Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

jesieńkawaksiążkilubelszczyznaLublinmindfulnessmuzykaprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleuważnośćwdzięczność

całkiem miły ten listopad może być

by Paulina 21 listopada, 2022

 

Po dość szalonym, wczesnojesiennym czasie, ogarnęła mnie melancholia jesienna. Ta melancholia to jedna z najlepszych rzeczy jesienią

Jesień jest od tego, żeby wzorem przyrody przyhamować. Jesień jest czasem do przytulania, grzania, umilania sobie życia.

Jesień jest fakturzasta, chropowata, miło szorstka, słodko-pikantna. Pasuje do niej lekko gryzący, ciepły wełniany sweter, słodkie ciasto z dodatkiem imbiru i czekolada z chili, śpiewające głosy z chrypką.

Im zimniej na dworze, tym więcej ciepła wewnętrznego potrzebujemy. A to ciepło, to grzanie się od środka to te wszystkie lekko obśmiane jesieniarskie atrybuty. Dlatego teraz,  bez żenady i z dziką radością włażę pod ten kocyk
wełniany, z herbatą i ciachem ze śliwkami, włączam miłą muzykę, a
wcześniej inhaluję się zapachem lekko zbutwiałych liści pod nogami w
lesie.

Bo jesienią trzeba sobie dokładać opału do swojego wewnętrznego kominka, choćby to jechało kiczem na odległość.

I ja się w to angażuję z największą powagą. Przytulam się od środka tym jedzonkiem, tą wełną i muzyką. Mam swoje jesienne hymny na każdy miesiąc. Wrzesień rozpoczyna Oren Lawie i płyta „The Oposite Side of the Sea„. Potem, w październiku, lubię francuskość i delikatność, pasuje mi Carla Bruni, Thomas Dutronc, Laura Marling, Lola Marsh. Wieczorami wjeżdża Agnes Obel, Leszek Możdżer, Smolik i Hania Rani. Listopad jest klasycznym jazzem, rzewnym i przejmującym, choć najbardziej listopadowa płyta świata to Older George’a Michaela.

Jesienią najbardziej lubię realizm magiczny, lubię książki zainspirowane ludowymi wierzeniami, trochę gęste w klimacie, bagienne. Świetnie czyta mi się Isabel Allende, uwielbiam Murakamiego. Albo książki zanurzone w słowiańskości, np „Baśń o wężowym sercu” Radka Raka, w kolejce tego autora czeka jeszcze „Puste niebo”, tym bardziej, że tłem tutaj jest dawny Lublin. Jesień i zima to jest też czas na klasyki, XIX i XXw. Dobrze czyta mi się też miłe, powolne książki, np Życie Violette, Sen o Okapi. 

Jadłabym najchętniej grzanki, gulasze i pieczone warzywa. Kiedyś pisałam o tym, co lubię jeść gdy zimno

I planszówki! Zdarzają nam się dorosłe planszówkowe wieczory ze znajomymi, ale coraz częściej spędzamy naprawdę świetny czas z dzieciakami. Na dworze ciemno, zimno i zło, a my sobie siedzimy przy naszym wiekowym drewnianym stole i gramy, jakby jutra miało nie być. Nasze ulubione gry to Karak, Climb the Mountain, Ekosystem, Splendor, Ubongo, Azul. Bardzo się cieszę, że to już są normalne, prawdziwe gry, a nie takie typowo dziecięce, i wszyscy mamy z tego czasu autentycznie dużą radochę.

To w domu. W domu miłym, bezpiecznym i przyjaznym, oświetlonym i ciepłym.

Jesienne wyjścia z tego miłego kokonu wymagają już niejakiej dawki heroizmu. Wiosną i w lecie wychodzi się samo, koncerty często w plenerze, jedzenie gdzieś przy okazji, na kocyku na trawie najchętniej. Teraz człowiek się organizuje, dba o plan wyjścia pt, „żeby było gdzie wejść w razie czego”. Dlatego, wyjścia, owszem, ale raczej w formie spaceru z miejscem docelowym typu kino, na wystawa, czy koncert, z przystankiem na ciepłą zupę.

W Lublinie w Centrum Spotkania Kultur można aktualnie zobaczyć wystawę Beksińskiego, szykujemy się, ale raczej bez dzieci. Za to na zamku lubelskim zdecydowanie z dzieciakami warto zobaczyć wystawę o starożytnym Egipcie. W kwestii koncertów też jest w czym wybierać, niedawno byliśmy na Natalii Przybysz, potem na Brodce, w listopadzie szykuje się jeszcze Igo, w CSK w klubie muzycznym można posłuchać jazzu, w grudniu będzie Możdżer. Ruszyło trochę popandemicznie, i na nasze nienadmierne potrzeby i możliwości wyjść jest idealnie.

 Ale generalnie w listopadzie, jak pisałam już kiedyś, w listopadzie może się nic nie chcieć bez wyrzutów sumienia. W listopadzie kocyk, ciacho i gapienie się w płomień świecy są więcej niż usprawiedliwione.


21 listopada, 2022 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlasmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Góry Słonne i Turnicki Park Narodowy

by Paulina 6 listopada, 2022

góry słonne, gory slonne, turnicki park narodowy, góry z dziećmi

 

Kiedyś rzucało się wszystko i wyjeżdżało w Bieszczady, choć na chwilę, po spokój, po oddech, po koniec świata. Jednak, odkąd robi to pół Polski, główna idea nieco się zdezaktualizowała, dlatego odludnego i dzikiego końca świata trzeba szukać gdzie indziej.

Tak trafiliśmy w Góry Słonne, do Turnickiego Parku Narodowego

Rzuć wszystko i wyjedź w… Góry Słonne?

I to jest moi drodzy ten moment, kiedy cieszę się z małych zasięgów mojego blożka, bo gdybym była dużą influenserką, miałabym duże wątpliwości przed opisaniem tu tego wyjazdu i promowaniu miejsca, którego urok w dużej mierze polega na byciu odludziem. A tak, wątpliwości są znacznie mniejsze;)

Góry Słonne to w zasadzie przedgórze Bieszczad, oficjalnie należą do pasma Sanocko-Turczańskiego, położone są na północ od Soliny, i są takim miksem Bieszczad i Beskidu Niskiego. Jest pięknie, malowniczo, i pusto.

Nie mieliśmy dużo czasu, chodziło o ten oddech od codzienności, o szybkie zachłyśnięcie się dzikością, naturą, widokami i wędrówką, kolory jesienne na zboczach, o płonące na złoto liście buków, o szelest liści dębowych, o sfruwające powoli liście brzóz i grabów. O błyszczące pajęczyny i unikatowe, miękkie, jesienne światło.

Wszystko to w górach Słonnych odnaleźliśmy. Odnaleźliśmy tez specjalną ciszę górsko leśną, ciszę do usłyszenia, gdy przystanie się na chwilę i ustanie cudowny skądinąd, donośny szelest liści. Gdy się przystanie, i jeszcze gdy się zamknie oczy to już w ogóle słychać tylko to powietrze jesienne, przetykane szmerem spadających suchych liści.

Zatrzymaliśmy się u przemiłej Moniki, w domku La Luna di Ropienka. Domek taki właśnie z końca świata, stary, klimatyczny i drewniany, bardzo ładnie urządzony, położony w zasięgu miłych górskich spacerów. A sama Monika, dusza człowiek, karmiła nas iście królewskimi śniadaniami, polecała ciekawe miejsca, opowiadała.

Zobaczcie.

góry słonne

dzieci w górach, trekking z dziećmi, góry słonne z dziećmi, turnicki park narodowy

Szybowisko na Bezmiechowej, fascynujący spetkakl

nasza wersja sali zabaw z kulkami

rzeźby w umarłych drzewach w lesie przy Bezmiechowej

nasza baza, La Luna di Ropienka

i zabawa z gliną tez była

wspinaczka na Kamieniu Leskim

góry słonne, trekking z dziećmi

A o co chodzi z Turnickim Parkiem Narodowym?

Góry Słonne leżą na terenie najdłużej powstającego parku narodowego w Polsce. Według naukowców, najwięcej fragmentów reliktowej puszczy karpackiej w Polsce, znajduje się właśnie tam. 

Za WWF : „To właśnie tu, w sercu Karpat rośnie prawie 6,5 tys. drzew o wymiarach pomnikowych – wiekowych jodeł, buków i jaworów, osiągających wiek nawet 300 lat. O tym, jak jest to cenne przyrodniczo miejsce świadczy ogromna liczba żyjących tu gatunków roślin, zwierząt i grzybów. To wyjątkowa w Polsce ostoja drapieżników takich jak niedźwiedź, wilk, ryś i żbik. Niezwykłym bogactwem projektowanego Turnickiego Parku Narodowego są również ptaki, wśród nich orzeł przedni, orlik krzykliwy, puszczyk uralski, sóweczka, bocian czarny oraz podobnie jak w Puszczy Białowieskiej, wszystkie występujące w Polsce gatunki dzięciołów.  

Tymczasem łącznie w latach 2017-2026 na obszarze projektowanego parku narodowego przewiduje się pozyskanie aż 1,2 mln m3 drewna. To równowartość 15 000 dużych tirów załadowanych po brzegi.”

Piętnaście TYSIĘCY TIRÓW.

Turnicki Park Narodowy nie powstaje, chociaż pierwsze postulaty na ten temat zgłoszono w 1982roku. Zamiast tego  wycina się drzewa spełniające kryteria drzew pomnikowych, niszczy się niezwykle ważne dla ekosystemu strefy przypotokowe i bezlitośnie rżnie całą puszczę.

I to jest ten moment, kiedy żałuję moich małych zasięgów… W każdym razie, polecam Wam zajrzeć na stronę turnickiego parku i może w miarę różnych możliwości spróbować wesprzeć ich działania.

Ochrona drzew jest w interesie nas wszystkich. Bo wiecie, drzewa bez nas poradzą sobie znakomicie, my bez drzew zupełnie nie.

6 listopada, 2022 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieckorozmyślaniawychowanie

O wychowaniu. Co u nas działa?

by Paulina 20 września, 2022

 

Zaczął się nam w rodzicielstwie taki przyjemny okres.

Dzieciaki robią się coraz bardziej samodzielne, nie są tak bezwarunkowo zależne od nas. Fajnie się same bawią, czytają, tworzą, same wychodzą na dwór. A jednocześnie trwamy wciąż przed nastoletnim okresem burzy i naporu. Ciągle się przytulają, a jednocześnie nie jest tak, że musimy ich przytulać ciągle.

Gdy były młodsze, nie raz myślałam sobie że wszystkie mądre książki i teorie to wielka ściema, że moje podejście i metody wychowawcze są nieskuteczne, że rodzicielstwo to same dni świstaka a mówienie do dzieci i tłumaczenie im wszystkiego to jak rzucanie grochem o ścianę, bo i tak nic nie dociera.

Teraz – może nie są to sytuacje nagminne – ale coraz częściej zbieramy plony naszych starań. Patrzymy na nich i przybijamy sobie mentalną piątkę, widzimy że te wszystkie dni świstaka jednak przynoszą efekty. A rzucanie grochem o ścianę ma jednak więcej wspólnego z kroplą drążącą skałę.

Ten tekst chciałam skierować głównie do rodziców młodszych dzieci, może czasem, jak ja jeszcze niedawno, wątpiących w sens swoich działań. Ku pokrzepieniu:)

Nie chcę się wymądrzać, to nie będzie tekst typu 5 cudownych metod wychowawczych, albo nie rób tych 8 rzeczy jeśli nie chcesz wywołać trwałej traumy u dziecka. To po prostu luźne uwagi, nasze zachowania, podejście, sposób mówienia, które u nas się sprawdzają, wydają nam się sensowne i w które wierzymy.

Dzieci naśladują zachowania rodziców.

To taka dość wyświechtana zasada i chyba wszyscy o niej słyszeli. Ale warto ją mieć cały czas z tyłu głowy – że jesteśmy dla swoich dzieci wzorcami zachowań wszelkich, dobrych i złych. Dzieci chłoną je zupełnie bezwiednie. Nasiąkają tym, jak zwracamy się do siebie i rozwiązujemy problemy, jak mówimy o innych, jak okazujemy radość i niezadowolenie, naszym podejściem do zasad i prawa, tym, jak spędzamy czas, jakie mamy nawyki, czy próbujemy nowych rzeczy i tak dalej. To jest niesamowite patrzeć jak czasem dzieci zmieniają się w nasze kopie – jak coś tłumaczą używając dokładnie naszych argumentów czy wręcz sformułowań.

To taka strasznie prosta zasada i cholernie skuteczna, a do tego świetnie motywująca do pracy nad sobą.

Mamy prawo do różnych emocji. 

Wszyscy mamy prawo, do wszystkich emocji, bo wszyscy i tak je odczuwamy. Jeśli czujemy złość, ale starannie ją ukryjemy to ona nie zniknie – co najwyżej przepoczwarzy się w ból głowy, niekontrolowany płacz albo brak cierpliwości. U nas panuje zasada, że każdy ma prawo odczuwać najróżniejsze stany, ale pracujemy nad tym, żeby zachowania z nich wynikające nie krzywdziły innych. Mówimy o tym, co czujemy – to pomaga wszystkim, zarówno odczuwającemu jak i całej reszcie. Nazywanie tego, co czujemy przynosi jakiś rodzaj ulgi, no i otwiera na ewentualną rozmowę. Rozumiemy też, że zbyt dużo intensywnych (nawet pozytywnych) emocji może skutkować awanturką, a mając takie zrozumienie łatwiej jest takową przetrwać.

Aha, i Rodzice też mają to prawo. Podkreślam to bo często mówi się w tym kontekście tylko o dzieciach – „pozwól dziecku poczuć emocje”. Sobie też pozwólmy, to działa tak samo i u dzieci i u dorosłych. A do tego nawiązując do poprzedniego punktu – dzieci widzą nas jak przeżywamy smutek, złość, czy radość. Tym sposobem nawet mając po kilka lat nasze dzieci mówiły wprost: „jest mi smutno, chcę się przytulić”, „jestem zły, chcę pobyć sam”. Wiecie, to bardzo działa i bardzo usprawnia wspólne życie.

Rodzic też człowiek

Odkąd jestem mamą, odnoszę wrażenie, że takiej ogólnej narracji, przynajmniej w Polsce, cała uwaga w rodzinach kierowana jest na dzieci. Zaczyna się w ciąży – najlepiej, żeby kobieta położyła się (na lewym boku!), jadła kleik i słuchała Mozarta. Potem jest tylko lepiej – dziecko ma mieć odpowiednie rozrywki, odpowiednie posiłki, odpowiednie buty, odpowiednio rozwojowe książki, stymulowanie, wyciszanie, szanowanie ich granic… A gdzie granice rodziców? Rodzice też potrzebują wyciszenia, ciekawych rozrywek, posiłków, książek i butów! Ciekawie o tym pisze Mataja, zwłaszcza w kontekście porównywania tego jak się wychowuje dzieci teraz i jak wychowywani byliśmy my. Zresztą, to znowu sprowadza się do prostej zasady – jeśli chcemy żeby dzieci nas szanowały, szanujmy sami siebie. „Teraz jem, pomogę ci jak skończę” „Teraz nie, pobawimy się jak wypijemy kawę”.

Przytulanie zawsze działa pozytywnie.

… jak mawiał pewien sympatyczny Miś z książki Przemysława Wechterowicza. Tulimy się dużo, wszyscy. Są przytulasy smuteczkowe i szczęśliwe. Przytulanie wycisza, poprawia nastrój, daje poczucie bezpieczeństwa, wzmacnia. W ogóle zresztą dotyk jest w wychowaniu bardzo ważny – smyranie po pleckach, masowanie, przepychanki, turlanie się.

Nie dziamdziamy. 

No dobra, czasem dziamdziamy, ale to chyba bardziej dla siebie, żeby z siebie wyrzucić wszystko. Czasem sobie pogadam, ale bez nadziei na to, że zostanę wysłuchana, bo generalnie mamy świadomość, że do dzieci zwyczajnie nie docierają przydługie kazania. Zdarzyło mi się po płomiennej mowie o znaczeniu porządku w naszym życiu usłyszeć np „mamo, a z jaką prędkością pływają orki?”. Dlatego, nie mówię „znowu zostawiłeś skarpetki na podłodze! naucz się wreszcie wyrzucać je do brudów, ja i tak je piorę i susze i składam przestańcie mnie traktować jak służącą nie będziecie mieć w końcu czystych skarpet z gołymi stopami będziecie chodzić robaki ci się zaplęgną w tym pokoju niedługo”ufff… Zamiast tego stawiam na maksymalnie uproszczone komunikaty, „na podłodze leżą brudne skarpety Iskry” „Wilczku, miska po jaglance”. Ograniczam się do suchych faktów, to jakoś bardziej dociera do umysłów całych pochłoniętych Asterixem i Obelixem albo życiem ssaków morskich.

Ograniczamy decyzyjność

Wszyscy znamy te dylematy w sklepie przed lodówką z serkami i rozterki, który by tu wybrać żel pod prysznic. Oraz długie godziny w poszukiwaniu butów idealnych w internecie. Wybór bywa przekleństwem, już o tym wiemy wszyscy, od czasów fredrowskiego osiołka. Dla dzieci też, jeszcze bardziej ich to obciąża. Dużo się mówi o tym, że dzieci potrzebują decyzyjności, że to ważne żeby samodzielnie dokonywały wyborów, ale czasem dla kilkulatka jest tych decyzji do podjęcia zwyczajnie za dużo. Co chcesz na śniadanko, Co dziś założysz, Na który chcesz iść plac zabaw, którą książę czytamy, z kim dzisiaj zasypiasz. I tak dalej. Decyzyjność bywa fajna, wzmacnia poczucie sprawczości, ale jej nadmiar jest zwyczajnie bardzo obciążający i męczący. Dlatego, jeśli dajemy wybór, to ten zamknięty (np dwie bluzki do wyboru zamiast pytania w co chcesz się ubrać)

Nauka sprawczości. Pozwalamy próbować 

Pisałam już o tym, że jest taka prosta zasada – jeśli chcemy żeby dziecko było samodzielne i odważne, trzeba pozwolić próbować. Niech włażą na drzewa, niech wspinają się na drabinki, niech zjeżdżają rowerem z górki. Niech się nawet czasem skaleczą, nabiją guza, zedrą kolano. W końcu „jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz”. Ja tez mam wtedy duszę na ramieniu i różne makabryczne wizje przed oczami. Stoję obok, cała spięta i w razie czego gotowa, do łapania, ratowania i przytrzymywania, ale się powstrzymuję – żadnych komentarzy, żadnych samospełniających się „zaraz spadniesz” i „nie tak szybko bo się wywrócisz”. Ewentualnie stwierdzenie faktów „ta górka jest stroma, rower się rozpędzi”, „pamiętaj że jesteś wysoko”.

Granice

Stawiamy granice. Są pewne zasady, których trzeba przestrzegać i tyle. To my jesteśmy dorośli i my musimy podejmować te decyzje o nie kupieniu jakiejś zabawki, o odmowie słodycza przed obiadem itd. Czasem sprawiamy im w ten sposób przykrość – którą przyjmujemy i rozumiemy, „Rozumiem, że jest ci przykro, ale i tak się nie zgadzam”.

Grzeczność

Ja wiem, że teraz dużo się mówi w kontekście grzeczności, że jest przestarzała, że to łamanie charakteru dziecka, i że w ten sposób tworzy się potulnych ludzi bez własnego zdania, nie potrafiących bronić siebie, a w ogóle to czym konkretnie ta grzeczność jest. Sama bardzo nie lubię określania dzieci (zwłaszcza małych), że są grzeczne lub nie – bo np płaczą. Ale chodzi mi może bardziej o uprzejmość, szacunek dla innych. Staramy się pokazać naszym dzieciom, że oczywiście mają prawo do swoich emocji, czy do odmowy, ale niekoniecznie trzeba być chamowatym. Zazwyczaj można pozostać w zgodzie ze sobą, bez sprawiania przykrości. Czyli przykładowo nie muszą dawać buziaczków na powitanie, ale mają powiedzieć dzień dobry.

Konsekwencja, czyli nie rzucamy słów na wiatr

Jak obiecujemy, to robimy wszystko żeby dotrzymać słowa. Jeśli umawiamy się plac zabaw z rakietą po szkole, to idziemy, nawet jeśli kanapa wzywa. Jak mówimy, że to ostatni zjazd na zjeżdżalni, to też się tego raczej trzymamy. Nie grozimy ani nie obiecujemy czegoś, czego nigdy nie chcieliśmy spełnić. Zdarza się czasem rzucić coś w stylu „kiedyś wejdę z miotaczem ognia do tego pokoju”, albo zgodzić się na ten już teraz naprawdę ostatni zjazd, ale generalnie po prostu traktujemy dzieci jak rozumne istoty, które kumają co się
do nich mówi, i które właśnie uczą się tego, że to, co się mówi, ma
znaczenie.

Przyznajemy się do błędów

Jak już wspomniałam, rodzic też człowiek, popełniamy błędy. Czasem się krzyknie za bardzo, czasem nie uda się dotrzymać obietnicy, czasem powie się o słowo za dużo, czasem źle oceni sytuację. Zdarza się, bierzemy to na klatę, przepraszamy, proponujemy rozwiązanie. To ważne dla dzieci, bo pokazuje, że traktujemy ich poważnie, że nie jesteśmy doskonali, no i daje dobry przykład:)

Zauważanie, czyli jak mądrze chwalić

Dzieci są jedną wielką potrzebą dostrzeżenia, zwłaszcza gdy jest ich więcej i muszą o to zauważenie konkurować jeszcze między sobą. Mamo patrz, mamo zobacz, mamo widzisz mnie? Patrzę, widzę. I mówię to, co widzę. Niekoniecznie od razu oceniająco, niekoniecznie o, jaki piękny rysunek, jeju jak ślicznie tańczysz, ach jak wspaniale jedziesz na nartach. Raczej o, jak szczegółowo narysowałeś tego smoka, lubię patrzeć jak tańczysz, widzę że coraz sprawniej idzie ci szusowanie. Czasem wystarczy zwykłe „widzę cię”, „patrzę jak robisz fikołka”. Bo tu chodzi właśnie o dostrzeżenie bez oceny, żeby dziecka od naszych pochwał nie uzależnić.

Dużo czasu razem w naturze

To punkt dość oczywisty z mojej perspektywy;) Wspólny czas na świeżym powietrzu zwyczajnie sprawia nam mnóstwo radochy. Ale też wspaniale integruje, stwarza przestrzeń na zupełnie inne rozmowy niż na co dzień, między lekcjami a obiadem. Wspólna uważność tworzy zupełnie nową jakość w relacjach, a wspólny zachwyt nas światem uczy się tym światem zachwycać a to tworzy fajną bazę do życia pełnego radości i pasji.

Uff. Jest tego trochę, ale myślę, że większość tych zasad dałoby się sprowadzić do wzajemnego szacunku po prostu.

Nie jesteśmy idealni, nasze dzieci też nie są. Wciąż często bywa tak, że nie wiemy, jak sobie poradzić, jak zareagować w tej, konkretnej sytuacji, ale jest dobrze, widzimy że idziemy w dobrym kierunku, i zwyczajnie lubimy być rodzicami naszych dzieci.

 

 

I wiecie, jeszcze Wam dodam, że mam ten post wstępnie napisany od
jakiegoś czasu, ale ilekroć do niego siadałam, dzieciaki były… hmmm…
powiedzmy, że pokazywały nam, że w kwestii wychowania jeszcze długa
droga przed nami;) Takie lekcje pokory w temacie:)

20 września, 2022 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakcodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestyle

lekki był i cygański taniec sierpnia

by Paulina 4 września, 2022

Ach sierpniu, sierpniu.

Ależ mi ten miesiąc wzrusza serce. 

Sierpień smakuje i pachnie jabłkami, niewielkimi, o białym miąższu i cudownej różowawo słomkowej skórce. I cukinią, papryką (najchętniej pieczoną w piecu chlebowym na wsi u moich rodziców), kurkami z czosnkiem i rozmarynem. Malinami, najlepiej prosto z krzaka. I pomidorami, tak bardzo pomidorami.

Sierpień to rój Perseidów, rżysko po zbożu (słyszycie jak to brzmi?), leżenie na trawie i patrzenie w chmury. Ciepłe wieczory. I ta delikatna nostalgia malująca się czerwieniejącymi jarzębinami i żółtością nawłoci.

To zmysłowość nasycona i spokojna, dojrzała.

To był dobry miesiąc, sielankowością mocno nawiązujący do Bullerbyn. Pojechaliśmy na Kaszuby (śladami Pucia) spędzić parę dni w piaszczystym lesie nad jeziorem, leniwie chlupiąc się w wodzie i jeżdżąc na rowerach. Poszwendaliśmy się też po Lubelszczyźnie, Roztocze i okolice kazimierskie nie zawodzą.

W sierpniu nigdzie się nie spieszyliśmy, a czas sunął powoli jak te obłoki na niebie, przesypywał się między palcami jak piasek na plaży, płynął jak świetliste falki na jeziorze. Czas często tak robi, że dopasowuje się do naszego tempa.

Serce mam tkliwe jak mocno wycałowane usta

medytacja uważności w dziecięcym wydaniu, czyli chlapanie wody i wgapianie się w opadające kropelki w świetle zachodzącego słońca.

4 września, 2022 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemWłochy

Dolomity z dziećmi

by Paulina 29 sierpnia, 2022

Dolomity z dziećmi, trentino, włochy z dziećmi, wakacje w dolomitach

Wyjazd w Dolomity z dziećmi planowaliśmy od dawna. Uwodziła nas
unikatowość tych gór, ich charakterystyczne, strzeliste kształty, koloryt. Jak
wiadomo, plany musieliśmy modyfikować, ale w tym roku spełniliśmy nasze
marzenie.

Wspominałam już na Instagramie, będąc zupełnie na świeżo, że
bałam się tego zbyt napompowanego balonika. Że wszystko co najpiękniejsze już
widzieliśmy na zdjęciach. Na miejscu okazało się jak bardzo od czapy były te
obawy. Dolomity w pełni zasługują na miano najbardziej malowniczych gór świata.
Jest wszystko, piękne, przestrzenne doliny z migotliwymi strumyczkami, leśne
trawersy, zielone, trawiaste zbocza i strzeliste spektakularne szczyty. Te szczyty,
uformowane z jasnego wapienia zmieniają się z każdą chwilą, z każdą zmianą
światła, można było gapić się na nie jak na jakiś ekran.

 

Organizacja wyjazdu w Dolomity z dziećmi

Ogólne wrażenia więc były wspaniałe. Do tego drobiażdżki,
które tak często mają decydujący głos o ogólnych wrażeniach. Konkretniej, trzy
drobiażdżki, już nie takie małe w sumie, bo dziesięcio-, ośmio- i niemal pięcioletnie.

O ogólne kwestie biwaku z dziećmi nie martwiliśmy się wcale,
jak wiecie, mamy ten temat przećwiczony dość mocno (dużo biwakowania na blogu już było).
Mieliśmy natomiast trochę obaw związanych z Piratem, jak wspomniałam niespełna
pięcioletnim, i jego trekkingiem. Pirat miał za sobą trochę doświadczeń górskich,
w dużej mierze z królewskiej perspektywy nosidła, ale trochę po szlakach
podreptał na własnych nóżkach. Mieliśmy jednak świadomość, że Dolomity to nie
Bieszczady, dlatego, mimo słusznych 16kg, wzięliśmy awaryjnie nosidło. Ku
niezadowoleniu kolan Krychy, przydało się.

Szlaki z dziećmi w Dolomitach

Co zachwyca na pierwszy rzut oka, to rozległość tych gór, i
idealne połączenie kameralności, stosunkowo niewielkich odległości i
przestrzeni, które dawały oddech. Szlaków jest mnóstwo, więc bywały dni, kiedy
przez cały czas trekkingu, na trasie spotykaliśmy 2-3 osoby. Większość czasu
spędziliśmy w mniej popularnej, wschodniej części tych gór, ale w najmniejszym
stopniu nie odczuliśmy tego w widokach ani infrastrukturze. Szlaków jest bardzo dużo
i są dobrze oznaczone, a na naszych docelowych wysokościach (około 2 tys npm) są
schroniska, które jak wiadomo są cudowną motywacją zwłaszcza dla nieletnich.

Naszą bazą był kameralny camping w dolince, przy miejscowości Cimolais.
Wynaleźliśmy go jeszcze przed wyjazdem, znając nasze campingowe priorytety,
czyli spokój, cisza i malownicze położenie, zdecydowanie dla nas ważniejsze niż
wygody, luksusy i dodatkowe rozrywki.

W drugim tygodniu naszych wakacji przenieśliśmy się bardziej
na zachód, w okolice Bolzano. To zdecydowanie bardziej turystyczna wersja
Dolomitów. Doliny, takie jak Val di Fassa, Val di Fiemme czy Cortina d’Ampezzo
to bardzo popularne ośrodki narciarskie i siłą rzeczy przyciągają turystów
także w lecie. Co skutkuje większymi cenami i większym zagęszczeniem ludzi, ale
też takimi atrakcjami jak kolejki górskie (niezapomniane doświadczenie!).

Dolomity. Co poza górami

Ale nie samymi górami człowiek żyje. Zresztą, pojechaliśmy z
dzieciakami, które co prawda w górach odnajdują się bardzo dobrze, ale, jak to
dzieci, chcą się też popluskać, zjeść lody i wrzucać kamyczki do rzeki.

Dni restowe były więc wypełnione zimnymi, krystalicznymi
strumykami, spacerami przy pięknych szmaragdowych jeziorach, klimatycznymi miasteczkami.
Wybraliśmy się też do Bolzano, miasta, które samo w sobie jest bardzo ładną
fuzją austriacko włoskiej architektury, ale nas przyciągnęło przede wszystkim Muzeum
Archeologiczne Południowego Tyrolu, czyli dom Człowieka z Lodu, Otziego. To
miejsce przenoszące w czasie, pokazujące wyposażenie, strój i samego człowieka
(doskonale zachowane ciało zostało znalezione w rozmarzającym lodowcu w górach)
żyjącego 5 tys lat temu. Arcyciekawa wystawa, także dla dzieciaków.

Trochę tęsknotą patrzyliśmy na wyższe partie i via ferrata,
które, ze względu na młodsze dzieci odpuściliśmy. Przez chwilę rozważaliśmy też
Wenecję, i też daliśmy sobie spokój, bo upał i jedno z najbardziej
turystycznych miast świata z trójką dzieci to raczej nie jest przepis na
sukces.

O tym zresztą, że wakacje to w dużej mierze odpuszczanie, wiemy
nie od dziś. Wakacje to wakacje. Wiadomo, że czasem bywa bardziej intensywnie, w
nowych, dalszych miejscach. Ale nie zajeżdżamy się. Wybieramy moczenie nóg w
strumieniu i oglądanie spektaklu świateł i cieni na górach naprzeciwko, nawet
jeśli odbywa się to kosztem jednej czy drugiej atrakcji turystycznej.

Zapraszam na dużo zdjęć

 

Dolomity z dziecmi

 

Miasteczka wśród gór
camping z dziećmi w dolomitach
nasza klimatyczna baza na pierwszym campingu

i w wersji wieczornej

dolomity z dziecmi
poprawiają kopczyki
a wśród gór takie łąki kwietne jak z bajki

Bolzano i Otzi. Tu odtworzona rzeźba z wosku, prawdziwą mumię można zobaczyć w specjalnym pomieszczeniu

a tu przepiękna katedra

jeden dzień w sukience

Strauben, tradycyjny deser z Tyrolu

joga z widokiem

taki plażing dolomicki. Kąpiele głównie w miłych, zimnych, czyściutkich strumyczkach

Pirat w górach. Bywało różnie, jednego dnia miał dosyć po 300 metrach w płaskim, przyjemnym lesie, innego zasuwał pod górę w słońcu, bez oglądania się na nikogo.

Tego dnia trasa była bardzo wymagająca, ale to jezioro, jakby pomalowane, było godną nagrodą:)

Drużyna

 

29 sierpnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

niech całują cię słońce i woda

by Paulina 15 lipca, 2022

 

Mamy tradycję dorosłych wypadów do Kazimierza Dolnego raczej w sierpniu, przy okazji rocznicy ślubu. Kojarzy mi się bardzo sierpniowo to miasteczko, pasuje kolorystycznie do mojego o sierpniu i końcu lata wyobrażenia.

Ostatnio udał nam się taki wczesnoletni kazimierski dzień. Tym razem nie był to nasz tradycyjnie płowy dzień z miękkim światłem, pachnący pierwszymi jabłkami i skoszonym zbożem. Dzień lata jeszcze młodego, zielonego, pachnącego czereśniami i lipami.

Tradycyjny był za to spacer nad Wisłę, a Wisła niezmiennie leniwa, z piaszczystym brzegiem i charakterystycznym, mulistym zapaszkiem. Idziemy sobie wtedy ze ręce, albo tylko małe palce zaplatając, gdy jest zbyt gorąco. Idziemy i milczymy, bo nie trzeba odpowiadać na miliony pytań, zauważać, potwierdzać i doceniać. Rozmawiamy, śmiejemy się, gapimy się razem w niebo. Bez nadmiernego bagażu (choć ten i tak ostatnio już mniejszy nawet z dziećmi). We dwoje, on i ja, jak kiedyś było i kiedyś będzie. Dlatego dbamy o ten tylko nasz czas. Dwoje dorosłych ludzi, którzy wybierają, świadomie, bycie razem, i ten spacer z zaplecionymi małymi palcami. Dobrze się przekonać, że idziemy sobie razem, i bierzemy się za ręce z premedytacją.

15 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

kroplówka z majem

by Paulina 28 maja, 2022

 Wyglądam przez nasze wielkie, upaćkane małymi rączkami okno. Gniazdo srok, które obserwowaliśmy od listopada na wierzbie, ukryło się wśród soczyście zielonych listków. Gdy wyjdzie się na balkon okoliczne kosy dają taki koncert, że wydaje się że mają jakiś głośnik.

Każde odprowadzanie dzieciaków do szkoły i przedszkola staje się cudownym spacerem po rajskim ogrodzie.

 Wychodzę na wieczorna przechadzkę, a świat pachnie beztroską. Trochę placem zabaw i
graniem w gumę lub podchody na osiedlu. A trochę juwenaliami i
studenckimi wagarami z piwkiem gdzieś na trawie.

Parogodzinna wycieczka w podkazimierskich wąwozach robi efekt niemal jak wakacje. Łazimy po tym pachnącym świecie, robimy zdjęcia kwiatków, a potem zalegamy na długo pod wielką, kwitnącą gruszą.

Gdy maj wtłacza się wszystkimi porami przez skórę, gdy wdycham go każdym oddechem, wszystko zyskuje trochę inny wymiar. 

Pogoda zmienia się jak nastrój u nastolatka, gwałtowne deszcze, ostre porywy wiatru, nagłe mocne słońce, obłędna tęcza.

Po deszczu, chodniki wyścielone kwiatami topoli, mokre szpaki wracają do wydziobywania dżdżownic z ziemi, można zaobserwować jak latają do jednego miejsca na drzewie, w gniazdku, dobrze schowanym za liśćmi już czekają pisklaki.

Jemy szparagi, szczaw i szpinak.

Kończy się ten maj. Zaraz wakacje. Wilczek pojedzie na swój pierwszy obóz. Sandały za małe, spodnie za krótkie.

Pisałam kiedyś o tym , że w lecie przemijanie jest jakoś zachwycające.

Ale ostatnio za szybko jednak to przemijanie.

Ściska mnie w sercu, gdy wtula się we mnie Pirat, tymi ciągle jeszcze
małymi łapkami przedszkolaka. Ale ściska inaczej, gdy wtula się Iskra,
lub Wilczek, długimi, chudymi ramionami, które za chwile wydłużą się
jeszcze bardziej. 

Gdy widzę jak moje najmłodsze dziecko wsiada na
rower i zasuwa tak, że nie mogę za nim nadążyć, odczuwam trochę ulgę, a
trochę nostalgię, że już nie mam żadnego dziecka do targania w chuście
albo pchania wózka. Wiecie, mam w sobie jakiś rodzaj żałoby za dziećmi, których już nie
urodzę.

Czas mi ucieka, coś za szybko.

Ale wiem jedno, na zatrzymanie czasu najlepiej działa bycie w teraźniejszości. Postanowienie na najbliższe soczyste miesiące mam takie, żeby się tak zakotwiczać jak najwięcej. Gapić się na przekwitające bzy i rozkwitające piwonie, słuchać buczenia pszczół w kwiecistym drzewie, jeść truskawki z zamkniętymi oczami.

28 maja, 2022 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmigóry z dzieckiemmój styl podróżniczymorzemorze z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacjeWłochy

Sycylia z dziećmi

by Paulina 12 kwietnia, 2022

Taormina, Sycylia z dziećmi, włochy

 

Bardzo mi się marzyły takie ferie w drugiej połowie lutego. To zazwyczaj
taki kryzysowy czas, gdy tęsknię za słońcem i wiosną całą sobą.
Wreszcie udało nam się zgrać wszystko tak, żeby pojechać. Wybraliśmy się na Sycylię.

Tydzień na Sycylii z dziećmi

Udało
nam się na tym wyjeździe osiągnąć idealny balans między naturą a kulturą.
Zwiedzaliśmy miasteczka, także te bardzo popularne, korzystając z
pozasezonowej pustki. Korzystaliśmy z uroków natury, chodziliśmy po
górach, gapiliśmy sie w morze, wypatrywaliśmy jaszczurek. Jedliśmy dużo
pomarańczy (bo to sycylijski sezon na nie!), mozarelli i ricotty, piliśmy wino i kawę. Mieszkaliśmy w
klimatycznym domku na zboczu góry, w oddali widzieliśmy Etnę, a blisko
drzewa oliwne i pomarańczowe. Wystawialiśmy buzie do słońca, szukaliśmy
muszelek, gubiliśmy się w labiryntach wąskich uliczek. Tydzień błogości totalnej.

Lądowaliśmy
w Katanii, domek wynajęliśmy pod Syrakuzami. To siłą rzeczy zawęziło
nam wyspę do jej wschodniej części. Mieliśmy tydzień, i zamiast robić
powierzchowne zwiedzanie wszystkiego, skupiliśmy się na niespiesznym
eksplorowaniu niewielkiej jej części. Przeplataliśmy naturę z miastami,
żeby nie było zbyt monotonnie, i żeby dywersyfikować rodzaj zmęczenia u
dzieci.

 

włoskie poranki
Taras z widokiem na Syrakuzy z jednej strony i Etnę z drugiej

Kanion Cavagrande del Cassibile

 

 

Natura na Sycylii

Zależało nam żeby trochę połazić. Stęskniłam
się za naturą śródziemnomorską. Za tym światłem szczególnym, kolorytem i
bogactwem różnorodności. Chciało nam się widoków, zapachów i nawet tych
kolczastych chaszczów. Chciało nam się innego kąta padania promieni
słonecznych, nagrzanych skał, dziko rosnących, aromatycznych ziół. Gór
nam się chciało i widoków, morza błękitu.

To wszystko na Sycylii
odnaleźliśmy. Przyroda jeszcze nie w pełnym rozkwicie, ale też wcale
wcześniej nie do końca uśpiona. Znaleźliśmy więc świeżość wiosenną, ale
bez naszej północnej burości. Spacerowaliśmy po pięknym wybrzeżu, wędrowaliśmy po wspaniałych wąwozach, zachwycaliśmy się lazurowym morzem. Natura na Sycylii jest bardzo różnorodna, na niewielkim terenie skoncentrowane są piękne różności – morze, góry, skałki, wąwozy, roślinność…

A nad wszystkim góruje…

Królowa Etna

Mieliśmy
trochę problem, bo już jakiś czas temu Pirat wgrał sobie lęk przed
wulkanami. Gdy zupełnie luźno rozmawialiśmy o wyjazdach i wakacjach, on
mówił, że wakacje owszem, chętnie, ale tylko nie Włochy, bo tam są
wulkany. I oto byliśmy, 60km od największego czynnego wulkanu w Europie,
na który w dodatku planowaliśmy się wybrać… Lęk zaczęliśmy oswajać
wcześniej, mówiąc bardzo ogólnie, że wulkany wcale niekoniecznie są
groźne, że nawet w Górach Świętokrzyskich były wulkany, że erupcja jest
bardzo lokalna, a na zboczach wulkanów ludzie mieszkają i mają się
dobrze. I tak zostawiliśmy temat, do przetrawienia. 

Któregoś dnia
oznajmiliśmy dzieciom, że jedziemy na trekking w kierunku najwyższego
szczytu Sycylii. Starszaki wiedziały oczywiście o czym mowa, ale Pirat
nie od razu zajarzył. Potem, gdy dotarliśmy na początek szlaku, zapytał, czy „przypadkiem nie idziemy na Etnę?”, ale wszystko
wyglądało niewinnie, górsko po prostu, choć ziemia faktycznie dość
czarna.

To była  rewelacyjna wycieczka. Połączenie surowych,
górskich krajobrazów Etny z obłędnym widokiem wybrzeża i migocącego
morza było jedyne w swoim rodzaju. Dotarliśmy dość wysoko, widoczność
była idealna, wulkan w pewnym momencie wypuścił charakterystyczny obłok.
Pył osiadł nam na włosach, i samochodzie i w naszych sercach. Strach
Pirata ulotnił się jak ten wulkaniczny dymek.

Miasta i miasteczka na Sycylii

Pierwszym, oczywistym wyborem były Syrakuzy. Tu skupiliśmy się głównie
na Ortygii, czyli czyli półwyspie, na którym znajduje się antyczna część
miasta, przepięknie położona, pełna zabytków, które robią wrażenie
nawet podczas niezobowiązującego spaceru wśród uliczek, placów, świątyń,
fontann. Zwiedziliśmy też Modikę, przepiękne barokowe miasto na
wzgórzu, całe w wąskich uliczkach i schodach, stolicę rewelacyjnej
czekolady. Na krócej zajrzeliśmy do złocisto bursztynowego Noto i
słynnej, przepięknej Taorminy. 

próbowali liczyć schody… wyszło dużo:D

Modika, widok”milion schodów później”
Najsłynniejsza i najstarsza czekolaternia w Modice. Słynie z czekolady wyrabianej według receptury azteckiej

Złote barokowe Noto

Syrakuzy

 
 

trochę wiało czasem, ale kto by się tym przejmował, gdy tyle muszelek do zbierania

Przepiękny nadmorski rezerwat Vendicari

Patrzę na te zdjęcia, i wydaje mi się ten wyjazd trochę snem odległym, w jakimś innym świecie. Miły to sen był, bardzo.

 

12 kwietnia, 2022 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lubelszczyznarozmyślaniaslow lifestyleuważność

„… don’t forget to dance”

by Paulina 6 kwietnia, 2022

 Wiadomość zastała nas, gdy w klimatycznym sycylijskim domku zastanawialiśmy się, planując trekking, czy Etna wybuchnie. Nie wybuchła. Wybuchła wojna.

Zrobiliśmy parę przelewów, zmartwiliśmy się. Ale prawda jest taka, że wciąż byliśmy na wakacjach. Ciągle to nie była nasza wojna.

Gdy wróciliśmy, rzeczywistość, która zwykła witać nas obuchem w postaci prania i pilnych spraw, tym razem, cóż… wiadomo. Zmroziło mnie .

Tym bardziej chwyciłam się codzienności, tym bardziej łapię momenty. Jakie
to ważne, po raz kolejny uświadamiamy sobie od ponad miesiąca. Gdy z
tyłu głowy mam świadomość kruchości życia, dobrobytu i pokoju, gdy każda
chwila przefiltrowana przez wieści z frontu.

Codziennie wracam do bezpiecznego domu, pachnącego drewnem i wyciszającą mieszanką olejków eterycznych. Pieczemy chleb, czytamy książki na dobranoc. Na spacerach wypatrujemy rozwijających się listków. Utulamy, bardziej niż kiedykolwiek. Trochę żeby dać im poczucie bezpieczeństwa. Trochę żeby dać poczucie bezpieczeństwa sobie.

Oczywiście jak wszyscy, chciałabym nie mieć tak namacalnych dowodów, że nic nie jest na pewno, że trzeba cieszyć się życiem już natychmiast.

Ale cieszę się nim, mimo wszystko, choć czasem jednak trochę przez łzy.

Nie chodzi o to, żeby zamykać oczy, udawać, że nic się nie dzieje. Dzieją się rzeczy potworne, tragiczne, i dziać się będą, jeszcze pewnie długo. Dlatego trzeba się wzmacniać, podawać sobie najpierw tę maskę tlenową – o tej porze roku bardzo dosłowną, z tlenem przedwiosennym, pachnącym rozmarzającą ziemią, i mimo wszystko wystawiać buzię do słońca i zachwycać kwiatkami, bo one od tego są żeby się nimi zachwycać.

Wiecie, może to brzmi dość beztrosko, ale mam takie przekonanie, że zamartwianie się i spalanie w bezsilnej złości nikogo ani niczego nie ratuje. Wychodzę z założenia, że energię lepiej spożytkować na działanie, niż na rozpacz. Każdy ma coś, czym może się podzielić bez nadmiernego nadużywania
siebie, bez doszczętnego wypalenia. Jedni mają trochę więcej czasu, inni trochę więcej pieniędzy,
jeszcze inni konkretne umiejętności lub wolne metry kwadratowe.  Ważne, żeby pomagać, i żeby w tym pomaganiu koncentrować się na potrzebach innych a nie głaskaniu własnego sumienia.

A tymczasem słońce znowu robi robotę. Wyłażą liście, ptaki zaczynają swoje wariackie koncerty. Znowu wygrywa życie, życie zachłanne i nienasycone. A to przecież w tym wszystkim chodzi. 

O życie.

6 kwietnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry