Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

przez liści ogniste dywany przechodzi piękna bóg ostatni raz

by Paulina 27 października, 2016

Wzięliśmy rowerki i placki z dyni, z cynamonem, imbirem i rodzynkami. Pyszne i delikatne, pomarańczowe jak liście. Mogliśmy pomyśleć jeszcze o herbacie z sokiem malinowym w termosie, ale nie pomyśleliśmy. Ale i tak serca ogrzały nam się w tym cudownym świecie żółtym i czerwonym, szeleszczącym.


Słońce przebijało się skąpo przez chmury i prześwietlało miękko przez te przepyszne kolorowe drzewa.

(zmarznięte) ręce w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się…
A nogi w liściach, szurają, szeleszczą i chrupią. Wzrok w kolorach energetycznych. Kochane ramię obok i dzieci, sielankowo (i nietypowo ostatnio) zgodne i zachwycone spacerem. A klony, dęby, buki i brzozy olśniewają, każde na swój sposób.

Wróciliśmy do domu, na zupę. Potem był jeszcze grzaniec i trzask czarnej płyty, delikatny jak trzask ognia w kominku.

Jestem pokrzepiona.

 

 

27 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
odporność u dziecizdrowie dzieci

Jak wzmocnić odporność dzieci. Odsłona jesienna.

by Paulina 17 października, 2016

Nie dało się jej nie zauważyć, zanim na dobre zebraliśmy kocyki z letnich pikników,  już rozhulała się z deszczem, przenikliwym wiatrem i wirusami. W placówkach u moich dzieci jakby puściej. Temat chorowania dzieci staje się niestety bardzo aktualny.

Tak jak pisałam w lecie, o odporność dzieciaków warto zacząć dbać właśnie wtedy – gdy o chorobach z ulgą zapominamy. Warto się wtedy wzmacniać, nasycać i hartować.


A teraz… Teraz nie psujemy tego, co zdobyliśmy i wzmacniamy się dalej.

Świeże powietrze na odporność

Walczę o spacerki. O wychodzenie na dwór, o świeże powietrze, o ruch. Wilczek co prawda poczuł tę przytulność jesienno – domową, i na dwór nie chce wychodzić, bo zimno i wieje. Przyznam że mnie wtedy trafia trochę, bo ciągle jeszcze wierzę że na tym polega dzieciństwo, z rumieńcami i błyszczącymi oczami, z glutem może trochę od zimna, ale z tą legendarną dziecięcą energią i to nie ja mam go namawiać na plac zabaw, to mnie, dorosłemu ma się nie chcieć, a oni mają chcieć jeszcze i jeszcze. Ale, może taki moment po prostu, staram się nie zmuszać, raczej stosować podstępy (zawody w zbieraniu najbardziej kolorowych liści, kasztanów, bieganie do celu, liczenie okrążeń, wyścigi)
To jest najprostsze i najnaturalniejsze na świecie, gdy ruszamy się na zimnym powietrzu, organizm się hartuje i dotlenia, a przez to nabiera mocy. (oczywiście jeśli nie mamy pecha mieszkać w okolicach w których ludzie sami, na własne życzenie fundują sobie wdychanie syfu).
Staramy się robić choćby krótkie wypady za miasto, do lasu.
Nie przegrzewam też dzieciaków na dworze. Ubieramy się raczej na cebulkę, żeby można było zdjąć jakąś warstwę, gdy zajdzie taka potrzeba.

hartowanie dzieci, wzmacnianie odporności, zwiększanie odporności

Nie przegrzewam też mieszkania. staramy się nie przekraczać 20st w mieszkaniu (no, poza łazienką), codziennie naprawdę porządnie wietrzę sypialnie.
Jeszcze w kwestii mieszkania. Jesienią i zimą często jest za sucho. Dlatego nawilżamy – często wystarczy pranie, albo mokry ręcznik na kaloryferze. Można się tez zaopatrzyć w nawilżacz rozbijający cząsteczki wody ultradźwiękami, często można do nich dodać olejki eteryczne (eteryczny, nie zapachowy to zasadnicza różnica) i korzystać z dobrodziejstw aromaterapii. Taka forma „rozpylania” olejków eterycznych jest najkorzystniejsza, nie są one podgrzewane. A te dobrodziejstwa to nie tylko miły zapach, to często też działanie przeciwwirusowe, wspomagające pracę górnych dróg oddechowych, są też właściwości odprężające i relaksujące.

Jedzenie a odporność.

Bardzo zachęcam zajrzeć na post o jedzeniu zimowym. Wspomniałam w nim, że to, co dostarczamy do brzucha, ma przemożną moc. Zaczynając od właściwości doraźnie rozgrzewających (ciepła zupa jedzona po zmarznięciu na dworze jest jak balsam zdrowotny), na wartościach odżywczych i wzmocnieniu ogólnym kończąc.
Do tego warto szczególnie zadbać o dorzucanie super-food, to, jak już  kiedyś pisałam, jedzenie wszystkomające.

  • Kasza jaglana – ocieplająca, wysuszająca śluz i zasadowa, z całą masą składników odżywczych i inne kasze, 
  • olej kokosowy tłoczony na zimno – unikalne połączenie kwasów tłuszczowych, kwas laurynowy o właściwościach antygrzybicznych, antywirusowych i antybakteryjnych, do tego właściwości odchudzające. I inne oleje tłoczone na zimno, lniany, rzepakowy, dyniowy, z oliwek
  • komosa ryżowa, 
  • siemię lniane – trochę niedoceniane np w porównaniu do nasion chia a to prawdziwa bomba zdrowia. Ja dodaję do koktajli i do porannej jaglanki
  • kurkuma, czarnuszka, imbir (jako dodatek)
  • dynia, buraki, natka pietruszki cebula i czosnek. 
  • I koktajle – czyli sprytny sposób na przemycenie masy cudowności (nie zawsze smakujących maluchom) w postaci ładnego, kolorowego napoju.

Flora bakteryjna, czyli odporność z brzucha.

Ponieważ Wilczek przywiózł sobie z Podlasia bardzo niesympatyczną odkleszczową pamiątkę, mamy trzy tygodnie antybiotyku (pierwszego w życiu), Bałam się strasznie tego osławionego spadku odporności, i naczytałam się trochę o dobrych bakteriach z jelit. Które są arcy ważne, bo właśnie one w dużej mierze są odpowiedzialne za odporność. Dajemy teraz dzieciakom probiotyki (Iskrze niecodziennie), zwracamy uwagę na to, jakie szczepy bakterii są w nich obecne (takie, które wykazują właściwości pozwalające faktycznie dotrzeć do jelit). I dbamy o florę bakteryjną naturalnie: czyli jemy ogórki, kapustę – kiszoną, nie kwaszoną, z dobrego źródła, chleb na zakwasie.

I kwas buraczany, cudowny nie tylko ze względu na kwas mlekowy, ale także same buraki – ten robimy sami w domu:

  • Do wielkiego słoja wrzuca się grubo pokrojone (nie obrane, tylko wyszorowane) buraki, 
  • Potem dodaje się przyprawy, czyli parę ząbków czosnku, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, 
  • Wszystko zalewa się przegotowaną osoloną wodą (łyżka soli na litr wody), tak, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię wody(dlatego przyprawy można dodać między burakami). Można dodać też skórkę od chleba żytniego.
  • Po mniej więcej tygodniu, zakwas jest gotowy. My pijemy na szklanki (jest pyszny!), dzieciaki na łyżki, jako syropek

Suplementy na odporność. 

Suplementacja to nie tylko słodkie żelki i syropki z syntetycznymi witaminkami. Mamy to szczęście mieć w domu dwóch lekomanów, którzy zjedzą wszystko pod warunkiem, że będzie się nazywało syropkiem. A co im daję pod tą nazwą?

  • tran – klasyczny, norweski, nawet bez zapachów dodatkowych, albo olej lniany
  • syrop z cebuli – czyli pokrojona z piórka cebula (naturalny antybiotyk, mnóstwo witaminy C) z miodem (kolejny naturalny antybiotyk, masa mikroelementów, witaminy)
  • witamina D (na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych promienie słoneczne padają pod takim kątem, że nie ma promieni UVB potrzebnych naszej skórze do wyprodukowania tej witaminy
  • i różne dodatkowe, mam trochę soków od mamy (z pigwy, malinowy, z bzu czarnego i sosny), które dajemy na zasadzie syropków właśnie
  • Syrop apteczny, z jodem, witaminami z grupy B, l-argininą i glukanem

Chyba tyle. Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na zwiększenie odporności u dzieci w okresie jesienno-zimowym?

17 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowojesieńslow lifestylespacer

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…

by Paulina 13 października, 2016

Mój ulubiony złoty październik postanowił w tym roku zrobić sobie przerwę. Zastępuje go, prawdziwie wspaniałomyślnie listopad, jest bardzo zaangażowany i niestrudzenie zalewa świat szarymi chmurami i deszczem, żeby nikt przypadkiem nie zauważył, że drzewa są tak pięknie październikowo – kolorowe i kasztany czekają na zbieranie.

Pamiętam doskonale jak w tamtym roku się tą szarością zachwycałam… Ale teraz mam potworny niedosyt kolorów! Chcę wreszcie pójść do parku na porządny spacer i popławić w tej naszej jesieni złotej i polskiej, za którą tęsknię już od paru lat (bo najpierw Francja i jej przedłużona letnia aura – zresztą nic przeciwko niej nie miałam, a w tamtym roku remont mieszkania i totalny brak czasu na cokolwiek z podwójną ospą wietrzną na dobitkę). Chcę szurać nogami w liściach kolorowych, porzucać się nimi z dzieciakami, i wąchać ich miły zapach. Złoto – jesienne spacery po parku mają dla mnie specjalne znaczenie i super funkcję doładowywania akumulatorów przed następnymi ciemnymi miesiącami.

A tu wygląda na to, że zupełnie nagle, z prawie-letnich pikników zostaliśmy przeniesieni w świat grzańca, koca i ciepłych gaci. I kataru. Jestem na to rozpaczliwie nieprzygotowana.

 

 

13 października, 2016 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomindfulnessmuzykaprzyjemności

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka energetyczna

by Paulina 8 października, 2016

I nadeszła. Człowiek tylko szurałby w chrupiących liściach, wdychał zapach kasztanów, względnie siedział pod kocem i popijał kolejne herbatki zatapiając się w kolejnych powieściach.
Ale, ponieważ nasza cywilizacja nie jest przystosowana do cyklu rocznego, dalej musimy wstawać o (coraz zimniejszym i ciemniejszym) świcie, zabierać się za różne pilne sprawy dnia codziennego i zamiast herbatek lub gorących czekolad pod kocem na sofie, łykać kawę na szybko i brać się do roboty.

O tym, jak się dobudzić, pisałam już kiedyś, dzisiaj o kolejnym, istotnym sposobie. Muzyka! Muzyka grzejąca, kofeinizująca, energetyczna.
Jeśli potrzebujecie się rozbudzić, jeśli potrzebujecie energii. Do tańczenia, sprzątania, jechania samochodem w nocy, porannej rozgrzewki, do brania się (w garść, do roboty, za siebie).
Zapraszam na kolejną odsłonę cyklu muzycznej Odpoczywalni. Bierzcie i budźcie się!

The Black Keys El Caminho
Organek Głupi
The Doors, chyba wszystko
Lenny Kravitz Mama said
Moby Play
Gaba Kulka Hat Rabbit
Lao Che Gospel, Dzieciom
Queen Innuendo, A night a the opera
Kasabian Velociraptor
Ten years after A space in time
Graveyard – Hisingen Blues
Santigold – Santogold 
Akurat – Pomarańcza

I parę pojedynczych kawałków:
The white stripes Seven Nations Army
Gorillaz Clint Eastwood
Survivor Eye of the Tiger
T Rex Children of the revolution
Rolling Stones Paint it, Black
Thin lizzy Whiskey in the jar
Bee Gees Stayin’ Alive 
Franz Ferdinand Take me out
David Bowie and Mick Jagger Dancing in the street Dancing in the street(ten teledysk!!)
Don Ross Michael, Michael, Michael Klimbim
Kazik & Yugoton Malcziki
Uriah Heep Lady in Black
Raconteurs Steady as she goes

A jeśli macie ochotę pogrążyć się w jesiennej melancholii polecam poprzedni odcinek, czyli muzykę depresyjną. Albo, jeśli macie ochotę miło owinąć się w kocyk, pic herbatkę i czytać, to tu jest muzyka na popołudniowy relaks

8 października, 2016 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmikultura z dzieckiemkulturalniepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemŚląsk

Śląsk!

by Paulina 4 października, 2016

Przyznam, że dotychczas moja relacja ze Śląskiem nie należała do najserdeczniejszych. Zdarzało mi się tam bywać, ze względu na przeprowadzonego tam brata z rodziną, ale były to wyjazdy wybitnie towarzyskie, większość z nich zresztą w czasach przed dziećmi, więc koncentrowały się głównie na domowych imprezach.

Tym razem, w mieszkaniu dzieci było czworo (choć i tak bardzo fajnie się wspólnie bawiących), więc siłą rzeczy staraliśmy się, żeby pobyt w nim maksymalnie ograniczyć.

Co zresztą zaowocowało zdecydowanym ociepleniem wspomnianej relacji śląsko – lubelskiej.

Pracownia

W Gliwicach odwiedziliśmy między innymi pracownię rzeźby mojego brata – Smalart. Dumna jestem z niego bardzo, Szymek robi piękne rzeczy (tradycyjne rzeźby, modele, czy scenografię), można je zobaczyć w przestrzeni publicznej, fajnie było się przyjrzeć wszystkiemu od kuchni

i przejechać się motocyklem

 

Nikiszowiec

I Nikiszowiec. Niezwykle klimatyczna, robotnicza dzielnica Katowic, zaprojektowana i wybudowana na początku XX w. jako spójna, funkcjonalna i estetyczna całość.
To totalnie inna architektura niż we wschodniej Polsce. Podobno to tu jest prawdziwa atmosfera Śląska. Przyznam, że taka właśnie atmosfera – bardzo tradycyjna i uporządkowana mocno do mnie przemawia. Do tego zobaczyliśmy kopalnię i prawdziwych górników, co, zwłaszcza dla Wilczka, było przejmującym przeżyciem.

Spotkanie

W innej, równie klimatycznej, a do tego pełnej zieleni dzielnicy – Giszowiec – nastąpiło historyczne blogowe spotkanie. Poznałam (wreszcie!) wspaniałe dziewczyny z blogów Ruby Times i Itsmillyme. Było przesympatycznie, i dzieci i dorośli szybko się zintegrowali w miłej kawiarence z piętrem fajnie dostosowanym do licznej i intensywnej młodzieży (stanowiącej zresztą większość naszej grupy).

 

Muzeum

I jeszcze Muzeum Śląskie, które poleciły nam dziewczyny. Mamy w naszej rodzicielskiej historii trochę rodzinnych wizyt w muzeach, głównie we Francji – muzeach mocno współczesnych, interaktywnych, z ciekawą i dobrze pokazaną ekspozycją, dlatego poprzeczka ustawiona jest dość wysoko. A Katowice swobodnie tę poprzeczkę przeskakują, szczególnie wystawa „Górny Śląsk na przestrzeni dziejów” – z makietami, instalacjami, plakatami, wszystko wśród sugestywnej scenografii i z ciekawie i przystępnie podanymi informacjami.

A tu lustrzana wystawa czasowa. Wilczek był zachwycony, a Iskra trochę przestraszona.

Ruby Times

Przed samym powrotem do domu odwiedziliśmy jeszcze Agatę, by nie odjeżdżać do Lublina z poczuciem totalnego niedosytu.
Zasiedzieliśmy się trochę, ale było fantastycznie. Młodzież, podobnie jak my odnalazła wspólny język. Ale powiem Wam, że sami byliśmy zaskoczeni, jak banda dwu- i czterolatków, którzy dzień wcześniej jeszcze się nie znali, bawili się w pełnej zgodzie przez tyle czasu i dali nam wspaniałe chwile na dorosłe pogaduchy, pyszną kawę i równie pyszne muffiny.
Do powtórzenia, tym razem na wschodzie:)

4 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
festiwalelubelszczyznaLublinmój stylmuzyka

Dzieci i imprezy muzyczne. Nowa odsłona.

by Paulina 29 września, 2016

Jakieś półtora roku temu pisałam o naszych nieśmiałych próbach połączenia koncertów z dziećmi. Szału może nie było, ale tragedii też nie.

Tamte próby to nie był nasz wymysł i kaprys, raczej wyższa konieczność, i taka nasza rzeczywistość po prostu – gdy mieszkaliśmy we Francji robiliśmy różne rzeczy, niekoniecznie dziecięce, a ponieważ nie mieliśmy maluchów z kim zostawić, towarzyszyły nam cały czas.

Teraz, już w Polsce, są dziadkowie, nie zawsze może dostępni, ale udało nam się przez ostatni rok użyć trochę wyjść (w tym koncertów) bez narybku.

A ostatnio była okazja do kolejnej próby muzyczno – dziecięcej.

Lubelskie Święto Młodego Cydru. Ostatnie podrygi lata, fajna impreza, połączona oczywiście z degustacją cydru z tegorocznych zbiorów jabłek , tematyczną grą miejską i koncertami. Koncerty w plenerze, więc niezobowiązujące.
Ale już od pierwszych dźwięków Wilczek chwycił się za uszy twierdząc że o jest za głośne i on już nie chce tu być.
Już mieliśmy wracać na tarczy, ale mieliśmy szczęście, bo byliśmy ze znajomymi, którzy mieli dla swojego maluszka specjalne wyciszające słuchawki. Szczęśliwie dla nas, maluch nie chciał ich zakładać, z czego skorzystał nasz synek i spędził następną godzinę zupełnie zadowolony z życia, z przytłumionym słuchem. Zdecydowanie, na następny sezon musimy się zaopatrzyć w taki sprzęt i można rozważać więcej plenerowych imprez muzycznych.

 

 A sama impreza bardzo udana. Cieszę się, że rozwija się w Polsce produkcja takich ciekawych trunków i że jest to połączone z taką fajną promocją w fajnym klimacie. Trochę jak listopadowe Beaujolais Nouveau we Francji (choć o nim mówi się że jest bardzo doskonałą promocją zupełnie niedoskonałego produktu).
Sam zresztą klimat końca lata i dojrzałych jabłek – ich zapachu i smaku, bardzo do mnie przemawia. I ten cydr, wybitnie letni napój – lekki, delikatnie gazowany, aromatyczny (a nie aromatyzowany!) idealnie się w ten klimat wpisuje.

Wilczek w słuchawkach, Iskrze muzyka nie przeszkadzała, ale myślę, że przy dłuższej ekspozycji na taką głośność, i jej przydałyby się wyciszacie.

Sama jestem ciekawa, co będziemy robić za rok:)

29 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkirozmyślania

O mikrowyprawach, trendach i filozofiach

by Paulina 18 września, 2016

 

Trafiam ostatnio na ideę nową. Nowy trend. Mikrowyprawy. Mikrowyprawy, czyli…. małe wycieczki niedaleko miejsca zamieszkania. Jeśli nie mamy możliwości na dalekie i egzotyczne podróże, możemy wybrać się gdzieś blisko! Eureka!
Generalnie idea jest nam bardzo bliska. Jeździmy na nieduże wycieczki od zawsze. Piszę o nich tutaj często, bo
tak po prostu spędzamy czas, tak się regenerujemy, tak jest nam
przyjemnie. Zawsze uważałam, że wystarczy zmienić perspektywę, by odkryć, że nasze okolice są równie wspaniałe jak dalekie zakątki świata, wschodzący księżyc jest równie hipnotyzujący nad jeziorem na Podlasiu, co na luksusowym rejsie na Karaibach. Po co wzdychać do dalekich podróży, których z różnych przyczyn nie możemy odbyć, gdy możemy skorzystać z tego co podtyka nam pod nos najbliższa okolica.

Wszystko pięknie, ale uderzyła mnie ta oczywista oczywistość. Czy dzisiejszy świat naprawdę zwariował do tego stopnia, że ze zwykłych spacerków, wycieczek, małych wędrówek musimy robić trend? Czy, żeby sprawić sobie przyjemność musimy mieć jakieś odgórne pozwolenie, że To Jest Fajne?

Dlaczego, zamiast cieszyć się życiem takim, jakie jest, doceniać to, co mamy i sprawiać sobie przyjemność gdy jest to możliwe, potrzebujemy Mód, Trendów i Filozofii? Mamy slow food, slow sex, minimalizm, esencjalizm, mindfulness, mikrowyprawy. Cała masa Nazw dla po prostu dobrze przeżywanego życia.

Potrzebujemy podręczników do odpoczywania. Potrzebujemy treningów uważności, trenerów minduflness. Potrzebujemy coachów, instruktaży, tutoriali. I Inspiracji potrzebujemy. Te inspiracje to zresztą jakaś koszmarna przewrotność. Same w sobie są przecież ok, dobrze jest się czasem natchnąć czymś, złapać jakiś pomysł. Ale mam wrażenie, że inspiracje stały się jakąś bańką, samonapędzającą się i w sumie nic konkretnego nie wnoszącą. Najpierw tracimy czas na ich przeglądanie. A potem się frustrujemy, bo nie mamy możliwości, bo nam się nie chce, albo nam nie wychodzi.

Nie wiem, może taka jest norma dzisiaj po prostu. Może, gdy robimy coś fajnego, trzeba to otagować i zrobić event z pieczenia ziemniaków na ognisku.
Może też w sumie zawsze tak było, trendy, must have i must do, są niezbywalnym elementem naszej rzeczywistości? Gdy chcesz gdzieś przynależeć musisz spełniać wymagania – wyglądać, zachowywać się i lubić bardzo konkretne rzeczy, bo to cię określa. I dzisiaj, mimo, że teoretycznie jesteśmy bardziej wolni niż kiedykolwiek, gdy nie ma tabu i możemy wszystko, nie ma jednej mody dla wszystkich, to i tak nas ta potrzeba przynależności dopada, tylko w bardziej wyrafinowany sposób.

Tak czy inaczej, jako że mamy tę wolność, nawet pozorną, może warto
nabrać trochę dystansu. I zamiast szukać kolejnych inspiracji i trendów,
zwrócić się do siebie, zapytać, „co sprawi ci Przyjemność” i po prostu
miło spędzić czas, bez etykiet i dopisywania filozofii.

18 września, 2016 19 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmoda rowerowamój stylprzyjemnościrowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestyle

day dream

by Paulina 13 września, 2016

Zupełnie nie wiadomo kiedy lato się zestarzało i zezłociło.
Lato ciągle gorące, piękne i słoneczne, ale powietrze pachnie już kasztanami, szalikiem i zupą dyniową.

Tym bardziej korzystamy z bezkarnego polegiwania piknikowo – hamakowego.
Pojechaliśmy rowerami do parku. Rowerki przypięte do przyczepki, coraz bardziej zmienia się proporcja dziecięcego sposobu przemieszczania się, śmigają na biegówkach coraz większe odległości (ostatnio 13km!), jeszcze trochę i przyczepka w ogóle przestanie być potrzebna.

Wzięliśmy hummus z soczewicy, bułki z Lidla i paprykę z nakazu Wilczka (uwielbia). Wzięliśmy ciepłe jeszcze, pachnące drożdżówki w powidłami śliwkowymi (nie zdążyłam ich zamknąć w słoiki, już praktycznie całe wyżarte). Umościliśmy się w ciepłych promieniach, na kocu, na hamaku, niektórzy na rodzicach.

Słońce sobie grzało potężnie, a liście szeleściły październikiem, i plątał się pięknie ten czas letnio jesienny.
W pobliżu był jeszcze plac zabaw, co dało nam możliwość przymknięcia oczu na hamaku.

I tak powstało popołudnie idealne

Mój cycle chic trochę psują sakwy, ale jakoś te hummusy, slacki i hamaki trzeba dowieźć.

Najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi dzieci jest położenie się na hamaku
Tato no chodź, było fajnie

13 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżabiwakdzieciństwo unpluggedlasnamiot z dziećmiPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

When I grow up, I want to be a forester. Podlasie z dziećmi.

by Paulina 1 września, 2016
wakacje na podlasiu, rowery w okolicach Białowieży

Piękne Podlasie, namiot na półdzikim campingu, rowery i dzieci. Czyli  wakacje mindfulness, slow i unplugged.

Zakochaliśmy
się w Podlasiu. Od pierwszego wejrzenia się zakochaliśmy, a z każdym
dniem uczucie się pogłębiało.
Wiecie, że kocham lasy. No więc tamtejsze
lasy to Pierwsza Liga Leśności, Leśna Crème de la Crème i Cudowne Serce
Lasu. Puszcza Białowieska pochłania w całości, jest dostojna, potężna,
wzbudza szacunek. Drzewa ogromne, pamiętające Rzeczpospolitą Szlachecką i
uświadamiające tę naszą drobność wobec natury i czasu. Zwalone pnie,
omszałe, porośnięte, niesamowita gęstość, zapach obłędny, intensywny.
Nieletni też pod ogromnym wrażeniem, nie zawsze oczywiście, bo bywały
też sprawy ważniejsze niż piękne okoliczności przyrody, np to, że Ona się przepycha mamo i On udeził łokciem mamo.
Ale jakoś ta przyroda na nich działała, zupełnie inną jakość zyskała np
książeczka Rok w Lesie, podsłuchaliśmy też jak któregoś razu bawili się
w krecika drzewnego (bo drzewne kreciki mówią wies Iskro, a ziemne nie), i korniczka (lóziowego).

podlasie z dzieckiem, puszcza białowieska, wakacje rodzinne

białowieża na rowerach, wycieczki podlaskie, puszcza białowieska

 

Camping w puszczy

Wspaniale było mieszkać pośród tego wszystkiego. Podlasie pod namiotem to zdecydowanie piękny pomysł. W tygodniu byliśmy prawie sami
na sporym, półdzikim polu namiotowym. Wśród drzew (sosen co prawda, nie
wiekowych dębów), nad samym jeziorem, w naszym namiocie, czułam się
bardzo z tm puszczańskim klimatem zbratana. W weekendy niestety
zjeżdżało się towarzystwo imprezujące i klimat zdecydowanie się psuł.

biwak, camping z dziećmi, podlasie, białowieża

podlasie z dzieckiem, białowieża, camping

Porąb i spal.
wakacje pod białowieżą, podlasie z dzieckiem, namiot

 

Dzieci na campingu

Codziennie robiliśmy ogniska. Dzieci z niesłabnącą fascynacją kucały
przy tacie, przeszkadzając mu rozpalać ogień, dmuchając w nieodpowiednim
momencie i będąc jednym wielkim zachwytem. Potem piekli
kiełbaski notorycznie wsadzając je w popiół. A potem szły spać, często
niepostrzeżenie zasypiały na kocu przy ogniu. A ogniska trzaskały sobie
miło i pachniały drewnianie, a my siedzieliśmy już tylko we dwoje wśród
tej leśno – jeziornej ciszy przerywanej pluskami ryb i pohukiwaniem sów,
wśród aksamitnej ciemności i patrzyliśmy  w gwiazdy. I na księżyc
wschodzący nad jeziorem, odbijający się od wody. Zaczęło się niesamowitą
czerwoną pełnią, i każdego dnia obserwowaliśmy jak sobie cienieje.

 

W środku lasu przy szlaku trafiliśmy na taki mini skansen kolejki. Wilczek przeszczęśliwy.

na rowerach po puszczy białowieskiej, podlasie z dziećmi, przyczepka rowerowa
Przyczepka rowerowa była super bazą podczas długich rowerowych tras

 

Rowerem po Podlasiu

A w dzień lasy rowerami. Jeździliśmy po tym leśnym królestwie, Podlasie jest idealne na rower, szlaki cudownie równe i utwardzone, bez korzeni,
dołków i piachu
. W okolicach Białowieży jest bardzo dużo świetnych szlaków, dłuższych i krótszych. Warto zaopatrzyć się w mapę – na której będą wyszczególnione szlaki, atrakcje, punkty widokowe i ciekawe obiekty i na jej podstawie planować sobie wycieczki. Nasze dzieciaki „pokonywały” te piękne trasy w przyczepce rowerowej. Co miało tę dodatkową zaletę, że w pięknych, ale pełnych owadów podlaskich lasach były schowane za moskitierą. A czasami był dzień leniwy bardziej, przy jeziorze. Ze
słońcem, chlapaniem się w wodzie, nadwodnym slackiem, i Bardzo Okropnie
Zajętymi Dziećmi piaskiem i wodą.

Dzień odpoczynku. Przynajmniej dla nas odpoczynku, bo dzieci urobione po pachy.
 

Rodzicielstwo uczy umiejętności relaksowania się w każdych warunkach

Slackline nad wodą, błędnik szalał;)

 

Miasteczka na Podlasiu

Któregoś dnia wybraliśmy się też na wycieczkę po podlaskich
miasteczkach. Tykocin, Supraśl, a na koniec Kruszyniany i tatarska
jurta.
Kruszyniany to zresztą sprawa do powtórzenia, ze swoją tatarską
kulturą (i kuchnią!) i puszczą knyszyńską.
Jest też sama Białowieża oczywiście, z jej pamiątkami po królach i carach rosyjskich, które warto zobaczyć i malowniczymi uliczkami.
Swoją drogą, wszystkie
miasteczka i wioski na Podlasiu są przeurocze. Drewniane domy są
zadbane, często z pięknymi okiennicami i drewnianymi, jakby koronkowymi
ozdobami, ogródki pełne malowniczych kwiatów, całość taka w jednym
klimacie. Nie widziałam żadnej koszmarnej wieżyczki Gargamela, nie było
jaskrawych blacho-dachówek, niewykończonych klocków z pustaków i kolumn
doryckich. Bardzo to przyjemnie uzupełnia całość wrażeń, wyjeżdża
człowiek z tego raju zielonego i jeszcze się pławi w tej wiejskiej
sielskości.

misteczka na podlasiu, puszcza białowieska z dziećmi
podlasie na wakacje, wyjazd z dziećmi, puszcza białowieska

kryszyniany, kuchnia tatarska, podlasie

Mieliśmy nadzieję zobaczyć żubra w naturze. Bywaliśmy na mniej uczęszczanych szlakach, na których podobno żubry bywają. Niestety przypuszczam, że nasze, i tak mocno przyciszone gadające cargo skutecznie przepłoszyło każde dzikie zwierze, nawet przygłuchawe, w promieniu paru kilometrów.

Rezerwat dzikich zwierząt pod Białowieżą

Dlatego wybraliśmy się do rezerwatu pod Białowieżą. Nie mogliśmy sprawić większej radości Wilczkowi, który zobaczył Najprawdziwszego Wilka, i stał przed wilczym wybiegiem zaniemówiony totalnie, z błyszczącymi oczkami, ściskając swojego pluszowego wilczka z takimi emocjami, że na samo wspomnienie się wzruszam.
Ale samo miejsce… przyznam, że nie byłam zachwycona. Nie wyglądały na najszczęśliwsze te zwierzęta. Może to kwestia upału i tego, że byliśmy po południu w sobotę, więc były zmęczone turystami. Swoją zresztą drogą, turyści (przynajmniej ci, których spotkaliśmy) nie powalają klasą. Rodziny z dzieciakami w wieku szkolnym, czyli jak najbardziej rozumnym idą i drą się jak na wystawie pluszaków, na zasadzie kupiliśmy bilet, to już nam się należy i możemy wszystko. Krzyczą coś do tych dzikich przecież zwierząt i są tacy INTENSYWNI, że ja miałam dosyć towarzystwa po tej niespełna godzinie, a co dopiero zwierzaki. A to przecież taki piękny moment, żeby coś te dzieci nauczyć, jakiegoś szacunku i empatii. W takim miejscu, w tym sercu europejskiej natury, to się narzuca tak, że bardziej nie można, że naturę trzeba szanować. A szanować, to są też te najzwyklejsze zachowania, typu wchodzimy do czyjegoś domu to trochę powściągamy naszą osobowość. I już. Wiadomo, że nie nad wszystkim da się zapanować, przed chwilą zresztą pisałam o dzieciakach gadających w przyczepce, ale dziesięciolatkowi serio można przetłumaczyć, że wśród zwierząt trzeba się zachowywać spokojniej.

wakacje na podlasiu z dziećmi, puszcza białowieska

Wrócimy na Podlasie na pewno. Wrócimy może nawet na ten camping, będziemy tylko omijać weekendy, żeby uniknąć imprezowego towarzystwa i będziemy się zachwycać naszym światem.

A jeśli komuś się nie chce czytać mojej opowieści, to w skrócie

  • PODLASIE JEST PIĘKNE!
  • warto jechać na Podlasie z dziećmi
  • cały pobyt spędziliśmy pod namiotem (tu wpis o tym jak biwakować z dziećmi) , na polu namiotowym nad Siemianówką, darmowym (finansowanym przez gminę), bardzo ładnym, z przepięknym pomostem, z sanitariatami na poziomie (poza tym, że były czynne tylko w dzień i była tylko zimna woda)
  • Podlasie jest idealne na rower, mnóstwo wspaniałych, wygodnych szlaków – najlepiej planować je z mapą, albo wybrać do biura informacji turystycznej
  • z miasteczek i wsi bardzo warto zobaczyć Białowieżę, Tykocin, trochę mniej Supraśl, i mnóstwo przypadkowych klimatycznych wiosek
  • piękny mini skansen jest w Budach, w połowie drogi między Białowieżą a Hajnówką
  • w Białowieży z dzieciakami warto zobaczyć park, restaurację carską i pałac, przy samym parku pałacowym, który był stacją kolejową wybudowaną specjalnie na potrzeby carów rosyjskich tam przybywających. Jest pięknie odnowiony, wokół jest świetny parczek edukacyjny i mocno osadzony w przyrodzie i nawiązujący do lasu plac zabaw (drabinki w kształcie leśnych zwierząt, albo duże „plastry miodu” do wspinania)
  • polecam też przejechać się do Kruszynian, najlepiej na cały dzień, zobaczyć meczet, zjeść oryginalne tatarskie potrawy w jurcie, na miejscu są też konie, i oryginalna mongolska jurta, opisane są zwyczaje i tradycje.
  • gdy z Białowieży chce się wejść na teren parku narodowego, konieczne jest wynajęcie przewodnika. My zrezygnowaliśmy z tej opcji, i odkrywaliśmy puszczę na własną rękę w innych częściach

1 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckoodporność u dziecizdrowie dzieci

zwiększenie odporności u dzieci, czas start!

by Paulina 21 sierpnia, 2016

Choroby u dzieci to stan zarówno normalny, jak i stresujący.
Temat,
o którym z ulgą zapominamy w lecie. Jaki rodzic tego nie zna, te
przekładane spotkania ze znajomymi, którzy też mają dzieci przez kolejne
tygodnie, bo co chwilę któreś jest chore. Te gluty i gorączki,
wsłuchiwanie się w nocny kaszel – oby-nie-oskrzela, ten alarm w głowie
na każde „mamo boli mnie ucho”, na każda nadprogramową drzemkę, większą
bladość i na każda podejrzaną krostkę czy rzadszą kupkę.

Jak to miło w lecie trochę od tego odpocząć.

Ale
dobrze jest nie odpuszczać w walce o zwiększenie odporności. To właśnie
teraz jest moment budowania „odpornościowej bazy” u dzieciaków. To, co
jedzą i co robią teraz w dużej mierze będzie decydować o jesieni i
zimie.

Latem odporność wzmacnia się mimochodem

U nas pewne rzeczy dzieją się naturalnie
zupełnie, bo tak jest nam wygodnie, tak jest dla nas normalnie. Ale te
niektóre naturalne zachowania promuję bardzo świadomie, bo wiem, że małe
organizmy świetnie się wtedy wzmacniają.

Wzmacnianie odporności przez hartowanie

Przede wszystkim, nasze dzieci całe lato spędzają na bosaka. Jak tylko się da i ogólnie jest w miarę ciepło, moje maluchy zdejmują buty. Nawet gdy trawa / piasek nie najcieplejsze. Pewnie wszyscy (przynajmniej ci czytający o najlepszych butach dla dziecka) wiedzą, że chodzenie na bosaka po naturalnych terenach (bo już posadzki, terakoty i inne już takie super nie są), to najlepsze co może się przydarzyć stopie – bo masaż i akupresura, wspomaganie prawidłowej postawy. No i, takie bieganie na bosaka po chłodnej trawie czy piasku to świetna metoda hartowania. Oczywiście nie przesadzamy, gdy dziecku jest zimno, ubieramy się, zakładamy skarpety, buty itd. Ale jednocześnie mam świadomość, że gdy mają chłodne stópki, ale biegają i skaczą i mają ciepły kark, to nie jest to droga do przeziębienia.
I tylko chcę uczulić, jeśli ktoś chce spróbować, żeby nie rzucać się na głęboką wodę. Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do chodzenia boso, niech przyzwyczaja się stopniowo, zwłaszcza jeśli chcemy dać mu pohasać po zimnej rosie np. Najpierw proponuję najnaturalniejsze letnie bieganie na bosaka, a potem wprowadzanie tych, powiedzmy, mniej oczywistych sytuacji (choć wciąż w lecie bardzo naturalnych ) typu właśnie chłodna rosa poranna lub wieczorna, zimne morze, czy strumyk, nieogrzany piasek

Wzmacnianie odporności a suplementy

Nie wierzę w syntetyczne witaminki w słodkich żelkach i syropkach. Może wyjdę na oszołoma i ekofreaka, ale myślę, że te sztucznie pozyskane witaminki, oderwane od ich naturalnego środowiska występowania, za to wzbogacone cukrem, po prostu niewiele dają. Zdecydowanie, gdy mogę „suplementuję nas” naturalnie. To teraz jest czas nasycenia się dobrociami. Korzystamy do przesytu ze wszystkich cudowności matki ziemi. Na potęgę jemy maliny, jeżyny, porzeczki, śliwki, jagody i borówki. Zażeramy się pomidorami, papryką, cukinią, fasolką i bobem. Warzywa i owoce teraz to bomba witalności, witaminy i składniki odżywcze podane w najlepszy możliwy sposób, świeży i naturalny.
Teraz też warto (jeśli ktoś lubi i ma czas) pomyśleć o sposobach zachowania tych wspaniałości na zimę. Mrożenie, konfitury, dżemy i soki. I kiszonki, czyli kolejna rewelacja – fantastyczne źródło witaminy C i dobrych bakterii zbawiennych dla jelit (gdzie podobno mieszka nasza odporność). 

Jeśli chodzi o witaminę C, to ma ona wpływ nie tylko na
odporność, ale także na wzmocnienie kości, gojenie się ran, ogólną energię i
samopoczucie. Jest ona silnym przeciwutleniaczem, polepsza wchłanianie żelaza, dobrze
wpływa na pamięć i serce. Warto właśnie w lecie zajadać ją w najlepiej
przyswajalnej, naturalnej i najpyszniejszej formie – dużo witaminy C zawierają
czarne porzeczki, truskawki i jagody, papryka, szpinak, czy natka pietruszki.
Zapraszam do tego artykułu, który mówi tej witaminie więcej – jej wspaniałych właściwościach,
ale też o mitach, które narosły wokół niej.

Łapiemy słońce. Łowimy witaminę D, ile wlezie. Oczywiście nie kładę dzieci plackiem w południe na pełnym słońcu, nie chcemy przy okazji oparzeń i raka, ale na poranne lub popołudniowe promienie często wystawiamy się bez filtrów. Tylko w lecie nasze organizmy są w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tej cennej witaminy, więc korzystamy.

Odporność dzięki świeżemu powietrzu

I nawet jeśli słońca nie ma, maksymalnie dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, w ruchu. Trochę deszczu nigdy nikomu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie – właśnie teraz dobrze jest czasem w deszczu sobie pobiegać. I to świeże powietrze to nie tylko ładne powiedzonko. My mamy to szczęście, że mieszkamy w czystym zakątku Polski.
Ale, jeśli pochodzicie z bardziej uprzemysłowionej części kraju, to teraz jest fajny moment na zmianę klimatu i pooddychanie innym powietrzem, – bardzo dobrze robi taka odmiana, a jeśli nie mamy możliwości odbycia dalszej podróży nad morze czy w góry, dużo dają nawet krótkie wypady za miasto, do lasu – po cudowne świerkowe i sosnowe olejki eteryczne, działające wspaniale na drogi oddechowe.

Nie przesadzam z wychładzaczami. Owszem, jemy lody, ale nie robię z nich codziennego rytuału. Jemy dużo sałatek, jogurtów i chłodników, ale staram się tez pamiętać o zupkach, normalnym, ciepłym obiedzie, śniadania w dalszym ciągu przeważnie na ciepło. Lato w Polsce jest dość krótkie, nie warto aż tak intensywnie się ochładzać.

Teraz tylko tyle. I aż tyle. Najprościej i najskuteczniej jak się da. Przy żadnym wysiłku właściwie – raczej pewnej świadomości, dajemy dzieciakom fajną bazę i podstawy do budowania solidnej odporności.


I jeszcze jedno – nie jest powiedziane, że wzmocnione dzieci nie będą w ogóle chorować. Wirusy i bakterie atakują, zwłaszcza w przedszkolach czy żłobkach. Ale kluczowe jest tutaj to, jak mały organizm sobie z takimi atakami radzi. A wzmocniony, radzi sobie naprawdę dobrze. Moje dzieci w ubiegłym roku, były osłabione jesienną ospą wietrzną, i infekcje łapały dość często, ale wszystkie kończyły się na kilku (czasem kilkunasto) dniowym pobycie w domu, z gorączką, katarem i kaszlem, udało się uniknąć zapaleń wszelkich, powikłań, antybiotyków i sterydów. Małe organizmy same radziły sobie z chorobą, dzięki czemu, za każdym razem się wzmacniały.

*wpis powstał we współpracy z portalem natu.care

21 sierpnia, 2016 22 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry