Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

przyjemności

codziennośćlatoLublinmój stylprzyjemnościslow lifestyle

„A był sierpień, pogoda prześliczna…”

by Paulina 18 sierpnia, 2015

Zdecydowanie, sierpień jest niezwykle klimatycznym miesiącem. To lato dojrzałe zbożem, inne już lato, lekko spłowiałe, dobrze już opalone, z piegami i rozjaśnionymi od słońca włosami. Pachnące papierówkami.

W tym roku także upalne. (swoją drogą, przywieźliśmy ten upał chyba z Lyonu) Jak to dobrze, że w najgorętszy czas śniadanie można było zjeść na przyjemnie rześkim jeszcze tarasie. Że z kawę piliśmy pod orzechem, idąc tam na bosaka, bo już nie zaroszonej, ale jeszcze chłodnej trawie. Że schładzaliśmy się w basenie.
A do tego owoce prosto z krzaka. Dzieciaki najszczęśliwsze, na golasa, z łapkami w soku jeżynowym. I wieczory. A wieczorami, gwiazdy spadające.

I Lublin nasz kochany. Jak miło jest przejść się po starym mieście, obserwować zmiany i wracać do ulubionych ścieżek i miejsc.
Niedziela, Dominikanie, spacer, kawa w Trybunalskiej

Błogo, pięknie, prawie idealnie. Prawie, bo ciągle na kartonach i walizkach, szukamy miejsca, żeby jednak u siebie. 

 

18 sierpnia, 2015 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościwe dwoje

taki dzień

by Paulina 15 sierpnia, 2015

Świętowaliśmy ostatnio ósmą, (gumową!) rocznicę ślubu.

Nieletni zostali z dziadkami w ogrodzie, a my, byle szybciej, ruszyliśmy. Kierunek tradycyjny, Kazimierz Dolny. Jako, że środek tygodnia, w miasteczku, było umiarkowanie pusto.Ale z racji upałów, dość obojętnie przeszliśmy obok znanych na pamięć, przepięknych kamieniczek i, jakoś bezwiednie skierowaliśmy się nad Wisłę.

Siedzieliśmy, na pustej zupełnie plaży, a mnie w głowie rozbrzmiewał mi ten soundtrack. Rzeka płynęła, piasek przesypywał się między palcami, świat trwał sobie, a my razem z nim, na małym ręczniku siedząc, oparci o swoje ramiona. Jak co roku wspominaliśmy. Jak co roku, dziękowaliśmy.

Klimacik w drodze trochę jak w Luizjanie. Czułam się jak w serialu True Detective.

15 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylprzyjemności

Lyon nocą

by Paulina 5 sierpnia, 2015

Jestem co prawda od paru dni zanurzona po uszy w polską wieś, i napawam się tym uczuciem, ale dziś zapraszam Was jeszcze na wieczorny spacer po Lyonie.

Na ostatnie dni przyjechał do nas mój Tato, który pomógł nam ogarnąć dzieciaki pałętające się pod nogami z własną – odmienną od naszej – wizją pakowania i przeprowadzki (oraz, przede wszystkim wziął do swojego dużego samochodu większość naszych gratów). Dzięki niemu też udaliśmy się na Romantyczną Randkę. Wieczorem, sami, bez nosideł, ani przyczepki, bez zapasów pieluch i prowiantu. Tylko my, noc i to wspaniałe miasto. I mule. I wino. I siedzenie nad rzeką. Ach, te rzeki wieczorne.

 


5 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćprzyjemnościslow lifestyle

wczesnoletnie przyjemności

by Paulina 16 lipca, 2015

Podzielę się dzisiaj z Wami przyjemnościami wczesnoletnimi. Początek lata to generalnie jedna wielka przyjemność (no, może poza temperaturami powyżej 35stopni), z zapachami, kolorami, smakami i słońcem, wszystko intensywne na maksa.

Jedzenie:

Ciąg dalszy sezonowości, ach jak ja to uwielbiam.
Początek lata to zdecydowanie
bób – odczarowałam go jakiś czas temu, wcześniej miałam skojarzenie z nieciekawym kartoflowatym fasolo podobnym warzywem. A tu zaskoczenie. Bób jest wspaniały (tutaj kupujemy go w strączkach – i wtedy, taki świeży, ugotowany na parze, jest najlepszy) i zajadaliśmy się nim cały czerwiec. Idealny na prosta sałatkę: pomidory+bób+oliwa z czosnkiem, albo bób z boczkiem, na przekąskę, albo bób z pomidorami i fetą. Wspaniałe są makrony z bobem z Kwestii Smaku, najbardziej lubimy ten, ten i ten.

Pomidory. Zaczęły się już w maju, ale to czerwiec dopełnił je smakiem absolutnie obłędnym, pasującym do wszystkiego, nasza córa piszczy i wyrywa się z wózka, jak zobaczy je na targu. Ostatnio minimum dwa razy w tygodniu jemy caprese, jakoś się nie nudzi.

Czereśnie. Te powodują nie tylko piski pożądania i radości, ale także kłótnie i przepychanki. Ogromne, tak czerwone, że aż czarne, słodkie do granic możliwości, niemożliwie soczyste. Miałam plan raz, czy dwa zrobić clafoutis, ale jakoś nie wyszło…

Odkryte na starówce lody „kwiatowe”. Fantastyczny pomysł – płaci się za wielkość porcji i można bez ograniczeń praktycznie dobierać w ramach tej porcji smaki. Idealna opcja dla mnie, która zawsze mam problem z ograniczeniem się do dwóch smaków (więcej gałek nie jestem w stanie zjeść).

Filmy/seriale

Czerwiec był miesiącem wybitnie serialowym. Skończył się Mad Man, którego uwielbiałam oglądać, dla samej przyjemności oglądania, dla historii Stanów podanej przy okazji, dla kulis reklamy, dla postaci, z którymi zżyłam się tak bardzo, że dzień po obejrzeniu ostatniego odcinka jakoś się snułam w poczuciu nostalgii, jakbym żegnała miłych przyjaciół…

Obejrzeliśmy tez najnowszy sezon Gry o Tron. Dla mnie sezon szczególny o tyle, że tej książki juz nie przeczytałam, nie wiedziałam więc paru (dramatycznych, jak to zazwyczaj w GOT) wydarzeń zupełnie się nie spodziewałam. O ile pierwsze odcinki jakoś nie porwały i miałam poczucie oglądania trochę z obowiązku, niektóre sceny rozczarowały i wydały się jakieś niedorzeczne, to w pewnym momencie historia porwała, wciągnęła i zmiętoliła. Jak zawsze. Czekam tylko aż HBO weźmie się za Wiedźmina. Bardzo czekam.

Dopiero ostatnio, po serialowym szale obejrzeliśmy parę fajnych filmów.

Wiek Adaline. Przyjemna historia, opowiedziana w ładny sposób (czasem może trochę zbyt przewidywalny), trochę bajka, ale dobrze się oglądało.

Kopciuszek. Tak, jest coraz lepiej:) Ale rola Cate Blanchett mnie przekonała. I Helena Bonham Carter. I Stellan Skarsgard. Niby disnejowska bajka, a obejrzałam z prawdziwą przyjemnością. Tu dobra recenzja.

Książki

Venila Kostis zainspirowała mnie do przeczytania książek nominowanych do nagrody Nike. Trochę walczyłam ze sobą, bo to ostatnie chwile we Francji, gdy mogę korzystać z zasobów tutejszej biblioteki, ale uznałam, że ostatecznie, w Polsce też mogę czytać francuskie książki.

Zaczęłam od Matki Makryny Jacka Dehnela. Kompletnie nie wiedziałam, o czym jest ta książka, ale po książki tego autora sięgam już w ciemno. Nie wiedziałam kim była Makryna Mieczysławska, nie znałam jej historii i do końca nie wiedziałam, na ile była ona prawdziwa. (Lubię w ten sposób podchodzić i do książek i do filmów, bez żadnych oczekiwań, bez własnej koncepcji).
w pewnym momencie trochę „na mijaka” zaczęłam czytać fragmenty o rzekomych torturach, w końcu ileż można. Szalenie mi się za to podobało poprowadzeni historii Julki – jej rozmyślań, rozterek i wątpliwości. No i ta przebogata polszczyzna. I historia polskiej emigracji w tle. I ta niepewność dotycząca tego, jak było naprawdę. Bardzo polecam.

Potem był Stasiuk. I stasiukowy „Wschód”. To wybitnie nie podróżnicza książka o podróżowaniu. Bardzo często w czasie. I we własnej głowie, własnych przekonaniach i wspomnieniach autora. Książka gadana, nostalgiczna. Jeśli podejdzie się do niej z odpowiednim nastawieniem (że to Stasiuk a nie Cejrowski czy Michniewicz), to bardzo dobrze się czyta. Ale nie za szybko.

I „Zawód bloger” Joanny Glogazy. Książka która dała mi trochę do myślenia  kierunku, w jakim chcę rozwijać bloga.

Muzyka

W ostatnim czasie nic nowego nie odkryliśmy, ale mogę stwierdzić, że nasze weekendowe śniadania zdominował Sting (głównie za sprawą jego największego fana naszym domu, czyli trzyletniego synka). Moje popołudniowe happy hours – Cannonball Adderley i jego Bossa Nova i Stacey Kent. A wieczory Bonobo na zmianę z Boards of Canada.

Wspomnę jeszcze o (nietypowych dla nas ostatnio) doświadczeniach muzyki na żywo. O festiwalach muzycznych z dziećmi więcej pisałam tu.

Inspiracje mieszkaniowe.

Wspomniałam już, że niedługo wracamy do Polski. W związku z tym już rozpoczęliśmy szukania odpowiedniego lokum. Ostatnie tygodnie to było prawdziwe szaleństwo. Oglądanie (wirtualne) setek mieszkań i godziny na blogach wnętrzarskich i Pintereście… Trochę odpuściłam już, bo w sumie żadnej ostatecznej decyzji teraz nie podejmiemy, ale na różne pomysły wnętrzarskie chętnie zerkam. Może możecie coś polecić?

Goście z Polski

Niby niedługo wracamy, ale i tak miło jest gościć tu starych przyjaciół i rodzinę.
Dopiero takie wizyty uświadamiają, jak bardzo tęsknimy za bliskimi i jak trudno znaleźć tu faktycznie serdecznych przyjaciół i naprawdę się do kogoś zbliżyć.

Rzeka. A nawet rzeki.

To cudowna rzecz tutaj w Lyonie. Mają aż dwie rzeki, które nie tylko fajnie dzielą miasto, to jeszcze są wspaniale zagospodarowane. Idealne na orzeźwiający spacer, na mały relaks na kocu, na wieczorne spotkanie ze znajomymi. Przy brzegu Rodanu są barki z knajpami, poza tym ścieżki rowerowe i spacerowe, place zabaw, trochę trawy, drewniane leżaki i ławeczki, instalacje artystyczne… Świetna sprawa!

Letnie wypady. Nad jezioro, pod miasto, w góry.

Zapach lip. Uwielbiam. Jeden z moich ulubionych, przywołujących najlepsze skojarzenia, intensywny i słodki. Esencja lata.

Jakie są Wasze największe przyjemności latem?

16 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieckokultura z dzieckiemkulturalnieprzyjemnościrozmyślania

Czy warto brać dzieci na imprezę muzyczną?

by Paulina 1 lipca, 2015

W prehistorycznych czasach bez dzieci uwielbialiśmy koncerty i festiwale muzyczne (na jednym z takich festiwali zostaliśmy parą…13 lat temu:) )
Ale odkąd mieszkamy we Francji  i nie mamy komu podrzucić drobiazgu, ta przyjemność nas omija. Odpuściliśmy temat.
Za sprawą jednak dwóch wydarzeń z ostatnich tygodni sytuacja ciut się poprawiła – na tyle tylko żeby przypomnieć sobie to wspaniałe uczucie słuchania muzyki na żywo. I żeby zatęsknić mocno.

Pierwsze miało miejsce 21 czerwca, gdy cała Francja zatraca się w
muzycznej uczcie. (tak było podczas Święta Muzyki w 2014 roku. A
przynajmniej na początku). W tym roku zapakowaliśmy młodzież do nosideł,
zaopatrzyliśmy w prowiant i przytulanki, i ruszyliśmy w miasto.
Przez
parę godzin, do (niezbyt późnej) nocy, mieliśmy okazję poskakać w
rytmie reggae, romantycznie potańczyć przy fontannie, do pięknie
wykonanych jazzowych standardów, posłuchać kapitalnej orkiestry dętej,
uciekać od zbyt głośnych bitów i zbyt mocnego rocka, i przystawać przy
paru jeszcze scenach.

Dzieci nie narzekały, początkowo nawet uczestniczyły aktywnie, później córa zasnęła, a synek był zadowolony, że doczekał 'ksiełzyca’. Dobrze, że wzięliśmy nosidła, a nie np wózek i rowerek, czy nawet przyczepkę. Przy takiej ilości ludzi, dzieciom na pewno lepiej było na górze, a nie wśród nóg tłumu.
Cieszę się, że udało nam się zażyć trochę imprezy, mimo trzylatka i roczniaka na plecach.

 
Druga impreza pozostawiła większy niedosyt. W Vienne, miasteczku oddalonym 30km
od Lyonu, od 35 lat odbywa się festiwal jazzowy. O jego renomie
świadczą muzycy w nim uczestniczący – w tym roku między innymi Marcus
Miller, Melody Gardot, George Benson czy Sting. Chcąc liznąć choć trochę tej
atmosfery, zapakowaliśmy się w ostatni weekend do samochodu i ruszyliśmy
na koncerty dzienne i otwarte dla wszystkich. Nie zdążyliśmy niestety
na pierwszą część, dlatego pokrążyliśmy trochę po miasteczku (Samo w
sobie zdecydowanie warte zobaczenia. Byliśmy tam przy okazji naszej pierwszej wycieczki Via Rhona. To miasto jeszcze z czasów starożytnych, z mnóstwem antycznych zabytków – w
największym z nich, ogromnym amfiteatrze rzymskim, odbywają
się główne koncerty.)

Amfiteatr. Jeden z największych w starożytnym świecie. W czasach świetności mieścił nawet 13tys. widzów. Tu widok z pobliskiego wzgórza.
Widok z tego samego wzgórza na miasto i Rodan.

Po południu udało się być na małych
koncertach w parku. Nawet trochę posiedzieliśmy, nawet udało się
zamknąć na chwilę oczy i wsłuchać w muzykę (córa tańczyła, kokietowała pozostałych widzów, a
synek nawet posiedział chwilę z nami robiąc wrażenie że słucha). Dość
szybko jednak roczny wspinacz zauważył schody, czyli najlepsze wyzwanie, więc w mig porzucił pląsy, zalotne uśmiechy i zabawę w akuku z współsłuchaczami, a trzyletni meloman zaczął odczuwać brak popołudniowej drzemki i
upał, co zawsze oznacza marudy i jęki, więc nie chcąc psuć innym wrażeń,
musieliśmy się ewakuować. W drodze do samochodu smętnie zerkaliśmy na
coraz to nowe grupy rozkładające swoje saksofony i kontrabasy by grać na
ulicach…

Schody, schody, Tato nie zabieraj mnie, ja muszeeeeeeeee.

Tak że ten. Jazzu posłuchaliśmy w domu, jak już młodzież poszła spać.

Ostatnia refleksja nie jest więc
najpozytywniejsza ( ani najbardziej odkrywcza)… Koncerty i festiwale są
fajniejsze bez dzieci. Pewnie łatwiej byłoby z pojedynczym dzieckiem,
może łatwiej będzie jak będą trochę starsze… Tymczasem jednak, następnym razem, dzieciom zorganizujemy imprezę u dziadków, a sami posłuchamy trochę muzyki z zamkniętymi oczami.

1 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmikulinarniepodróże i wycieczkiprzyjemności

Co na piknik?

by Paulina 13 czerwca, 2015

Dzisiaj druga część wpisu piknikowego. Chciałabym podzielić się z Wami naszymi ulubionymi przekąskami plenerowymi. Takie przekąski muszą być pożywne (wiadomo, na wycieczce trzeba mieć siły), wygodne (najchętniej o chwycenia w rękę) , smaczne i nieskomplikowane.

Do naszych ulubionych, fajnie sprawdzających się w plenerze przekąsek należą:

– tarty i quiche różnego rodzaju, najchętniej wytrawne. Pieczone w wieczór przed wyjazdem.

– wytrawne ciasto – serowo warzywne, uwaga podaję przepis, jest pyszne, wilgotne i sycące:

Składniki:
3jaja
150g mąki
proszek do pieczenia
100ml mleka
100ml oliwy z oliwek
100g startego gruyera
sól, pieprz
nadzienie:
100g cukinii
100g roladki koziej

(w formie nadzienia fajnie sprawdzą się też oliwki, suszone pomidory, szynka, zioła)

Udusić cukinię na patelni, kozę pokroić.
Mieszamy jajka z mąką i proszkiem do pieczenia i dodajemy
po trochu mleka a następnie oleju i wsypujemy gruyera. Dodajemy cukinię i kozę.
Pieczemy 45min w 180stopniach.
(też dobrze jest je upiec wieczorem przed wycieczką)

– sałatki różnorakie (ale takie, którym nie zaszkodzą wstrząsy)
– cukiniowe „spaghetti”, wspaniale orzeźwiające, lekkie a jednocześnie sycące. My, jako nie-weganie, dodaliśmy jeszcze parmezanu

– szybkie zawijanki z ciasta francuskiego,
pakujemy co nam wpadnie w ręce na środek kwadratu wyciętego z
francuskiego ciasta, zawijamy rogi, pieczemy (ja dodawałam roladkę
kozią, morele i tymianek)
– spring rollsy, o których już pisałam
w upały – tabouleh (nie gotowana kasza kuskus z pomidorami, ogórkami, cebulą, oliwą z oliwek, miętą pietruszką i cytryną. ) lub gazpacho w termosie
i, gdy nie mamy czasu nic przygotować, kupujemy melona i szynkę suszoną, albo awokado i zwykłą szynkę, camemberta, pomidorki koktajlowe i bagietkę. Fajnym, sezonowym pomysłem są też najzwyklejsze warzywa na parze- bób, szparagi, fasolka szparagowa… I owoce, z którymi nic nie trzeba robić.
 


13 czerwca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjaprzyjemnościslow lifestyle

Terrains Tous Pique-Niquables

by Paulina 11 czerwca, 2015

Pikniki są we Francji chyba tak samo ważne jak biurokracja, wino i język (francuski oczywiście).
Piknikują wszyscy i przy każdej okazji, generalnie często pretekstem do wycieczki pieszej, rowerowej, czy samochodem jest właśnie jedzenie na kocu w jakimś ładnym miejscu.

Pamiętam parę lat temu, gdy pierwszy raz wybraliśmy się ze znajomymi Francuzami na trekking w Alpy, zrodziło się skojarzenie z Hobbitami i tak już zostało. Gdy my, nieświadomi jeszcze zwyczajów i skupieni na wspaniałych górach, wzięliśmy ze sobą zwykłe kanapki, żeby posilić się na jakimś postoju, nasi znajomi już od 11 rozglądali się za odpowiednim miejscem na piknik. Gdy takie znaleźli, w południe, czyli o świętej godzinie jedzenia, zaczęli rozkładać swoje koce, wyciągać przekąski, wypieki, sery, wino, oraz turystyczną kafeterkę. Trochę nas to rozbawiło wtedy, (a trochę też mieliśmy poczucie profanacji jakiejś świętości – wychodziliśmy z założenia, że góry są od podziwiania, zdobywania, bycia trochę w niebie, a nie do robienia sobie pikników) ale trzeba przyznać, że z biegiem lat wiele z tych zwyczajów przejęliśmy.

I teraz, sfrancuzieliśmy na tyle, że na każdą wycieczkę pakujemy koc i różne przekąski. Lubimy też  odkrywać nowe miejsca piknikowe. Ostatnio pojechaliśmy o przepięknego parku niedaleko Lyonu. Byliśmy pod dużym wrażeniem. Przepiękny, ogromny teren, trochę łąk, trochę leśności, trochę wygodnej, zielonej trawki, place zabaw,  kawiarenki i restauracje (wiadomo).

Swoją drogą, zastanawiam się, czy to zamiłowanie Francuzów do pikników i spędzania czasu na świeżym powietrzu przyczyniło się do powstania tak dużej ilości pięknych miejsc, czy to fajnie zagospodarowana przestrzeń natchnęła ich do wychodzenia z domu…

 

A w następnym odcinku nasze ulubione przekąski piknikowe!

11 czerwca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
przyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

Szparagi, wikingowie i hamak, czyli majowe przyjemności

by Paulina 31 maja, 2015

Ten blog jest w dużej mierze zapisem naszych małych – wielkich przyjemności, i „delektowania się codziennym życiem”, ale pomyślałam sobie, że fajnie byłoby raz na jakiś czas zebrać te małe chwile szczęśliwości.

Stąd dzisiejsze podsumowanie majowe.

JEDZENIE

Maj to ten cudowny moment, gdy jedzenie zaczyna pachnieć, gdy najprostsze robi się najpyszniejsze, rozpoczyna się sezona świeżości, zdrowia, smaku i „prosto-z-pola”, prawie w ziemi jeszcze warzywa.

Zaczęły się szparagi. Ach, szparagi, o pięknym kształcie, wspaniale zielone, pełne tych wszystkich wiosennych cudowności, kojarzące się jednoznacznie, że tak, oto nadszedł czas słońca i ciepła. Szparagi, z makaronem, na sto sposobów, szparagi w tarcie, zupa szparagowa. I szparagi, moje ulubione, grillowane – umoczone wcześniej w oliwie z oliwek, potem na patelni grillowej przez parę minut, i skropione octem balsamicznym lub cytryną. Ze świeżą bagietką, posypane parmezanem.

I truskawki. Truskawki są czerwonym, słodkim odpowiednikiem szparagów. Najpierwsze. Słodkie, soczyste, idealne. Dotychczas udało mi się zrobić tylko jedną kruchą tartę z truskawkami, czekoladą i kremem z mascarpone i śmietanki. Przy innych podejściach zabrakło truskawek.

Spring rollsy. Moje majowe odkrycie.Wspaniałe w smaku, ładne, wygodne. I dość prosto się robi wbrew pozorom. Ja robiłam według tego przepisu. Idealne na piknik.

FILMY / SERIALE

Maj mogę śmiało ogłosić miesiącem Matthew McConaughey’a. Zaczęło się od spektakularnego Interstellar, arcyciekawego, świetnie zrobionego, i wciągającego.
Potem był „Dallas buyers club”, zachwycający aktorsko, ze świetną, mocną i wzruszającą (ale nie ckliwą!) historią.
I serial, „True Detective”, jak wisienka na torcie, przeszkadzająca zasnąć, z atmosferą gęstą jak smoła, świetnie prowadzoną historią i głównymi bohaterami szorstkimi i nieidealnymi, ale z problemami, ale wzbudzającymi zaufanie i serdeczność. Do tego tematyka krzywdzenia dzieci… do której totalnie inaczej podchodzi się jako rodzic…

„Wild„, spodziewałam się trochę żeńskiej wersji „Into the wild”, ale jednak trochę był inny, jakiś taki… prawdziwszy, ciekawszy, bardziej autentyczny, z powoli dawkowaną historią bohaterki (choć sondtrack z Into the wild jest nie do podrobienia), czekałam trochę z obejrzeniem tego filmu na odpowiedni klimat i nie zawiodłam się.

„Ex machina”. Lubię takie SF. Może dość powolne, może bez spektakularncyh strzelanek, ale za to z podtekstem filozoficznym – czyli dosyć już ograne pytanie o sztuczną inteligencję i o istotę człowieczeństwa, ale podane w świetny sposób, z rewelacyjnie budowanym napięciem, podkręcanym klimatycznym soundtrackiem. Warto obejrzeć, także ze względu na estetyczne wysmakowanie.

I jeszcze, serialowo, „Wikingowie”, z ich fantastyczną ścieżką dźwiękową. Zaczęłam oglądać dla fryzur Lagerthy, ale wciagnęło bardzo – historia, obyczaje, klimat.

KSIĄŻKI

„Wyspa Łza”. Moim fawrotytem J. Bator pozostaje dyptyk Piaskowa Góra i Chmurdalia, ale jej najnowsza książka pokazuje coś supełnie nowego. Autorka odsłania trochę kulis twórczych, snuje trochę historii, autobiograficzno-baśniowych… Świetnie się czytało, chociaż spodziewałam się czegoś innego.
Śmierć nieodżałowanego sir Pratchetta skłoniła mnie do powrotu do fantastycznego Świata Dysku. Odkryłam nieznany mi dotąd cykl o Akwili Dokuczliwej, i choć początkowo miałam wrażenie jakiejś wtórności wobec (mojego ulubionego) cyklu o czarownicach z Lancre), to wciągnęło mnie i zachwyciło jak zawsze.
„Szczęśliwi ludzie, potraficie zamknąć swe umysły na nieskończoność
zimnych głębi wszechświata. Macie to co nazywacie… nudą? To najrzadszy
talent we wszechświecie!”

MUZYKA

Najnowsza płyta Lao Che. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się spośród kilku ostatnich albumów grupy. Fajna tekstowo, zróżnicowana muzycznie.           

UKŁADANIE ZDJĘĆ DO ALBUMÓW

Wywołaliśmy milion zdjęć (w Empiku – papier satynowy, świetnie są oddane kolory, kupiliśmy albumy, rożki do klejenia i dziecięce drzemki mam z głowy. Włączam audiobooka, i układam, przebieram, wklejam. Świetny relaks.

HAMAK I PIKNIKOWANIE

Maj nie rozpieszczał pogodowo co prawda, ale udało się spędzić trochę miłych chwil w plenerze. Hamak mamy cudowny, już od jakiegoś czasu, jest arcy wygodny, przyjemny i niezwykle lekki.
W tym miesiącu odkryliśmy też parę nowych miejsc na miły piknik.

ŻEL ALOESOWY

Cudowne odkrycie. Na poparzenia słoneczne, ugryzienia komarów i mrówek, stany zapalne po depilacji. Idealny, szybko się wchłania, nawilża, odżywia, koi i goi.

31 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyjemności

Mont Luisandre

by Paulina 17 kwietnia, 2015

Udało nam się wreszcie wypróbować w plenerze drugie nosidło. Teraz już oba cesarzątka podróżują wygodnie na plecach rodziców – mułów, w towarzystwie koniecznego ekwipunku wycieczkowego.

A podróżują w okolicznościach jakże przemiłych. Słońce grzeje już jak w lecie, pejzaże zielenieją, ptaki organizują zacną ścieżkę dźwiękową, i pachnie zupełnie zniewalająco ten świat wiosenny.

Na górze piknik z widokiem, tartą z cukinią, kozim serem i łososiem, winem i poczuciem totalnej błogości.

 

Do tego w okolicy jest XIV-wieczny zamek obronny. Wraz z przyłączeniem tej okolicy do Francji stracił swoje znaczenie strategiczne, dzięki czemu zachował się w bardzo dobrej formie.

A na koniec, szczyptę surrealizmu zapewnił nam cydr w górskiej knajpce o morsko-bretońskim klimacie.

17 kwietnia, 2015 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kulinarnieprzyjemności

O chlebie

by Paulina 25 marca, 2015

Chleb. Coś najprostszego na świecie. Mąka, woda, drożdże, sól. I czas.
Chleb
z masłem i dojrzałym pomidorem, posypany grubą solą morską. Chleb maczany w
oliwie z oliwek. Albo w oleju lnianym. Chleb z hummusem i kiełkami. Albo
z pastą z zielonego groszku. Chleb z twarogiem i miodem. Chleb z masłem
orzechowym i dżemem. Chleb, chleb.

Zapach chleba. Jeden z najpiękniejszych, budzących najpiękniejsze skojarzenia. Dom, ciepło, bezpieczeństwo.

Od
wielu lat chleby piekę w domu. Zaczęło się od słoiczka zakwasu od
koleżanki. Rytualne wieczorne dokarmianie, dobranoc zakwasiku, rośnij
zdrowo. Wyszukiwanie nowych przepisów, próby formowania bochenków, walki
z żytnim pełnoziarnistym, który zawsze z wierzchu pięknie wyrastał, a w
środku bulgotał spektakularny zakalec… Uwielbiałam wyrabiać ciasto
ręcznie, to ten rodzaj relaksu, jaki daje fizyczny kontakt,
przesypywanie piasku między palcami, czy głaskanie bazi.

Dalej
jestem wielką miłośniczką domowych bochenków, pachnących, jedynych w
swoim rodzaju. Chociaż od jakiegoś czasu trochę odpuściłam z tym całym
ceremoniałem. (zgadnijcie, dlaczego, i jaki wpływ miała na to
konieczność wysadzania na nocnik / wycierania nosa / wyjmowania z buzi
nielegalnych przedmiotów ręką w trudnozmywalnym chlebowym cieście).
Ciasto zagniata się samo, w robocie kuchennym, a bochenki pieką w
zwykłej keksówce albo żeliwnym okrągłym garnku z Ikei (żeby nie
przywarły, smaruję je olejem i wysypuję otrębami żytnimi). A zakwas…
czasami pokrywa się imponującą pleśnią… Ale w ciągu tygodnia powstaje
nowy, nie ma może tego klimaciku, że wieloletni zakwas od prababci, ale,
co najważniejsze, działa.

Przepisy… Mąka, woda, drożdże, sól. I czas. Dużo czasu.

Generalnie
na dzień przed pieczeniem trzeba nastawić zaczyn. Zaczyn to zakwas,
mąka i woda. A zakwas to mąka żytnia i woda. I czas.
Do gotowego
zaczynu dodajemy resztę składników. Czyli mąkę, wodę, sól. Drożdże.
Zioła, jak się lubi. Siemię lniane, czarnuszkę, mak, miód, oliwki,
śliwki suszone, pestki słonecznika… Możliwości jest mnóstwo.

Ja teraz rzadko eksperymentuję. Od wielu miesięcy mam trzy ulubione chleby. Chleb orkiszowy z miodem, Chleb biały, ja robię pszenno-żytni, szybki,idealny, gdy zapomnę nastawić zaczyn. I orkiszowy razowy.

Bardzo polecam, to wspaniała sprawa.

 

25 marca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry