Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Zimowe Bieszczady, trochę inne niż planowaliśmy

by Paulina 25 stycznia, 2022

Bardzo czekałam na ten wyjazd. Udało nam się wykrzesać trochę więcej czasu niż standardowy przedłużony weekend i wiązałam z tym wyjazdem niemałe nadzieje odpoczynkowe. W planie były długie górskie zimowe wędrówki, skrzypienie śniegu, widoki, spokój, i jedyna w swoim rodzaju, górska, zimowa cisza. Wyobrażałam to sobie w grudniu dość mocno, więc wizja w głowie była bardzo konkretna;)

A tymczasem, cóż, było trochę inaczej. ZNOWU.

Bieszczady przywitały nas deszczem i bardzo marnymi resztkami śniegu tu i ówdzie. Nie odmówiliśmy sobie mimo wszystko niewielkiego górskiego spacerku w deszczu, (w końcu ja całkiem serio lubię deeeeszcz w Cisnej…), zacierając ręce na zbliżające się ochłodzenie i ośnieżenie naszych ukochanych gór. Ochłodzenie i śnieg nadeszły, a wraz z nimi nieciekawa brzuszkowa infekcja Pirata… Dlatego plany wycieczkowe musieliśmy zweryfikować dość mocno, bo dzieciak nie nadawał się na żadne wycieczki. Było trochę strachu o męczącego się malucha ale na szczęście infekcja byłą w miarę łagodna, no i szczęśliwie niezaraźliwa (bo też obawialiśmy się mieć na sumieniu całą nasza ekipę). Z jasnych stron zaistniałej sytuacji, przeczytałam rewelacyjną książkę (Anomalia autorstwa Hervé Le Tellier, z nagrodą Goncourt 2020. Porywająca, błyskotliwa i wciągająca, świetnie napisana, skłaniająca do przemyśleń) . 

A gdy Piratowi się polepszyło, weszły narty – wyciąg mieliśmy w zasięgu spacerku. Narty dotychczas nie dawały mi jakiejś niesamowitej frajdy, jeździłam nie na tyle dobrze, żeby się tą jazdą bawić. I nastąpił przełom, zdecydowałam się na dwie godzinki z instruktorem i dało mi to bardzo dużo, i jaram się tymi nartami bardzo i liczę na więcej jeszcze w tym roku.

Było więc inaczej, i nie mogę powiedzieć, że nie mam niedosytu, ale ogóle wrażenia jednak pozytywne. Góry robią dobrze, nawet w takich ograniczonych ilościach.

Co prawda to kolejna sytuacja, kiedy musieliśmy zmieniać plany i dostosowywać się do okoliczności, przez ostatnie dwa lata wszyscy mamy w takich sytuacjach sporą praktykę. Nie wiem tylko, czy ta praktyka jeszcze czyni mistrza, czy po prostu już okropnie męczy. Już chyba jednak męczy. Już bym chciała móc wykazywać się mniejszą elastycznością;)

A tymczasem trochę zdjęć z tego, co udało się tym razem (głównie mężowi) pochodzić.

25 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podsumowania

2021 podsumowanie

by Paulina 3 stycznia, 2022
Zdjęcie bardzo symboliczne, oto my, próbujemy ogarniać i cieszyć się światem mimo wiatru w oczy i innych przeciwności losu

 

Ach, co to był za rok. Co rok piszę, że było intensywnie, ale w tym roku chyba osiągnęłam granicę wytrzymałości, na Święta czułam się jak wyżęta ścierka. Zadowolona, szczęśliwa i usatysfakcjonowana ścierka, żeby nie było, ale wyeksploatowałam się na maksa.

Rok 2021 był pełen twistów, zaskoczeń, nagłych komplikacji i błyskotliwych rozwiązań, wkurzania sie na rzeczywistość i bardzo pięknych momentów, uczucia wielkiej satysfakcji i równie wielkiego zmęczenia. Sinusoida prawdziwa. Zaczął się od pokrzyżowanych pandemicznie planów wyjazdowych i darowanego znienacka wolnego czasu, który wykorzystaliśmy, jak to my, głównie na włóczęgę po okolicach bliższych i nieco dalszych. Luty był czasem covida, który potem usunął się w cień, bo na pierwszy plan wkroczyło mieszkanie. Kupiliśmy je na wiosnę (większe i w dogodniejszym dla nas miejscu) i zaczął się remont, dość pokaźny. Gdzieś między zamawianiem parkietu i kontenerów na gruz, wybieraniem płytek i trapieniem się różnymi komplikacjami intensywnie pracowaliśmy zawodowo, a jeszcze pomiędzy, dla zachowania minimalnego zdrowia psychicznego wciskaliśmy różne wyjazdy do natury. 

Tak minęły wakacje. Potem była bomba w postaci przeprowadzki. Na remont daliśmy sobie spory zapas czasowy, żeby spokojnie ze wszystkim zdążyć i spokojnie się przeprowadzić. Oczywiście, że zapas wykorzystaliśmy do ostatniego dnia i przeprowadzaliśmy się w trybie intensywnym, niemal przed samym 1 września.

Dzieci poszły do szkoły i przedszkola, a my walczyliśmy z chaosem. A było z czym walczyć, serio. Jeszcze trzy miesiące ostatki remontowe odbijały nam się czkawką powodując mniejsze, lub większe spustoszenia (w dobrostanie psychicznym, naszych ścianach, oraz portfelu). Jednocześnie praca (mocno intensywna, a jakże), szkoła, codzienność.

Teraz łapię oddech i odrobinę równowagi, wierzę, że emocje i przeżycia troszkę się uspokoją.

Zapraszam na zdjęcia, rzeczywistość na nich wydaje się całkiem sielankowa, ale nikt nie ma głowy do fotografowania, gdy siedzi się po nocy nad laptopem, wyciera pył budowlany albo odgruzowuje kolejne pudła przeprowadzkowe;)

podkazimierskie wąwozy w najlepszej wycieczkowej ekipie

śnieg, czyli czysta raność

bążur

tropy!!

Wilczek w lesie jak ryba w wodzie

Korolowa Chata, czyli nasza podlaska miejscówka, wpis wyjazdowy tu

I przedwiośnie wycieczkowo

Pirat tworzy pisanki

Siedmioletnia Iskra z Prababcią

Jest rower, jest radość

i znowu błotniste wycieczki

uwielbiam ten moment

dzieci w naturze. Zawsze zarobione po pachy.

Mieszkanie przed remoncikiem

Wilczek i okołourodzinowa pasja, orki z masy marcepanowej wykonane przez profesjonalistę

Bieszczadzkie uczty zieloności

A tu zdjęcie pokazujące, że w górach zdarzają się też trudniejsze (bardzo trudniejsze) momenty. Tu Matka Dzieci  z Fochem

A tu bardzo zrelaksowana matka z kaweczką, gdy weszło lato

plaża nad Wisłą, mój ulubiony wakacyjny klimat

Wilczek na zawodach, ale się fajnie wkręcił

Wizyta na Śląsku

człowiek witruwiański przy wejściu do dawnej kopalni

wybieranie płytek

wakacje na Jurze

a na froncie prac, dzieje się!

puszcza knyszyńska

Roztocze i cudowny domek Jodełka

Kuchnia oswojona, robimy ciacha dla Mikołaja

I tak to nam minął ostatni rok. W Nowym, życzę nam wszystkim zdrooooooowia, równowagi i radości i zmykam pakować się w góry:)

3 stycznia, 2022 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkiRoztocze

jeszcze jesiennie

by Paulina 7 grudnia, 2021

Łapanie rytmu mi kuleje, ciągle nie jest tak, że jesień mi zwolniła i uspokoiła. Niekończące się ostatki poremontowe, kolejne kwarantanny i infekcje u dzieci, intensywność i stres w pracy. Dużo tego.

Jestem zmęczona tym wszystkim, mocno i wielowymiarowo. Próbuję sie ratować jak mogę.

Na nerwy, zmęczenie i stres najlepiej sprawdza się natura. Powiem Wam, że sama jestem w szoku, jakie cuda działały różne wypady, krótsze i dłuższe w jesienny świat.W trudniejszych momentach, wystarczało popołudnie w pobliskim wąwozie, nasze tradycyjne okołolubelskie jednodniowe wycieczki, a w miarę możliwości także miłe, przedłużone weekendziki.

Zaczęliśmy od Puszczy Knyszyńskiej. Podlaska wioseczka na końcu świata, chatka (podobnie jak Korolowa Chata), przystosowana i z wygodami, ale na maksa wiejska i sielska. Z piecem chlebowym i jabłonką w ogrodzie. Przy tej jabłonce przyszło nam spędzić więcej czasu niż planowaliśmy, bo w trakcie wyjazdu otrzymaliśmy wiadomy telefon od sanepidu… Ale nic to. Bo jakim luksusem w dzisiejszych czasach jest spędzić dzień przed drewnianą chatą, na leżaczku, wystawiając twarz do jesiennego słońca. Nic nie musieć. Dzieci mieć zajęte wyścigami ślimaków i grami planszowymi. Zajmować się tylko grą światła i babiego lata, ewentualnie książką. Czasem dobrze jest odpocząć nawet od wakacyjnego gdzie jedziemy co robimy. Puszcza Knyszyńska więc niespecjalnie zgłębiona, ale wszystko przed nami.

Potem Roztocze. W sam raz na początek złociejącego października. Roztocze znamy i uwielbiamy od dawna, Zwierzyniec (i LAF) jest nam prywatnie bardzo bliski. Z Lublina jest stosunkowo blisko, a jednocześnie na tyle daleko, żeby poczuć, że to wyjazd i odpoczynek. To piękny, klimatyczny region, pełen lasów, rzeczek, szlaków pieszych i rowerowych. Na Roztoczu mieszkaliśmy na obrzeżach Krasnobrodu, w rewelacyjnym Domku Jodełka, pięknym, arcywygodnym i szalenie przyjaznym miejscu, na pewno tam wrócimy.

Udało mi się tez wyrwać jeden zupełnie samotny wyjazd, weekend jogowy w ukochanych okolicach Kazimierza Dolnego. To był odpoczynek totalny, leczący mi pospinane ciało i zestresowaną głowę. Ćwiczyłam, jadłam dobre i zdrowe jedzenie, spacerowałam, czytałam. Rzadko jest tak, że całe dnie jestem tylko i wyłącznie dla siebie, i wszystko co robię jest DLA MNIE. Dawno się tak sobą nie zaopiekowałam.

I tak. Wciąż jest chaosiaście, a stres przybiera różnorodne oblicza, ale wiem, że mogłoby być znacznie gorzej. A dopóki są takie odskocznie do natury, dajemy radę.

W Jodełce

7 grudnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

wakacje na Jurze

by Paulina 10 listopada, 2021

 

Znowu było tak, że najbardziej ze wszystkiego zależało nam na namiotowym resecie.

Tradycyjne góry w tłumach, więc pomyśleliśmy o skałkach. Na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej byliśmy ostatnio tuż przed ślubem, więc już „chwilę” temu.

Rano jeszcze w pracy, a wieczorem już rozbijaliśmy namiot wśród aromatycznych sosen, rozwieszaliśmy hamaki, a szyszki kłuły nas w bose stopy.

 

 

Potem była pierwsza poranna przednamiotowa kawa, która zawsze smakuje zupełnie wyjątkowo, myślę, że w dużej mierze dlatego, że jest ważnym elementem naszych wakacyjnych rytuałów. A wakacyjne rytuały trochę robią nam wakacje, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.

No więc, ta kawa. Dzieciaki w piżamach i bluzach, z rozmglonym porannie
wzrokiem jedzą jaglankę. Patrzymy na mapę, podejmujemy decyzję, zbieramy
się. I zwiedzamy, oglądamy, łazimy, wspinamy się. Bo jest co robić na
Jurze, szczerze mówiąc nawet się nie spodziewałam, że będzie tak
różnorodnie.

Zamki na Jurze

Wiedziałam
o zamkach w Ogrodzieńcu, czy Olsztynie, ale jakoś nie miałam pojęcia że
tych zamków jest tak dużo! Trochę jak we Francji, co wzgórze, to
zamek;) Są oczywiście w różnym stanie, część z nich to totalne ruiny,
romantyczne, ale zupełnie nie dające wyobrażenia o dawnych czasach. A
część odnowione wręcz do stanu używalności (wspaniały zamek w
Bobolicach, w 100% inicjatywa prywatna). Nasze dzieciaki nie są
specjalnie wkręcone w „dawne czasy” (a raczej, dawne czasy do dla nich
Trias Jura i Kreda). Ale zamki jednak zawsze robią wrażenie, dodatkowo
zarezonowało chyba z komiksami, którymi namiętnie się zaczytują, i
myślę, że zrobiło się w ich umysłach trochę miejsca na historię, gdzieś
między ostatnimi mamutami a czasami współczesnymi;)

   
Jagodziarze  

Banda przyrodników

Cudowny czas z bliźniaczą rodziną Ruby. Agata kiedyś prowadziła super blog, a teraz robi super biżuterię.

 

Lasy, jaskinie, groty i źródełka

Bardzo
są klimatyczne, wprowadzają szwendanie się po lasach zupełnie inny
wymiar. Chodzimy chodzimy, lasy jak lasy, a tu znienacka formacja skałek
z legendą w pakiecie, albo grota z prehistorią w tle. Albo traska z
niezauważalnym podejściem prowadząca na górkę z grodem i widokiem. Albo
przepiękne źródełka z krystalicznie czystą wodą. Jest tego na Jurze
dużo, jest w czym wybierać, co wiąże się z cudownym brakiem tłumów w
tych miejscach.

źródełka

Wspinaczka!

Moje
osobiste doświadczenia wspinaczkowe są raczej nieliczne i z czasów
dawno-temu-przed-dziećmi. Ale Wilczek trenuje regularnie od jakiś trzech
lat, a Krycha nieregularnie trochę dłużej, więc skusiliśmy się wszyscy.
I była wielka radocha, satysfakcja, i apetyt na więcej!

Prehistoria

Nazwa
zobowiązuje! Jura to prehistoria jak się patrzy, dla dinofanów miejsce
idealne. Mnóstwo dobitnych śladów, że ten prehistoryczny świat dział się
tu, u nas. Przyznam że nawet na nas, to robi wrażenie. 

Rowery

No
tu niestety przestrzeliliśmy. Przyjechaliśmy na Jurę tuż po wielkich
wichurach które przetoczyły się przez Polskę, mnóstwo drzew było
powalonych i w związku z tym sporo tras nieprzejezdnych. Trochę
pojeździliśmy, ale gdybyśmy tych rowerów nie zapakowali, to nie byłoby
wielkiej szkody;)

 

Wiecie, coraz bardziej zauważam jak
dużo z wakacji, z poczucia wakacyjności, siedzi w naszych głowach.
Uwielbiam ten namiotowe wypady chyba
właśnie dlatego. Że resetują mi głowę. że jesteśmy my i świat po prostu.
I
w sumie to wakacyjne miejsce niby ważne ( bo tyle jeszcze do
odkrycia!!), ale coraz częściej w mojej liście priorytetów schodzi na
dalszy plan, bo wakacje to ten namiot w naturze, ogniska, słońce,
deszcz, i zapach sosen, gdy
problemem codziennym jest wybór tras na wycieczkę, albo że mam górkę pod

karimatą, akurat pod tyłkiem, i czy starczy nam czystych skarpet. Nie ma
nudy, ale w aktualnej rzeczywistości polsko-jesiennej bardzo za takimi
problemami tęsknię.

I tak się trwa te dwa tygodnie, zakotwiczeni w tu i teraz, jak na jednej, półmiesięcznej medytacji.

10 listopada, 2021 9 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

hop hop!

by Paulina 3 listopada, 2021

Wracam po przerwie nieplanowanej i przydługiej, po czasie intensywnym, chaosiastym i drenującym emocjonalnie.

Powoli w tej karuzeli odzyskuję równowagę, więc wracam i tu, do mojej myślodsiewni. Odkurzam wirtualne pajęczyny i mam nadzieję, że się z pisaniem trochę rozkręcę, i wróci mi łatwość pisania (bo póki co łatwo nie jest, tego posta też piszę już nieprzyzwoicie długo). Trudno się wraca po takim czasie, trudno się pisze, brakuje słów, każde zdanie wydaje się nie takie, wcale nie mam też pewności, czy to jeszcze ma sens, bo może co miałam do przekazania już przekazałam? Nie wiem, ale tęskniłam bardzo, lubię to miejsce:)

Zobaczymy, co będzie dalej.

W każdym razie, co działo się u mnie przez te ponad trzy miesiące?

Tegoroczne wakacje, tak jak się spodziewałam, nie były jakimś pełnym przygód szaleństwem rekreacyjno-wyjazdowym. Ale byliśmy na to przygotowani, że szalone przygody tego roku to raczej przy wyborze sedesów, frontów kuchennych i miejsc na gniazdka elektryczne.

Ale było trochę tak, jak spodziewałam się w ostatnim wpisie, bywało błogo i rozkosznie. W tak zwanym międzyczasie, między płytkami a kablami, w czasie schnięcia parkietu, wymykaliśmy się życiu na chwilę (o wakacjach na Jurze mam wstępnie przygotowane parę słów, dajcie znać, czy chcecie czytać o lecie w listopadzie;))

Potem było tornado przeprowadzkowe. 

Nie miałam do blogowania w tym czasie zupełnie głowy, kompletnie nie
nadaję się na blogerkę która barwnie i szczegółowo relacjonuje remonty i
urządzanie wnętrz. Chociaż te procesy, poza oczywistym stresogennym
działaniem cieszą mnie i ekscytują, ale energii i entuzjazmu już nie
starcza na relacje. Pewnie więc nasze nowe miejsce będzie się
pojawiać trochę przy okazji, metamorfoz i upiększań nie będzie niestety
(sama żałuję, bo bardzo lubię takie czytać i oglądać na innych blogach).

Z wrześniem zaczęła się szkoła, zajęcia, gile w nosie i kwarantanny. Rozpakowywanie miliona pudeł, końcówka remontu, zalewanie sąsiadów. A także bardzo przyjemne przerywniki w postaci weekendowych wypadów tu i tam, o nich chcę jeszcze napisać.

I moszczenie się w nowym miejscu. 

Umościliśmy się. Dużo jeszcze do zrobienia, pokoje dzieci są zupełnie nie urządzone, czekają nas więc ich królestwa, poza tym obrazeczki, półeczki, doniczki itd. Ale chyba chwilę musimy odetchnąć, i pocieszyć tym co jest, a jest już pięknie.

Zanurzamy się w jesieni, szeleście liści i płyt (bo wreszcie uruchomiliśmy sprzęt grający), żywimy na zmianę dynią, papryką i burakami, serem kozim i winem (bo ratalne parapetówy w akcji).

Tak to w skrócie u mnie wyglądało. Wraz z odzyskaniem względnego balansu (przerywanego choróbskami dzieciaków), zamierzam też wrócić tutaj. Odezwijcie się proszę, że jesteście!

3 listopada, 2021 25 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

o wakacyjności, co bucha znienacka

by Paulina 8 lipca, 2021

Wakacje. W tym roku to znów nie będą spektakularne wakacje pełne długaśnych i dalekich wyjazdów, inne sprawy mamy teraz na liście priorytetów, ostatnie, i najbliższe tygodnie to dużo pracy a także remont i w najbliższej przyszłości także przeprowadzka. Już nie łudzę się że uda się wydobyć spod ziemi jakoś specjalnie długi czas wolny. Dlatego skupiam się na tym, co w letnich wakacjach jest najważniejsze. Na chwilowej beztrosce. Na poczuciu lekkości. Na nicniemuszeniu, choć czasami. Na gapieniu się w chmury.

Będę moczyć nogi w przygodnie napotkanych jeziorkach i rzekach. Będę jeść bób, fasolkę i pomidory. Będę głaskać zboże i zachwycać się makami. Wdychać zapach lip. Pić różowe, zimne wino. Nosić luźne, letnie sukienki. Poza wycieczkowymi siatami z ikei znosić do domu najpiękniejsze kamienie, bukiety polnych kwiatów, wianki na głowie, bąble po komarach i kilogramy piachu. Obiady będą najprostsze na świecie i tak pełne smaków i aromatów, że bardziej się nie da.

Będziemy jeździć na rowerach, włóczyć się po bezdrożach, pływać na kajakach. Będziemy przedłużać nieprzyzwoicie i tak długie wieczory, żeby pozachwycać się zachodem słońca. 

Liczę na długie godziny popołudniowe, spędzone na liczeniu płatków kwiatów i weekendy pełne wycieczek w naturę, wieczory brzmiące graniem świerszczy albo koncertów plenerowych.

Wierzę, że wyskoczymy gdzieś pod namiot, naładować akumulator z sensem życia. 

To jest tak, że lato na tym właśnie polega, na wakacjach i beztrosce, na makaronie z bobem i sałatce z pomidorów.W lecie po wakacje wystarczy sięgnąć ręką, od niechcenia. Tu rozkoszny zapach lip, tam zrywanie dzikich czereśni, bose stopy na trawie i nagle wakacyjność bucha znienacka. 

Człowiek niby łuska młody groszek, patrzy, a w dłoniach wyłuskana dziecięca radość życia.

8 lipca, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlatomój stylslow lifestyle

girls in their summer clothes

by Paulina 8 czerwca, 2021

Czerwcowe gorące dni w Polsce. Zieleń w swojej szczytowej formie, przekwitające bzy i rozkwitające piwonie. 

Słychać śmiech i krzyki biegających dzieci. Ktoś żongluje, ktoś jeździ na rolkach. Ludzie spacerują beztrosko, widać ich uśmiechy. Usta i nosy znów oddychają swobodnie. Lody smakują rozkosznie popijane gorącą, gorzką kawą. Słońce przyjemnie grzeje i opala wreszcie odkryte nogi. Sukienki przyjemnie powiewają na wietrze. Nawet tłumy tu i ówdzie są jakoś ekscytujące. Nawet przelotna gwałtowna burza jest jakaś sielankowa.

To był dobry długi weekend, z niemal wszystkim za czym tęskniliśmy ostatnio, z piękną pogodą, jedzeniem na mieście, otwartymi muzeami, z radością.

Jest trochę tak, jakby nam zdjęto ciasny gorset. Oddychamy pełną piersią. Wdychamy normalność.

wycieczka do stolicy

 

8 czerwca, 2021 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Bieszczady wiosną

by Paulina 30 maja, 2021

 

Idzie się kawałek lasem, a potem kupuje się bilet w budce na początku szlaku. Bilet do raju.

A w raju młode listki fosforyzują na tle stonowanych brązowo-srebrzystych pni bukowych i ciemnej zieleni sosen. Ptaki świergolą. Słońce prześwieca przez rozkołysane korony drzew. Powietrze jest świetliste i rześkie.

Krok, krok, krok, z każdym kolejnym wywiewa się stres z głowy, różne „muszę” i „należałoby”. Z każdym (lekko przyspieszonym) oddechem wypełniam się poczuciem sensu. Ze zmęczeniem fizycznym wyparowuje zmęczenie głowy. Galopujące myśli zwalniają a czasem nawet przysypiają kołysane marszem.

Dzieciaki czasem wybiegają do przodu, czasem zostają z tyłu, zagapione na żuczka. Czasem podśpiewują, a czasem marudzą że kiedy piiiikniiiik, albo chociaż żelek mocy. Pirat już najchętniej na nóżkach, pilnuje, żeby go przypadkiem nie zmorzyło w nosidle, bo przecież starsze rodzeństwo trzeba gonić. (Pirat w ogóle głównie stara się nadążyć za bratem i siostrą).

Potem kończy się medytacja leśnych kroków. Zaczynają widoki. Wiatr urywa głowę a spokój ogarnia duszę. Jestem ja i ten pofalowany zielony świat, aż po horyzont. Miliony odcieni zieloności, które różnorodnością mogą konkurować z jesiennym festiwalem złota. I poczucie totalnego, totalnego „wszystko jest tak, jak ma być”.

To był krótki wypad, parę dni zaledwie, z czego jeden całkiem deszczowy. Ale krótkie wypady to takie wakacyjne szoty, oddechy, bardzo dobrze działają mi na zdrowie psychiczne, nawet jeśli trzy dni w górach są równoznaczne z trzema dniami prania i sprzątania powyjazdowego;)

Skojarzyło nam się z Alaską

jakieś duże już to najmniejsze

zaczyna się gonienie dzieci w górach. Niedługo to my będziemy sępić od nich żelki mocy

uczta zieloności

tylko my i pofalowany świat

zjeżdżalnia z widokiem

tak wygląda szczęśliwy człowiek

piwko pod schroniskiem

30 maja, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosna w naliczaniu minutowym

by Paulina 24 kwietnia, 2021

 

Czasem jest tak, że trzeba dobro z rzeczywistości łuskać jak słonecznik, albo przesiewać przez sito z błotem jak złoto.

Tak się ma aktualnie sytuacja z wiosną, trochę zołzowata w tym roku która przebłyskuje czasem jak promień słońca odbity od rozbitej butelki po piwie. 

Taki mamy klimat, chciałoby się zacytować klasyka, kwiecień plecień, wiadomo, chociaż serio uważam, że w tym roku porządne osiemnaście na plusie i słońce bardzo by nas wszystkich pandemicznie zestresowanych poratowało.

Ale jest jak jest, pozostaje nam zatem, wiosna w naliczaniu minutowym. Każda chwila bez śniegu i wichru jest na wagę złota, każdy promień słońca chciałoby się multiplikować lustrami. Gorliwie sprawdzamy prognozę pogody, odczytujemy emocje ze słów powitania pana synoptyka w audycji u redaktora Strzyczkowskiego, wróżymy z zachowań mrówek. I dostosowujemy się, polujemy na okna pogodowe, by czerpać i napawać się wiosennością.

Trochę nam się udało dotychczas wiosny złowić, może tym bardziej ją doceniamy teraz.

Tęsknię tak naprawdę bardzo mocno, jak wszyscy, do wiosny bez granic, w każdym tych słów znaczeniu. Tęsknię bardzo za swobodnym polegiwaniem na trawie, za odsłanianiem bladych nóg, za wydarzeniami w plenerze bez przejmowania się zimnem i wirusem. Chce mi się wycieczek i podróży, chce mi się cieszyć światem bez ograniczeń.

Ale tak sobie myślę… może to właśnie teraz dostajemy kolejną niemiła lekcję o docenianiu rzeczywistości. Nie jest idealnie, ale tak nigdy nie jest.
Mimo, że zimno, to słońce ciągle nam świeci, zawilce rozkwitają jak szalone, mimo tego że muszą walczyć o leśną powierzchnię ze śmieciami, deszcz poi drzewa w festiwalu życia. Bo jesteśmy, trwamy w tym świecie, w którym ciągle dzieją się dobre rzeczy. I chociaż w szalikach i maseczkach, ciągle możemy pójść w naturę i podziwiać to, jak z każdym dniem świat zielenieje, rozkwita i rozśpiewuje ptakami.
Wszystko będzie dobrze.

skojarzyło mi się z lembas bread…

24 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosenne wycieczki terapeutyczne

by Paulina 1 kwietnia, 2021

wycieczka do poleskiego parku narodowego
Jeśli cholerna pandemia dała mi coś dobrego, to jest to rodzaj soczewki na priorytety.
Chociaż zawsze wiedziałam raczej co jest ważne, a co ważniejsze i dobrze sobie tym balansowałam. Pandemia pokazała, że miałam rację. Że to, co ważne,  jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. I że równowaga w tych różnych stopniach ważności bardzo wpływa na równowagę w życiu jako takim.

Co roku jest tak, że pierwsza wiosenna (albo przedwiosenna) wycieczka wprowadza mnie w stan totalnej euforii. Ten koktajl ciepłych słonecznych promieni, pęczniejących pączków na drzewach, świergolących ptaków i oszałamiającej jasności, wywołuje we mnie taki wyrzut endorfin, że prawie mnie trzeba trzymać żebym nie pofrunęła w niebo.
A w tym roku efekt jest spotęgowany.
W tym roku, po brzegi wypełnionym beznadzieją, złością i smutą, w tym roku wycieczka w przedwiosenne bagniste Polesie było jak szybki wypad na Olimp na parę łyków ambrozji z widokiem na świat.
I pojechaliśmy połazić wśród mokradeł. Przylatywały żurawie. Bociany poprawiały swoje gniazda. Drzewa powoli i cierpliwie uruchamiały krążenie swoich soków. Świeżo podcięte przez bobry drzewa, mnóstwo małych śladów wydr, pierwsze mrówki na ogromnym mrowisku, wszystko tak bardzo było zaaferowane życiem, że solidarnie zaaferowaliśmy się nim i my. Przypatrywaliśmy się, nasłuchiwaliśmy, wąchaliśmy. Zachwycaliśmy się. Wszędzie było życie, zachłanne i intensywne, natura robiła swoje jak zawsze, nie patrząc na zachorowania i obostrzenia.
I to było dobre. To było potrzebne, wręcz terapeutyczne.
Ta przewidywalność, niewzruszoność natury, pewność, że choćby nie wiem co, na wiosnę dzień się wydłuża a trawa zazielenia, to bardzo bardzo kojąca rzecz. 
I zupełnie niesamowite rzeczy dla psychiki robi takie parę godzin w rzeczywistości, takiej jaka powinna być, gdzie wszystko płynie zgodnie z odwiecznym porządkiem, wszystko zajmuje się życiem, pławi się w świeżym powietrzu i okraszone jest rozkosznymi promieniami słońca.
Myślę, że mogliby to przepisywać na receptę:)
 

 

1 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry