Tytuł brzmi okropnie przemądrzale, wiem.
Ale zapewniam, że moje propozycje takie nie będą:)
Problemy z integracją sensoryczną to dzisiaj spory problem. Objawia się w zachowaniu (i tzw grzeczności dziecka), trudności z koncentracją, słabą koordynacja ruchowa, niezdarnością, nadwrażliwością na bodźce (np wszystkie ubrania są gryzące, dziecko nie chce się przytulać), lub wręcz przeciwnie, ciągłym poszukiwanie bodźców – nadaktywność i brak hamulców.
Z
czego one wynikają, oczywiście nie do końca wiadomo, jak zwykle, ale
wiele ekspertów jako jedno ze źródeł problemu mówi o tym że dzisiejsze
dzieci nie eksplorują świata wszystkimi zmysłami.
Wszystko jest
strasznie bezpieczne, kanty są usuwane, brud wycierany, na placach zabaw
co chwilę słychać, zostaw, nie siadaj nie dotykaj, to brudne (same
place zabaw zresztą też zrobiły się aż do znudzenia przewidywalne,
sztampowe i z dokładnie wyznaczonymi rodzajami zabaw).
Zabawki są
gładkie i plastikowe – jeśli dostarczają bodźców zmysłowych, to tych
agresywnych i bezsensownych, czyli świecąco migocących i głośnych
syntetycznych dźwięków. Do tego dochodzą oczywiście smartfony i tablety i
najmłodsze maluchy które sprawnie smyrają sobie po gładkich szybkach.
„90% dzieci poniżej 2. roku życia ogląda jakiś rodzaj mediów
elektronicznych, a dzieci do 2. roku życia oglądają średnio 1-2 godziny telewizji dziennie.
1/3 dzieci ma telewizor w sypialni w wieku 3 lat. 39% rodziców małych
dzieci potwierdza, że telewizor jest w ich domach włączony, przez co
najmniej 6 godzin dziennie! (źródło)” To też nie pomaga…
Wszystkie zmysły są ważne. Ważne jest dotykanie, czucie różnych struktur, słuchanie najróżniejszych dźwięków, smakowanie, wąchanie i oglądanie oczywiście też.
Moje propozycje wzmacniające integrację sensoryczną są zupełnie zwykłe,
nie ma w nich nic odkrywczego, integracja sensoryczna wzmacnia się
tutaj trochę przy okazji. Nasze pokolenie po prostu się tak bawiło (i
może dlatego nie doceniamy takich właśnie zabaw jako rozwojowych). Nie
potrzeba żadnych specjalnych
zajęć, drogich zabawek, ani mnóstwa czasu, ani specjalnych przygotowań.
Kluczem tutaj
jest uważność. Uważność na daną chwilę. Robimy obiad? (prosty makaron z
cukinią i tymiankiem), dajemy do pomacania mąkę, kawałek makaronowego
ciasta, dajemy do wąchania tymianek, i, np dla porównania, oregano.
Zwracamy uwagę na świeży śnieg, na pierwsze pączki na drzewach, na kwiatki, na strukturę owoców. Zachęcamy – dotknij, poczuj, zauważ. To świat jest właśnie, cudownie różnorodny. Zadajemy
pytania, jakie to jest, czy zimne czy ciepłe, czy przyjemne, z czym ci się kojarzy.
Dzieci
naturalnie mają tę fantastyczną skłonność do poznawania totalnego. Nie
przeszkadzajmy im w tym. Pozwólmy wziąć do ręki pasikonika, chrabąszcza,
gąsienicę i żabę, nawet jeśli sami się trochę brzydzimy. Głaszczmy
trawę. Wąchajmy. Kucnijmy razem z nimi, weźmy lupę na spacer i
obserwujmy mrówki.
- Wspomaganie integracji sensorycznej można zacząć już w okresie niemowlęcym. Polecam noszenie w chuście i delikatne relaksujące masaże przed kąpielą. Głaskanie i przytulanie, bujanie. BLW przy rozszerzaniu diety.
- Smyranie, głaskanie, rysowanie palcem na pleckach
prostych rzeczy (typu serduszko, słońce, domek) i odgadywanie co to
jest – to pozwala fajnie skupić się tylko na dotyku. I jest zwyczajnie
przyjemne.
- Wąchanie przypraw przy okazji. Zresztą, nie tylko przypraw, w ogóle wąchanie, opisywanie tego, co czujemy.
- Jedzenie z zamkniętymi oczami.
Fajna jest zabawa w jedzeniowe odgadywanki. Zawiązuję dzieciakom oczy,
sadzam je na blacie w kuchni i daję do próbowania różne rzeczy – mają je
opisywać i odgadnąć, co dostały. Arcyprosta rzecz, bardzo przyjemna a
jednocześnie trochę otwierająca na nowe smaki.
- Chodzenie na bosaka, nie tylko po delikatnym ciepłym piaseczku, ale też po trawie, po ziemi, po błocie, po lesie, generalnie po podłożu o różnej fakturze – same korzyści, dla zdrowia, postawy, przyjemności.
- Robienie ciasta z rodzicami, wspólne gotowanie,
zabawy w mące, wkładanie rączek do kaszy, ryżu, soczewicy. To bywa
nieco bałaganogenne, ale czy jakiekolwiek dziecięce aktywności nie są?
Poza tym dziecięce „pomaganie” w kuchni działa też dobrze na ich
otwartość kulinarną, angażuje w domowe obowiązki (widzą, że jedzenie nie
przygotowuje się samo), daje im poczucie że są potrzebne i ważne.
- Kontakt ze zwierzętami. Ten oczywisty, jak głaskanie kotów, czy zabawy z psami, ale też dżdżownice, chrabąszcze i żaby
- Przyroda przyroda przyroda. Szyszki, błoto, piasek, trawa. Wspinanie się po drzewach, bieganie, skakanie, najróżniejsze naturalne przeszkody. Puszczenie dzieci wolno w plener – nie tylko latem na plaży, ale nawet teraz, przy tej pogodzie zimno błotnistej. Pozwalanie dziecku na eksperymenty, próby, pobrudzenie się i przewracanie.
- rowerek biegowy,
- huśtanie się, wieszanie,
- Ciecz nienewtonowska i wszelkiego rodzaju mazie, piankoliny, ciastoliny i inne eksperymenty z mąką ziemniaczaną, piasek kinetyczny.
- Wspólne zabawy ruchowe, w domu i na dworze.
Turlanie się, przepychanki, łaskotki, robienie taczki, zawijanie się w
koc, robienie baz z koców i poduszek. To tez jest bardzo naturalne i
bardzo potrzebne, a jakoś zanikło mam wrażenie.
- Bujanie w kocu, dzieci to uwielbiają. A poza tym wyciszają się i uspokajają, rozwijają im się wtedy mózgi.
- Robienie zup błotnych (z szyszkami, igłami, ziemią, owocami, patykami), wszelkie babranie się.
I tak dalej. Jak widzicie, większość tych zabaw nasze pokolenie traktowało jak niezbywalną część rzeczywistości, zupełnie naturalną, a nasze dzieci, wychowywane na ogół w czystości, komforcie, bezpieczeństwie już takiej rzeczywistości naturalnie nie mają. Dlatego warto się na takie uważne odczuwanie świata otworzyć, to pomoże nie tylko dzieciom.

*Dla porządku i ścisłości dodam tylko, że nie jestem terapeutą i te propozycje zabaw wspomagają SI, ale nie zastąpią profesjonalnej terapii jeśli taka jest potrzebna.














