Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

aktywnie z dziećmi

aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylslow lifestylezima

a to zima ciągle

by Paulina 26 stycznia, 2018

Jest taki moment pod koniec stycznia.
Gdy słońce mocniej błyśnie. Ptak zaśpiewa jakoś śmielej, i pięć minut po południu ciągle jeszcze nie ma nocy.
To ten moment kiedy pojawia się pierwsze oczekiwanie na wiosnę. Pierwsze „mogłaby już przyjść”.
Na spacerze nadrzecznym zaczynam zauważać miejsca idealne na pikniki, i wizualizować sobie cudowny czas w plenerze. Zaczynam myśleć o letnich sukienkach, już prawie czuję ciepłą od słońca trawę pod stopami. Wyobrażam sobie wiosenne wycieczki i długie, ciepłe wieczory…
I mówię stop jak najszybciej, staram się nie nakręcać. Upycham usilnie te myśli gdzieś w daleki kąt, bo za wcześnie jeszcze przecież. Za wcześnie na rzeżuchę, na tulipany i żonkile za wcześnie.
Wwiercam się więc jak mogę w zimowy klimat, wybieram z dzieciakami na łyżwy, planuję zimowy wyjazd, czytamy z dzieciakami śnieżne książki, celebruję tę zimowość jak mogę. Na siłę trochę.
Byłoby łatwiej gdyby ciągle było tak jak na tych zdjęciach. Ze skrzącym śniegiem, zamarzniętym jeziorem, drzewami migocącymi szronem, skrzypiącymi w białym puchu krokami. Można by się wtedy w tej zimie nurzać, i w tym śniegu i mrozie, tak porządnie, poczuć ten mróz szczypiący w nos. Bo zima jest, to musi być zimno.
Chociaż… mogłoby już… nie być… 

 

 

26 stycznia, 2018 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadziecko

chustonoszenie w praktyce cz.2

by Paulina 21 stycznia, 2018

  

chustonoszenie, dziecko w chuście, rodzicielstwo bliskości

Dzisiaj część druga praktycznego chustonoszenia. Będzie o prawidłowym wiązaniu, wyborach chusto / nosidło / wózkowych i ubieraniu się. A część pierwsza, bardziej ogólna, tutaj.

Jak wiązać chustę

Gdy już mieliśmy naszą chustę w domu, pojawiło się oczywiście pytanie, co zrobić z tą wielka płachtą?
Przy
zakupie każdej chusty dostaje się książeczkę z instrukcjami różnych
rodzajów wiązań. Jest też sporo filmów pokazujących co i jak. I są
doradcy, warsztaty, noszący znajomi.
My nauczyliśmy się podstawowych wiązań właśnie z tych instruktażowych książeczek i youtube’a. Początkowo ćwiczyliśmy na poduszce,
polecam tę metodę, trochę się można z chustą obyć, poczuć na sobie,
poćwiczyć dociąganie bez robienia krzywdy dziecku. Swoją drogą warto zacząć wiązać jak najwcześniej, gdy dzieciak jest naprawdę malutki – fakt że noworodki są wiotkie i kruche, ale też wtedy jest największa szansa, że dziecko chustowanie polubi. Dobrze jest zacząć, gdy maluch jest wyspany i najedzony i generalnie zadowolony z życia. Rodzic też powinien być wyluzowany i spokojny, niemowlaki wyczuwają różne nerwy. I nie odpuszczać, jeśli dziecko się wierci i marudzi. Tzn, jeśli się wierci i marudzi, rozwiązać, i za jakiś czas spróbować znowu.Możecie zrobić sobie zdjęcie i umieścić na forum chustowym z pytaniem o porady.
Gdy
już ogarnęliśmy podstawowe wiązania, byłam parę razy na zajęciach z
tańca z chustą i tam miałam okazję zweryfikować z profesjonalistą moje
wiązanie, wymieniłam się z noszącymi dziewczynami doświadczeniem
Przy dociąganiu dobrze jest popracować trochę ciałem, ruchami np barków pomóc w dociągnięciu. Dobrze jest, jeśli planujemy dłuższe wyjście, też pochodzić chwilę z zawiązaną chustą po domu, żeby się wszystko ułożyło, i ewentualnie dociągnąć, jeśli coś się poluzuje – takie poprawki są wygodniejsze jeśli robimy je na spokojnie w domu, przed lustrem i bez ubrań wierzchnich.

TADAAAAM! Początki zawsze są trudne:D Tak właśnie wyglądało pierwsze
zamotanie Wilczka. (Uspokajam od razu, że to zamotanie było bardzo
krótkie;) )

A skąd wiadomo, że chusta jest dobrze zawiązana?

Ma być wygodnie.
I dorosłemu i dziecku. Powinniśmy czuć cały przytulony brzuszek
dziecka. Nie powinno nas nic uciskać ani ciągnąc. Powinniśmy czuć ciężar równomiernie rozprowadzony na całych plecach, nie powinny nas ciągnąć ramiona.
Maluch ma mieć pozycję rozpłaszczonej żabki, nóżki odwiedzione na boki  i zgięte w kolanach pod kątem prostym, a ręce na boki, mają jakby przytulać noszącego.
Chusta powinna być równomiernie dociągnięta
na całych plecach dziecka. Dlatego właśnie ten splot skośno krzyżowy
jest taki ważny, dzięki niemu naciągnięcie jest dobrze rozprowadzone.
Dziecko w chuście nie siedzi! A zwłaszcza malutkie dziecko – chusta ma za zadanie przytrzymywać całe plecki.
Nie powinno być żadnych fałdek i luzów. (tutaj właśnie paski pomagają nam w ocenie)

Chusta czy nosidło

Dla nas decyzja była automatyczna, prze
pierwszym dziecku nawet nosidła nie rozważaliśmy, bo nosidła
ergonomiczne nie były wtedy tak rozpowszechnione. A potem uznaliśmy, że
nie ma potrzeby mnożyć bytów.
Za nosidłem
przemawia to, że jest łatwiejsze w obsłudze. Za to chusta jest bardziej
uniwersalna – w chustę zamotamy zarówno noworodka, jak i dwulatka na
wiele różnych sposobów (zarówno z przodu, z tyłu jak i z boku, na
biodrze).

Kiedy chusta kiedy wózek?

Nigdy nie byłam radykalistką, która w
imię noszenia dziecka i korzyści z nim związanych pozbywa się wózka jako
zła burzącego więź rodzica z dzieckiem. Zdecydowanie uważam, że warto
mieć i chustę i wózek, to dwa sprzęty (choć nie wiem, czy o kawałku
tkaniny można mówić „sprzęt”), które bardzo fajnie się uzupełniają.
Przede wszystkim, choć w chuście ciężar dziecka jest dobrze rozłożony, to jednak on nie znika. Gdy jestem zmęczona, bolą mnie plecy, gdy idę po zakupy, wybieram wózek.
Albo, gdy wiem, że będę na dworze na tyle długo, że mały zgłodnieje,
też biorę wózek. Dziecko w chuście nie jest zbyt ciepło ubrane, i
dlatego wyjmowanie go z chusty na karmienie na dworze (gdy jest zimno)
nie jest dobrym pomysłem.
Może to próżne i samolubne, ale wybieram też wózek, gdy chcę założyć takie ubranie, w którym noszenie będzie niewygodne. Co prowadzi nas do następnego punktu, czyli

Jak się ubierać (i dziecko) do noszenia w chuście

Wygodnie!
Maluch
nie powinien mieć żadnych dżinsików, sukienek, podwijających się
bluzek. Najlepszy jest zwykły pajac, albo body i miękkie dresowe
spodenki/legginsy.
A rodzic? Dziecko jest przytulone do nas
naprawdę ściśle, dlatego najlepsze jest miękkie i wygodne ubranie – bez
guzików, aplikacji i zdobień – nic co mogłoby uciskać lub przeszkadzać maluchowi. Mnie najwygodniej jest w zwykłych bawełnianych, przylegających bluzkach, albo sukienkach. 
W lecie staram się unikać gołych ramion i wielkich dekoltów.
Po pierwsze łatwiej jest mi dociągnąć materiał nie po gołym ciele,
tylko po materiale. Dociąganie i noszenie w chuście w bluzce na
ramiączkach np może skończyć się nieprzyjemnymi otarciami. No i w lecie,
gdy jest gorąco, ten kontakt skóra do skóry (spocona skóra do spoconej
skóry), podczas chodzenia może nie być najprzyjemniejszy.
Gdy jest zimno noszenie w chuście jest jednocześnie bardzo praktyczne i bardzo niepraktyczne.
Kto
przeklinał ubieranie niemowlaka w sweterki i kombinezony, ten wie dlaczego praktyczne. Do
chusty zawijamy dziecko ubrane normalnie, w sensie bez żadnych
sweterków, grzeje się ono naszym ciałem i już razem z nim otulamy się
kurtką. Musi to być kurtka na tyle duża, żeby zapiąć oboje. Polecam albo
ołwersajzy, albo kurtkę męża, albo taki praktyczny wynalazek, jak u
mnie na zdjęciach, czyli kurtkę z kieszonką na dziecko w chuście.
Minusem takiego noszenia jest kwestia karmienia w plenerze, o której już wspomniałam.

Do
chustowania nie sprawdzają się wisiorki i naszyjniki, przy starszym dziecku także długie kolczyki. I torebki są średnio wygodne, mnie
najlepiej się chustuje z plecakiem.

I tak to wygląda u
nas. Jeśli macie jakieś pytania o chustowanie, śmiało pytajcie w
komentarzach. Chusta to zdecydowanie jeden z lepszych dziecięcych
zakupów. Bardzo polecam:)

Wpis powstał we współpracy z marką LennyLamb.

21 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmislow lifestylezima

czynności i bezczynności około sylwestrowe

by Paulina 16 stycznia, 2018

Intensywnie rodzinne lato w tym roku jakoś sprawiło, że zwyczajnie zapomniałam zarezerwować jakąś klimatyczną miejscówkę na Sylwestra w górach, a gdy ocknęliśmy się w połowie października, wszystko, co spełniało nasze oczekiwania było już zajęte.

Ale ponieważ wyjazdy na Sylwestra tylko w części opierają się na samym kierunku podróży, i tak ruszyliśmy. Ruszyliśmy na Śląsk. Śląsk może nie jest najidealniejszym miejscem na zimowy wyjazd z dziećmi, ale tym razem nie jechaliśmy do miejsca tylko do ludzi.

Spędziliśmy świetny czas.
Zaczęliśmy od przesympatycznej gościny u naszej bliźniaczej rodziny Ruby.

…a potem pojechaliśmy do mojego brata, do Gliwic, gdzie przywitaliśmy nowy rok.
 

To był wyjazd nastawiony głównie na domówki, darowaliśmy sobie różne zwiedzania, ale parę razy się wynurzyliśmy na świat, na spacer to tu to tam.

A gliwicka palmiarnia to absolutne mistrzostwo. W smutnym zimno – szaro – smogowym świecie cudowna odskocznia w intensywnej zieloności. I wcale nie trzeba traktować tego miejsca jak czegoś do zwiedzania, odhaczenia każdej tabliczki. Myślę, że to po prostu idealne miejsce na zimowy spacer – jest ta roślinność, są zwierzątka, przepiękne akwaria, ławeczki… Można sobie tam po prostu połazić, potraktować to miejsce jak przepiękny park w lecie, przejść się, przysiąść, pogapić na zwierzaki. Wszystko za 20zł dla całej rodziny. Jakbyśmy mieli takie miejsce u nas w Lublinie, byłabym tam z dzieciakami częstym gościem.

16 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadziecko

chustonoszenie w praktyce

by Paulina 10 stycznia, 2018

 

chustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości

Chusta ratuje życie. Może nie w sensie, że ratuje przed śmiercią, ale życie jako wykonywanie pewnych czynności (innych niż noszenie niemowlaka). Życie w sensie funkcjonowanie. I w sensie zdrowie psychiczne.

Jeszcze przed dziećmi miałam tą sielską wizję rodzicielstwa z rozwianym włosem, w romantycznej sukni i dziecięciem w chuście. Lata praktyki pokazały, że rozwiany włos niekoniecznie się sprawdza, podobnie jak nie wszystkie ubrania. I o tym dzisiaj będzie ten wpis. O tym, jak wygląda chustowanie z punktu widzenia praktyków – entuzjastów, ale nie fanatyków.

chustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiemchustonoszenie, chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

Zalety noszenia w chuście

Przede wszystkim, jak już wspomniałam, chusta ratuje życie;) Poza tym

  • dziecko, czując zapach rodzica, i kołysanie do którego przyzwyczaiło się przez 9 miesięcy, słysząc znajome bicie serca czuje się bezpiecznie i komfortowo
  • to poczucie bezpieczeństwa i komfortu wspaniale stymuluje rozwój, emocjonalny i intelektualny
  • rodzic też czuje się komfortowo wiedząc o powyższym
  • chusta wspomaga prawidłowe ułożenie bioder (nóżki są odwiedzione na boki) a plecy dziecka są wygięte w delikatny łuk
  • dziecku podczas chodzenia masuje się brzuszek
  • dziecko w chuście poznaje świat z bezpiecznej i wygodnej perspektywy – widzi dużo więcej niż w wózku, a jednocześnie czuje się pewnie przy rodzicu
  • rodzic dzięki chuście może naprawdę dużo – spacerować po każdym terenie nie przejmując się schodami czy krawężnikami, chodzić po górach, na imprezy masowe, na co dzień w domu można ogarnąć co nieco nawet gdy dzieciak ma zły dzień
  • dzieci chustowane mniej płaczą – i to nie tylko wtedy, gdy są noszone, a „Jeśli dzieci spędzają mniej czasu na płakaniu i marudzeniu, to co robią z wolnym czasem? Uczą się!”

 chustonoszenie,jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

Jak wybrać chustę do noszenia?

Pamiętam, że gdy zaczynałam interesować się tematem, przeraził mnie trochę ten nieskończony wybór. Trafiłam na forum chustowe, a tam dziewczyny wymieniały się jakimiś specjalistycznymi informacjami, gramaturą, chwaliły swoimi „stosikami” chust – z kaszmirem, konopiami czy jedwabiem.
Potem przebrnęłam trochę przez temat, zaczęłam jako tako orientować, na tyle, by móc wybrać naszą chustę.

Generalnie główny podział to chusty tkane, kółkowe i elastyczne.
Chusty tkane są najbardziej tradycyjne i najbardziej uniwersalne. Taka chusta powinna być tkana splotem skośno-krzyżowym, lub diamentowym, to są sploty, które dobrze pracują i równomiernie się naciągają, dzięki czemu jest nam ( i dziecku) wygodnie, komfortowo i bezpiecznie. Ma wiele możliwości wiązań. Problemem może być początkowo samo wiązanie.
Chusty elastyczne – wiele osób chwali sobie takie chusty na początek. To taki rodzaj chusty, którą wiąże się w całości zanim włoży się dziecko, materiał jest miękki i nie trzeba go potem dociągać. Jednak w takiej chuście można nosić dziecko tylko do pewnego momentu, ma ograniczoną liczbę wiązań, nie jest bardzo stabilna.
Chusty kółkowe – też są tkane splotem skośno krzyżowym, Ich główną zaletą jest szybkość i łatwość wiązania. Jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że w takiej chuście nosi się niesymetrycznie i obciążone jest tylko jedno ramię. Może nie jest to problemem przy krótkim wyjściu, ale na dłuższych spacerkach będzie już odczuwalne.


chustonoszenie,jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

My zdecydowaliśmy się na klasyczną bawełnianą chustę tkaną, głównie ze względu na jej największą uniwersalność – można ją nosić na wiele sposobów, nadaje się i dla noworodków, i dla większych dzieci, i na dłuższe wycieczki. Nie chcieliśmy generować dodatkowych kosztów, dlatego odpuściliśmy sobie wszelkie domieszki innych materiałów, nie wiem zresztą czy faktycznie robią one taką różnicę.
Wybraliśmy może mało fantazyjny kolor, szary, ale za to praktyczny i pasujący do wszystkiego i wszystkim. Jest w paski, co go trochę „uciekawia”. Paski są też o tyle fajne, że bardzo dobrze na nich widać, czy chusta jest dobrze zawiązana.

chustonoszenie, jaka chusta do noszenia dziecka, rodzicielstwo bliskości, wyjazd z niemowlakiem

To by było na tyle jeśli chodzi o część pierwszą. Niedługo kolejna część ze wskazówkami, poradami i naszymi obserwacjami około chustowymi. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało zadawajcie je w komentarzach, będę też wdzięczna  za polecenie tego wpisu komuś, komu może się przydać:)

*Wpis powstał we współpracy z marką Lennylamb

10 stycznia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmipodsumowania

podsumowanie 2017

by Paulina 5 stycznia, 2018

To był dobry rok.
Rok, który na pewno zapamiętam. Rok bardzo ciekawy zawodowo, rok fajnych rodzinnych wypadów, (mimo okoliczności) i kolejnego najważniejszego wydarzenia w moim życiu, czyli ciąży i narodzin trzeciego dziecka. Były trudne chwile i kryzysy, ale to dobry rok był.

Zaczął się najpiękniej, w klimatycznej łemkowskiej wiosce w cudownym zimowym Beskidzie Niskim.
Potem zima była cudownie zimowa, było najpierw leniwie, kanapowo i spokojnie, a potem zrobiło się intensywniej.

Z bardzo kapryśnej wiosny łuskaliśmy maksymalnie dużo spacerków i niedużych wypadów. Pod koniec maja udało nam się wyskoczyć nawet na parę dni w góry. Brzuch rósł, ja czułam się dobrze, choć byłam zwyczajnie zmęczona ciążą, pracą i dwójką maluchów. Brakowało mi trochę leniwego polegiwania, kołysania i samotnych, spokojnych spacerów. Za to wspaniale było obserwować jak reagują na brzuch dzieciaki, poprzednim razem Wilczek był za mały, by podchodzić do mojej ciąży świadomie.

Wakacje były slow i bardzo intensywnie rodzinne. Było dużo wsi, było trochę miasta, najróżniejsze wycieczki większe i mniejsze, był nawet dłuższy reset pod namiotem.

 

I wielkimi krokami zbliżyliśmy się do września. Odetchnęłam na
chwilę, dzieciaki poszły do przedszkola, więc mogłam zebrać myśli,
trochę się przygotować na Nowe.
I Nowe przyszło (fundując mi całkiem niezłą porodową traumę) – kolejne największe na świcie szczęście.

Pierwsze tygodnie, cóż, chaosiaście, czego można się było spodziewać,
te sześć tygodni połogu to czas przystosowywania się do nowej
rzeczywistości przez malucha, mamę i rodzinę.
Ale potem maleństwo
wpasowało się idealnie w nasze życie. Jest trochę większy rozgardiasz,
bywa głośniej, zwykłe wyjście z kompletem na spacer wymaga wspięcia się
na wyżyny logistyki, ale jest najpiękniej na świecie.

 

 Spełnienia marzeń w 2018!!

5 stycznia, 2018 16 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda rowerowaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestylezima

easy like sunday morning

by Paulina 11 grudnia, 2017

Ta niedziela była tak idealna, że aż sama sobie zazdroszczę. Jeden z tych dni, jakie wspomina się z nostalgią pt „to były piękne czasy”, gdy nastoletnie dzieci strzelają focha, trzaskają drzwiami i nie wracają na noc.

Dzień był w zasadzie dość zwyczajny. I raczej brzydki. Nawet nie spektakularnie brzydki, ot, szara polska przed-zima. Piliśmy naszą kawę weekendową i zastanawialiśmy co-by-tu bez samochodu (oddany do mechanika). Następnego dnia miał spaść śnieg, pierwszy w tym sezonie. Uznaliśmy, że to dobry pretekst, by pożegnać sezon rowerowy i wybrać się na miłą przejażdżkę.

Chwilę* później nasz gromada o dwunastu kółkach różnej wielkości jechała sobie miło ścieżką rowerową nad rzeką, w kierunku zalewu.

Plaża była pusta i szara. Zimno było dosyć i tak naprawdę średnio przyjemnie, ale to okoliczności raczej typowe w tym miejscu i czasie, więc cóż, bierzemy co mamy. A mamy doprawdy niemało, nawet w tym ponurackim świecie.
Mamy zabawy w piasku, rumieńce, błyszczące oczy i śmiech zamieniający się w obłoki pary. Mamy wspólną jazdę na rowerach, z Wilczkiem jako coraz równiejszym partnerem i Iskrą dzielnie pędzącą na biegówce i Malutkim błogo śpiącym w przyczepce.
Szarość jeziora migocącą na srebrno.
Płowe trawy, rudawe płachty liści i różne subtelne uroki późnej jesieni.

Wróciliśmy na rosół. Porządny gorący rosół z domowym makaronem, i Siestę w Trójce. A potem, tak, tak. Potem było ciasto drożdżowe. Z kruszonką. I kakao. I więcej Siest, tym razem na płycie, robienie na drutach, rysowanie, puzzle i origami.

Wiecie co, naprawdę nie potrzeba nic więcej.

Niektórzy nawet mają szamę w plenerze. W końcu wiadomka, jak wycieczka, to piknik, jak się jest najmłodszym to się trzeba szybko uczyć.

*Wiecie oczywiście, jak wyglądała ta „chwila” z trójką maluchów;) Dla przypomnienia, sytuacja z przed roku, minus jedno dziecko i jeden rodzic;)

11 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedkultura z dzieckiemkulturalnielubelszczyznaLublinmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemności

w mokrych cieniach listopada

by Paulina 21 listopada, 2017

„Dmucha, plucha, zawierucha, całe szyby stoją w łzach”… Jakoś sobie trzeba radzić z tym nie-czasem między złotem października a światełkami i dzwoneczkami grudnia… Radzić sobie najchętniej pod kocem i z herbatką.

Choć przytulna nieruchawość podkocowa kusi i wzywa, to rozsądek mi mówi, że lepiej jej nie ulegać zbyt mocno. Rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że praktykowana zbyt często, bywa bolesna w skutkach.

Zaczyna się zawsze niewinnie. Są miękkie dźwięki z gramofonu, jest ciacho i herbatka, dzieciaki zajęte zabawą w swoim pokoju. 
Ale potem pojawiają się te bolesne skutki.
Dla dorosłych – dlatego, że na kanapie, otuleni w te kocyki, świeczki i książki, po prostu tracimy ochotę i energię na cokolwiek innego. Cóż w tym złego, zapytacie. Ano, niestety jest tak, że dorosłość wymaga od nas innych czynności i aktywności. Lepiej mieć na nie energię. A energia pod kocykiem wysącza się jak powietrze z dziurawego balona. Siedzimy zbyt długo i zostaje tylko flak. Chcemy jeszcze więcej kocyków i świeczek, a z hałasów tylko jazz, ewentualnie trzaskanie kominka.

Dzieci na błogą i przytulną domowość reagują zgoła inaczej. Dzieci w tajemniczy sposób wsączają   energię, która wysącza się z rodziców. I dzieci kumulują tę energię. Kumulują, by pod wieczór, przeważnie na hasło „idziemy myć zęby” mogła eksplodować w postaci durnowatych i głośnych zabaw, małpich okrzyków, czerstwych żarcików godnych Karola Strasburgera i głośnym rechotem z tychże. A na koniec obowiązkowo paskudna awanturka, czyli ostatni fajerwerk, który można by zobrazować hasłem „gdyby kózka nie skakała…” bo przecież taka głupawa ZAWSZE kończy się wyciem co najmniej jednego dziecka.

Aż za dobrze znamy ten schemat, i ten szok jaki powoduje dziecięca głupawa z zasiedzenia, gdy jest się rozhyggewanym do granic możliwości. Dlatego staramy się do takich sytuacji nie dopuszczać. Albo je minimalizować.

Wychodzimy. Wychodzimy w te posępne mgły listopadowe, przenikające wilgocią zimno i na przekór się tą szarością zachwycamy. Takie wyjścia i zachwyty wymagają oczywiście więcej wyobraźni i kreatywności (niektórzy powiedzą pewnie, że także abstrakcyjnego myślenia) niż bezwstydnie oczywiste piękno maja.
Ale da się, serio!

 Spacery w podkazimierskich wąwozach…

 

I lubelskie spacery…

Nieodpowiedzialna matka hasa, a nieletnia córka opiekuje się młodszym rodzeństwem

I poprzedszkolne spacery…

Na wystawie Picassa na zamku w Lublinie

A potem wracamy, wszyscy z właściwym poziomem energii, akurat na chwilę nieruchawości kanapowej.

21 listopada, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckojesieńlasmindfulnessmój stylprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

let’s play birds

by Paulina 28 października, 2017
spacer po lesie, spacer z dziećmi, jesień

Wiecie, z czego jestem chyba najbardziej dumna jako rodzic?
Że moje dzieci są zachwycone światem

Że w kolorowych, migających i grających czasach wymyślnych atrakcji i jeszcze wymyślniejszych zabawek, centrów handlowych i sal zabaw, na hasło „jedziemy do lasu” moje dzieci wykrzykują głośne „hurra!”


A w tym lesie…
w tym lesie wybierają najpiękniejsze liście, bo z tych wszystkich tysięcy właśnie ten mamusiu, dla ciebie
tłoczą się w emocjach przed samodzielnie dostrzeżonym grzybem i głośno zastanawiają, czy nadgryzły go ślimaki, czy może żuczki
przepychają przy błyszczącej pajęczynie
szurają w dywanach liści, robiąc skomplikowane systemy dróg
na wyścigi pokonują przeszkody
głaszczą mech
zastanawiają się, czy piękniejsze są czerwone, czy żółte liście
zbierają patyki, ale tylko najspecjalniejsze

I
oczy im się błyszczą. Policzki różowieją. I tak sobie idziemy wśród tych drzew pełnych magii,
grzejąc czasem zziębnięte łapki, słuchamy ich opowieści o musująco
zmiennej tematyce, odpowiadamy na najróżniejsze pytania, i chłoniemy leśność i ten wspólny czas.

 

28 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiKazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowapodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka do Janowca

by Paulina 11 września, 2017
ruiny zamku, zwiedzanie z dziećmi, atrakcje lubelszczyzny

To prawdopodobnie nasza ostatnia wycieczka we czworo. Sama jestem ciekawa, kiedy ruszymy w drogę w nowym składzie…

lubelskie z dziećmi, janowiec
zwiedzanie z dziećmi, janowiec, lubelszczyzna, lubelskie z dzieckiem 

Kierunek: Janowiec. Janowiec, czyli mniej popularny brat Kazimierza, po drugiej stronie rzeki.
Na
miejscu ruiny renesansowego zamku, całkiem zresztą nieźle zachowane,
pozwalające wczuć się w klimat rycersko – księżniczkowy, bliski, jak
sądzę większości dzieci. Koło zamku świetny, rozległy park z kojącym
widokiem na Wisłę i Kazimierz, idealny na piknik i hamak.

 
 

A potem Przeprawa Promem (to określenie mocno na wyrost, jakie padło z ust zachwyconego Wilczka. W rzeczywistości chodzi o przeprawę czymś w rodzaju sporej tratwy Cały „rejs” trwa parę minut 😉 ). Z samego Janowca nad rzekę nie jest daleko nawet na piechotę, ale moje możliwości spacerowe na sam koniec ciąży, są już zdecydowanie ograniczone (a mizerne zasoby sił woleliśmy wykorzystać na spacer po parku i koło niego – wzdłuż skarpy przy Wiśle), więc przeprawiliśmy się z samochodem, co zresztą wywołało niemal ekstazę u nieletnich – nie dość że przeprawa statkiem, to jeszcze z samochodem.

A na koniec nadwiślańska plaża, a tam, jak zawsze ogarnia błogość idealna, świat zwalnia i spokój ogarnia doskonały… Zupełnie nie wiem, z czego to wynika – czy ta Wisła w tym miejscu tak leniwie płynie, czy działa drewniany kazimierski zapach, sepiowy kolor piasku, suma dobrych skojarzeń.
W każdym razie, zakończenie dnia, i wakacji idealne.

ciąża w lecie, letnie stylizacje ciążowe, jak się ubierać pod koniec ciąży

11 września, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznaLublinpodróże i wycieczkipodsumowaniaprzyjemnościRoztoczew ciąży

przyjemności letnie

by Paulina 4 września, 2017
lato w ciąży, sesja z brzuszkiem

To lato jest dla mnie dość wyjątkowe. Nie zawsze jest tak, że lato, początkowo wyjątkowo zimne, potem wyjątkowo gorące spędza się w końcówce ciąży, w towarzystwie dwóch intensywnych przedszkolaków. To te czynniki które sprawiają, że wiele przyjemności wakacyjnych jest ograniczonych, bądź uniemożliwionych totalnie.
Ale, w gruncie rzeczy, całkiem nam było dobrze razem, zobaczcie.

dinopark, park jurajski, bałtów

Wakacyjne wycieczki

Jak wakacje, to wycieczki, i wypady. Poza
trochę dłuższymi wakacjami na Suwalszczyźnie, raczej jednodniowe i
raczej nie na koniec świata, z wiadomych względów. Ale korzystaliśmy, bo
one pięknie robią wakacyjny klimat, dzieciaki je uwielbiają.
Jeździliśmy po okolicach lubelskich, znanych nam na pamięć  i
odkrywanych zupełnie na nowo. Czasem spacerowo, czasem głównie
piknikowo, do lasów, parków, miasteczek i wiosek.

Koniki polskie w Zwierzyńcu

Jeden z najpiękniejszych dni w te wakacje wg Wilczka, czyli Park Dinozaurów w Bałtowie

BFF

Suwalski Park Krajobrazowy

Lato na wsi

Upały wysysały energię, dlatego sierpniowa kanikuła to głównie podlubelska wieś i „wczasy pod gruszą” u babci i dziadzia. To tutaj pławiliśmy się w sielskości i błogości. Tutaj ogarniał Odpoczynek Totalny. Z basenem, trawą, piaskiem, hamakiem pod orzechem, owocami prosto z krzaczka i ożywczym wiaterkiem.
Dzieciaki miały siebie wzajemnie, do wspólnego biegania po trawie, grania w
piłkę, chlapania w wodzie, huśtania się i całej masy nienazwanych zabaw, a my polegiwaliśmy
błogo i patrzyliśmy na nasze dzikie dzieci spod zmrużonych rzęs.

chleb na zakwasie, bochenek, jak upiec chlebjak zrobić chleb, bochenek, pieczenia chleba

Piec chlebowy 

To nieodłączny element naszych wiejskich wypadów. Mój cudowny mąż namówił wszystkich na budowę tradycyjnego pieca chlebowego i teraz cieszymy się najpyszniejszą pizzą i idealnym chlebem za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców.
 

 

Lulin 700, balony, stare miasto

Lato w mieście

Jest ok. Zwłaszcza, że Lublin w tym roku świętuje swoje 700 lecie istnienia, więc to lato jest jeszcze bogatsze w miejskie festiwale i imprezy.
No i są przyjemne parczki i skwerki, fontanny, zalew, są pyszne rzemieślnicze lody. Są ciepłe i klimatyczne wieczory w nagrzanych murach, czasem spędzone Tylko We Dwoje.

Najlepsze lody w mieście w Czekoladowym

wersja w gofrze, na wypasie

Balkon

Zagospodarowany w tym roku, wyposażony w deski na podłodze, hamak, ławeczkę i dużo ziół i kwiatów, stał się naprawdę fajnym miejscem,na poranną kawkę lub wieczorną meliskę.

Książki

Przyznam, że nie mam jakiejś super passy czytelniczej ostatnio. Strasznie lubię ten stan, gdy mam kolejkę książek do przeczytania, a chyba najbardziej, gdy wciągnę się w konkretnego autora lub motyw / miejsce / czas. Ostatnio dobieram lektury dość chaotycznie, ale parę perełek udało mi się trafić.
Poniedziałkowe dzieci, bardzo poetycko napisana książka Patti Smith o niej samej, jej relacjach z Robertem Mapplethorpem. Świetnie się czytało podczas naszych wakacji na Suwalszczyźnie, idealnie mi pasował ten wakacyjny klimat do ich historii. 
Sekretne życie drzew Peter Wohlleben, jedna z najczęściej pojawiających się w tym roku książek na instagramie, a ja nie przepadam za insta-książkami. Ale skusiłam się i bardzo się cieszę. Choć  ton momentami zbyt jak do dzieci i trochę daleko posunięta ta antropomorfizacja drzew, to książka jest pełna ciekawostek, które teraz sprzedaję mojej rodzinie przy różnych okazjach tonem eksperta.
Mag John Fowles. Fantastyczna książka, o której nie bardzo potrafię napisać jednozdaniową opinię – tajemnicza atmosfera, świetnie skonstruowana opowieść, o miłości, egoizmie, psychologii, wolności, prawdzie, religii i filozofii…
Kamień na kamieniu. Myśliwskiego.  Bardzo lubię u Myśliwskiego ten gawędziarski styl, czasem poetycki, czasem bardzo prosty i mądrość wplecioną jakby mimochodem w opowieść.
Wanna z kolumnadą Filipa Springera. Świetne reportaże o polskiej przestrzeni i tym, dlaczego w naszym pięknym kraju tak często bolą oczy.
Steinbeck i Fitzgerald, jeszcze pod koniec wiosny, w ramach poznawania klasyków amerykańskich

Filmy i seriale

Filmów było sporo, tu te, które najbardziej zapamiętałam.

Król Artur. Legenda miecza. Poszliśmy sobie do kina na „coś fajnego” i nie zawiedliśmy się. Film bardzo w stylu Guya Ritchiego, naprawdę dobrze się oglądało, choć na pewno nie jest to film wiernie pokazujący legendę
Song to song, to film który zachęcił nas obsadą a który docenia się przede wszystkim za formę i estetykę. Sama historia i bohaterowie w gruncie rzeczy dość banalni.
Drive. Nigdy dotąd go nie widziałam, ujął mnie totalnie melancholijnym, trochę mrocznym klimatem fantastycznie podkręcanym świetną muzyką. Mało dialogów, także między głównymi bohaterami, ale wszystko aż iskrzy od napięcia
Paterson. Przez sporą część filmu oczekuje się w napięciu, że zaraz wydarzy się coś dramatycznego, a potem napięcie schodzi i jest miło, spokojnie i prosto.
Dunkierka. Świetnie zrobiony film, ze świetną obsadą (Tom Hardy jednym okiem opowiadający całą historię i taka masę emocji!) i opowiadający o wojnie z bardzo, moim zdaniem, współczesnej perspektywy – nie ma tam monumentalnych scen walki, są pojedynczy i anonimowi, tzw zwykli ludzie, mniej lub bardziej bohatersko radzący sobie (lub nie) z rzeczywistością wojenną. Mocno to sugestywne.
Sztuka kochania. Umknął nam ten film w kinie, doczekaliśmy się wydania na dvd. Świetnie opowiedziana, kobieca historia i wspaniała Magdalena Boczarska.
Gra o tron, jedyna oczywistość serialowa w ostatnich miesiącach.

Muzyka

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa do filmu Drive. I Daniel Bloom, soundtrack z Wszystko co Kocham, a ostatnio też Lovely Fear, bardzo wakacyjne i klimatyczne dźwięki.

Chciałam w te wakacje jeszcze zająć się trochę mieszkaniem, popleść makramy do powieszenia doniczek z roślinkami, wywołać zdjęcia do albumów… Ale na to pewnie przyjdzie czas jesienią, gdy starszaki będą w przedszkolu, a najmłodsze będzie spać lub kontemplować własne stópki.

I już. Nie ukrywam, że 1 września przywitałam w tym roku z wyjątkową radością, ale to fajne wakacje były.
A jak Wasze wakacyjne wrażenia?

4 września, 2017 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • …
  • 13

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry