Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

rozmyślania

moda ciążowarozmyślaniaw ciąży

tęsknoty

by Paulina 23 lutego, 2014
stylizacje ciążowe, sukienka ciążowa, jak dobrze wyglądać w ciąży

U schyłku tej ciąży chyba mniej niż poprzednio delektuję się stanem błogosławionym.

Wtedy pisałam o usprawiedliwionym lenistwie, gdy organizm i tak wykonuje najniezwyklejszą i najwspanialszą pracę na świecie – tworzy życie. Dobrze mi było, upajałam się samym byciem w ciąży, nie mogłam napatrzeć na mój doskonały, kulisty kształt…

Tym razem, gdy tylko mogę też staram się sobą napawać. Słucham siebie, zachwycam dwoma bijącymi we mnie sercami.

Ale i tak jakoś mam ochotę na tatara. Sushi. Albo ostrygi z dużą ilością wina.
Szpilki bym założyła.
Tęsknię za pomalowaniem paznokci bez zadyszki i kopniaków w żołądek.
Za rowerem tęsknię.
Za imprezą konkretną. Z wódką.
Za tańcem do utraty tchu.
Za głośnym koncertem.
Za spaniem na brzuchu.
I, chociaż wiem, że może być trudno, to tak strasznie już tęsknię za tym maleństwem, prawie gotowym.

 stylizacje ciążowe, sukienka ciążowa, jak dobrze wyglądać w ciąży

stylizacje ciążowe, sukienka ciążowa, jak dobrze wyglądać w ciąży 

23 lutego, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślania

…dzieści

by Paulina 18 lutego, 2014

Nazbierało się tych świeczek na torcie. Trochę głupio w sumie, ledwo się zmieściły… Ale nie codziennie zmienia się 2 na 3…
Zwłaszcza teraz, kiedy przemijanie i upływ czasu przywołuje raczej miłe skojarzenia -w końcu wraz z upływem czasu Nowe Życie we mnie jest coraz bardziej gotowe na przyjście na świat. A drugie, Młode Życie rośnie, odkrywa, uczy się.

Podsumowania i bilanse niby robiłam, ale chyba trochę pro forma. Nigdy nie byłam typem, który nie ma czasu zastanowić się nad życiem i nagle budzi się na emeryturze z myślą, że „w sumie to inaczej chciałem przeżyć to życie”. Szczególnie teraz, w tym ultra macierzyńskim okresie, takie myślenie o życiu, o sensie, o marzeniach jakoś mnie często dopada.

I tak sobie podsumowuję różne moje wybory i porównuję do tego, co sobie wyobrażałam w tzw młodości durnej i chmurnej. Nie wyjechałam co prawda na misję do Afryki, ale jest dobrze, bo (jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi) mam na co dzień poczucie sensu po prostu.

Trochę tylko dziwnie już nie mieć dwudziestu-kilku lat…

A poza tym, no cóż… W krzyżu łupie, nogi bolo, zgaga pali…

18 lutego, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślaniawspomnienia

(przed)smak życia

by Paulina 10 lutego, 2014

Byłam ostatnio w kinie na najnowszej części Smaku życia, Casse-tête chinois. Bawiłam się dobrze, trochę pośmiałam, podobała mi się muzyka. Miło było też zobaczyć, co słychać u bohaterów.

I z sentymentu sięgnęłam do pierwszej części… Pamiętam doskonale, bo byłam wtedy jakoś na początku studiów. Jako, że należę do pokolenia „przełomu”, które wczesne dzieciństwo spędziło jeszcze w czasach komunizmu, a dzieciństwo późniejsze w nieco pokracznych latach 90, tzw „zachód” i wielki, multikulturowy świat i międzynarodowe znajomości to było coś, co uwiodło mnie totalnie.
Miałam za sobą trochę doświadczeń tego typu z wymian w czasach szkolnych, ale „hiszpańska oberża” wydawała się wielokulturowym rajem. Jedno, co szokowało (i w sumie dalej szokuje, chociaż wiem, ze na tym tez polega koloryt filmu), to rozpadające się związki i nagminne zdrady traktowane lekko i totalnie naturalnie. Zachwycały za to ich imprezy, otwartość, nocne włóczenie się po mieście, nowe języki, i Barcelooona…

Uznałam, że to właśnie jest istota studiów filologicznych, że tylko tak można poznać i poczuć kraj i język. I pojechałam, na trzecim roku – nie był to erasmus co prawda, tylko staż we francuskiej szkole, i nie Barcelona, a małe francuskie miasteczko, ale zasmakowałam „Smaku życia”. Wspólne mieszkanie w sosie polsko-niemiecko-amerykańsko-chilijskim, spontaniczne imprezy i rozmowy o życiu bardzo serio-serio. I podróże wspólne, ze zniżkową kartą studenta, tanimi hotelikami…
Plany i marzenia, i cały świat (wszystko przez to międzynarodowe towarzystwo) stał u stóp.

I teraz, na chwilę przed trzydziestymi urodzinami, gdy o tym rozmyślam to trochę tęsknię czasem za tamtym okresem rozbuchanej wolności, braku obowiązków i odpowiedzialności. Za spontanicznością i beztroską. Za tym poczuciem „mogę wszystko”, oceanem możliwości, wyborami, które dopiero się miały dokonać. I za nocną włóczęgą i imprezami do rana bez myśli, że może jednak dobrze byłoby już się położyć, bo dziecię o poranku nie zna litości.
Ale w sumie tylko czasem tęsknię.
Bo to, co jest teraz, to dopiero jest smak życia. I zapach. I dotyk ciepłych łapek. I brzmienie słów. I widok uśmiechniętego dzieciaka, najpiękniejszy na świecie.

10 lutego, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckorozmyślania

Perfect conversation is the rain

by Paulina 5 lutego, 2014

U nas deszczowo.

„nie chce mi się dzisiaj nic
nawet chcieć się nie chce dziś
wieczór zapadł po to bym
mógł się zapaść razem z nim”

Szarość i mokrość. Jakiś marazm ogarnia.
Cóż, kiedy do wieczora jeszcze trochę, a marazm nie miewa w zwyczaju ogarniać niespełna dwulatków. O nie, niespełna dwulatek w deszczu kwitnie i jest taki zadowolony z życia, że aż mi głupio. Głupio mi, że wyprowadzają mnie z równowagi drobiazgi, że od dwóch dni planuję odkurzyć i jakoś mi się nie chce, że na spacerek wychodzę z najwyższą niechęcią. Ale on tego nie zauważa zupełnie, nie zraża się moją leniwą postawą. Zachwyca się szarością i deszczem, bada kałuże, zaśmiewa się goniąc gołębie i niestrudzenie wybiera kamyki, żeby chlupnąć nimi do wody. Każda przeszkoda, która mnie doprowadza do szału albo do łez (zwalam to na ciążowe hormony), dla niego jest wspaniałym wyzwaniem do podjęcia. Niepowodzenia są tylko zachętą do kolejnych prób. Każdy, nawet najmniejszy sukces powoduje eksplozję radości i zachęca do pójścia o krok dalej.

 
 

Niezły z niego kołcz.

5 lutego, 2014 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kulturalnierozmyślania

Kino

by Paulina 29 stycznia, 2014
 

Mieszkamy na przeciwko kina. Takiego w starym stylu, prowadzonego przez wolontariuszy (przeważnie emerytów, co jeszcze wzmacnia nostalgiczny efekt). Jest charakterystyczny zapach, kartonowe bilety wydawane przez starodawną maszynę, jedna niewielka sala ze starymi fotelami i drewnianą podłogą. Nie ma popcornu, trwających pół godziny reklam, agresywnych świateł. Za to przed każdym seansem sprzedawane są lody z koszyka.
Uwiodło mnie to wszystko, dołączyłam do sympatycznego grona wolontariuszy jakiś czas temu. Lubię te wieczory – gwarantują totalne oderwanie od rzeczywistości. Z
resztą każde samotne wyjście z domu trochę mnie od rzeczywistości odrywa. A tu dochodzi jeszcze opowiadana filmem historia. I magia kina jako takiego – w kinie zupełnie inaczej ogląda się filmy… I jeszcze ten oldschoolowy klimat miejsca…
Chyba się starzeję, bo jakoś ciągnie mnie do takich miejsc – jak takie właśnie kino, biblioteka osiedlowa, szewc, pełnią trochę funkcję wehikułu czasu, wdycham sobie tamtejszy zapach i atmosferę i przenoszę się w beztroskie czasy dzieciństwa.

29 stycznia, 2014 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessrozmyślania

świętowanie

by Paulina 1 stycznia, 2014

Byłam kiedyś w miasteczku Cognac, światowej stolicy koniaku i
przywiozłam dla rodziców (moich i przyszłego wtedy męża) po butelce tego
trunku. Jedni i drudzy ucieszyli się oczywiście, z tym że moi rodzice
odłożyli butelkę na półkę, by wypić ją przy odpowiedniej okazji, z
należytym pietyzmem (i stała tam jeszcze, zapomniana, parę lat), a
teściowie cieszyli zmysły od razu, przy zaimprowizowanej kolacji, nie
zwracając większej uwagi na temperaturę, czy sposób podania.
Uderzyły mnie wtedy skrajne podejścia do tematu.

Swego czasu, w patetycznym i romantycznym wieku licealnym spore wrażenie zrobiły na mnie historie o tym, jak mąż pochował żonę w najpiękniejszej sukience i biżuterii – nigdy nie założonych lecz trzymanych na tzw specjalne okazje. Oraz hasła typu chwytaj dzień, czy żyj, jakbyś miał umrzeć jutro itd.
Trochę dorosłam, czasy licealne minęły dawno temu, ale coś mi z tych wartości zostało.

To życie chwilą, choć wyświechtane i banalne tak bardzo, że praktycznie utraciło swoje znaczenie, ciągle mi się w głowie kołacze. Bo, nawet mając niezmierzone pokłady cynizmu, nie zmienimy tego, że chwila, która trwa nie wróci (a przecież może być „najlepszą z twoich chwil”) i że całe życie to momenty przemijającej teraźniejszości, na którą składa się sen, jedzenie śniadania, praca, spacery brzegiem morza czy picie herbaty.
I to od nas zależy, co i jak zjemy na śniadanie. Czy pochłoniemy cokolwiek, zerkając w telewizor, czy zrobimy sobie ucztę dla wszystkich zmysłów. Czy pozwolimy sobie odczuć wszystkimi zmysłami ten spacer, czy zauważymy smak i aromat herbaty, przeżyjemy faktycznie ten moment, czy będziemy myślami gdzieś daleko a oczami wpatrzeni w ekran komórki.

Czasem jest tak, że czekamy na specjalne okazje, żeby założyć ładne buty, czy sukienkę, zjeść czy wypić coś dobrego, użyć nowego sprzętu ( kto czeka ze zdarciem folii z nowej komórki?), czy generalnie poczuć się świątecznie i miło. I tak czekamy bez sensu, w brzydkich ciuchach, które trzeba „donosić”, pijąc z kubków „do wytłuczenia”, czy malując oczy zaschniętym tuszem, który trzeba wykończyć. Bo szkoda nam najpiękniejszej bluzki, filiżanki  z serwisu ślubnego, czy świetnego tuszu kupionego po okazyjnej cenie.
A te enigmatyczne specjalne okazje jakoś nie nadchodzą. (Bo czym one dla nas są tak na prawdę? To czyjeś wesele, wizyta teściów? ) Mamy przecież prawo poczuć się dobrze w tzw zwykły dzień, zrobić sobie małe święto bez okazji, bo akurat mamy na to ochotę. Życzyć sobie „bardzo szczęśliwego czwartku”, i napocząć z tej okazji pralinkę z Belgii i włożyć piękne kolczyki od męża. W końcu, dlaczego nie?

To kwestia szacunku dla siebie. Dbania o jakość przeżywania, o to, żeby nam było w życiu dobrze. Czego wszystkim życzę w Nowym Roku.


1 stycznia, 2014 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckopasjarozmyślania

2+1+1

by Paulina 19 listopada, 2013

Gdy byłam w ciąży, dowiedziałam się, że teraz to dopiero się przekonamy o prawdziwym życiu.

Że skończą się podróże. A już zwłaszcza te nasze. Pod namiot, w góry, z rowerami. Teraz to co najwyżej wczasy na kwaterze nad morzem. Bo przecież kto to widział dziecko ciągać na jakieś dzikie wyprawy.

Że skończą się imprezy.Bo kto to widział imprezować z małym dzieckiem.

Że koniec z wyjściami. Jakimikolwiek. Żadnych knajp, muzeów, restauracji. Zajęcia dodatkowe (W ciąży zapisałam się na j. rosyjski) się skończą. Jedyne wyjścia to te do klubiku dziecięcego, w starszym wieku sali zabaw.

O książkach można zapomnieć. No, chyba, że będą to poradniki dziecięce, albo książki dla dzieci.

Z filmami to samo nawet jak się zasiądzie do oglądania, to i tak przyśnie się w połowie (o ile dobrze pójdzie). O wyjściach do kina nie wspominając.

I koniec z wydawaniem pieniędzy dla siebie. Zresztą i tak na nic ni będzie pieniędzy bo dziecko to gorzej niż samochód, skarbonka bez dna i niekończące się wydatki. (ale pieniądze na dziecko wydaje się z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, no bo przecież dziecku żałować nie można)

Że kończy się bycie kobietą, teraz czas na bycie mamą. A mama nie miewa zadbanych włosów czy paznokci, własnych potrzeb, czy zainteresowań. I koniec z makijażem, figurą, ubraniem innym niż dreso-piżama.

Generalnie koniec ze wszystkim, co nie ma związku z dzieckiem. Bo teraz dziecko jest najważniejsze, a ty rodzicu (a już zwłaszcza mamo), wybij sobie z głowy swój dotychczasowy styl życia.

Tak słyszeliśmy, zanim Młodzian się urodził. Może trochę koloryzuję, ale nie bardzo.

I urodził się. Pod koniec kwietnia. Po majowym okresie przyzwyczajania się do świata, synek stopniowo i naturalnie przyjął nasz styl życia.

Lato było pełne wycieczek rowerowych, bliższych i dalszych- królewska przyczepka doskonale zdała egzamin. Bezpieczna, komfortowa, szalenie wygodna w użytkowaniu (dla ciągnącego i ciąganego), pełna pomysłowych rozwiązań. Miłe wędrówki z przeszczęśliwym dzieciakiem w chuście. Rewelacyjnych imprez z młodzieżą śpiącą błogo na łóżku gospodarzy lub w wózku. Książek, czytanych głównie w plenerze z dzieciakiem na kocyku obok, w hamaku lub wózku. Wieczornych randek gdy młode poszło spać i wpadli dziadkowie, a gdy nie wpadli – wieczornych seansów filmowych, książkowych lub z grami planszowymi. W sierpniu pojechaliśmy do Zwierzyńca na festiwal filmowy, we wrześniu nad morze, w listopadzie do Krakowa, a na Sylwestra w ukochane góry. A w lutym przenieśliśmy się do Francji.

I jeszcze zaznaczę, że zdaję sobie sprawę, że dzieci są różne, bardziej i mniej wymagające. To nie jest też tak, że dziecko jest nieważne, że nie ma naszej uwagi, narażamy je na niebezpieczeństwa, czy stresy. Jest po prostu członkiem naszej rodziny. Równoprawnym. Staramy się żyć po swojemu, mając świadomość, że małe dziecko ma swoje potrzeby – i te zaspokajamy. Wspominałam już o tym kiedyś, że maluch
przede wszystkim potrzebuje bliskości i miłości (szczęśliwych) rodziców
– i te otrzymuje bez ograniczeń. A że czasem jest pod namiotem, w
górach, knajpce albo u cioć i wujków – to tylko lepiej, chłonie sobie
różnorodność świata.

 A teraz słyszę, że jedno dziecko to pikuś. Przy drugim to się dopiero zaczyna… Cóż, przekonamy się 😉

19 listopada, 2013 17 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjarozmyślania

wiatr w oczy

by Paulina 15 listopada, 2013

Może to listopadowa nostalgia za ojczyzną, może kolejna psia kupa na kole wózka, a może ostatnie przygody z francuskim bankiem, który bez uprzedzenia zamknął swoje agencje i możliwość dokonywania transakcji internetowych na cztery dni…

Dotychczas pisałam o Francji w (prawie) samych superlatywach, o
uroczych miasteczkach, pięknych krajobrazach, wspaniałych parkach…
Żeby obraz nie był zbyt jednolity i zdrowa równowaga utrzymana, dziś
trochę marudzenia.

Cóż więc wyprowadza mnie tu z równowagi?

Po pierwsze, potworna biurokracja. Już wspominałam o tym, że zwykłe
konto bankowe otwieraliśmy przez dwie godziny. Wydrukowano nam pół ryzy
papieru. Ponadto, do wglądu wymagana była umowa mieszkaniowa i umowa o
pracę. Jeśli chodzi o wynajęcie mieszkania, to totalnie niemożliwe jest
wynajęcie go bez umowy o pracę, do tego mile widziana opinia od
poprzedniego wynajmującego, dlatego zdalne wynajęcie mieszkania (i to
przez obywatela dzikiego wschodu) było prawdziwym wyzwaniem.

Psie
kupy. Są wszechobecne. Choć Lyon pod tym względem i tak nie jest taki
najgorszy. Jednak spacer z wózkiem to prawdziwa szkoła ekwilibrystyki
(jak nie jedno koło to drugie, jak nie wózkiem, to butem…)

Totalny
brak elastyczności. To jest dość szeroki temat. Czasem mam wrażenie, że
Francuzi żyją z klapkami na oczach. Do pracy sekretarki, niezbędne jest
skończenie szkoły sekretarskiej, kilkuletnie doświadczenie na podobnym
stanowisku się nie liczy, warunkiem koniecznym do pracy w turystyce jest
szkoła turystyczna, znajomość języków i doświadczenie w obsłudze
klienta jest na dalszym planie…itp

Jedzenie o
sztywno wyznaczonych porach. Generalnie łatwo się zorientować, która
jest godzina – o 11.40 jedzeniowe punkty świecą pustkami, ale gdy tylko
wybije 12, kolejki jak w PRL. To oczywiście wiąże się z odgórnie ustaloną przerwą na lunch.
Ale podobnie jest w weekendy – o 12 place zabaw, ulice czy sklepy
pustoszeją, wszyscy idą jeść. Albo np w restauracjach w turystycznych
miejscowościach. Kuchnia jest otwarta między 12 a 14 i nikogo nie
obchodzi, że jakiś zbłąkany turysta nie zgłodniał o 15. Trudno, turysto,
radź sobie sam, czekaj do 18 lub 19.

Jednostronny
laicyzm, stosowany tylko w stosunku do religii chrześcijańskiej.
Muzułmanie obnoszą się ze swoją tradycją, obyczajami, prawem bez
ograniczeń. Często totalnie bez poszanowania tradycji, obyczajów, czy prawa kraju, w którym goszczą. To zresztą poważny temat i spory kłopot we Francji.

Techniciens,
potrzebni do wszystkiego, z którymi szalenie ciężko jest się umówić,
którzy cenią się niemiłosiernie, i mają bardzo wąskie specjalizacje. Np
informatyk, który stwierdza, że komputer jest zepsuty i boi się go
rozkręcić i podmienić kartę graficzną (żeby sprawdzić, czy to karta, czy
płyta główna). Po wszystkim zresztą okazuje się, że wystarczy leciutko
zgiąć jeden drucik…

I wiatr… Przenikliwy, zimny, wiejący we wszystkie strony naraz. Te zdjęcia są sprzed dwóch tygodni, gdy jeszcze nie było zimno.

.

15 listopada, 2013 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
pasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniawspomnienia

podróżowanie kiedyś i teraz

by Paulina 14 czerwca, 2013

Trochę z nostalgią wspominam nasze dotychczasowe podróże, kiedy plany było mocno otwarte i elastyczne. To czasy spania pod namiotem gdziekolwiek, mycia się w strumykach albo przypadkowych prysznicach na przypadkowych kortach tenisowych, podróży stopem (teraz może chętniej by się zatrzymywali, kiedyś było na nogi i gitarę, teraz na niepełnozębny uśmiech dziecięcia… no ale przecież nikt nie jeździ z wolnym fotelikiem…), czasy spontanicznych decyzji i łatwych znajomości. Przygody. Zanurzanie się w tamtejszości. Włóczęga po miastach i miasteczkach z luźnym zarysem tego, co chcielibyśmy zobaczyć. I po wioskach i po bezdrożach. Gdy przed śniadaniem pakowało się plecak i składało namiot (chyba, że był bardzo zaroszony), a niektórzy mieli pomysły o śniadaniu na tamtej górze.

Do tej pory w plecakach mieliśmy parę naszych ciuchów, śpiwory,
namiot, camping gaz. Teraz jeden plecak stanowić będzie radosny
dziesięciokilowy ruszający się ciężar i jego pieluchy. I jedzenie, bo
przecież nie będzie jadł zupki z proszku. I milion bodziaków, bo
przecież się upaprze tym jedzeniem…
Spontaniczność będzie trochę okiełznana, ramami Głodu i Snu młodzieży.
Przeniesie się intensywność wrażeń w trochę inne miejsca.
Inaczej jest. Nie, że gorzej.
Inaczej.

 
 
  

14 czerwca, 2013 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieckoksiążkimindfulnessprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

O drobnych i większych przyjemnościach.

by Paulina 4 czerwca, 2013
 

Jest taka książka, „Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności”. To zbiór krótkich tekstów, w których autor, Philippe Delerm, opisuje małe i dosyć nieoczywiste radości życia. Rozsmakowuje się w nich. Pisze np o wybieraniu jesiennego swetra – z miękkiej wełny, który jest namiastką cudownych jesiennych wieczorów przy kominku z grzanym winem. O obieraniu zielonego groszku. O zapachu jabłek w piwnicy, czytaniu na plaży ( i piasku przesypującym się między stronami), o dźwięku dynama rowerowego, o inhalacji pod ręcznikiem.

Czytałam ją sobie ostatnio, w ramach przypominania sobie języka. Czytałam i o ile pierwsze opowiadania podobały mi się bardzo, to im dalej w książkę, tym bardziej te drobne przyjemności wydawały mi się wydumane, jakieś przekombinowane.

I spojrzałam na synka. Właśnie zaśmiewał się całym sobą przy zabawie nakrętką od słoika. Chwilę wcześniej wzdychał z zachwytu jedząc pieczonego buraka. Zaraz będzie piszczał z radości widząc kołyszące się na dworze drzewa, kota sąsiadów i gołębie, a widok taty wracającego z pracy wywoła prawdziwe szaleństwo. Potem pewnie rozpłacze się idąc spać, bo przecież tyle jeszcze do odkrycia, zbadania, spróbowania. Wszystko na 100%

Spędzając czas z dzieckiem, i opisując mu świat, na nowo można odkryć drobne-wielkie przyjemności. Listki na wietrze, słodycz buraka, delikatność dmuchawca. A także noc przespaną bez przerwy i w spokoju wypitą kawę…

4 czerwca, 2013 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry