Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Author

Paulina

Paulina

codziennośćdzieciństwo unpluggeddzieckoprzyjemnościslow lifestyleświętazima

Migotanie, blaski i dzwoneczki

by Paulina 9 grudnia, 2016

Zaczął się z przytupem, cały ten czas dzwoneczków, światełek, i hohoho-czy-są-tu-grzeczne-dzieci. Czas tego wymiętolonego, sponiewieranego wciskaniem wszędzie ducha świąt.

Sypnęło. Zabieliło, zmiękczyło listopadową surowość, zalśniło.
Wyjęliśmy
sanki i pobiegliśmy korzystać z okazji, bo w tamtym roku za wiele ich
nie było. Śnieg trzeszczy pod butami i pachnie białością, sanki z przed
prawie trzydziestu lat dają radę aż miło. Zjeżdżamy z Wielkiej Ogromnej
Góry osiedlowej, oczy łzawią od wiatru i śmiechu, dzieci piszczą z
radości. Bijemy rekordy, kto pojedzie dalej i zrobi najdłuższy sankowy
ślad. Dzieciaki robią orły w śniegu, zaśmiewają się i zadeptują je zanim
jeszcze zdążą się dobrze podnieść.
Z balkonu sąsiedniego bloku słychać delikatne dzwonienie. Lepszego klimatu być nie mogło.

 

Rumieńce, przemoczone rękawiczki, błyszczące oczy.
Wracamy jeszcze wśród śmiechu, dzieciaki ciągną sanki na zmianę.
A
w domu cała ta szczęśliwa bańka pęka gwałtownie i prawdziwe życie wali
nas z placka w te uśmiechnięte twarze, bo mieszanka głodu, zmęczenia i
wielkich emocji skutkuje awanturą, histerią i buntem. Dla zachowania
równowagi, za słodko być nie może.

I ten Mikołaj.
Już w poniedziałek rano się zaczęło.
Rozpakowali pakiecik z adwentowego kalendarza. Z zadaniem upieczenia
ciasteczek dla Świętego Mikołaja. Przypomniało nam się o tym trochę
późno, bo w zasadzie to spać już by należało. Ale zadanie trzeba
wykonać, nie ma wyjścia.
Przyszurali swoje krzesełka, ustawili się
ciasno przy mnie, pilnowali, żeby mi sprawiedliwie pomagali sypać mąkę i
cukier, i masło, mikser i wagę włączać na zmianę, kto ile ma foremek, i
jakie i dlaczego ona ma kaczkę mamo, i ja tes chce tlaktola.
Iskra podśpiewuje i upycha na grubo ciasto do foremki, Wilczek
rozwałkowuje na krzywe placki. Wycinają krzywe samoloty, koślawe auta i
nieproporcjonalne kaczki. Piękne. A oni cali w mące i emocjach. Potem
ulepili jeszcze”dowolne wariacje”, czyli dwie bezkształtne formy żabę i rybę piłę.
Zapachniało.

Ciasteczka dla Mikołaja na talerzu, mleko w
szklance. Oczy mocno zamknięte, ale buzie się nie zamykają. Wilczkowi
rozwiązuje się worek z pytaniami zadawanymi świszczącym, teatralnym
szeptem, Iskra śpiewa hohoha, tralala, co to za Mikołaaaj. Gdy w końcu
zasypiają, nam udziela się ten naiwnie radosny nastrój, pakujemy,
wyjadamy mikołajowe ciasteczka, piszemy listy do grzecznych dzieci, z
czarnej płyty miękko wybrzmiewa Nat King Cole.
Na zmianę tajniaczymy się
z prezentami dla siebie, niby to na chwilę po coś wychodzimy, utykamy
te książki i płyty pod poduszką, a potem, gdy idziemy spać, kładziemy
się z udawaną obojętnością, ale jednak ostrożnie, na wszelki wypadek.
Mamy naszego, tradycyjnie trochę przedwczesnego Mikołaja i listy do
siebie pisane.

W nocy przebudzają się oboje, jakieś sny i przeżycia układają się w tych
małych głowach, dużo tego wszystkiego do ogarnięcia. Rano wstają
niewyspani, i u progu jęku i marudzenia dostrzegają kolorowe paczki.
BYŁ! Ciasteczka zjadł! Prezenty są, hurra! Ta ich radość… wyskakana,
wyśpiewana, najmocniejsza. Ściskająca w gardle aż.

I tak. Co prawda śnieg właśnie rozpaczliwie topnieje, jakiś wirus się przypałętał (a z nim i humorki marudzące) i trochę ten klimacik się nadpsuł, ale będzie pięknie, jeszcze się rozmigocze.

9 grudnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

pokażesz mi kolory szarych chmur

by Paulina 23 listopada, 2016

Zanurzyliśmy się w listopadzie.

Zanurzyliśmy się w zapachu zbutwiałych liści i zimnego wiatru. W aromacie dymiących ognisk z badyli podeschniętych palonych na wsi.Wdychaliśmy powietrze szare, wilgotne i zimne.

Całe stada bażantów na ogołoconych polach. Drzewa bezlistne, zachwycające ażurową finezją gałęzi. Szarość i burość, a czasami brzozowy wybryk złocistości.

Idziemy, nie za wolno, zagrzewamy krew, spacery w szarości mają to do siebie, że muszą być dość energiczne, mimo swego dość ospałego charakteru. Niby nigdzie się nie spieszymy, ale jednak żwawo stawiamy kolejne kroki, nie dajemy energii skostnieć do reszty. Nasz śmiech zmienia się w obłoki pary. I oddychamy powietrzem zmarzniętym, choć dobrze doświetlonym słońcem – słońcem podobnie niestosownym jak śnieg w kwietniu, choć z o ile większą przyjemnością witanym.

Cenne są te słoneczne promienie listopadowe, cenne i rzadkie. Napawamy się, napawamy.

 

23 listopada, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieciństwo unpluggedjesieńkultura z dzieckiemlubelszczyznaLublinmindfulnessprzyjemnościslow lifestyle

czas analogowy

by Paulina 18 listopada, 2016

Mniej mnie ostatnio w świecie wirtualnym. Trochę mi się ta internetowa doskonałość przejadła. Blogi, coraz częściej przypominające profesjonalne serwisy radzące nam – za pomocą nowych produktów jak żyć, instagram z masą identycznych zdjęć (z góry, kawa wśród jesiennych liści, z kawałkiem nogi wystającej spod wełnianego koca), plus motywacje i inspiracje, do których już wiecie jaki mam stosunek. Miałam przygotowany większy tekst na ten temat, ale widzę, że nie jestem sama w takich przemyśleniach i już o przesycie intenetowych ideałów napisały już Sara, Basia czy Agnieszka.

Dlatego trochę uciekam od komputera ostatnio. Gdy mogę.

Zamiast fejsa i blogosfery, wybieram
błogosferę na kanapie, kawę i muzykę.
Zamiast świecącego ekranu wybieram książkę, zamiast smyrania po gładkim ekranie – druty i miękkość wełny (choć technologie mi towarzyszą, z Jane Austin w słuchawkach). Okrywam się kocem, trochę niepięknym, ale ciepłym.

 

Popołudniami spacer, bo czasem, gdzieś
między szarością a deszczem wygląda promyk słońca lub dwa i wtedy jest
tak pięknie i pokrzepiająco, że nie straszny jest ani wiatr, ani
perspektywa nocy rozpoczynającej się o 15.

Gdy odbieramy dzieci, opóźniamy powrót do domu, idziemy na pusty plac zabaw, krążymy po osiedlu wokół przedszkola, robimy biegi do najbliższego śmietnika, liczymy kałuże i testujemy parasole. Bywa oczywiście mało malowniczo, bo jesień w tym roku jaka jest, każdy widzi. Czasem nam się nie chce, czasem nie chce się dzieciom.

Gdy pogoda jest już całkiem bezlitosna, wybieramy fajne miejsca pod dachem. W Lublinie jest sporo takich miejsc, do których można się udać, bardziej lub mniej specjalnie dla dzieci i wcale niekoniecznie są to sale zabaw. Ostatnio ulegliśmy pięknej twórczości malarzy Normandii. Mamy taką czasową wystawę na naszym lubelskim zamku – to takie muzeum w starym stylu, źle oświetlone, ze ścianami pomalowanymi na zielono, ale takie muzea tez coś w sobie mają, zwłaszcza o tej porze roku, działają podobnie kojąco jak biblioteki. Naszym starym zwyczajem poszliśmy tam razem z dziećmi. Nie byli jakoś szalenie zainteresowani, ale mieli też resoraki do jeżdżenia po podłodze. Poza tym robiliśmy rodzinne wybieranie ulubionego obrazu z wystawy, oglądaliśmy obrazy z bliska i daleka. Lubelskie Centrum Kultury też organizuje fajne nietuzinkowe zajęcia dla dzieciaków, to zawsze miłe urozmaicenie.

 

A czasami wracamy od razu do domu, jemy obiad. Układamy puzzle. Malujemy. Tworzymy bardziej, lub mniej udane DIY. Czytamy, przytulamy się, skaczemy i tańczymy, bawimy w chowanego. Bywają też cenne chwile wspólnej zabawy – bez nas. Bywa i oglądanie bajek na tablecie. A czasem przeczekujemy (ze zszarganymi nerwami) trudne popołudnie, z Księżniczką Fochną i Señor Awanturem, z nazgulimi wrzaskami, z kłótniami pod tytułem „nie lubię cię” lubisz” „nie” „tak”…”mamo ona powiedziała….” itd. Przytulamy, zalepiamy cudotwórczymi plasterkami Ciężkie Obrażania Na Paluszku o-tu-mamusiu-kropelka-krwi, całujemy stłuczenia, wycieramy łzy. A czasem tracimy cierpliwość, krzyczymy, mamy ich dość i czekamy do wieczora.

A wieczorami gramy w planszówki. Rozmawiamy. Albo słuchamy muzyki. Oglądamy filmy. Albo czytamy. Pijemy winko, albo melisę.

 

I dobrze mi jest, że nie muszę do tego picia kawy sypać sobie liści wokół kubka.  Że dzieciaki nie muszą bawić się szaro – miętowymi królikami. Że nasze codzienne spacery wśród bloków i śmietników. Że nie jestem zobowiązana do relaksowania się w odkrywczych, wystylizowanych wnętrzach. Do gotowania w designerskich garnkach. Że pamiętnik piszę w zwykłym zeszycie zwykłym piórem, bez washi tape, pieczątek, koronek i retro nożyczek.

Że mogę, ale nie muszę. Że nie mamy lajfstajlu, tylko nasze dobre życie. Z masą błysków, roziskrzeń i momentów, ale poza tym cudownie, cudownie niewyszukane.

18 listopada, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
asmrbrzmieniadźwiękimindfulnessprzyjemnościzmysły

Zmysłowe przyjemności. Brzmienia

by Paulina 7 listopada, 2016

O muzyce już
pisałam parę razy. Bardzo lubię słuchać jej z zamkniętymi oczami, zanurzyć się totalnie w jej brzmieniu. Ale słuchać uwielbiam nie tylko muzyki. Uwielbiam
miłe dźwięki, dają bardzo intensywne uczucie relaksu, czasem aż przyprawiają o drżenie i to o nich będzie dzisiejszy wpis z serii zmysłowych przyjemności. Zapraszam też do postów o zapachach i dotyku.

Należę do tych szczęśliwców, którym dużo czytano w dzieciństwie. Być może to właśnie głos mojej babci – ciepły i matowy, idealnie pasujący do słów takich jak biszkopt, a czytający krwawe historie braci Grimm – zaszczepił we mnie Wielką Miłość do Miłych Głosów.

Np. do głosów radiowych  Piotra Kaczkowskiego, Oli Kaczkowskiej czy Jerzego Janiszewskiego. Michelle Phan robiąca piękne makijaże (i mówiąca o nich) na YT, albo Karen Savage, czytająca angielskie klasyki z Librivox. Albo moja promotorka – z prawdziwą przyjemnością chodziłam na seminarium magisterskie, właśnie ze względu na brzmienie jej wykładów, zwłaszcza szarą porą jesienno – zimową, za oknem wiatr i deszcze, a my w ciepłej sali, otuleni tym miłym głosem jak baśnią. Inna sprawa, że regularnie z tej błogości zasypiałam, i moje notatki nie należały niestety do najbardziej treściwych.

Jakie jeszcze dźwięki dają mi podobną błogość?

chlup chlup

Jak wiecie jestem osobą mocno zbrataną z naturą, więc siłą rzeczy różne dźwięki naturalnego świata też dają mi mnóstwo radości. I cisza.
Np. cudowna, aksamitna cisza, gdy wjedzie się do lasu na rowerze. To ten moment kiedy przestaje świszczeć w uszach wiatr i wtedy ten las tą nagłą ciszą otula jak kocem. Albo, pozostając w leśnych klimatach, szelest i chrupanie jesiennych liści.

Wspominałam już o innych, intensywniejszych doznaniach na wakacjach pod namiotem. Jednym z nich są właśnie wieczorne dźwięki. Cudowny trzask ogniska i pykający ogień. Mlaskanie fal o brzeg jeziora, grające świerszcze. I żaby. A czasami deszcz bębniący o płachtę namiotu (o ile tylko delikatne bębnienie nie przemieni się w koncert Larsa Ulricha, bo wtedy przestaje być miło).

Jest jeszcze zimowe skrzypienie śniegu i trzask zamarzającego jeziora. I odgłos łyżew po gładkim lodzie, takie delikatne stuknięcie i szczęk.
I letnie skrzypienie gorącego piasku pod stopami. I huk morza – totalny, trochę straszny, potężny, a jednocześnie kojący.

I odgłos krojenia puchatego ciasta w blasze, ciche pyrkanie gęstej zupy, gulaszu albo mieszanych powideł. Cudownie brzmi też stukanie łyżeczką w szklankę napełnioną gęstym płynem – efektu nie robi ani kubek, ani woda czy herbata. Musi być śmietana, albo sos, albo koktajl.
A skoro już przy jedzeniu jesteśmy, to uwielbiam chrupanie – marchewki, papryka, grzanki, pękająca skorupka na crème brûlée

Do tego ukrojonego ciasta i powideł dodajcie jeszcze mruczącego kota, czyli esencję tego jak brzmi przyjemność. I delikatny trzask płyty winylowej, i ogólnie jej ciepłe brzmienie.


A pozostając przy temacie około muzycznym – strojenie się instrumentów w orkiestrze symfonicznej. Uwielbiam ten moment przed koncertem czy spektaklem, z dodatkiem cichych pochrząkiwań, skrzypieniem krzeseł, szuraniem butów.

A propos butów – cudowny jest odgłos kroków o bruk na starych filmach. Jakieś inne buty kiedyś mieli, i bruk może też robił swoje, w każdym razie bardzo miło się tego słucha. Szczególnie gdy idą w deszczu i w nocy. A potem jeszcze zapalają papierosa zapałką.

Albo szczęk nożyczek tuż przy uchu. Znacie może tego wirtualnego fryzjera? Do słuchania przez słuchawki:) Jest zresztą sporo tego typu filmików, nazywają się ASMR, potrafię przy nich przepaść na dłuższy czas.

I jeszcze świszcząco – łaskoczący, teatralny szept dziecka prosto do ucha, zawierzający mi Wielką Ogromną Tajemnicę. Zawsze wtedy przechodzą mnie dreszcze.

Są też słowa, które brzmią wyjątkowo przyjemnie. Cała masa dźwiękonaśladowczych (uwielbiam to w polskim języku) szeptów, szelestów, klekotów, stukotów, chlupotów i grzmień. A poza nimi wspomniany już biszkopt – słowo idealnie oddające delikatną konsystencję lekko chropowatą fakturę, a nawet słodycz. Albo świetlistość. Drżenie. Źdźbło. Chrust. Miękkość. Krokus. Klitka. Rozgwiazda. Czereśnia. Łapserdak. Lubczyk.

Pękanie folii bąbelkowej. Rozdeptywanie białych kulek śnieguliczki. Dźwięki migawki w aparacie. Tykanie niektórych zegarków. Bicie serca.

7 listopada, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

przez liści ogniste dywany przechodzi piękna bóg ostatni raz

by Paulina 27 października, 2016

Wzięliśmy rowerki i placki z dyni, z cynamonem, imbirem i rodzynkami. Pyszne i delikatne, pomarańczowe jak liście. Mogliśmy pomyśleć jeszcze o herbacie z sokiem malinowym w termosie, ale nie pomyśleliśmy. Ale i tak serca ogrzały nam się w tym cudownym świecie żółtym i czerwonym, szeleszczącym.


Słońce przebijało się skąpo przez chmury i prześwietlało miękko przez te przepyszne kolorowe drzewa.

(zmarznięte) ręce w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się…
A nogi w liściach, szurają, szeleszczą i chrupią. Wzrok w kolorach energetycznych. Kochane ramię obok i dzieci, sielankowo (i nietypowo ostatnio) zgodne i zachwycone spacerem. A klony, dęby, buki i brzozy olśniewają, każde na swój sposób.

Wróciliśmy do domu, na zupę. Potem był jeszcze grzaniec i trzask czarnej płyty, delikatny jak trzask ognia w kominku.

Jestem pokrzepiona.

 

 

27 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
odporność u dziecizdrowie dzieci

Jak wzmocnić odporność dzieci. Odsłona jesienna.

by Paulina 17 października, 2016

Nie dało się jej nie zauważyć, zanim na dobre zebraliśmy kocyki z letnich pikników,  już rozhulała się z deszczem, przenikliwym wiatrem i wirusami. W placówkach u moich dzieci jakby puściej. Temat chorowania dzieci staje się niestety bardzo aktualny.

Tak jak pisałam w lecie, o odporność dzieciaków warto zacząć dbać właśnie wtedy – gdy o chorobach z ulgą zapominamy. Warto się wtedy wzmacniać, nasycać i hartować.


A teraz… Teraz nie psujemy tego, co zdobyliśmy i wzmacniamy się dalej.

Świeże powietrze na odporność

Walczę o spacerki. O wychodzenie na dwór, o świeże powietrze, o ruch. Wilczek co prawda poczuł tę przytulność jesienno – domową, i na dwór nie chce wychodzić, bo zimno i wieje. Przyznam że mnie wtedy trafia trochę, bo ciągle jeszcze wierzę że na tym polega dzieciństwo, z rumieńcami i błyszczącymi oczami, z glutem może trochę od zimna, ale z tą legendarną dziecięcą energią i to nie ja mam go namawiać na plac zabaw, to mnie, dorosłemu ma się nie chcieć, a oni mają chcieć jeszcze i jeszcze. Ale, może taki moment po prostu, staram się nie zmuszać, raczej stosować podstępy (zawody w zbieraniu najbardziej kolorowych liści, kasztanów, bieganie do celu, liczenie okrążeń, wyścigi)
To jest najprostsze i najnaturalniejsze na świecie, gdy ruszamy się na zimnym powietrzu, organizm się hartuje i dotlenia, a przez to nabiera mocy. (oczywiście jeśli nie mamy pecha mieszkać w okolicach w których ludzie sami, na własne życzenie fundują sobie wdychanie syfu).
Staramy się robić choćby krótkie wypady za miasto, do lasu.
Nie przegrzewam też dzieciaków na dworze. Ubieramy się raczej na cebulkę, żeby można było zdjąć jakąś warstwę, gdy zajdzie taka potrzeba.

hartowanie dzieci, wzmacnianie odporności, zwiększanie odporności

Nie przegrzewam też mieszkania. staramy się nie przekraczać 20st w mieszkaniu (no, poza łazienką), codziennie naprawdę porządnie wietrzę sypialnie.
Jeszcze w kwestii mieszkania. Jesienią i zimą często jest za sucho. Dlatego nawilżamy – często wystarczy pranie, albo mokry ręcznik na kaloryferze. Można się tez zaopatrzyć w nawilżacz rozbijający cząsteczki wody ultradźwiękami, często można do nich dodać olejki eteryczne (eteryczny, nie zapachowy to zasadnicza różnica) i korzystać z dobrodziejstw aromaterapii. Taka forma „rozpylania” olejków eterycznych jest najkorzystniejsza, nie są one podgrzewane. A te dobrodziejstwa to nie tylko miły zapach, to często też działanie przeciwwirusowe, wspomagające pracę górnych dróg oddechowych, są też właściwości odprężające i relaksujące.

Jedzenie a odporność.

Bardzo zachęcam zajrzeć na post o jedzeniu zimowym. Wspomniałam w nim, że to, co dostarczamy do brzucha, ma przemożną moc. Zaczynając od właściwości doraźnie rozgrzewających (ciepła zupa jedzona po zmarznięciu na dworze jest jak balsam zdrowotny), na wartościach odżywczych i wzmocnieniu ogólnym kończąc.
Do tego warto szczególnie zadbać o dorzucanie super-food, to, jak już  kiedyś pisałam, jedzenie wszystkomające.

  • Kasza jaglana – ocieplająca, wysuszająca śluz i zasadowa, z całą masą składników odżywczych i inne kasze, 
  • olej kokosowy tłoczony na zimno – unikalne połączenie kwasów tłuszczowych, kwas laurynowy o właściwościach antygrzybicznych, antywirusowych i antybakteryjnych, do tego właściwości odchudzające. I inne oleje tłoczone na zimno, lniany, rzepakowy, dyniowy, z oliwek
  • komosa ryżowa, 
  • siemię lniane – trochę niedoceniane np w porównaniu do nasion chia a to prawdziwa bomba zdrowia. Ja dodaję do koktajli i do porannej jaglanki
  • kurkuma, czarnuszka, imbir (jako dodatek)
  • dynia, buraki, natka pietruszki cebula i czosnek. 
  • I koktajle – czyli sprytny sposób na przemycenie masy cudowności (nie zawsze smakujących maluchom) w postaci ładnego, kolorowego napoju.

Flora bakteryjna, czyli odporność z brzucha.

Ponieważ Wilczek przywiózł sobie z Podlasia bardzo niesympatyczną odkleszczową pamiątkę, mamy trzy tygodnie antybiotyku (pierwszego w życiu), Bałam się strasznie tego osławionego spadku odporności, i naczytałam się trochę o dobrych bakteriach z jelit. Które są arcy ważne, bo właśnie one w dużej mierze są odpowiedzialne za odporność. Dajemy teraz dzieciakom probiotyki (Iskrze niecodziennie), zwracamy uwagę na to, jakie szczepy bakterii są w nich obecne (takie, które wykazują właściwości pozwalające faktycznie dotrzeć do jelit). I dbamy o florę bakteryjną naturalnie: czyli jemy ogórki, kapustę – kiszoną, nie kwaszoną, z dobrego źródła, chleb na zakwasie.

I kwas buraczany, cudowny nie tylko ze względu na kwas mlekowy, ale także same buraki – ten robimy sami w domu:

  • Do wielkiego słoja wrzuca się grubo pokrojone (nie obrane, tylko wyszorowane) buraki, 
  • Potem dodaje się przyprawy, czyli parę ząbków czosnku, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, 
  • Wszystko zalewa się przegotowaną osoloną wodą (łyżka soli na litr wody), tak, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię wody(dlatego przyprawy można dodać między burakami). Można dodać też skórkę od chleba żytniego.
  • Po mniej więcej tygodniu, zakwas jest gotowy. My pijemy na szklanki (jest pyszny!), dzieciaki na łyżki, jako syropek

Suplementy na odporność. 

Suplementacja to nie tylko słodkie żelki i syropki z syntetycznymi witaminkami. Mamy to szczęście mieć w domu dwóch lekomanów, którzy zjedzą wszystko pod warunkiem, że będzie się nazywało syropkiem. A co im daję pod tą nazwą?

  • tran – klasyczny, norweski, nawet bez zapachów dodatkowych, albo olej lniany
  • syrop z cebuli – czyli pokrojona z piórka cebula (naturalny antybiotyk, mnóstwo witaminy C) z miodem (kolejny naturalny antybiotyk, masa mikroelementów, witaminy)
  • witamina D (na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych promienie słoneczne padają pod takim kątem, że nie ma promieni UVB potrzebnych naszej skórze do wyprodukowania tej witaminy
  • i różne dodatkowe, mam trochę soków od mamy (z pigwy, malinowy, z bzu czarnego i sosny), które dajemy na zasadzie syropków właśnie
  • Syrop apteczny, z jodem, witaminami z grupy B, l-argininą i glukanem

Chyba tyle. Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na zwiększenie odporności u dzieci w okresie jesienno-zimowym?

17 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowojesieńslow lifestylespacer

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…

by Paulina 13 października, 2016

Mój ulubiony złoty październik postanowił w tym roku zrobić sobie przerwę. Zastępuje go, prawdziwie wspaniałomyślnie listopad, jest bardzo zaangażowany i niestrudzenie zalewa świat szarymi chmurami i deszczem, żeby nikt przypadkiem nie zauważył, że drzewa są tak pięknie październikowo – kolorowe i kasztany czekają na zbieranie.

Pamiętam doskonale jak w tamtym roku się tą szarością zachwycałam… Ale teraz mam potworny niedosyt kolorów! Chcę wreszcie pójść do parku na porządny spacer i popławić w tej naszej jesieni złotej i polskiej, za którą tęsknię już od paru lat (bo najpierw Francja i jej przedłużona letnia aura – zresztą nic przeciwko niej nie miałam, a w tamtym roku remont mieszkania i totalny brak czasu na cokolwiek z podwójną ospą wietrzną na dobitkę). Chcę szurać nogami w liściach kolorowych, porzucać się nimi z dzieciakami, i wąchać ich miły zapach. Złoto – jesienne spacery po parku mają dla mnie specjalne znaczenie i super funkcję doładowywania akumulatorów przed następnymi ciemnymi miesiącami.

A tu wygląda na to, że zupełnie nagle, z prawie-letnich pikników zostaliśmy przeniesieni w świat grzańca, koca i ciepłych gaci. I kataru. Jestem na to rozpaczliwie nieprzygotowana.

 

 

13 października, 2016 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomindfulnessmuzykaprzyjemności

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka energetyczna

by Paulina 8 października, 2016

I nadeszła. Człowiek tylko szurałby w chrupiących liściach, wdychał zapach kasztanów, względnie siedział pod kocem i popijał kolejne herbatki zatapiając się w kolejnych powieściach.
Ale, ponieważ nasza cywilizacja nie jest przystosowana do cyklu rocznego, dalej musimy wstawać o (coraz zimniejszym i ciemniejszym) świcie, zabierać się za różne pilne sprawy dnia codziennego i zamiast herbatek lub gorących czekolad pod kocem na sofie, łykać kawę na szybko i brać się do roboty.

O tym, jak się dobudzić, pisałam już kiedyś, dzisiaj o kolejnym, istotnym sposobie. Muzyka! Muzyka grzejąca, kofeinizująca, energetyczna.
Jeśli potrzebujecie się rozbudzić, jeśli potrzebujecie energii. Do tańczenia, sprzątania, jechania samochodem w nocy, porannej rozgrzewki, do brania się (w garść, do roboty, za siebie).
Zapraszam na kolejną odsłonę cyklu muzycznej Odpoczywalni. Bierzcie i budźcie się!

The Black Keys El Caminho
Organek Głupi
The Doors, chyba wszystko
Lenny Kravitz Mama said
Moby Play
Gaba Kulka Hat Rabbit
Lao Che Gospel, Dzieciom
Queen Innuendo, A night a the opera
Kasabian Velociraptor
Ten years after A space in time
Graveyard – Hisingen Blues
Santigold – Santogold 
Akurat – Pomarańcza

I parę pojedynczych kawałków:
The white stripes Seven Nations Army
Gorillaz Clint Eastwood
Survivor Eye of the Tiger
T Rex Children of the revolution
Rolling Stones Paint it, Black
Thin lizzy Whiskey in the jar
Bee Gees Stayin’ Alive 
Franz Ferdinand Take me out
David Bowie and Mick Jagger Dancing in the street Dancing in the street(ten teledysk!!)
Don Ross Michael, Michael, Michael Klimbim
Kazik & Yugoton Malcziki
Uriah Heep Lady in Black
Raconteurs Steady as she goes

A jeśli macie ochotę pogrążyć się w jesiennej melancholii polecam poprzedni odcinek, czyli muzykę depresyjną. Albo, jeśli macie ochotę miło owinąć się w kocyk, pic herbatkę i czytać, to tu jest muzyka na popołudniowy relaks

8 października, 2016 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmikultura z dzieckiemkulturalniepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemŚląsk

Śląsk!

by Paulina 4 października, 2016

Przyznam, że dotychczas moja relacja ze Śląskiem nie należała do najserdeczniejszych. Zdarzało mi się tam bywać, ze względu na przeprowadzonego tam brata z rodziną, ale były to wyjazdy wybitnie towarzyskie, większość z nich zresztą w czasach przed dziećmi, więc koncentrowały się głównie na domowych imprezach.

Tym razem, w mieszkaniu dzieci było czworo (choć i tak bardzo fajnie się wspólnie bawiących), więc siłą rzeczy staraliśmy się, żeby pobyt w nim maksymalnie ograniczyć.

Co zresztą zaowocowało zdecydowanym ociepleniem wspomnianej relacji śląsko – lubelskiej.

Pracownia

W Gliwicach odwiedziliśmy między innymi pracownię rzeźby mojego brata – Smalart. Dumna jestem z niego bardzo, Szymek robi piękne rzeczy (tradycyjne rzeźby, modele, czy scenografię), można je zobaczyć w przestrzeni publicznej, fajnie było się przyjrzeć wszystkiemu od kuchni

i przejechać się motocyklem

 

Nikiszowiec

I Nikiszowiec. Niezwykle klimatyczna, robotnicza dzielnica Katowic, zaprojektowana i wybudowana na początku XX w. jako spójna, funkcjonalna i estetyczna całość.
To totalnie inna architektura niż we wschodniej Polsce. Podobno to tu jest prawdziwa atmosfera Śląska. Przyznam, że taka właśnie atmosfera – bardzo tradycyjna i uporządkowana mocno do mnie przemawia. Do tego zobaczyliśmy kopalnię i prawdziwych górników, co, zwłaszcza dla Wilczka, było przejmującym przeżyciem.

Spotkanie

W innej, równie klimatycznej, a do tego pełnej zieleni dzielnicy – Giszowiec – nastąpiło historyczne blogowe spotkanie. Poznałam (wreszcie!) wspaniałe dziewczyny z blogów Ruby Times i Itsmillyme. Było przesympatycznie, i dzieci i dorośli szybko się zintegrowali w miłej kawiarence z piętrem fajnie dostosowanym do licznej i intensywnej młodzieży (stanowiącej zresztą większość naszej grupy).

 

Muzeum

I jeszcze Muzeum Śląskie, które poleciły nam dziewczyny. Mamy w naszej rodzicielskiej historii trochę rodzinnych wizyt w muzeach, głównie we Francji – muzeach mocno współczesnych, interaktywnych, z ciekawą i dobrze pokazaną ekspozycją, dlatego poprzeczka ustawiona jest dość wysoko. A Katowice swobodnie tę poprzeczkę przeskakują, szczególnie wystawa „Górny Śląsk na przestrzeni dziejów” – z makietami, instalacjami, plakatami, wszystko wśród sugestywnej scenografii i z ciekawie i przystępnie podanymi informacjami.

A tu lustrzana wystawa czasowa. Wilczek był zachwycony, a Iskra trochę przestraszona.

Ruby Times

Przed samym powrotem do domu odwiedziliśmy jeszcze Agatę, by nie odjeżdżać do Lublina z poczuciem totalnego niedosytu.
Zasiedzieliśmy się trochę, ale było fantastycznie. Młodzież, podobnie jak my odnalazła wspólny język. Ale powiem Wam, że sami byliśmy zaskoczeni, jak banda dwu- i czterolatków, którzy dzień wcześniej jeszcze się nie znali, bawili się w pełnej zgodzie przez tyle czasu i dali nam wspaniałe chwile na dorosłe pogaduchy, pyszną kawę i równie pyszne muffiny.
Do powtórzenia, tym razem na wschodzie:)

4 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
festiwalelubelszczyznaLublinmój stylmuzyka

Dzieci i imprezy muzyczne. Nowa odsłona.

by Paulina 29 września, 2016

Jakieś półtora roku temu pisałam o naszych nieśmiałych próbach połączenia koncertów z dziećmi. Szału może nie było, ale tragedii też nie.

Tamte próby to nie był nasz wymysł i kaprys, raczej wyższa konieczność, i taka nasza rzeczywistość po prostu – gdy mieszkaliśmy we Francji robiliśmy różne rzeczy, niekoniecznie dziecięce, a ponieważ nie mieliśmy maluchów z kim zostawić, towarzyszyły nam cały czas.

Teraz, już w Polsce, są dziadkowie, nie zawsze może dostępni, ale udało nam się przez ostatni rok użyć trochę wyjść (w tym koncertów) bez narybku.

A ostatnio była okazja do kolejnej próby muzyczno – dziecięcej.

Lubelskie Święto Młodego Cydru. Ostatnie podrygi lata, fajna impreza, połączona oczywiście z degustacją cydru z tegorocznych zbiorów jabłek , tematyczną grą miejską i koncertami. Koncerty w plenerze, więc niezobowiązujące.
Ale już od pierwszych dźwięków Wilczek chwycił się za uszy twierdząc że o jest za głośne i on już nie chce tu być.
Już mieliśmy wracać na tarczy, ale mieliśmy szczęście, bo byliśmy ze znajomymi, którzy mieli dla swojego maluszka specjalne wyciszające słuchawki. Szczęśliwie dla nas, maluch nie chciał ich zakładać, z czego skorzystał nasz synek i spędził następną godzinę zupełnie zadowolony z życia, z przytłumionym słuchem. Zdecydowanie, na następny sezon musimy się zaopatrzyć w taki sprzęt i można rozważać więcej plenerowych imprez muzycznych.

 

 A sama impreza bardzo udana. Cieszę się, że rozwija się w Polsce produkcja takich ciekawych trunków i że jest to połączone z taką fajną promocją w fajnym klimacie. Trochę jak listopadowe Beaujolais Nouveau we Francji (choć o nim mówi się że jest bardzo doskonałą promocją zupełnie niedoskonałego produktu).
Sam zresztą klimat końca lata i dojrzałych jabłek – ich zapachu i smaku, bardzo do mnie przemawia. I ten cydr, wybitnie letni napój – lekki, delikatnie gazowany, aromatyczny (a nie aromatyzowany!) idealnie się w ten klimat wpisuje.

Wilczek w słuchawkach, Iskrze muzyka nie przeszkadzała, ale myślę, że przy dłuższej ekspozycji na taką głośność, i jej przydałyby się wyciszacie.

Sama jestem ciekawa, co będziemy robić za rok:)

29 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • …
  • 49

Ostatnie wpisy

  • wycieczka rowerowa z namiotami
  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • wycieczka rowerowa z namiotami

    21 sierpnia, 2026
  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry