więc pomyślałam, że o tym napiszę. A już zwłaszcza, że po poradnikach o
francuskim stylu, francuskiej kuchni, powstał poradnik dotyczący wychowywania
dzieci à
la française (nie czytałam go, ale co tam, wypowiem się).
grymaszą”, a Francja jest bodajże jedynym krajem w Unii Europejskiej
mającym dodatni przyrost naturalny. I nie jest to tylko spowodowane ciągle
narastającą imigracją z krajów muzułmańskich, w których duża rodzina jest
wartością samą w sobie. „Rdzenne” Francuzki też decydują się na
więcej niż jedno dziecko – dwoje czy troje to zupełna norma, czworo tez nie
stanowi patologii, ani nie jest powodem do współczucia/kiwania z pobłażaniem
głową.
podejściem do dzieci we Francji i w Polsce, zastanawiam się, czy nie stanowimy
jakiś skrajnych biegunów…
medyczne podejście do tematu, USG przy każdej wizycie, obowiązkowa masa badań,
prowadzenie ciąży przez lekarza. Francuzki ciążę traktują znacznie luźniej,
standardowo pracują do połowy ósmego miesiąca (no, chyba, że ciąża jest
faktycznie zagrożona, ale albo tutaj jest mniej takich przypadków, albo znowu
decyduje luźniejsze podejście), ciążę prowadzi położna (albo lekarz rodzinny.
Ja chodziłam do położnej, wydało mi się to naturalniejsze). Generalnie ciąża jest traktowana bardzo
naturalnie, co ma swoje dobre i złe strony. (Bo w końcu ciąża to
najnaturalniejszy stan pod słońcem, ale jednak dość wyjątkowy i chce się być traktowaną wyjątkowo. Przynajmniej ja chciałam).
wypowiedzieć, jako że w Polsce trafiłam chyba najgorzej, jak można i wiem, że
(na szczęście) moje przeżycia nie są powszechne. Nie wiem też, jak sprawy się
mają w innych szpitalach we Francji. W każdym razie, poza oczywistymi różnicami
w wyposażeniu szpitala, w warunkach lokalowych, w szpitalnej
diecie, wynikającymi z pieniędzy lub ich braku, najbardziej uderzyła mnie
różnica w podejściu personelu. Podczas pierwszego porodu czułam się totalnie
wyzuta z mocy, byłam po prostu pacjentką (z tendencją do bycia petentką),
kolejną tego dnia, która prawie przeprasza, że poród postępuje tak wolno, a
zwracano się do mnie w trzeciej osobie („niech się rozbiera i położy”
– SERIO), albo per dziecko zamiennie z kochanie (co nie było jakieś chamskie,
ale jednak dość upupiające), albo, już później „niech mama” (jaki
awans społeczny…) We Francji od początku do końca traktowano mnie podmiotowo,
dawano prywatność, podchodzono z szacunkiem do mojego ciała i do moich emocji.
Myślę, że duży wpływ miało właśnie podejście personelu na to, że pierwszy poród
zakończył się cesarskim cięciem, a drugi, choć też nie najłatwiejszy, był
naturalny.
dziecku – jego jedzeniu, przybieraniu na wadze, kupkach i spaniu. Francuskie
poradniki pełne są tekstów o tym, jak najszybciej odzyskać figurę, o formach
opieki nad dzieckiem i metodach antykoncepcji.
O tym co jeszcze po porodzie, przeczytacie w następnym odcinku, bo tekst mocno mi się rozrósł.














































































