiązkowa codziennie od dwóch miesięcy). I wieczory, które można by nazwać błogimi i spokojnymi gdyby nie planszówkowe emocje;)

Jest w Podlasiu coś bardzo kojącego. To takie miejsce, gdzie wszystko jest tak jak trzeba i idzie po swojemu.

klimatyczny domek na podlasiu

27 lutego, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry