Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemWłochy

Dolomity z dziećmi

by Paulina 29 sierpnia, 2022

Dolomity z dziećmi, trentino, włochy z dziećmi, wakacje w dolomitach

Wyjazd w Dolomity z dziećmi planowaliśmy od dawna. Uwodziła nas
unikatowość tych gór, ich charakterystyczne, strzeliste kształty, koloryt. Jak
wiadomo, plany musieliśmy modyfikować, ale w tym roku spełniliśmy nasze
marzenie.

Wspominałam już na Instagramie, będąc zupełnie na świeżo, że
bałam się tego zbyt napompowanego balonika. Że wszystko co najpiękniejsze już
widzieliśmy na zdjęciach. Na miejscu okazało się jak bardzo od czapy były te
obawy. Dolomity w pełni zasługują na miano najbardziej malowniczych gór świata.
Jest wszystko, piękne, przestrzenne doliny z migotliwymi strumyczkami, leśne
trawersy, zielone, trawiaste zbocza i strzeliste spektakularne szczyty. Te szczyty,
uformowane z jasnego wapienia zmieniają się z każdą chwilą, z każdą zmianą
światła, można było gapić się na nie jak na jakiś ekran.

 

Organizacja wyjazdu w Dolomity z dziećmi

Ogólne wrażenia więc były wspaniałe. Do tego drobiażdżki,
które tak często mają decydujący głos o ogólnych wrażeniach. Konkretniej, trzy
drobiażdżki, już nie takie małe w sumie, bo dziesięcio-, ośmio- i niemal pięcioletnie.

O ogólne kwestie biwaku z dziećmi nie martwiliśmy się wcale,
jak wiecie, mamy ten temat przećwiczony dość mocno (dużo biwakowania na blogu już było).
Mieliśmy natomiast trochę obaw związanych z Piratem, jak wspomniałam niespełna
pięcioletnim, i jego trekkingiem. Pirat miał za sobą trochę doświadczeń górskich,
w dużej mierze z królewskiej perspektywy nosidła, ale trochę po szlakach
podreptał na własnych nóżkach. Mieliśmy jednak świadomość, że Dolomity to nie
Bieszczady, dlatego, mimo słusznych 16kg, wzięliśmy awaryjnie nosidło. Ku
niezadowoleniu kolan Krychy, przydało się.

Szlaki z dziećmi w Dolomitach

Co zachwyca na pierwszy rzut oka, to rozległość tych gór, i
idealne połączenie kameralności, stosunkowo niewielkich odległości i
przestrzeni, które dawały oddech. Szlaków jest mnóstwo, więc bywały dni, kiedy
przez cały czas trekkingu, na trasie spotykaliśmy 2-3 osoby. Większość czasu
spędziliśmy w mniej popularnej, wschodniej części tych gór, ale w najmniejszym
stopniu nie odczuliśmy tego w widokach ani infrastrukturze. Szlaków jest bardzo dużo
i są dobrze oznaczone, a na naszych docelowych wysokościach (około 2 tys npm) są
schroniska, które jak wiadomo są cudowną motywacją zwłaszcza dla nieletnich.

Naszą bazą był kameralny camping w dolince, przy miejscowości Cimolais.
Wynaleźliśmy go jeszcze przed wyjazdem, znając nasze campingowe priorytety,
czyli spokój, cisza i malownicze położenie, zdecydowanie dla nas ważniejsze niż
wygody, luksusy i dodatkowe rozrywki.

W drugim tygodniu naszych wakacji przenieśliśmy się bardziej
na zachód, w okolice Bolzano. To zdecydowanie bardziej turystyczna wersja
Dolomitów. Doliny, takie jak Val di Fassa, Val di Fiemme czy Cortina d’Ampezzo
to bardzo popularne ośrodki narciarskie i siłą rzeczy przyciągają turystów
także w lecie. Co skutkuje większymi cenami i większym zagęszczeniem ludzi, ale
też takimi atrakcjami jak kolejki górskie (niezapomniane doświadczenie!).

Dolomity. Co poza górami

Ale nie samymi górami człowiek żyje. Zresztą, pojechaliśmy z
dzieciakami, które co prawda w górach odnajdują się bardzo dobrze, ale, jak to
dzieci, chcą się też popluskać, zjeść lody i wrzucać kamyczki do rzeki.

Dni restowe były więc wypełnione zimnymi, krystalicznymi
strumykami, spacerami przy pięknych szmaragdowych jeziorach, klimatycznymi miasteczkami.
Wybraliśmy się też do Bolzano, miasta, które samo w sobie jest bardzo ładną
fuzją austriacko włoskiej architektury, ale nas przyciągnęło przede wszystkim Muzeum
Archeologiczne Południowego Tyrolu, czyli dom Człowieka z Lodu, Otziego. To
miejsce przenoszące w czasie, pokazujące wyposażenie, strój i samego człowieka
(doskonale zachowane ciało zostało znalezione w rozmarzającym lodowcu w górach)
żyjącego 5 tys lat temu. Arcyciekawa wystawa, także dla dzieciaków.

Trochę tęsknotą patrzyliśmy na wyższe partie i via ferrata,
które, ze względu na młodsze dzieci odpuściliśmy. Przez chwilę rozważaliśmy też
Wenecję, i też daliśmy sobie spokój, bo upał i jedno z najbardziej
turystycznych miast świata z trójką dzieci to raczej nie jest przepis na
sukces.

O tym zresztą, że wakacje to w dużej mierze odpuszczanie, wiemy
nie od dziś. Wakacje to wakacje. Wiadomo, że czasem bywa bardziej intensywnie, w
nowych, dalszych miejscach. Ale nie zajeżdżamy się. Wybieramy moczenie nóg w
strumieniu i oglądanie spektaklu świateł i cieni na górach naprzeciwko, nawet
jeśli odbywa się to kosztem jednej czy drugiej atrakcji turystycznej.

Zapraszam na dużo zdjęć

 

Dolomity z dziecmi

 

Miasteczka wśród gór
camping z dziećmi w dolomitach
nasza klimatyczna baza na pierwszym campingu

i w wersji wieczornej

dolomity z dziecmi
poprawiają kopczyki
a wśród gór takie łąki kwietne jak z bajki

Bolzano i Otzi. Tu odtworzona rzeźba z wosku, prawdziwą mumię można zobaczyć w specjalnym pomieszczeniu

a tu przepiękna katedra

jeden dzień w sukience

Strauben, tradycyjny deser z Tyrolu

joga z widokiem

taki plażing dolomicki. Kąpiele głównie w miłych, zimnych, czyściutkich strumyczkach

Pirat w górach. Bywało różnie, jednego dnia miał dosyć po 300 metrach w płaskim, przyjemnym lesie, innego zasuwał pod górę w słońcu, bez oglądania się na nikogo.

Tego dnia trasa była bardzo wymagająca, ale to jezioro, jakby pomalowane, było godną nagrodą:)

Drużyna

 

29 sierpnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

niech całują cię słońce i woda

by Paulina 15 lipca, 2022

 

Mamy tradycję dorosłych wypadów do Kazimierza Dolnego raczej w sierpniu, przy okazji rocznicy ślubu. Kojarzy mi się bardzo sierpniowo to miasteczko, pasuje kolorystycznie do mojego o sierpniu i końcu lata wyobrażenia.

Ostatnio udał nam się taki wczesnoletni kazimierski dzień. Tym razem nie był to nasz tradycyjnie płowy dzień z miękkim światłem, pachnący pierwszymi jabłkami i skoszonym zbożem. Dzień lata jeszcze młodego, zielonego, pachnącego czereśniami i lipami.

Tradycyjny był za to spacer nad Wisłę, a Wisła niezmiennie leniwa, z piaszczystym brzegiem i charakterystycznym, mulistym zapaszkiem. Idziemy sobie wtedy ze ręce, albo tylko małe palce zaplatając, gdy jest zbyt gorąco. Idziemy i milczymy, bo nie trzeba odpowiadać na miliony pytań, zauważać, potwierdzać i doceniać. Rozmawiamy, śmiejemy się, gapimy się razem w niebo. Bez nadmiernego bagażu (choć ten i tak ostatnio już mniejszy nawet z dziećmi). We dwoje, on i ja, jak kiedyś było i kiedyś będzie. Dlatego dbamy o ten tylko nasz czas. Dwoje dorosłych ludzi, którzy wybierają, świadomie, bycie razem, i ten spacer z zaplecionymi małymi palcami. Dobrze się przekonać, że idziemy sobie razem, i bierzemy się za ręce z premedytacją.

15 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

kroplówka z majem

by Paulina 28 maja, 2022

 Wyglądam przez nasze wielkie, upaćkane małymi rączkami okno. Gniazdo srok, które obserwowaliśmy od listopada na wierzbie, ukryło się wśród soczyście zielonych listków. Gdy wyjdzie się na balkon okoliczne kosy dają taki koncert, że wydaje się że mają jakiś głośnik.

Każde odprowadzanie dzieciaków do szkoły i przedszkola staje się cudownym spacerem po rajskim ogrodzie.

 Wychodzę na wieczorna przechadzkę, a świat pachnie beztroską. Trochę placem zabaw i
graniem w gumę lub podchody na osiedlu. A trochę juwenaliami i
studenckimi wagarami z piwkiem gdzieś na trawie.

Parogodzinna wycieczka w podkazimierskich wąwozach robi efekt niemal jak wakacje. Łazimy po tym pachnącym świecie, robimy zdjęcia kwiatków, a potem zalegamy na długo pod wielką, kwitnącą gruszą.

Gdy maj wtłacza się wszystkimi porami przez skórę, gdy wdycham go każdym oddechem, wszystko zyskuje trochę inny wymiar. 

Pogoda zmienia się jak nastrój u nastolatka, gwałtowne deszcze, ostre porywy wiatru, nagłe mocne słońce, obłędna tęcza.

Po deszczu, chodniki wyścielone kwiatami topoli, mokre szpaki wracają do wydziobywania dżdżownic z ziemi, można zaobserwować jak latają do jednego miejsca na drzewie, w gniazdku, dobrze schowanym za liśćmi już czekają pisklaki.

Jemy szparagi, szczaw i szpinak.

Kończy się ten maj. Zaraz wakacje. Wilczek pojedzie na swój pierwszy obóz. Sandały za małe, spodnie za krótkie.

Pisałam kiedyś o tym , że w lecie przemijanie jest jakoś zachwycające.

Ale ostatnio za szybko jednak to przemijanie.

Ściska mnie w sercu, gdy wtula się we mnie Pirat, tymi ciągle jeszcze
małymi łapkami przedszkolaka. Ale ściska inaczej, gdy wtula się Iskra,
lub Wilczek, długimi, chudymi ramionami, które za chwile wydłużą się
jeszcze bardziej. 

Gdy widzę jak moje najmłodsze dziecko wsiada na
rower i zasuwa tak, że nie mogę za nim nadążyć, odczuwam trochę ulgę, a
trochę nostalgię, że już nie mam żadnego dziecka do targania w chuście
albo pchania wózka. Wiecie, mam w sobie jakiś rodzaj żałoby za dziećmi, których już nie
urodzę.

Czas mi ucieka, coś za szybko.

Ale wiem jedno, na zatrzymanie czasu najlepiej działa bycie w teraźniejszości. Postanowienie na najbliższe soczyste miesiące mam takie, żeby się tak zakotwiczać jak najwięcej. Gapić się na przekwitające bzy i rozkwitające piwonie, słuchać buczenia pszczół w kwiecistym drzewie, jeść truskawki z zamkniętymi oczami.

28 maja, 2022 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmigóry z dzieckiemmój styl podróżniczymorzemorze z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacjeWłochy

Sycylia z dziećmi

by Paulina 12 kwietnia, 2022

Taormina, Sycylia z dziećmi, włochy

 

Bardzo mi się marzyły takie ferie w drugiej połowie lutego. To zazwyczaj
taki kryzysowy czas, gdy tęsknię za słońcem i wiosną całą sobą.
Wreszcie udało nam się zgrać wszystko tak, żeby pojechać. Wybraliśmy się na Sycylię.

Tydzień na Sycylii z dziećmi

Udało
nam się na tym wyjeździe osiągnąć idealny balans między naturą a kulturą.
Zwiedzaliśmy miasteczka, także te bardzo popularne, korzystając z
pozasezonowej pustki. Korzystaliśmy z uroków natury, chodziliśmy po
górach, gapiliśmy sie w morze, wypatrywaliśmy jaszczurek. Jedliśmy dużo
pomarańczy (bo to sycylijski sezon na nie!), mozarelli i ricotty, piliśmy wino i kawę. Mieszkaliśmy w
klimatycznym domku na zboczu góry, w oddali widzieliśmy Etnę, a blisko
drzewa oliwne i pomarańczowe. Wystawialiśmy buzie do słońca, szukaliśmy
muszelek, gubiliśmy się w labiryntach wąskich uliczek. Tydzień błogości totalnej.

Lądowaliśmy
w Katanii, domek wynajęliśmy pod Syrakuzami. To siłą rzeczy zawęziło
nam wyspę do jej wschodniej części. Mieliśmy tydzień, i zamiast robić
powierzchowne zwiedzanie wszystkiego, skupiliśmy się na niespiesznym
eksplorowaniu niewielkiej jej części. Przeplataliśmy naturę z miastami,
żeby nie było zbyt monotonnie, i żeby dywersyfikować rodzaj zmęczenia u
dzieci.

 

włoskie poranki
Taras z widokiem na Syrakuzy z jednej strony i Etnę z drugiej

Kanion Cavagrande del Cassibile

 

 

Natura na Sycylii

Zależało nam żeby trochę połazić. Stęskniłam
się za naturą śródziemnomorską. Za tym światłem szczególnym, kolorytem i
bogactwem różnorodności. Chciało nam się widoków, zapachów i nawet tych
kolczastych chaszczów. Chciało nam się innego kąta padania promieni
słonecznych, nagrzanych skał, dziko rosnących, aromatycznych ziół. Gór
nam się chciało i widoków, morza błękitu.

To wszystko na Sycylii
odnaleźliśmy. Przyroda jeszcze nie w pełnym rozkwicie, ale też wcale
wcześniej nie do końca uśpiona. Znaleźliśmy więc świeżość wiosenną, ale
bez naszej północnej burości. Spacerowaliśmy po pięknym wybrzeżu, wędrowaliśmy po wspaniałych wąwozach, zachwycaliśmy się lazurowym morzem. Natura na Sycylii jest bardzo różnorodna, na niewielkim terenie skoncentrowane są piękne różności – morze, góry, skałki, wąwozy, roślinność…

A nad wszystkim góruje…

Królowa Etna

Mieliśmy
trochę problem, bo już jakiś czas temu Pirat wgrał sobie lęk przed
wulkanami. Gdy zupełnie luźno rozmawialiśmy o wyjazdach i wakacjach, on
mówił, że wakacje owszem, chętnie, ale tylko nie Włochy, bo tam są
wulkany. I oto byliśmy, 60km od największego czynnego wulkanu w Europie,
na który w dodatku planowaliśmy się wybrać… Lęk zaczęliśmy oswajać
wcześniej, mówiąc bardzo ogólnie, że wulkany wcale niekoniecznie są
groźne, że nawet w Górach Świętokrzyskich były wulkany, że erupcja jest
bardzo lokalna, a na zboczach wulkanów ludzie mieszkają i mają się
dobrze. I tak zostawiliśmy temat, do przetrawienia. 

Któregoś dnia
oznajmiliśmy dzieciom, że jedziemy na trekking w kierunku najwyższego
szczytu Sycylii. Starszaki wiedziały oczywiście o czym mowa, ale Pirat
nie od razu zajarzył. Potem, gdy dotarliśmy na początek szlaku, zapytał, czy „przypadkiem nie idziemy na Etnę?”, ale wszystko
wyglądało niewinnie, górsko po prostu, choć ziemia faktycznie dość
czarna.

To była  rewelacyjna wycieczka. Połączenie surowych,
górskich krajobrazów Etny z obłędnym widokiem wybrzeża i migocącego
morza było jedyne w swoim rodzaju. Dotarliśmy dość wysoko, widoczność
była idealna, wulkan w pewnym momencie wypuścił charakterystyczny obłok.
Pył osiadł nam na włosach, i samochodzie i w naszych sercach. Strach
Pirata ulotnił się jak ten wulkaniczny dymek.

Miasta i miasteczka na Sycylii

Pierwszym, oczywistym wyborem były Syrakuzy. Tu skupiliśmy się głównie
na Ortygii, czyli czyli półwyspie, na którym znajduje się antyczna część
miasta, przepięknie położona, pełna zabytków, które robią wrażenie
nawet podczas niezobowiązującego spaceru wśród uliczek, placów, świątyń,
fontann. Zwiedziliśmy też Modikę, przepiękne barokowe miasto na
wzgórzu, całe w wąskich uliczkach i schodach, stolicę rewelacyjnej
czekolady. Na krócej zajrzeliśmy do złocisto bursztynowego Noto i
słynnej, przepięknej Taorminy. 

próbowali liczyć schody… wyszło dużo:D

Modika, widok”milion schodów później”
Najsłynniejsza i najstarsza czekolaternia w Modice. Słynie z czekolady wyrabianej według receptury azteckiej

Złote barokowe Noto

Syrakuzy

 
 

trochę wiało czasem, ale kto by się tym przejmował, gdy tyle muszelek do zbierania

Przepiękny nadmorski rezerwat Vendicari

Patrzę na te zdjęcia, i wydaje mi się ten wyjazd trochę snem odległym, w jakimś innym świecie. Miły to sen był, bardzo.

 

12 kwietnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lubelszczyznarozmyślaniaslow lifestyleuważność

„… don’t forget to dance”

by Paulina 6 kwietnia, 2022

 Wiadomość zastała nas, gdy w klimatycznym sycylijskim domku zastanawialiśmy się, planując trekking, czy Etna wybuchnie. Nie wybuchła. Wybuchła wojna.

Zrobiliśmy parę przelewów, zmartwiliśmy się. Ale prawda jest taka, że wciąż byliśmy na wakacjach. Ciągle to nie była nasza wojna.

Gdy wróciliśmy, rzeczywistość, która zwykła witać nas obuchem w postaci prania i pilnych spraw, tym razem, cóż… wiadomo. Zmroziło mnie .

Tym bardziej chwyciłam się codzienności, tym bardziej łapię momenty. Jakie
to ważne, po raz kolejny uświadamiamy sobie od ponad miesiąca. Gdy z
tyłu głowy mam świadomość kruchości życia, dobrobytu i pokoju, gdy każda
chwila przefiltrowana przez wieści z frontu.

Codziennie wracam do bezpiecznego domu, pachnącego drewnem i wyciszającą mieszanką olejków eterycznych. Pieczemy chleb, czytamy książki na dobranoc. Na spacerach wypatrujemy rozwijających się listków. Utulamy, bardziej niż kiedykolwiek. Trochę żeby dać im poczucie bezpieczeństwa. Trochę żeby dać poczucie bezpieczeństwa sobie.

Oczywiście jak wszyscy, chciałabym nie mieć tak namacalnych dowodów, że nic nie jest na pewno, że trzeba cieszyć się życiem już natychmiast.

Ale cieszę się nim, mimo wszystko, choć czasem jednak trochę przez łzy.

Nie chodzi o to, żeby zamykać oczy, udawać, że nic się nie dzieje. Dzieją się rzeczy potworne, tragiczne, i dziać się będą, jeszcze pewnie długo. Dlatego trzeba się wzmacniać, podawać sobie najpierw tę maskę tlenową – o tej porze roku bardzo dosłowną, z tlenem przedwiosennym, pachnącym rozmarzającą ziemią, i mimo wszystko wystawiać buzię do słońca i zachwycać kwiatkami, bo one od tego są żeby się nimi zachwycać.

Wiecie, może to brzmi dość beztrosko, ale mam takie przekonanie, że zamartwianie się i spalanie w bezsilnej złości nikogo ani niczego nie ratuje. Wychodzę z założenia, że energię lepiej spożytkować na działanie, niż na rozpacz. Każdy ma coś, czym może się podzielić bez nadmiernego nadużywania
siebie, bez doszczętnego wypalenia. Jedni mają trochę więcej czasu, inni trochę więcej pieniędzy,
jeszcze inni konkretne umiejętności lub wolne metry kwadratowe.  Ważne, żeby pomagać, i żeby w tym pomaganiu koncentrować się na potrzebach innych a nie głaskaniu własnego sumienia.

A tymczasem słońce znowu robi robotę. Wyłażą liście, ptaki zaczynają swoje wariackie koncerty. Znowu wygrywa życie, życie zachłanne i nienasycone. A to przecież w tym wszystkim chodzi. 

O życie.

6 kwietnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Zimowe Bieszczady, trochę inne niż planowaliśmy

by Paulina 25 stycznia, 2022

Bardzo czekałam na ten wyjazd. Udało nam się wykrzesać trochę więcej czasu niż standardowy przedłużony weekend i wiązałam z tym wyjazdem niemałe nadzieje odpoczynkowe. W planie były długie górskie zimowe wędrówki, skrzypienie śniegu, widoki, spokój, i jedyna w swoim rodzaju, górska, zimowa cisza. Wyobrażałam to sobie w grudniu dość mocno, więc wizja w głowie była bardzo konkretna;)

A tymczasem, cóż, było trochę inaczej. ZNOWU.

Bieszczady przywitały nas deszczem i bardzo marnymi resztkami śniegu tu i ówdzie. Nie odmówiliśmy sobie mimo wszystko niewielkiego górskiego spacerku w deszczu, (w końcu ja całkiem serio lubię deeeeszcz w Cisnej…), zacierając ręce na zbliżające się ochłodzenie i ośnieżenie naszych ukochanych gór. Ochłodzenie i śnieg nadeszły, a wraz z nimi nieciekawa brzuszkowa infekcja Pirata… Dlatego plany wycieczkowe musieliśmy zweryfikować dość mocno, bo dzieciak nie nadawał się na żadne wycieczki. Było trochę strachu o męczącego się malucha ale na szczęście infekcja byłą w miarę łagodna, no i szczęśliwie niezaraźliwa (bo też obawialiśmy się mieć na sumieniu całą nasza ekipę). Z jasnych stron zaistniałej sytuacji, przeczytałam rewelacyjną książkę (Anomalia autorstwa Hervé Le Tellier, z nagrodą Goncourt 2020. Porywająca, błyskotliwa i wciągająca, świetnie napisana, skłaniająca do przemyśleń) . 

A gdy Piratowi się polepszyło, weszły narty – wyciąg mieliśmy w zasięgu spacerku. Narty dotychczas nie dawały mi jakiejś niesamowitej frajdy, jeździłam nie na tyle dobrze, żeby się tą jazdą bawić. I nastąpił przełom, zdecydowałam się na dwie godzinki z instruktorem i dało mi to bardzo dużo, i jaram się tymi nartami bardzo i liczę na więcej jeszcze w tym roku.

Było więc inaczej, i nie mogę powiedzieć, że nie mam niedosytu, ale ogóle wrażenia jednak pozytywne. Góry robią dobrze, nawet w takich ograniczonych ilościach.

Co prawda to kolejna sytuacja, kiedy musieliśmy zmieniać plany i dostosowywać się do okoliczności, przez ostatnie dwa lata wszyscy mamy w takich sytuacjach sporą praktykę. Nie wiem tylko, czy ta praktyka jeszcze czyni mistrza, czy po prostu już okropnie męczy. Już chyba jednak męczy. Już bym chciała móc wykazywać się mniejszą elastycznością;)

A tymczasem trochę zdjęć z tego, co udało się tym razem (głównie mężowi) pochodzić.

25 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podsumowania

2021 podsumowanie

by Paulina 3 stycznia, 2022
Zdjęcie bardzo symboliczne, oto my, próbujemy ogarniać i cieszyć się światem mimo wiatru w oczy i innych przeciwności losu

 

Ach, co to był za rok. Co rok piszę, że było intensywnie, ale w tym roku chyba osiągnęłam granicę wytrzymałości, na Święta czułam się jak wyżęta ścierka. Zadowolona, szczęśliwa i usatysfakcjonowana ścierka, żeby nie było, ale wyeksploatowałam się na maksa.

Rok 2021 był pełen twistów, zaskoczeń, nagłych komplikacji i błyskotliwych rozwiązań, wkurzania sie na rzeczywistość i bardzo pięknych momentów, uczucia wielkiej satysfakcji i równie wielkiego zmęczenia. Sinusoida prawdziwa. Zaczął się od pokrzyżowanych pandemicznie planów wyjazdowych i darowanego znienacka wolnego czasu, który wykorzystaliśmy, jak to my, głównie na włóczęgę po okolicach bliższych i nieco dalszych. Luty był czasem covida, który potem usunął się w cień, bo na pierwszy plan wkroczyło mieszkanie. Kupiliśmy je na wiosnę (większe i w dogodniejszym dla nas miejscu) i zaczął się remont, dość pokaźny. Gdzieś między zamawianiem parkietu i kontenerów na gruz, wybieraniem płytek i trapieniem się różnymi komplikacjami intensywnie pracowaliśmy zawodowo, a jeszcze pomiędzy, dla zachowania minimalnego zdrowia psychicznego wciskaliśmy różne wyjazdy do natury. 

Tak minęły wakacje. Potem była bomba w postaci przeprowadzki. Na remont daliśmy sobie spory zapas czasowy, żeby spokojnie ze wszystkim zdążyć i spokojnie się przeprowadzić. Oczywiście, że zapas wykorzystaliśmy do ostatniego dnia i przeprowadzaliśmy się w trybie intensywnym, niemal przed samym 1 września.

Dzieci poszły do szkoły i przedszkola, a my walczyliśmy z chaosem. A było z czym walczyć, serio. Jeszcze trzy miesiące ostatki remontowe odbijały nam się czkawką powodując mniejsze, lub większe spustoszenia (w dobrostanie psychicznym, naszych ścianach, oraz portfelu). Jednocześnie praca (mocno intensywna, a jakże), szkoła, codzienność.

Teraz łapię oddech i odrobinę równowagi, wierzę, że emocje i przeżycia troszkę się uspokoją.

Zapraszam na zdjęcia, rzeczywistość na nich wydaje się całkiem sielankowa, ale nikt nie ma głowy do fotografowania, gdy siedzi się po nocy nad laptopem, wyciera pył budowlany albo odgruzowuje kolejne pudła przeprowadzkowe;)

podkazimierskie wąwozy w najlepszej wycieczkowej ekipie

śnieg, czyli czysta raność

bążur

tropy!!

Wilczek w lesie jak ryba w wodzie

Korolowa Chata, czyli nasza podlaska miejscówka, wpis wyjazdowy tu

I przedwiośnie wycieczkowo

Pirat tworzy pisanki

Siedmioletnia Iskra z Prababcią

Jest rower, jest radość

i znowu błotniste wycieczki

uwielbiam ten moment

dzieci w naturze. Zawsze zarobione po pachy.

Mieszkanie przed remoncikiem

Wilczek i okołourodzinowa pasja, orki z masy marcepanowej wykonane przez profesjonalistę

Bieszczadzkie uczty zieloności

A tu zdjęcie pokazujące, że w górach zdarzają się też trudniejsze (bardzo trudniejsze) momenty. Tu Matka Dzieci  z Fochem

A tu bardzo zrelaksowana matka z kaweczką, gdy weszło lato

plaża nad Wisłą, mój ulubiony wakacyjny klimat

Wilczek na zawodach, ale się fajnie wkręcił

Wizyta na Śląsku

człowiek witruwiański przy wejściu do dawnej kopalni

wybieranie płytek

wakacje na Jurze

a na froncie prac, dzieje się!

puszcza knyszyńska

Roztocze i cudowny domek Jodełka

Kuchnia oswojona, robimy ciacha dla Mikołaja

I tak to nam minął ostatni rok. W Nowym, życzę nam wszystkim zdrooooooowia, równowagi i radości i zmykam pakować się w góry:)

3 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkiRoztocze

jeszcze jesiennie

by Paulina 7 grudnia, 2021

Łapanie rytmu mi kuleje, ciągle nie jest tak, że jesień mi zwolniła i uspokoiła. Niekończące się ostatki poremontowe, kolejne kwarantanny i infekcje u dzieci, intensywność i stres w pracy. Dużo tego.

Jestem zmęczona tym wszystkim, mocno i wielowymiarowo. Próbuję sie ratować jak mogę.

Na nerwy, zmęczenie i stres najlepiej sprawdza się natura. Powiem Wam, że sama jestem w szoku, jakie cuda działały różne wypady, krótsze i dłuższe w jesienny świat.W trudniejszych momentach, wystarczało popołudnie w pobliskim wąwozie, nasze tradycyjne okołolubelskie jednodniowe wycieczki, a w miarę możliwości także miłe, przedłużone weekendziki.

Zaczęliśmy od Puszczy Knyszyńskiej. Podlaska wioseczka na końcu świata, chatka (podobnie jak Korolowa Chata), przystosowana i z wygodami, ale na maksa wiejska i sielska. Z piecem chlebowym i jabłonką w ogrodzie. Przy tej jabłonce przyszło nam spędzić więcej czasu niż planowaliśmy, bo w trakcie wyjazdu otrzymaliśmy wiadomy telefon od sanepidu… Ale nic to. Bo jakim luksusem w dzisiejszych czasach jest spędzić dzień przed drewnianą chatą, na leżaczku, wystawiając twarz do jesiennego słońca. Nic nie musieć. Dzieci mieć zajęte wyścigami ślimaków i grami planszowymi. Zajmować się tylko grą światła i babiego lata, ewentualnie książką. Czasem dobrze jest odpocząć nawet od wakacyjnego gdzie jedziemy co robimy. Puszcza Knyszyńska więc niespecjalnie zgłębiona, ale wszystko przed nami.

Potem Roztocze. W sam raz na początek złociejącego października. Roztocze znamy i uwielbiamy od dawna, Zwierzyniec (i LAF) jest nam prywatnie bardzo bliski. Z Lublina jest stosunkowo blisko, a jednocześnie na tyle daleko, żeby poczuć, że to wyjazd i odpoczynek. To piękny, klimatyczny region, pełen lasów, rzeczek, szlaków pieszych i rowerowych. Na Roztoczu mieszkaliśmy na obrzeżach Krasnobrodu, w rewelacyjnym Domku Jodełka, pięknym, arcywygodnym i szalenie przyjaznym miejscu, na pewno tam wrócimy.

Udało mi się tez wyrwać jeden zupełnie samotny wyjazd, weekend jogowy w ukochanych okolicach Kazimierza Dolnego. To był odpoczynek totalny, leczący mi pospinane ciało i zestresowaną głowę. Ćwiczyłam, jadłam dobre i zdrowe jedzenie, spacerowałam, czytałam. Rzadko jest tak, że całe dnie jestem tylko i wyłącznie dla siebie, i wszystko co robię jest DLA MNIE. Dawno się tak sobą nie zaopiekowałam.

I tak. Wciąż jest chaosiaście, a stres przybiera różnorodne oblicza, ale wiem, że mogłoby być znacznie gorzej. A dopóki są takie odskocznie do natury, dajemy radę.

W Jodełce

7 grudnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

wakacje na Jurze

by Paulina 10 listopada, 2021

 

Znowu było tak, że najbardziej ze wszystkiego zależało nam na namiotowym resecie.

Tradycyjne góry w tłumach, więc pomyśleliśmy o skałkach. Na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej byliśmy ostatnio tuż przed ślubem, więc już „chwilę” temu.

Rano jeszcze w pracy, a wieczorem już rozbijaliśmy namiot wśród aromatycznych sosen, rozwieszaliśmy hamaki, a szyszki kłuły nas w bose stopy.

 

 

Potem była pierwsza poranna przednamiotowa kawa, która zawsze smakuje zupełnie wyjątkowo, myślę, że w dużej mierze dlatego, że jest ważnym elementem naszych wakacyjnych rytuałów. A wakacyjne rytuały trochę robią nam wakacje, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.

No więc, ta kawa. Dzieciaki w piżamach i bluzach, z rozmglonym porannie
wzrokiem jedzą jaglankę. Patrzymy na mapę, podejmujemy decyzję, zbieramy
się. I zwiedzamy, oglądamy, łazimy, wspinamy się. Bo jest co robić na
Jurze, szczerze mówiąc nawet się nie spodziewałam, że będzie tak
różnorodnie.

Zamki na Jurze

Wiedziałam
o zamkach w Ogrodzieńcu, czy Olsztynie, ale jakoś nie miałam pojęcia że
tych zamków jest tak dużo! Trochę jak we Francji, co wzgórze, to
zamek;) Są oczywiście w różnym stanie, część z nich to totalne ruiny,
romantyczne, ale zupełnie nie dające wyobrażenia o dawnych czasach. A
część odnowione wręcz do stanu używalności (wspaniały zamek w
Bobolicach, w 100% inicjatywa prywatna). Nasze dzieciaki nie są
specjalnie wkręcone w „dawne czasy” (a raczej, dawne czasy do dla nich
Trias Jura i Kreda). Ale zamki jednak zawsze robią wrażenie, dodatkowo
zarezonowało chyba z komiksami, którymi namiętnie się zaczytują, i
myślę, że zrobiło się w ich umysłach trochę miejsca na historię, gdzieś
między ostatnimi mamutami a czasami współczesnymi;)

   
Jagodziarze  

Banda przyrodników

Cudowny czas z bliźniaczą rodziną Ruby. Agata kiedyś prowadziła super blog, a teraz robi super biżuterię.

 

Lasy, jaskinie, groty i źródełka

Bardzo
są klimatyczne, wprowadzają szwendanie się po lasach zupełnie inny
wymiar. Chodzimy chodzimy, lasy jak lasy, a tu znienacka formacja skałek
z legendą w pakiecie, albo grota z prehistorią w tle. Albo traska z
niezauważalnym podejściem prowadząca na górkę z grodem i widokiem. Albo
przepiękne źródełka z krystalicznie czystą wodą. Jest tego na Jurze
dużo, jest w czym wybierać, co wiąże się z cudownym brakiem tłumów w
tych miejscach.

źródełka

Wspinaczka!

Moje
osobiste doświadczenia wspinaczkowe są raczej nieliczne i z czasów
dawno-temu-przed-dziećmi. Ale Wilczek trenuje regularnie od jakiś trzech
lat, a Krycha nieregularnie trochę dłużej, więc skusiliśmy się wszyscy.
I była wielka radocha, satysfakcja, i apetyt na więcej!

Prehistoria

Nazwa
zobowiązuje! Jura to prehistoria jak się patrzy, dla dinofanów miejsce
idealne. Mnóstwo dobitnych śladów, że ten prehistoryczny świat dział się
tu, u nas. Przyznam że nawet na nas, to robi wrażenie. 

Rowery

No
tu niestety przestrzeliliśmy. Przyjechaliśmy na Jurę tuż po wielkich
wichurach które przetoczyły się przez Polskę, mnóstwo drzew było
powalonych i w związku z tym sporo tras nieprzejezdnych. Trochę
pojeździliśmy, ale gdybyśmy tych rowerów nie zapakowali, to nie byłoby
wielkiej szkody;)

 

Wiecie, coraz bardziej zauważam jak
dużo z wakacji, z poczucia wakacyjności, siedzi w naszych głowach.
Uwielbiam ten namiotowe wypady chyba
właśnie dlatego. Że resetują mi głowę. że jesteśmy my i świat po prostu.
I
w sumie to wakacyjne miejsce niby ważne ( bo tyle jeszcze do
odkrycia!!), ale coraz częściej w mojej liście priorytetów schodzi na
dalszy plan, bo wakacje to ten namiot w naturze, ogniska, słońce,
deszcz, i zapach sosen, gdy
problemem codziennym jest wybór tras na wycieczkę, albo że mam górkę pod

karimatą, akurat pod tyłkiem, i czy starczy nam czystych skarpet. Nie ma
nudy, ale w aktualnej rzeczywistości polsko-jesiennej bardzo za takimi
problemami tęsknię.

I tak się trwa te dwa tygodnie, zakotwiczeni w tu i teraz, jak na jednej, półmiesięcznej medytacji.

10 listopada, 2021 9 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry